Ścieżka - Michael Puett, Christine Gross-Loh

-
Proszę czekać

CHRISTINE GROSS-LOH Wprowadzenie

W ciepły, słoneczny poranek jesienią 2013 roku siedziałam na wykładzie z chińskiej filozofii na Uniwersytecie Harvarda. Przyszłam tu, żeby napisać artykuł do miesięcznika "The Atlantic", dlaczego zajęcia na niższych rocznikach na tak mglisty temat zajęły trzecie miejsce pod względem popularności, po dość oczywistych wyborach: podstawach ekonomii i informatyce.

Profesor Michael Puett, wysoki energiczny mężczyzna po czterdziestce, stał na scenie Sanders Theatre i mówił z ożywieniem do przeszło siedmiuset studentów. Swoje słynne, tak wciągające studentów wykłady prowadzi bez jakichkolwiek notatek czy slajdów - przez pięćdziesiąt minut mówi bez przerwy. Studenci nie muszą niczego czytać, nie dostają żadnych dodatkowych materiałów, tylko tłumaczenia tekstów samych filozofów: Dialogów konfucjańskich, Laozi Daodejing, pism Mencjusza2. Nie muszą mieć żadnej wiedzy ani nawet interesować się historią Chin czy filozofią; mają być tylko otwarci i gotowi zagłębić się w te starożytne teksty. Wykłady są tak dobrze znane również z powodu śmiałej obietnicy, którą profesor składa swoim studentom co roku pierwszego dnia: "Jeśli potraktujecie poważnie idee z tych tekstów, one zmienią wasze życie".

Miałam już wtedy doktorat na Harvardzie z historii Azji Wschodniej, a jeszcze wcześniej sama uczyłam studentów chińskiej filozofii. Temat nie był więc dla mnie czymś nowym. Ale kiedy tego dnia i w następnych tygodniach słuchałam Michaela, zobaczyłam, że nadaje tym ideom życia w taki sposób, w jaki nigdy wcześniej tego nie doświadczyłam. Prosił studentów, żeby nie tylko zmierzyli się z myślami tych filozofów, lecz również by pozwolili, aby te idee podważyły niektóre z ich podstawowych przekonań na temat ich samych i świata, w którym żyją.

Michael mówi o chińskiej filozofii na innych uczelniach i w organizacjach na całym świecie. Po każdym jego wykładzie ludzie zawsze do niego podchodzą - chcą się dowiedzieć, jak mogliby stosować te idee w swoim własnym życiu, do swoich własnych problemów: związków, kariery zawodowej, kłopotów rodzinnych. Uświadamiają sobie, że te zasady przedstawiają nową perspektywę na to, co to znaczy żyć dobrym, wypełnionym znaczeniem życiem. Perspektywę, która stoi w sprzeczności z większością przekonań, które dotąd uznawali za słuszne.

To perspektywa, która wielu ludzi zmieniła na lepsze. Studenci Michaela dzielili się ze mną opowieściami, jak te idee wpłynęły na ich życie. Niektórzy powiedzieli mi, że zaczęli inaczej patrzeć na swoje związki, zdali sobie sprawę, że nawet najprostsze zachowania mają wypływ na nich samych i ludzi wokół. Jak powiedziała jedna ze studentek: "Profesor Puett otworzył drzwi do innego sposobu współistnienia z otaczającym mnie światem, przetwarzania własnych emocji, budowania w sobie i wobec innych poczucia spokoju, jakiego wcześniej nie miałam".

Ci młodzi ludzie sukcesu, którzy mają zostać liderami, bez względu na to, jaką karierę wybiorą, mówili mi, jak te idee zmieniły ich podejście do najważniejszych życiowych decyzji i ich życiowych celów. Niezależnie, czy zdecydowali się na finanse, antropologię, prawo czy medycynę, te idee wyposażyły ich w nowe narzędzia i nowy światopogląd zupełnie różny od tego, w którym ich wychowywano. Otworzyły okno na cel życia i jego nieskończone możliwości. Jeden ze studentów powiedział mi: "Bardzo łatwo nastawić się na jakiś ostateczny cel i wspinać po drabinie, aby go zrealizować - nieważne, czy chodzi o stanowisko w pracy, czy miejsce w życiu. Ale przesłanie chińskich filozofów jest naprawdę mocne: jeśli będziesz żył inaczej, otworzysz się na możliwości, o których nigdy nawet nie śniłeś, że są w ogóle możliwe".

I to nie tylko te filozoficzne teksty kształtują studentów. To sam Michael jest inspiracją. Słynie z życzliwości, pokory i zaangażowania w pomaganie studentom, by rozkwitali. Te cechy to bezpośredni wynik jego wieloletniego obcowania z chińską myślą. "On dosłownie uosabia te nauki" - stwierdził jeden ze studentów.

