ROZDZIAŁ 2
- Ależ, mamo, czy to naprawdę dobry pomysł?
Nora Feller wróciła właśnie do domu. Całą trasę z komendy pokonała rowerem. Po wejściu do mieszkania walczy przez chwilę z zimową kurtką. Próbuje ją zdjąć, a jednocześnie przytrzymuje telefon między brodą a ramieniem.
- Chcesz się przeprowadzić do Malmö? Czemu akurat tam?
- A czemu nie?
Głos jej mamy brzmi słabiej niż dawniej, jakby w ciągu ostatniego półrocza się skurczyła. Nie ma się jednak czemu dziwić: najpierw potrącił ją samochód i złamała szyjkę kości udowej, a zaraz potem dostała udaru i zapadła w śpiączkę. Pięćdziesiąt dwa lata to wciąż młody wiek, ale po tych wszystkich nieszczęściach jej mama się zmieniła i postarzała.
Teraz Norę dręczy sumienie, że tak rzadko kontaktowała się z matką. Ostatnie śledztwo, w które była zaangażowana, wymagało pełnej koncentracji, więc przeznaczyła na nie cały swój czas. W willi we Frösakull doszło do eksplozji bomby. Na miejscu zginęły dwie osoby. Trzecia odniosła tak rozległe obrażenia, że zmarła w szpitalu. Szybko się okazało, że zamach związany był z handlem ludźmi. Grupa przestępców więziła kobiety w kilku mieszkaniach w Andersbergu, dzielnicy Halmstadu. Wykorzystywali je jako niewolnice seksualne.
Na samą myśl o tym, jak okrutnie i brutalnie były traktowane, Norze robi się niedobrze. Mężczyźni, którzy zaspokajali w ten sposób swoje potrzeby seksualne, byli mężami, ojcami i szanowanymi obywatelami miasta. Po pewnym czasie policji udało się ustalić tożsamość martwej kobiety, której szczątki odkopano na terenie dzielnicy przemysłowej. Okazało się, że była jedną z wielu, które w nadziei na lepsze życie i lepszą przyszłość przybyły do Szwecji, gdzie trafiły do piekła. Śledztwo, które prowadzono w tej sprawie, stało się dla niej jeszcze bardziej nieznośne po tym, jak wmieszała się w nie Sekcja M. Później się dowiedziała, że Charlotte rozpowszechniała plotki, jakoby ona, Nora, musiała odejść z sekcji, ponieważ nie umiała się dopasować do obowiązujących standardów. Najchętniej zapomniałaby o tamtym okresie swojego życia, zwłaszcza o tym, czego się wtedy dowiedziała na temat metod stosowanych przez członków sekcji.
Wstaje z podłogi, zdejmuje sportowe obuwie, podchodzi do okna i wygląda na dwór z pomieszczenia, które przez ostatni rok nazywała swoim mieszkaniem. Na drzewach wystrzeliły jasnozielone pąki, w skrzynkach, które stoją na balkonach sąsiedniego bloku, rozkwitły pierwsze wiosenne kwiaty.
- Naprawdę planujesz przeprowadzkę do Malmö? Przecież tam działają gangi i ktoś ciągle do kogoś strzela.
Nora jest już tak zdesperowana, że postanowiła użyć tego argumentu, byle tylko nakłonić mamę do zmiany decyzji. Odpowiedzią jest głośny śmiech.
- Chcesz powiedzieć, że trafię na linię strzału? To by dopiero była sensacja!
Nora nie może się powstrzymać od uśmiechu. To mało prawdopodobne, żeby po tym wszystkim, co przeszła jej mama, jej los mógł się zmienić na gorsze. Fakt, że zachowała poczucie humoru, również tego czarnego, sprawia, że Norę ogarnia przyjemne ciepło. Dopiero teraz uświadamia sobie, jak bardzo się za nią stęskniła.
- Wiem, że media publikują na temat Malmö mnóstwo negatywnych informacji, ale okolica, w której mieszkała moja ciotka, to stara i bardzo urokliwa osada rybacka. Nazywa się Limhamn. Nie wiem, ile zapamiętałaś z naszych wizyt u ciotki, gdy byłaś mała, ale na pewno nie jest tam tak jak w dzielnicy Rosenlund, jeśli to ją miałaś na myśli.
- Roseng?rd.
- Nieważne... Chodzi o to, że miasto przedstawiane jest w mediach w złym świetle. To, o czym donoszą, rzadko bywa prawdą. Nie sądzisz?
Nora przeciąga dłonią po czole.
- Tak bywa, oczywiście.
Mona Feller kontynuuje, ale ton jej głosu jest już łagodniejszy:
- To naprawdę piękny dom. Ciocia nie miała własnych dzieci, a spośród wszystkich członków naszej rodziny najbliższe kontakty utrzymywała ze mną. To dlatego odziedziczyłam po niej ten dom. Brzmi to trochę jak scenariusz filmowy. Wciąż nie mogę w to uwierzyć.
