ROZDZIAŁ PIERWSZY
Niespodziewane spotkanie w pawilonie ogrodowym - sędzia Di dowiaduje się o okrutnym morderstwie
Sędzia musi stawić czoło spienionej kipieli nienawiści, fałszu i wątpliwości, Jedyny most, który nad nią wiedzie, jest prosty i wąski niczym ostrze rapiera. Sędziemu nie wolno się zachwiać, gdy przystaje, aby posłuchać głosu serca, Tylko Rozważna Sprawiedliwość, niezawodna gwiazda przewodnia, zawsze pozostanie nieprzystępna i zimna.
Zeszłej nocy siedziałem zupełnie sam w pawilonie ogrodowym, rozkoszując się chłodnym wietrzykiem. Pora była późna, moje żony już dawno udały się na spoczynek, każda do swojej części domu.
Przez cały wieczór ciężko pracowałem w bibliotece, polecając służącemu, by zdejmował z półek wskazane przeze mnie książki oraz by przepisywał potrzebne mi fragmenty.
Jak wiecie, poświęcam wolne godziny na spisywanie kompendium zbrodni i rozwiązywania ich zagadek za czasów naszej obecnie panującej, świetnej dynastii Ming, dodając do niego aneks zawierający biografie słynnych detektywów niegdysiejszych dni. Teraz pracuję nad biografią Di Ren Jie, wybitnego męża stanu, który żył w siódmym wieku naszej ery. We wczesnym okresie swej kariery, jeszcze gdy pełnił służbę okręgowego sędziego pokoju w prowincjach, wyjaśnił zdumiewająco wiele zagadkowych zbrodni, dzięki czemu obecnie jest znany głównie jako "sędzia Di", detektyw-wirtuoz z czasów naszej znamienitej przeszłości.
Odesławszy ziewającego służącego do łóżka, napisałem długi list do starszego brata, który piastuje stanowisko głównego sekretarza u prefekta Bei Zhou, miasta położonego daleko na północy. Został nim mianowany dwa lata temu i odjechał, pozostawiając pod moją opieką stary dom przy sąsiedniej ulicy. Napisałem mu o moim odkryciu; otóż Bei Zhou było ostatnim posterunkiem, na którym sędzia Di służył jako sędzia pokoju, zanim został odwołany, by objąć wysoki urząd w stolicy. Poprosiłem zatem brata, by przejrzał dla mnie tamtejsze akta; być może znajdzie w nich interesujące dane na temat zagadek kryminalnych, rozwiązanych tam przez sędziego Di. Wiem, że brat uczyni wszystko, co w jego mocy, ponieważ zawsze byliśmy sobie bardzo bliscy.
Ukończywszy list, spostrzegłem, że w bibliotece jest nader gorąco. Przespacerowałem się po ogrodzie, gdzie ponad sadzawką z lotosami powiewał lekki wietrzyk. Postanowiłem, że zanim wrócę do domu, posiedzę chwilę w małym pawilonie, który wybudowałem w najdalszym zakątku ogrodu, w pobliżu kępy bananowców. Nie paliłem się do łóżka, ponieważ, prawdę powiedziawszy, odkąd wprowadziłem do domu moją trzecią żonę, mamy pewne kłopoty rodzinne. Jest to urocza kobieta, a poza tym całkiem nieźle wykształcona. Nie rozumiem, dlaczego moje poprzednio poślubione małżonki powzięły ku niej natychmiastową niechęć i mają mi za złe każdą spędzoną z nią noc. Obiecałem, że dzisiejszą noc spędzę w siedzibie mojej pierwszej żony, i muszę wyznać, że nie było mi spieszno, by się tam udać.
Siedząc w wygodnym bambusowym fotelu, wachlowałem się leniwie wachlarzem z piór, spoglądając na ogród skąpany w chłodnej poświacie srebrzystego księżyca. Nagle zobaczyłem, że otwiera się mała tylna furtka. Któż byłby w stanie opisać moje pełne zachwytu zdumienie na widok mego starszego brata!