Co takiego jest w tej filozofii, że ma taki wpływ na tych, którzy ją studiują? Żadna z tych idei nie mówi o "samoakceptacji", "odnalezieniu samego siebie", nie każe wykonywać zestawu instrukcji, by osiągnąć cel. Tak naprawdę są one antytezami takiego myślenia. To nie konkretne wskazówki, zbiory norm czy wzniosłe rady. Chodzi w nich raczej o zmianę od podstaw, dokonywaną różnymi, czasem nieprzewidywalnymi metodami. Pewien student opowiadał, jak bardzo poczuł się wyzwolony, gdy odkrył, że to, co uznajemy za głęboko w nas zakorzenione, wręcz wrodzone, wcale takie nie jest: "Możesz wyrobić w sobie nowe nawyki i dosłownie zmienić to, jak widzisz świat, jak na niego reagujesz, jak komunikujesz się z innymi ludźmi. Dowiedziałem się, że można zapanować nad potęgą nawyku czy "rytuału", aby osiągnąć coś, co wydawało ci się niemożliwe, biorąc pod uwagę to, kim - jak sądziłeś - jesteś".

Długo patrzyliśmy na chińską myśl przez niewłaściwe soczewki, byliśmy skłonni widzieć ją w nierozerwalnym związku z "tradycyjnym" światem. I dlatego uznawaliśmy, że nie pasuje do naszego współczesnego życia. Lecz, jak potwierdzają studenci Michaela, nauki starożytnych chińskich filozofów zmuszają nas do zakwestionowania wielu naszych przekonań, które uznajemy za pewne. Ich poglądy o tym, jak ludzie podchodzą do świata - jak odnoszą się do innych, jak podejmują decyzje, jak radzą sobie z życiowymi wzlotami i upadkami, jak próbują wywierać wpływ na innych, jakich wyborów dokonują w życiu - są tak samo istotne dziś, jak dwa tysiące lat temu. A nawet bardziej istotne niż kiedykolwiek.

Michael i ja uświadomiliśmy sobie, że te idee mogą przemawiać do nas wszystkich - i tak narodziła się ta książka. Na następnych stronach pokażemy, jak nauki chińskich filozofów mogą dać nam możliwość zupełnie innego myślenia o nas samych i o naszej przyszłości.

WSTĘP

Konfucjusz. Mencjusz. Laozi. Zhuangzi. Xunzi. Niektórzy z tych myślicieli mogą wydawać ci się znajomi; o innych pewnie nigdy nie słyszałeś. Pierwszy był urzędnikiem państwowym, który został nauczycielem i przez całe życie nauczał małą grupę uczniów. Drugi wędrował z miejsca na miejsce i oferował władcom swoje usługi jako doradca. Kolejny został po śmierci uznany za bóstwo. Ich życiorysy i ich pisma wydają się dziś nam niejasne, bardzo odległe od naszego współczesnego życia.

W końcu czego mogliby nas nauczyć o sztuce życia chińscy filozofowie, którzy żyli ponad dwa tysiące lat temu? Pewnie myślisz o nich - jeśli w ogóle o nich myślisz - jak o spokojnych mędrcach, którzy prawili nieszkodliwe banały o "harmonii" i "naturze". A my dziś żyjemy w pędzie, jesteśmy wyzwoleni i na wskroś nowocześni. Nasze wartości, obyczaje, technologie i założenia kulturowe są zupełnie inne niż ich.

A co, jeśli ci powiemy, że każdy z tych myślicieli proponował głęboko sprzeczne z intuicją spojrzenie na to, jak stać się lepszym człowiekiem i jak stworzyć lepszy świat? A gdybyśmy ci powiedzieli, że jeśli potraktujesz ich poważnie, to idee z tych niezwykłych tekstów starożytnych Chin mają potencjał, by zmienić to, jak żyjesz? I to jest główny temat tej książki: nauki tych starożytnych chińskich filozofów, którzy mierzyli się z problemami bardzo podobnymi do naszych, otwierają przed nami radykalnie nowe perspektywy, jak żyć dobrym życiem.

Większość z nas myśli, że robimy dobrze, patrząc w głąb siebie, odnajdując swoje prawdziwe "ja" i decydując, jak powinno wyglądać nasze życie. Zastanawiamy się, jaki zawód najbardziej pasowałby do naszej osobowości i naszych predyspozycji. Myślimy o tym, kto byłby dla nas najbardziej odpowiednim partnerem. I uważamy, że jeśli to wszystko znajdziemy - swoje prawdziwe "ja", właściwą karierę i bratnią duszę - to się spełnimy. Będziemy kształtować i pielęgnować swoje "ja" i żyć według planu na szczęście, dobrobyt i osobistą satysfakcję.

Niezależnie od tego, czy nam się to uda, czy nie, taka wizja budowania dobrego życia ma swoje źródło w historii, zwłaszcza w głoszonej przez XVI-wieczny kalwinizm idei przeznaczenia, "wybraństwa bożego" i koncepcji Boga jako twórcy planu dla każdego człowieka. Kalwiniści odrzucali obrzędy i rytuały religijne, uznawali je za puste i schematyczne, kładli za to nacisk na znaczenie szczerej wiary w tak rozumianą boskość. Dziś nie myślimy już w kategoriach przeznaczenia, nie uznajmy się za pomazańców boskich, a niektórzy z nas w ogóle odrzucili wiarę w Boga. Ale wiele z naszego współczesnego myślenia bierze się z tamtych wczesnych protestanckich poglądów.

