Wstęp
WSTĘP
Problemy Amerykanów z rdzennymi mieszkańcami Wielkich Równin wiążą się
ściśle z kolonizacją, która wymagała coraz więcej ziemi pod osadnictwo.
Presja na zdobycze terytorialne miała swój początek na Wschodzie. W miarę zasiedlania wschodnich obszarów Stanów Zjednoczonych, Indianie
zostali zmuszeni do wędrówki na Zachód. Gwałtowny napływ osadników na
ziemie środkowego Zachodu spowodował nowe konflikty z Indianami. Żeby
zapewnić przestrzeń życiową dla plemion indiańskich i ziemię pod
osadnictwo białych ludzi, rząd amerykański wprowadził system rezerwatów.
Na początku rezerwaty były przeznaczone wyłącznie dla Indian. Były
miejscem azylu, gdzie mogli żyć zgodnie ze swymi odwiecznymi zwyczajami
i znaleźć schronienie przed białymi. Z punktu widzenia Amerykanów
rezerwaty stanowiły jedyną alternatywę dla eksterminacji Indian. Obszary
pozostające poza obszarem rezerwatów przyznano Indianom jako tereny
łowieckie, ale przestały one stanowić ich wyłączną domenę. Ziemie te,
uznane za "własność państwową" (public lands), przeznaczono do
wspólnego użytku z białymi. Ponieważ "wspólne terytoria" nie miały
określonych granic, a biali nie mogli się pogodzić z traktowaniem ich
jako nieużytki, stały się przedmiotem eksploracji i osadnictwa. To
godziło w podstawy bytu plemion indiańskich utrzymujących się głównie z polowania na dziką zwierzynę. W ten sposób między przedstawicielami obu
ras zrodził się zasadniczy konflikt na tle ziemi. Aby go rozwiązać rząd
amerykański uznał, że Indianie powinni skupić się wyłącznie w rezerwatach. W zamian za zgodę Indian na takie rozwiązanie, władze
zobowiązały się do ich ochrony i utrzymania. Zgodnie z tym punktem
widzenia rząd Stanów Zjednoczonych i armia przyjęły określać tych
Indian, którzy dali się umieścić w rezerwatach mianem "przyjaznych" lub
"pokojowych", a tych, którzy się przed tym bronili, mianem "wrogich".
Obszar stanowiący przedmiot konfliktu mieścił się zasadniczo w granicach
tzw. zakupu Luizjany, czyli terytorium sprzedanego przez Francję Stanom
Zjednoczonym w roku 18031. W wyniku inkorporacji Luizjany państwo
amerykańskie podwoiło swoją wielkość. Do końca XIX w. z obszaru tego
wyłoniły się nowe stany: Arkansas, Missouri, Iowa, Nebraska, Dakota
Południowa i Północna, a także Terytorium Indiańskie oraz część
Minnesoty, Kansas, Kolorado, Montany, Wyoming i Luizjany (stan noszący
tę samą nazwę, stanowiący zaledwie fragment omawianego obszaru). Razem z Luizjaną w granicach USA znaleźli się jej mieszkańcy, wśród nich
mieszkający tam Indianie. Chociaż Amerykanie powitali cesję Luizjany z radością, nie mogła ich ona w pełni zadowolić. Rząd amerykański stanął
bowiem wobec konieczności rozwiązania problemu Indian. Nowe terytorium
dało Stanom Zjednoczonym nieograniczone możliwości rozwoju, a ich
społeczeństwu dodało sił i energii. Na początku nieznany region położony
na zachód od Missisipi, znany jako Pogranicze, przerażał większość
Amerykanów i jawił się im jako zupełnie nienadający się dla osadnictwa.
Z tego powodu określano go także mianem Wielkiej Pustyni Amerykańskiej.
Za prezydentury Thomasa Jeffersona rząd USA wspierał liczne wyprawy
mające na celu zbadanie nowo pozyskanego terytorium Luizjany. Najszerzej
zakrojoną ekspedycję badawczą poprowadzili na Zachód w latach 1804-1806
Meriweather Lewis i William Clark. Jej zadaniem była nie tylko
eksploracja nowych ziem i wytyczenie drogi do Oceanu Spokojnego, ale
także nawiązanie kontaktów handlowych z zamieszkującymi je plemionami
indiańskimi.
Początkowo wielu Amerykanów sądziło, że terytoria leżące na zachodzie na
zawsze pozostaną we władaniu Indian. Jefferson wyrażał pogląd, że
obszary na zachód od Missisipi zamieszkane przez Indian prawnie się im
należą, a rząd powinien dążyć do przesiedlenia tam także Indian ze
wschodu. Planował, że z czasem na tym terytorium mógłby zostać utworzony
samodzielny stan indiański, którego mieszkańcy zasymilowaliby się z białą społecznością tworząc jeden wielki naród amerykański. Ustawa
terytorialna z 1804 r. uprawniała prezydenta do podjęcia kroków w celu
przyspieszenia emigracji wschodnich Indian za Missisipi oraz podziału
obszaru Luizjany na dwie części wzdłuż 33 równoleżnika, z których
północna część miała być przeznaczona wyłącznie dla Indian. Następcy
Jeffersona uznali ten obszar za idealne miejsce do przesiedlenia tych
plemion indiańskich, które wielu białych z Południa uważało za
najtrudniejszą przeszkodę dla osadnictwa i rozwoju niewolnictwa w południowych stanach Unii (zwłaszcza "pięciu cywilizowanych plemion":
Czoktawów, Czikasawów, Krików, Czirokezów i Seminolów, które stanowiły
znaczną część ludności Południa i niemałą siłę militarną). W 1825 r. z inicjatywy Johna Calhouna, sekretarza wojny w administracji prezydenta
Jamesa Monroego, linia rzeki Missisipi miała odtąd stanowić "stałą
granicę indiańską" nieprzekraczalną dla białych. Biali ludzie nie mieli
prawa handlować na terenach indiańskich bez specjalnej licencji i nie
mogli się tam osiedlać.
Amerykańskie kresy długo uważano za jeden z najważniejszych czynników
wspierających rozwój ideologicznego charakteru Stanów Zjednoczonych.
Większość Amerykanów akceptowała ideę ich całkowitego podboju,
połączonego z przymusową asymilacją bądź też eksterminacją ludności
indiańskiej. Politykę ekspansji często próbowano uzasadnić w kategoriach
"Objawionego przeznaczenia" (Manifest Destiny)- doktryny określającej
anglo-amerykański ekspansjonizm jako przeznaczenie i dziejową misję
Ameryki. Mianem tym określano wyraźne, pochodzące od Boga prawo Stanów
Zjednoczonych do całkowitego opanowania kontynentu
północnoamerykańskiego i ukształtowania go zgodnie ze swoimi zasadami.
Przekonanie o dziejowym przeznaczeniu, które przesądziło ostatecznie los
terytoriów leżących na zachodzie Ameryki, nie zrodziło się nagle.
Koncepcja ta nie była nowością, gdyż już w czasie rewolucji
amerykańskiej wielu wybitnych polityków dostrzegało na Zachodzie
możliwości rozwoju kraju. Taka była geneza terminu "Objawionego
przeznaczenia" i tezy o jego nieuchronności2.
Kiedy "nieuchronność" amerykańskiej misji dziejowej zaczęła dotykać
problemu Indian, poczęto szukać dla niej racjonalnego wytłumaczenia.
Ostatecznego rozwiązania kwestii indiańskiej po wschodniej stronie
Missisipi dostarczyła ustawa o przesiedleniu Indian z 1830 r. U jej
podstaw legła popularna teza, że "intencją Stwórcy było wydobycie ziemi
ze stanu natury i jej uprawianie". Na tej podstawie przyjęto pogląd, że
ponieważ Indianie nie są rolnikami, lecz myśliwymi, którzy nie potrafią
zrobić właściwego użytku z ziemi, nie są uprawnieni do jej posiadania
(kiedy jednak zaczęto pozbawiać terenów Indian w Georgii, gdzie ludność
indiańska zmieniła tryb życia i zaczęła uprawiać ziemię, amerykański
gubernator uznał, że traktat określający warunki posiadania ziemi przez
plemię Czirokezów przeznaczał ją Indianom na tereny łowieckie, a skoro
ci zaczęli ją uprawiać, złamali postanowienia układu i stracili w ten
sposób prawo do ziemi). Doprowadziło to do masowego, przymusowego
przesiedlenia wschodnich Indian na tereny leżące za rzeką Missisipi.
Nadano im nazwę Terytorium Indiańskiego (Indian Territory) i w roku
1837 oddano w "wieczne" użytkowanie Indianom. Cała ta część Stanów
Zjednoczonych na zachód od Missisipi, z wyjątkiem Luizjany (stan od 1818
r.), Missouri (1821) i Arkansas (1836), miała być krajem Indian "tak
długo, jak zechcą go zamieszkiwać". Zanim jednak udało się wprowadzić w życie akt z 1834 r., nowa fala osadników zasiedliła terytoria Wisconsin
i Iowa. To z kolei zmusiło rząd federalny do przesunięcia "stałej
granicy indiańskiej" z rzeki Missisipi do 95 południka (od Jeziora
Leśnego na obecnej granicy USA i Kanady, do zatoki Galveston w Teksasie). Żeby utrzymać Indian za linią 95 południka i zapobiec
penetracji terenów indiańskich przez białych, wybudowano linię
posterunków wojskowych ciągnącą się od Minnesoty do Luizjany.
Terytorium Indiańskie stało się synonimem cierpień i krzywdy Indian.
Cztery z "pięciu cywilizowanych plemion" (z wyjątkiem Seminolów)
przyjęły europejski styl życia, jako sposób na przetrwanie wobec agresji
białych. Groźbą, zdradą i siłą zmuszono te wielkie narody do
pozostawienia dotychczasowej tradycji, domów i większości posiadanego
dobytku i przejścia 1000 mil na zachód. Jedną po drugiej poszczególne
grupy Indian z tych plemion wyzuto z ziemi i umieszczono w rezerwatach
na terenie dzisiejszej Oklahomy i Kansas. Wypędzenie 60 000 ludzi w ciągu nieco ponad 10 lat nie ma precedensu w całej historii Stanów
Zjednoczonych. Wielu z nich nigdy nie dotarło do miejsca przeznaczenia,
znacząc naprędce wykopanymi grobami drogę wzdłuż tak zwanego Szlaku Łez
(Trail of Tears). Pozostałych pędzono pod strażą bez dostatecznej
ilości pożywienia, ciepłej odzieży, ze stopami krwawiącymi od długich
marszów. W trakcie tej zimowej wędrówki jedna czwarta Czirokezów zginęła
w drodze z Georgii do Oklahomy na skutek zimna, głodu i chorób. Ci,
którzy odmówili przymusowej emigracji byli często ścigani i zabijani bez
litości. Setki Krików i Seminolów, którzy uciekli na bagna Alabamy i Florydy padło ofiarą brutalnego polowania na ludzi. Pozostałych przy
życiu zakuto w kajdany i przetransportowano na Terytorium Indiańskie.
Podobny los jak plemiona przesiedlone z południowego wschodu spotkał
innych wschodnich Indian. Resztkom potężnych niegdyś leśnych Indian:
Szaunisów, Sauków, Lisów, Kikapu, Ottawów, Huronów, Pottawatomich,
Delawarów i innym, którzy przetrwali, wydzielono rezerwaty w Oklahomie i we wschodnim Kansas, gdzie musieli wieść ubogie życie pozbawionych
ojczyzny uciekinierów. Wkrótce podążyli za nimi inni. Plemiona Quapaw,
Oto i Osagów, zamieszkujące niegdyś dorzecze Missisipi i Missouri,
przesunięto na zachód i osiedlono we wschodniej Oklahomie. Na północ od
nich osadzono półosiadłe plemiona Kansa, Ponka i Omaha. Ze wschodniego
Teksasu i Luizjany wypędzono tych, co pozostali z rolniczych plemion
Wichita, Waco i Caddo.
Na zachód od terenów zajmowanych przez przesiedlonych Indian ze Wschodu
rozciągały się łowiska koczowniczych plemion z Wielkich Równin. Obszary
zachodniej Oklahomy, wschodnia część Nowego Meksyku i północno-zachodni
Teksas były domeną Kiowów i Komanczów. Na północ od nich rozciągały się
ziemie należące do Czejenów, Arapahów i Siuksów (Dakotów).
Pomimo wysiłków amerykańska ekspansja poza linię Missisipi miała
ograniczony charakter, a obszar Wielkich Równin aż do połowy XIX w.
pozostał domeną Indian, traperów i z rzadka pojawiających się tam
oddziałów wojska. Sytuację zmieniła wojna z Meksykiem (1846-1848), w wyniku której Stany Zjednoczone wydarły południowemu sąsiadowi ponad
połowę jego terytorium, wielka migracja do Oregonu oraz odkrycie złota w Kalifornii w 1849 r. W ciągu relatywnie krótkiego czasu ziemie, które
kiedyś wydawały się mało atrakcyjne i niedostępne, stały się przedmiotem
zainteresowania i wzmożonego osadnictwa. Indianie, którzy polowali
wzdłuż głównych szlaków komunikacyjnych przecinających Równiny i przyzwyczaili się do widoku nielicznych białych handlarzy, traperów,
misjonarzy lub żołnierzy uprawnionych do pobytu na ich terytorium,
stanęli w obliczu rzeki wozów pełnych emigrantów. W 1854 r. powstały dwa
nowe ogromne Terytoria: Kansas i Nebraska, w skład których weszła niemal
cała kraina zamieszkana przez Indian z Równin. Zaledwie ćwierć wieku po
ustanowieniu "stałej granicy indiańskiej" biali przekroczyli linię 95
południka i wtargnęli do kraju Indian.
Kiedy w końcu lat 50. XIX w. odkryto złoto w górach Kolorado i gromady
białych poszukiwaczy ruszyły przez Równiny na Zachód, a żyzne ziemie
Kansas i Nebraski stały się terenem osadnictwa i obiektem
zainteresowania kolei, na nowo podjęto wysiłki w celu usunięcia stamtąd
wszystkich Indian. W 1862 r., mimo wojny secesyjnej, Kongres uchwalił
ustawę o nadaniu ziemi, regulującą bezpłatny przydział osadnikom gruntów
z "ziem publicznych". Zanim zakończyła się pierwsza fala przesiedleń,
zaczęła się już druga, a ziemia należąca do Indian stała się przedmiotem
handlu i spekulacji.
Początkowo drogę na Zachód próbowano otworzyć białym przy pomocy
traktatów. To oznaczało, że Indianie musieli zrzec się swoich praw do
ziemi i scedować je na rzecz rządu federalnego. Po ratyfikowaniu
traktatu przez Senat nabyte terytoria stawały się "własnością państwową"
i podlegały ustawom regulującym obrót ziemią. Bywało jednak, że ziemia
należąca do Indian była odsprzedawana przez niektórych wodzów
plemiennych bezpośrednio prywatnym osobom lub spółkom bez nabywania
statusu "własności państwowej" i bez żadnej kontroli ze strony władz.
Wykorzystując niewiedzę i naiwność Indian, którzy często nie zdawali
sobie sprawy ze znaczenia podpisywanych układów, nakłaniano ich do
zrzeczenia się własności ziemi. Kolejne tereny indiańskie trafiały do
rąk spekulantów, kompanii obrotu ziemią i towarzystw kolejowych,
przynosząc zyski również stojącym za nimi skorumpowanym politykom.
Niemały udział w tej grabieży miało Biuro do spraw Indian. Urząd,
którego misją miało być prowadzenie polityki wobec Indian i chronienie
ich przed nieuczciwością białych, od początku stał się narzędziem, za
pomocą którego Stany Zjednoczone narzucały swoją wolę plemionom
indiańskim. Nieliczni uczciwi urzędnicy byli solą w oku elit
politycznych i kół gospodarczych, dla których Indianie byli tylko
uciążliwą przeszkodą na drodze do rozwoju kraju.
Kiedy zawodziły traktaty, poszukiwanie nowych ziem na Zachodzie
oznaczało wojnę. Zamieszkujące Wielkie Równiny dumne i wolne plemiona
Indian, patrzące pogardliwie na swych braci ze Wschodu, którzy poddali
się białym, nie zamierzały rezygnować z własnej ziemi. Wojna pociągnęła
za sobą tragedię tysięcy ludzi. Nie tylko dlatego, że starły się w niej
dwie cywilizacje, z których jedna od początku skazana była na zagładę.
Także dlatego, że stosowano w niej najbardziej brutalne metody
zniszczenia. Rozmyślne szerzenie chorób, wybijanie potężnych stad
bizonów, używanie zatrutego alkoholu do niszczenia woli i oporu Indian
oraz zabijanie kobiet i dzieci powiększyło tylko rozmiar tragedii, która
stała się czymś więcej niż tylko nieuchronnym zderzeniem dwóch kultur i rywalizujących sposobów życia. Miejsca takie jak dolina rzeki Bear River
w Idaho, potok Sand Creek w Kolorado, dolina rzeki Washita w Oklahomie,
czy brzegi strumienia Wounded Knee w Dakocie Południowej, na zawsze
pozostaną symbolem krwawej eksterminacji i śmierci ludzi, których jedyną
winą było to, że bronili tradycji i ziemi swych przodków.
Amerykański pisarz L. P. Brockett zajmujący się problematyką migracji na
Zachód napisał w książce "Nasze Zachodnie Imperium":
"Możemy uznać za bezsporny fakt, że na początku dwudziestego wieku
Indianin, szczególnie w swojej nomadycznej postaci, przestanie być
niepokojącym czynnikiem na Zachodzie. Liczebność plemion zmniejsza się w gwałtowny sposób. W 1860 r. w granicach Stanów Zjednoczonych było ich
nieco ponad 500 000. W 1870 r. ich liczba spadła do 383 000. W 1878 r.
było ich już tylko 275 000, a spis z 1880 r. wykazał niewiele więcej niż
250 000. Gdyby ta tendencja się utrzymała, wymarliby całkowicie przed
rokiem 1900. To mało prawdopodobne, ale i tak będzie ich zbyt mało, by
mieli jakiekolwiek znaczenie. Takie są prawa natury i jest to tylko
kwestia czasu, ale trzeba przyznać, że przez prawie całe obecne stulecie
nasz rząd przyspieszał to zjawisko"3.
Opierając się na takich opiniach przewidywano, że do 1935 r. Stany
Zjednoczone zamkną rozdział swojej "ginącej rasy". Na szczęście te
pesymistyczne prognozy nie sprawdziły się. Rdzenni Amerykanie nie
zniknęli. Począwszy od 1890 r. liczba ludności indiańskiej w USA z najniższego poziomu około 240 000 zaczęła systematycznie rosnąć. Jeśli
liczby stanowią o sile, to potęga Indian wzrasta. W 1970 r. przybyło ich
o ponad 50%, 10 lat później o 70%, a w 1990 r. o jedną trzecią. Liczba
Amerykanów, którzy choć trochę uważają się za Indian wynosi obecnie
przeszło 4 000 000 (w tym 2 500 000 to Indianie czystej krwi). Ludność
indiańską można uznać za najszybciej rosnącą mniejszość Stanów
Zjednoczonych.
Przez ponad 100 lat Indianie w USA wegetowali w cieniu białego
człowieka. Ujarzmieni, pozbawieni poczucia godności i tożsamości,
próbowali przetrwać z rządowych zapomóg. Dziś sytuacja się zmienia. W rejestrach władz federalnych widnieją 562 szczepy, a amerykańscy
Indianie stanowią 1,5% ludności kraju. Coraz częściej sięgają do
dziedzictwa swoich przodków i na nowo odczuwają dumę z tego, że są
Indianami. To odrodzenie zaczęło się od politycznej aktywizacji lat 60.
XX w., kiedy po okresie ujarzmienia wzrosły wpływy organizacji Red
Power (Czerwona Siła). Indianie mocnym głosem zażądali suwerenności i wzmogli wysiłki w celu odzyskania swego dziedzictwa. Głównym polem walki
pozostaje własność ziemi. Konfiskata terytoriów indiańskich, którą
ułatwiło federalne ustawodawstwo z lat 1887-1934, oddające ziemie
poszczególnych plemion indywidualnym właścicielom, doprowadziła do
sprzedania lub wydzierżawienia jej części białym (obecnie stanowią oni
blisko połowę ludności rezerwatów). Dysponując większą świadomością i siłą ekonomiczną - zasilane w części z dochodów z kasyn gry - plemiona
toczą prawne i polityczne batalie o większą kontrolę nad swoimi
terytoriami. Patrząc kategoriami przyszłości wiele z nich poszukuje
środków na ponowne wykupienie terenów zarezerwowanych kiedyś dla Indian.
Zmianie ulega także stereotyp Indianina w świadomości przeciętnego
Amerykanina. Przejawem tego staje się moda na poszukiwanie indiańskich
korzeni i stopniowe eliminowanie z oficjalnego słownictwa nazwy
Indianie, którą coraz częściej zastępuje się określeniem tubylczy
Amerykanie (Native Americans) lub pierwsi mieszkańcy Ameryki (First
Nations). Według raportu naukowców z uniwersytetu w Harvardzie z końca
lat 90. XX w. "zasadniczą cechą indiańskiej Ameryki u progu nowego
milenium jest parcie Indian do samostanowienia".
Indianie Wielkich Równin
INDIANIE
WIELKICH RÓWNIN
Czejenowie i ich sprzymierzeńcy
CZEJENOWIE
I ICH SPRZYMIERZEŃCY
Wielkie Równiny Ameryki Północnej (Great Plains) są prawdziwym sercem
kontynentu. Ciągną się szerokim pasem na przestrzeni 3000 km od środka
kanadyjskich prowincji Alberta i Saskatchewan, niemal pod samą granicę
meksykańską w środkowym Teksasie. Na wschodzie graniczą z doliną rzeki
Missisipi, na zachodzie dochodzą do podnóży Gór Skalistych. Cały ten
obszar roił się kiedyś od dzikich zwierząt: bizonów, antylop, jeleni,
wilków, kojotów i niedźwiedzi. Główny system rzeczny biegł z zachodu na
wschód, ku potężnym rzekom Missouri i Missisipi.
Wielkie Równiny, których wschodni skraj graniczył z żyznymi, trawiastymi
obszarami zwanymi Prerią (franc. prairie - łąka), obejmują swym
zasięgiem ogromny jałowy obszar o powierzchni około 2 600 000 km2. Tereny te były od końca XVII w. ojczyzną
kilkunastu typowych koczowniczych plemion indiańskich, mówiących różnymi
językami i opierających swój byt na polowaniu na bizony. Większość tych
plemion przywędrowała tu ze wschodu i północnego wschodu, wypierana
stamtąd przez posiadające już broń palną ludy Kri i Czipewejów z zachodniego regionu Wielkich Jezior. Te z kolei ustępowały przed
ekspansją potężnej Ligi Irokezów4 i białych kolonizatorów.
Zdobywszy konie, które do Ameryki sprowadzili Hiszpanie i które szybko
się rozmnożyły, piesi wędrowcy przekształcili się w doskonałych konnych
myśliwych. Spośród nich mieli się wywodzić w niedalekiej przyszłości
najdzielniejsi i najsłynniejsi wojownicy prowadzący beznadziejną walkę z cywilizacją białych ludzi.
Większość plemion z Wielkich Równin i Prerii należała do grupy językowej
Sju (Siouan), wywodzącej swą nazwę od Siuksów (Dakotów). Były to
plemiona: Siuksów, Assiniboinów, Iowa, Kansa, Mandanów, Missouri, Omaha,
Osagów, Oto, Ponka i Wron (Crow). Drugą licznie reprezentowaną grupą
językową byli Algonkinowie. Do grupy algonkińskiej należały plemiona:
Arapahów, Czarnych Stóp, Czejenów, Czipewejów z Równin, Gros Ventres
(Atsina) oraz Kri z Równin. Równiny i Prerie zamieszkiwały ponadto
należące do grupy językowej atapaskańskiej plemiona wschodnich Apaczów z odłamów: Jicarilla, Lipan i Mescalero, ich pobratymcy Kiowa-Apacze oraz
Sarsi, a także plemiona z grupy kaddoańskiej: Caddo, Arikara, Paunisi i Wichita, oraz uto-azteckiej: Kiowa, Komancze i wschodni Szoszoni.
Wspólną cechą wszystkich plemion z Wielkich Równin było używanie koni,
polowanie na bizony, ograniczona dieta roślinna, powszechne
wykorzystywanie skór bizonów oraz posługiwanie się włókami (travois) i stożkowatymi namiotami z drewnianych tyczek pokrywanych bizonimi
skórami, zwanymi tipi (tepee)5. Niektóre plemiona ze wschodnich
prerii: Caddo, Iowa, Mandanowie, Omaha, Ponka, Paunisi i Wichita
prowadziły półosiadły tryb życia, zamieszkując ziemianki i chaty z drewna lub słomy. Łączyły sezonową uprawę roli i okresowe polowanie na
bizony. Nawet one jednak używały tipi w czasie podróży i łowów z dala od
stałych siedzib. Kultura ludów z Wielkich Równin ukształtowała się pod
wpływem konia i bizona. Mniejszy wpływ wywarły zmiany wynikłe z migracji
plemion na wschodnie równiny, a także broń palna, handel futrami i innymi towarami, co powodowało ciągłe zmiany począwszy od XVII stulecia.
Liczba Indian zamieszkujących Wielkie Równiny nie była zbyt duża. W okresie pierwszych kontaktów z białymi nie przekraczała 150 000.
Plemiona nie były liczne. Około 1780 r. najsilniejsze plemiona z północnych Równin, Czarne Stopy i Assiniboini, liczyły odpowiednio 15
000 i 10 000 ludzi. Siuksowie Zachodni (Tetoni) mieli w tym czasie od 15
000 do 20 000, a Wrony i Gros Ventres po 4000 głów. Na wpół osiadłe
plemię Paunisów liczyło 10 000 osób, Arikarowie zaś, Mandanowie i Omaha
mieli nie więcej niż 4000 głów. Dominujący na południowych preriach
Komancze liczyli według luźnych szacunków około 20 000 ludzi. W połowie
XIX w. pierwotna liczba Indian z Wielkich Równin została zredukowana do
mniej więcej połowy6.
Najliczniejszym i najsilniejszym ludem indiańskim na zachodzie Ameryki
Północnej byli Siuksowie. Ich początkowa liczebność wynosiła około 25
000. Nazwa Siuksowie wywodzi się z języka ich największych wrogów,
Czipewejów. Określenie nadoweisiweg, zniekształcone później przez
francuskich myśliwych na nadowessioux lub krócej sioux, znaczyło
tyle, co "małe węże", a w szerszym znaczeniu "wrogowie". W językach
innych plemion wrogich Siuksom nazwy, jakie im nadawano ze względu na
zwyczaj torturowania jeńców i okrucieństwo, brzmiały jeszcze mniej
pochlebnie. Indianie Ute nazywali ich "ucinaczami rąk", a Wrony,
Arapahowie i Komancze "mordercami" lub "podrzynaczami gardeł". W indiańskiej mowie znaków pojęcie Siuks oznaczało ruch dłoni imitujący
podcinanie gardła. Sami Siuksowie nazywali się "sprzymierzeńcami", co w poszczególnych dialektach ich języka brzmiało Dakota, Nakota lub
Lakota. Pierwotnie tworzyli konfederację składającą się z siedmiu
niezależnych, lecz spokrewnionych ze sobą plemion, zwaną "Siedem Ognisk
Rady" (Otchente Chakowin). W XVIII w. Siuksowie przegrali długotrwałą
wojnę z Czipewejami uzbrojonymi w broń palną przez Francuzów z Kanady i musieli opuścić bogate w zwierzynę puszcze okalające zachodni skraj
Wielkich Jezior. W trakcie stopniowej migracji na zachód podzielili się
na trzy odłamy.
Najdalej na wschodzie, w dorzeczu rzeki Minnesota, na terenach, które w początkach XVIII w. stanowiły serce ich kraju, żyli Siuksowie Santee.
Byli ludem leśnym, prowadzącym na wpół osiadły tryb życia. Często
wyprawiali się na bizony, nigdy jednak nie przyjęli koczowniczego trybu
życia. Zaliczano do nich plemiona Mdewakanton, Sisseton, Wahpekute i Wahpeton. Środkową grupę Siuksów stanowili Yanktonowie. W jej skład
wchodziły plemiona Yankton i Yanktonai. Zamieszkiwały one bliskie Prerie
dzisiejszego stanu Dakota Południowa, na wschód od rzeki Missouri.
Yanktonowie stanowili jakby pomost pomiędzy wschodnim i zachodnim
odłamem narodu Siuksów. Siódmą, największą i najsilniejszą grupę
tworzyli Siuksowie Zachodni, zwani Tetonami. Grupa ta dzieliła się z kolei na siedem typowo koczowniczych plemion: Brule, Bez Łuków, Czarne
Stopy Lakota, Dwa Kotły, Hunkpapa, Miniconjou i Oglala.
Tetoni byli ludem bardzo wojowniczym. Walczyli ze wszystkimi swoimi
sąsiadami. Najeżdżali wioski rolniczych plemion znad Missouri i przeganiali plemiona, które stały na ich drodze na Zachód. W drugiej
połowie XIX w. zagrożone przez nich eksterminacją sąsiednie plemiona:
Wrony, Paunisi, Arikarowie i Szoszoni zawarły sojusz z Amerykanami i odtąd wspomagały ich w wojnach prowadzonych przeciwko Siuksom,
dostarczając armii amerykańskiej kontyngentów cenionych zwiadowców.
Najbliższymi sąsiadami Siuksów byli Czejenowie. Siuksowie nazwali ich
Sha hi'ye na (Yanktonowie) lub Sha hi'e la (Tetoni), "Ludzie mówiący
obcym językiem", od określenia sha e'a, co znaczy "mówić niezrozumiałym
językiem". Inne plemiona z grupy językowej Sju, takie jak Arikara lub
Paunisi, mówiły na nich Sha r'ha, co oznaczało "obcych". Sami
Czejenowie nazywali siebie Tsis tsis' tas, co znaczyło "Ludzie" lub
"Nasi ludzie" i odzwierciedlało typowy dla Indian z Równin etnocentryzm.
Według legendy pierwsi Czejenowie żyli pod ziemią i wyszli na
powierzchnię za sprawą jednego ze swoich ludzi, który idąc kiedyś w stronę małego źródła światła odkrył świat istniejący nad nimi. Większość
badaczy uważa, że w dawniejszych czasach plemię Czejenów składało się z kilku dużych, pokrewnych grup mówiących językiem algonkińskim.
Zachowywały one dość szeroką autonomię i swobodę wędrówek, łącząc się ze
sobą tylko okazjonalnie. Grupy te, znane pod nazwami: Tsistsistas,
Heviksnipahis, Havaitaneo, Ovimana i Hisometaneo tworzyły naród Czejenów
właściwych. W początkach XIX w. Czejenowie zetknęli się z innymi, mniej
licznymi, lecz spokrewnionymi z nimi grupami: Sutaio, Omisis, Masikota i Wutapiu. Dwie pierwsze były prawdopodobnie oddzielną częścią narodu
Czejenów, która kiedyś oddzieliła się od reszty plemienia i przez
pokolenia żyła nieświadoma jej istnienia. Dwie ostatnie uważane są za
powstałe z połączenia niektórych odłamów Czejenów i Siuksów. Ci badacze,
dla których pochodzenie Czejenów stanowi zbyt skomplikowaną zagadkę
uważają, że plemię powstało z połączenia Tsistsistas i Sutaio,
zaznaczając jednak, że aż do końca lat 30. XIX w., a nawet do epidemii
cholery, która nawiedziła Wielkie Równiny w 1849 r. i znacznie
zredukowała ich liczbę, Sutaio zachowali swoją tożsamość i poczucie
odrębności od Czejenów.
Pierwszy historyczny przekaz o Czejenach pochodzi ze źródeł francuskich
z 1673 r. i wspomina o bliżej nieokreślonym plemieniu zamieszkującym
zachodnie obszary dzisiejszych stanów Wisconsin i Minnesota oraz
południową część kanadyjskiej prowincji Manitoba7. Pewniejsza
informacja znalazła się w zapiskach francuskich odkrywców, którzy
wspominali o spotkaniu w lutym 1680 r. grupy Indian określanych jako
Chaa podczas budowy fortu Crevecoeur nad rzeką Illinois. Indianie ci z własnej inicjatywy udali się w liczącą 300 mil podróż, aby nawiązać
kontakty handlowe z Francuzami i otworzyć sobie dostęp do europejskich
towarów. Lud Chaa nie mógł przewidzieć wtedy skutków, jakie handel
skórami z Europejczykami ściągnie na nich w następnych stuleciach.
W XVII w. Czejenowie byli jeszcze plemieniem rolniczym. Centrum ich
kraju stanowiła dolina rzeki Minnesota. Zamieszkiwali tam małe wioski
składające się z drewnianych domostw pokrytych korą wiązu lub brzozy. W jednej takiej wiosce mogło mieszkać nawet 300 osób. Pod naciskiem dużo
liczniejszych Siuksów, wypieranych zbrojnie z zachodniego regionu
Wielkich Jezior przez Czipewejów, około 1676 r. Czejenowie przenieśli
się nad rzekę Cheyenne w północno-wschodniej części Dakoty Północnej.
Ich główna wieś leżała na południowym brzegu rzeki, koło dzisiejszego
miasteczka Lisbon. W nowej ojczyźnie mężczyźni polowali na drobną
zwierzynę, ptactwo wodne i łowili ryby, kobiety natomiast zajmowały się
zbieraniem dzikich owoców i dzikiego ryżu rosnących obficie w płyciznach
rzek i jezior, a po trosze także rolnictwem. Choć więc dominowało u nich
myślistwo i zbieractwo, uprawiali też warzywa. Po staremu mieszkali w ziemiankach i szałasach z gałęzi krytych skórami i korą brzozy. Około
roku 1750, w Dakocie Północnej, Czejenowie zetknęli się z końmi i bizonami. Szybko przystosowali się do wędrownego, łowieckiego trybu
życia. W tym czasie podstawowym składnikiem ich pożywienia stało się
mięso bizonów, uzupełniane dietą roślinną, na którą składała się głównie
fasola, kukurydza i dynie.
Pod stałym naciskiem Czipewejów i Siuksów-Lakota Czejenowie porzucili
swoje ziemianki i poletka kukurydzy. Jako konni myśliwi, uzbrojeni w łuki ze strzałami i lance, powędrowali w rejon Black Hills, a na
początku XIX w. w okolice źródeł Północnej Platte. Po przybyciu na
Równiny Czejenowie w ciągu zaledwie dwóch pokoleń zupełnie zmienili swój
sposób życia i kulturę, całkowicie przystosowując się do nowych warunków
otoczenia. W latach 30. XIX w. wchłonęli mieszkające w pobliżu Black
Hills pokrewne plemię Sutaio. Liczyli wówczas około 3500 głów. Dzięki
połączeniu z Sutaio ostatecznie ukształtowały się główne składniki
kultury i organizacji plemienia. Czejenowie wnieśli między innymi
instytucję Rady Czterdziestu Czterech (początkowo posiadali czterech
głównych wodzów równych sobie rangą i radę złożoną z 40 przedstawicieli
starszyzny, reprezentujących wszystkie grupy plemienia), tradycję
czterech świętych Strzał (Mahuts)8 oraz wojenne stowarzyszenia
mężczyzn, Suitao natomiast większość ceremonii religijnych, z typowym
dla wielu plemion z Równin Tańcem Słońca (Oxheheom) oraz drugą, oprócz
świętych Strzał największą świętością plemienia - ozdobioną rogami i piórami świętą Czapę Wojenną ze skóry zdartej z łba bizona (Issiwum).
Wspólnie Czejenowie urośli do rangi jednego z najpotężniejszych plemion
na Równinach. Fizycznie należeli do najdorodniejszych i najprzystojniejszych Indian północnoamerykańskich. Ich wartości moralne,
w tym skromność i czystość kobiet przetrwały, mimo zdeprawowania i skorumpowania, jakie niosła za sobą cywilizacja europejska. Znawca
Indian płk Richard I. Dodge pisał:
"Kobiety Czejenów są powściągliwe i skromne i ich niewinność
wytrzymywałaby porównanie z innymi narodami lub ludami. Są one niemal
wzorem niewinności i czystości"9.
Niewierność, tak kobiet, jak i mężczyzn, była niewybaczalnym grzechem i stanowiła bardzo rzadkie zjawisko wśród Czejenów. Słynący ze świetnie
zorganizowanego systemu hierarchii plemiennej, bitnych wojowników, swej
duchowości oraz systemu wartości i etyki, Czejenowie stali się
nieprzemijającym symbolem pierwotnej Ameryki.
Rywalizacja o nowe tereny łowieckie i konie na Równinach przysporzyła
Czejenom wielu wrogów. Około 1820 r. wybuchły walki z Paunisami, których
szczyt przypadł na lata 30. W 1835 r. rozgorzała wojna z Wronami. Mniej
więcej w tym samym czasie Czejenowie, z pomocą Arapahów, ostatecznie
wyparli za rzekę Arkansas plemiona Komanczów i Kiowów.
Latem w 1829 r. Paunisi wybili do nogi oddział Czejenów, którzy
próbowali wykraść konie z ich obozu nad górną Arkansas. W sierpniu
następnego roku doszło do wielkiej wyprawy odwetowej Czejenów i Arapahów. W bitwie nad południową odnogą rzeki Loup Paunisi odnieśli
zwycięstwo, a w ich ręce wpadły cztery Magiczne Strzały - jedna z największych świętości Czejenów10. Był to dla nich straszny
cios, któremu przypisywali wszystkie nieszczęścia, jakie ich później
dotknęły. Nie stracili jednak ducha walki. W 1833 r. wspólnie z Arapahami wybili silny oddział Paunisów koło późniejszego fortu Lyon nad
rzeką Arkansas. W następnym roku zniszczyli kolejną wyprawę Paunisów nad
Południową Platte, koło obecnego Fort Morgan w Kolorado.
Walki z Paunisami trwały bez przerwy do połowy lat 50. Czejenowie
porównywali je do nigdy niekończących się, nierozstrzygniętych zapasów
dwóch bizonów, z których jeden cofa się przed przeciwnikiem, by po
chwili go zaatakować. Latem 1852 r. w bitwie nad Solomon River w Kansas
zginął słynny wojownik Czejenów Zapalający Chmury, budzący powszechny
lęk u swoich wrogów, gdyż od jego hiszpańskiej kolczugi, która kryła go
od szyi po kolana, odbijały się strzały i kule, co przypisywano
chroniącym go czarom11. Podjęta siłami całego plemienia wyprawa
wspomagana przez Arapahów, Siuksów Brule oraz małych grup Kiowów,
Kiowa-Apaczów i Wron nie zdołała go pomścić. W sierpniu 1853 r. została
rozbita nad rzeką Republican przez Paunisów dowodzonych przez Wodza
Nieba. Do zwycięstwa Paunisów walnie przyczynił się oddział
posiłkujących ich Pottawatomich, którzy posiadali doskonałe karabiny i walczyli niczym regularne wojsko. Czejenowie pomścili klęskę w lipcu
następnego roku, wybijając w sojuszu z Kiowami 113 Paunisów.
Na początku lat 30. XIX w. za namową żółtego Wilka - jednego z najsłynniejszych wodzów z dawnych dni, którego biali uważali za głównego
przywódcę Południowych Czejenów - amerykańscy kupcy wybudowali w górnym
biegu rzeki Arkansas w Kolorado, u zbiegu z rzeką Purgatoire, fort, w pobliżu którego osiedliła się znaczna część plemienia. Dzięki temu
Czejenowie mieli bliżej do placówki, gdzie mogli wymieniać skóry na
potrzebne im towary z St. Louis i Nowego Meksyku, oraz dostęp do
ogromnych stad koni Kiowów i Komanczów. Większość Czejenów pozostała
jednak nad Północną Platte i rzeką Yellowstone. W ten sposób dokonany
został podział plemienia na odłam północny i południowy. Granicę między
nimi stanowiła odtąd rzeka Platte. Podział plemienia został
usankcjonowany w 1851 r. przez traktat, jaki rząd amerykański podpisał z Indianami ze środkowych i północnych Równin nad strumieniem Horse Creek,
niedaleko fortu Laramie. Wtedy też doszło do zawarcia trwałego sojuszu
Czejenów z Siuksami. Odtąd Czejenowie wspólnie z nimi występowali
przeciwko innym plemionom i białym.
Historycznie związani z Czejenami byli Arapahowie. Na Wielkich Równinach
pojawili się przed nimi, prawdopodobnie w pierwszej połowie XVII
stulecia. Przyszli tam z terenów leżących bardziej na północ, z rejonu
Rzeki Czerwonej Północnej. Nazywali siebie Invna-ina, to znaczy
"Ludzie naszego własnego rodzaju". Czejenowie nazywali ich Hitaniwo'ik
- "Ludzie chmury", co było związane z ruchliwością Arapahów spowodowaną
zamiłowaniem do handlu. To niewielkie plemię, którego członkowie
charakteryzowali się jaśniejszą niż u innych Indian z Równin skórą oraz
wydatnymi nosami, znane było także jako "tatuowani ludzie". Miano to
spopularyzowali biali kupcy, którzy nadali Arapahom przejętą od Wron
nazwę Alappaho, co w ich języku znaczy dokładnie "Ludzie z wieloma
tatuażami". Określenie to nawiązuje do zwyczaju ozdabiania przez
Arapahów ciał malunkami w postaci małych niebieskich kółek. Od niej
wywodzi się angielska nazwa plemienia - Arapaho.
Około roku 1820 Arapahowie zawarli sojusz z Czejenami wymierzony
przeciwko wspólnym wrogom, Siuksom mieszkającym na północ od Platte i Paunisom ze wschodu. Wspólnie też wyparli plemiona Kiowów i Komanczów za
rzekę Arkansas i w ten sposób całkowicie zdominowali tereny położone
pomiędzy Platte i Arkansas. Od tego czasu plemiona Czejenów i Arapahów
były powiązane ze sobą i żyły na tych samych terenach. Po podziale
plemienia Czejenów część Arapahów pozostała z Północnymi Czejenami w okolicach źródeł Platte, inni przenieśli się wraz z południowym odłamem
na tereny nad rzeką Arkansas. Po 1851 r. obydwa odłamy zachowały
odrębność i polityczną niezależność. Stan ten uznał rząd federalny
wyznaczając każdej części plemienia innego agenta indiańskiego. Północni
Arapahowie związali się potem sojuszem z Siuksami i Północnymi
Czejenami, a ich południowi pobratymcy pozostali w przymierzu z Południowymi Czejenami oraz Kiowami i Komanczami.
Organizacja społeczna i polityczna Indian z Wielkich Równin
ORGANIZACJA SPOŁECZNA I POLITYCZNA
INDIAN Z WIELKICH RÓWNIN
Plemiona indiańskie z Wielkich Równin nie stanowiły zwartych
społeczności. Dzieliły się na mniejsze grupy regionalne, gromady i klany. Przez większą część roku poszczególne grupy, liczące zwykle od 20
do 30 rodzin powiązanych ze sobą więzami krwi, wędrowały i polowały
oddzielnie. Taka liczba ludzi w grupie pozwalała na łatwiejsze
wyżywienie i sprawniejsze poruszanie się w okresie polowań na bizony.
Była jednocześnie wystarczająco duża, aby bronić się przed napadami
wroga lub samemu podejmować mniejsze wyprawy wojenne. Raz do roku, w okresie letnim, całe plemię zbierało się w celu odbycia tradycyjnych
ceremonii plemiennych i wielkich łowów na bizony. To pozwalało zachować
jedność szczepową różnych odłamów plemienia i umożliwiało zawieranie
małżeństw z członkami innych rodów. Zwyczaje Indian z Równin w sprawach
małżeńskich były bardzo surowe i zabraniały łączenia w pary krewnych w obrębie tej samej grupy. Żeniąc się mężczyzna wchodził do rodziny żony,
a dzieci urodzone z takiego związku należały do rodu matki.
Na czele poszczególnych grup i plemion stali wodzowie. Ich władza nie
miała nigdy charakteru autokratycznego. Opierała się na indywidualnych
cechach charakteru i osobistym przykładzie, pozwalających jednostce
wybić się ponad współplemieńców. Oznaczało to, że każdy wyróżniający się
wojownik miał możliwość osiągnięcia godności wodza. W praktyce
największe szanse mieli synowie dotychczasowych wodzów, co często
prowadziło do mylnego postrzegania władzy przywódców indiańskich jako
władzy dziedzicznej. Wodzowie indiańscy dzielili się na wodzów
pokojowych i wojennych.
