Rozdział 2. Nick
Stojąc w korytarzu, tępo wpatrywałem się w wielkie, przerażone, brązowe oczy. Oczy, które tak bardzo kochałem. Od chwili, gdy odzyskałem przytomność, myślałem tylko o niej, o tym, co jej powiem, gdy się ponownie spotkamy. W życiu nie przypuszczałem, że los ponownie postawi przed nami mur - mur, którego tym razem nie będziemy w stanie zburzyć. Tak bardzo pragnąłem, by to wszystko okazało się jakimś chorym żartem. Chciałem ją błagać, by wszystkiemu zaprzeczyła, by zbeształa mnie za brak wiary w nią, w nas. Wystarczył jednak jeden rzut oka na Ninę, na jej pełne przerażenia oczy, by zrozumieć, że to, co usłyszałem, jest prawdą. Miałem ochotę rozwalić wszystko wokół. Cały czas nie potrafiłem poukładać sobie w głowie tego, że kobieta mojego życia, najbliższa mojemu sercu osoba jest w ciąży z potworem. Jakby tego było mało - jej dziecko, naznaczone przez pierwotne zło, miało doprowadzić do zagłady Wszechświata. Na samą myśl o tym poczułem się, jakbym dostał obuchem w łeb. Niechętnie wróciłem myślami do rozmowy z Rosą, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o tym wszystkim.
Dojście do siebie po bitwie nie było niczym przyjemnym. Rany zadane przez mroczną broń, którą dysponowała armia, nie były ani lekkie, ani łatwe do wyleczenia. W przeciwieństwie do zwykłych skaleczeń czy złamań, te rany zachowały magiczny ślad użytej broni, który trudno było usunąć. Leczenie wymagało czasu i sporej ilości magii oraz odpowiednich leków. Przez kilka dni znajdowałem się na granicy snu i jawy. Gdy w końcu odzyskałem przytomność, myślałem tylko o Ninie, o tym, by ją zobaczyć, upewnić się, że wszystko z nią w porządku. Miałem nadzieję, że gdy otworzę oczy, Nina będzie przy mnie. Tak jak wtedy, w domku ukrytym w lesie, kiedy to dochodziłem do siebie po walce z gifretami. Nina, bojąc się, że nie żyję, mocno mną potrząsnęła, wyrywając z płytkiego snu. Fala bólu wywołała napad wściekłości, gdy jednak spojrzałem w jej pełne przerażenia oczy - wszystko momentalnie ustało. To wtedy po raz pierwszy ją pocałowałem. Byłem głupcem, sądząc, że czeka nas wspólna, szczęśliwa przyszłość.
Tym razem po otwarciu oczu nie zobaczyłem nikogo oprócz leżącego na sąsiednim łóżku Londona. Nie odzyskał przytomności, a jego pokaleczona twarz była nienaturalnie blada.
- London - szepnąłem, starając się nieco unieść, a ból w klatce piersiowej sprawił, że głośno syknąłem. London ani drgnął.
- Daj mu odpocząć. - Nie wiadomo skąd przy moim łóżku pojawiła się Rosa. - Był w znacznie gorszym stanie niż ty. Nim odzyska siły, musi minąć trochę czasu. Sen jest najlepszym lekarstwem.
- Co z pozostałymi? - Mimo starań nie potrafiłem sobie przypomnieć niczego oprócz Niny, leżącej w moich ramionach po wpakowaniu tego stwora do studni.
- Mason i James polegli. - Rosa spuściła głowę. - Wraz z nimi jeszcze kilku innych młodych strażników.
- Kate?
- Nic jej nie jest - rzekła wymijająco. - Przynajmniej nie fizycznie.
- Co to niby znaczy? - spojrzałem na nią zdziwiony.
- Ta banda głupców zarzuciła jej złamanie kodeksu strażnika. Kate czeka w celi na ogłoszenie wyroku.
- Co za brednie! - nieświadomie podniosłem głos. - Przecież narażała życie w walce u naszego boku!
