PANI
Napiszę książkę o III b, ale na pewno nie sama...
- Proszę pani, czy on się poślizgnął? - pyta Damian.
- Proszę pani, czy on zasnął? - pyta Patrycja.
- Proszę pani, czy on żyje? - pyta Maciek.
Jest wtorek, druga lekcja. Rozmawiamy o przyjaźni. O tym, co w ogóle znaczy słowo "przyjaźń", czy warto mieć przyjaciela i takie tam.
- Felek, teraz ty! - Pani wskazuje czwartą ławkę pod ścianą. - Co ty na to?
Szczupły, jasnowłosy chłopak z mocno odstającymi uszami wstaje i niepewnie rozgląda się dookoła. Stoi nieruchomo. Mruży oczy. Razi go wrześniowe słońce, wpadające do środka przez otwarte okno. Pewnie przez to słońce wydaje się bledszy, a jego piegi bardziej rude. Zatrzymuje wzrok na przysłowiu wiszącym nad tablicą: "Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie". Milczy. Może spostrzegł rozmazaną literkę "p" w wyrazie "przyjaciół"?
- Wolisz Feluś czy Feliks? - Pani pyta życzliwie, a wszyscy zaczynają chichotać.
Wszyscy oprócz Maćka, który próbuje językiem dotknąć własnej brody. Patrycji, która robi miny do różowego lusterka. Marcina i Bartka, którzy coraz głośniej się kłócą.
- Nazywam się Felicjan Felicjański - bąka, a chichot klasy przeradza się w głośny rechot.
- Cisza! - złości się Pani. - Jesteście uczniami czy stadem pawianów? - pyta, ale wcale nie czeka na odpowiedź. - Proszę, mów - dobitnie powtarza polecenie.
Felek wygląda, jakby się obudził. Lewą rękę opiera o ławkę. Drugą próbuje podnieść w górę. Otwiera usta. Coś szepcze. Robi krok do przodu. I... z hukiem wali się na podłogę.
Wyskakujemy z ławek i otaczamy go ze wszystkich stron. Niektórzy stają na krzesłach, żeby z góry lepiej widzieć. A Felek leży nieruchomo. Twarz ma białą, zamknięte oczy i sine wargi.
- Zemdlał? Udaje? Może umarł? - dzieci pchają się, każdy chce być jak najbliżej leżącego chłopca.
- Spokój! - krzyczy Pani, która wcale nie jest spokojna. - Maciek, biegnij po pielęgniarkę! Zaraz, jaki jest numer pogotowia? - trzęsącą się ręką sięga po komórkę.
- Proszę pani, czy on się poślizgnął? - pyta Damian.
- Proszę pani, czy on zasnął? - pyta Patrycja.
- Proszę pani, czy on żyje? - pyta Maciek.
I wtedy Felek otwiera oczy.
Felicjan Felicjański jest nowym. I to bardzo nowym, bo pięciodniowym uczniem klasy III b. Nikt go nie zna, bo przez te pięć dni trzymał się od wszystkich z daleka. Z nikim nie gadał, nawet z Czarnym Wojtkiem, z którym siedzi w jednej ławce.
- Dlaczego Felek na przerwie stoi ciągle sam? - spytała Wojtka Pani.
- Bo jest jakiś dziwny - odpowiedział.
Pani coś mu długo tłumaczyła, a później próbowała namówić nowego do wspólnej gry w piłkę.
- Nie mogę się przemęczać - powiedział cicho. - Mam zwolnienie z WF-u.
Później poczęstowała go czekoladkami.
- Nie mogę jeść czekolady - powiedział jeszcze ciszej.
Jeszcze później Pani zapisywała uczniów na całodniową wycieczkę do rezerwatu przyrody.
- Nie mogę jechać - powiedział tak cicho, że chyba nikt go nie słyszał. - Mam codziennie zabiegi i muszę być w przychodni.
Od razu wiadomo było, że będą z nim same kłopoty! Tak jak teraz. Mdleje jak gdyby nigdy nic i robi wokół siebie mnóstwo szumu. Choć to jednak fajnie, kiedy coś się dzieje w szkole. Dzieci krzyczały, Pani się denerwowała, pielęgniarka uspokajała, a lekarze z pogotowia zabrali Felka do erki. I pojechali.
A wtedy dopiero zrobiło się cicho, a może nawet trochę smutno.
- Co z nim teraz będzie? - zapytała Panią Ewa.
- Nie wiem. Na pewno jakiś czas spędzi w szpitalu - odpowiedziała Pani i zamyśliła się.
- Nigdy nie byłam w szpitalu - częściowo z ulgą, częściowo z zazdrością westchnęła Patrycja.
- A ja leżałem cały tydzień - pochwalił się Mikołaj.
- Koleżanka mojej cioci Kazi też leżała w szpitalu i nawet umarła - oznajmiła Ewa.
- No tak... - Pani zmarszczyła czoło jak zawsze, kiedy chciała przekazać coś ważnego. - Nie mówiłam wam tego wcześniej, ale Feluś jest bardzo chory.
- Ja też chorowałam na anginę. - Wiktoria nie chciała być gorsza od Mikołaja.
- Feluś ma raka, a to bardzo groźna choroba - głos Pani był bardzo poważny. - Dużo czasu spędza w szpitalach.
- W szpitalu wcale nie jest fajnie - przypomniał sobie Mikołaj.
- Dlatego chciałabym, żeby zapomniał o bólu i przykrościach - kontynuowała Pani. - I wy mi w tym pomożecie.
- Ale jak? - wyrwał się Damian.
- Może zrobimy zbiórkę i kupimy mu najnowszego Game Boya? - wpadł na pomysł Maciek.
- Kupmy mu od razu laptopa z internetem - zaproponował Marcin.
- Urządźmy koncert, a ja zaśpiewam największe przeboje! - Patrycja rozpuściła włosy i przejrzała się w lusterku.
Inni mieli jeszcze lepsze pomysły:
- Przyprowadźmy do szpitala słonia z zoo - rzucił Konrad.
- Lepiej ślimaka, przynajmniej można go trzymać pod kołdrą - dodał Maciek.
- A ja myślę - Pani zrobiła pauzę - że on najbardziej ucieszyłby się, gdyby wiedział, że wszyscy jesteśmy jego przyjaciółmi.
- Tylko że my go właściwie nie znamy - zasmuciła się Julka.
- To prawda, żeby się zaprzyjaźnić, trzeba dobrze się poznać - Pani przyznała jej rację.
- Znamy go pięć dni i dwie lekcje - policzył Bartek.
- On też zna nas bardzo słabo - tłumaczyła Pani. - Nie wie, czym interesuje się Patrycja, czym martwi się Ania, na jaki temat ciągle gadają Marcin z Bartkiem, o czym marzy Konrad...
- Już wiem! - wpadła na pomysł Ewa. - Odwiedzimy go w szpitalu i każdy opowie o sobie.
- Wtedy spuchnie mu głowa i rozchoruje się jeszcze bardziej - sprzeciwił się Damian.
- Chyba mam pomysł! - zaczęła tajemniczo Pani.
- Jaki? Proszę powiedzieć - podskakiwał Wojtek.
- Ja wysłucham waszych opowieści, a później...
- Opowie pani wszystkie Felkowi? - przerwał Jacek.
- Nie, ja je wszystkie spiszę i wydrukuję - wyjaśniła Pani.
- Normalnie, tak jak książkę? - dopytywała się Ewa.
- Wiktoria może zrobić rysunki - rzuciła Patrycja.
- No tak... Mogę - zgodziła się Wiktoria.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.