Zerwałem się i pospieszyłem ogrodową ścieżką na jego spotkanie.
- Co cię tutaj sprowadza? - wykrzyknąłem. - Dlaczego mnie nie powiadomiłeś, że masz zamiar przybyć na południe?
- Podjąłem nagłą decyzję - odparł brat. - Musiałem wyjechać i wpadłem na pomysł, by się z tobą zobaczyć. Mam nadzieję, że mi wybaczysz późną porę!
Uściskałem go serdecznie i poprowadziłem do pawilonu. Spostrzegłem, że jego rękaw jest zimny i wilgotny.
Usadziwszy go w fotelu, zająłem miejsce naprzeciw i przyjrzałem mu się z troską. Bardzo stracił na wadze, twarz miał poszarzałą, a oczy lekko wyłupiaste. - Możliwe, że to z powodu oświetlenia - powiedziałem zaniepokojony - ale wyglądasz mi na chorego. Czy podróż z Bei Zhou była bardzo męcząca?
- Istotnie, okazała się uciążliwa - odparł brat cicho. - Miałem nadzieję znaleźć się tutaj cztery dni wcześniej, ale panowała zbyt gęsta mgła. - Strzepnął kawałeczek zeschniętego błota ze swojej skromnej szaty i mówił dalej: - Wiesz, ostatnio nie czuję się zbyt dobrze, doskwiera mi piekący ból, o, tutaj. - Delikatnie dotknął czubka głowy. - Promieniuje w dół, gdzieś za oczy. Miewam również napady dreszczy.
- Gorący klimat rodzinnych stron dobrze ci zrobi! - powiedziałem pocieszającym tonem. - Jutro zlecę naszemu staremu lekarzowi, by cię zbadał. A teraz opowiadaj, co słychać w Bei Zhou!
Zdał mi zwięzłe sprawozdanie ze swojej pracy. Wyglądało na to, że jest w niezłych stosunkach ze swoim szefem, prefektem. Ale gdy przeszedł do życia prywatnego, na jego twarzy pojawił się wyraz niepokoju. Powiedział, że jego pierwsza żona ostatnio dziwnie się zachowuje. Jej stosunek do niego uległ zmianie, a on nie wie, jaka jest tego przyczyna. Dał mi do zrozumienia, że jego nagły przyjazd ma z tym coś wspólnego. Zaczął gwałtownie dygotać, więc nie domagałem się dalszych szczegółów na temat, który najwidoczniej był mu wielce niemiły.
Aby odwrócić jego myśli, podniosłem sprawę sędziego Di, opowiadając o liście, który właśnie napisałem.
- Och, tak - powiedział brat. - W Bei Zhou opowiadają dziwną historię o trzech ponurych zbrodniach, których zagadkę sędzia Di rozwikłał, pracując tam jako sędzia pokoju. Przekazywana z pokolenia na pokolenie i snuta w herbaciarniach, owa opowieść z pewnością została pomysłowo upiększona.
- Mamy dopiero północ - powiedziałem podekscytowany. - Jeśli cię to zbytnio nie zmęczy, chciałbym, byś mi teraz opowiedział tę historię!
Wymizerowana twarz mego brata skurczyła się z bólu. Lecz gdy zacząłem go pospiesznie przepraszać za swe nierozsądne żądanie, uciszył mnie, podnosząc dłoń.
- Wysłuchanie tej dziwnej historii może być dla ciebie korzystne - powiedział poważnie. - Gdybym jej uprzednio poświęcił więcej uwagi, może sprawy potoczyłyby się inaczej...
Jego głos zamarł, brat lekko dotknął ciemienia. Następnie podjął opowieść:
- Z pewnością wiesz, że za czasów sędziego Di, po zwycięskiej kampanii przeciwko Tatarom, północna granica naszego Cesarstwa po raz pierwszy została przesunięta daleko, na równiny za Bei Zhou. Obecnie Bei Zhou jest dobrze prosperującą, gęsto zaludnioną prefekturą, ruchliwym centrum handlowym północnych prowincji. Ale wtedy było raczej odosobnionym regionem, pośród nielicznej ludności żyło tam wiele rodzin z domieszką krwi tatarskiej, a ich członkowie nadal praktykowali w sekrecie dziwne rytuały barbarzyńskich czarnoksiężników. Dalej na północy stacjonowała wielka Armia Północna generalissimusa Wen Lo, mająca na celu obronę Cesarstwa Tang przed nowymi najazdami hord tatarskich.
Po tym wstępie mój brat rozpoczął osobliwą relację. Oddzwoniono czwartą nocną wartę, gdy wreszcie wstał i powiedział, że musi odejść. Chciałem go odprowadzić do domu, ponieważ wstrząsały nim silne dreszcze, a ochrypły głos osłabł do tego stopnia, że ledwie go słyszałem. Lecz brat zdecydowanie odmówił i rozstaliśmy się przy furtce ogrodu.
Nie chciało mi się spać, więc wróciłem do biblioteki. Tam zacząłem w pośpiechu spisywać dziwną historię, którą opowiedział mi brat. Gdy niebo poróżowiało od świtu, odłożyłem pędzelek i rozciągnąłem się na bambusowej leżance na werandzie.
Kiedy się obudziłem, zbliżała się pora południowego posiłku. Nakazałem służącemu, by mi przyniósł na werandę porcję ryżu i zjadłem ją ze smakiem, tym razem z przyjemnością oczekując zapowiedzi wizyty mojej pierwszej żony. Będę mógł triumfalnie uciąć jej utyskiwania na to, że nie przyszedłem do niej w nocy, posługując się niepodważalnym usprawiedliwieniem, że mój starszy brat zjawił się bez zapowiedzi. Poradziwszy sobie w ten sposób z denerwującą kobietą, pójdę do domu brata na miłą pogawędkę. Może powie mi wtedy, dlaczego właściwie wyjechał z Bei Zhou, a ja poproszę go o wyjaśnienie kilku niezrozumiałych punktów w jego opowieści.
Ale właśnie gdy odkładałem pałeczki, przyszedł służący i obwieścił przybycie specjalnego wysłannika z Bei Zhou. Podał mi list od prefekta, który z żalem informował, że cztery dni wcześniej, o północy, mój starszy brat dokonał tam żywota.
Zakutany w grube futro sędzia Di siedział w fotelu za biurkiem w swoim prywatnym gabinecie. Na głowie miał stary futrzany czepiec z nausznikami, ale i tak odczuwał lodowaty przeciąg, hulający po przestronnym pomieszczeniu.
- Ten wiatr przenika przez najmniejsze szczeliny! - powiedział, spoglądając na swoich leciwych pomocników, siedzących na stołkach po przeciwnej stronie biurka.
- Wieje prosto z pustynnej równiny na północy, panie sędzio - zauważył stary człowiek z postrzępioną brodą. - Zawołam kancelistę, żeby dosypał węgla do koksownika!
Wstał i poczłapał ku drzwiom, a sędzia zmarszczył brwi i odezwał się do drugiego mężczyzny:
- Wygląda na to, że ten północny wiatr wcale ci nie przeszkadza, Tao Gan.
Wymizerowany starzec, do którego się tak zwrócił, wsunął ręce głębiej w rękawy połatanego kaftana z koźlej skóry.
- Włóczę to moje stare ciało po całym Cesarstwie, panie sędzio - odparł z kpiarskim uśmiechem. - Upał czy mróz, susza czy wilgoć, dla mnie bez różnicy! No i mam ten świetny tatarski kaftan, o wiele lepszy niż kosztowne futra!
