Opowiadałem ci, że byłem raz u wróżki?
Nie. Mogę nagrywać?
Możesz. To było w 1999 roku w Gdańsku. Poszedłem dla towarzystwa, ze znajomą, która była umówiona i zapytała, czy też chciałbym pójść. Zgodziłem się, bo jestem ciekaw różnych doświadczeń. Wróżka rozłożyła karty tarota i powiedziała: "Mam nadzieję, że pana koleżanka wybaczy, ale zajmie nam to trochę więcej czasu". Nie pamiętam szczegółowo, co mówiła na podstawie tych kart, ale nie było to ostatnie takie doświadczenie w moim życiu.
Drugie miałem dziesięć lat temu, gdy mieszkałem w Tajlandii. Któregoś dnia wybrałem się w Lamai na wyspie Koh Samui do mnicha, z którym zresztą później się zaprzyjaźniłem, żeby zrobić sobie tatuaż-amulet, Sak Yant1. Odbywa się to podczas specjalnej ceremonii, nawet ostatnio znalazłem zrobione wtedy zdjęcie - ja ze złotą głową słonia na głowie. Wszystko zaczęło się od rozmowy: podałem swoją datę urodzenia i powiedziałem, czym się zajmuję. Mnich w tym czasie wertował swoje książki, szukał w nich czegoś. Potem powiedział o moich zaletach i słabych stronach. Te ostatnie przedstawił delikatnie. Na przykład ja bym powiedział komuś, że jest naiwny, on - że zbytnio ufa ludziom. To bardzo azjatyckie, jeśli można tak powiedzieć, bo Tajowie rozmawiają ze sobą tak, aby nie sprawić nikomu przykrości. Następnie mnich zapytał, czego mi w życiu brakuje: pieniędzy, miłości, sukcesu, zdrowia... Według tych wskazówek i na podstawie własnych obserwacji wybiera tatuaż. Zaczyna od wykonania rytualnego tatuażu u nasady karku, takiego samego dla każdego. Dopiero w drugiej kolejności robi tatuaż indywidualnie dobrany dla danej osoby - większy na plecach. Samo tatuowanie trwa krótko, około trzech kwadransów, ale ze wszystkimi ceremoniami cztery godziny.
Zarówno wróżka w Gdańsku, jak i mnich w Tajlandii powiedzieli mi to samo, chociaż innymi słowami. Ona - że urodziłem się pod kartą Świat, dlatego ciągle mnie nosi i ciągle czegoś szukam, czasem na własną zgubę. Natomiast on - że moim żywiołem jest powietrze i dlatego tak mnie nosi; dobrze by było, abym znalazł coś lub kogoś, kto mnie przytrzyma, żebym nie odleciał.
Wziąłeś sobie to do serca?
Nie, ale rzeczywiście przyznaję, że taki jestem. Na dodatek dobrze mi z tym, choć zdaję sobie sprawę, że mojemu otoczeniu niekoniecznie. Ostatecznie powinienem przejmować się przede wszystkim sobą.
Egoista - tak to brzmi.
Dlaczego egoista? Czy robię tym komuś krzywdę?
Być może.
Halo, Aldona! Gdyby każdy zadbał o siebie, wszystkim żyłoby się lepiej.
Zrozum jedną rzecz: jeśli ty nie jesteś szczęśliwa, to nikomu nie dasz szczęścia.
Z tym akurat się zgadzam.
No właśnie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki