Samowystarczalni - Joanna Włodarska

Kup ebooka

31.50 zł
25.83 zł (28,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

OGRÓD WIEJSKI

Pi­sząc ogród wiej­ski, mam na my­śli tak­że ogro­dy i ogród­ki przy­do­mo­we w mia­stach. Zaj­mie­my się tu­taj za­kła­da­niem i pro­wa­dze­niem ogro­du na otwar­tej prze­strze­ni. Za­ło­ży­my go krok po kro­ku, sta­ra­jąc się za­pew­nić wy­bra­nym przez nas ro­śli­nom jak naj­lep­sze wa­run­ki wzro­stu.

Przede wszyst­kim mu­si­my okre­ślić, jak duży are­ał chce­my prze­zna­czyć pod upra­wy. Bie­rze­my pod uwa­gę wiel­kość ro­dzi­ny, ilość i ro­dza­je prze­two­rów, ja­kie chce­my zro­bić, moż­li­wo­ści prze­cho­wy­wa­nia su­ro­wych wa­rzyw i owo­ców - czy mamy piw­ni­cę lub inne po­miesz­cze­nia, gdzie da się skła­do­wać w skrzyn­kach jabł­ka, bu­ra­ki, ziem­nia­ki, mar­chew­kę i inne wa­rzy­wa ko­rze­nio­we oraz po­zo­sta­łe pło­dy z na­sze­go ogro­du. Uwzględ­nia­my też wiel­kość spi­żar­ni lub al­ter­na­tyw­nych miejsc na sło­iki i sło­icz­ki z za­pa­sa­mi. Za­sta­nów­my się te­raz, czy z na­sze­go ogro­du będą ko­rzy­stać człon­ko­wie bliż­szej i dal­szej ro­dzi­ny, przy­ja­cie­le, czy tyl­ko my. A może chce­my część plo­nów prze­zna­czyć na sprze­daż lub wy­mia­nę? A przede wszyst­kim po­myśl­my, co lu­bi­my jeść.

Już wie­my? Te­raz czas na de­cy­zję, czy sie­je­my do przy­go­to­wa­ne­go wcze­śniej grun­tu, czy też de­cy­du­je­my się na upra­wę zgod­ną z za­sa­da­mi per­ma­kul­tu­ry.

Per­ma­kul­tu­ra

Per­ma­kul­tu­ra to sto­sun­ko­wo mło­dy styl w ogrod­nic­twie, któ­re­go twór­ca­mi było dwóch Au­stra­lij­czy­ków. Bill Mol­li­son - przy­rod­nik, na­uczy­ciel, eko­log - w 1959 roku jako pierw­szy użył okre­śle­nia "per­ma­kul­tu­ra". In­spi­ra­cją sta­ły się dla nie­go ob­ser­wa­cje po­czy­nio­ne w la­sach desz­czo­wych na Ta­sma­nii. Mol­li­son za­uwa­żył, że na­tu­ral­ny eko­sys­tem po­le­ga na wza­jem­nym od­dzia­ły­wa­niu na sie­bie ro­ślin i zwie­rząt, któ­re two­rzą od­ręb­ne, sprzy­ja­ją­ce roz­wo­jo­wi en­kla­wy, a pa­nu­ją­cy w nich mi­kro­kli­mat spra­wia, że nie­po­trzeb­na jest ludz­ka in­ge­ren­cja. Jed­nak do­pie­ro dzie­sięć lat póź­niej, wraz ze swo­im uczniem, Da­wi­dem Hol­gre­nem, stwo­rzył spis za­sad, któ­re skła­da­ją się na per­ma­kul­tu­rę w ogrod­nic­twie. Przy czym okre­śle­nie per­ma­kul­tu­ra nie od­no­si się tyl­ko do sa­me­go ogro­du. To dużo szer­sze po­ję­cie, obej­mu­ją­ce pro­jek­to­wa­nie oto­cze­nia zgod­nie z za­sa­da­mi pa­nu­ją­cy­mi w przy­ro­dzie, ale tak­że z uwzględ­nie­niem czyn­ni­ka ludz­kie­go. To pro­jek­to­wa­nie kra­jo­bra­zu w har­mo­nii z wa­run­ka­mi kli­ma­tycz­ny­mi, po­le­ga­ją­ce na stwo­rze­niu eko­sys­te­mu wy­ma­ga­ją­ce­go jak naj­mniej in­ge­ren­cji, za­kła­da­ją­ce wy­ko­rzy­sta­nie wy­łącz­nie na­tu­ral­nych, eko­lo­gicz­nych me­tod upra­wy. Kon­cep­cja ta do­ty­czy za­rów­no ogrod­nic­twa, jak i rol­nic­twa. Nie każ­dy ogród eko­lo­gicz­ny bę­dzie per­ma­kul­tu­ro­wy, ale każ­dy ogród per­ma­kul­tu­ro­wy musi być eko­lo­gicz­ny. Pro­jek­tu­jąc ogro­dy per­ma­kul­tu­ro­we, na­le­ży uwzględ­nić lo­kal­ne za­so­by wody, stwo­rzyć wa­run­ki do po­zy­ski­wa­nia jej z oto­cze­nia (np. zbior­ni­ki na desz­czów­kę), za­dbać o na­wo­że­nie za po­mo­cą kom­po­stu i in­nych me­tod na­tu­ral­nych (gno­jów­ki i wy­cią­gi ro­ślin­ne), uwzględ­nić na­tu­ral­ne ma­te­ria­ły wy­ko­rzy­sty­wa­ne w bu­dow­nic­twie i oszczęd­ność ener­gii oraz wy­ko­rzy­sta­nie moż­li­wo­ści po­zy­ski­wa­nia ener­gii na­tu­ral­nej. Sło­wem, per­ma­kul­tu­ra to nie tyl­ko spo­sób pro­wa­dze­nia ogro­du.

Pod­sta­wo­we za­sa­dy per­ma­kul­tu­ry spi­sa­ne przez jej twór­ców:

?Przed przy­stą­pie­niem do pro­jek­to­wa­nia oto­cze­nia ob­ser­wuj je uważ­nie. Przyj­rzyj się miej­scu, gdzie chcesz stwo­rzyć ogród (sie­dli­sko) przez czte­ry pory roku. Pro­jek­tu­jąc, weź pod uwa­gę spe­cy­fi­kę miej­sca i jego tra­dy­cje.

?Łącz po­szcze­gól­ne, za­pro­jek­to­wa­ne frag­men­ty tak, by mo­gły na sie­bie wza­jem­nie od­dzia­ły­wać i by mógł po­wstać zbli­żo­ny do na­tu­ral­ne­go, nie­mal sa­mo­wy­star­czal­ny eko­sys­tem. W prak­ty­ce ozna­cza to np. upra­wę współ­rzęd­ną, za­bez­pie­cze­nie miejsc i ro­ślin, któ­re sta­no­wią po­karm i schro­nie­nie dla owa­dów i drob­nych zwie­rząt, nie­zbęd­nych dla za­cho­wa­nia rów­no­wa­gi w ogro­dzie.

?Sta­raj się ko­rzy­stać z na­tu­ral­nej ener­gii i za­so­bów. Czy­li wy­ko­rzy­stuj np. ener­gię sło­necz­ną, wodę, ale tak­że sto­suj re­cy­kling - za­rów­no ten "śmie­cio­wy", jak i na­tu­ral­ny (kom­post).

?Po­znaj swo­je oto­cze­nie i spo­sób funk­cjo­no­wa­nia eko­sys­te­mu na tyle do­brze, by móc wy­ko­rzy­sty­wać jego na­tu­ral­ne wa­lo­ry. Dzię­ki temu mniej­szy na­kład pra­cy przy­nie­sie wię­cej po­zy­tyw­nych zmian. Nie za­kła­daj wa­rzyw­ni­ka na ubi­tej, od­sło­nię­tej i wy­sta­wio­nej na bez­po­śred­nie dzia­ła­nie pro­mie­ni sło­necz­nych zie­mi. Stwórz eko­sys­tem, za­bez­pie­cza­jąc swo­im upra­wom od­po­wied­nią ilość cie­nia, za­sadź lub wy­ko­rzy­staj ist­nie­ją­ce za­drze­wie­nia i za­krze­wie­nia, by osło­nić upra­wia­ne przez sie­bie ro­śli­ny przed nie­ko­rzyst­ny­mi wa­run­ka­mi at­mos­fe­rycz­ny­mi. Stwo­rzysz mi­kro­kli­mat, przez co wa­rzy­wa będą sil­niej­sze i zdrow­sze.

?Twórz małe, po­wią­za­ne ze sobą eko­sys­te­my. Za­cznij od naj­bliż­sze­go oto­cze­nia, by z cza­sem prze­su­wać się da­lej. Nie stwo­rzysz ogro­du per­ma­kul­tu­ro­we­go w rok na du­żej po­wierzch­ni. To wy­ma­ga cza­su.

?Bierz pod uwa­gę zmia­ny. Two­je eko­sys­te­my zmie­nia­ją się, doj­rze­wa­ją, mu­sisz się do tych zmian do­sto­so­wać. In­ny­mi sło­wy - twój ogród "po­wie ci", cze­go od cie­bie ocze­ku­je. W na­tu­ral­nym ogro­dzie przy­ro­da ra­dzi so­bie z cho­ro­ba­mi i szkod­ni­ka­mi, dzię­ki rów­no­wa­dze. Je­że­li two­je ro­śli­ny so­bie nie ra­dzą, ozna­cza to, że rów­no­wa­ga zo­sta­ła za­chwia­na.

Wi­dzi­my więc, że per­ma­kul­tu­ra to dużo wię­cej niż tyl­ko spo­sób za­pro­jek­to­wa­nia i pro­wa­dze­nia ogro­du. To po­dej­ście do ży­cia, wni­kli­wa ob­ser­wa­cja przy­ro­dy, pra­ca z nią i do­sto­so­wy­wa­nie się do na­tu­ral­nych ryt­mów.

