W Antykwariacie Zamkowym można było spędzić cały dzień i się nie nudzić. Nie nudziłoby się zapewne, spędzając w nim nawet cały dzień oraz całą noc. Sklep z rozmaitymi starociami zajmował dwie komnaty we wschodnim skrzydle niewielkiego zamku (a właściwie fortalicji, lecz wytłumaczenie różnicy pozostawię Erykowi). Od podłogi po sam sufit wypełniały je regały, których półki uginały się pod ciężarem zakurzonych ksiąg, srebrnych świeczników, zegarków kieszonkowych, misternie wykonanych precjozów oraz mnóstwa przedmiotów, których przeznaczenia można się było jedynie domyślać. Do tego pomiędzy regałami znajdowały się mniejsze i większe skrzynie, szkatuły oraz zabytkowe meble.
W rogu mniejszej z komnat, za chińskim jedwabnym parawanem, znajdował się Sekretny Gabinet. Tak Zagadkowi Agenci nazywali tę niewielką, wydzieloną część pomieszczenia służącą im za główną siedzibę. Zgodnie z niepisaną umową zawartą z rodzicami Eryka oraz Romana dorośli nie mogli tam wchodzić. Mimo to w Sekretnym Gabinecie panował zadziwiający porządek. Centralny punkt stanowiło wielkie, bogato rzeźbione biurko z szufladami pełnymi szpargałów oraz notatek ze śledztw prowadzonych przez agentów. Naprzeciw niego znajdowało się okno, a po obu stronach przestrzeń zamykały przysadziste szafy.
To właśnie w Sekretnym Gabinecie tego przedpołudnia przesiadywali Zagadkowi Agenci. Był gorący, lipcowy dzień, od trzech tygodni trwały wakacje, a przyjaciele nie mieli nic specjalnego do roboty.
Eryk od godziny wertował pożółkły podręcznik kryminalistyki, a Ewa bawiła się Bestią - skonstruowanym przez jej tatę robotem przypominającym tygrysiątko. Bestia reagowała na kilka komend dźwiękowych oraz wymagała regularnego karmienia, czyli ładowania baterii. Dla dziewczynki stanowiła namiastkę prawdziwego pupila, na którego jej rodzice nie chcieli się zgodzić.
- Grzeczna Bestia, brawo! - Ewa zaklaskała z radości, gdy zabawka przeturlała się w cyrkowym popisie. - No, dalej, dalej!
Roman zerknął na nią z uśmiechem. Odłożył czasopismo o sporcie i zatrzymał bujany fotel, w którym siedział.
- Wiesz, że to nie jest prawdziwe zwierzę? - zagadnął, przechylając głowę.
- Oczywiście - odparła z determinacją Ewa. - Masz mnie za szaloną?
- Po co więc te wszystkie pochwały? Bestia ich nie rozumie.
- Tego nie możesz wiedzieć. Tata twierdzi, że sztuczna inteligencja jest przez ludzi bardzo niedoceniana.
- Jest sztuczna, więc z pewnością nie ma uczuć.
- A jeśli ma, tylko nie chcemy tego zaakceptować?
Roman pokręcił głową. Ciężko westchnął i spojrzał w stronę Eryka, jakby szukał pomocy. Jednak jego brat był całkowicie pochłonięty lekturą.
- Układ scalony i kilka kabelków nie może mieć emocji - powiedział z naciskiem.
Ewa nie zamierzała ustąpić.
- Właśnie że może. Jesteś zbyt ograniczony, aby chociaż dopuścić taką możliwość.
- Bo to bzdura.
- Mój tata mówi, że człowiek też jest obdarzony rodzajem sztucznej inteligencji. To kwestia szerszego spojrzenia na ten temat.
- Nie jestem robotem, nie stworzył mnie...
Roman chciał powiedzieć, że nie stworzył go człowiek, ale zdał sobie sprawę, że to przecież nieprawda. Niektórzy od dziecka mówili, że stworzył go Bóg, a inni, że jest dziełem mamy i taty. Westchnął. Dostrzegł, że Eryk oderwał się od książki i spogląda za okno. Rozciągał się z niego rozległy widok na ogród oraz główny podjazd do zamku.
- Coś tam zobaczył? - zagadnął, widząc na twarzy brata wyraz zainteresowania. - Znowu przyszły zające?
- Nie. - Eryk odchylił się w fotelu i zmarszczył czoło. - Ktoś idzie spotkać się z nami.
- Skąd wiesz? Może po prostu to klient antykwariatu.
Roman podszedł do biurka i spojrzał za okno. Zobaczył chłopca mniej więcej w ich wieku, który dziarsko maszerował w stronę zamku. Bacznie się przy tym rozglądał.
- Po pierwsze - Eryk uniósł dłoń i wyprostował palec wskazujący - nie mamy tu wielu klientów w tym wieku. Po drugie - w ślad za palcem wskazującym podążył palec środkowy - ten chłopiec jest tu po raz pierwszy, idzie w konkretnym celu. Po trzecie - śladem dwóch poprzednich palców podążył kciuk - zdaje się, że ma zapłakane oczy. Płacz oznacza jakiś problem, a my jesteśmy od rozwiązywania problemów.
Ewa spojrzała z uznaniem na Eryka. Poklepała po głowie Bestię, po czym również podeszła do okna.
- Koniec lenistwa, koniec nudy! Chyba będziemy mieć nową sprawę. - Uśmiechnęła się szeroko. - Zagadkowi Agenci wracają do akcji?
Eryk w zadumie pokiwał głową. Był ogromnie ciekawy, z jakim problemem przychodzi do nich ten chłopiec. Po chwili, zgodnie z jego oczekiwaniami, zabrzęczał mosiężny dzwonek zainstalowany przy drzwiach antykwariatu.