Samuel Zborowski - Juliusz Słowacki

Kup ebooka

12.50 zł
10.25 zł (5,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

AKT I

(Kładzie się i usypia. Wchodzi Ojciec z uczonymi...)

KSIĄŻĘ

Teraz tu za tą siadajcie zasłoną. Oto już zasnął mój najukochańszy, Ale od ptaszka on leśnego rańszy Wnet się obudzi... czy te światła płoną Dobrze?... Czy dobrze będziecie widzieli? Twarz jego pełna tej okropnej bieli, Która sny wróży... Już to śnicie trzecie... Gdy będzie mówił... pytać go możecie O to, co związek ma... z jego widzeniem, A on odpowie... z szaleństwa natchnieniem Rzeczy dziwaczne.

DOKTOR

Stan somnambulizmu, A często skutek w piersiach anewryzmu.

EOLION zrywając się

Że na strumieniu krwi błogosławieństwo, To wiem... więc kiedy ogniste bałwany Z łon wyrzucały straszne lewiatany, Gdy Duch przez pierwsze męczeństwo Natury się do Boga przedzierał... Gdy łono ziemi otwierał... I z ogniami rzucał skały, Kiedy na burzliwym niebie Pioruny odpowiadały Duchowi, co szedł do ciebie.

SAMUEL ZBOROWSKI

Widziałem tęcze na niebie Twojego ze mną przymierza... A ty teraz chcesz pacierza. Pacierz mój trzaskaniem skał, Pacierz mój... to piorun chmur, Pacierz mój - wulkanem stał... Płomieniem stał na szczycie gór... Nie zmarszczyłeś wtenczas brwi, Gdy wchodził Duch w kolumnę krwi. A teraz... odrzucasz to morze... I zamknąłeś obietnicę W twoje ukochańce Boże... Wyklęty więc naturę w ramiona pochwycę, Świat wezmę... ręką rozrobię, Na różne kształty rozdrobię Niby z każdego kamienia, Niby szyją wytrysnę jaszczurczą... I pokażę ci moc moją twórczą Przez wiekowe pokolenia. A ile razy rozpłonę Cały jako słońce złote, Spotkam twe błogosławione I spalę ogniem, i zgniotę; I wejdę... i wstanę z mogiły, Aż mię przyjmiesz... ducha siły - Choćbym był od gadu krwawszy, Za żywot i moc ukochawszy...

TEOLOG

To jest rzecz moja, jestem Teologiem. On, widzę, rozmawia z Bogiem. Zapytam go... więc, co widzi... Lepiej by tu starzy Żydzi Pomogli i talmudziści... Powiedz... co widzisz... młodzieńcze?

EOLION

Nic... widzę... ognistą tęczę I to mię o tu, o tu boli... Ta tęcza nim świat okoli... Różnopromiennymi pióry, Nim go dokoła obleci, To ja przejdę przez tortury I duch się we mnie rozkwieci, I cisnę... nie anielską tęczę... Ja się w mej twórczości męczę... A oni... patrz... pełni mocy Na górach Boga prorocy... Piorunami nakryci... kościołem... Nad tęczowym stoją kołem I lud jako owce pasą...

DOKTOR

Maluje rzeczy z nadzwyczajną krasą I nie brak mu w słowach siły...

OJCIEC

Już teraz się w nim te sny wyjaśniły, Już śni jak, człowiek... ale była pora, Że świszczał jak wąż... przed piersią upiora Wyprostowany... wtenczas na ciemnotę Świeciły dziwnie oczy jego złote, Straciwszy zwykłą czarność i nalane Słońcem...

EOLION

Dajcie mi tarcze zwierciadlane, Dajcie mi złotą mitrę ojca Ramazesa, Zaprzężcie konie białe jak mleko - Atessa, Siostra moja... niech ze mną na wóz złoty wsiądzie... Niechaj położą dary na czarnym wielbłądzie, A łodzie niech okryte tyryjską purpurą Czekają przy sfinksowych alejach... O! góro Karnakowa... twych kolumn jaspisowych krocie, Twe granity kowane... twe. piaskowce, w złocie, Błękitach i rubinach... niby las bogaty; Gdzie pnie całe okryte tęczowymi kwiaty, . A liść cały różowy z granitów syjeńskich, Zorzy wielkiej podobny wstędze... i bóstw żeńskich Rumieńcowi... o! góro... gdzie piramid twarze, Najwyższe tutaj słońca złotego ołtarze, Są zapisane czynów moich wyliczeniem, Ducha mojego pracą - wielkim przemienieniem - Granitów w moje myśli o wieczności Ducha Na ziemi - góro ludzka, skąd duch mój wybucha Stu bramami... i na świat się na złotych wozach Toczy... tratując wszystko... zapomnij o zgrozach Życia mojego... - tutaj... z płonącego gmachu Wyszedłem jak król ludzi - bez serca - i strachu... Po ciałach ludzi żywych... co się kładli sami I byli mostem... słyszę pod mymi nogami Trzeszczące ciał wilgocie... kiedy ogień z ciałem Walczył - ale żadnego jęku nie słyszałem, Anim zabolał sercem... - bo mój duch fatalny Z głazów i z ludzi czyni świat piramidalny I ma spokojność stwórcy... - Ale śmierć przemaga... Zawołajcie mi tutaj tyfońskiego maga - Chodź... chcę pomówić z tobą... chodź, starcze uczony! Widzisz ten wóz białymi końmi zaprzężony, W alei sfinksów... czeka... a już na nim stoi Atessa, siostra moja. Jak ona się boi Tych koni... co pod drżącą i mleczną powłoką Mają krew... ogień... dumę... królewską... gdy wloką Trupy królów... i na wiatr rozpuściwszy grzywę Lecą przed złotym wozem by furie straszliwe, Piekielne... A dziś patrzaj... jak, zda się spokojne, Wiedzą - przeczuły - że nie wyjeżdżam na wojnę, Ale już ku grotowi dyszel obrócony. A patrz, Atessa... moja do złotej korony, Do mitry... cyprysowych przydała gałązek... Miłość żony... przeczuła smętny obowiązek Skonania... lecz się piękność - nawet na śmierć stroi. Pamiętajże, o magu - ty i bracia twoi, Aby się wasza wiara... w zmartwychwstanie ciała Sprawdziła... i piękności tej nie oszukała. Bo...

Dobywa miecza.

Więc ty mi przysięgasz... że za trzy tysiące Lat... ta góra... kolumny... to niebo i słońce Nawet... o! ta żurawi girlanda... płynąca Jak hieroglif na niebie... i tam to miesiąca Oko... srebrne, które się za palmami jawi, W tym samym wszystko kształcie znowu się postawi, Gdy z alabastrowego będę sarkofagu Budził się z siostrą moją, Atessą... o! magu, Budził się z siostrą moją Atessą... po wiekach Snu, spoczynku?...

Zamyśla się.

Mówiłeś mi, starcze, o Grekach. Ten ślepy harfiarz... który tu pod moim tronem Śpiewał... nowym językiem... nowym Ducha tonem... Utkwił mi... i zejść z oczu nie może... Ja w jego Głosie słyszałem, magu, coś nieśmiertelnego I dlatego w grobowca rytym malowidle Ten starzec z harfą złotą... przy odwianym skrzydle Srebrnej brody... przez moich rzeźbiarzy wykuty, Trwa między pamiątkami... Niech ten duch poczuty Duchem... zostanie kształtem... który grobowcowa Cichość przy sarkofagu na wieki zachowa, Aż się obudzę... Teraz!... do sennego łoża...

Postępuje i niby we śnie idzie ku oknu gotyckiemu.

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.