Gle­ba

Rzę­dy ro­sną­cych w kar­nych rząd­kach wa­rzyw to ide­ał ogro­du dla zwo­len­ni­ków tra­dy­cyj­nych upraw. Pierw­szą na­szą czyn­no­ścią po­win­no być usta­le­nie, z jaką gle­bą mamy do czy­nie­nia. Czy jest zwar­ta, twar­da, gli­nia­sta, czy może ra­czej piasz­czy­sta, sy­pią­ca się przez pal­ce? A może cu­dow­na, tłu­sta, czar­na, ide­ał zie­mi ogrod­ni­czej? Od tego, jaką mamy gle­bę, bę­dzie za­le­żeć bar­dzo wie­le. Je­że­li jest gli­nia­sta, pod­czas su­chych dni zro­bi się twar­da jak ka­mień, spę­ka­na, bę­dzie du­sić ro­sną­ce w niej ro­śli­ny. Piasz­czy­sta jest ubo­ga w skład­ni­ki po­kar­mo­we, na­sze wa­rzy­wa będą więc ra­chi­tycz­ne, małe, sła­be, po­dat­ne na cho­ro­by i szkod­ni­ki. Wła­ści­wie tyl­ko czar­no­ziem nie wy­ma­ga spe­cjal­nych za­bie­gów. Po­zo­sta­łe ro­dza­je gle­by trze­ba przy­go­to­wać przed wy­sia­niem pierw­szych na­sion. Mu­si­my rów­nież po­znać od­czyn gle­by. Więk­szość upraw naj­le­piej ro­śnie w gle­bie o od­czy­nie lek­ko kwa­śnym, czy­li w gra­ni­cach mię­dzy 6 a 7 pH. Wyż­sze pH wska­zu­je na gle­bę za­sa­do­wą - w lek­ko za­sa­do­wych pod­ło­żach do­brze czu­ją się se­ler, mar­chew, ka­pu­sta, cze­re­śnie, la­wen­da. Od­czyn po­ni­żej 6 pH lu­bią np. ró­ża­necz­ni­ki, wrzo­sy, igla­ki. Je­śli nie dys­po­nu­je­my pH-me­trem ani wskaź­ni­ka­mi do ozna­cza­nia kwa­so­wo­ści gle­by - ro­zej­rzyj­my się, co ro­śnie w zie­mi, któ­rą chce­my prze­zna­czyć na ogród i obok niej. Dzi­ko ro­sną­ce ro­śli­ny, czy­li tzw. chwa­sty, wska­żą nam, z jaką gle­bą mamy do czy­nie­nia. Ro­śli­ny wskaź­ni­ko­we po­mo­gą okre­ślić nie tyl­ko pH gle­by, ale rów­nież pod­po­wie­dzą, w ja­kie skład­ni­ki bo­ga­ta jest zie­mia, a ja­kich im bra­ku­je.

Ro­śli­ny wskaź­ni­ko­we

Ro­śli­ny ro­sną­ce w swo­im śro­do­wi­sku na­tu­ral­nym to wska­zów­ka, jaka jest w tym miej­scu gle­ba. W gle­bie kwa­śnej, ubo­giej w wapń, po­ja­wią się: skrzyp po­lny, fio­łek trój­barw­ny, ko­ni­czy­na bia­ła, szczaw, gry­ka siew­na. W gle­bie za­sa­do­wej, bo­ga­tej w wapń, będą ro­sły po­krzy­wy, ja­sno­ta, to­boł­ki po­lne, cy­ko­ria po­dróż­nik, szał­wia łą­ko­wa. Chwa­sty po­zwo­lą też w przy­bli­że­niu okre­ślić skład gle­by i ro­dzaj.

?Gle­ba piasz­czy­sta, su­cha - by­li­ca po­lna, zło­cień po­lny, mak pia­sko­wy, smół­ka po­spo­li­ta, czer­wiec rocz­ny, ko­ni­czy­na po­lna, goź­dzik krop­ko­wa­ny.

?Gle­ba gli­nia­sta - ja­skier po­lny, ostro­żeń po­lny, pod­biał po­spo­li­ty, ru­mia­nek po­spo­li­ty, przy­tu­lia czep­na, mni­szek po­spo­li­ty.

?Gle­ba wil­got­na, cięż­ka - mię­ta po­lna, ży­wo­kost le­kar­ski, bab­ka zwy­czaj­na, pię­cior­nik gęsi, ja­skier roz­ło­go­wy, mni­szek po­spo­li­ty, ziar­no­płon wio­sen­ny.

?Gle­ba bo­ga­ta w azot, próch­ni­cza, ide­al­na - to­boł­ki po­lne, gor­czy­ca po­lna, ru­mia­nek po­spo­li­ty, żół­tli­ca drob­no­kwia­to­wa, po­krzy­wy, tasz­nik po­spo­li­ty, le­bio­da, psian­ka czar­na, gwiazd­ni­ca po­spo­li­ta, ko­mo­sa bia­ła.

Przy czym pa­mię­taj­my, że wskaź­ni­kiem ro­śli­ny są wów­czas, gdy w da­nym miej­scu buj­nie ro­śnie kil­ka z wy­mie­nio­nych ga­tun­ków, a nie je­den. "Wu­jek" Go­ogle po­mo­że wam roz­po­znać te ro­śli­ny. Więk­szość z nich znaj­dzie­cie tak­że w roz­dzia­le po­świę­co­nym zio­łom.

Skład gle­by i na­wo­że­nie

W ogro­dzie na­tu­ral­nym i per­ma­kul­tu­ro­wym sto­su­je­my wy­łącz­nie na­wo­zy na­tu­ral­ne, uni­ka­jąc go­to­wych pre­pa­ra­tów. Na tym też po­le­ga idea sa­mo­wy­star­czal­no­ści w ogro­dzie. W gle­bie na­wo­żo­nej or­ga­nicz­nie, czy­li na­wo­za­mi na­tu­ral­ny­mi, skład­ni­ki po­kar­mo­we uwal­nia­ją się stop­nio­wo. Dzię­ki pra­cy bak­te­rii gle­bo­wych i in­nych or­ga­ni­zmów zie­mia jest "żywa", le­piej prze­pusz­czal­na, nie zbi­ja się w twar­dą masę. Mi­kro­or­ga­ni­zmy znaj­du­ją­ce się w gle­bie za­trzy­mu­ją nad­wyż­kę skład­ni­ków po­kar­mo­wych, któ­re po­bie­ra­ne są stop­nio­wo, w mia­rę po­trzeb, przez wa­rzy­wa, krze­wy i drze­wa owo­co­we.

Na­wo­zy or­ga­nicz­ne to przede wszyst­kim kom­post, któ­ry two­rzy się wła­ści­wie sam na usy­pa­nych przez nas pry­zmach kom­po­sto­wych, to tak­że na­sta­wia­ne przez cały se­zon gno­jów­ki ro­ślin­ne, sto­so­wa­ne do na­wo­że­nia i za­bez­pie­cza­nia ro­ślin przed szkod­ni­ka­mi i cho­ro­ba­mi grzy­bo­wy­mi. To rów­nież na­wo­zy od­zwie­rzę­ce, czy­li, mó­wiąc wprost - gno­jów­ki.

Uwa­ga

Gno­jów­ki i na­wo­zy uzy­ski­wa­ne np. ze ściół­ki z ho­dow­li zwie­rząt mu­szą być prze­kom­po­sto­wa­ne, to zna­czy skła­do­wa­ne przy­naj­mniej przez rok przed za­sto­so­wa­niem w ogro­dzie. Świe­ża gno­jo­wi­ca może uszko­dzić de­li­kat­ne ro­śli­ny.

W po­cząt­ko­wej fa­zie wzro­stu ro­śli­ny po­trze­bu­ją przede wszyst­kim na­wo­zów o wy­so­kiej za­war­to­ści azo­tu, któ­ry po­bu­dza wzrost zie­lo­nych czę­ści, czy­li ło­dyg i li­ści. Do­sko­na­ły na­wóz azo­to­wy sta­no­wią ro­śli­ny mo­tyl­ko­we, któ­re war­to wy­siać po zbio­rach jako po­plon, a je­sie­nią prze­ko­pać je i po­zo­sta­wić do wio­sny, azo­tu do­star­czy nam rów­nież prze­kom­po­sto­wa­na tra­wa, któ­rą zbie­ra­my po ko­sze­niu, a do kom­po­stu do­da­je­my po prze­su­sze­niu. Ścię­tej tra­wy mo­że­my użyć też do ściół­ko­wa­nia wie­lu wa­rzyw w okre­sie wzro­stu, ale uwa­ga - nie ściół­ku­je­my samą tra­wą wa­rzyw ko­rze­nio­wych i za­wsze uży­wa­my tra­wy wy­su­szo­nej. Fan­ta­stycz­nie dzia­ła na ro­śli­ny psian­ko­wa­te, czy­li mo­że­my wy­ściół­ko­wać tra­wą np. po­mi­do­ry, pa­pry­kę czy ziem­nia­ki. Dużą za­war­tość azo­tu mają tak­że kozi i owczy obor­nik. Prze­na­wo­że­nie azo­tem przy sto­so­wa­niu na­wo­zów or­ga­nicz­nych zda­rza się bar­dzo rzad­ko. Jak wspo­mi­na­łam wcze­śniej, skład­ni­ki z na­wo­zów na­tu­ral­nych są przy­swa­ja­ne przez ro­śli­ny stop­nio­wo, w mia­rę po­trzeb. Ob­ja­wem nad­mia­ru azo­tu w gle­bie są wy­bu­ja­ły wzrost, wiot­kość ro­śli­ny i zmniej­sze­nie od­por­no­ści na cho­ro­by. Na nie­do­bór tego pier­wiast­ka wska­zu­je żółk­nię­cie li­ści.

Ko­lej­nym, nie­zwy­kle istot­nym skład­ni­kiem gle­by jest fos­for, nie­zbęd­ny dla ob­fi­te­go kwit­nie­nia i za­wią­zy­wa­nia owo­ców. W do­brej gle­bie, próch­ni­czej, w któ­rej re­gu­lar­nie sto­su­je­my kom­post, fos­fo­ru zwy­kle jest do­sta­tecz­na ilość. Je­śli za­uwa­ży­my, że li­ście ro­ślin prze­bar­wia­ją się na ko­lor czer­wo­na­wy, a na­wet bru­nat­no­fio­le­to­wy, ro­śli­na sła­bo kwit­nie - za­zwy­czaj wska­zu­je to na nie­do­bo­ry fos­fo­ru. Naj­lep­szym środ­kiem za­rad­czym bę­dzie za­sto­so­wa­nie wów­czas na­wo­zu z od­cho­dów pta­sich, tzw. ku­rza­ka.