- Ale dlaczego Malmö? - podejmuje kolejną próbę Nora. - Przecież mogłabyś ten dom sprzedać i kupić coś w okolicy Halmstadu. Coraz częściej będziesz potrzebować pomocy, a ja już tu mieszkam. Po co przeprowadzać się do innego miasta, w którym nikogo nie znasz?
- Właśnie o to chodzi. Potrzebuję nowego impulsu do życia. Po tym, co ostatnio przeżyłam, właśnie tego mi potrzeba.
Tym razem głos pani Feller brzmi bardziej stanowczo.
Nora dotyka czołem chłodnej szyby i patrzy na parking przed budynkiem. Wracają wspomnienia związane z samochodem, z którego niedawno ktoś obserwował jej mieszkanie. Jest na sto procent pewna, że to była Charlotte Victorin. Na samo jej wspomnienie robi jej się kwaśno w ustach. Za nic w świecie nie chciałaby mieć z tą wariatką czegokolwiek wspólnego. Żeby pozbyć się niemiłego uczucia, uderza dwa razy dłonią o szybę, płosząc mewę. Ptak gwałtownie zawraca i odlatuje, wydając z siebie krótki, oburzony krzyk.
- Dom stoi w fantastycznym miejscu - kontynuuje pani Feller. - Widać z niego morze i most nad Sundem. Szczerze mówiąc, jestem już zmęczona życiem w Mossebergu. Wprawdzie mogę tu liczyć na stałą pomoc i opiekę, za to w Malmö byłabym sama w inny sposób. Ale zgadzam się z tobą co do tego, że taki wyjazd na pewno będzie dla mnie wyzwaniem.
- Wciąż nie rozumiem, jak sobie poradzisz w nowym mieście sama.
W telefonie zapada krótka cisza. Odpowiedź pada po chwili:
- Najlepiej by było, gdybyśmy zamieszkały razem. Co ty na to? Mogłabyś się wyprowadzić z Halmstadu i zamieszkać ze mną w Malmö. Miejsca dla dwóch osób na pewno wystarczy. Pracę załatwisz sobie bez problemu w miejscowej policji, bo jeśli sytuacja w mieście jest rzeczywiście taka zła, jak ją opisują, na pewno potrzebują tam więcej policjantów. W Limhamn jest morska promenada i mnóstwo przytulnych restauracji, a do Kopenhagi samochodem jedzie się godzinę.
Nora krąży po pokoju, przeciąga dłonią po twarzy. Nowe życie. Te dwa słowa kryją w sobie coś, co jej się podoba. Tylko co z pracą? Przecież całkiem niedawno dostała etat w Halmstadzie. Czuje się tu dobrze, bez problemu dogaduje się z Ulfem i całą resztą.
- Jeśli się ze mną nie przeprowadzisz, zrobię to sama - słyszy w odpowiedzi na swoje wątpliwości. Czuje, jak ogarnia ją panika.
- Sama sobie nie poradzisz.
- No to pojedź ze mną. Nie pierwszy raz zamieszkamy razem. Myślę, że razem będzie nam bardzo dobrze. Poza tym znajdziemy się daleko od...
Mona Feller nie wypowiada jego imienia i nazwiska, ale Nora wie, że miała na myśli Ingemara Wallina.
Od kiedy jej mama dostała skierowanie do centrum rehabilitacyjnego w Mossebergu, sędzia Wallin wisiał nad nią jak ciemna chmura. Mimo to mama nie chce zdradzić, o co w tym chodzi. Nora podejrzewa, że fundusz, z którego pochodziły hojne środki na opłacenie pobytu w tak ekskluzywnym ośrodku, może być powiązany z prezesem Sądu Najwyższego. Wystarczy trochę pogrzebać i wszystko stanie się jasne. Niestety, są dwa powody, dla których nie ma tego jak sprawdzić: praca w wydziale zabójstw pochłania cały jej czas, a w głosie mamy, gdy rozmawiają o Wallinie, za każdym razem pojawia się obca, mroczna nuta: żałość, smutek, a może nawet złość. Robi więc wszystko, żeby się pozbyć złych przeczuć, chociaż wyraźnie widzi, że coś jest nie tak. Być może powodem takiego zachowania jest jakaś dawna, przykra i niewypowiedziana pretensja.
- No więc jak będzie, córeczko? Podjęłaś decyzję?
Mona Feller czuje, że jej głos odzyskał dawną radość i siłę. Teraz znowu brzmi tak jak wcześniej, zanim doszło do tych wszystkich strasznych rzeczy. Być może powodem jest nadzieja na to, że Nora jednak z nią zamieszka.
Poza tym z Malmö do Göteborga jest dalej niż z Göteborga do Halmstadu, a tym samym dalej od Sekcji M, jej członków i ich macek. Dalej od Charlotte, Wallina i złych wspomnień z Katrineholmu.
Przytrzymuje telefon ramieniem i wyjmuje z lodówki butelkę wody gazowanej. Otwiera ją, wraca do pokoju i siada na niebieskiej, obitej materiałem kanapie. Kapituluje.
- Zgoda. Opowiedz mi więcej o tym domu, bo prawie wcale go nie pamiętam. Czy on naprawdę stoi nad samym morzem?