Wstęp
Gdy niemal 10 lat temu zaczynaliśmy spisywać nasze rozmowy z o. Tomaszem Gajem, dominikaninem i psychoterapeutą, nie przypuszczaliśmy, że czeka nas tak fascynująca przygoda. Mieliśmy możliwość poznania naszych, często odmiennych, punktów widzenia. Przegadaliśmy długie godziny, przyglądając się życiu - zwyczajnemu, codziennemu, domowemu i klasztornemu. Czasem tym rozmowom towarzyszyli nasi przyjaciele, często mój mąż, który namawiał nas do spisywania pytań i odpowiedzi.
Po wydaniu Sankofy przez niemal rok jeździliśmy po Polsce i świecie na spotkania z czytelnikami. Pamiętam, że w Tychach na sali były same panie, bo trwały mistrzostwa w piłce nożnej i panowie byli zajęci oglądaniem meczu. A kobiety pytały nas wprost - o miłość, o sens życia, o pogodzenie pracy z byciem matką. Zastanawiały się, czy psychologia ma sens i czy bycie księdzem wystarcza, żeby pomagać ludziom. W Sopocie ktoś zwierzał się z kłopotów i czekał na konkretne rady, których nie sposób było udzielić. Studenci w Rzeszowie z wyjątkową dociekliwością pytali, co dla nas jest w życiu najważniejsze. W Rzymie z generałem Zakonu Kaznodziejskiego o. Brunem Cadoré OP, który podpowiedział nam wcześniej tytuł naszej książki, zastanawialiśmy się, dlaczego w językach europejskich tak trudno znaleźć precyzyjne tłumaczenie słowa sankofa.
Godzinami podpisywane książki były okazją do autentycznych spotkań, pytań zadawanych półgłosem, dedykacji, słów, do których można powrócić. Mejle, listy, wiadomości o działaniu Sankofy zaskakiwały nas. Onieśmielało nas zaufanie czytelników. Nie czuliśmy, że mamy wielką wiedzę o życiu. Po prostu dzieliliśmy się naszymi światami, świeckiej kobiety i duchownego. Matki i dominikańskiego formatora. Gdy odbieraliśmy kolejne nagrody, zastanawialiśmy się, czy nasza książka faktycznie może komuś pomóc, podpowiedzieć trop do samodzielnego sprawdzenia. Ojciec Tomasz dzielił się wiedzą psychologiczną, ja szukałam praktycznych zastosowań teorii. Oboje staraliśmy się nie stracić z oczu perspektywy wiary, nadziei i miłości.
Mijały lata. Przez nasze życie przeszły huragany, trzęsienia ziemi i chwile, na które nie czekaliśmy. W tym czasie często powracały do mnie słowa z okładki: "Nie zmarnuj życia". Tego, które masz. Jedynego. Niepowtarzalnego. Do przeżycia właśnie przez ciebie...
Kilka miesięcy temu z okazji "urodzin" Sankofy miałam przyjemność po długiej przerwie spotkać się z czytelnikami. Podchodzili do mnie ludzie, którzy wówczas, gdy książka powstawała, dopiero uczyli się czytać. Zadawali masę pytań, prosili o dopowiedzenia. Po ośmiu latach od premiery Sankofa nie odeszła w niepamięć. To cenne i zobowiązujące.
Dziękuję o. Tomaszowi za zaufanie i piękno wspólnego pisania. Za ostatnią rozmowę, z której powstał nowy rozdział. Dziękuję wszystkim, którzy przekonali mnie do drugiego, odświeżonego wydania Sankofy.
Sankofa - spójrz w przeszłość, by docenić teraźniejszość i z nadzieją ruszyć ku przyszłości.
Magdalena Pajkowska
Kilka słów na początek
Magdalena Pajkowska: Sankofa... To brzmi tajemniczo.
Tomasz Gaj OP: Po afrykańsku. To stary aforyzm z Czarnego Lądu, który oznacza mitycznego ptaka patrzącego w przeszłość po to, żeby ją zrozumieć i ruszyć ku przyszłości.
Popatrz w tył, aby wyruszyć naprzód...
Słowa sankofa użył generał zakonu Bruno Cadoré, gdy dominikanie obchodzili osiemsetne urodziny. Mówił, że warto spojrzeć na swoją przeszłość - skąd idziemy, kto nam towarzyszył, czego dokonaliśmy, a co nam nie wyszło. Dzięki temu możemy w pełni docenić teraźniejszość i z nadzieją tworzyć to, co będzie.
To słowo skojarzyło mi się z naszą rozmową.
Pamiętasz, jak to się zaczęło?
W ogrodzie dominikańskim na Służewie. Śpiewały wtedy ptaki.
Miałaś masę pytań: Jak pomagam ludziom? Czy wiara i psychologia się nie kłócą? Dlaczego w ogóle dominikanin zajmuje się psychoterapią?
Odpowiedzi rodziły kolejne pytania: Czy ego jest podobne do komody? Gdzie można znaleźć zgubione poczucie wartości? Czy Bóg lubi grać w szachy? Co ma wspólnego rozwój z walizką, a uczucia z ogrodem? Ile uszu ma człowiek? Czy sumienie może chorować? Co modlitwa ma wspólnego z kuchnią? Czym pachnie Bóg?
Czasem punktem wyjścia do naszych rozmów były zdjęcia i wspomnienia, od których zaczynamy kolejne rozdziały. Codzienność sama podsuwała tematy. Gdyby nie nasze spory, nie byłoby pewnie części o burzy.
A gdyby nie wyprawa na Maltę, nie powstałaby mejlowa opowieść o podróży.
Choć wiele mówimy o psychologii, to nie jest poradnik. Subiektywnie wybieraliśmy tematy, które nas ciekawiły. I patrzyliśmy na nie z perspektywy różnych doświadczeń.
Dzięki temu ta książka jest kolorowa.
Różnobarwność i wyrazistość kreski zawdzięcza temu, że ty jesteś żoną i mamą, a ja księdzem. Ty żyjesz w rodzinie, a ja w klasztorze. Ty interesujesz się literaturą, a ja psychologią...
Ale mamy też wiele wspólnego: fascynację wiarą, ciekawość świata, pasję uczenia. I lubimy rozmawiać.
Jednak prawdziwym bohaterem tej książki jest droga. Prowadzi przez różne krainy, które przechodzimy w życiu. Niektóre z nich opisujemy w tej publikacji.
Narysujmy więc mapę podróży, do której zapraszamy.
Nasza wędrówka zaczyna się w rozległej krainie "ja". Stamtąd krętą ścieżką rozwoju wyruszamy dalej. Zaglądamy do kolorowych ogrodów, żeby poznać i zrozumieć nasze uczucia. Miłość popycha w dalszą podróż.
Gdy dochodzimy do rozstaju dróg, rozmawiamy o powołaniu.
Jeśli jednak nie dajemy się poprowadzić miłości, to otwiera się przed nami niezbadany ląd poczucia winy. Idziemy dalej, do miasteczka zamieszkiwanego przez dziwny lud o wielu uszach. Tam przyglądamy się komunikacji. Kolejnym miejscem jest niebezpieczny teren, na którym często zdarzają się trzęsienia ziemi. Tu mierzymy się z konfliktem.
Czas na odpoczynek i rozmowę o nim. Mapa pokazuje słoneczną wyspę otoczoną przez lazurowe morze.
Tam, oprócz leniuchowania, odwiedzamy wioskę mędrców, którzy opowiadają o towarzyszeniu i pomaganiu. Podczas tej wędrówki pojawia się pokusa, by pójść na skróty. Z mapy jednak wynika, że wtedy możemy się natknąć na trzęsawiska i nie dojść tam, gdzie pragniemy. Stąd rozmowa o duchowości i psychoterapii.
Czy w życiowej wędrówce naprawdę musimy zajrzeć do każdej z tych krain?
Trudno jest dojść do celu, skracając drogę. Pozbawilibyśmy się tym samym możliwości lepszego poznania "ja". A przecież dąży ono do tego, żeby zdobyć wysoki szczyt, który wznosi się gdzieś daleko na horyzoncie.
I tak mapa, która wyszła od "ja", doprowadza do rozmowy o spotkaniu z Tajemnicą.
Proste pytania i proste odpowiedzi ułożyły się w opowieść o tym, jak nie zmarnować życia.
Każdy rodzi się z możliwościami, które tylko on sam może wykorzystać. Nikt inny za nas tego nie zrobi. W trakcie życia z różnych powodów zakopujemy talenty i zaczynamy żyć poniżej własnych możliwości. A przecież możemy więcej. Odwagi!
Obudź się! Nie zmarnuj życia! Tylko ty możesz je przeżyć w najpiękniejszy sposób...