Saga rodu Le Penów - Kacper Kita

-
Proszę czekać

Wstęp

Od 1984 do 2024

Po Europie krąży widmo - widmo populizmu. Wszystkie potęgi Starej Europy połączyły się dla świętej nagonki przeciw temu widmu - papież i Komisja Europejska, Merkel i Macron, francuscy celebryci i niemieccy finansiści.

Gdzie jest taka partia opozycyjna, która by nie była uznana za populistyczną przez swych przeciwników będących u władzy? Gdzie jest taka partia opozycyjna, która by nie wysuwała wzajemnie piętnującego zarzutu flirtu z populizmem zarówno bardziej od siebie patriotycznym bądź dowartościowującym lud przedstawicielom opozycji, jak i swoim liberalno-lewicowym konkurentom?

Dwojaki wniosek wypływa z tego faktu.

Po pierwsze, populizm jest już przez wszystkie potęgi europejskie uznany za potęgę.

Po drugie, czas już wreszcie, aby polscy Czytelnicy poznali fakty na temat historii, poglądów, celów i dążeń zachodnioeuropejskich populistów. Bajce o widmie populizmu należy przeciwstawić fakty odnośnie do najpopularniejszej partii populistycznej na Starym Kontynencie, jednocześnie wyjątkowo zdemonizowanej i zmitologizowanej. Wszyscy słyszeli o Le Penach - zwłaszcza o Jean-Marie Le Penie, wieloletnim przywódcy Frontu Narodowego, oraz jego córce Marine, przywódczyni największej partii opozycyjnej, która z każdymi kolejnymi wyborami jest coraz bliżej Pałacu Elizejskiego. Zazwyczaj jednak przede wszystkim ogólnikowe hasła - że są to ekstremiści, radykałowie, faszyści i antysemici, którzy i tak nigdy nie dojdą do władzy, bo na końcu wszyscy się przeciwko nim zjednoczą.

Rzeczywiście, Front długo był skutecznie trzymany za kordonem sanitarnym. Prezydent i posłowie są we Francji wybierani w jednomandatowych okręgach wyborczych w dwóch turach, co ma eliminować skrajności (system stworzony przez de Gaulle'a, by osłabić komunistów). Partia zrobiła jednak pod wodzą Marine Le Pen wyraźny progres. Gdy córka przejmowała ją z rąk ojca w styczniu 2011 roku, miała dokładnie zero posłów. Jean-Marie raz wszedł do drugiej tury wyborów prezydenckich, gdzie dostał niemiłosierny łomot - zaledwie 17,8% wobec 82,2% dla Jacques'a Chiraca.

Dziś sytuacja jest już jednak zupełnie inna. Marine w ostatnich wyborach prezydenckich przekroczyła już granicę 40%. Następnie jej partia była w stanie wprowadzić aż 89 posłów - czyli w aż 89 JOW-ach to jej kandydaci zwyciężyli w drugich turach. Obecnie według sondaży Zjednoczenie Narodowe (Rassemblement National, RN) może liczyć na 29-33% poparcia w nadchodzących wyborach do PE wobec 15-19% dla Odrodzenia Macrona. W 2019 roku lepeniści wygrali, ale z minimalną przewagą 23,3 do 22,4%.

Co więcej, równolegle 6-8% według sondaży powinna uzyskać lista Rekonkwisty, przyjmująca jeszcze wyraźniej antyimigrancką oraz bardziej konserwatywną linię programową. Przywódcą Rekonkwisty pozostaje jej twórca, pisarz Éric Zemmour, który w 2022 roku zajął czwarte miejsce w wyborach prezydenckich z 7,1% i któremu poświęciłem wcześniejszą książkę [Zemmour. Prorok franscuskiej rekonkwisty - przyp. red.]. Wiceprezesem i liderem listy Rekonkwisty do PE jest zaś Marion Maréchal (dawniej Maréchal-Le Pen) - siostrzenica Marine i wnuczka Jeana-Marie. Nowy przewodniczący Zjednoczenia - de facto numer dwa po Marine - to z kolei Jordan Bardella, prywatnie związany od kilku lat z Nolwenn Olivier, inną wnuczką Jeana-Marie i siostrzenicą Marine (kuzynką Marion). Kolejne pokolenia rodziny Le Pen odgrywają dużą rolę w polityce, nawet jeśli nie zawsze idą tymi samymi drogami. W zorientowaniu się w złożonym świecie relacji osobistych i politycznych Czytelnikowi pomoże załączone drzewo genealogiczne.

W nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego "skrajna prawica" może zatem we Francji pierwszy raz przekroczyć łącznie nawet 40%. Sama Marine Le Pen w sondażach prezydenckich zdobywa między 30 a 36% (a do tego 6-8% ma stale Zemmour). Jej zwycięstwo w wyścigu do Pałacu Elizejskiego wiosną 2027 roku nie jest więc niemożliwe. W lutym bieżącego roku opublikowano pierwszy sondaż dotyczący drugiej tury wyborów prezydenckich od poprzedniej elekcji z 2022 roku. Le Pen, w zależności od rywala, uzyskiwała w nim 51% w starciu z premierem Attalem, 50% z byłym premierem Philippe'em (alternatywnym kandydatem obozu Macrona) oraz 64% z przywódcą lewicy Mélenchonem. W kolejnym w kwietniu uzyskała już 53% z Attalem i 51% z Philippe'em. Według badań także w Zgromadzeniu Narodowym partia Le Pen mogłaby zbliżyć się do samodzielnej większości, zwyciężając w od 243 do 305 JOW-ach (większość to 289).

Książka ta nie będzie jednak dotyczyła samej Marine. Nie da się zrozumieć, kim jest Marine Le Pen, bez zrozumienia, kim jest i był jej ojciec - Diabeł Republiki - w którego cieniu potencjalna pani prezydent urodziła się, wychowała i żyje. Przedstawię tu kontrowersyjną rodzinę Le Penów w sposób rzetelny, bez demonizacji, ale i bez lukru. Każdy będzie mógł wyrobić sobie własne zdanie na podstawie dużej liczby zebranych tu faktów, do tej pory niedostępnych polskiemu Czytelnikowi.

Wyniki Frontu/Zjednoczenia Narodowego od przejęcia partii przez Marine Le Pen

Wybory prezydenckie

Liczba posłów

Punkt wyjścia

16,86% w I turze i 17,79% w II (maksimum z 2002 r.)

0 (1999-2012)

2012

17,9% w I turze, 3. miejsce

2

2017

21,3% w I turze i 33,9% w II

8

2022

23,15% w I turze i 41,5% w II

89

Wszystko to jest ważne tym bardziej, że znajdujemy się w momencie przesilenia w skali Europy. W czerwcu odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, po których uformowana zostanie nowa Komisja. Z jednej strony widzimy pęd do daleko idącej centralizacji Unii Europejskiej i ogromnej redukcji kompetencji państw członkowskich. Z drugiej jednak rosnące poparcie dla ugrupowań kontestujących ten kurs, podnoszących hasła suwerenności państw narodowych oraz zwiększenia kontroli obywateli nad decyzjami politycznymi. Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Holandia, Austria, Portugalia, Szwecja, Finlandia - wszędzie partie nazywane populistycznymi, narodowo-populistycznymi lub "skrajnie prawicowymi" są na fali wznoszącej. Wszędzie są silniejsze i bliższe władzy niż dekadę temu. W niektórych państwach już w niej partycypują, w innych będą miały to na szansę w nieodległej przyszłości.

Pod koniec obecnej dekady być może będziemy żyć w europejskim superpaństwie, w którym obywatele i poszczególne narody mają mocno ograniczony wpływ na kluczowe decyzje. A może jednak będziemy obserwować destabilizację i rozkład obecnego systemu partyjno-politycznego, jeśli władzę w czołowych stolicach przejmą ci słynni populiści. Obecnie zaś w obu wiodących państwach UE - w Niemczech i we Francji - owe "populistyczne" i "skrajnie prawicowe" partie mają wyraźnie wyższe poparcie niż rządzące SPD kanclerza Scholza oraz Odrodzenie prezydenta Macrona. Alternatywa dla Niemiec jest drugą najpopularniejszą partią w największym państwie UE, Zjednoczenie Narodowe najpopularniejszą w drugim największym.

Jeszcze niedawno wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, a Europa podąża w jasnym kierunku. Przez długie dziesięciolecia po II wojnie światowej w europejskiej polityce dominowały chadecja i socjaldemokracja. Ich stopniowe zlewanie się w jeden obóz personifikowała Angela Merkel, która dwanaście z szesnastu lat rządziła w ramach "wielkiej koalicji" CDU/CSU i SPD. U szczytu potęgi pani kanclerz, na początku 2012 roku Europejska Partia Ludowa rządziła jednocześnie Niemcami, Francją i Hiszpanią oraz współrządziła Włochami, miała też swoich szefów Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego.

