ROZDZIAŁ 1
- Chyba żartujesz! - Ewa patrzyła na męża z niedowierzaniem, ale Mariusz wydawał się zupełnie poważny. Jego szare oczy błyszczały z podekscytowania. - Jak ty to sobie wyobrażasz?!
Mężczyzna rozłożył ręce i uśmiechnął się szeroko, odrzucając do tyłu za długą grzywkę.
- Sprzedamy dom, meble, wszystkie graty, weźmiemy tylko to, co niezbędne, i zaczniemy nowe życie, prowadząc gospodarstwo agroturystyczne w przepięknym miejscu! - powiedział.
- Przed chwilą mówiłeś, że schronisko górskie...
- Kupimy budynek, w którym kiedyś było schronisko, ale my zrobimy w nim gospodarstwo agroturystyczne - wyjaśnił. - To się bardziej opłaca, czytałem sporo na ten temat!
- Ale kto przyjedzie na takie odludzie?!
- Dlaczego zaraz odludzie? - zdziwił się.
- No, skoro to było schronisko, to chyba nie leży pośrodku wsi - zauważyła Ewa, której cierpliwość była już na wyczerpaniu.
- Pośrodku nie, ale też i nie bardzo daleko. Ledwie dwa kilometry. Do wsi dojeżdża PKS, a potem możemy po niezmotoryzowanych gości podjeżdżać i przywozić ich na górę.
- Wygląda na to, że już sobie wszystko obmyśliłeś!
Mariusz pokiwał głową z entuzjazmem, jakby nie widział sceptycznej miny żony.
- Myślę o tym od dawna! - odpowiedział. - A kiedy zobaczyłem to ogłoszenie, uznałem, że jest skierowane specjalnie do nas. To nasza wielka szansa na spokojne, dobre życie!
- A niby czego brakuje naszemu życiu?
Spojrzał na nią i przez chwilę miała wrażenie, że powie coś na temat ich małżeństwa, w którym ostatnio sporo było spięć. Odkąd urodziło im się trzecie dziecko, miała wrażenie, że stali się już tylko ojcem i matką - zniknęła kobieta i mężczyzna, którzy się kochali i mieli różne pasje. Teraz ich jedyną wspólną sprawą był dom i dzieci, o niczym innym nie rozmawiali. A wieczorem, w łóżku, on zwykle oglądał telewizję, a ona czytała książkę albo kończyła pracę. Myślała, że to właśnie usłyszy od Mariusza, ale on tylko skrzywił się i mruknął:
- Dobrze ci mówić, bo pracujesz w domu i nie musisz przez osiem godzin słuchać poleceń półanalfabety, który nawet w słowie piątek potrafi zrobić ze cztery błędy!
Szef Mariusza w firmie kredytowej rzeczywiście był mocno ograniczonym i pozbawionym taktu człowiekiem, ale Ewa nie sądziła, że jest to wystarczający powód, aby fundować całej rodzinie aż taką rewolucję. Wielu ludzi miało szefów, za którymi nie przepadało... Sama była tłumaczką, znała angielski, niemiecki, włoski i francuski - i pracowała w domu, od czasu do czasu tylko dojeżdżając, kiedy otrzymywała zlecenie na tłumaczenie rozmów podczas spotkania.
- Zresztą sama mówisz, że nasze mieszkanie wymaga solidnego remontu, że wszystko się sypie, że jest ciasno... - dodał mąż.
- Aha, czyli pomyślałeś, że zamiast naprawiać, lepiej kupić nowe? Tak można robić w przypadku miksera albo skarpetek, ale nie domu!
- Dobrze wiesz, że nie to miałem na myśli! - Mariusz rzucił jej chmurne spojrzenie. - Chodzi mi o to, że może nie warto inwestować w mieszkanie, i tak zbyt dla nas ciasne, skoro trafia się taka niesamowita okazja!
