Ścierwo - Michał Dąbrowski

Kup ebooka

16.66 zł
13.83 zł (14,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

5

Następnego dnia rano Magdalena szła ulicą w centrum miasta. Była przyjemna pogoda, jednak nie miało to dla niej znaczenia. Jej związek, i tak byle jaki, rozpadł się. Miała serdecznie dosyć tego gnojka, przez którego straciła tyle czasu. Sama kolacja nie wchodziła w rachubę i on dobrze o tym wiedział. Może nawet ją okłamał? Może znalazł kogoś lepszego?

Zatrzymała się przed nowoczesnym dziesięciopiętrowym budynkiem, w którym pracowała. Od patrzenia w górę na jego szczyt zrobiło jej się niedobrze.

Weszła do środka i pojechała windą na czwarte piętro. Znalazłszy się przed drzwiami do swojego pokoju, odetchnęła głęboko kilka razy, po czym zmusiła się do uśmiechu i weszła do środka.

Pokój dzieliła tylko z jedną koleżanką, Dorotą, która akurat siedziała i czesała swoje długie, jasne loki. Była niewiele starsza od Magdaleny. Magdalena chorobliwie zazdrościła jej stoickiego spokoju. To, co spływało po tamtej jak po kaczce, doprowadzało Magdalenę do szewskiej pasji. I tak miała szczęście, że warunki pracy miała o wiele lepsze niż w poprzednim miejscu i mogła liczyć na wsparcie kuzyna, który ją tu zatrudnił.

Usiadła przy swoim biurku i położyła na nim torebkę. Zanim wyjęła z pokrowca służbowy laptop, odezwała się z niezadowoleniem:

- Myślałam, że spędzę wczoraj fajny wieczór ze swoim chłopakiem, a tu dupa. Podobno mamusia na noc do niego przyjechała.

Koleżanka spojrzała na nią ze smutkiem.

- Współczuję. Chcesz herbaty?

- Nie, dzięki. Zerwę z nim, nie ma dla mnie czasu.

Dorota wstała, żeby włączyć czajnik. Po chwili milczenia powiedziała:

- Większości chodzi tylko o jedno. Jeśli cię zaniedbuje, to go rzuć.

- Już mam go gdzieś! Pora na kogoś lepszego.

Dorota wróciła na swoje miejsce.

- A masz już kogoś na oku?

Magdalena uśmiechnęła się szeroko.

- Jeszcze nie. Ale polowanie czas zacząć!

6

Było przedpołudnie.

Monika szykowała się akurat w przedpokoju do wyjścia. Malowała usta, potem sprawdziła, czy dobrze wygląda w lustrze. Ubrała się nieco odświętnie, chociaż to tylko kolejna wizyta u psychiatry. Na szafce leżała jej torebka, w której trzymała tylko najpotrzebniejsze rzeczy - im ich mniej, tym lepiej.

Do przedpokoju weszła Danuta i przyglądała się córce. Uśmiechnęła się.

- Pięknie wyglądasz! Jesteś pewna, że ta lekarka dobrze cię leczy? Ciągle masz problemy z nastrojem.

Monika spojrzała na nią zrezygnowana.

- Raz jest lepiej, raz gorzej. Chodzę do niej kilkanaście lat i nie mam do niej większych zastrzeżeń.

- Jak zobaczyłam wtedy w centrum handlowym tę Zielińską, to myślałam, że do niej podejdę i strzelę ją w pysk za to, co ci zrobiła! - Danuta nieoczekiwanie zdenerwowała się i zacisnęła instynktownie dłonie w pięści.

- Nie musisz mnie bronić, jestem dorosła. I sama. Całe życie sama. A czas leci.

Danuta podeszła do córki i przytuliła ją.

- Kochanie, znajdziesz tego jedynego! Masz ładną twarz, tylko za rzadko się uśmiechasz!

- Bo nie mam powodów. Depresja i ta dziwka Zielińska w koszmarach! Pracę ty mi załatwiłaś, bo chyba byłam na tyle niezdolna, że nikt z własnej woli by mnie nie zatrudnił...