Wielu z nas wierzy, że każdy powinien być niepowtarzalną jednostką, która zna siebie. Wierzymy, że powinniśmy być autentyczni, wierni prawdzie, której dziś nie szukamy w boskości, lecz w sobie. Naszym celem jest żyć zgodnie z własnym "ja", w takim znaczeniu, jakie nam wpojono.

A co jeśli idee, które - jak wierzymy - nas wzmacniają, tak naprawdę nas ograniczają?

Filozofia często kojarzy się nam z abstrakcyjnymi, wręcz bezużytecznymi rozważaniami. Lecz siła myślicieli z naszej książki polega na tym, że często ilustrowali oni swoje nauki konkretnymi, zwyczajnymi aspektami codziennego życia. Oni wierzyli, że właśnie na tym codziennym poziomie dokonuje się najdonioślejsza zmiana i zaczyna się pełnia życia.

Mamy nadzieję, że w miarę jak będziemy poznawać tych mędrców, pozwolisz im podważyć rozumienie niektórych z najbardziej pielęgnowanych przez ciebie pojęć. Niektóre z ich idei będziesz mógł przyjąć intuicyjnie, inne - nie. Niekoniecznie zgodzisz się ze wszystkim, co przeczytasz. Ale już samo spotkanie z teoriami tak bardzo różniącymi się od twoich pozwoli ci przyznać, że twoje założenia co do sposobu dobrego życia są tylko jednymi z wielu. A kiedy już raz to uznasz, nie będziesz już nigdy mógł wrócić do swojego dawnego niezmieniającego się życia.

1. ERA SAMOZADOWOLENIA3

Przyjęliśmy pewną określoną wizję dziejów. Do XIX wieku ludzie żyli w tak zwanych społecznościach tradycyjnych. W tych społecznościach było z góry ustalone, co mają robić. Przychodzili na świat w istniejących od niepamiętnych czasów strukturach społecznych, które determinowały ich los: kto urodził się chłopem, pozostawał chłopem; kto urodził się arystokratą, pozostawał arystokratą. To, w jakiej rodzinie się urodzili, determinowało, jaki będą mieli majątek i władzę, więc przebieg ich życia był określony od dnia narodzin.

Historia toczy się dalej: w XIX-wiecznej Europie ludzie w końcu wyzwolili się z takich ograniczeń. Po raz pierwszy uświadomiliśmy sobie, że każdy z nas jest indywidualną jednostką, która potrafi myśleć racjonalnie. Możemy sami o sobie decydować i kontrolować własne życie. Jako istoty rozumne możemy tworzyć świat bezprecedensowych możliwości. Z pojawieniem się takiej świadomości - jak mówi historia - narodził się nowoczesny świat.

O ile jednak niektórym z nas udało się wyzwolić, inne kultury pozostały w tyle - a przynajmniej my tak sądzimy. Dla wielu z nas dawne Chiny to klasyczny przykład społeczeństwa tradycyjnego, w którym od ludzi wymaga się, by wypełniali ściśle określone role społeczne - warunek istnienia hierarchicznego, uporządkowanego świata.

Tak więc taki świat nie może nas niczego nauczyć.

Oczywiście od czasu do czasu taka interpretacja społeczeństwa tradycyjnego, a dawnych Chin zwłaszcza, przyjmowała nieco romantyczne zabarwienie: Dziś jesteśmy wyalienowani, obcy sobie wzajemnie, a ludzie w tradycyjnym świecie wiedzieli, że żyją w harmonii ze wszechświatem. Wyłamaliśmy się ze świata natury i staramy się go kontrolować i zdominować, a ludzie w tradycyjnym świecie starali się żyć zgodnie z rytmem natury.

Ta sentymentalna wizja tradycyjnego świata też nie może nas niczego nauczyć. Zmienia po prostu te tak zwane tradycyjne społeczności w coś podobnego do obiektu nostalgicznych tęsknot. Możemy pójść do muzeum, obejrzeć egipską mumię i pomyśleć: Jakie to ciekawe. Starożytny chiński artefakt? Jakie to oryginalne. Możemy mu się przyjrzeć z zainteresowaniem, ale nie chcielibyśmy się cofnąć do tamtych czasów - do świata, który reprezentuje. Nie chcielibyśmy ani żyć, ani niczego się uczyć od tych tradycyjnych światów, bo tamci ludzie nie byli nowocześni. W końcu to my, a nie oni, rozumiemy, jak działa świat.

Ale jak już wkrótce się dowiemy, wiele z naszych stereotypów dotyczących tych "tradycyjnych" społeczeństw jest błędnych. I jest mnóstwo rzeczy, których możemy się nauczyć z przeszłości.

Niebezpieczeństwo naszej wizji dziejów polega nie tylko na tym, że prowadzi nas ona do odrzucenia wielu aspektów człowieczeństwa jako nieistotnych, lecz również na tym, że myślimy, że tylko idee, które dziś dominują, mogą zachęcić ludzi, by decydowali o swoim własnym życiu - a więc tylko dzisiejsze idee są słuszne.