To już był znacznie bardziej logiczny argument, bo ich lokum rzeczywiście dalekie było od ideału, zwłaszcza odkąd Adaś, ich najmłodszy syn, którego zupełnie nie planowali, zaczął przejawiać coraz większy indywidualizm. Ewie już kilka razy błysnęła w głowie myśl o zamianie mieszkania na większe, ale przeprowadzka na wieś to było zupełnie co innego! Oznaczało nie tylko zmianę miejsca zamieszkania, ale też - stylu życia. Nie wiedziała, czy jest na to gotowa.
- I co, teraz, w środku zimy, chcesz się przeprowadzać? - zapytała.
- Nie! Do końca lutego musimy tylko podjąć decyzję i wpłacić zaliczkę, ale wprowadzilibyśmy się dopiero gdzieś tak w połowie czerwca. To idealny czas, bo akurat będzie się kończył rok szkolny.
Ewa potarła skronie i zamknęła oczy, czując nadchodzący ból głowy. Zawsze ją dopadał, kiedy się zdenerwowała.
- A pomyślałeś o Kindze? - zapytała. - Ona jest w drugiej klasie. To by dla niej oznaczało zmianę środowiska i konieczność szukania liceum gdzieś na wsi! Już sobie wyobrażam, jak zacznie desperować!
- Kinga właśnie chętnie zmieni środowisko! Ona uważa, że w takiej wiejskiej szkole będzie wiodła prym - odparł mąż. - No, wiesz, że niby dziewczyna z dużego miasta, która więcej widziała i więcej wie...
Przez chwilę patrzyła na Mariusza w milczeniu, kręcąc głową z niedowierzaniem. Kiedy się odezwała, jej głos drżał z wściekłości.
- Czyli najpierw porozmawiałeś o swoich planach z naszą nastoletnią córką, a dopiero teraz mówisz o tym mnie?! Maja i Adaś też już wiedzą?!
Mariusz uniósł ręce w pojednawczym geście.
- Rozmawiałem tylko z Kingą, bo uznałem, że jeśli zacznie kwękać i grozić samobójstwem, to nawet nie będę cię denerwował tymi planami... - powiedział lekkim tonem. - Ale ona jest na tak! Chętnie przeprowadzi się do Podgórowa!
- Tak? No to wszystko załatwione! - Ewa splotła ręce na piersiach i rzuciła mężowi pełne wyrzutu spojrzenie. - A czy w tym całym Podgórowie jest w ogóle jakaś szkoła?
Mąż ożywił się. Najwyraźniej w tej materii był dobrze przygotowany.
- Dwie ostatnie klasy podstawówki i liceum są w pobliskim miasteczku, to tylko jakieś osiem kilometrów, a na dodatek działa bus, który podwozi dzieciaki z okolicznych miejscowości - stwierdził. - A podstawówka dla Majki jest na miejscu, wystarczy zejść ze wzgórza. Maja się ucieszyła, że będzie chodzić do szkoły na piechotę, chociaż najpierw kręciła nosem, bo lubi swoje koleżanki z klasy. Ale jak jej obiecałem, że kupimy psa, to się zgodziła!
- Aha, czyli rozmawiałeś TYLKO z Kingą, ale Maja też o tym wie... Mariusz, nie rób ze mnie idiotki! Co to ma być?
Mężczyzna przewrócił oczami, dając do zrozumienia, że niepotrzebnie czepia się szczegółów i utrudnia.
- Nie wkurzaj się tak! - zawołał. - Wiedziałem, że dziewczyny mają tu najwięcej do powiedzenia, bo w końcu to dla nich zmiana środowiska. Ale skoro one zgodziły się zostawić koleżanki i kolegów, to chyba najważniejszą część mamy za sobą.
Ewa wyszła do przedpokoju i zaczęła się ubierać, bo czuła, że za chwilę wybuchnie.
- Ale gdzie ty idziesz? Nie wychodzi się tak w połowie dyskusji! - Mariusz stanął w drzwiach i patrzył na nią wyczekująco.
