Schizofreniczka - Róża Staszewska

Kup ebooka

27.99 zł
21.22 zł (20,77 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Od autorki

Chciałabym, żeby każdy człowiek miał w swoim życiu kogoś bliskiego i zaufanego. To znacznie ograniczyłoby liczbę chorujących psychicznie. Uważam, że choroby psychiczne dotykają tych, którzy na jakimś etapie życia zostali sami, bez wsparcia i pomocy w codziennych sprawach, a także bez odpowiedzi najbliższych na rosnącą wewnątrz złość i żal już od czasów dzieciństwa. Ludzie chorują, bo nikt nigdy ich naprawdę nie wysłuchał i nie kochał, bo nikt nie wyciągnął ręki. Zdaję sobie sprawę, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent ludzi wokół nas skupiona jest na własnych problemach, ale ten jeden procent, na który może się składać mama, tata, mąż, przyjaciel, babcia, powinien być uważny, bo jest bardzo potrzebny, wręcz niezbędny do tego, żeby niekiedy stanąć na nogi i się uśmiechnąć. Znam też teorię, która głosi, że szczęścia i spełnienia powinniśmy szukać przede wszystkim w sobie, ale jak mają to zrobić dzieci, całkowicie zależne przecież od najbliższych?

Pewnej nocy obudziłam się zalana łzami i kompletnie roztrzęsiona. Nie potrafię opisać słowami, jak bardzo płakałam, ale pamiętam, że miałam mokrą od łez buzię. To już było po chorobie, w okresie remisji. Moment ten okazał się dla mnie przełomowy, bo wtedy zrozumiałam, o co mi chodzi i co mnie tak bardzo uwiera w ludziach, co powoduje moją nieufność i wycofanie. W śnie jakaś postać zadała mi pytanie, co tak naprawdę mnie boli. Odpowiedziałam, że to, jacy ludzie są dla siebie niedobrzy i podli. I proszę nie myśleć, że na co dzień nie rozmawiam z sąsiadami, nie mam przyjaciół, nie lubię wychodzić na ognisko albo imprezę, że się nie uśmiecham i nie cieszę. Ja to wszystko robię, ale bez przekonania. Czasem wśród ludzi czuję się jak wyrzutek, chociaż gadam i się uśmiecham. Sen, który miałam, oznacza dla mnie, że ludzie oceniają nas na podstawie kilku wypowiedzianych zdań, co z kolei sprawia, że brakuje nam wiary w drugiego człowieka. Ja nie mam mocy, by w takiej sytuacji pójść swoją drogą i robić swoje, bo bardzo łaknę czegoś, czego zabrakło mi w życiu: życzliwej szczerości, prawdziwej troski i gestu czułości. Nigdy, przenigdy nie byłam dla nikogo najważniejsza, dopóki nie pojawiły się na świecie moje dzieci. Nie użalam się nad sobą. Chcę tylko pomóc zrozumieć zainteresowanym, jak dochodzi do chorób psychicznych, z jakich braków się biorą. Chcę wyjaśnić, jak wielką rolę odgrywają najbliżsi każdego z nas, i powiedzieć, że miłość można i trzeba wyrażać na tysiąc różnych sposobów, bo to jest nam bardzo potrzebne, tak jak tlen i woda. Często rodzicom się wydaje, że jak dziecko ma wygodne łóżko, czysto w domu i co zjeść, to oznacza, że rodzina jest w porządku, że jest normalna. Ja uważam, że dysfunkcją staje się już krzywe spojrzenie, śmiech z ważnych dla dziecka spraw oraz brak czułości i inne zaniedbania, nie mówiąc o przemocy fizycznej lub seksualnej, zastraszaniu albo obojętności emocjonalnej.

Przedstawiam Wam, kochani Czytelnicy, swoją historię. Chcę nadać tej publikacji wyraz edukacyjny i wzmocnić czujność wszystkich tych, którzy borykają się z problemami natury psychicznej. Zachorowałam na schizofrenię w wieku dwudziestu ośmiu lat i jest to doświadczenie, które mnie ukształtowało. Nie robię z tego tragedii i staram się docenić, że to przeżycie skłoniło mnie do wielu różnych refleksji i zmian. Widocznie tak miało być, żebym mogła przewartościować swoje priorytety. Nie ukrywam, że łatwo nie było, ale wszystko w naszym życiu jest po coś. Jeśli nie wygrywasz, to przynajmniej się uczysz. I nie warto dążyć do ideałów, warto podążać za głosem własnego serca. Ideał jest jeden, a ludzi i ich dróg miliony. Każdy ma inne zadania do wykonania, a uogólnienia są przydatne tylko w temacie potrzeb akceptacji, przynależności i bezpieczeństwa, jak w piramidzie Maslowa.

Komu by się chciało udawać, że ma problemy? Gdy ktoś złamie nogę, to widać. Gdy mu amputują, zostaje kikut, który każdy widzi, więc każdy współczuje. Gdy ktoś ma katar, także wszyscy to widzą i słyszą. Ale gdy ktoś ma schizofrenię, to oznacza, że zwariował, jest wyrzutkiem społecznym, z którym w opinii większości nic już nie da się zrobić. Nie zgadzam się. Można dojść do względnej równowagi. Jeśli jesteś najbliższą osobą takiego chorego, bądź, słuchaj, głaskaj, mów, że może pokonać chorobę, bo choroba jest tylko w jego głowie, że może żyć normalnie. Może pracować, kochać, czerpać przyjemność z życia, wyjazdów, książek, innych ludzi, porannego słońca, ogniska w lesie.

Moje puzzle, z których układam swój świat, to dzieciństwo, miłość, choroba, marzenia, rodzicielstwo i codzienność.

***

Puzzle

Z tysiąca puzzli układasz świat

Nie dziw się więc, że to tak długo trwa.

Tam, gdzie niebo nie ma fal

Tam, gdzie rosa, życie trwa

Jeden kolor ma to niebo

I najtrudniej dotrzeć do niego.

Z kamieni składa się świat

Ciężkich lub lekkich jak łza.

Jest też mgła, mróz i śnieg,

co sypie w oczy, wichrem dmie.

Boisz się burzy, a sam wściekle grzmisz.

Czekasz na tęczę, gdy pada deszcz.

Idź w stronę słońca

Tam miłość jest.

***

Kiedyś zapisałam gdzieś w notatkach cytat z Lalki Bolesława Prusa, który do dziś dobrze pamiętam:

"Posłuchaj. Gdyby mi się ziemia rozstąpiła pod nogami... rozumiesz?... Gdyby mi niebo miało zawalić się na łeb - nie cofnę się, rozumiesz?... Za takie szczęście oddam życie...".