- Tak, ale według nich porzuciła królewnę podczas misji, co ich zdaniem jest niedopuszczalne. Poza tym, czy decyzje Rady kiedykolwiek miały jakiś sens? - Nieokreślony cień przemknął przez jej twarz.
Do mojego serca momentalnie wkradł się niepokój, miałem jakieś dziwne przeczucie, że Rosa ma dla mnie więcej złych wiadomości.
- Gdzie Nina? Dlaczego jej tu nie ma?
Rosa przez dłuższą chwilę patrzyła na mnie w milczeniu. Na jej twarzy wyraźnie malowały się ból i niepewność. Poczułem, jak serce zaczyna mi walić coraz szybciej.
- Proszę cię - chwyciłem ją za rękę. - Powiedz mi, co jest grane. Co się stało?
- Nie wiem, czy mogę o tym mówić - szepnęła. - Poza tym chyba nie ja powinnam ci to powiedzieć.
- Jeśli coś się jej stało, muszę o tym wiedzieć. - Spojrzałem jej błagalnie w oczy. - Proszę cię...
- Lucas miał wizję.
- A co to ma wspólnego z Niną? - spytałem coraz bardziej zniecierpliwiony.
- Wszystko - szepnęła. - Jego wizja dotyczyła właśnie jej. Według niego Antilia nosi w sobie dziecko vipera. - Ta informacja sprawiła, że poczułem się, jakby mnie ktoś kopnął w żołądek.
- To jakieś brednie - syknąłem.
- Chciałabym, aby tak było. - W oczach Rosy dostrzegłem łzy. - To niestety jeszcze nie wszystko. Według Lucasa płód został naznaczony czarną krwią potwora, z którym walczyliście. Dzięki temu to coś powróci w ciele dziecka, by zniszczyć nasz świat.
- Co?! - ryknąłem, zapominając o śpiącym nieopodal Londonie. - Ta wizja to jakaś pomyłka, Lucas się myli!
- Niestety nie.
Nie zwracając uwagi na ból, szybko zerwałem się z łóżka.
- Muszę z nią porozmawiać. Gdzie są moje rzeczy?
- To nie jest dobry pomysł, nie doszedłeś jeszcze do siebie. - Rosa spojrzała na mnie z troską.
- Nie mam czasu na wylegiwanie się - rzuciłem, podchodząc do niewielkiej szafy. Na szczęście był w niej mój mundur. Minęło wiele czasu, odkąd miałem go na sobie po raz ostatni. Ubrałem się z trudem, bo każdemu mojemu ruchowi towarzyszył rwący ból
- Nick - Rosa zatrzymała mnie w pół kroku, gdy ruszyłem w stronę drzwi. - Nie odwracaj się teraz od niej. Ona potrzebuje cię bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Nie potrafiłem jej na to odpowiedzieć. Musiałem zobaczyć Ninę, chyba wyłącznie dlatego, że wciąż miałem nadzieję, że to wszystko jest kłamstwem. Nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że faktycznie zaszła w ciążę z tym potworem. Nie miałem pojęcia, co zrobię, jeśli to wszystko okaże się prawdą - jedno wiedziałem na pewno: o wybaczeniu nie było mowy. Kocham ją jak nikogo dotychczas - tego jestem pewien, ale są rzeczy, których nawet wielka miłość nie będzie w stanie pokonać. Idąc korytarzem, byłem tak pochłonięty tymi myślami, że dopiero po chwili zauważyłem zmierzających w moją stronę strażników, eskortujących Klaudiusa i Ninę. Na jej widok zalała mnie fala sprzecznych uczuć. Z jednej strony byłem wściekły i zraniony, z drugiej - nie potrafiłem być wobec niej obojętny. Nina wyglądała mizernie, miała bladą, przerażoną twarz i pełne bólu oczy. Chciałem chronić ją przed całym światem, tym razem jednak zagrożeniem była ona sama.
- Gdzie ją zabieracie? - spytałem bez wstępów. Widziałem blask w jej oczach w chwili, gdy mnie zauważyła. Nie potrafiłem wytrzymać jej spojrzenia, więc szybko przeniosłem wzrok na Klaudiusa.