Wodzowie pokojowi byli zwykle starszymi wojownikami, których życiowa
mądrość, rozwaga, uczciwość i zasługi w życiu codziennym wyniosły na
czoło grupy. Wraz z innymi najbardziej doświadczonymi i szanowanymi
mężczyznami tworzyli radę starszych plemienia. Do jej zadań należało
podejmowanie najważniejszych decyzji dotyczących wojny i pokoju,
czuwanie nad przestrzeganiem praw i obyczajów plemiennych oraz innych
ważnych spraw dotyczących ogółu. Wszystkie ważne decyzje wymagały
jednomyślności. Jeśli nie można było jej osiągnąć, podjęcie decyzji
zwykle odkładano. W razie potrzeby decyzje wodzów były wprowadzane w życie przez wojowników należących do specjalnych stowarzyszeń o charakterze policyjnym. Wodzowie wojenni byli młodszymi wojownikami,
którzy wyróżnili się osobistą odwagą, czynami wojennymi i powodzeniem w wyprawach wojennych lub myśliwskich. Od wszystkich przywódców oczekiwano
osobistego przykładu dla młodych wojowników. Sprzyjały temu takie cechy,
jak: rozsądek, uczciwość, odpowiedzialność, dbałość o współplemieńców,
wielkoduszność i odwaga. Im większym poważaniem i respektem cieszył się
wódz lub zasłużony wojownik, tym większe znaczenie miały jego słowa i rady wypowiadane podczas narad plemiennych, na których zapadały
najważniejsze decyzje.
Osobną grupę przywódców stanowili szamani lub czarownicy. Cieszyli się
oni we wszystkich plemionach wielkim szacunkiem. Szamani łączyli w sobie
zdolności nauczyciela, lekarza, kapłana, wróżbity i artysty. Posiadali
dużą wiedzę medyczną i byli ekspertami w dziedzinie stosowania leków,
odtrutek, środków halucynogennych i tym podobnych. W praktykach
medycznych wykorzystywali przypisywaną im ponadnaturalną moc oraz znane
tylko im środki lecznicze i metody uzdrawiania, których uczyli się od
swych starszych poprzedników i których zazdrośnie strzegli przed innymi.
Jako kapłani mieli prawo prowadzenia ceremonii religijnych i rytuałów
plemiennych. Posiadali także umiejętność tłumaczenia wizji i snów, do
których zabobonni Indianie przywiązywali ogromną wagę. Bywali też
zręcznymi magikami i posiadali umiejętności telepatyczne. Na nich
ciążyła odpowiedzialność za podtrzymywanie tradycji i opiekę nad
świętymi przedmiotami, będącymi własnością plemienia. Musieli doskonale
znać historię swego ludu, nauczyć się setek pieśni modlitewnych oraz
rytuałów trwających często wiele dni i nocy. Szamani odgrywali w swoim
plemieniu wielowarstwową i sięgającą daleko rolę. Do nich należało
duchowe przywództwo nad społecznością szczepową.
Wszyscy członkowie plemienia mieli obowiązek postępowania zgodnie z prawami szczepu i działania dla dobra plemienia jako ogółu. Plemię
postrzegane było jako jedna wielka rodzina, której symbolem był
zamknięty krąg obozowy. Przetrwanie grupy zależało od zbiorowego wysiłku
wszystkich jej członków podczas polowania czy walki z wrogiem. Ci,
którzy nie stosowali się do obowiązujących reguł i popełniali
wykroczenia, narażeni byli na rozmaite kary. Najcięższymi karami było:
pozbawienie dobytku, utrata koni, chłosta, wygnanie z plemienia, a nawet
śmierć. Karano nimi tych, którzy splamili się zdradą lub tchórzostwem,
samolubstwem, nieuczciwością i zabiciem współplemieńca.
Tak jak krąg obozowy symbolizował jedność całego plemienia, tak okrąg
tipi był symbolem rodziny. Charakterystyczny stożkowaty namiot składał
się ze szkieletu z drewnianych tyczek pokrytych półkolistym skórzanym
poszyciem. Zwykle do 3 lub 4 tyczek głównych o długości 7-8 metrów
dostawiano od 15 do 20 tyczek pomocniczych. Przeciętne tipi miało
średnicę 5 m i mogło pomieścić nawet 10-12 osób. Na jego pokrycie
potrzeba było około 15 skór dorosłych bizonów. Tipi było idealnym
schronieniem dla koczujących Indian. Skutecznie chroniło przed zimnem i deszczem, a w razie uszkodzenia można je było łatwo naprawić. Jego
największą zaletą była łatwość składania i rozkładania oraz transportu.
Dwie doświadczone kobiety potrafiły rozbić tipi w ciągu godziny. Do
transportu wystarczały 2 lub 3 konie ciągnące włóki, na których składano
skórzane poszycie namiotu. W zwyczaju niektórych plemion było malowanie
pokryć tipi scenami myśliwskimi i wojennymi lub tajemniczymi znakami
mającymi chronić domowników przed duchami, chorobą i nieszczęściem.
Każdy członek plemienia miał ściśle określone obowiązki i czynności do
wykonania. Zadaniem dorosłych mężczyzn było zdobywanie pożywienia, walka
z wrogiem i dbanie o bezpieczeństwo rodziny. Starsi mężczyźni trudnili
się wyrobem broni i narzędzi oraz sprawowali opiekę nad obozem w czasie
nieobecności młodych wojowników. Chłopcy od najmłodszych lat byli
przygotowywani do walki i polowania. Strzelanie z łuku, jazda konna,
pływanie, walka wręcz, ćwiczenie wytrzymałości i odporności na ból
przygotowywały ich do roli myśliwego i wojownika. Zanim dostąpili
zaszczytu uczestniczenia w wyprawach wojennych i polowaniach, zajmowali
się pilnowaniem koni, transportem żywności i spełnianiem drobnych posług
dla dorosłych wojowników. Rolą kobiety było wychowywanie dzieci, budowa,
transport i utrzymanie tipi, a także przygotowywanie pożywienia,
wyprawianie skór oraz wyrób ubrań i ozdób. Niektóre czynności wymagały
wysiłku wielu osób i były wykonywane wspólnie. Należało do nich przede
wszystkim oprawianie zwierzyny, ćwiartowanie mięsa i robienie zapasów na
zimę.
O ile obowiązki kobiet były bardziej pracochłonne i uciążliwe, o tyle
czynności wykonywane przez mężczyzn były bardziej niebezpieczne.
Większość wojowników nie dożywała starości i ginęła w młodym wieku.
Niedobór mężczyzn i konieczność stałego uzupełniania liczby wojowników
stanowiących o sile plemienia powodował, że wśród Indian z Równin
częstym zjawiskiem było wielożeństwo. Obowiązek zachowania więzi
rodzinnej sprawiał, że mężczyzna zwykle brał sobie za kolejną małżonkę
siostrę pierwszej żony lub wdowę po zmarłych i poległych krewnych.
Poligamia miała raczej miejsce w przypadku wybitnych wojowników, niż
mężczyzn z niższych warstw społecznych. Mieli oni dodatkowe obowiązki
(np. utrzymywanie gości i sierot), które obciążały gospodarstwo
dodatkową pracą, a tę mogła zapewnić tylko większa liczba rąk.
Posiadanie kilku żon nakładało na wojownika obowiązek ich utrzymania,
ale zwiększało także jego prestiż społeczny. Czyniło mężczyznę
bogatszym, gdyż pozwalało na wyprawienie większej ilości skór i uszycie
większej ilości ubrań, które były jednym z najważniejszych przedmiotów
handlu.
Handel był ważnym elementem życia Indian z Równin. Koczownicze ludy w zamian za mięso bizonów, skóry i konie mogły otrzymać wiele produktów
pochodzących od plemion rolniczych: kukurydzę, fasolę, dynię, czy tytoń.
