Rozdział 2 Magia Świąt i Nieoczekiwany Pocałunek
Mason
To był niesamowicie długi dzień... Długi i cholernie nudny. Alexandra nie odezwała się ani słowem. Nie odpowiedziała też na mój sms. Nie miałem pojęcia, dlaczego mogłaby być zła. Spędziłem pół dnia na siłowni, a wieczorem postanowiłem iść do Galerii Handlowej, kupić małą choinkę, czy coś, co będzie jakimś symbolem świąt Bożego Narodzenia. Galeria Handlowa tętniła życiem, tłum ludzi przepychał się między sklepami, a ja starałem się zachować spokój. Rozglądałem się za odpowiednim prezentem, a jednocześnie nieustannie myślałem o tym, dlaczego Alexandra milczała. Czyżby coś było nie tak? Czy znowu wpadła w kłopoty? Chciałem jej pomóc, ale nie wiedziałem, jak się do tego zabrać. Wzdłuż korytarzy galerii przewijały się gromadki ludzi, a ja ściskałem w dłoniach moją listę zakupów, próbując znaleźć coś, co mogłoby przynieść uśmiech na twarz Lexi. Nagle mój wzrok przykuło małe stoisko ze świątecznymi dekoracjami. Przed nimi stały choinki ozdobione tysiącem migoczących światełek, które wprowadzały w cudowny, magiczny nastrój świąt.
Czułem się jakbym na chwilę oderwał się od codzienności, zanurzając w niesamowitej atmosferze magii Bożego Narodzenia. Rozglądałem się po stoisku, wybierając między różnymi ozdobami. W końcu sięgnąłem po małą niepozorną drewnianą choinkę, ozdobioną świecącymi bombkami. Chciałem, żeby to było coś więcej niż tylko ozdoba. Chciałem, aby symbolizowało nadzieję na lepsze czasy, także dla naszej relacji z Alexandrą. W galerii panował chaos, wszyscy biegali od sklepu do sklepu.
Nagle zauważyłem małą dziewczynkę siedzącą przy choince. Siedziała i płakała. Podszedłem do niej powoli i ostrożnie. Nawet na mnie nie spojrzała. Kiedy zbliżyłem się do niej, zobaczyłem, że trzyma w dłoni swoją ulubioną pluszową zabawkę. Jej kręcone włosy opadały lekko na ramiona, a z jej małych oczu ciekły łzy. Czułem się bezradny w obliczu jej smutku. Siadając obok niej, starając się nie zrażać, delikatnie zapytałem:
Mason: Hej, zgubiłaś się?
Dziewczynka nadal nie odzywała się, ale jej drobne ciało drżało ze wzburzenia. Wzruszony jej stanem, postanowiłem poczekać, aż sama zechce się otworzyć. Czy to było jedno z tych magicznych momentów, kiedy los postawił mnie na jej drodze, aby jej pomóc? Tak czy inaczej, postanowiłem być tam dla niej.
Lili: Tak, ale nie mogę rozmawiać z nieznajomymi, tata zaraz mnie znajdzie.
Mason: Masz może jego numer? Mogę zadzwonić.
Dziewczynka pokazała mi swoją bransoletkę, na której był zapisany numer telefonu. Pośpiesznie wpisałem go w swój telefon i pośpiesznie zadzwoniłem. Po chwili rozmowy z ojcem dziewczynki zrozumiałem, że to córka Austina.
Gdy jej ojciec odebrał telefon, usłyszałem w jego głosie napięcie i niepokój. Wyjaśnił mi, że mała zgubiła się w tłumie, a on był w trakcie desperackiego poszukiwania jej. W tej jednej chwili poczułem się, jakbym wpadł w wir wydarzeń, które wykraczają poza moje codzienne życie. Ale byłem zdeterminowany, by pomóc, obiecałem mu, że przyprowadzę ją do niego. Była to dla mnie sytuacja zupełnie nowa, ale z każdym krokiem czułem coraz większą determinację, zapewnić jej bezpieczeństwo.
Mason: Twój tata jest kilka alejek dalej, ale skoro jesteśmy razem, to razem go odnajdziemy, zgoda?