Po­tas od­po­wia­da za pra­wi­dło­wy roz­wój owo­ców, zwięk­sza od­por­ność ro­ślin na cho­ro­by, sty­mu­lu­je roz­rost bulw, ko­rze­ni i owo­ców. Na­tu­ral­ne na­wo­zy z wy­so­ką za­war­to­ścią po­ta­su to np. gno­jów­ka z ży­wo­ko­stu, po­piół drzew­ny, na­wo­zy uzy­ski­wa­ne z glo­nów oraz obor­nik kro­wi i świń­ski (ten ostat­ni nie jest za­le­ca­ny w do­bie ASF). Po­tas w gle­bie sta­je się przy­swa­jal­ny dla ro­ślin dzię­ki dzia­ła­niu mi­kro­or­ga­ni­zmów gle­bo­wych.

Ko­lej­nym nie­zwy­kle istot­nym pier­wiast­kiem jest wapń. Wap­nu­je­my gle­by, kie­dy są zwar­te, nie wy­ka­zu­ją gru­zeł­ko­wa­tej struk­tu­ry, a ro­śli­ny wskaź­ni­ko­we wska­zu­ją na jej nad­mier­ne za­kwa­sze­nie. Po­nad­to waż­ną rolę w roz­wo­ju ro­ślin od­gry­wa­ją też inne pier­wiast­ki, ta­kie jak np. ma­gnez. W pra­wi­dło­wo pro­wa­dzo­nym na­tu­ral­nym ogro­dzie, w zie­mi peł­nej ży­cia i mi­kro­or­ga­ni­zmów, nie po­win­no ich za­brak­nąć.

Jak wi­dać, skład gle­by ma pod­sta­wo­wy wpływ na ja­kość upraw w ogro­dzie i wy­so­kość plo­nów.

Na­wo­zy na­tu­ral­ne

De­cy­du­jąc się na pro­wa­dze­nie ogro­du na­tu­ral­ne­go, sta­ra­my się uni­kać na­wo­zów mi­ne­ral­nych. Je­śli nie mamy do­stę­pu do obor­ni­ka z ho­dow­li zwie­rząt, a nie wy­star­cza nam kom­post i gno­jów­ki na­tu­ral­ne, moż­na ku­pić obor­nik gra­nu­lo­wa­ny lub na­wo­zy typu bio­hu­mus. We wła­snym ogro­dzie mo­że­my sa­mo­dziel­nie przy­go­to­wać na­wo­zy ro­ślin­ne.

Kom­post

Prze­kom­po­sto­wa­ne, czy­li roz­ło­żo­ne od­pad­ki ro­ślin­ne to naj­waż­niej­szy ze sto­so­wa­nych w ogrod­nic­twie na­tu­ral­nym na­wo­zów. War­to za­ło­żyć przy­naj­mniej dwa kom­po­stow­ni­ki lub pry­zmy kom­po­sto­we. Se­gre­gu­jąc od­pad­ki, otrzy­ma­my zie­mię kom­po­sto­wą o od­mien­nych wła­ści­wo­ściach. W moim ogro­dzie są trzy pry­zmy kom­po­sto­we. Pierw­sza słu­ży przede wszyst­kim od­ży­wie­niu gle­by i sta­ram się utrzy­mać w niej pH w gra­ni­cach 6-7, czy­li ide­al­ne dla więk­szo­ści ro­ślin. Za­le­ży mi rów­nież na wy­so­kiej za­war­to­ści omó­wio­nych wy­żej skład­ni­ków od­żyw­czych. Tu­taj wrzu­cam więc su­ro­we od­pad­ki wa­rzyw­ne z kuch­ni, ścię­tą tra­wę, wy­pie­lo­ne chwa­sty, ale bez ko­rze­ni, nie­wy­ko­rzy­sta­ne czę­ści z ze­bra­nych wa­rzyw, sta­rą zie­mię z do­ni­czek, wy­rwa­ne po­krzy­wy, oczy­wi­ście przed wy­kształ­ce­niem na­sion. Moż­na rów­nież wrzu­cać roz­drob­nio­ne czę­ści przy­cię­tych krze­wów z ogro­du, po­rwa­ny na ka­wał­ki nie­bar­wio­ny kar­ton i sza­ry pa­pier. Mo­że­my na kom­post dać go­to­wa­ne od­pad­ki ro­ślin­ne, pod wa­run­kiem jed­nak, że nie mamy pro­ble­mów z obec­no­ścią szczu­rów i/lub kar­czow­ni­ków w ogro­dzie. Pry­zmę kom­po­sto­wą przy­naj­mniej raz na mie­siąc prze­rzu­cam wi­dła­mi, żeby ją na­po­wie­trzyć. Nie wrzu­ca­my na kom­post: od­zwie­rzę­cych od­pad­ków ku­chen­nych, czy­li ko­ści, resz­tek mię­sa itp.

Dru­gą pry­zmę kom­po­sto­wą two­rzą li­ście, zgra­bia­ne w ogro­dzie je­sie­nią. Przy czym je­sie­nią zo­sta­wiam je na ster­tach w za­cisz­nych miej­scach - znaj­du­ją tam zi­mo­we schro­nie­nie drob­ne zwie­rzę­ta. Do­pie­ro póź­ną wio­sną prze­wo­żę li­ście na kom­post. Zie­mia li­ścio­wa zna­czą­co po­pra­wia struk­tu­rę gle­by, spra­wia, że sta­je się ona le­piej prze­pusz­czal­na i nie ma skłon­no­ści do zbi­ja­nia się w gru­dy. Na kom­post li­ścio­wy nie wrzu­ca­my li­ści orze­cha wło­skie­go, dębu ani li­ści za­ka­żo­nych cho­ro­ba­mi grzy­bo­wy­mi lub z drzew za­ata­ko­wa­nych przez szkod­ni­ki skła­da­ją­ce jaja na li­ściach. Ta­kie od­pa­dy pa­li­my lub za­ko­pu­je­my w wy­zna­czo­nym miej­scu ogro­du.

Kom­post o kwa­śnym od­czy­nie to moja trze­cia pry­zma. Tu­taj daję oczy­wi­ście rów­nież nor­mal­ne od­pad­ki ro­ślin­ne, ale wzbo­ga­cam pry­zmę roz­drob­nio­ny­mi ga­łę­zia­mi po­zo­sta­ły­mi po przy­ci­na­niu drzew i krze­wów igla­stych, spa­da­mi ja­błek, po­zo­sta­ło­ścia­mi z ki­szo­nek itp. Nie wrzu­ca­my oczy­wi­ście owo­ców za­ka­żo­nych cho­ro­ba­mi grzy­bo­wy­mi.

Pi­szę o pry­zmach kom­po­sto­wych, a nie o kom­po­stow­ni­kach, po­nie­waż kom­post roz­kła­da się w nich wol­niej, ale w bar­dziej na­tu­ral­ny spo­sób. Nie trze­ba go za­si­lać, np. ku­pu­jąc dżdżow­ni­ce ka­li­for­nij­skie. Pry­zmę za­sie­dlą na­sze ro­dzi­me dżdżow­ni­ce i ro­sów­ki. Znaj­dą tam miej­sce do ży­cia inne owa­dy, ma­ją­ce swój udział w roz­kła­dzie ma­te­rii or­ga­nicz­nej. Nasz kom­post jest wów­czas bo­gat­szy. Je­że­li lu­bi­my ogro­dy upo­rząd­ko­wa­ne, zbij­my z drew­na kom­po­stow­nik, ale bez dna, niech owa­dy mają do nie­go do­stęp. Kie­dy war­to za­in­we­sto­wać w szczel­ne po­jem­ni­ki do kom­po­sto­wa­nia? Za­wsze, gdy mamy mały ogród, ze wszyst­kich stron oto­czo­ny wy­piesz­czo­ny­mi dział­ka­mi są­sia­dów. Unik­nie­my wów­czas wy­rzu­tów, że nasz "ba­ła­gan" psu­je im wi­dok. Szczel­ne po­jem­ni­ki przy­da­dzą się też, gdy za­le­ży nam na cza­sie. Pro­ces roz­kła­du ma­te­rii or­ga­nicz­nej za­cho­dzi w nich szyb­ciej.

Je­że­li kom­post za­czy­na nie­przy­jem­nie pach­nieć, ozna­cza to, że mają miej­sce pro­ce­sy gnil­ne. Albo za­ga­pi­li­śmy się i do kom­po­stu tra­fi­ły od­pad­ki od­zwie­rzę­ce, albo za dużo w nim go­to­wa­nych resz­tek z kuch­ni (żad­nych ma­ka­ro­nów...), albo po­trze­bu­je in­ten­syw­niej­sze­go na­po­wie­trza­nia. Ukła­da­jąc kom­post na pry­zmie lub w kom­po­stow­ni­ku, pa­mię­taj­my o tym, że do­brze jest wszyst­kie skład­ni­ki na­no­sić war­stwa­mi. Czy­li na przy­kład war­stwa obor­ni­ka, war­stwa zie­lo­nych czę­ści ro­ślin, war­stwa resz­tek ku­chen­nych, war­stwa prze­su­szo­nej tra­wy, war­stwa roz­drob­nio­nych kar­to­nów i tak na zmia­nę. Każ­dą war­stwę so­lid­nie pod­le­wa­my. Kom­post musi być wil­got­ny, przy­po­mi­nam też o ko­niecz­no­ści prze­rzu­ca­nia go w celu na­po­wie­trze­nia. Przy­kry­cie pry­zmy przy­spie­szy pro­ces roz­kła­du. Przy­kry­wa­my np. ca­łym kar­to­nem, sta­rym ko­cem - ni­g­dy pla­sti­kiem - do kom­po­stu musi do­cho­dzić po­wie­trze. Niech was nie zdzi­wi, że z cza­sem pry­zma za­cznie ma­leć. W mia­rę roz­kła­du wszyst­ko opa­da, zni­ka­ją też prze­strze­nie po­wietrz­ne mię­dzy skład­ni­ka­mi.

Gno­jów­ki ro­ślin­ne

Czym są gno­jów­ki ro­ślin­ne? To po pro­stu pod­da­ne roz­kła­do­wi zie­lo­ne czę­ści ro­ślin. Z punk­tu wi­dze­nia ogrod­ni­ka, naj­waż­niej­sze są czte­ry ro­dza­je gno­jó­wek: z po­krzy­wy, skrzy­pu, wro­ty­czu i ży­wo­ko­stu. Moż­na na­sta­wić gno­jów­kę mie­sza­ną, ale więk­szą siłę ra­że­nia w ra­zie po­trze­by będą mia­ły gno­jów­ki jed­no­ga­tun­ko­we. Za­wsze mo­że­my je wy­mie­szać...

Wszyst­kie gno­jów­ki przed za­sto­so­wa­niem do pod­le­wa­nia lub do opry­sków na­le­ży roz­cień­czyć w pro­por­cji 1:10 (gno­jów­ka w sto­sun­ku do wody). Wy­ją­tek sta­no­wi gno­jów­ka z wro­ty­czu, któ­rą w przy­pad­ku sil­nej in­wa­zji pa­so­ży­tów na ro­śli­nach roz­cień­cza­my w pro­por­cji 1:8.

Gno­jów­ka z po­krzy­wy

Po­trzeb­ne będą: drew­nia­ny, szkla­ny lub pla­sti­ko­wy po­jem­nik z po­kry­wą (nie może być me­ta­lo­wy, chy­ba że z nie­rdzew­ki albo ze sta­li kwa­so­od­por­nej), zie­lo­ne czę­ści po­krzyw z nie­wy­kształ­co­ny­mi na­sio­na­mi oraz woda.

Ścię­te po­krzy­wy tnie­my na mniej­sze czę­ści i wrzu­ca­my do po­jem­ni­ka, do ? wy­so­ko­ści, za­le­wa­my wodą, zo­sta­wia­jąc tro­chę miej­sca - pod­czas fer­men­ta­cji płyn bę­dzie się bu­rzyć, przy­kry­wa­my, ale tak, żeby do­cho­dzi­ło po­wie­trze. Zo­sta­wia­my na mi­ni­mum 10 dni w na­sło­necz­nio­nym miej­scu. Co­dzien­nie mie­sza­my. Po 10 dniach moż­na za­cząć uży­wać. Uwa­ga. Za­pach jest nie­za­po­mnia­ny...

Gno­jów­ka z po­krzyw sty­mu­lu­je wzrost ro­ślin, wspo­ma­ga roz­wój ko­rzyst­nych mi­kro­or­ga­ni­zmów w gle­bie, do­star­cza ro­śli­nom od­po­wied­niej ilo­ści azo­tu. Nie sto­su­je­my gno­jów­ki z po­krzy­wy w upra­wie fa­so­li, gro­chu, ce­bu­li i czosn­ku.

Gno­jów­ka ze skrzy­pu

Przy­go­to­wu­je­my i sto­su­je­my ją do­kład­nie tak samo jak gno­jów­kę z po­krzy­wy. Czy­li za­le­wa­my wodą ścię­te i lek­ko roz­drob­nio­ne czę­ści ziel­ne skrzy­pu. Gno­jów­ka ze skrzy­pu przede wszyst­kim za­bez­pie­cza ro­śli­ny przed cho­ro­ba­mi grzy­bo­wy­mi, ta­ki­mi jak za­ka­że­nie mącz­nia­kiem praw­dzi­wym czy za­ra­zą ziem­nia­cza­ną. Do gno­jów­ki ze skrzy­pu war­to do­rzu­cić czo­snek, wspo­ma­ga­ją swo­je dzia­ła­nie. Gno­jów­kę ze skrzy­pu mo­że­my sto­so­wać do przy­go­to­wa­nia gle­by pod wy­sa­dze­nie ro­ślin, do pod­le­wa­nia i do opry­sków. Pa­mię­taj­my, że za­wsze na­le­ży ją roz­cień­czyć.

Gno­jów­ka z wro­ty­czu

To nie­zbęd­ne na­rzę­dzie do wal­ki z owa­da­mi pa­so­ży­tu­ją­cy­mi na ro­śli­nach. Po­ma­ga w star­ciu z mszy­cą, opu­chla­kiem i in­ny­mi szkod­ni­ka­mi. W celu zwal­cza­nia opu­chla­ka pod­czas we­ge­ta­cji pod­le­wa­my co­dzien­nie roz­cień­czo­ną gno­jów­ką z wro­ty­czu (moż­na mie­szać z in­ny­mi gno­jów­ka­mi). Pa­so­ży­ty do­li­ścien­ne i by­tu­ją­ce na ło­dy­gach, kwia­tach i owo­cach opry­sku­je­my roz­two­rem z wro­ty­czu. Do­brze dzia­ła po­łą­czo­ny roz­twór gno­jów­ki z wro­ty­czu, czosn­ku i skrzy­pu - za­po­bie­ga wy­kwi­tom cho­rób grzy­bo­wych na czę­ściach ro­ślin za­ata­ko­wa­nych przez pa­so­ży­ty.

Gno­jów­ka z ży­wo­ko­stu

Jest nie­zbęd­na w dru­giej fa­zie roz­wo­ju ro­ślin ko­rze­nio­wych, owo­cu­ją­cych, kwia­tów. Po za­wią­za­niu owo­ców wspo­ma­ga ich wzrost, do­star­cza­jąc ro­śli­nom nie­zbęd­nych skład­ni­ków po­kar­mo­wych, głów­nie po­ta­su. Sto­su­je­my do pod­le­wa­nia w roz­two­rze 1 część gno­jów­ki na 9 czę­ści wody. Ro­bi­my ją tak samo jak po­zo­sta­łe gno­jów­ki - zie­lo­ne czę­ści ro­śli­ny za­le­wa­my wodą i cze­ka­my na fer­men­ta­cję.

Ro­śli­ny ochron­ne

W ogro­dzie na­tu­ral­nym za­miast z che­micz­nych środ­ków owa­do- i grzy­bo­bój­czych ko­rzy­sta­my ze wspar­cia, ja­kie­go udzie­la sama na­tu­ra. Sprzy­ja temu upra­wa współ­rzęd­na, o któ­rej sze­rzej na­pi­szę da­lej, ale rów­nież po­sa­dze­nie lub za­sia­nie w po­bli­żu wa­rzyw ro­ślin o spe­cy­ficz­nych wła­ści­wo­ściach, znie­chę­ca­ją­cych, a nie­kie­dy wręcz od­stra­sza­ją­cych owa­dy pa­so­żyt­ni­cze. Cza­sa­mi za­le­ży nam, żeby pa­so­ży­ty "prze­kie­ro­wać" z ro­ślin upraw­nych na inne, spro­wa­dzo­ne do ogro­du wła­śnie w tym celu. Naj­czę­ściej będą to tzw. chwa­sty, któ­re w tym wy­pad­ku peł­nią po­ży­tecz­ną rolę, kwia­ty i zio­ła.

Szkod­nik

Ro­śli­ny ochron­ne

mrów­ki

la­wen­da, wro­tycz po­spo­li­ty, rosz­pon­ka

pcheł­ki ziem­ne

by­li­ca pio­łun, by­li­ca po­spo­li­ta, mię­ta pie­przo­wa,

mię­ta kę­dzie­rza­wa, sa­ła­ty

ni­cie­nie

ak­sa­mit­ki, na­gie­tek le­kar­ski

mu­chów­ki

ba­zy­lia, orzech wło­ski, wro­tycz po­spo­li­ty

po­ły­śni­ca mar­chwian­ka

ce­bu­le, szczy­pior, czo­snek, szał­wia, rze­żu­cha, pory

bie­li­nek ka­pust­nik

ko­per ogro­do­wy, roz­ma­ryn, szał­wia, mię­ta, ty­mia­nek, by­li­ca pio­łun, by­li­ca po­spo­li­ta, es­tra­gon, po­mi­do­ry, se­ler

mszy­ce

na­stur­cje, la­wen­da, czą­ber, le­bio­da, ko­mo­sa

śli­ma­ki

ce­bu­le, czo­snek, na­stur­cje, hy­zop le­kar­ski, ty­mia­nek, gor­czy­ca, czo­snek

śmiet­ka ce­bu­lan­ka

mar­chew, dzi­ka mar­chew

nor­ni­ce, my­szy, kar­czow­ni­ki

czo­snek, sło­necz­nik, czar­ny bez, ostra pa­pry­ka, sza­chow­ni­ca ce­sar­ska

ston­ka ziem­nia­cza­na

chrzan, wro­tycz po­spo­li­ty, ja­sno­ta

Cho­ro­ba grzy­bo­wa

Ro­śli­ny ochron­ne

mącz­niak praw­dzi­wy

czo­snek, szczy­pior, skrzyp po­lny

rdza po­rzecz­ko­wa

by­li­ca pio­łun, by­li­ca po­spo­li­ta, es­tra­gon

W wie­lu przy­pad­kach nie wy­star­czy tyl­ko za­siać lub po­sa­dzić wska­za­ne w ta­be­lach ro­śli­ny. To mi­ni­ma­li­zu­je ry­zy­ko, jed­nak w nie­sprzy­ja­ją­cych wa­run­kach szkod­ni­ki i cho­ro­by mimo wszyst­ko mogą się po­ja­wić. Wów­czas wkra­cza­my my i na­sze gno­jów­ki. Na cho­ro­by grzy­bo­we sto­su­je­my opry­ski ze skrzy­pu i czosn­ku, na szkod­ni­ki na­sta­wia­my gno­jów­kę z wro­ty­czu, wspo­ma­ga­ją­co sto­su­je­my pod­le­wa­nie i opry­ski z po­zo­sta­łych gno­jó­wek. Do­sko­na­łym środ­kiem po­ma­ga­ją­cym zwal­czać cho­ro­by grzy­bo­we jest ser­wat­ka, czy­li po­zo­sta­łość po zro­bie­niu twa­ro­gu lub sera pod­puszcz­ko­we­go lub twa­ro­gu. Ukwa­szo­na, przy­naj­mniej ty­go­dnio­wa ser­wat­ka, roz­cień­czo­na w pro­por­cjach 1 część ser­wat­ki na 9 czę­ści wody, sto­so­wa­na do pod­le­wa­nia i opry­sków, za­bez­pie­cza ro­śli­ny przed cho­ro­ba­mi grzy­bo­wy­mi, ra­dząc so­bie na­wet z mącz­nia­kiem praw­dzi­wym.

Nie­któ­re z wy­mie­nio­nych w ta­be­lach ro­ślin nie od­stra­sza­ją szkod­ni­ków, ale nie­ja­ko je "przej­mu­ją". Tak jest z le­bio­dą, któ­ra, ro­snąc przy sa­ła­cie, szpi­na­ku czy in­nych ro­śli­nach upraw­nych, przy­cią­gnie mszy­ce, któ­re po pro­stu pre­fe­ru­ją ich smak...