Dokładnie dziesięć lat temu, na początku 2014 roku, w czterech największych krajach obecnej UE partie zaliczane do nurtu narodowo-populistycznego miały 30 posłów na 2188 - zaledwie 1,4% całości. Dwadzieścioro siedmioro, czyli 90% z nich, we Włoszech, gdzie Liga Północna miała 18 mandatów, a Bracia Włosi 9. We Francji Front Narodowy miał dwoje posłów - Marion Maréchal-Le Pen i Gilberta Collarda, do których możemy doliczyć Jacques'a Bomparda, byłego lepenistę, który wystartował z własnego komitetu. W Niemczech i w Hiszpanii posłów było zero - od dekad w parlamencie nie było sił na prawo od eurochadecji, CDU/CSU i Partido Popular. Raczkujące, dopiero co założone AfD i Vox nie były w stanie przekroczyć progu. Minęła tylko dekada, ale Europy Merkel już nie ma. W tych samych czterech krajach te same partie mają już 389 mandatów na 2063, czyli 18,9% całości - czternastokrotny wzrost w dziesięć lat.

Nieprzypadkowo wstęp ten zacząłem od trawestacji słynnego Manifestu komunistycznego, wydanego przez Karola Marksa w burzliwym roku 1848. Wtedy Europę ogarnęła Wiosna Ludów i narodowo-demokratyczny bunt przeciw staremu porządkowi opanowanemu przez arystokrację. Dziś coraz częściej mówi się o "nowej wiośnie ludów", buncie narodów Europy przeciwko nowej demoliberalnej arystokracji, reprezentujących interesy wielkiego kapitału i organizacji międzynarodowych, dominującej w mediach i sądownictwie. Kiedyś arystokracja swoją pozycję legitymizowała religią chrześcijańską, dziś robi to religią praw człowieka - zarówno wtedy, jak i obecnie przedstawiając się jako niezbędni strażnicy ładu.

Zjednoczenie Narodowe to zaś prawdopodobnie najsilniejsza na ten moment partia wpisująca się w nurt narodowo-populistyczny w Europie Zachodniej. Podobnie wysokie (choć nieco niższe) poparcie mają jedynie Bracia Włosi, którym poświęciłem swoją poprzednią książkę. Jego historia zawiera w sobie jak w soczewce zasadnicze spory toczące współczesną prawicę zachodnią. Czy obecne podziały należy postrzegać rzeczywiście w kategoriach walki ruchów narodowo-populistycznych z liberalno-progresywną międzynarodową elitą? Patriotów i globalistów, zakorzenionych i wykorzenionych? A może przeciwnie, lepiej nie wrzucać wszystkich bogatych do jednego worka i trzymać się starych kategorii rywalizacji prawicy i lewicy? Jaki powinno się mieć stosunek do kapitalizmu? Czy globalizmowi i towarzyszącym mu lewicowym ideologiom należy sprzeciwiać się z pozycji konserwatywnych czy jakobińskich? Czy postępy islamu w Europie kontestować z pozycji laickich czy konserwatywnych? Jak się odnosić do katolicyzmu i Kościoła? To spory, które na łonie Frontu Narodowego toczono przez dekady, a poszczególni członkowie rodziny Le Pen potrafili się między sobą głęboko różnić. W książce przedstawiam wszystkie punkty widzenia i argumenty. Dylematy te są ważne i aktualne także w dzisiejszej Polsce, więc warto się nad nimi pochylić.

Data tej publikacji nie jest przypadkowa również dlatego, że wiosną 2024 roku przypada okrągłe czterdziestolecie wejścia Frontu Narodowego na pierwszy plan polityki francuskiej. Ruch Jean-Marie Le Pena swoje pierwsze mandaty na poziomie krajowym zebrał bowiem właśnie w wyborach do Parlamentu Europejskiego z 17 czerwca 1984 roku. Przez pierwszą dekadę działalności poparcie dla założonego w 1972 roku Frontu Narodowego oscylowało wokół jednego procenta, a w 1981 roku Le Pen nie był w stanie zebrać wymaganej liczby podpisów i wystartować w wyborach prezydenckich. To właśnie czterdzieści lat temu jego gwiazda wystrzeliła. Front sensacyjnie zdobył 11% głosów i 10 mandatów europoselskich. Wtedy to Le Penowie na stałe wpisali się w krajobraz polityczny nad Sekwaną i Loarą - już zawsze uzyskiwali dwucyfrowe wyniki w wyborach prezydenckich.

Rok 1984 to wreszcie graniczna data w dziejach francuskiej "skrajnej prawicy" - Jean-Marie Le Pen wolałby pewnie powiedzieć "prawicy narodowej", a Marine "obozu narodowego". Czterdzieści lat minęło od upadku państwa Vichy do przebicia się Frontu. Długi cień marszałka Pétaina, kolaboracji i oskarżeń o współudział w Holocauście trzymał przez te cztery dekady na marginesie. Teraz minęło kolejne czterdzieści lat, a lepeniści są pierwszy raz naprawdę blisko władzy.

