Niepisany testament
"[...] All your smiles and all your ways
Will stay with me for all my days [...]"[1]
Regretfully Yours, Smolik/Kev Fox feat. Y (Bokka)
Kiedy ukończyłam 18 lat, od mamy dostałam piękny grawerowany złoty pierścionek z zielonym malachitem. Stanowił skromną, acz wartościową część jej rodowej biżuterii. Większość swoich skarbów zamierzała początkowo przekazać mojemu potencjalnemu dziecku. Kiedy lata mijały i mama zaczęła godzić się z tym, że wnuka raczej nie doczeka, rodowe skarby przekazała w całości mnie. Złoto zostawiłam w ukryciu na czarną godzinę, natomiast amerykańskie dolary, które zarobiła w młodości, wymieniłam po korzystnym kursie na złotówki. Jako jedyna dziedziczka rodziców, po ojcu w przyszłości miałam oczywiście przejąć też dom i wszystkie hektary pól ornych oraz połacie lasów. Na razie wiodłam jednak żywot wiejskiego parobka, bez praw do czegokolwiek.
Jeżeli chodzi o niematerialną stronę, najwięcej odziedziczyłam chyba po babce ze strony mamy. Zarówno z charakteru, jak i wyglądu, jestem wierną kopią babci, choć nad czym niezmiernie ubolewam, nie dostałam w genach jej alabastrowej cery. Babcia dożyła mojej osiemnastki i przez ten czas, zdążyłam przeżyć w jej towarzystwie wiele fantastycznych wakacji, w trakcie których przekazała mi sporo życiowych mądrości i prawd, które ukształtowały mój charakter i sposób postrzegania świata oraz ludzi. Babcia urodziła się w Szwecji i choć przeżyła tam tylko kilka pierwszych lat swojego życia, zawsze była z tego faktu dumna. Podobnie jak z wskazującej na obce pochodzenie - literki v w jej imieniu - Eva. Pogmatwane rodzinne losy, bez pytania o zgodę, rzuciły ją do Polski, z której już nigdy nie wyjechała. Wiem, że tęskniła za krajem swojego dzieciństwa. Jawił się on w jej pamięci jak utracony raj. Patrząc na mnie, mawiała czasem, że mam typowe skandynawskie oczy i że jest to mój największy atut, który powinnam podkreślać. Mieszanina szwedzkich wspomnień oraz szlacheckie pochodzenie i dosyć pokrętna osobowość ze szczyptą złośliwości, a także odrobiną zawiedzionych życiowych nadziei, tworzyła z babki trudną do zdefiniowania indywidualność. Babcia Eva była nieokreślona, przyziemna i nieprzyziemna zarazem. Fascynująca, zabawna i nietuzinkowa. To ona zakorzeniła we mnie indywidualizm i chęć podążania własną ścieżką. W roli babci idealna, choć we wspomnieniach mojej mamy, dzieciństwo u jej boku przybierało czasem dziwne formy. Babcia nie była matką opiekuńczą. Dawała dużo wolności swoim dzieciom i oczekiwała, że powinny od małego uczyć się samodzielnego radzenia z życiem. Czasem z własnej przekory do życia i jego realiów, stawała w poprzek utartym zwyczajom czy stawianym przez otoczenie wymogom. Nie zawsze spotykało się to ze zrozumieniem jej własnych dzieci. Moja mama nigdy nie zapomniała jej czerwonych pantofelków, w których musiała wystąpić podczas I Komunii Świętej.- Dla twojej babki to był manifest, a ja czułam się jak bocian. Ona musiała zawsze zrobić coś po swojemu, tak żeby było inaczej. Kiedy nauczycielka kazała przynieść białe płótno na lekcje, matka kupiła mi belę szarego. Jak trzeba było ubrać się w białą bluzkę, ona kupowała granatową. Kiedy zaczęłam dorastać, matka zamiast przeprowadzić ze mną normalną rozmowę, tłumaczyła tylko, że trzeba uważać.. Nawet święta w jej wykonaniu musiały być inne. Musieliśmy jeść kleik ryżowy i te jej śmierdzące surströmming[2] - powtarzała z żalem. Babka nie była idealną matką. Ale nie była też złą. Jako człowiek, miała w sobie siłę życia i pomimo jego trudów, lubiła to życie do końca. A ja lubiłam ją i jej opowieści, doprawione smakiem