Upra­wy współ­rzęd­ne

Od­po­wied­nio do­bra­ne są­siedz­two na grząd­kach wa­rzyw­nych to naj­lep­sze za­bez­pie­cze­nie przed szkod­ni­ka­mi i cho­ro­ba­mi ro­ślin. Na ko­lej­nej stro­nie, w ta­be­li, znaj­dzie­cie ko­rzyst­ne ukła­dy na­sa­dzeń oraz wska­zów­ki, ja­kie­go są­siedz­twa uni­kać.

Upra­wia­na ro­śli­na

Wspo­ma­ga­ją­ce

są­siedz­two

Nie­sprzy­ja­ją­ce są­siedz­two

mar­chew

czo­snek, por, ce­bu­la, szczy­pior, ko­per ogro­do­wy, rzod­kiew­ka, rzod­kiew, roz­ma­ryn, szał­wia, skor­zo­ne­ra, sal­se­fia, po­mi­dor, sa­ła­ty, groch, ak­sa­mit­ka

pie­trusz­ka ko­rze­nio­wa, se­ler

se­ler

ogór­ki, fa­so­la, ka­la­fior, ka­la­re­pa, ka­pu­sta, por, po­mi­dor

ziem­nia­ki, sa­ła­ty, mar­chew, pie­trusz­ka

bu­ra­ki

ko­per ogro­do­wy, ogór­ki, cu­ki­nia, ka­pu­sta, ka­la­re­pa, bro­ku­ły, ka­la­fior, ce­bu­la, ko­len­dra

szpi­nak, ziem­nia­ki, po­mi­do­ry, pory

bu­ra­ki li­ścio­we

ko­per ogro­do­wy, ogór­ki, cu­ki­nia, ka­pu­sta, ka­la­re­pa, bro­ku­ły, ka­la­fior, ce­bu­la, ko­len­dra, mar­chew

szpi­nak, ziem­nia­ki, po­mi­do­ry, pory

ce­bu­la

mar­chew, bu­ra­ki, ko­per ogro­do­wy, ko­per wło­ski, ogór­ki, cu­ki­nie, sa­ła­ta, skor­zo­ne­ra, sal­se­fia

czo­snek, szczy­pior, por

cu­ki­nie

mar­chew, bu­ra­ki, ko­per ogro­do­wy, ko­per wło­ski, ogór­ki, sa­ła­ta, skor­zo­ne­ra, sal­se­fia, fa­so­la, na­stur­cja

nic im nie prze­szka­dza...

groch

ogór­ki, ko­per ogro­do­wy, ko­per wło­ski, ka­pu­sta, ka­la­re­pa, bro­ku­ły, ka­la­fior, bruk­sel­ka, mar­chew, cu­ki­nia, rzod­kiew, rzod­kiew­ka

fa­so­la, ce­bu­la, czo­snek, pory, po­mi­do­ry, ziem­nia­ki

fa­so­la

czą­ber, ogór­ki, se­ler, se­ler na­cio­wy, ziem­nia­ki, ka­pu­sta, ka­la­re­pa, bruk­sel­ka, ka­la­fior, bro­ku­ły, sa­ła­ty

czo­snek, ce­bu­la, pory, ko­per wło­ski, ko­per ogro­do­wy

ziem­nia­ki

bób, ka­pu­sta, ka­la­fior, bruk­sel­ka, bro­ku­ły, ka­la­re­pa, chrzan, szpi­nak, mię­ta, ru­mia­nek, na­stur­cje, ak­sa­mit­ki

po­mi­do­ry, dy­nia, se­ler, sło­necz­nik

sa­ła­ta

ko­per, ko­per wło­ski, ka­pu­sta, bro­ku­ły, ka­la­fior, bruk­sel­ka, ka­la­re­pa, mar­chew, mię­ta, bu­ra­ki, po­mi­do­ry

pie­trusz­ka, se­ler

pie­trusz­ka

ko­per ogro­do­wy, ko­per wło­ski, ce­bu­la, czo­snek, pory

sa­ła­ty, se­ler

To ta­be­la wa­rzyw pod­sta­wo­wych. Ge­ne­ral­nie trzy­ma­my się za­sa­dy, że wa­rzy­wa ko­rze­nio­we od­dzie­la­my li­ścia­sty­mi, nie sa­dzi­my obok sie­bie wa­rzyw z jed­nej ro­dzi­ny, np. bruk­sel­ki obok ka­pu­sty, po­mi­do­rów obok ziem­nia­ków. Mi­ni­ma­li­zu­je­my wów­czas ry­zy­ko prze­cho­dze­nia z jed­nych ro­ślin na dru­gie szkod­ni­ków i cho­rób grzy­bo­wych.

Pło­do­zmian

Pa­mię­ta­cie z lek­cji hi­sto­rii opo­wieść o trój­po­lów­ce? W cza­sach "przed­opry­sko­wych", kie­dy upra­wia­ją­cy zie­mię chło­pi chcie­li uzy­skać lep­sze plo­ny, sto­so­wa­li wła­śnie tzw. trój­po­lów­kę, czy­li dzie­li­li pole na trzy czę­ści. Na jed­nej sia­li je­den ga­tu­nek zbo­ża, na dru­gim upra­wia­li co in­ne­go, a trze­cia część od­po­czy­wa­ła. Dzię­ki temu gle­ba nie wy­ja­ła­wia­ła się, na­stę­pu­ją­ce po so­bie w ko­lej­nych la­tach ro­śli­ny ko­rzy­sta­ły na tym i plo­ny były ob­fi­te. Po­dob­ną za­sa­dę sto­su­je­my w ogro­dzie. To wła­śnie pło­do­zmian. Nie jest tak pro­sty, jak w przy­pad­ku pola po­dzie­lo­ne­go na trzy czę­ści. My dzie­li­my nasz ogród wa­rzyw­ny na grząd­ki i pla­nu­je­my, ja­kie ro­śli­ny wy­sie­je­my i po­sa­dzi­my. Aby za­pro­jek­to­wać ogród wa­rzyw­ny pra­wi­dło­wo, po­win­ni­śmy znać po­szcze­gól­ne gru­py upra­wia­nych wa­rzyw i ich wy­ma­ga­nia.

Więk­szość wa­rzyw lubi gle­by o neu­tral­nym pH, czy­li w gra­ni­cach 6-7, ży­zne i prze­pusz­czal­ne. Przy­go­to­wa­li­śmy zie­mię na grząd­kach, ko­rzy­sta­jąc z na­tu­ral­nych na­wo­zów. Te­raz, kie­ru­jąc się za­sa­da­mi upra­wy współ­rzęd­nej, mo­że­my za­cząć pla­no­wać wy­siew od­po­wied­nich grup wa­rzyw. Ce­lo­wo uży­wam okre­śle­nia "gru­pa", bo nie za­wsze na tych sa­mych grząd­kach będą ro­sły ro­śli­ny z tej sa­mej ro­dzi­ny sys­te­ma­tycz­nej.

Wa­rzy­wa ko­rze­nio­we

Na­le­żą do nich wszyst­kie te, któ­rych ko­rze­nie i bul­wy sta­no­wią na­sze zbio­ry. Będą to za­tem: pie­trusz­ka, mar­chew­ka, pa­ster­nak, ziem­nia­ki, bu­ra­ki, skor­zo­ne­ra, sal­se­fia, rze­pa. Bo­ta­nicz­nie na­le­żą do róż­nych ro­dzin, ale łą­czy je jed­no - zja­da­my te czę­ści ro­ślin, któ­re ro­sną pod zie­mią. Wy­ma­ga­ją lek­kiej, próch­ni­czej, peł­nej skład­ni­ków po­kar­mo­wych gle­by. Wa­rzy­wa ko­rze­nio­we sa­dzi­my na grząd­kach po ka­pust­nych.

Wa­rzy­wa ka­pust­ne

W tym przy­pad­ku jest ła­twiej, bo więk­szość z nich fak­tycz­nie na­le­ży do tej sa­mej ro­dzi­ny. To oczy­wi­ście wszyst­kie od­mia­ny ka­pu­sty, ka­la­fior, bro­ku­ły, bruk­sel­ka, musz­tar­dow­ce (re­we­la­cyj­ne do sa­ła­tek i mro­zo­od­por­ne wa­rzy­wo), ka­la­re­pa, jar­muż, rzod­kiew­ka. Też lu­bią gle­bę ży­zną, do­brze na­wie­zio­ną kom­po­stem i gno­jów­ką z po­krzy­wy, ale po­trze­bu­ją dużo azo­tu w gle­bie, więc ła­twiej im bę­dzie, je­śli w ko­lej­nym roku po­sa­dzi­my je na grząd­ce po ro­śli­nach strącz­ko­wych. Pa­mię­taj­cie, że ka­pust­ne po­trze­bu­ją w okre­sie wzro­stu dużo świa­tła. W miej­scu za­cie­nio­nym będą wiot­kie i nad­mier­nie wy­bu­ja­łe. Je­dy­nie ka­la­fior nie prze­pa­da za bez­po­śred­nim na­sło­necz­nie­niem, od któ­re­go żółk­nie.

Wa­rzy­wa strącz­ko­we

Czy­li groch, fa­so­la, bób. Na­le­żą do bo­ta­nicz­nej ro­dzi­ny bo­bo­wa­tych, zwa­nych też mo­tyl­ko­wy­mi, z uwa­gi na kształt kwia­tów. Wy­kształ­ca­ją głę­bo­ki układ ko­rze­nio­wy i moc­no roz­ro­śnię­te ko­rze­nie bro­daw­ko­wa­te. To za­słu­ga sym­bio­zy tych ro­ślin z bak­te­ria­mi bro­daw­ko­wy­mi wy­stę­pu­ją­cy­mi w gle­bie. Dzię­ki tej współ­pra­cy wszyst­kie mo­tyl­ko­we po­bie­ra­ją wol­ny azot z po­wie­trza i ma­ga­zy­nu­ją go w ko­rze­niach. Po zbio­rze war­to zo­sta­wić reszt­ki na grząd­ce, by roz­ło­ży­ły się do na­stęp­ne­go se­zo­nu, a na miej­scu po nich wy­siać wła­śnie wa­rzy­wa ka­pust­ne, któ­re tego azo­tu szcze­gól­nie po­trze­bu­ją. Po­nie­waż ro­śli­ny strącz­ko­we są zdol­ne do sa­mo­dziel­ne­go po­bie­ra­nia azo­tu, mo­że­my sa­dzić je na grząd­kach po żar­łocz­nych wa­rzy­wach ko­rze­nio­wych.