Podstawowym powodem sukcesu Frontu na początku lat 80. był pierwszy wybuch społecznego niezadowolenia z powodu przybierającej coraz większą skalę pozaeuropejskiej imigracji zarobkowej, w tym pochodzącej z krajów muzułmańskich. Żaden rząd nigdy wprost nie zapytał Francuzów, czy chcą przestać być społeczeństwem jednonarodowościowym, i nie uzyskał dla tego kierunku społecznej akceptacji. Z czasem Francuzi zaczęli dostrzegać znaczącą przemianę swojego kraju wraz z osiedlaniem się setek tysięcy przybyszów z innej cywilizacji oraz problemy w sferze bezpieczeństwa i przestępczości. Swoje zrobiło też zwycięstwo lewicy w 1981 roku po długich rządach centroprawicy - Front zbudował poparcie na hasłach wyrazistej, politycznej i kulturowej kontry wobec nowego rządu. Zarówno kontekst imigracji, jak i niedawnej zmiany władzy jest bardzo aktualny w Polsce roku 2024.

Poza wszystkim historia Le Penów jest po prostu niezwykle barwna, ciekawa i sensacyjna. Znajdziemy tu wszystko - małą wieś i wielkie miasto, oglądane z bliska cztery wojny na trzech różnych kontynentach, podważanie Holocaustu i izraelskie służby, esesmanów i komunistów, koreańską sektę religijną, tradycjonalistów katolickich i neopogan, rosyjską pożyczkę, wielkie pieniądze, komandosów i skoki ze spadochronem, podkładanie bomb, strzelaniny, tajemnicze morderstwa, zaskakujący spadek po przedwcześnie zmarłym milionerze, oskarżenia o stosowanie tortur, celebrytów takich jak Brigitte Bardot i Alain Delon, sesję w "Playboyu", Władimira Putina, Ronalda Reagana, Augusta Pinocheta i Saddama Husajna, a także niezliczone spory frakcyjne, kłótnie rodzinne i romanse. Le Penowie są postaciami kontrowersyjnymi i zmitologizowanymi, a często też nadmiernie szufladkowanymi i spłycanymi. Mało kto wie na przykład, że Jean-Marie Le Pen jako młody poseł przekonywał, że muzułmanie mogą być Francuzami, a Front Narodowy przez lata atakował gaullistów za wystąpienie z zintegrowanego dowództwa NATO i wzywał do powrotu.

Dziękuję wszystkim, dzięki którym ta książka mogła powstać - przede wszystkim mojej Żonie, która jest dla mnie niewyczerpanym źródłem siły i inspiracji, oraz Rafałowi i Justynie, na których mogę zawsze liczyć. Dziękuję Jakubowi Dudkowi, Jędrzejowi Błaszczakowi, Rafałowi Bucy, Sergiuszowi Muszyńskiemu i Krystianowi Pacholikowi, wiernym Czytelnikom i recenzentom moich kolejnych książek. Dziękuję kolegom podobnie jak ja zanurzonym we Francji, z którymi wielokrotnie mogłem rozmawiać na temat jej historii i współczesności - Aleksandrowi Olechowi, Marcinowi Giełzakowi, Antoniemu Stosikowi. Dziękuję Marszałkowi Markowi Jurkowi za cenne uwagi, dzielenie się swoim doświadczeniem i dobre słowo. Dziękuję Panu Bogusławowi Kiernickiemu za otwartość, życzliwość i cierpliwość.

Rozdział I

Mały Bretończyk, który nie został marynarzem

Wszystko zaczęło się prawie sto lat temu w nadmorskiej wiosce Trinité-sur-Mer (dosłownie: Trójca na Morzu). Gdy spojrzymy na mapę Francji i jej granice, nietrudno zauważyć charakterystyczny wystający fragment lądu na północnym zachodzie. To Półwysep Bretoński, który wrasta w Ocean Atlantycki. Trinité-sur-Mer leży w jego południowej części. Dwudziestego ósmego czerwca 1928 roku jednemu z miejscowych rybaków i jego żonie chłopce rodzi się syn. W chacie, w której mieszkają skromnie razem z dwoma innymi rodzinami, nie ma elektryczności, bieżącej wody czy gazu, a funkcję podłogi spełnia ubita ziemia. Dziecko jest gigantyczne - podobno ważyło aż sześć kilogramów. "Nigdy więcej" - miała zadeklarować po porodzie matka, i rzeczywiście chłopiec jest jedynakiem1.