Sędzia pomyślał, że mało kiedy widywał równie nędzny przyodziewek. Lecz wiedział, że jego przebiegły stary przyboczny ma skłonność do skąpstwa. Tao Gan był niegdyś wędrownym oszustem. Dziewięć lat wcześniej, gdy sędzia Di pracował jako sędzia pokoju w Han-yuan, wyciągnął Tao Gana z opresji. Po tym zdarzeniu naciągacz się nawrócił i poprosił, by go przyjęto na służbę u sędziego Di. Od tamtej pory jego doskonała znajomość zwyczajów świata przestępczego oraz zrozumienie bliźnich okazały się niezwykle przydatne przy tropieniu wytrawnych przestępców.
Sierżant Hoong powrócił z kancelistą, niosącym wiadro rozżarzonych węgli. Ułożył z nich stertę w palenisku dużego miedzianego koksownika obok biurka. Usiadłszy z powrotem na stołku, powiedział, zacierając chude ręce:
- Kłopot z tym gabinetem polega na tym, panie sędzio, że jest za duży! Nigdy przedtem nie mieliśmy tak wielkiego biura!
Sędzia spojrzał na ciężkie drewniane filary, podpierające wysokie, poczerniałe od starości sklepienie, i na szerokie okna, oklejone przezroczystym impregnowanym papierem, w którym delikatnie odbijała się biel pokrytego śniegiem podwórza.
- Nie zapominaj, sierżancie - powiedział - że trzy lata temu ten trybunał stanowił kwaterę główną generalissimusa naszej Armii Północnej. Wojskowi zawsze zdają się potrzebować wiele wolnej przestrzeni!
- Generalissimus będzie jej teraz miał pod dostatkiem! - zauważył Tao Gan. - Sześćset li
na północ, w sercu mroźnej pustyni!
- Obawiam się - powiedział sierżant Hoong - że stołeczny Wydział Kadr jest o parę lat w tyle! Wysyłając tutaj pana sędziego, najwyraźniej wyobrażali sobie, że Bei Zhou nadal znajduje się przy północnej granicy naszego Cesarstwa!
- Możliwe, że masz rację! - powiedział sędzia Di z posępnym uśmiechem. - Gdy dyrektor wręczał mi moje dokumenty, powiedział bardzo uprzejmie, lecz z pewnym roztargnieniem, że ma nadzieję, iż będę prowadził sprawy barbarzyńców równie dobrze, jak to czyniłem w Lan-fang. Ale tutaj, w Bei Zhou, od zagranicznych barbarzyńskich plemion dzieli mnie dystans dziewięciuset li oraz stutysięczna armia!
Stary sierżant gniewnie szarpnął brodę. Wstał i podszedł do pieca w rogu pokoju. Dawniej sierżant służył u rodziny Di i opiekował się sędzią, gdy ten był jeszcze dzieckiem. Dwanaście lat wcześniej, gdy sędzia Di objął swe pierwsze stanowisko sędziego pokoju na prowincji, Hoong uparł się, żeby mu towarzyszyć bez względu na swój podeszły wiek. Sędzia nadał mu urzędowy tytuł, mianując go sierżantem trybunału. Oddany rodzinie i sędziemu starzec stanowił dla niego nieocenioną pomoc jako zaufany doradca, z którym sędzia mógł szczerze omawiać wszelkie problemy.
Sędzia Di z wdzięcznością przyjął od sierżanta dużą filiżankę gorącej herbaty. Objąwszy ją dłońmi, by je rozgrzać, rzekł:
- W sumie nie możemy narzekać! Tutejsi ludzie to krzepka rasa, są uczciwi i ciężko pracują. W przeciągu czterech miesięcy, odkąd tu jesteśmy, oprócz rutynowych spraw administracyjnych, mieliśmy tylko kilka przypadków napadów i naruszenia nietykalności cielesnej, a i te szybko zostały załatwione przez Ma Joonga i Chiao Taia! I muszę stwierdzić, że policja wojskowa bardzo skutecznie radzi sobie z dezerterami i innymi wyrzutkami Armii Północnej, którzy uciekają do naszego okręgu. - Pogładził leniwie długą brodę. - Jednakże - ciągnął - jest ów przypadek panny Liao, która zniknęła dziesięć dni temu.