- Przestań! Pani Aldona rzeczywiście zatrudniła cię na moją prośbę, ale bardzo jest z ciebie zadowolona. Ilekroć ją widzę, to zawsze mi to powtarza. Nie znam się na księgowości. Ty na pewno się znasz, skoro cię zatrudnia. To serdeczna kobieta, która ma syna z podobnymi problemami do twoich, ale zapewniam cię, że na siłę by cię u siebie nie trzymała.

Monika stała chwilę w zamyśleniu. Słowa matki wcale nie dodały jej otuchy.

- Monika, to siedzi w tobie głęboko... Powinnaś iść na nowo na terapię. Tamta psychoterapeutka raczej nie była dobra.

- Myślałam o tym ostatnio. To chyba dobre rozwiązanie.

Monika rzuciła okiem na wiszący na ścianie zegar i powiesiła torebkę na ramieniu. Zaczęła skubać niespokojnie palce.

- Mamo, nie martw się na zapas. Gorzej ze mną już chyba być nie może...

- Pamiętaj, że zawsze cię wesprę. Chcę, żebyś wyszła z tego bagna.

Monika uśmiechnęła się słabo do matki, po czym zamknęła drzwi.

Danuta głośno westchnęła.

Przypomniało jej się, jak prawie dziesięć lat temu wezwała pogotowie do Moniki, która podcięła sobie żyły. To wtedy wszystko wyszło na jaw. Klasyczny kozioł ofiarny - tym stała się jej córka. Wrażliwa, słaba fizycznie i flegmatyczna. I to beztroskie wzruszenie ramionami Zielińskiej, kiedy dowiedziała się o próbie samobójczej Moniki. Danuta do tej pory nie mogła sobie darować, że nie uderzyła jej wtedy w twarz i nie zmyła jej z niej tego głupkowatego uśmieszku. Teraz to wszystko się rozmyło, a jedyny ślad został w Monice...

9

Na werandzie przy domu Danuty panowała poważna atmosfera. Danuta starała się, by jej córka odetchnęła od miejskiego zgiełku i odpoczęła od przykrych wspomnień. Z żalem patrzyła, jak Monika nie zdawała cieszyć się wizytą.

Z werandy widać było pola obsiane pszenicą. Tworzyły żółty dywan narzucony na monotonną barwę ziemi. Danuta lubiła siedzieć przed domem i patrzeć, jak wiatr kołysze zbożem i napawa ją uczuciem ciepłego spokoju.

Monika siedziała razem z matką przy stoliku, na którym stały dwie szklanki z mrożoną herbatą. Również patrzyła na zboże. Dziś wydawało jej się jednolitą, nudną plamą. Gdyby chociaż wśród pszenicy można było czasem dostrzec jakąś sarnę czy dzika, byłoby to nawet interesujące.

- No i jak się czujesz dziś? - z zamyślenia wyrwał ją głos matki.

- Średnio. Na portalu randkowym prawie nikt do mnie nie pisze. Może to kwestia opisu, może zdjęć... Nie wiem. Może powinnam na razie tam nie wchodzić? Gorączkowo pragnę mieć kogoś przy sobie i za bardzo się na tym skupiam.

- Wyszłaś gdzieś ostatnio do ludzi, czy tylko praca i praca?

- To też zaniedbałam... Totalnie nie wiem, co zrobić ze swoim życiem... Praca, dom, praca, dom, spotkania z tobą, chodzenie do psychiatry - moje życie to wegetacja.

- Przynajmniej wiesz, jaki jest twój problem. Zapisz się koniecznie na terapię. To ci pomoże. Zrób to dla siebie, dla swojego dobra.

Monika usiadła na krześle.

- Masz rację. Jutro zadzwonię do przychodni.

Danuta wstała i uśmiechnęła się.

- Kochanie, jestem z ciebie dumna! Pójdę po ciasto.

Weszła do domu.

- Ja tego o sobie nie mogę powiedzieć... - powiedziała pod nosem Monika i wzięła smartfon ze stolika.

Włączyła Facebooka i znalazła tam profil Magdaleny. Wpatrywała się w jej zdjęcie profilowe z nienawiścią.

- Kiedyś się na tobie zemszczę!

Odłożyła smartfon i zaczęła masować skronie.

10

Siłownia w Miłym Mieście w piątkowe wieczory zwykle tętniła życiem. Nie inaczej było tym razem.

Salę przepełniały odgłosy używanych sprzętów. Magdalena pedałowała szybko na rowerze stacjonarnym, patrząc ukradkiem, jak jej najlepsza przyjaciółka radzi sobie z jazdą na drugim. Musiała przyznać, że Natalia jest w dobrej formie.

- Myślisz, że nie widzę, jak mi się przyglądasz? - zaśmiała się, lekko sapiąc, Natalia, brunetka średniego wzrostu o ironicznym wyrazie twarzy.

- Po prostu sprawdzam, czy nie wypadłaś z formy.

- W liceum zawsze rywalizowałyśmy we wszystkim, pamiętasz? - zaśmiała się Natalia.

- Tylko nie o chłopaków. Świństw sobie nie robiłyśmy!

Jechały dalej w milczeniu, nie zwalniając tempa. Nagle Magdalena przestała i spojrzała na przyjaciółkę.

- Tego, że nigdy nie zobaczę tutaj Moniki Rogowicz, jestem absolutnie pewna.

Natalia wybuchła głośnym śmiechem. Niektórzy ćwiczący spojrzeli na nią z zainteresowaniem.

- Może i dobrze, bo nie wyobrażam przebywać z tą ciapą w jednym pomieszczeniu - kontynuowała Zielińska. - Pamiętasz, jaka to była łamaga? Zawsze psuła grę w siatkówkę na WF-ie. Wstyd się w ogóle wybrać było z nią na imprezę!

- Przecież ona w ogóle nie chodziła na imprezy... Nawet na studniówce nie była. Ale trzeba przyznać, że była bardzo inteligentna.

- Inteligentna? Nie rozśmieszaj mnie. Na to nikogo nie poderwie! Z jej wyglądem i nerwowością na pewno by nikogo nie znalazła. Pewnie nadal jest sama.

- Pomyśleć, że pocięła się, bo ktoś ją parę razy szturchnął, czy powiedział, co o niej myśli...

- To wariatka o słabym charakterze, a życie nie jest dla mięczaków. Trzeba walczyć o swoje, a ona się poddała - powiedziała ostro Magdalena. - Zmieńmy temat, bo mi humor siada! To co, kończymy na dziś?

- Pewnie!

Zsiadły z rowerów, rozprostowały się, po czym wyszły z sali.

11

Był wieczór i padał mocno deszcz.

Monika leżała na łóżku, patrząc tępo w sufit. Na półce nad łóżkiem, pośród książek i bibelotów, leżała się nieułożona kostka Rubika.

Monika spojrzała na nią. Jej świat stanowił właśnie coś takiego. Zlepek niepołączonych ze sobą motywów, obrazów i wyobrażeń, niemających ze sobą wielkiej styczności. Nigdzie nie było pełni barw.

Wlepiła ponownie wzrok w jeden punkt na suficie. Po chwili zamknęła oczy...

Koszmar wrócił w mgnieniu oka.

Pewnego dnia prawie dziesięć lat wcześniej na szkolnym boisku panowała nerwowa atmosfera konkurencji. Piłka siatkowa w różnym tempie kursowała między zawodniczkami, a Monika czuła, że zaraz dostanie ataku paniki. Nienawidziła tej gry. Nienawidziła WF-u. Nienawidziła tego, że część klasy jej nienawidzi.

Próbowała przekonać matkę, by załatwiła jej lewe zwolnienie, jednak ta nie chciała o niczym słyszeć. "Ćwicz, aż się nauczysz, ale nie uciekaj" - najczęściej to od niej słyszała. Gdyby tylko matka wiedziała, jak to się skończy...

Tamtego dnia jak zwykle próbowała coś zrobić, by nie zawieść swojej drużyny, jednak zwykle kończyło się to fiaskiem. Jej powolne, niezdarne ruchy budziły w najlepszym razie śmiech pozostałych. Kiedy okazywali jej swoją pogardę, czerwieniła się ze wstydu, modląc się o to, by nagle pojawić się w domu, wyznać matce całą prawdę i mieć w końcu zwolnienie od koszmaru...

Piłka akurat pędziła w jej stronę, minąwszy jak rakieta siatkę. Monika skuliła się w sobie ze strachu.

- Odbij tę piłkę, idiotko! - wrzasnęła na cały głos Magdalena.

Monika za nic nie mogła się przemóc. Piłka upadła na parkiet. Trwało to bardzo krótko, ale Monice odgłosy zawodu jej drużyny wwierciły się w umysł na wieczność.

- Ja pierdolę... - usłyszała jeszcze z ust Magdaleny. - Tak ciężko ci ruszyć dupę!?

Otrząsnęła się z zamyślenia. Otworzywszy oczy, z ulgą uświadomiła sobie, że jest u siebie. Zielińskiej tu nie ma i nie będzie.

Jeśli Monika była Carrie White, a Magdalena Chris Hargensen, to, niestety, w tej opowieści nie zjawiła się żadna Sue Snell...

12

Okazały biały dom na skraju miasteczka otaczały wielkie kwiaty posadzone w sporych donicach. Nieco dalej znajdował się ogród, w którym rosły iglaki, a pośród nich słońce odbijało się w oczku wodnym. Przy samym domu znajdował się garaż, przed którym mocno dojrzały mężczyzna mył drogi samochód.

Janusz Zieliński był renomowanym prawnikiem i dzięki swojej pracy mógł sobie pozwolić na luksusy. Bycie najbogatszym mieszkańcem Miłego Miasta mocno łechtało jego ego.

Cieszył się, że jego córka zmieniła pracę na lepszą i że go w końcu odwiedziła.

Siedziała akurat przed domem przy stoliku i pisała coś na laptopie. Zieliński przerwał na chwilę swoją pracę i spojrzał na córkę.

- Co tam porabiasz w internecie? Nawet przy wizycie u ojca musisz siedzieć przy laptopie?

- Zakładam konto na portalu randkowym. To już chyba czysta desperacja.

- Taka dziewczyna jak ty może przebierać w chłopakach.

- Jakoś po ostatnim rozstaniu nie mogę nikogo znaleźć. Co najwyżej na seks.

- Seks to już twoja sprawa... Ale w sumie chciałbym mieć już zięcia. I wnuki.

Magdalena odwróciła się do niego gwałtownie.

- Szkoda, że mnie nie zapytałeś, czy ja chcę mieć męża i dzieci, bo może wcale nie chcę!

Na twarzy Zielińskiego zawitał poważny wyraz twarzy.

- To chyba normalne, że chciałbym, żebyś była szczęśliwa.

- To ty chciałbyś być szczęśliwy, jeśli spełnię twoje zachcianki! Nie nadaję się na żonę, a jeszcze bardziej na matkę! Wiem, czego chcę!

- A czego tak naprawdę chcesz? Krótkotrwałych związków bez zobowiązań?

- Na pewno nie krótkotrwałych! Chcę być doceniana przez faceta i szanowana! Relacje partnerskie, a nie takie, jak między tobą a mamą. Zawsze ci usługiwała, podstawiała obiadek pod nos, prała brudne ciuchy i nic w zamian nie dostawała!

Spojrzał na nią zdenerwowany.

- No chyba teraz przesadzasz! Taki był podział obowiązków domowych i na to umówiłem się z twoją mamą. Nie rób z niej udręczonej służącej!

Magdalena odwróciła się do laptopa.

- No więc ja na pewno nie dam się w taki układ wrobić! Chcę być wolna w związku! - dodała trochę spokojniej.

Jej ojciec wrócił do mycia samochodu. Przez chwilę milczał.

- Wolna w związku! Napisz to sobie na tym profilu najlepiej. Związek to nie tylko zabawa, ale też zobowiązania. A co, jak kogoś znajdziesz, zakochasz się, a ten ktoś poważnie zachoruje? Następny chłopak?

- Nie wiem. To zależy, co mnie będzie z nim łączyć. I co od niego dostanę. I nie myślę nawet o prezentach, tylko o jego stosunku do mnie. A zresztą nie wyobrażam sobie zobowiązań przy obłożnie chorym facecie! Sorry, ale to nie dla mnie. Chcę związku bezproblemowego!

Zamilkł przez chwilę. Jego córce zależało chyba wyłącznie na zabawie.

- Tak, napisz sobie to na tym profilu!

- A żebyś wiedział!