Scenariusz namiętności - Joss Wood

Kup ebooka

11.99 zł
9.83 zł (9,09 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Jaci Brookes-Lyon przeszła przez urządzone w stylu art deco lobby hotelu Forrester-Grantham do wind, przy których stały liczące niemal sto lat rzeźby tancerzy. Zatrzymawszy się przy jednej z nich, pogładziła gładkie chłodne ramię.

Wzdychając cicho, spojrzała na swoje odbicie w lśniących drzwiach windy. Ciemnooka blondynka o krótkich, modnie przyciętych włosach, z perfekcyjnie wykonanym makijażem, ubrana w elegancką sukienkę koktajlową oraz szpilki. Doskonale.

Najważniejsza była maska. Dzięki niej wyglądała na lepszą, silniejszą wersję siebie. Właśnie taka chciała być - odważna i przebojowa. Nowojorska Jaci wiedziała, dokąd zmierza i co ma zrobić, by osiągnąć cel. Szkoda, że ten obraz nie był prawdziwy.

Wysiadając z kabiny, wzięła głęboki oddech. Raz kozie śmierć! Przywołując uśmiech na twarz, wkroczyła do sali pełnej kobiet i mężczyzn w strojach od znanych projektantów. Gdzieś tu powinni być jej nowi znajomi ze Starfish, Wes i Shona, z którymi siedziała przy jednym stole podczas długiej ceremonii wręczania nagród i którzy obiecali dotrzymać jej towarzystwa na jej pierwszym w życiu branżowym after-party. Musi ich tylko odnaleźć, a na razie udawać, że się świetnie bawi.

Boże kochany, czy to Candice Bloom, kilkukrotna zdobywczyni nagrody dla najlepszej aktorki? W rzeczywistości wyglądała starzej niż na zdjęciach.

Jaci wzięła kieliszek szampana z tacy przechodzącego kelnera, wypiła łyk i rozglądając się, stanęła pod ścianą. Jeśli nie znajdzie znajomych w ciągu dwudziestu minut, wyjdzie. Latami podpierała ściany na przyjęciach wydawanych przez rodziców i nie zamierzała tego znów robić.

- Ten pierścionek to znakomity przykład sztuki georgiańskiej...

Odwróciła się w stronę głosu i popatrzyła w oczy stojącego obok mężczyzny. W lśniącym zielonym smokingu wyglądał jak żaba. Rzadkie tłuste włosy zaczesane do tyłu i zebrane w kucyk, kępka włosów pod dolną wargą...

Jaci wzdrygnęła się; zawsze przyciągała ohydne oślizgłe typy. Ropuch podniósł do oczu jej dłoń.

- Tak jak myślałem. Ametyst, zachwycający owal, szlif fasetowy, barwa fioletowa, odcień nasycony. I dwa brylanty, stare, z połowy osiemnastego wieku.

Wyszarpnęła rękę. Z trudem się powstrzymała, by nie wytrzeć jej o suknię.

- Skąd go masz, ten pierścionek?

Zauważyła obrzydliwe żółte zęby.

- Pamiątka rodzinna - odparła. Była zbyt dobrze wychowana, żeby po prostu odejść.

- O, Angielka? Uwielbiam angielski akcent.

- Tak, Angielka.

- Kupiłem niedawno posiadłość w Arlingham, na wzgórzach Cotswolds. Może znasz tę okolicę?

Owszem, znała, ale bała się, że jeśli się przyzna, to nigdy się faceta nie pozbędzie.

- Nie, niestety. Przepraszam, muszę...

- Mam piękny wisior z żółtym brylantem, który wspaniale prezentowałby się na twoim dekolcie. Wyobrażam sobie ciebie w nim i złotych szpilkach. - Wstręciuch oblizał się.

Chryste! Czy to naprawdę działa na kobiety? Wzdrygając się, strąciła rękę, która znalazła się na jej biodrze.

Chciałaby dać upust emocjom, powiedzieć facetowi, żeby się odczepił. Dzieci z domu Brookes-Lyonów potrafiły robić to w kulturalny i dystyngowany sposób, to znaczy Neil i Meredith potrafili, ale nie ona. Ona zwykle stała z rozdziawionymi ustami. Psiakrew!

- Uprzedzam: jeśli odejdziesz, pójdę za tobą.

W dodatku Ropuch czytał w jej myślach!

- Naprawdę nie jestem zainteresowana - mruknęła.

- Jeszcze ci nie powiedziałem, że zamierzam sfinansować produkcję filmową, że mam zamek w Niemczech oraz zwycięzcę Kentucky Derby.

A ja ci nie powiedziałam, że dorastałam w siedemnastowiecznym majątku ziemskim, który należy do mojej rodziny od czterystu lat, że moja mama jest spokrewniona z królową brytyjską, a ja z większością rodzin królewskich w Europie, więc ty, stary, nie masz u mnie szansy. Ale dam ci dobrą radę: wydaj część tych swoich milionów na porządny garnitur, dobry szampon do włosów i dentystę.