Tymczasem istniało bardzo wiele różnych wizji tego, jak ludzie mogą kształtować swoje życie. Gdy tylko to sobie uświadomimy, zobaczymy, czym tak naprawdę jest "nowoczesność": opowieścią jedną z wielu, stworzoną w konkretnym czasie i miejscu. Wtedy otworzy się przed nami cały świat myśli - takich, które rzucają wyzwanie niektórym z naszych najbardziej hołubionych mitów.

Mit: Żyjemy w epoce bezprecedensowej wolności

Większość z nas uważa się za ludzi z założenia wolnych - w przeciwieństwie do naszych przodków. Odkąd w XIX wieku my, ludzie Zachodu, wyzwoliliśmy się z tradycyjnego świata, zdobyliśmy wreszcie możliwość, by samemu decydować, jak urządzać świat. Przez dwa stulecia miotaliśmy się między różnymi rywalizującymi ideologiami: socjalizmem, faszyzmem, komunizmem a demokratycznym kapitalizmem. A kiedy te wszystkie idee zostały w dużej mierze zdyskredytowane, doszliśmy do "końca historii". Po upadku muru berlińskiego w 1989 roku wydawało się, że zwyciężył neoliberalizm jako jedyna słuszna droga organizowania świata - taka, która pozwala ludziom najlepiej się rozwijać i prosperować.

Ale co w takim razie zrobić z nieszczęściem, narcyzmem i lękiem, których nie brak w tym rozwiniętym świecie? Mówi się nam, że ciężką pracą dojdziemy do sukcesu, lecz przepaść między bogatymi a biednymi powiększa się dramatycznie, a społeczna mobilność słabnie. Wszelkie fascynujące i oszałamiające urządzenia ułatwiają nam życie, możemy się pochwalić niezwykłymi osiągnięciami w medycynie, a jednocześnie pogłębia się kryzys ekologiczny i jesteśmy świadkami katastrof humanitarnych na przerażającą skalę. Po kilku dekadach nasz wielki optymizm gdzieś się ulotnił. Nie mamy już tej pewności co kiedyś, że właściwie budujemy nasz świat.

No więc na ile to do nas dotarło? Czy historycy będą kiedyś uznawać nasze czasy za epokę dostatku, równości, wolności i szczęścia? Czy też początek XXI wieku będzie dla nich erą bezpodstawnego samozadowolenia: okresem, w którym ludzie tak naprawdę byli nieszczęśliwi i niespełnieni, widzieli narastający kryzys, ale nie potrafili nic przedsięwziąć, bo czuli, że nie ma innych alternatyw?

Chińskie teksty filozoficzne pokazane w tej książce oferują właśnie alternatywy dla tej ery samozadowolenia. Nie są jednak spójnymi ideologiami, które zastąpiłyby na przykład demokrację. Proponują raczej pewne pojęcia dotyczące samego siebie i swojego miejsca w świecie - sprzeczne z tym, co podpowiada intuicja. Prawdę mówiąc, wiele z nich rozwijało się w opozycji do idei tego, jak żyć w zgodzie z dominującymi światopoglądami.

Między 600 a 200 rokiem przed naszą erą w Eurazji wręcz eksplodowały ruchy filozoficzne i religijne, które dały początek licznym wizjom rozwoju ludzkich możliwości. W tym okresie, nazwanym Czasem Osiowym, sporo podobnych idei rozwijało się i w Grecji, i w Chinach. Jak zobaczymy, wiele poglądów z ówczesnych Chin bardzo przypomina te, które dziś są powszechne na Zachodzie. Jednak w Chinach straciły już znaczenie, a powstały inne idee, które wskazują bardzo odmienną drogę do dobrego życia.

Nic z tego, czemu się tu przyjrzymy, nie należy uznawać za poglądy "chińskie", w opozycji do poglądów "zachodnich", tak jak nie należy w nich widzieć poglądów "tradycyjnych" w opozycji do "nowoczesnych". Zagłębiając się w te koncepcje, zobaczymy nie tylko, że już długo przed nastaniem ery nowoczesnej ludzie spierali się, jak najlepiej urządzić świat, lecz również że istnieją konkretne możliwości, by myśleć inaczej o tym, jak żyć dobrym życiem.

MIT: Sami wiemy, jak wyznaczyć kierunek naszego życia

Jeżeli chodzi o planowanie tego, jak zapewnić sobie szczęście i powodzenie, my, mieszkańcy Zachodu, jesteśmy nauczeni polegać na swoim racjonalnym myśleniu. Wierzymy, że dzięki starannej kalkulacji uzyskamy rozwiązanie. W obliczu niepewności, jaką niesie ze sobą życie, pocieszamy się tym, że gdy pokonamy emocje i subiektywne nastawienie, gdy ograniczymy się do wymiernych danych, możemy zapanować nad przypadkowością i przeciwstawić się losowi. Zobaczmy, jak najczęściej podchodzimy do dylematów moralnych i etycznych. Wymyślmy jakąś typową hipotetyczną sytuację i rozpracujmy ją racjonalnie. To tak jak ze znanym eksperymentem z drezyną: Wyobraź sobie, że widzisz jadącą po torach drezynę, której puściły hamulce. Jeśli będzie jechać dalej po swoim torze, zabije pięć osób. Jeśli jednak przestawisz zwrotnicę, zjedzie na inny tor, na którym stoi jedna osoba. Czy pozwolisz, żeby drezyna wpadła na tych pięciu ludzi, czy przestawisz zwrotnicę, żeby ich ocalić - ale wtedy wybierzesz, że zabijesz jedną osobę z drugiego toru?