obowiązkowego świątecznego ryżowego deseru, którego tak bardzo nie lubiła w dzieciństwie moja matka. Najszczęśliwsze chwile w moim życiu, to chyba zimowe wieczory w jej drewnianym domu z małymi oknami, na których mróz malował piękne bajkowe wzory. Pamiętam do dzisiaj, jak opowiadała wtedy historię garbka na swoim nosie, który zawdzięczała niemieckiemu żołnierzowi. Jeden z Niemców stacjonujących w czasie II wojny światowej we wsi, w której mieszkała wraz z rodzicami, polecił jej pewnego dnia umyć garnek po obiedzie. Kiedy nieprzywykła do zmywania nastolatka, wymyła tłusty garnek w zimnej wodzie, niezadowolony żołnierz uderzył ją garnkiem w nos. Nad babcią czuwała jednak sprawiedliwość. Niecny występek żołdaka, zauważył jego przełożony. Porządny Niemiec, lubiący dzieci (nawet te polskie) wymierzył swojemu podwładnemu karę. Od tego momentu, żołdak patrzył na babcię spod oka i złorzeczył pod nosem, nazywając ją mianem polnisch schwein, jednak więcej jej nie tknął. Garbek na nosie pozostał i przypominał babce o czasach wojennych oraz trudach powojennej rzeczywistości, kiedy to po śmierci swojego ojca musiała nagle z wychuchanego dziecka szybko dorosnąć i stać się samodzielną, młodą kobietą. Lubiłam słuchać jej histori rodem z PRLowskiej wsi i barwnych opisów szaleństw porywczego dziadka. Zaśmiewałam się do łez, kiedy opowiadała o przygodzie w lesie, podczas której zbierający drewno na opał - babcia z dziadkiem zostali ostrzelani przez myśliwych. Słysząc zbliżające się strzały, zaczęli uciekać. Biegnąc, stracili się z oczu, a babcia zgubiła się w lesie i potem przez całą dobę nie potrafiła odnaleźć drogi do domu. Dziadek przez ten czas szalał w domu i wykrzykiwał do swojej teściowej, że szlachciankę zabili. Kiedy jednak wróciła, naśmiewał się z niej, że koło domu była i domu szukała. Całe ich groteskowe pożycie małżeńskie w ustach babki urastało rozmiarami do dobrej komedii. Wzajemne dogryzania i uszczypliwości, wojny podjazdowe i będące na porządku dziennym wybuchy zazdrości mogłyby posłużyć jako inspiracja dla niejednego scenarzysty. Bo jak się nie uśmiechnąć, gdy na komentarz dziadka - Lepsze mi się trafiały w piątek niż ty w niedzielę, babcia usłużnie przypominała, że przecież poznali się właśnie w piątek. - Zresztą, jak się nie podobałam, to po co mnie brałeś? - pytała, na co dziadek odpowiadał - Bo myślałem, że Cię zmienię. Nie zmienił i nie potrafił zaakceptować jej taką, jaką była. A była nie dla wszystkich. Podobnie jak ja, twierdziła, że nie była piękna, ale zgrabna. W przeciwieństwie do mnie powodzenie u mężczyzn jednak miała. - Nie to ładne co ładne, ale co się komu spodoba - mawiała czasem. Ciekawe, co by powiedziała na tę moją niekończącą się samotność. W tej materii wyznawała ideę złotego środka. Sprawiała wrażenie niezależnej, ale nie była też wyemancypowaną feministką, która facetów ma gdzieś. Uważała, że męża należy mieć (- przynajmniej przez jakiś czas). W kwestii małżeństw, moja matka wydawała się być bardziej liberalna. Zawsze powtarzała mi, że jeżeli mam wyjść za byle kogo, tylko po to, żeby być czyjąś żoną, to lepiej żebym żyła sama. To jej zawdzięczam najbardziej wartościową lekcję w postaci umiejętności szukania poczucia własnej wartości w sobie samej. Wpoiła mi, że męskie opinie nie powinny budować kobiecej oceny na własny temat, a męskie oczy nie są najrzetelniejszym lustrem, w którym należy się przeglądać. Poradziła też, by nie brać męskich słów na poważnie, ani za młodu, ani na starość, ponieważ - Mężczyźni kłamią kiedy w młodości mówią, że jesteś piękna. I kłamią, kiedy po latach twierdzą, że jesteś brzydka.