- Jakiej dyskusji?! - warknęła. - Przecież ty już podjąłeś decyzję i omówiłeś ją z najważniejszymi osobami!
Wyszła, trzaskając drzwiami mocniej, niż zamierzała. Była tak wściekła, że nawet nie patrzyła, dokąd idzie, ale nogi same poniosły ją do mieszkania młodszej siostry, kilka przecznic dalej. Ania, nauczycielka biologii, od roku mieszkała w wynajętej kawalerce ze swoim partnerem Bartkiem, uczącym historii w tym samym liceum.
- No, hej - powiedziała na widok Ewy. Od razu bezbłędnie wyczuła jej nastrój. - Co się stało? Chodź, kawy się napijesz i wszystko mi opowiesz!
- Za kawę dziękuję, bo jak mi jeszcze bardziej wzrośnie ciśnienie, to chyba eksploduję!
Ewa usiadła w mikroskopijnej kuchni siostry, z wdzięcznością przyjęła kubek herbaty i streściła jej rozmowę z mężem. Ania słuchała w milczeniu, nie przerywając. Kiedy Ewa skończyła, siostra pokiwała głową.
- Rozumiem, że się wkurzyłaś, mnie też by poszarpało, że najpierw gada z dziećmi, a na końcu z tobą - powiedziała. - Ale sam pomysł przeprowadzki do tego Podgórowa nie jest wcale taki zły...
Ewa zakrztusiła się herbatą. Łzy pociekły jej z oczu i przez dłuższą chwilę kaszlała i płakała, aż wreszcie udało jej się opanować i dopiero wtedy spojrzała na siostrę ze zdumieniem.
- Mówisz serio?!
Ania wzruszyła ramionami.
- No przecież ciągle powtarzasz, że nie lubisz tego miasta - odpowiedziała. - Że tłok, że hałas, że smog, że korki... Że na przedmieściach u rodziców było tak swojsko i cicho, a tutaj ciągle ruch uliczny, spaliny... A takie Podgórowo brzmi jak sen dzisiejszych mieszczuchów o lepszym życiu. Teraz ciągle ktoś opisuje, jak mu się dobrze żyje, odkąd rzucił pracę w korpo i przeniósł się na wieś.
- W sumie rzeczywiście, nieraz zastanawiałam się nad przeprowadzką z centrum, ale myślałam raczej o przedmieściach i nie brałam pod uwagę czegoś tak ekstremalnego... Zwłaszcza że mamy troje dzieci.
- Akurat dzieci to jest najsilniejszy argument za Podgórowem, bo nikt tak jak one nie potrzebuje świeżego powietrza i ruchu, a tutaj, w mieście, jednego i drugiego mają tyle, co kot napłakał. A w ogóle to widziałaś, jak to schronisko wygląda?
- Nie, tak się wkurzyłam, że wyszłam, bo nie byłam w nastroju do rozmów.
- No to poszukajmy! - Ania włączyła komputer i wpisała: schronisko, Podgórowo.
Kiedy otworzyły ogłoszenie, spojrzały na siebie i uśmiechnęły się. Budynek wyglądał tak przytulnie, że niemal poczuły zapach drewna i usłyszały trzaskający ogień w kominku. Niski, ze ściętym poddaszem, zbudowany z bali, stał na rozległej polanie, za którą widać było gęsty las. Kilka metrów od domu rosło wysokie, rozłożyste drzewo, przyciągając wzrok żywą zielenią. Ewa zapatrzyła się na dom. Miała wrażenie, że jego okna mrugają do niej porozumiewawczo, a uchylone drzwi zapraszają do ciepłego wnętrza. Wyobraziła sobie siebie, jak stoi na progu, pozwalając, by jej włosy czesał letni wiatr.
- Już widzę, jak biegasz boso po trawie albo siedzisz z laptopem pod tym wielkim drzewem i robisz tłumaczenia! - westchnęła Ania, jakby czytała jej w myślach. - Pięknie tam jest!
- To prawda, pięknie... A to drzewo, to chyba lipa? Ale spójrz na cenę. - Ewa stuknęła palcem w ekran komputera. - Podejrzanie niska, jak na tak duży dom i taki ogromny teren wokół. Może to tylko tak na zdjęciu wygląda, a w rzeczywistości wszystko się sypie?
- Fakt, jest duży, ale jak sama zauważyłaś, na odludziu - odpowiedziała siostra. - I w pobliżu nie ma żadnych modnych turystycznych miejscowości, więc za lokalizację nie płacisz. A jeśli nawet coś tam wymaga poprawek, to przecież Mariusz wszystko umie zrobić!
Ewa pokiwała głową. Pomysł, który w pierwszej chwili wydał jej się absurdalny, teraz zyskał kilka plusów. Gdyby Mariusz wprowadził ją w temat powoli, zamiast rzucać od razu na głęboką wodę, pewnie ich rozmowa potoczyłaby się inaczej.
- Tylko wiesz, boję się tej rewolucji w naszym życiu - powiedziała, patrząc na siostrę, a potem znów zerkając na ekran komputera. - Mariusz musi rzucić pracę, zostaniemy z moją pensją, która jest nieregularna i niepewna. Są miesiące, kiedy nie mam żadnych tłumaczeń.
- Wiem, to normalne, że się boisz. Ale skoro macie się przenosić w czerwcu, to może zdążycie trochę grosza odłożyć. Macie też pięćset plus na dzieci, więc nie będzie tak źle. Ja w razie czego też pomogę.
Ewa uśmiechnęła się, bo siostra jako nauczycielka zarabiała tyle, że często musiała pożyczać, gdy wyskoczyły jakieś niespodziewane opłaty.
- Jest jeszcze kwestia nas... - powiedziała cicho po chwili milczenia. - Mnie i Mariusza. Będziemy ze sobą przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, a już teraz, gdy widujemy się tylko przelotnie, nie mamy sobie zbyt wiele do powiedzenia... Więcej mamy tematów z Kingą czy Mają niż ze sobą...
- Może to też się zmieni? Będziecie mieć więcej wspólnych spraw i więcej czasu na takie zwyczajne bycie razem.
- Ja właśnie nie wiem, czy my jeszcze mamy jakieś wspólne sprawy poza dziećmi... Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak po prostu się przytuliliśmy czy pocałowaliśmy. Żyjemy bardziej jak brat i siostra niż mąż i żona. Chyba... - widać było, że przyznanie tego jest dla niej trudne - wypaliła się między nami chemia... Czy my się odnajdziemy w takiej nowej sytuacji?
Ania spojrzała na nią z powagą.
- Nie wiem, co ci powiedzieć... Z jednej strony, to może być terapia dla was, a z drugiej... pogrzeb. Ale na moje wyczucie po prostu przygniotła was codzienność i taka zmiana otoczenia powinna właśnie pomóc. Chyba że... Czy ty go już nie kochasz?
Ewa zamyśliła się. Przypomniała sobie tego uśmiechniętego, pełnego entuzjazmu chłopaka, którym był Mariusz, kiedy się poznali, i uświadomiła sobie, że teraz rzadko ma okazje do radości, śmiechu. Chyba rzeczywiście przygniotła go codzienność... zmienił się. Ale czy ona sama się nie zmieniła? Dawniej często stroiła się bez powodu, witała go zalotnym uśmiechem, w weekendy namawiała na jakiś wyjazd. A dziś?
"Chyba oboje trochę się pogubiliśmy... Może tam, wśród pięknej przyrody, znowu się odnajdziemy? Przecież mamy wspólne dzieci, wiele nas łączy. I... chyba nadal się kochamy" - pomyślała.
- Jak tak o tym z tobą rozmawiam, to zaczynam wierzyć, że mojemu małżeństwu wyszłaby na dobre taka odmiana. A wizja życia w Podgórowie wydaje mi się całkiem przyjemna - powiedziała.
- Mnie też! Już widzę, jak przyjeżdżamy do was na wakacje i wylegujemy się na trawie! Ale wiadomo, że musisz to wszystko porządnie przemyśleć, przeanalizować za i przeciw, no i przede wszystkim - obejrzeć ten dom na żywo. Bo wiesz, może się okazać, że na zdjęciu stoi makieta, a za nią nie ma nic, tylko fundamenty...
- Kto wie... Fakt, mam sporo do przemyślenia. Tylko problem w tym, że trzeba się spieszyć, bo podobno ci właściciele chcą, żeby zaliczkę wpłacić już w lutym... Wolałabym mieć więcej czasu na decyzję.
- Nie dziwię się, a z drugiej strony czasem się zdarza, że coś przeanalizujesz sto razy, a potem i tak okazuje się, że wiele przeoczyłaś. Może spontaniczna decyzja w tym przypadku będzie dobrą wróżbą?
- Może... - Ewa podniosła się i zerknęła na zegarek. Zrobiło się późno, a ona chciała jeszcze kupić coś na jutrzejszy obiad. - Znikam! Dzięki za rozmowę!
Pożegnała się z siostrą i poszła do domu. Szła ulicą, krytycznie przyglądając się brudnym chodnikom, pobazgranym przez pseudografficiarzy murom i nieciekawym budynkom. Nagle bardziej niż zwykle zaczął przeszkadzać jej otaczający ją tłum ludzi, hałas, ruch uliczny.
"Może wyjazd stąd to naprawdę szansa na lepsze życie?" - pomyślała.
Mariusz, który najwyraźniej pod nieobecność żony zrobił rachunek sumienia i uznał, że rzeczywiście nie najlepiej to rozegrał, powitał ją ze skruszoną miną. Z kuchni dochodziły przyjemne zapachy.
- Masz ochotę na gorący strudel z jabłkami?
- Zawsze...
Do tematu Podgórowa tego dnia nie wrócili, ale on tkwił w głowie Ewy i nie pozwalał się wyrzucić. Rozglądała się po ich mieszkaniu, krzywiąc się na widok nieustawnych pokoi, ciasnej ślepej kuchni i małych okien w salonie, wychodzących na drugi blok.
"Może rzeczywiście nie ma sensu wkładać w to pieniędzy i remontować?" - zastanawiała się. "Może to Podgórowo naprawdę jest nadzwyczajną okazją, której nie powinniśmy przegapić?"
Rano, kiedy Mariusz wyszedł do pracy, a dziewczynki do szkół, nie mogła się skupić na tłumaczeniu, aż wreszcie dała za wygraną i wywołała w przeglądarce ogłoszenie o schronisku. Patrzyła na rosnącą obok domu rozłożystą lipę i mimowolnie wyobrażała sobie, jak siedzi pod nią latem, z kubkiem kawy i ciekawą książką, i relaksuje się, czując zapach kwiatów i słuchając uwijających się wśród nich pszczół.
"Piękne miejsce..." - pomyślała, a potem pokręciła głową, zamknęła stronę i wróciła do pliku z tłumaczeniem.
Pomysł Mariusza kołatał się jej jednak w głowie przez cały dzień i pół nocy, a kolejnego ranka znów zajrzała na stronę z ogłoszeniem. Po południu, kiedy Mariusz wrócił z pracy, zaczęła rozmowę o Podgórowie - tym razem na spokojnie, bez szoku i niedowierzania. Obejrzeli razem zdjęcia schroniska i mapkę miejscowości i Ewa zaczęła dojrzewać do zaakceptowania przeprowadzki, tylko nie podobało jej się, że decyzję trzeba podjąć w niespełna trzy tygodnie.
- Jutro zrobimy rodzinną naradę - postanowiła. - Niech się każdy wypowie i zobaczymy, co robić dalej.
Tej nocy kochali się, po raz pierwszy od wielu tygodni, i zasypiając, Ewa znów pomyślała, że może zmiana otoczenia i nowe życie bliżej natury rzeczywiście wniesie świeżość do ich relacji.