Chłopiec otrzymuje imiona Jean Marie Louis - po ojcu, po Najświętszej Panience i po wujku. Jego dziadkowie od strony ojca nie umieli czytać ani pisać. Nie spodziewali się, że dwa pokolenia później ich potomek będzie czołowym paryskim politykiem, a ich bretońskie nazwisko stanie się znane - choć osławione raczej niż sławne - w całej Europie. "Pen" w lokalnym dialekcie to "głowa". Późniejszy pięciokrotny kandydat na prezydenta chętnie podkreśla, że można to rozumieć również metaforycznie, jako "szef". Le Pen całe życie będzie chciał być głową, słuchaną najlepiej bezwzględnie przez inne członki ciała - czy to rodzinnego, czy politycznego. Uważa się za "naturalnego przywódcę"2.

Charakterystycznego uporu i zadziorności można by doszukać się także u owych niepiśmiennych dziadków. Pierre Le Pen pewnego dnia bez pytania żony o zdanie postanowił kupić za jej oszczędności akcje, które miały mu przynieść zyski. Gdy okazało się, że zainwestował w nierozsądny sposób i w konsekwencji stracił pieniądze, Marie przestała się do niego odzywać. Małżonkowie nie rozmawiali ze sobą przez kolejne dwadzieścia lat życia obok siebie, komunikując się za pośrednictwem dzieci, których mieli pięcioro. Matka przyszłego polityka bezskutecznie prosiła teściową, by pojednała się z Pierre'em, gdy ten umierał. Marie ograniczyła się do wykonania gestu krzyża nad jego zwłokami. W życiu Jeana-Marie i jego rodziny także nie będzie brakowało konfliktów, obrażania się, wieloletniego milczenia i ostatecznego pojednania (lub jego braku).

Mały Jean (nie używa jeszcze drugiego imienia) czuje się związany z ziemią po matce i z lądem po ojcu. "Gdy byłem małym chłopcem, życie było ciężkie, czasem smutne, ale było też piękne i wolne"3. Romantyzuje prosty, ale na swój sposób idylliczny świat swojego wiejskiego dzieciństwa. Z rozczuleniem wspomina katolickie święta i uroczystości (chrzty, pierwsze komunie, śluby), wokół których było zorganizowane życie wiejskiej społeczności i które były "jedyną okazją, żeby najeść się do syta". Zaznacza, że jego Trinité "jest najpierw parafią, a dopiero potem gminą i wspólnotą". Polityk, który drugie imię otrzymał po Matce Bożej, wspomina popularne na jego wsi pieśni religijno-patriotyczne w rodzaju Mario, droga Matko i cytuje wersy:

Strzeż serc FrancuzówWiary dawnych czasówUsłysz z nieba wołanie OjczyznyZawsze katolik i Francuz4.

Le Pen chętnie podkreśla swoje zakorzenienie. "Człowiek nie może się wyabstrahować ze swojej natury - niezależnie od ideologii i rozmaitych -izmów głoszących, że każdy może być, czym chce. Ja wiem o sobie, że jestem produktem konkretnych ziemi, ludu oraz momentu historycznego. Jestem z tego dumny". Lektura Charles'a Maurrasa w dorosłym wieku utwierdziła go w przekonaniu, że ludzie nie rodzą się równi i wolni, ale zależni od swojej rodziny i dziedzictwa - a on ze swojego jest dumny. Filozofuje na temat regionalnej tożsamości, twierdząc, że "Bretończyk jest melancholijny i nieśmiały, ale tłumi w sobie potężny temperament"5. Ów temperament czasem wychodzi na powierzchnię, a wtedy...

Morze, jak sama nazwa wskazuje, jest obok religii centralnym elementem życia mieszkańców Trinité-sur-Mer. Jean Le Pen ojciec, po którym syn otrzymał imię, ma zmotoryzowaną łódź, dzięki czemu on i jego żona mogą sobie pozwolić na nieco więcej wobec swojego dziecka niż inni mieszkańcy. Ma elegancki, "miejski" garnitur, który zakłada w niedzielę do kościoła. Mały Jean uczy się z ojcem czytać gazety już w wieku pięciu lat6, a później rodzice starają się dostarczać mu kolejne, coraz poważniejsze lektury. Chłopiec pochłania Victora Hugo, Stendhala, Balzaca, a zwłaszcza Aleksandra Dumasa z jego Trzema muszkieterami czy Hrabią Monte Christo, których czytał po kilka razy.