All I want for Christmas...
"[...] I won't ask for much this Christmas
I don't even wish for snow
I'm just gonna keep on waiting [...]"[1]
All I want fo Christmas is you, Mariah Carey
Grudzień. Ostatni miesiąc roku, który podobnie jak poprzednie, mija bez historii. W stacjach muzycznych i sklepowych głośnikach, królują jak zawsze o tej porze, świąteczne piosenki. George Michael i jego przewrotne, bo przecież wcale nieświąteczne Last Christmas, ogłasza nachalnie, że to już czas Bożego Narodzenia. Zawsze wolałam Mariah Carey. Teraz też, razem z nią nucę pod nosem, że wszystko czego chcę na święta to ty... Choć w tym roku, owo ty jest niezmaterializowane i niekonkretne. Moje serce i myśli są puste i jałowe, ale bardzo stęsknione za kimś, kto odmieniłby choć na chwilę kolory codzienności. Na razie, muszą mi wystarczyć rozpraszające szarość, barwy porozwieszanych dookoła ozdób i lampeczek. Choinki i migoczące światełka, brzuchate Mikołaje, szaleństwo zakupów i cała ta świąteczna atmosfera wymuszonego poczucia szczęścia. Cały świat jakby wrzeszczy do mnie - Uśmiechnij się! Idą święta! A ja z posępną miną, stoję w opozycji i zastanawiam się po co udawać? Dlaczego mam odgrywać coroczny teatrzyk? Męczy mnie ten świąteczny przymus bycia szczęśliwym. Czy to Boże Narodzenie coś zmieni? Czy pierwszy raz bądź ostatni ubiorę choinkę, zjem karpia i zaśpiewam parę kolęd w Wigilijny wieczór? Dlaczego mam udawać, że jest dobrze, skoro nie jest? Zupełnie nie pasuję do tej grudniowej aury. I wcale nie należę do tych, którzy zarzekają się, że nienawidzą świąt. Ja je nawet lubię. Tylko nie wpisuję się w ten pęd zbędnych przygotowań, fałszywych uśmiechów i wymuszonego hołdowania niezrozumiałym tradycjom i obyczajom.
Krótkie zimowe dni mijają w jakimś szaleńczym pośpiechu. Odliczanie wsteczne nabiera tempa i świąteczna gorączka przybiera na sile. Słońce świeci radośnie, a temperatura przypomina bardziej Wielkanoc. Mnie to odpowiada, ale ludzie dookoła wyczekują śniegu. Niektórzy twierdzą nawet, że Boże Narodzenie bez trzaskającego mrozu to nie Boże Narodzenie. Nie rozumiem tego sentymentu do białych, mroźnych świąt. Najchętniej wyjechałabym na te ostatnie dni roku w jakieś ciepłe miejsce i spędziła je na plaży, pod palmami. Taka Cicha noc w akompaniamencie szumu oceanu byłaby świetna. Tymczasem przysłuchuję się życzeniom tych wszystkich pobożnych katolików, dla których kwintesencją świąt są po prostu bigos, pierogi, ścięty świerk i prezenty. Śmieszy mnie cała ta obłudna obyczajowość i przywiązanie do nic nie znaczących symboli. Kiedy pytam kogoś jaki związek z narodzinami Jezusa ma śnieg, 12 potraw czy choinka, widzę pełne wyrzutów zdziwienie. - No co ty?! Przecież to cała magia świąt... Wyobrażasz sobie Boże Narodzenie bez tego wszystkiego? Co to za święta? No właśnie wyobrażam sobie... Jakie byłyby święta bez tych dodatków? Myślę, że normalne. Może bardziej duchowe, z sensem... Może nie skupiając się na kreowaniu sztucznej atmosfery, ludzie bardziej wczuliby się w prawdziwą historię narodzin Jezusa, który przecież nie przyszedł na świat w igloo przy minus 35, nie jadł kiszonej kapusty z grzybami i nie dekorował iglastych drzewek.