- To nie twoja sprawa. - W jego oczach widziałem groźbę. Od dziecka nienawidziłem tego człowieka. Chciwy, bezlitosny, pragnący władzy. Był typem człowieka, który poświęciłby własnych bliskich, gdyby tylko miał z tego jakąś korzyść. Może i stał na czele Rady, dla mnie był jednak nikim.
- Jestem jej strażnikiem, to jak najbardziej moja sprawa - poczułem, jak pięści zaciskają mi się ze złości.
- Uznajmy zatem, że z powodu problemów zdrowotnych zostałeś pozbawiony tej funkcji. - Widząc złośliwy uśmiech na jego ustach, poczułem, jak złość buzuje we mnie coraz mocniej.
- To jakieś brednie! - ruszyłem w jego stronę, pochłonięty jedną myślą: chciałem zdrapać mu ten grymas z twarzy, najlepiej gołymi rękami. Zrobiłem zaledwie krok, gdy drogę zastąpili mi strażnicy.
- Nick, panuj nad sobą! - Nagle znalazł się przy mnie Alec, przełożony strażników. Nie chciałem wdawać się z nim w bójkę, w czasach szkolnych był jednym z moich nielicznych przyjaciół. To on nauczył mnie walczyć.
- Proszę odprowadzić tego młodzieńca do izby chorych - rzucił Klaudius i, nie zwracając już na mnie uwagi, ruszył z Niną gdzieś dalej.
- Mam prawo wiedzieć, co zamierzacie zrobić! - zawołałem, starając się odepchnąć Aleca, trzymającego mnie za ramię, ale jednocześnie inny strażnik unieruchomił moją drugą dłoń.
Widziałem, jak Nina mówi coś do Klaudiusa, odwracając się i patrząc na mnie. Nie mam pojęcia, co jej odpowiedział. W chwilę potem zniknęli mi z pola widzenia.
- Puśćcie mnie, do jasnej cholery! - ryknąłem, szarpiąc się coraz mocniej.
- Panowie, wracajcie do Klaudiusa, ja się nim zajmę. - Alec szybko zbył dwóch pozostałych strażników.
- Jesteś pewien? - Jeden z nich nie wyglądał na przekonanego, że Alec w pojedynkę potrafi mnie opanować.
- Jak najbardziej. - Alec spojrzał na mnie wymownie. - Nicolas nie będzie już sprawiał kłopotów. - Strażnicy po chwili wahania ruszyli za Klaudiusem. Alec odczekał chwilę, po czym rzekł z powagą:
- Zachowałeś się bardzo nieodpowiedzialnie.
- Gdzie ją zabierają? - spytałem, nie chcąc marnować czasu na dyskusje o moim zachowaniu.
- Wiesz, że nie mogę ci tego powiedzieć. - Spojrzał mi w oczy. - Jako twój przełożony mam obowiązek odprowadzić cię do izby chorych.
- Nie chcę rozmawiać z przełożonym, lecz z przyjacielem. - W jego oczach pojawiło się zaskoczenie. - Wiesz równie dobrze jak ja, że oni coś knują. Mogą zrobić jej krzywdę! Nie obchodzi cię to?
- Nie wiem, co zamierzają zrobić - zaczął ostrożnie. - Zabierają ją do podziemi, to jedyne, co nam powiedziano.
- Po co ją tam zabierają? Przecież w podziemiach nie ma nic poza magazynem i piwnicą z winem.
- Tylko nieliczni wiedzą, co naprawdę kryją te podziemia - rzucił tajemniczo.
- Co przez to rozumiesz?
- Jest tam komnata, skupiająca w sobie bardzo potężną moc. Tylko tyle wiem. Nikt poza Radą i królewską rodziną nie ma do niej wstępu.
- Dlaczego ją tam zabrali? Co chcą zrobić?
- Tego nie wiem.
- Alec, musisz mi pomóc. Musimy ją stamtąd zabrać.
- To niemożliwe - odparł zdecydowanie.