Matka, Anne-Marie, pracuje jako krawcowa. Jest bardzo pobożna i zwykle chodzi każdego dnia na Mszę. To z nią mały Jean spędza zdecydowanie więcej czasu - ojciec jest zazwyczaj na morzu. W swoich wspomnieniach polityk przekonuje, że praca na morzu była jeszcze trudniejsza niż ta w kopalni. "Górnik, który skończył swoją czterdziestogodzinną zmianę, miał prawo do dwóch dni odpoczynku, życia rodzinnego, przyjaciół, rozrywek. Marynarz nie znał dnia, nocy, niedzieli ani świąt państwowych". Największą zaletą tego fachu jest jednak w oczach Jeana-Marie niezależność. Jego ojciec w młodości pracował jako chłopiec hotelowy w Paryżu, ale wolał wrócić do rodzinnej wsi i kontynuować pracę własnego ojca, także rybaka. "Było ciężko, było niebezpiecznie, ale był całe życie swoim własnym panem. Był odpowiedzialny tylko przed Bogiem, swoją rodziną i sobą samym. Nie chciał być niczyim sługusem"7.

Jean ojciec swój zawadiacki charakter pokazał już wcześniej, jako trzynastolatek, gdy wraz z wybuchem I wojny światowej postanowił zostać chłopcem okrętowym na żaglowcu kursującym między Wielką Brytanią a Nantes. Gdy statek zostaje storpedowany przez Niemców, Jean zaciąga się do marynarki wojennej. Jako dwudziestolatek bierze udział w prowadzonej przez siły francuskie, brytyjskie i włoskie ewakuacji ze Smyrny greckich cywili, uciekających przed tureckimi siłami Mustafy Kemala8. Po wojnie wraca do rodzinnej wsi, ale zostaje członkiem Narodowego Związku Walczących - organizacji weteranów. W 1935 roku zdobywa także mandat radnego gminy. Wyróżnia się na tle innych mężczyzn unikaniem alkoholu - prawdopodobnie ma złe doświadczenia związane z nadużywaniem trunków przez ojca i kłótniami, a w końcu jego separacją z matką. Jean wspina się po drabinie społecznej wyżej niż Pierre i zamierza wciągnąć jeszcze wyżej swojego syna - dlatego uczy go czytać i chce, żeby mały Jean był pierwszym w rodzinie, który poszedł na studia. Anne-Marie także inwestuje dużo czasu w swojego jedynaka. Będzie później przekonywać innych mieszkańców wsi, że "mój syn pewnego dnia będzie prezydentem"9.

Jean-Marie pisze we wspomnieniach: "Ojciec nie lubił zależeć od kogokolwiek. Pewnego dnia widziałem, jak wyrzuca z powrotem do wody rybę, za którą nie dostał dobrej ceny. Wierzę, że mam w sobie coś z niego". Dokładnie tych samych argumentacji i pojęć Le Pen będzie później używał, mówiąc o swoim samorządzie studenckim, swojej firmie i wreszcie swojej ukochanej partii. Bez ogródek stwierdza: "Zawsze lubiłem być pierwszy, na czele". Front Narodowy traktuje jako swoje dzieło i swoją własność. Będzie wolał pracę na własny rachunek od podporządkowania się komukolwiek w ramach szerszego układu politycznego. Nie będzie chętny do koalicji ani partnerskiej współpracy. Z zazdrością będzie śledził wszystkich potencjalnych konkurentów w ramach Frontu, w tym wybijających się na niepodległość samorządowców, w ostateczności bezlitośnie ich wycinając. Ostatecznie, po wielu dekadach jednoosobowych rządów, cechy te doprowadzą Jeana-Marie do uznania, że jedynie jego dziecko jest godne kontynuacji jego dzieła. Wybierze Marine zamiast któregoś z młodszych towarzyszy broni. Przekaże córce partię, tak jak jego dziadek przekazał rzemiosło rybackie jego ojcu, a ojciec z pomocą dziadka - jemu samemu. Jean syn też był szkolony na rybaka - dziadek bierze go, dziesięciolatka, na morze i uczy obsługi żagli. Przyszły polityk myśli także o połączeniu morza i patriotyzmu z wielkimi przygodami, o których czytał w powieściach podsuwanych przez ojca, poprzez karierę oficera marynarki wojennej.