- Pan wybaczy. - Obeszła faceta i gratulując sobie w duchu, skierowała się ku drzwiom.

Zbliżała się do windy, kiedy usłyszała nosowy głos Ropucha krzyczącego do pary starszych ludzi, by zeszli mu z drogi. Cholera! Zerknęła na wyświetlające się numery pięter. Tylko tego brakuje, żeby utknęła w kabinie z tym okropnym typem. Po lewej ręce spostrzegła napis "Wyjście ewakuacyjne". Skręciła. Zbiegnie na dół schodami; chyba nie będzie jej gonił?

- Moja limuzyna czeka przed hotelem.

Podskoczyła i przyciskając rękę do serca, odwróciła się. Ropuch rozciągnął usta w drapieżnym uśmiechu, w jego oczach płonął dziki blask.

Korytarz był pusty. Najbezpieczniej byłoby wrócić do sali balowej. Nagle rozsunęły się drzwi windy. Wysoki atrakcyjny mężczyzna o jasnych oczach, ciemnych brwiach i trzydniowym zaroście skierował się do sali, w której odbywało się przyjęcie. Z profilu wydał się Jaci znajomy. Czyżby Ryan, kumpel Neila?

Tak, to był mężczyzna, którego kiedyś znała. Dziś był jeszcze bardziej przystojny, pewny siebie, władczy. Poczuła ucisk w trzewiach, w gardle jej zaschło, po plecach przebiegł dreszcz.

Ryan nawet jej nie zauważył. Niedobrze! Dopiero gdy go zawołała, przystanął i obejrzał się.

- Limuzyna. Czeka.

Jaci zamrugała. Ależ Ropuch był uparty. Najwyraźniej chciał ją widzieć nagą, w łóżku, z wisiorem na szyi i w złotych szpilkach na nogach. A ona wolałaby przepłynąć kanał La Manche! Przeniosła wzrok na Ryana i nagle wpadła na pomysł, jak się uwolnić od żółtozębnego typa.

- Ryan, kochanie!

Stukając obcasami o marmurową posadzkę, podeszła do Ryana i zarzuciła mu ręce na szyję. Widziała zdumienie w jego oczach, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, przytknęła usta do jego warg.

Jego palce zacisnęły się na jej biodrach, jej palce musnęły jego szyję. Po chwili przerwał pocałunek i odchyliwszy głowę, popatrzył Jaci w oczy. Nie potrafiła rozszyfrować jego spojrzenia. Bała się, że ją odepchnie, spyta, czy oszalała, on jednak przytulił ją mocniej i znów pocałował. Jej piersi wpijały się w jego tors, biodra ocierały się o biodra i wtem na wysokości brzucha poczuła twardość.

Pocałunek trwał sekundy, minuty, miesiące, może lata. Nie miała pojęcia. Kiedy Ryan wreszcie oderwał od niej usta, oparła czoło o jego obojczyk, usiłując oprzytomnieć. Po raz pierwszy w życiu czuła się tak, jakby znalazła się poza czasem, w innym świecie, w innej przestrzeni. Jakby doświadczyła odmiennego stanu świadomości.

- Leroy, miło cię widzieć - usłyszała. - Miałem nadzieję, że się spotkamy.

- Witaj, Ryan.

Jaci uniosła głowę. Nie mogła tak tkwić w nieskończoność. Zdziwiło ją jednak, że Ryan jej nie puszcza.

- Poznałeś już moją dziewczynę?

Zmrużywszy oczy, Jaci przyjrzała mu się badawczo. Dziewczynę? A niech to! Nawet nie pamiętał jej imienia! Zresztą co tam imię, nie pamiętał jej, Jaci!

Ropuch wyciągnął z kieszeni cygaro.

- To wy jesteście... no, razem?

Często, dla dodania sobie odwagi, Jaci zakładała różne maski, ale nie miała takiej, która czyniła ją niewidoczną. A oni tak rozmawiali, jakby jej nie było. Otworzyła usta, by wyrazić oburzenie, ale kiedy Ryan uszczypnął ją w bok, szybko je zamknęła.

- Owszem, jesteśmy razem. Nie widzieliśmy się parę tygodni, bo jak wiesz, byłem na zachodnim wybrzeżu.

Kilka tygodni, kilka lat... kto by liczył?

- Wydawało mi się, że ona wychodzi.

- Mieliśmy się spotkać na dole w holu. - Ryan potarł brodą o czubek jej głowy. - Najwyraźniej, kotku, nie odebrałaś mojego esemesa, że jadę na górę.

Kotku? Tak, Ryan nie miał pojęcia, kim ona jest, ale kłamał ładnie i przekonująco.

- Nie stójmy tu. Wróćmy na przyjęcie.

Leroy potrząsnął głową.

- Jadę do domu.

Jaci odetchnęła z ulgą. Ryan, nadal obejmując ją w talii, wyciągnął rękę.

- Musimy się spotkać i wreszcie sfinalizować nasz projekt - oznajmił.

Ignorując jego dłoń, Leroy powiódł spojrzeniem po Jaci.

- Jeszcze się waham.

Projekt? Ryana łączą z Leroyem jakieś interesy? Oczywiście nie wiedziała, czym się Ropuch zajmuje. Zerknęła niepewnie na "swojego" faceta. Nic nie wyczytała z jego miny, podejrzewała jednak, że wszystko się w nim gotuje.

- Wydawało mi się, że doszliśmy do porozumienia - odparł Ryan niemal znudzonym tonem.

Na twarzy Leroya pojawił się wredny uśmiech.

- Nie jestem pewien, czy chcę przekazać tak dużą sumę pieniędzy człowiekowi, o którym tak niewiele wiem. Nie wiedziałem na przykład, że masz dziewczynę.

- Nie sądziłem, że nasza relacja zawodowa wymaga takiego stopnia zażyłości.

- Chcesz, żebym zainwestował kupę kasy. A ja potrzebuję gwarancji, że wiesz, co robisz.

- Lista moich dokonań mówi sama za siebie.

Jaci patrzyła skonsternowana to na jednego, to na drugiego.

- Słuchaj, to ja trzymam ster. Jak mówię "skacz", ludzie pytają "jak wysoko". Rozumiemy się?

Jaci wstrzymała oddech, na szczęście Ryan nie dał się sprowokować. Uważał Leroya za nikczemnika, któremu najchętniej wybiłby kilka zębów, a wiedziała to, bo tak mocno ścisnął ją za rękę, że straciła w niej czucie.

- Nie kłóćmy się, Ryan. Prosisz o sporą sumę, a ja muszę mieć pewność, że ją dobrze wydasz. Dlatego chciałbym spędzić więcej czasu z tobą i... - rozebrał Jaci wzrokiem - twoją śliczną partnerką. Chciałbym też poznać kilka kluczowych osób z twojej firmy. - Przesunął językiem cygaro z jednej strony ust na drugą. - Moi ludzie się z tobą skontaktują.

Wcisnął paluchem przycisk windy. Kiedy drzwi się rozsunęły, wsiadł do kabiny, po czym posłał Jaci i Ryanowi wzgardliwy uśmiech.

- Do zobaczenia wkrótce.

Usiłując oswobodzić rękę, Jaci spojrzała na Ryana. Ledwo hamując wściekłość, patrzył na numery pięter.

- Cholera - mruknął. - Co za manipulant.

Jaci cofnęła się i odgarnęła grzywkę z oczu.

- Dziwne jest takie spotkanie po latach, ale... chyba rozumiesz, że nie mogę?

- Co? Być moją dziewczyną? Wiem. Nic by z tego nie wyszło.

Jasne, pomyślała. Musiałby wtedy spytać, kim ona jest. Poza tym wiedziała od Neila, że Ryan umawia się wyłącznie z modelkami, aktorkami i tancerkami. A ona nie była ani modelką, ani aktorką, ani tancerką. Jednak sądząc po jego podnieceniu, kiedy ją całował, całkiem mu się podobała.

- Poczuł się urażony, że go odtrąciłaś. Za dzień czy dwa mu przejdzie, a ja mu powiem, że się pokłóciliśmy i zerwaliśmy.

Wszystko już obmyślił. Brawo.

- Zrobisz, jak uważasz - odrzekła. - Do widzenia.

Przeczesał włosy.

- Odczekaj dziesięć minut - poradził jej. - Potem zjedź drugą windą na końcu korytarza.

Dlaczego zakładał, że ona zamierza wyjść? Może chce wrócić na przyjęcie? Dupek, który nawet nie pamięta jej imienia!

- Jeszcze nie wychodzę.

W jego oczach zobaczyła błysk zdziwienia. Może jest mu głupio, że jej nie kojarzy i dlatego chce się jej pozbyć?

- Kto by pomyślał, że się spotkamy w takich okolicznościach? - dodała.

Ściągnął z namysłem brwi.

- Powinniśmy się umówić na kawę, pogadać o dawnych czasach.

Uśmiechnęła się z pobłażaniem.

- Po co, kotku? Przecież nawet nie wiesz, kim jestem.

- Dobra, przyznaję, nie wiem. Wyglądasz znajomo, ale...

- Prędzej czy później sam na to wpadniesz.

Odchodząc, usłyszała ciche przekleństwo. Ciekawa była, czy skojarzy ją z tą nastolatką, która wodziła za nim maślanym wzrokiem. Pewnie nie. Maska doskonale ją kryła. Ale gdyby skojarzył... oj, tak, wtedy chciałaby zobaczyć jego minę.

- Może jeszcze jeden pocałunek? Dla odświeżenia mojej pamięci? - zawołał, kiedy zbliżała się do sali balowej.

Odwróciła się powoli i przechyliła głowę, jakby się zastanawiała.

- Jeszcze jeden? Hm, jednak nie.

O Chryste, ale ją kusiło!