Po­zo­sta­łe wa­rzy­wa nie mają tak ja­sno spre­cy­zo­wa­nych pre­fe­ren­cji. Mo­że­my je siać zgod­nie z za­sa­da­mi upra­wy współ­rzęd­nej, na za­go­nach po do­wol­nej gru­pie ro­ślin. Waż­ne, żeby nie wy­sie­wać ich co roku w tym sa­mym miej­scu.

Je­że­li ma­cie taką moż­li­wość, na wszyst­kich grząd­kach po zbio­rach wcze­snych wa­rzyw, ze­bra­nych do koń­ca sierp­nia, war­to wy­siać jako po­plon np. fa­ce­lię, któ­ra też na­le­ży do ro­ślin mo­tyl­ko­wych i po­zo­sta­wio­na na grząd­kach do wio­sny roz­ło­ży się, za­opa­tru­jąc gle­bę w skład­ni­ki od­żyw­cze oraz bez­cen­ny azot.

Pło­do­zmian w pi­guł­ce

I rok: ko­rze­nio­we - II rok: strącz­ko­we - III rok: ka­pust­ne - IV rok: wszyst­kie inne. I za­czy­na­my od po­cząt­ku.

Pod­nie­sio­ne za­go­ny wa­rzyw­ne

Pod­wyż­szo­ne grząd­ki z za­pro­jek­to­wa­nym sta­ran­nie przez nas pod­ło­żem sta­no­wią bar­dzo wy­god­ną al­ter­na­ty­wę dla za­go­nów tra­dy­cyj­nych, gdzie sie­je­my wa­rzy­wa lub sa­dzi­my pod­ro­śnię­te sa­dzon­ki. Grząd­ki wznie­sio­ne, dzię­ki przy­go­to­wa­ne­mu od­po­wied­nio pod­ło­żu i ściół­ko­wa­niu, wy­ma­ga­ją zde­cy­do­wa­nie mniej pod­le­wa­nia, nie trze­ba ich co roku prze­ko­py­wać, a upra­wa współ­rzęd­na i sto­so­wa­ny pło­do­zmian po­zwa­la­ją zre­du­ko­wać pra­ce przy nich do mi­ni­mum. Naj­częst­sze są grząd­ki two­rzo­ne w zro­bio­nych spe­cjal­nie skrzy­niach, wy­peł­nio­nych pod­ło­żem. Ten typ jest szcze­gól­nie po­pu­lar­ny w An­glii, gdzie, jak wia­do­mo, ogrod­nic­two to "sport na­ro­do­wy". Dużo ła­twiej­sze do zro­bie­nia i tań­sze są tzw. za­go­ny wa­ło­we, któ­re two­rzy­my, ukła­da­jąc war­stwa­mi po­szcze­gól­ne ele­men­ty pod­ło­ża.

Za­go­ny wa­ło­we

Pro­jek­to­wa­nie wa­rzyw­ni­ka w ten spo­sób jest cha­rak­te­ry­stycz­ne dla ogro­dów per­ma­kul­tu­ro­wych. Po­sia­da­nie za­go­nów wa­ło­wych nie ozna­cza jed­nak, że mamy ogród per­ma­kul­tu­ro­wy. Per­ma­kul­tu­ra jest po­ję­ciem dużo bar­dziej zło­żo­nym, a ogród per­ma­kul­tu­ro­wy sta­no­wi pew­ną ca­łość - ra­dzą­cy so­bie, na­tu­ral­ny, eko­lo­gicz­ny eko­sys­tem. To za­gad­nie­nie na od­dziel­ną ob­szer­ną pu­bli­ka­cję. My, mó­wiąc o za­go­nach wa­ło­wych, wpro­wa­dza­my do na­tu­ral­ne­go ogro­du tyl­ko je­den z ele­men­tów per­ma­kul­tu­ry. Dla­cze­go war­to za­dać so­bie trud i stwo­rzyć ta­kie grząd­ki? Przede wszyst­kim oszczę­dzą nam pra­cy i za­bie­gów przy ro­śli­nach w przy­szło­ści, ła­twiej bę­dzie ochro­nić upra­wy przed kre­ta­mi, nor­ni­ca­mi i kar­czow­ni­ka­mi. W su­chych la­tach, a su­sza to ostat­ni­mi cza­sy prze­kleń­stwo ogrod­ni­ków i rol­ni­ków, dzię­ki od­po­wied­nim war­stwom pod­ło­ża i ściół­ko­wa­niu, ro­śli­ny ra­dzą so­bie nie­mal bez pod­le­wa­nia. Za­tem - do dzie­ła.

Je­śli cho­dzi o wy­mia­ry, to naj­waż­niej­sza jest sze­ro­kość - po­win­na wy­no­sić 140-150 cm. Dzię­ki temu bez tru­du z każ­dej stro­ny bę­dzie­my w sta­nie do­się­gnąć do środ­ka. Po­szcze­gól­ne za­go­ny od­dzie­la­my wy­god­ny­mi ścież­ka­mi. Wy­so­kość za­zwy­czaj nie prze­kra­cza 50 cm. Tyle zaj­mu­ją po­szcze­gól­ne war­stwy.

Nie mu­si­my usu­wać pierw­szej, za­chwasz­czo­nej war­stwy zie­mi. Wy­zna­cza­my za po­mo­cą pa­ty­ków i sznur­ka za­rys grząd­ki i wy­kła­da­my całą jej po­wierzch­nię gru­bym kar­to­nem. Po­łóż­my na­wet dwie war­stwy. Dzię­ki temu przy­kry­te chwa­sty nie mają szans prze­bić się do po­wierzch­ni. Na to kła­dzie­my mniej lub bar­dziej sta­ran­nie ści­słą krat­kę z do­syć gru­bych ga­łę­zi. To za­bez­pie­cze­nie przed nor­ni­ca­mi, kre­ta­mi i kar­czow­ni­ka­mi. Moż­na oczy­wi­ście po­ło­żyć siat­kę pla­sti­ko­wą, ja jed­nak nie lu­bię pla­sti­ku w ogro­dzie, uwa­żam, że do na­tu­ral­ne­go ogro­du po pro­stu nie pa­su­je i nie chcę, by czą­stecz­ki pla­sti­ku zna­la­zły się w gle­bie. Na krat­kę wy­sy­pu­je­my świe­ży lub prze­kom­po­sto­wa­ny obor­nik. Ro­śli­ny nie będą mia­ły bez­po­śred­nie­go kon­tak­tu ze świe­żym obor­ni­kiem, więc nie po­pa­li ko­rze­ni, a zwięk­szy cie­pło w grząd­ce. Na obor­nik sy­pie­my war­stwę sło­my lub ze­szło­rocz­nych li­ści (za wy­jąt­kiem li­ści dębu i orze­cha wło­skie­go). Oczy­wi­ście, eli­mi­nu­je­my też li­ście ska­żo­ne cho­ro­ba­mi grzy­bo­wy­mi. Tę su­chą war­stwę może sta­no­wić też mie­sza­ni­na pod­su­szo­nej, ścię­tej tra­wy i resz­tek z zie­lo­nych czę­ści ro­ślin, mogą to być roz­dro­bio­ne zręb­ki, ale nie z drzew igla­stych. Te­raz wy­sy­pu­je­my już gru­bą war­stwę zie­mi kom­po­sto­wej. To po­karm dla na­szych ro­ślin. Może to być tak­że zie­mia ogro­do­wa wy­mie­sza­na z bo­ga­tym kom­po­stem lub z do­brze prze­kom­po­sto­wa­nym obor­ni­kiem. Na wierzch zno­wu sy­pie­my war­stwę sło­my. To ściół­ka. Dzię­ki temu nie będą na na­szych za­go­nach ro­sły chwa­sty. Tak przy­go­to­wa­ne grząd­ki ob­fi­cie pod­le­wa­my. Bez­po­śred­nio w ściół­kę mo­że­my wy­sa­dzić, dy­nię, ogór­ki, cu­ki­nie. Ja ro­bię do­łek w ściół­ce, do­sy­pu­ję tam zie­mi i wy­sie­wam na­sio­na w tak przy­go­to­wa­nym miej­scu. Oczy­wi­ście, pla­nu­jąc na­sa­dze­nia i wy­siew, sto­su­je­my za­sa­dy upra­wy współ­rzęd­nej. Moż­na rów­nież "po­sza­leć" i zro­bić grząd­ki nie­jed­no­rod­ne, wów­czas na jed­nej wy­sie­wa­my lu­bią­ce swo­je to­wa­rzy­stwo wa­rzy­wa, zio­ła i kwia­ty. Wy­glą­da to bar­dzo ma­low­ni­czo, a ro­śli­ny, nie ro­snąc w mo­no­kul­tu­rze, są mniej na­ra­żo­ne na cho­ro­by i szkod­ni­ki, wła­ści­we dla po­szcze­gól­nych ga­tun­ków.

Grząd­ki pod­nie­sio­ne, skrzyn­ko­we

Ta me­to­da pro­wa­dze­nia ogro­du wa­rzyw­ne­go do­sko­na­le spraw­dza się za­rów­no w du­żych ogro­dach na­tu­ral­nych, jak i w ogród­kach miej­skich i pod­miej­skich, a na­wet na bal­ko­nach i ta­ra­sach. Pierw­szy krok to bu­do­wa skrzyń pod upra­wy. Naj­trwal­sze będą skrzy­nie mu­ro­wa­ne. Czas ich się nie­mal nie ima i zbu­do­wa­ne raz, prze­trwa­ją lata, bez in­ge­ren­cji z na­szej stro­ny. Do­brym, lecz zde­cy­do­wa­nie mniej trwa­łym ma­te­ria­łem jest drew­no. Drew­nia­ne skrzy­nie z twar­de­go drew­na, na przy­kład z dębu, prze­trwa­ją bez pro­ble­mu kil­ka lat. Je­że­li nie za­mie­rza­my prze­no­sić grzą­dek, kon­struk­cję wzmoc­ni umo­co­wa­nie jej do za­be­to­no­wa­nych na sta­łe w grun­cie na­roż­nych ką­tow­ni­ków. Do ką­tow­ni­ków przy­krę­ca­my od­po­wied­niej dłu­go­ści de­ski. Ży­wot­ność de­sek prze­dłu­ży wy­bi­cie ich od we­wnątrz fo­lią ogrod­ni­czą. Je­śli nie chce­my two­rzyć w ogro­dzie sta­łych, be­to­no­wych kon­struk­cji, ką­tow­ni­ki za­ko­pu­je­my w grun­cie, ro­biąc wo­kół nich dre­naż z ka­mie­ni lub żwi­ru - za­po­bie­gnie to gro­ma­dze­niu się wody i prze­dłu­ży ży­wot drew­nia­nych ele­men­tów kon­struk­cji. Tak za­mo­co­wa­ną w grun­cie skrzy­nię bez pro­ble­mów mo­że­my prze­nieść w na­stęp­nym se­zo­nie na inne miej­sce. Naj­tań­sza wer­sja to skrzyn­ki zbi­te z pa­let. Ich trwa­łość rzad­ko kie­dy prze­kra­cza trzy lata. W tym przy­pad­ku zde­cy­do­wa­nie war­to za­bez­pie­czyć je od we­wnątrz gru­bą fo­lią.

