Przeszklona winda poruszała się żółwim tempem, ale ona wolałaby, by zjechała już na sam dół, roztrzaskując się w pył. Para Francuzów z córką, może pięcioletnią blondyneczką w kostiumie kąpielowym z wizerunkiem Elzy, trajkotała nieustannie, poruszona roztaczającym się dookoła widokiem.
Rzeczywiście, krajobraz za szybą zapierał dech w piersiach. Praia dos Pescadores zachwycała złotym piaskiem i lazurową wodą, która w czasie odpływu potrafiła cofnąć się o kilka metrów. Co roku przyciągała tysiące turystów marzących o wygrzewaniu się na gorącym piasku, popijaniu drinków z palemką i wakacyjnej beztrosce.
Joasia, podobnie jak jej towarzysze z windy, była zachwycona, kiedy przyjechała tu pierwszy raz kilka lat wcześniej, za pieniądze zarobione na rozdawaniu ulotek i rozwożeniu pizzy. Przejażdżka szklaną windą z klifu wprost na nabrzeże uświadomiła jej, że to miejsce stworzono z myślą o niej. Pasowała tu idealnie. Nawet nie przez warunki zewnętrzne - ciemną karnację i hebanowe włosy - tylko zwyczajnie w jej żyłach płynęła gorąca, mauretańska krew. Od razu poczuła się w Portugalii jak w domu.
Wtedy nie miała grosza przy duszy, a jedynym zmartwieniem było to, którą dyskotekę wybrać na wieczorne hulanki. Wiele się zmieniło od tamtych wakacji, choć myślała, że wyjazd z narzeczonym okaże się kluczowy dla ich związku. I tak się stało. Jednak Joasia nie spodziewała się, że do Polski wróci jako singielka.
Decyzję podjęła ekspresowo, po drodze z restauracji na plażę, ale chciała dać sobie jeszcze chwilę na przemyślenie przed ostatecznym zerwaniem z Igorem. W końcu całego życia nie zmienia się pod wpływem jednego - choćby najsilniejszego - impulsu. Chwila zamieniła się w kilka długich godzin spędzonych na plaży, podczas których obserwowała pojawiających się i znikających turystów. Grali w siatkówkę, kąpali się w oceanie, połykali topiące się w zastraszającym tempie lody, wystawiali twarze do słońca, zajadali się placuszkami z dorsza. A ona siedziała ciągle w tym samym miejscu. Nie czuła głodu ani pragnienia. Miała nadzieję, że padła jej bateria, ale prawda była taka, że telefon milczał jak zaklęty. Trenowała cierpliwość. Ku rozpaczy w sercu na plaży nie pojawił się przerażony jej odejściem Igor, prosząc o przebaczenie.
"Przyjdź! Proszę cię, przyjdź!" - przywoływała go w myślach, ale telepatia między nimi najwyraźniej wygasła po ostatniej kłótni.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.