Który wybór jest słuszny?

Filozofowie i etycy przez całe życie roztrząsali takie kwestie. Na temat wniosków, do jakich doszli, napisano niezliczone artykuły, a nawet niejedną książkę. Taki scenariusz pozwala nam zredukować cały proces decyzyjny do prostego zestawu danych i pojedynczego wyboru. Większość z nas sądzi, że to właśnie tak podejmuje się decyzje.

W starożytnych Chinach też przeprowadzano podobne eksperymenty myślowe. Jednak nie pochłaniały one naszych chińskich myślicieli. To świetna gra umysłowa, uznawali, ale możesz w nią grać cały dzień, a i tak nie będzie miała żadnego wpływu na twoje zwykłe, codzienne życie. Absolutnie żadnego.

Żyjemy zupełnie inaczej, niż myślimy, że żyjemy. Podejmujemy decyzje zupełnie inaczej, niż myślimy, że podejmujemy. Nawet gdybyś pewnego dnia rzeczywiście znalazł się w tej sytuacji z drezyną, twoja reakcja nie miałaby nic wspólnego z racjonalną kalkulacją. W takich okolicznościach górę biorą emocje i instynkty, i to one kierują nami również przy podejmowaniu mniej spontanicznych decyzji, nawet gdy uważamy, że postępujemy bardzo racjonalnie i z rozmysłem: Co zrobić na obiad? Gdzie zamieszkać? Kogo poślubić?

Dostrzegając ograniczenia tego podejścia, nasi chińscy filozofowie zaczęli szukać innych możliwości. Odpowiedź, uznali, jest taka: trzeba doskonalić swoje instynkty, ćwiczyć emocje i nieustannie kształtować swoją osobowość, abyśmy ostatecznie - zarówno w chwilach krytycznych, jak i zupełnie prozaicznych - reagowali właściwie i etycznie w każdej sytuacji. Gdy my reagujemy właściwie, sprawiamy, że ludzie wokół nas też reagują właściwie. Chińscy myśliciele nauczali, że każde spotkanie i każde doświadczenie daje nam szansę, by czynnie tworzyć nowy i lepszy świat.

MIT: To my sami wiemy, kim naprawdę jesteśmy

Upadek dawnych arystokratycznych instytucji religijnych w Czasie Osiowym skłonił ludzi do poszukiwania nowych źródeł prawdy i sensu życia. W naszych czasach my też czujemy, że wyzwoliliśmy się z dawnych, ograniczających sposobów myślenia, i też szukamy nowych źródeł sensu życia. Coraz częściej słyszymy, że tej wyższej prawdy powinniśmy szukać we własnym wnętrzu. Dziś celem kogoś, kto chce się realizować, jest odnaleźć siebie i żyć "autentycznie", zgodnie z wewnętrzną prawdą.

Niebezpieczeństwo kryje się w przekonaniu, że wszyscy rozpoznamy swoją "prawdę", gdy tylko ją ujrzymy, i w ograniczaniu naszego życia tak, aby było zgodne z tą prawdą. Inwestując w taką autodefinicję, ryzykujemy, że będziemy budowali naszą przyszłość na bardzo wąskim rozumieniu tego, kim jesteśmy - tego, co uznajemy za nasze mocne strony i słabości, nasze sympatie i antypatie. Wielu chińskich myślicieli powiedziałoby, że skupiamy się wtedy tylko na małej części tego, kim potencjalnie jesteśmy. Pozwalamy, aby niewielka część naszych emocjonalnych skłonności, emocji, jakie przejawiamy tylko w określonym czasie i miejscu, określała nas na zawsze. Myśląc o ludzkiej naturze jak o monolicie, natychmiast ograniczamy swój potencjał.

Tymczasem wielu chińskich myślicieli przekonywałoby cię, że nie jesteś pojedynczą, jednolitą istotą i nie powinieneś tak o sobie myśleć. Powiedzmy, że uznajesz się za osobę impulsywną, łatwo wpadającą w złość. Filozofowie, z którymi już za chwilę się spotkamy, przekonywaliby, że nie powinieneś mówić: "No cóż, taki już jestem", ani uznawać, że naprawdę taki jesteś. Pewnie wcale nie jesteś z natury porywczy. Po prostu wpadasz w kolejny schemat - wzorzec zachowań - którym pozwoliłeś określać twoje myślenie, kim jesteś. A tak naprawdę masz w sobie tyle samo potencjału, powiedzmy, łagodności co porywczości.

Ci chińscy filozofowie namawialiby nas, abyśmy uświadomili sobie, że jesteśmy istotami bardzo złożonymi i że nieustannie się zmieniamy. Każdy człowiek ma wiele różnych emocjonalnych skłonności, pragnień i sposobów reagowania na świat - często sprzecznych. Nasze emocjonalne skłonności rozwijają się poprzez spoglądanie na zewnątrz, nie do wnętrza. Nie kształtujemy ich, wycofując się ze świata, aby medytować, albo jadąc na wakacje. Są kształtowane w praktyce przez to, co robimy na co dzień: przez sposoby naszej komunikacji z innymi i nasze codzienne zachowania. Inaczej mówiąc, nie jesteśmy tylko tym, kim jesteśmy: cały czas możemy aktywnie zmieniać się na lepsze.

Oczywiście, to nie takie proste. Musimy zmienić sposób myślenia o swoim zachowaniu i o tym, jak dokonuje się prawdziwa zmiana. To nie jest szybki proces: zmiana przychodzi stopniowo, dzięki naszej wytrwałości. To efekt ćwiczenia się w poszerzaniu swojego spojrzenia na świat. Taka szersza perspektywa pozwala nam zrozumieć, jak wiele różnych czynników kształtuje każdą sytuację, i powoli wpływa na nasze relacje: partnerskie, towarzyskie, zawodowe. Ta szersza perspektywa pozwala nam zmienić swoje zachowanie, a to stopniowo prowadzi do prawdziwej zmiany.

Chociaż mówi się nam, że stajemy się wolni, gdy odkryjemy, kim tak naprawdę jesteśmy, to jednak właśnie to "odkrycie" uwięziło nas w pułapce ery samozadowolenia. To my sami zagradzamy sobie drogę.

Czy to znaczy, że potrzebujemy nowego, radykalnego planu, jak żyć i jak urządzać świat? Wręcz przeciwnie, filozofowie, którymi będziemy się zajmować, często ilustrowali swoje idee przyziemnymi aspektami codziennego życia, przekonywali, że tylko tam dokonuje się wielka zmiana. Idąc ich śladem, my też zawarliśmy w naszej książce wiele prozaicznych scen, aby ożywić ich idee. Ci myśliciele nie chcieli jednak, aby te przykłady traktować jako gotowe recepty - i nie jest to też naszym zamiarem. Mają one raczej pokazać, że wiele z tych idei już realizujemy; tyle że po prostu nie robimy tego dobrze. Jeśli przemyślimy na nowo te właśnie aspekty naszego życia, zrozumiemy, jak praktyczne i wykonalne są te idee.

Tytuł tej książki nawiązuje do koncepcji chińskich filozofów określanej często mianem Tao, czyli "Droga"4. Tao nie jest harmonijnym "ideałem", ku któremu z trudem dążymy. To raczej ścieżka, którą sami nieustannie wytyczamy poprzez nasze wybory, zachowania i związki. W każdej chwili naszego życia wytyczamy ją na nowo.

Nie istnieje żadna ujednolicona wizja Tao, co do której ci wszyscy filozofowie byliby zgodni. Wszyscy oni występowali przeciwko konwencjom społeczeństw, w których żyli, lecz każdy z nich proponował własną - uderzająco odmienną - wizję tego, jak tworzy się tę ścieżkę. Zgadzali się jednak w tym, że sam proces jej tworzenia ma nieskończony potencjał przekształcania zarówno nas, jak i świata, w którym żyjemy.

2. ERA FILOZOFII

Wejdź do jakiegokolwiek dużego muzeum, a znajdziesz mnóstwo działów: Mezopotamia, starożytny Egipt, antyczna Grecja, Cesarstwo Rzymskie, średniowieczna Europa, nowożytna Europa... Każdy z nich wypełniają piękne eksponaty, a kiedy idziesz przez kolejne sale, możesz prześledzić rozwój cywilizacji. Potem, w innym skrzydle, zobaczysz ekspozycje poświęcone innym krajom, Indiom, Chinom i Japonii.

To właśnie tak uczymy się zazwyczaj historii: jako historii odrębnych, rozwijających się oddzielnie cywilizacji.

A teraz wyobraź sobie inne muzeum, uporządkowane według epok. W jednej sali mógłbyś zobaczyć na przykład srebrny rzymski denar, chińską monetę z brązu z czasów dynastii Han i kanciaste "stemplowane" monety indyjskiego imperium Maurjów. Od razu byś się zorientował, że te trzy wielkie cywilizacje, choć tak od siebie oddalone, mniej więcej w tym samym czasie przechodziły uderzająco podobne zmiany: każda z nich stała się imperium i rozwijała gospodarkę opartą na emisji pieniądza w formie monet. Mógłbyś też odwiedzić dział średniowiecza, epoki młodszej o siedem stuleci, i zobaczyć sakralne przedmioty chrześcijaństwa, islamu i buddyzmu i inną architekturę. Uświadomiłbyś sobie jasno, że to był czas ekspansji wielkich religii, które rozprzestrzeniały się wzdłuż szlaków handlowych łączących Chiny, Indie i rejon Morza Śródziemnego. Taki obraz historii byłby bliższy rzeczywistości, bo Europę i Azję zawsze łączyły silne więzy.

Wielu z nas myśli, że globalizacja to zjawisko wyłącznie współczesne - że rozwój technologii i lotnictwa był początkiem nowej epoki, w której społeczeństwa, dotąd odcięte jedno od drugiego, w końcu się połączyły. Lecz jeśli to prawda, to dlaczego Konfucjusz, Sokrates i Budda stawiali podobne filozoficzne pytania mniej więcej w tym samym czasie, jakieś dwa i pół tysiąca lat temu, chociaż żyli w zupełnie innych, odległych od siebie miejscach i mówili zupełnie innymi językami? Innowacje, technologie i idee rozprzestrzeniały się po świecie od dawna. Napięcia i dynamiczne przemiany w Eurazji w dużej mierze określały jej historię. Konfucjusz, Sokrates i Budda reagowali na bardzo podobne społeczne zjawiska.

Aby zrozumieć, dlaczego w ogóle narodziła się ta debata filozoficzna i dlaczego ci myśliciele skupiali się na tak podobnych kwestiach, musimy zrozumieć bogatą, tętniącą życiem kulturę, w której żyli i w której rozwijały się ich koncepcje.

To nie XIX-wieczni Europejczycy pierwsi zapragnęli zerwać z przeszłością i stworzyć zupełnie nową epokę. W dziejach ludzkości takie erupcje zmian powtarzały się wielokrotnie. Jedna z najbardziej doniosłych dokonała się w Eurazji w połowie pierwszego tysiąclecia przed naszą erą.

W czasie tej rewolucyjnej historycznej zmiany rządzone przez arystokrację społeczeństwa, jakie zasiedlały od dwóch tysięcy lat Eurazję epoki brązu, w których władza i bogactwo przechodziły z pokolenia na pokolenie na zasadzie dziedziczenia, zaczęły się rozpadać. Wraz z załamaniem się tych państwowości nastał czas eksperymentów politycznych - od radykalnej demokracji w Grecji po scentralizowane systemy biurokratyczne i prawne w Chinach. Nowe formy państwowości sprzyjały początkom społecznej mobilności, a wraz z doniosłymi zmianami społecznymi następował również upadek instytucji religijnych, wbudowanych w dawne systemy arystokratyczne.

W efekcie w całej Eurazji rozkwitły nowe ruchy religijne i filozoficzne. W klasycznej Grecji to era Sokratesa, Platona i Arystotelesa, pitagorejczyków i orfików. W Indiach pojawiły się dźinizm i co ważniejsze buddyzm. A w Chinach była to era Konfucjusza, Mencjusza i innych ruchów filozoficznych i religijnych, które spotkamy w tej książce. Wszystkie te nurty zaistniały mniej więcej w tym samym czasie. I wszystkie rozważały kwestie, które pojawiły się, gdy załamał się porządek społeczny: Jak najlepiej rządzić państwem? Jak urządzić świat, w którym każdy ma szansę się rozwinąć? Jak przeżyć swoje życie? Wszystkie zmagały się z problemami bardzo podobnymi do naszych.

Czas Osiowy zakończył się w ostatnich wiekach przed naszą erą, gdy w Eurazji ukształtowały się wielkie imperia. Reakcją na ich powstanie było rozpowszechnienie się w pierwszych stuleciach naszej ery nowych, głoszących zbawienie religii: chrześcijaństwa, manicheizmu, buddyzmu mahajany, taoizmu, a później islamu. Po kilkuset latach w wielu częściach Eurazji, a zwłaszcza w Europie, ten okres filozoficznych i religijnych doświadczeń zakończył się wraz z upadkiem imperiów i powrotem rządów arystokracji.

Przeobrażenia społeczne zachodzące w Czasie Osiowym doprowadziły do podobnych przemian na rozległych obszarach. Nie ma dowodów na to, że Konfucjusz, Budda i greccy filozofowie wiedzieli o swoim istnieniu, a tym bardziej że znali swoje nauki. A jednak około roku 500 przed naszą erą te główne prądy filozoficzne w odległych częściach Eurazji łączyło wspólne przekonanie, że świat musi się zmieniać.

Przez całą epokę brązu większość ludzi nie widziała możliwości dokonania zmiany kierunku swojego życia, lecz rosnąca społeczna mobilność zasiała nową ideę: to, co dostępne dla niektórych, powinno być dostępne dla wszystkich, nie tylko dla nielicznych.

Jednocześnie ludzie zrozumieli, że żyją w czasach kryzysu kulturowego na ogromną skalę. To czasy naznaczone nieustannymi wojnami, zwłaszcza w Grecji, w północnych Indiach i na Nizinie Chińskiej - a więc właśnie tam, gdzie później miały się narodzić wielkie systemy religijne i filozoficzne. W tych regionach panowało wszechobecne poczucie, że ludzie zagubili się i zapomnieli reguł zachowania, dzięki którym mogli żyć, traktując się nawzajem przyzwoicie. Grecki poeta Hezjod wyraził etos tej epoki, biadając, że żyje w czasach rozpadu wszystkich związków: niezgoda panuje między ojcami a dziećmi, dzieci nie troszczą się o swoich starzejących się rodziców, rodzeństwo walczy ze sobą, a ludzie powszechnie hołdują przemocy.