Mieszkańcy Trinité-sur-Mer nie śledzą zbytnio wielkiej paryskiej polityki. Któregoś dnia jednak upomina się o nich ona sama. Jean-Marie ma jedenaście lat, gdy wybucha II wojna światowa. Wcześniej, tak jak cała Francja, żył w cieniu wspomnień o poprzedniej, "wielkiej wojnie", która mimo ostatecznego zwycięstwa głęboko przetrzebiła cały naród. Także w małym Trinité na dwustu zmobilizowanych w latach 1914-1918 mężczyzn w wieku poborowym sześćdziesięciu siedmiu zginęło, a do tego dochodzą ranni i kalecy. W skali kraju zginęło milion Francuzów, a trzy miliony było rannych. Głęboko odbiło się to na wzroście demograficznym - wiele kobiet nie miało z kim mieć dzieci lub były straumatyzowane pamięcią o zabitych ukochanych. Nie brakuje opinii, że Francja nigdy nie podniosła się mentalnie z tego pyrrusowego zwycięstwa, i wątpliwości, czy ta rzeź miała sens. Jean-Marie pisze, że "kraj mojego dzieciństwa miał za kolor czerń. Wszędzie widywało się kobiety ubrane na czarno - na ulicach, w kościele, na odpustach".

Jean Le Pen ojciec także trafia pod broń w pierwszych dniach września 1939 roku. Tym razem konflikt trwa jednak znacznie krócej. Marszałek Pétain - 84-letni bohater I wojny światowej, cieszący się wówczas powszechnym szacunkiem - otrzymuje w czerwcu 1940 roku stanowisko premiera od prezydenta Lebruna, a następnie zawiera z Niemcami zawieszenie broni (wbrew czarnej legendzie nigdy nie było żadnej "białej flagi" ani kapitulacji). Sporne od wieków Alzacja i Lotaryngia zostają wcielone do III Rzeszy, a reszta Francji podzielona na północno-zachodnią strefę okupowaną przez Niemcy oraz południowo-wschodnie terytorium kontrolowane przez rząd francuski. W lipcu 1940 roku 670 na 907 parlamentarzystów wybranych w roku 1936 zbiera się w Vichy, nowej siedzibie władz. Legalnie, zgodnie z konstytucją III Republiki, zostaje przeprowadzona rewizja ustawy zasadniczej, która przekazuje rządowi Pétaina pełnię władzy oraz zadanie przygotowania "nowej konstytucji Państwa Francuskiego", "gwarantującej prawa pracy, rodziny i ojczyzny". Za jest 357 posłów i 212 senatorów, a przeciw tylko odpowiednio 57 i 23. Warto przy tym zauważyć, że parlament wybrany w 1936 roku należał do najbardziej lewicowych w historii Francji. Równolegle z Londynu Charles de Gaulle - świeżo awansowany, do tej pory nieznany publicznie generał, wiceminister obrony w poprzednim rządzie, który uciekł z Francji, gdy stało się jasne, że Pétain (skądinąd przez wiele lat jego osobisty patron) zawrze zawieszenie broni - zwraca się do Francuzów w kolejnych apelach za pośrednictwem radia BBC. "Przegraliśmy bitwę, ale nie wojnę" - deklaruje i tworzy od zera siły Wolnych Francuzów oraz alternatywny ośrodek władzy na uchodźstwie.

Wyborów między Pétainem a de Gaulle'em dokonywano z bardzo różnych powodów. Wydaje się jednak, że zasadnicze podziały były polityczne, a dopiero w dalszej kolejności ideowe. Tym bardziej że jeden i drugi stworzyli typowe dla posługujących się patriotyczną retoryką wojskowych eklektyczne środowiska. Po pierwsze, chodziło o to, czy lepsze dla Francji w 1940 roku było zawarcie pokoju, a więc wycofanie się z walki i liczenie, że dzięki kolaboracji kraj uniknie "polonizacji", którą straszyli Niemcy, czy jednak kontynuowanie wojny na innych frontach w imię honoru, odzyskania pełnej suwerenności oraz w oparciu o imperium kolonialne. Po drugie, należało wówczas wybrać, kto ma większe szanse na zwycięstwo w wojnie. Trzeba pamiętać, że w 1940 roku nadal neutralne pozostają Stany Zjednoczone, a ZSRR jest niemieckim partnerem. Hitler liczy, że uda mu się doprowadzić do rozmów z Wielką Brytanią. Chce też namówić Hiszpanię Franco i podporządkowaną sobie Francję na wypowiedzenie Londynowi wojny.