[1] 50 chłopców, 50 kłamstw, 50 zmian zdań
[2] Jesteś cholernie wyjątkowa
[3] Ale ja jestem czubkiem, jestem dziwakiem
[4] Chciałbym mieć więcej czas żeby próbować
[5] Wielkie ekrany, plastikowe sny Powiedz, że tego nie chcesz
[6] Ile kosztuje jedna noc?
[7] Opera w Oslo zlokalizowana na brzegu Oslofjord.
[8] Po studiach?
[9] Ech, Polacy...
[10] Norweska kawalerka.
[11] Ulica Karla Johana.
[12] Polacy
[13] Wyluzuj. Ty jesteś świetna!
[1] Dlaczego nie zostaniesz?
[2] Nie bądź taka sztywna.
[3] Wiem.
[4] Więc dlaczego jesteście razem?
[5] Może to jest wygodne dla nas obojga...Nie wiem...
[6] Więc...to nie jest prawdziwa miłość?
[7] Prawdziwa miłość nie istnieje. Jest tylko zwierzęcy popęd seksualny.
[8] A ja wierzę.
[9] Zakochałaś się w nim...
[10] Więc go bierz.
[11] Wyjść za piłkarza, zajść w ciążę, a potem tylko zakupy i zabawa przez resztę życia.
[12] A jaki jest twój horoskop?
[13] Artur niedługo wyjeżdża.
[14] Nie chcesz się do niego przyłączyć?
[15] Poczekaj... Vekt to Waga... Gode znaczy dobry, ale
[16] Bo masz złe podejście do życia.
[17] W samotną noc, kto może z tobą porozmawiać? Kto otrze łzy złamanego serca?
[18] Umierająca nadzieja w mieście obcych
[1] Często się zdarza, że koniec i początek mają takie samo znaczenie
[2] Duńska kanapka.
[3] Ta ulica jest niebezpieczna. Nie idź.
[4] Strefy no go to obszary w szwedzkich miastach, które opanowane przez niezasymilowane grupy imigrantów, charakteryzują się większą przestępczością. Policja oficjalnie odradza zapuszczanie się w te rejony.
[5] Jesteś pewna? Nie chcesz zostać? Naprawdę Sztokholm jest dobrym miejscem. Jesteś inteligentna i możesz tutaj wiele osiągnąć.
[6] Więc co zamierzasz robić w Tbilisi?
[7] To ich strata.
[8] Nie ważne. Lubię tę pracę tutaj.
[9] Do widzenia.
[10] Szczęść Boże.
[11] Nie wiem dlaczego, po prostu nie odlecisz daleko
[1] W dni powszednie nigdy nie mogę wygrać
[2] Spodnie i spódnice
[3] Ludzie
[4] Dziewczyną, którą kochasz.
[5] Proste rzeczy gdzie odeszłyście Robię się starszy i potrzebuje czegoś, na czym mógłbym polegać
[6] Gdybym miał więcej pieniędzy...
[7] Gdybym nie miał pieniedzy... Gdyby mój tata nie był bogaty...
[8] Jestem szczęśliwy gdy leżę i nie mam nic do robienia.
[9] Kamień, latawiec, gniazdo.
[10] Czy to jest gniazdo? Tak, to jest gniazdo.
[11] W ubiegłym roku żałowałem tego samego
[12] To typowe dla ciebie Stanie na zewnatrz w ulewnym deszczu
[13] Jesteś martwa.
[1] W prostym świecie, nie ma potrzeby pytać dlaczego Nic się nie zmieni - ludzie przechodzą obok
[2] Nie mówię po norwesku - Więc skąd jesteś?
[3] Mieszkałaś tu? - Nie, ale mój przyjaciel tu mieszka - Jesteś z Polski? - Tak. Wyglądam jak typowy Polak?
[4] Noc polarna w Troms? trwa od 27.11 do 19.01, dzień polarny od 19.05 do 27.07.
[5] Mieszkasz w Oslo?
[6] Dlaczego tak uważasz?
[7] Mówisz z dialektem z Oslo.
[8] Mieszkałam tam przez kilka miesięcy.
[9] Powinnaś poszukać tu pracy. Potrzebujemy tutaj więcej takich.
[10] Dlaczego pytasz?
[11] Nie zapomnij. Dzisiaj wieczorem istnieją duże szanse, żeby zobaczyć zorzę polarną.