- Jeśli nie chcesz mi pomóc, to przynajmniej nie przeszkadzaj.
- Sam i tak nie dasz rady. By dotrzeć do tej komnaty, musisz minąć kilku strażników.
- On nie jest sam. - Obaj ze zdziwieniem spojrzeliśmy na chłopaka i dziewczynkę, stojących nieopodal. Nie miałem pojęcia, kim są ani co tu właściwie robią. Chłopak mógł mieć koło czternastu lat, wysoki, chudy jak patyk, widać było, że nie należy do strażników. Towarzysząca mu kilkuletnia dziewczynka miała słodką anielską twarzyczkę i spięte w kucyk blond loczki. Patrzyła na mnie wielkimi, błękitnymi oczyma, w których ku mojemu zdziwieniu nie było ani odrobiny strachu. Stała u boku brata, trzymając go za rękę, z wysoko uniesioną głową i delikatnym uśmiechem na ustach. W drugiej ręce ściskała niewielką szmacianą lalkę. Widok był naprawdę niesamowity. Na samą myśl o tym, że ta niezwykła parka miałaby być moim wsparciem, omal nie dostałem napadu śmiechu.
- Kim jesteście i co robicie w zamku? - Alec spojrzał na nich surowo, momentalnie przełączając się na tryb groźnego strażnika.
- Jestem Kevin, a to moja siostra Molly. Jesteśmy tu, by pomóc królewnie. - Jego wzrok spoczął na mnie.
- Niby jak chcecie jej pomóc? - nie potrafiłem opanować ironicznego uśmiechu. - Chłopak, który zapewne nigdy w życiu z nikim nie walczył i dziecko.
- Nie daj się zwieść pozorom. - Chłopak rzucił mi urażone spojrzenie.
- Skąd pomysł, że królewna potrzebuje pomocy? - Alec zadał pytanie, o którym nawet nie pomyślałem. Dopiero teraz dotarło do mnie, że tylko nieliczni wiedzieli o ciąży i uwięzieniu Niny.
- Moja siostra ma nietypowy dar, który potocznie nazywamy darem szpiega. Gdy tylko skupi się na wybranej osobie, dowiaduje się o niej wszystkiego. Potrafi określić położenie tej osoby, jej samopoczucie, stan zdrowia czy też to, co się wokół danej osoby dzieje.
- Żartujesz sobie ze mnie? - warknął poirytowany Alec. - Nie ma takiego daru. Wszystkie umiejętności członków naszej społeczności są skrupulatnie notowane. Gdyby miała podobną umiejętność, pierwszy bym o tym wiedział. Nie wiem, jakim sposobem ominęliście straże, ale nie wolno wam tu być. Najlepiej będzie, jeśli od razu wrócicie do domu.
- Moja rodzina od dawna ukrywa swoje prawdziwe zdolności - zaczął niepewnie Kevin. - W tej sytuacji uznaliśmy jednak, że pomoc królewnie jest ważniejsza, niż dochowanie tajemnicy. - Chłopak spojrzał mi w oczy. - Wiem, że tobie możemy zaufać. Nienawidzisz Rady tak samo jak my.
- Coś w tym jest - parsknąłem.
- Wiemy, do czego zdolna jest Rada, i nigdy więcej nie pozwolimy, by wykorzystali nas jako swoją broń. - W oczach chłopaka widziałem ból, gdy o tym mówił.
- Skoro masz taki dar - wolno podszedłem do dziewczynki i kucnąłem przy niej - powiedz mi, gdzie zabierają królewnę i co chcą z nią zrobić.
Dziewczynka uśmiechnęła się szeroko i zamknęła oczy. Przez chwilę stała nieruchomo, a potem zaczęła mówić z szybkością karabinu:
- Szli w dół schodami. Korytarz jest ciemny, schody z kamienia. Zatrzymali się przed wielkimi drzwiami, pilnuje ich dwóch strażników ubranych na biało. Królewna się boi. Wchodzą do jakiegoś pomieszczenia. Jest piękne. Przed nią stoi wielki kwiat antilii zamknięty w szklanym kamieniu. - Spojrzałem ukradkiem na Aleca. - Ktoś mówi jej, że to serce Mandory, że ten pokój sprawia, że ma się większą moc. Czuje ciepło, gdy kładzie dłoń na szkle, nie, to lód, nie szkło, on mówi jej, że antilia sprawiła, że lód jest ciepły. Królewna pyta, co chcą zrobić, dlaczego ją tu przyprowadzili. On mówi, że usuną dziecko, a potem ją uleczą. Królewna jest przerażona, nie może znieść tego, że chcą zabić niewinne dziecko, boi się coraz bardziej. Prowadzą ją w stronę stołu z lodu.
- Muszę tam iść! - krzyknąłem, zrywając się na równe nogi. Nie miałem już cienia wątpliwości co do daru dziewczynki. Znałem Klaudiusa wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że jego chęć pozbycia się problemu musi mieć jeszcze jakieś drugie dno. Nina stała mu na drodze do przejęcia władzy nad Mandorą, nie zdziwiłby mnie więc fakt, gdyby coś jej się stało podczas usuwania ciąży.
- Nick, nie mogę ci na to pozwolić. Dostałem wyraźny rozkaz, by odprowadzić cię do izby chorych. - Alec chwycił mnie za ramię. - Gdybym teraz pozwolił ci odejść, obaj mielibyśmy poważne kłopoty.
- Mam złe przeczucie. Klaudius nie pomaga bezinteresownie, on jej coś zrobi, jestem tego pewien. Muszę spróbować się tam dostać. - spojrzałem mu w oczy. - Obaj w pierwszej kolejności służymy królewnie, dopiero potem Radzie. Wiesz w głębi serca, że mam rację. Nie możemy dopuścić do tego, by coś jej zrobili.
- Nadal twierdzę, że to zły pomysł - odpowiedział po chwili.
- Musisz mi zaufać. - Nie ustępowałem. - Pójdę z twoją pomocą czy bez niej.
- Już w chwili, w której stałeś się pełnoprawnym strażnikiem, wiedziałem, że będę miał z tobą kłopoty - uśmiechnął się pod nosem. - Przecież ty nawet nie zdołasz się tam zbliżyć.
- Pomogę mu - wtrącił się niespodziewanie chłopak.
- Niby jak?
- Ja również mam dar, o którym nikt nie wie! - Uśmiechnął się tajemniczo i po prostu zniknął. Nie wiem, jaką ja miałem minę, w każdym razie Alec po prostu zgłupiał. Stał z otwartymi ustami, machając dłonią w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą stał Kevin.
- Dobra, przyznaję, myliłem się. Oboje możecie mi pomóc. - Jak na zawołanie chłopak pojawił się u mojego boku.
- Miło mi to słyszeć.
- Musicie już iść - usłyszałem głos Molly. - Śpieszcie się, zostało niewiele czasu.
- Mam nadzieję, że twoje przeczucia cię nie mylą. Narażam dla ciebie głowę. - Alec spojrzał na mnie z powagą. - Dobro królewny jest jednak moim priorytetem, dlatego cię nie zatrzymam. Idźcie, ja zajmę się małą.
- Jesteś pewien, że na mnie to też zadziała? - spojrzałem niepewnie na Kevina.
- A niby jak dostałem się z siostrą do zamku? - uśmiechnął się, dotykając mojego ramienia. - Na szczęście zamek nie jest chroniony przed mocą. Mieszka w nim zbyt wiele obdarzonych osób, by było to możliwe bez utrudniania im życia. Musisz tylko trzymać się blisko mnie. Mój dar działa na zasadzie osłony, gdy jesteś w jej zasięgu, czyni cię niewidzialnym, jeśli jednak odsuniesz się za daleko...
- Rozumiem. Mam nadzieję, że szybko biegasz! - przerwałem mu zniecierpliwiony, chwytając go za rękę i ruszyłem ile sił w nogach przed siebie.
Mijając kolejnych strażników, byłem pod coraz większym wrażeniem daru Kevina. Nie dość, że byliśmy niewidzialni, to jeszcze poruszaliśmy się bezgłośnie.
- Jeśli chcesz o coś zapytać, to pytaj - rzucił Kevin w biegu. - Oni nas nie usłyszą.
- Twoja osłona tłumi też dźwięki?
Skinął głową, wskazując na drzwi, przy których stało dwóch strażników.
- Niestety nie potrafię przechodzić przez przeszkody. Musimy je otworzyć, ale to raczej zaalarmuje strażników.
- Na szczęście ja potrafię coś z tym zrobić. - Zbliżyłem się do pierwszego z nich i z całej siły uderzyłem go w tył głowy. Tak jak się spodziewałem, padł nieprzytomny na ziemię.
- Zabiłeś go? - Kevin spojrzał na mnie przerażony.
- Oczywiście, że nie - parsknąłem. - Pozbawiłem go tylko przytomności. Obudzi się za kilka minut z bólem głowy, nic poza tym.
- Co tu się dzieje?! - naszą rozmowę przerwał krzyk drugiego strażnika. Podbiegł do kolegi, nim jednak zdążył sprawdzić mu puls, również wylądował nieprzytomny na ziemi.
- Idziemy - rzuciłem przez ramię, otwierając drzwi.
Pokonanie takiej ilości schodów było dla mnie nie lada wyzwaniem. Z każdym krokiem ból w klatce piersiowej dokuczał mi coraz bardziej. Zaciskając zęby, z uporem brnąłem dalej. To zdecydowanie nie była odpowiednia chwila na uleganie słabościom. Gdy w końcu dotarliśmy do końca schodów, naszym oczom ukazały się kolejne drzwi, których pilnowało dwóch strażników w bieli i jeszcze dwóch innych.
- Co teraz? - Kevin spojrzał na nich niepewnie.
- Nie mamy czasu nokautować każdego, więc konieczny jest plan B.
- Czyli?
- Wchodzimy taranem! - krzyknąłem, ruszając do przodu.
Z całej siły odepchnąłem w bok strażników, stojących mi na drodze. i jednym szarpnięciem otworzyłem drzwi. Za plecami słyszałem hałas i krzyki strażników, wszystko jednak przyćmił widok Niny, leżącej na wielkim, przezroczystym głazie. Nad jej odkrytym brzuchem zawisł właśnie wielki nóż, trzymany przez jednego z członków Rady.
Nie bacząc na protesty Kevina, ruszyłem do przodu. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że chyba za bardzo się od niego oddaliłem, bo Klaudius oraz reszta obecnych patrzyła na mnie w osłupieniu. Gdy tylko się pojawiłem, dwóch strażników w bieli stanęło za moimi plecami.
- Nie masz prawa tu być! - Klaudius rzucił w moją stronę wściekłe spojrzenie i odwrócił się do strażników. - To święte miejsce. Jak mogliście pozwolić, by ktokolwiek wdarł się do środka? Wasza niesubordynacja zostanie surowo ukarana. - Zerknąwszy za siebie zauważyłem, że strażnicy wymienili za moimi plecami przerażone spojrzenia. Ja miałem gdzieś jego groźby.
- Odsuń się od niej! Chyba że chcesz szukać tego ostrza we własnym ciele! - Ruszyłem w stronę Niny, ale drogę zastąpiło mi kilku członków Rady.
- Radzę ci opuścić to miejsce, zanim na dobre przypieczętujesz swój los - odezwał się jeden z nich.
- Nie wyjdę stąd bez niej - syknąłem, rzucając się na niego. Nie był przygotowany na tak szybki atak, więc nie zdołał obronić się przed moją pięścią. Siła uderzenia, w którą wsadziłem całą swoją złość, zwaliła go z nóg. Nim zdołałem jednak zrobić choćby krok dalej, poczułem, jak jakaś niewidzialna żelazna obręcz zaciska się wokół mojej szyi.