Właśnie w trakcie kulturowego kryzysu zaczęły się pojawiać nowe ruchy filozoficzne i religijne. Wielu ich wyznawców opuściło społeczeństwo i stworzyło alternatywne społeczności, oparte na całkowitym odrzuceniu przemocy. Inni nakłaniali do porzucenia upadłego ziemskiego świata i wyobrażali sobie, że gdzieś poza nim istnieją szczęśliwe zaświaty.

Ruchy, które rozwinęły się na Nizinie Chińskiej, również skupiały się na tworzeniu alternatywnych rzeczywistości. Lecz rozwiązaniem nie było wycofanie się ze społeczeństwa ani poszukiwanie wyższych, transcendentnych światów, lecz zmiana wzorców codziennego życia.

Konkretne działania koncentrowały się na tym, co przyziemne. Na Nizinie Chińskiej jedną z reakcji na upadek dziedzicznych społeczeństw epoki brązu było utworzenie nowych państw, na których czele stanęli intelektualiści, pochodzący z warstwy niższej niż arystokracja. Swoje stanowiska otrzymywali dzięki osobistym umiejętnościom, a nie ze względu na urodzenie. Coraz więcej ludzi chciało zdobyć wykształcenie, aby móc pełnić funkcje w administracji państwowej i podnieść swój status społeczny. A gdy już zdobyli wiedzę, poczuli głębokie niezadowolenie ze stanu tego świata i zaczęli się zastanawiać, jak żyć inaczej. Zwolennicy większości nowych ruchów religijnych i filozoficznych w ówczesnych Chinach wywodzili się właśnie z tej rosnącej grupy intelektualistów.

Weźmy, na przykład, Konfucjusza. Ten wielki filozof żył w schyłkowym okresie panowania Zhou, ostatniej wielkiej dynastii epoki brązu. Potężny arystokratyczny klan Zhou głosił swoją wyższość nad innymi wielkimi klanami, powołując się na mandat Niebios. W starożytnych Chinach Niebiosa uważano za bóstwo, które daje najzacniejszym rodom upoważnienie, by sprawowały władzę nad innymi, o ile te nadal postępują moralnie5. Tamta epoka bardzo przypomina Europę sprzed XIX wieku, w której arystokratyczne rody rządziły "z bożej łaski".

Za życia Konfucjusza władza arystokratycznych rodów słabła. Dynastia Zhou chyliła się ku upadkowi, podobnie jednak działo się z innymi klanami. Żaden z nich nie był na tyle silny, by rościć sobie prawo do przejęcia władzy z łaski Niebios.

Właśnie w czasie tej próżni politycznej ludzie tacy jak Konfucjusz zyskali znaczenie. Konfucjusz piastował początkowo podrzędne stanowiska urzędnicze, pod koniec życia został nauczycielem nowego pokolenia ubiegających się o sprawowanie tych funkcji.

Dziś konfucjanizm często kojarzy się nam ze sztywną hierarchią społeczną, z rygorystycznym podziałem na role kobiece i męskie oraz z konserwatywnym naciskiem na poprawność zachowania - to jednak skutek późniejszych reinterpretacji tych nauk. Postać Konfucjusza, jaka wyłania się z jego Dialogów, wcale nie próbuje kontrolować innych czy też stworzyć w ogóle jakąś spójną ideologię. Wręcz przeciwnie, widzimy kogoś, kto stara się stworzyć świat, w którym ludzie rozwijaliby swój potencjał. Takie światy można tworzyć również tu i teraz, zmieniając nasze relacje z ludźmi.

Konfucjusz uważał, że początki panowania dynastii Zhou, czyli około pięciuset lat przed czasami, w których żył, były wielką epoką rozkwitu ludzkości. Wierzył, że kilku ówczesnych władców rozwijało siebie, pielęgnowało cnoty i, mówiąc w skrócie, zdołało stworzyć w swoim otoczeniu lepszy świat. Sam dążył do tego samego: chciał zbudować świat, w którym jego uczniowie rozwijaliby swoje zdolności, i miał nadzieję, że niektórzy z nich zdołają ustanowić taki porządek społeczny, w którym ten rozwój mógłby być udziałem szerokich kręgów.

Wszyscy filozofowie, których spotykamy w tej książce, są podobni do Konfucjusza. Myśli każdego z nich zrodziły się w tyglu okresu przejściowego. Każdy sprzeciwiał się regułom społeczeństwa, w którym żył, i intensywnie rozmyślał nad nowymi i ekscytującymi sposobami życia. Każdy głęboko wierzył, że wszyscy mają taki sam potencjał rozwoju.

A ćwiczenia tych filozofów uczyniły z nich ludzi niezwykle praktycznych i konkretnych. To dlatego, kwestionując zasady swojego społeczeństwa, nie skupiali się od razu na wielkich abstrakcyjnych zagadnieniach. Pytali raczej: Jak to się stało, że nasz świat jest właśnie taki, i co możemy zrobić, żeby go zmienić? Z tych praktycznych pytań wyłoniły się inspirujące odkrycia - że każdy z nas ma potencjał, żeby być wspaniałym i dobrym człowiekiem.

Koniec wersji demonstracyjnej.