Skrzy­nie bu­do­wa­ne na grun­cie nie mu­szą mieć dna - pod­ło­że wy­kła­da­my gru­bą war­stwą kar­to­nu, na kar­ton da­je­my ga­łę­zie (po­dob­nie jak w za­go­nach wa­ło­wych), po­tem prze­kom­po­sto­wa­ny obor­nik, sło­ma i gru­ba war­stwa do­brej zie­mi. Tu­taj rów­nież war­to sto­so­wać ściół­ko­wa­nie, któ­re za­po­bie­ga wzro­sto­wi chwa­stów i wy­su­sze­niu gle­by. Grząd­ki skrzyn­ko­we są też trud­niej­sze do zdo­by­cia dla śli­ma­ków. Z mo­je­go do­świad­cze­nia wy­ni­ka, że je­że­li mamy pro­ble­my z in­wa­zją śli­ma­ków, sło­ma się nie spraw­dzi. Wy­ściół­kuj­my wów­czas gru­bym żwi­rem lub kar­to­nem.

Po­dob­nie jak w przy­pad­ku za­go­nów wa­ło­wych, opty­mal­na sze­ro­kość skrzyń to 140-150 cm, a wy­so­kość oko­ło 60 cm. Nie trze­ba się wów­czas schy­lać i moż­na wy­god­nie oprzeć się o kra­wę­dzie przy pra­cach pie­lę­gna­cyj­nych i zbio­rze. Wy­siew oczy­wi­ście zgod­nie z za­sa­da­mi upra­wy współ­rzęd­nej i pło­do­zmia­nem.

Wy­siew na­sion

Na­sio­na wy­sie­wa­my zgod­nie z in­for­ma­cją umiesz­czo­ną na opa­ko­wa­niu. War­to za­ło­żyć so­bie "ze­szyt ogro­do­wy", w któ­rym ry­su­je­my (mniej lub bar­dziej uda­nie) plan na­sa­dzeń, pro­jek­tu­je­my ra­ba­ty, za­pi­su­je­my pra­ce wy­ko­ny­wa­ne w ogro­dzie. Dzię­ki temu, je­śli ze­chce­my pod ko­niec se­zo­nu ze­brać na­sio­na, aby w przy­szłym roku mieć wła­sne - bę­dzie­my wie­dzieć, kie­dy i gdzie sia­li­śmy daną od­mia­nę. Nie­któ­re wa­rzy­wa wy­sie­wa­my wprost do grun­tu. Wów­czas cze­ka­my na w mia­rę cie­płe dni. Zie­mia musi zdą­żyć się na­grzać, żeby na­sio­na mo­gły wy­kieł­ko­wać. Sie­je­my zgod­nie z ka­len­da­rzem księ­ży­co­wym. Nie, to nie prze­sąd. Z prak­ty­ki ogrod­ni­czej wy­ni­ka, że na­sio­na szyb­ciej kieł­ku­ją, kie­dy księ­ży­ca przy­by­wa. Za­wsze po wy­sia­niu grząd­ki na­le­ży pod­lać, ale uwa­ga - roz­pro­szo­nym stru­mie­niem wody, żeby nie na­ru­szyć miejsc, gdzie sia­li­śmy. Zbio­ry przy­spie­szy wcze­śniej­szy wy­siew na roz­sa­dy. Ide­al­nie by­ło­by mieć szklar­nię. Nie mamy? Szy­ku­je­my miej­sca na pa­ra­pe­tach i pod­sta­wio­nych pod okna sto­li­kach. Sie­je­my nie wcze­śniej niż w mar­cu. Po pro­stu musi już być spo­ro słoń­ca, ina­czej de­li­kat­ne siew­ki po wy­kieł­ko­wa­niu będą się wy­cią­gać do świa­tła. Wy­ro­sną cien­kie i de­li­kat­ne. Pod wy­siew zie­mia musi być lek­ka, prze­pusz­czal­na. Zie­mię kom­po­sto­wą war­to wy­mie­szać z drob­nym żwir­kiem lub pia­skiem. Nie opła­ca się ku­po­wać pla­sti­ko­wych pa­le­tek do wy­sie­wu. Są bar­dzo nie­trwa­łe, pę­ka­ją, nie spraw­dza­ją się w prak­ty­ce. Moż­na ku­pić małe do­nicz­ki lub pa­le­ty pa­pie­ro­we. Ale po co ku­po­wać? Dla sie­wek o de­li­kat­nym, ale roz­le­głym sys­te­mie ko­rze­nio­wym do­sko­na­łe są pa­le­ty do ja­jek. Z kar­to­nu. Zbie­ra­my je cały rok, wio­sną będą jak zna­lazł. Dla ro­ślin o głęb­szych ko­rze­niach spraw­dzą się pa­pie­ro­we rur­ki po pa­pie­rze to­a­le­to­wym. Sie­ję w nich strącz­ko­we i ka­pust­ne. Sto­su­jąc ta­kie roz­wią­za­nia, uni­ka­my ry­zy­ka uszko­dze­nia sys­te­mu ko­rze­nio­we­go przy wy­sa­dza­niu do grun­tu. Sa­dzi­my ra­zem z kar­to­nem - roz­ło­ży się. Po­dob­nie ro­bi­my z roz­sa­da­mi z pa­let do ja­jek. Dzie­li­my pa­le­ty i każ­dą ro­śli­nę sa­dzi­my ra­zem z czę­ścią, w któ­rej wy­ro­sła. Pa­mię­taj­my, że roz­sa­dy wraż­li­we na mróz wy­sa­dza­my do grun­tu do­pie­ro w maju, a do­kład­nie po tzw. zim­nych ogrod­ni­kach i zim­nej Zo­ś­ce. Zim­ni ogrod­ni­cy to św. Pan­kra­cy, św. Ser­wa­cy i św. Bo­ni­fa­cy. Imie­ni­ny tych pa­tro­nów przy­pa­da­ją ko­lej­no 12, 13 i 14 maja. Zo­fia ob­cho­dzi swo­je świę­to 15 maja. Do­pie­ro po tej da­cie pra­wie nie ma ry­zy­ka noc­nych przy­mroz­ków.

Do­brym miej­scem do wy­sie­wu na­sion na roz­sa­dy są też in­spek­ty, czy­li drew­nia­ne po­jem­ni­ki, skie­ro­wa­ne w stro­nę słoń­ca, pod­wyż­szo­ne w tyl­nej czę­ści i niż­sze z przo­du, przy­kry­te szkłem w ra­mach. Naj­lep­sze pod­ło­że do in­spek­tów two­rzy dany na dno świe­ży obor­nik, nad nim war­stwa sło­my i do­pie­ro na to war­stwa zie­mi pod wy­siew - prze­pusz­czal­nej, naj­le­piej kom­po­sto­wej zmie­sza­nej z pia­skiem lub drob­nym żwi­rem. Świe­ży obor­nik za­pew­nia cie­pło od stro­ny pod­ło­ża, a prze­szkle­nia cie­pło od góry. Na noc in­spek­ty za­my­ka­my, na dzień lek­ko uchy­la­my, a w ostat­nich dwóch ty­go­dniach przed wy­sa­dze­niem do grun­tu, je­śli po­go­da na to po­zwa­la i nie jest bar­dzo zim­no, zo­sta­wia­my je na dzień sze­ro­ko otwar­te. Roz­sa­dy przed wy­sa­dze­niem mu­szą przy­zwy­cza­ić się do chło­du i trze­ba je po pro­stu za­har­to­wać. Do­ty­czy to wszyst­kich roz­sad, nie­za­leż­nie od tego, gdzie je upra­wia­li­śmy.

.

.

.

...(fragment)...

Całość dostępna w wersji pełnej

Wstęp

W Po­rad­ni­ku go­spo­dy­ni wiej­skiej wy­da­nym w 1946 roku i wzna­wia­nym kil­ka­krot­nie w za­wrot­nych na­kła­dach 50 tys. eg­zem­pla­rzy zna­la­zły się wska­zów­ki do­ty­czą­ce pro­wa­dze­nia go­spo­dar­stwa wiej­skie­go, upra­wy ogro­du, ho­dow­li zwie­rząt, licz­ne prze­pi­sy na prze­two­ry, po­ra­dy, w jaki spo­sób prze­cho­wy­wać ze­bra­ne plo­ny. Były tam tak­że in­for­ma­cje o zio­łach, nie­zbęd­nych dla zdro­wia ro­dzi­ny, wska­zów­ki do­ty­czą­ce zdro­wia i udzie­la­nia pierw­szej po­mo­cy. Waż­ne miej­sce za­ję­ły po­ra­dy zwią­za­ne z na­uką szy­cia, ro­bie­niem na dru­tach czy szy­deł­ku. Jed­nym sło­wem - peł­na sa­mo­wy­star­czal­ność. Ta wie­dza z bie­giem cza­su nie­mal za­ni­kła. Wy­da­wa­ła się ar­cha­icz­na i nie­po­trzeb­na.

Pa­mię­taj­my jed­nak, że wów­czas mia­sta wy­glą­da­ły ina­czej. Przy wie­lu ka­mie­ni­cach i do­mach były ogród­ki, w któ­rych lu­dzie mo­gli upra­wiać wa­rzy­wa. Czę­sto sta­ły tam nie­wiel­kie bu­dyn­ki go­spo­dar­cze, a w nich, na wła­sne po­trze­by, ho­do­wa­no tucz­ni­ki, kró­li­ki, drób. Pa­mię­tam, że jesz­cze w cza­sach mo­je­go dzie­ciń­stwa (jak to mó­wią, póź­ny Gie­rek) na ty­łach wie­lo­ro­dzin­nych do­mów przy uli­cy Brze­skiej w El­blą­gu funk­cjo­no­wa­ły ogród­ki. Mój dzia­dek za­wsze trzy­mał tam parę kur, czę­sto go­ści­ła też do­brze trak­to­wa­na świ­nia, są­siad miał kró­li­ki, a dzie­cia­ki... raj. Oczy­wi­ście, głów­ną przy­czy­ną były pro­ble­my z za­opa­trze­niem i przy­zwy­cza­je­nia lu­dzi, któ­rzy któ­rzy ze wsi prze­no­si­li się do miast. Po­mni ży­cio­wych za­wi­ro­wań, chcie­li być sa­mo­wy­star­czal­ni. Te­raz w daw­nych ogród­kach sto­ją ga­ra­że... I wy­da­wa­ło się, że w do­bie do­stęp­no­ści wszyst­kich pro­duk­tów wy­twa­rza­nie wła­snej żyw­no­ści to za­mierz­chłe cza­sy. A jed­nak w tym sza­leń­czo pę­dzą­cym świe­cie obu­dzi­ła się w nas po­trze­ba po­wro­tu do na­tu­ral­nie pro­du­ko­wa­nej żyw­no­ści. Zdro­wej, eko­lo­gicz­nej i wła­snej. Co­raz wię­cej osób chce dą­żyć tak­że do sa­mo­wy­star­czal­no­ści i mieć pew­ność, że to, co jemy, co da­je­my na­szym dzie­ciom i ro­dzi­nie, jest peł­no­war­to­ścio­wym po­ży­wie­niem.

Je­śli miesz­ka­cie na wsi, bę­dzie wam ła­twiej. Na­wet je­że­li do tej pory nie upra­wia­li­ście ogro­du użyt­ko­we­go, za­wsze moż­na za­cząć to ro­bić. Je­że­li miesz­ka­cie w mie­ście i ma­cie choć­by ka­wa­łe­czek do­stęp­nej zie­mi - też nic nie stoi na prze­szko­dzie. A może war­to po­roz­ma­wiać z za­rzą­da­mi spół­dziel­ni i wspól­not miesz­ka­nio­wych, by ta­kie miej­sca wy­dzie­lić i wró­cić do idei ogro­dów spo­łecz­nych? Wspól­ne "zra­sta­nie się z mat­ką zie­mią" to fan­ta­stycz­ny spo­sób na in­te­gra­cję. Ma­cie tyl­ko bal­ko­ny? - wszyst­ko przed wami. Na bal­ko­nie moż­na urzą­dzić mi­nio­gród wa­rzyw­ny w skrzyn­kach i za­sto­so­wać pod­ło­że wła­ści­we dla upraw per­ma­kul­tu­ro­wych. Na­sta­wić wła­sny kom­post, zro­bić na­tu­ral­ne, ro­ślin­ne środ­ki ochro­ny ro­ślin, za­wsze mieć do­stęp do świe­żych ziół i przy­naj­mniej nie­któ­rych wa­rzyw. W wor­kach uda­je się upra­wa ziem­nia­ków. Pa­ra­pe­ty dają mniej opcji, ale i tam moż­na prze­cież wy­siać do­bro­czyn­ne zio­ła, pie­trusz­kę, mar­chew­kę, po­mi­do­ry kok­taj­lo­we. A może sys­tem do­nic mon­to­wa­nych na ścia­nie? Po­wierzch­nia upraw nam się wów­czas zwięk­szy.

Na­stęp­ny te­mat to wła­sne prze­two­ry. Daw­niej w każ­dym domu sta­ła ba­te­ria sło­ików, w któ­rych cze­ka­ły na swo­ją ko­lej bu­racz­ki, fa­sol­ka, mar­chew­ka z grosz­kiem, ogór­ki w róż­nych sma­kach, dże­my, po­wi­dła, ki­szon­ki. W ostat­nich la­tach zwy­kli­śmy wszyst­ko ku­po­wać. Oczy­wi­ście, nie­jed­na go­spo­dy­ni (to bar­dzo nie­fe­mi­ni­stycz­ne sło­wo, ale do­praw­dy, chy­ba je­dy­ne wła­ści­we...) na­dal z ra­do­ścią la­tem i je­sie­nią za­mie­nia­ła kuch­nię w prze­twór­nię owo­ców i wa­rzyw, z ogrom­ną fraj­dą wy­cza­ro­wu­jąc sma­ko­wi­to­ści peł­ne wi­ta­min, cza­sa­mi przy­go­to­wu­jąc tyle sło­ików, że spo­koj­nie da­ło­by się wy­kar­mić przez rok ro­dzi­nę oraz bliż­szych i dal­szych są­sia­dów. War­to wró­cić do tego zwy­cza­ju.

Ko­lej­ną nie­zwy­kle waż­ną umie­jęt­no­ścią jest pie­cze­nie wła­sne­go chle­ba. Za­kwas chle­bo­wy to do­bro­dziej­stwo, za­wie­ra za­rów­no dzi­kie droż­dże, jak też zdro­we bak­te­rie kwa­su mle­ko­we­go, mo­że­my go zro­bić sami, pie­lę­gno­wać, a z cza­sem bę­dzie co­raz moc­niej­szy i lep­szy. Mój ma już nie­mal 20 lat. Dzię­ki pro­wa­dzo­nym prze­ze mnie warsz­ta­tom wy­pie­ku chle­ba na za­kwa­sie roz­szedł się po ca­łej Pol­sce. Na za­kwa­sie mo­że­my upiec każ­dy ro­dzaj pie­czy­wa. Trze­ba się tyl­ko tego na­uczyć. Po­dob­nie jest z na­bia­łem. Przed laty w do­mach ro­bi­ło się twa­ro­gi, sery pod­puszcz­ko­we, wła­sne ma­sło. My naj­czę­ściej po pro­stu ku­pu­je­my je w skle­pie. A moż­na zro­bić sa­me­mu. Taki ser czy ma­sło sma­ku­ją o wie­le le­piej i są dużo zdrow­sze, a przede wszyst­kim na­sze. Sa­mo­dziel­nie mo­że­my tak­że ro­bić ulu­bio­ne wę­dli­ny. Cho­ciaż przy­znam się, że wciąż mi sła­bo, gdy przy­po­mnę so­bie wszech­obec­ny za­pach wę­dzo­nek snu­ją­cy się po ca­łym domu, gdy na­sta­wał czas świ­nio­bi­cia. Moi dziad­ko­wie mię­so za­wsze prze­ra­bia­li ra­zem z są­sia­da­mi, dzie­ląc się nim. Po­tem są­sie­dzi ro­bi­li to samo. Ale ten za­pach prze­śla­do­wał mnie la­ta­mi i na­dal, nie­chęt­nie ro­bię wę­dli­ny - jest to do­me­na mo­ich męża i szwa­gra. Inna spra­wa, że smak wła­snych, do­mo­wych wę­dlin jest nie­po­rów­ny­wal­nie lep­szy od skle­po­wych i kto raz po­sta­no­wi zmie­rzyć się z tym za­da­niem, nie­chęt­nie wró­ci po za­pa­ko­wa­ne w pla­sti­ki wę­dzon­ki.

No do­brze, po­wie­cie, ale co ma zro­bić miesz­ka­niec mia­sta, któ­ry nie ma na­wet bal­ko­nu, a chciał­by jeść pro­duk­ty zdro­we i na­tu­ral­ne? A może by tak po­szu­kać w oko­li­cy rol­ni­ka? Mia­sta nie leżą prze­cież na pu­sty­ni. Już w ich gra­ni­cach ad­mi­ni­stra­cyj­nych za­czy­na się świat pól upraw­nych, sa­dów i ogro­dów. Dzi­siej­si rol­ni­cy to lu­dzie no­wo­cze­śni. Uwierz­cie mi, wiem, co mó­wię. Od 11 lat miesz­kam na wsi. Wszy­scy moi są­sie­dzi mają in­ter­net, są obec­ni na plat­for­mach spo­łecz­no­ścio­wych i moż­na się z nimi skon­tak­to­wać tą dro­gą. War­to więc po­szu­kać, po­py­tać, czy któ­ryś z go­spo­da­rzy nie udo­stęp­nił­by ka­wał­ka zie­mi pod upra­wę ogro­du. Albo do­ga­dać się, że to u nie­go bę­dzie­cie ku­po­wać. Czę­sto na wsi zo­sta­ją sa­mot­ni star­si lu­dzie, któ­rzy z ra­do­ścią po­dzie­lą się z wami zie­mią czy plo­na­mi, w za­mian za po­moc w go­spo­dar­stwie. Je­śli wo­li­cie bar­dziej współ­cze­sne roz­wią­za­nia, po­szu­kaj­cie lo­kal­nych ko­ope­ra­tyw spo­żyw­czych, spół­dziel­ni pro­du­cen­tów rol­nych, zaj­rzyj­cie na Fa­ce­bo­oka i zer­k­nij­cie na gru­py o tej te­ma­ty­ce. Na przy­kład na gru­pie Wiej­ski ry­nek - sprze­daż pło­dów rol­nych i pro­duk­tów spo­żyw­czych www.fa­ce­bo­ok.com/gro­ups/wiej­ski­ry­nek, znaj­dzie­cie bez­po­śred­nie kon­tak­ty do rol­ni­ków. Moż­na wejść na stro­ny Głów­ne­go In­spek­to­ra­tu We­te­ry­na­rii i zna­leźć tam ad­re­sy naj­bliż­szych pro­du­cen­tów żyw­no­ści od­zwie­rzę­cej, w tym na­bia­łu, ja­jek, ho­dow­ców ryb itp. (www.we­tgiw.gov.pl/han­del-eks­port-im­port/li­sty-za­kla­dow). Pro­du­cen­tów żyw­no­ści ro­ślin­nej szu­ka­my na stro­nach Głów­ne­go In­spek­to­ra­tu Sa­ni­tar­ne­go pod lin­kiem po­wia­do­mie­nia.gis.gov.pl.

Wie­cie już gdzie i jak szu­kać. Wie­cie, jaką dro­gą pójść, by mieć wła­sną żyw­ność. Za­tem do dzie­ła.