- Jesteś głupcem, buntując się przeciwko nam. - Tuż obok mnie zobaczyłem innego mężczyznę. Jego uniesiona dłoń nie pozostawiała wątpliwości, komu zawdzięczam nagłe odcięcie dopływu tlenu. W chwili, gdy byłem już bliski utraty przytomności, krzyk Klaudiusa odwrócił uwagę wszystkich. Ucisk na moim gardle w jednej chwili zniknął. Odgłos upadającego na ziemię noża przykuł moją uwagę. Zarówno Klaudius, jak i drugi mężczyzna, trzymali w górze wyraźnie poparzone dłonie. Odwróciłem głowę i spojrzałem na leżącą nadal w tym samym miejscu Ninę. Widziałem krew spływającą po jej brzuchu; zdawało się że z każdą kroplą jej ciało zaczyna coraz mocniej lśnić. W kilka sekund rozbłysła niczym słońce. Blask bijący od niej był tak intensywny, że musiałem zakryć oczy dłonią. Zza lekko rozsuniętych palców spostrzegłem coś, co sprawiło, że moje serce zamarło. Ciało Niny, będące teraz jedną wielką świecącą masą, zaczęło rozsypywać się na kawałeczki, i to dosłownie. Małe drobinki przypominające ziarenka piasku uniosły się i krążyły pod lśniącym sklepieniem.
- Nina! - zdążyłem krzyknąć, nim fala mocy zwaliła nas wszystkich z nóg. Gdy w chwilę potem uniosłem głowę, po Ninie nie było śladu.
- Co to ma być?! - ryknął wściekle Klaudius. Widziałem zdziwione spojrzenia, jakimi obrzucali się obecni w komnacie. Byłem pewien, że nikt nie ma pojęcia, co właściwie zaszło.
- Co się z nią stało?! - Klaudius podszedł do Lucasa i potrząsnął nim.
- Ja... nie wiem - odparł Lucas niepewnie.
- Ty! - Klaudius podszedł do mnie. - To wszystko twoja wina. Gdybyś nam nie przeszkodził... - nim skończył mówić, poczułem, jak coś gorącego zaczyna palić mnie w klatce piersiowej. - Pożałujesz, że stanąłeś mi na drodze!
Byłem pewien, że to już koniec, wiedziałem, że on mnie zabije. Mimo to nie potrafiłem przestać myśleć o Ninie. Co się z nią stało? Czy żyje? Mocne szarpnięcie w tył wyrwało mnie z tego stanu. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że znajduję się spory kawałek od Klaudiusa, trzymany pod pachy przez Kevina.
- Lepiej późno niż wcale - szepnąłem z trudem. W klatce piersiowej nadal czułem palący ból, a każdy oddech był istną męczarnią.
- Gdzie on jest?! - Klaudius rozglądał się wokół z furią na twarzy. - Co tu się, do diabła, dzieje?!
Pozostali członkowie Rady zaczęli rozglądać się wokół z niepewnymi minami.
- Znajdźcie go! - ryknął - Nie wiem, jakiej magicznej sztuczki użył, ale macie zrobić wszystko, by znów się pojawił! Szukać źródła mocy, czegokolwiek, co pozwoli nam go znaleźć!
W chwilę potem zauważyliśmy, jak jasna fala światła zaczęła rozchodzić się po pomieszczeniu.
- Wynośmy się stąd. - Kevin pomógł mi wstać. - Coś czuję, że jak to coś się do nas zbliży, zostaniemy odkryci.
- Muszę się dowiedzieć, co się stało z Niną - szepnąłem.
- Jeśli ktoś wie, co się z nią stało, to tylko Molly. - Natychmiast przypomniałem sobie tę małą dziewczynkę. Kevin miał rację, ta drobna osóbka była teraz moją jedyną szansą na dowiedzenie się, co właściwie stało się z Niną.
- Chodźmy - opierając się na Kevinie, wolno ruszyłem w stronę schodów. Za plecami słyszeliśmy wściekłe krzyki Klaudiusa, nie traciliśmy jednak czasu, by się odwrócić. Obaj wiedzieliśmy, że lada chwila zaczną przeczesywać wszystko wokół.