W pierwszej połowie XIX w. biali handlarze rozwinęli na Równinach sieć
punktów handlowych (w 1840 r. było ich około 150), w których w zamian za
skóry i wyroby artystyczne Indianie mogli zaopatrywać się w broń palną,
amunicję, metalowe groty do strzał i włóczni, narzędzia, naczynia,
ozdoby, odzież, koce i wiele innych rzeczy ułatwiających codzienne
życie. Około 1830 r. popyt na skóry bizonów i zwierząt futerkowych wśród
białych handlarzy osiągnął takie rozmiary, że Indianie zaczęli zabijać
znacznie więcej zwierząt, niż wymagały tego ich podstawowe potrzeby.
Negatywną stroną handlu z białymi stawało się stopniowe uzależnienie
niektórych plemion od towarów sprzedawanych przez handlarzy, głównie
prochu i amunicji do broni palnej. Częste obozowanie w pobliżu fortów i faktorii handlowych sprzyjało także szerzeniu się wśród Indian plagi
pijaństwa i chorób roznoszonych przez białych.
Podstawą bytu Indian z Wielkich Równin było polowanie na dziką
zwierzynę. Mięsna dieta w małym stopniu uzupełniana była dziko rosnącymi
owocami i roślinami, a niekiedy produktami otrzymywanymi od trudniących
się rolnictwem sąsiadów ze wschodnich Prerii. Łowy dostarczały nie tylko
pożywienia, ale także cennych skór. Podstawowym zwierzęciem łownym dla
Indian z Równin był jednak bizon. Milionowe stada bizonów wędrowały
swobodnie po trawiastych połaciach Wielkich Równin, zapewniając Indianom
niemal wszystko, czego potrzebowali do życia12.
Znaczenie bizona w życiu Indian było tak wielkie, że zwierzę to stało
się jednym z najważniejszych symboli ich wierzeń religijnych i kultury
niematerialnej. Bizonom poświęcano pieśni, tańce i różne ceremonie
religijne. Wiele indiańskich imion i nazw pochodziło od bizona, który
dla Indian był symbolem siły i nowego życia.
Drugim zwierzęciem, które zdominowało życie Indian z Wielkich Równin był
koń. Z początku Indianie uważali konia za dar duchów, dlatego nazwali go
"duchowym psem" lub "tajemniczym psem" (pies był ich tradycyjnym
zwierzęciem pociągowym). Pierwsze konie z hiszpańskich hodowli w północnym Meksyku trafiły w ręce Indian w XVII w. Szybko stały się
przedmiotem handlu lub kradzieży. Pewna liczba koni zbiegła na równiny,
gdzie dały początek zdziczałym mustangom (hiszp. masteno -
dziki)13. Jako pierwsi oswoili konie Apacze i Indianie Pueblo z południa. Około 1700 r. konie pojawiły się u mieszkających na zachód od
Gór Skalistych Szoszonów i Ute, którzy uczynili je przedmiotem handlu z plemionami zamieszkującymi płaskowyż Kolumbii oraz Równiny i Prerie. Od
Szoszonów przejęli je Komancze i Kiowowie. W połowie XVIII w. konie
trafiły do Arapahów, Czarnych Stóp, Czejenów, Wron, Siuksów i innych
plemion. W ten sposób około 1770 r. proces rozprzestrzeniania się koni
wśród Indian z Równin został zakończony. Wraz z oswojeniem konia
zakończył się też proces transformacji pieszych nomadów w konnych
myśliwych i wojowników.
W ciągu jednego pokolenia koń zmienił całkowicie dotychczasową kulturę i styl życia Indian. Szybko zintegrował się z istniejącymi wzorami
kulturowymi, wyparł zastosowanie psa do travois, co stworzyło kult
konia i pozwoliło ludom indiańskim rozprzestrzenić się na zachodnie
Równiny. Koń dał Indianom nowe możliwości transportu, polowania i prowadzenia wojny. Jego użycie pozwoliło na szybsze wędrówki, budowanie
większych tipi, sporządzanie większej ilości zapasów żywności i powiększanie terenów łowieckich. Wykradanie koni wrogim szczepom stało
się ulubioną grą wojenną Indian, źródłem bogactwa i osobistego prestiżu
wojownika. Słowo "wojna" utożsamiano stopniowo ze słowami "wyprawa po
konie". Wojownicy planując wrócić konno wyruszali pieszo kraść konie,
pokonując nieraz setki kilometrów.
Wojna w życiu Indian z Wielkich Równin
WOJNA W ŻYCIU INDIAN
Z WIELKICH RÓWNIN
Przyswojenie koni wzmogło i tak wojowniczą naturę Indian z Równin. Chęć
zawładnięcia stadami należącymi do innych szczepów, rozszerzenia terenów
łowieckich i zdobycia najwygodniejszych miejsc do obozowania stała się
najczęstszym powodem wojen międzyplemiennych. Oprócz materialnych
przesłanek walk były jeszcze inne powody: tradycyjna zemsta rodowa, chęć
wykazania osobistej odwagi, czy pragnienie zyskania sławy.
Istotą życia wojownika indiańskiego była walka. Wojna stała się
najlepszą drogą do wykazania swej męskiej wartości, awansu społecznego,
zdobycia sławy i bogactwa. Pragnienie sławy wojennej, okazywanie
osobistej odwagi i przewagi nad wrogiem oraz pogarda dla śmierci
sprawiały, że powszechne było przekonanie, iż lepiej zginąć w walce, niż
umrzeć ze starości lub z powodu choroby. Wierzono, że tylko Niebo i Ziemia trwają wiecznie i że podeszły wiek nie jest powodem do dumy.
Ideał wojownika wymagał, by młodzież oswoiła się ze śmiercią i oddawała
życie, gdy zachodziła taka konieczność. Jedną z podstawowych zasad
Indian było stwierdzenie, że "tylko tchórz boi się śmierci".
Jednocześnie największą zniewagą dla wojownika było powątpiewanie w jego
odwagę. Mimo to warunki demograficzne wymagały, aby wojownicy unikali
śmierci za wszelką cenę. Indianie modlili się o zabijanie wrogów bez
strat własnych i podczas wypraw usilnie się o to starali. Śmierć
wojownika powodowała wielki smutek i żałobę, a rodziny poległych
otaczano opieką plemienia, by powetować im poniesione na wojnie straty.
Sposób pojmowania wojny przez Indian był typowy dla społeczeństw
pierwotnych i różnił się zasadniczo od europejskiego sposobu myślenia.
Walkę traktowano jako rodzaj gry wojennej, w trakcie której można było
wykazać swą indywidualną wartość i cechy osobiste. Zabicie przeciwnika
nie było głównym celem walki. Wbrew powszechnemu przekonaniu Indianie
umieli cenić sobie życie i nigdy nie narażali się bez wyraźnej potrzeby.
Dużo wyżej niż śmierć wroga ceniono pokaz odwagi, jakim było zwycięskie
dotknięcie żywego lub zabitego przeciwnika gołą ręką albo specjalną
laską uderzeń. Większy zaszczyt przypadał nie temu, kto zabił
przeciwnika, ale temu, kto pierwszy dotknął żywego lub poległego wroga.
Przejawem odwagi było stawanie do walki bez broni, którą można było
razić przeciwnika na większą odległość. Godniejszą bronią od łuku czy
strzelby była więc lanca, a od lancy maczuga lub tomahawk.
Najdzielniejsi ruszali do walki uzbrojeni jedynie w pejcze do poganiania
koni lub laski uderzeń. Czejenowie przyznawali honor dotknięcia
przeciwnika gołą ręką trzem kolejnym wojownikom, Arapahowie zaś czterem.
Oznaczało to, że podczas bitwy, w której brali udział Czejenowie i Arapahowie, zaszczytu dotknięcia jednego wroga mogło dostąpić siedmiu
kolejnych wojowników.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki