Sakura - Martin Gora

Kup ebooka

40.38 zł
33.52 zł (34,32 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ 1

Przyjazd

Nabrał powietrza i wypuścił. Wolno. Musiał się skupić. Odetchnął raz jeszcze i przewrócił pierwszą stronę. Był tam symbol drzewa odciśnięty w tuszu. Wiedział, że użyto do tego pieczątki wykonanej z bardzo twardego i przesiąkniętego nienawiścią materiału. Wiedział też, że tusz został wzbogacony ludzką krwią. Z odrazą zbliżył nos i powąchał. Nagle przed oczyma zawirowały obrazy, zapachy i słowa, dziwne i odległe. Piękne i straszne.

Drzewo płakało. Gęstymi od słodyczy, karminowymi łzami. Nie zdarzało się to często, niemniej zawsze było odzwierciedleniem nadmiaru cierpienia. Czara goryczy przelewała się raz na setki lat, krwawe słońce wschodziło nad hebanowe konary przyprószone obficie białymi jak śnieg kwiatami. Sad śpiewał żałobną pieśń, a z gałęzi i pni spływały wolno soczyste krople. W powietrzu unosił się równie ciężki odór martwych ciał, wylanej hektolitrami krwi i bezsensownego cierpienia.

Ten dzień był jednak inny, szczególny dla wszystkiego co od wieków wzrastało pod gorącym, tropikalnie drgającym nieboskłonem. W tym dniu sad wycięto do gołej ziemi, pozostałe korzenie wypalono na popiół i zalano betonem. Drewno jednak przetrwało. Wbrew autorom tak dramatycznej i bezwzględnej w skutkach rzezi. Przetrwało, wyschnięte na wiór i głodne... tak niewyobrażalnie bardzo głodne soków, które pewnego dnia sprawiłyby, że nawet najdelikatniejsze gałązki znowu zakwitną niewinną bielą.

***

Łódź przekroczyła linię wiatru. Gdzieś nad nimi zaskrzeczało jeziorne ptactwo. Wiatr niosący drobinki wilgoci osiadał zwiewną mgiełką na skórze i ubraniach. Żagiel załopotał gwałtownie, po czym napiął się sztywno, wypełniony wiatrem. Jacht mknął coraz szybciej ku przeciwległemu brzegowi. Za sterem siedział chłopak o azjatyckich rysach, którego oczy przysłaniały pasma ciemnych włosów. Uśmiechnął się. Już sama jego bliskość sprawiała, że robiło się jej ciepło. coraz cieplej. I niekoniecznie tam, gdzie by sobie teraz tego życzyła.

- Chcesz spróbować? - spytał po polsku.

- Dobrze ci idzie - odparła i odchyliła się ku wodzie z krawędzi burty, na której siedziała - Może jeszcze coś zepsuję?

Opuszkami palców połaskotała umykającą taflę jeziora. Jej ostatnie słowa były podszyte wyraźnie wyczuwalną drwiną. Uśmiechnęła się niewinnie i zamrugała tymi swoimi szmaragdowymi oczyma. Efektu dopełniały kruczoczarne loki wijące się wokół jej bladej twarzyczki. Nieraz jej wspominał, że ma "kocie oczy", a więc takie, którym nie wolno ufać. Ona za to odgryzała się, że on ma tak czarne, jak jego serce. Chłopak odsunął ster i jacht odpadł od linii wiatru. Dziewczyna z wyczuciem poluzowała fał grota i foka, a łódź pomknęła nieco szybciej ku otwartej przestrzeni zalewu Zegrzyńskiego.

- Lubisz to, co? - mruknęła.

- Pozwala oderwać się od wszystkiego wokół - odpowiedział - problemów i niezadanych pytań, po prostu odpłynąć myślami gdzieś daleko.

- Coś w tym jest. I mniejsze ryzyko wypadku, niż przy jeździe motorem?

Jęknął:

- Jesteś straszna Kasia-san! Mówiłem, że to tajemnica!

- Przecież jesteśmy tu sami! My i to jezioro... - zatoczyła ruch dłonią - Kto może nas tu usłyszeć?

Spojrzał w górę robiąc obłąkaną minę:

- Może duchy przodków?

Kaśka parsknęła:

- Serio, w to wierzycie? Że zmarli są tu z nami?

Hiro spoważniał: