Scooby-Doo i Fałszywa wróżka - James Gelsey

-
Proszę czekać

Rozdział 1

- No, jesteśmy prawie na miejscu! - powiedział Fred, siedząc za kierownicą Wehikułu Tajemnic.

- Człowieku, to oczekiwanie nas dobija! - narzekał Kudłaty. - Może powiesz nam w końcu, co to za niespodzianka?

- Dobra, powiem wam - roześmiał się Fred. - Wyruszamy w rejs statkiem kapitana Hornsby'ego. Będzie tam bankiet, pokaz magii oraz mnóstwo innych atrakcji.

- Statkiem?! Przecież ja i Scooby zaraz dostaniemy ataku choroby morskiej! - narzekał Kudłaty.

- Będziecie tak zajęci zabawą, że nawet nie zdążycie pomyśleć o chorobie morskiej! - zapewniła go Daphne.

- Obyś miała rację... - mruknął Kudłaty, a Scooby tylko ciężko westchnął.

Tymczasem Wehikuł Tajemnic wjechał na duży parking. Oczywiście wolne miejsce znalazło się dopiero na samym jego końcu. Po chwili ekipa Tajemniczej Spółki wyskoczyła z furgonetki i ruszyła w stronę portu. Już z daleka dostrzegli ogromną łódź zacumowaną przy przystani.

- To pewnie statek kapitana Hornsby'ego! -

stwierdziła Velma. - Wygląda jak żywcem wyjęty ze starych książek przygodowych!

- Jak miło, że ten mechanik, który reperował nasz Wehikuł Tajemnic, dał nam bilety na ten rejs - powiedziała Daphne.

- Chyba chciał się odwdzięczyć za to, że za każdym razem, kiedy oddajemy mu samochód do naprawy, znajduje w nim mnóstwo smakołyków - roześmiał się Fred.

- Ha! Wszystko jasne, Scooby-Doo! To dlatego nasze zapasy jedzenia wciąż gdzieś znikają! - zawołał Kudłaty. - No cóż, trzeba będzie znaleźć nową skrytkę.

Kiedy członkowie Tajemniczej Spółki dotarli do portu, ujrzeli grupę pasażerów czekających na pomoście. Strażnik dokładnie sprawdzał ich bagaże oraz bilety.

- Wygląda na to, że podjęto dziś wszelkie możliwe środki ostrożności - zauważyła Velma.

- To dlatego, że na pokładzie jest C.C. McGraw - powiedziała stojąca obok kobieta. W klapie jej fioletowego żakietu połyskiwał zielony znaczek. - To ten słynny potentat przemysłowy, który dąży do przejęcia kontroli nad naszym życiem.

- Pani musi należeć do S.L.N. - powiedziała Velma, spoglądając na jej zielony znaczek.

- Oczywiście, jestem członkiem założycielem - odparła z dumą kobieta. - Nazywam się Dorothy Cobb.

- Co to jest S.L.N.? - zapytała Daphne.

- To Stowarzyszenie Ludzi Niezależnych - wyjaśniła Dorothy. - Naszym głównym zadaniem jest walka z wielkimi przedsiębiorstwami, które próbują szpiegować zwykłych ludzi, takich jak ja i wy! Chcą wiedzieć wszystko o naszym życiu, żeby skuteczniej sprzedawać nam swoje produkty. Ale w ten sposób naruszają naszą prywatność! S.L.N. chce ich powstrzymać! - tłumaczyła Dorothy.

- Ale jak? - zapytał Fred.

- Urządzamy protesty, wiece, piszemy listy do rządu i prezesów tych firm. Ale potrafimy też walczyć w bardziej zdecydowany sposób - powiedziała Dorothy. - Musimy być gotowi na wszystko. Chodzą pogłoski, że McGraw wynalazł ostatnio czip nowej generacji.

- Czips? No super! - ucieszył się Kudłaty. - Ziemniaczany czy czekoladowy?

- Mówię o czipie komputerowym - odparła kobieta. - Z tego, co słyszałam, ten wynalazek zrewolucjonizuje cały światowy biznes! Dzięki niemu ludzie tacy jak McGraw będą nas mieć na oku przez całą dobę!

- Ach, więc jest pani tutaj, żeby pokrzyżować mu plany? - zaciekawiła się Velma.

- Powiedzmy, że mam ochotę na miły rejs statkiem. Chyba że nadarzy mi się okazja... Ale póki co, nie zdradzę wam swoich planów! - Dorothy uśmiechnęła się tajemniczo i pokazała strażnikowi swój bilet. Minęła bramkę i weszła na pokład.

- No dobra, ja mam już dosyć! Najwyższy czas opuścić ten statek - słabym głosem powiedział Kudłaty.

- Chyba nie powiesz mi, że już cię dopadła choroba morska?! - roześmiała się Velma. - Przecież nie weszliśmy jeszcze na pokład!

- Ani do bufetu, gdzie czeka mnóstwo pysznego jedzenia - dodała Daphne.

- Chyba nie chcesz, żeby Scooby sam musiał zjeść te wszystkie smakołyki? - zapytał Fred.

- No jasne, że nie chcę! Pomogę mu. Przecież jesteśmy kumplami! - ochoczo wykrzyknął Kudłaty.

- Dzięki, chłopie - warknął w odpowiedzi Scooby i z wdzięcznością polizał go po twarzy.

- O rany, jesteś gorszy niż tsunami - skrzywił się Kudłaty.

- Dobra, chłopaki! Dosyć tego ociągania się! - powiedział Fred. - Nadchodzi nasza kolej, wchodzimy na pokład!