- O co w tym chodzi?
Roman raz po raz przeczesywał włosy palcami, starając się odgadnąć znaczenie pisma, które leżało na biurku w Sekretnym Gabinecie - tak Zagadkowi Agenci nazywali fragment jednego z zamkowych pomieszczeń, wydzielony jedwabnym chińskim parawanem, służący im za główną siedzibę. Zgodnie z niepisaną umową zawartą z rodzicami Eryka i Romana dorosłym nie wolno było tam wchodzić bez wyraźnego pozwolenia agentów. Mimo to w Sekretnym Gabinecie panował zadziwiający porządek. Jego centralny punkt stanowiło wielkie, bogato rzeźbione biurko z szufladami pełnymi szpargałów oraz notatek z prowadzonych przez agentów śledztw. Naprzeciw znajdowało się okno, a po obu stronach przestrzeń zamykały przysadziste szafy gdańskie.
- Nie wiem - odparł Eryk z rezygnacją. - Muszę się nad tym porządnie zastanowić.
- To jakiś szyfr - wtrąciła Ewa.
Toska potwierdziła to głośnym szczeknięciem. I rzeczywiście, nie budziło wątpliwości, że znaczna część wiadomości nakreślonej na pożółkłym kawałku papieru jest zaszyfrowana.
- "Wierzę, że Bóg pozwoli natrafić na te słowa wtedy, gdy będzie to konieczne dla Ziemi i ludzi" - Eryk odczytał jedyny zrozumiały fragment. - Ciągu dalszego nie przeczytałby nawet zawodowy lektor. No, może tylko jakiś wyjątkowy mistrz.
Ciąg dalszy prezentował się tak:
RJZQA YXBHZ V RJQXOSNQHTL
ZAX FN NCJQXB ONVZK AXJZ
MZ JNKZMZ
- To jakiś bełkot - fuknął Roman. - Tego się nie da nawet przeczytać, chyba że chcesz złamać język...
Toska parsknęła z dezaprobatą, a Ewa w zadumie zacisnęła usta. Nagle nachyliła się nad kartką i zabębniła palcami w blat biurka.
- Tata mi pokazywał pewne ciągi znaków służące do programowania - oznajmiła. - Należy wybrać jedynie spółgłoski, a potem podmienić samogłoski, tak żeby... Nie, to nie przynosi żadnych rezultatów.
- Nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że pismo wygląda na co najmniej kilkaset lat, a wtedy nie było komputerów. Co może wydawać ci się nieprawdopodobne.
Uwaga Eryka sprawiła, że Ewa zerknęła na niego z ukosa. Nie zamierzała jednak dyskutować. Była na tyle mądra, że nie dawała się sprowokować ani podpuścić. Poza tym Eryk, jako niezwykle inteligentny chłopiec, czasem wydawał się zarozumiały, choć wcale nie chciał za takiego uchodzić. Momentalnie się zreflektował i przyjacielsko uśmiechnął.
- Przepraszam - rzucił nieco zmieszany.
Nie minęły jednak dwie sekundy, gdy znów cała jego uwaga skupiła się na starym piśmie. Chłopiec sięgnął do szuflady i wyjął z niej lupę w srebrnej oprawie. Zaczął systematycznie oglądać znalezisko.
- To pergamin, czyli specjalnie wyprawiona skóra jagnięca lub owcza, która dawniej zastępowała papier - wyjaśnił. - Wygląd pisma oraz zdobione wielkie litery wskazują, że to manuskrypt ze średniowiecza. Wtedy posługiwano się głównie łaciną, chociaż zachowały się też teksty polskie. Zdarzały się nawet przypadki sporządzania notatek w języku ojczystym. Można uznać tę kartkę za przedmiot ogromnej wartości.
- Jeśli tata ją zobaczy, natychmiast oprawi i zamknie na klucz w witrynie - stwierdził Roman.
- Dlatego musimy na nią wyjątkowo uważać. Nie powinniśmy jej dotykać gołymi rękami...
- Masz jakiś pomysł na odczytanie tego szyfru? - Ewa ponownie pochyliła się tuż obok Eryka. - Wysil swoją wielką mózgownicę.
- Zawsze interesowałem się kryptografią, czyli nauką o szyfrach, ale to jest skomplikowane... Teoria szalenie różni się od praktyki.
- Czyli nie masz żadnego planu? Może powinniśmy to pokazać komuś dorosłemu?
- Tylko "gdy będzie to konieczne dla Ziemi i ludzi" - Eryk odczytał fragment wiadomości. - Dajcie mi czas do jutra, a jeśli nic nie wymyślę, wywieszę białą flagę i zdam się na kogoś starszego. Zgoda?
Dwa głosy ludzkie oraz radosny szczek wyraziły aprobatę. Eryk Deryło szykował się na długą noc. Czuł jednak, że szyfr może kryć jakiś niezwykły przekaz.