- Wczoraj - powiedział Tao Gan - spotkałem jej ojca, starego mistrza cechu rzemiosł Liao. Zapytał, czy nie ma nowych wieści o Lien-fang.
Sędzia Di odstawił filiżankę. Marszcząc krzaczaste brwi, powiedział:
- Przesłuchaliśmy ludzi z targowiska, rozprowadziliśmy jej rysopis wśród wojskowych i cywilnych władz prowincji. Myślę, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy.
Tao Gan skinął głową.
- Nie wydaje mi się, by przypadek zniknięcia panny Liao Lien-fang zasługiwał na cały ten wysiłek - powiedział. - Nadal wierzę, że uciekła z potajemnym kochankiem. W swoim czasie pojawi się z tłustym bobasem w ramionach i z zawstydzonym mężem u boku. Będzie błagać starego ojca, by jej przebaczył i o wszystkim zapomniał!
- Pamiętaj jednak - zauważył sierżant Hoong - że jest zaręczona!
- Zgadzam się - powiedział sędzia Di - że okoliczności zdają się wskazywać na ucieczkę. Dziewczyna przyszła na targowisko ze swą duenną i przystanąwszy w zwartym tłumie gapiów, przyglądających się Tatarowi z tańczącym niedźwiedziem, nagle zniknęła. Ponieważ nie można porwać młodej kobiety, obstąpionej przez tłum, rzeczywiście nasuwa się myśl o dobrowolnej ucieczce.
W oddali rozległ się niski dźwięk odlanego z brązu gongu. Sędzia Di powstał.
- Zaraz się zacznie poranna sesja trybunału - powiedział. - Tak czy owak, dziś przejrzę raz jeszcze nasze akta dotyczące przypadku panny Liao. Zaginione osoby to zawsze utrapienie! Znacznie bardziej wolę zwykłe morderstwo!
Podczas gdy sierżant Hoong pomagał mu przywdziać służbową togę, sędzia dodał:
- Zastanawiam się, dlaczego Ma Joong i Chiao Tai nie wrócili jeszcze z polowania.
Sierżant odparł:
- Zeszłego wieczoru powiedzieli, że wyruszą przed świtem, żeby schwytać tego wilka i wrócić punktualnie na poranną sesję.
Sędzia Di z westchnieniem zmienił ciepły futrzany czepiec na oficjalne, uszyte z czarnego jedwabiu, nakrycie głowy. W chwili gdy podchodził do drzwi, do pokoju wszedł naczelnik konstabli.
- Ludzie są bardzo podekscytowani, panie sędzio! Dzisiejszego ranka znaleziono w południowej dzielnicy okrutnie zamordowaną kobietę! - powiedział spiesznie.
Sędzia przystanął. Obróciwszy się do sierżanta Hoonga, rzekł z powagą:
- Przed chwilą wypowiedziałem bardzo głupią uwagę, sierżancie! Nie powinno się tak lekko mówić o morderstwie.
- Miejmy nadzieję, że to nie jest panna Lien-fang! - odezwał się zaniepokojony Tao Gan.
Sędzia Di nic nie powiedział. Przeciąwszy korytarz, łączący jego prywatny gabinet z salą sądową, do której prowadziły czarne drzwi, zapytał naczelnika:
- Widział pan Ma Joonga i Chiao Taia?
- Wrócili kilka minut temu, panie sędzio - odparł naczelnik konstabli. - Ale do sądu właśnie wpadł nadzorca targowiska i doniósł o gwałtownej burdzie w winiarni. Ponieważ natarczywie domagał się pomocy, dwaj przyboczni pana sędziego natychmiast z nim odjechali.
Sędzia skinął głową.
Otworzył drzwi, odsunął zasłonę i wszedł na salę rozpraw.