Ludzie tacy jak Pétain czy znany nam z bitwy warszawskiej, współpracujący z nim Maxime Weygand byli przekonani, że rozejm na linii Londyn-Berlin to tylko kwestia czasu, może nawet kilku tygodni. Skłania ich do tego również typowo francuskie przekonanie o "perfidnym Albionie", który będzie chciał bić się do ostatniego Francuza, a później dogadać się nad głowami sojuszników. Rozumowanie de Gaulle'a, który był przeświadczony, że w końcowym rozrachunku Hitler musi przegrać, okazało się jednak słuszne. Polacy podczas I wojny światowej też stawiali na jednego lub drugiego zaborcę, którego zwycięstwo wydawało im się bardziej prawdopodobne. Poza tym - tu również Polakowi nietrudno się odnaleźć - Francuzi mieli często własne preferencje, uznając, że to jeden z dwóch tradycyjnych wrogów, między którymi leży ich kraj - Anglii lub Niemiec - jest zawsze lub w danej chwili większym zagrożeniem. Zapewne dał tu również znać o sobie defetyzm Pétaina - podczas niemieckiej ofensywy wiosną 1918 roku też obstawiał on, że wojna zostanie prawdopodobnie przegrana. Pétain przez całą swoją karierę wojskową był zwolennikiem nadawania priorytetu obronie życia żołnierzy, to w znacznej mierze właśnie tym zaskarbił sobie wielką sympatię ich samych i społeczeństwa.

Jean-Marie i jego matka ze smutkiem, ale też z pewną dozą ulgi przyjmują klęskę Francji - przynajmniej ojciec wraca cały do domu. Szczęście rodzinne nie trwa jednak długo. W czerwcu 1942 roku Jean Le Pen ginie, gdy jego łódź rybacka eksploduje po natrafieniu na minę morską. Gdy po kilku dniach jego ciało wypływa na brzeg, Jean-Marie wbrew matce ogląda twarz ojca, "okropną, siną, poranioną, nie do poznania". Po powrocie do domu matka mówi czternastolatkowi: "Widzisz, nie możesz się już zachowywać jak mały chłopiec, jesteś odtąd mężczyzną". Mały Jean zostaje uznany za syna ofiary wojny i otrzymuje honorowy tytuł "ucznia narodu", który oznacza zwolnienie ze służby wojskowej oraz wsparcie państwa podczas edukacji.

Doświadczenie wojny wpływa na poglądy Le Pena, który traktuje Anglosasów i Niemców w znacznej mierze symetrycznie jako nieprzyjaciół Francji. Jako 11-latek marzący o karierze marynarza jest głęboko dotknięty atakiem na Mers-el-Kébir z lipca 1940 roku, gdzie brytyjska Royal Navy tydzień po podpisaniu rozejmu przez rząd Pétaina niszczy francuską flotę u wybrzeży Algierii, zabijając przy okazji 1297 francuskich marynarzy. Brytyjczycy uzasadniają swoją decyzję koniecznością upewnienia się, że okręty nie trafią w ręce Niemiec. Wielu Francuzów uważa jednak atak za zbrodnię wobec neutralnego państwa i akt zdrady ze strony byłego sojusznika. Ostatecznie Pétain nigdy nie zgodził się wziąć udziału w wojnie po stronie Hitlera - Francja Vichy była neutralna. W listopadzie 1942 roku alianci i Wolni Francuzi lądują w Afryce Północnej. Niemcy w odpowiedzi zajmują całość europejskiego terytorium Francji. Wobec tego francuska flota uprzedzająco dokonuje samozatopienia w Tulonie, przez co hitlerowcy nie mogą wykorzystać pozostałych pod komendą Vichy okrętów. Jean-Marie mocno przeżywa zagładę potężnej niegdyś marynarki, w której chciał służyć, a która nastąpiła ledwie kilka miesięcy po śmierci jego ojca.

Młody Le Pen doświadcza także bombardowania przez alianckie lotnictwo francuskich miast na wybrzeżu Atlantyku, w których ginie ponad 60 tysięcy osób. Łącznie między 1940 a 1944 rokiem wskutek alianckich bombardowań we Francji całkowicie zburzonych zostaje 430 tysięcy domów, a częściowo - 890 tysięcy. Liczne miejscowości są praktycznie zrównane z ziemią. Również do małego Trinité docierają uchodźcy w poszukiwaniu dachu nad głową. Le Pen podkreśla, że alianci używali bomb fosforowych prowadzących do pożarów, obecnie zakazanych na terenach, na których przebywa ludność cywilna. Bombardowania osłabiały możliwości wojenne Niemiec, które wykorzystywały francuskich robotników i przemysł.

Le Pen wspomina Boże Narodzenie roku 1942, które świeżo osierocony nastolatek i jego matka, młoda wdowa, spędzali pierwszy raz bez Jeana. Pojechali do siostry Anne-Marie, mieszkającej w Lorient, pobliskim mieście, w którym Niemcy na nieszczęście mieszkańców urządzili bazę łodzi podwodnych operujących na Atlantyku. Chłopiec z matką przez osiem dni nocowali w obskurnej piwnicy ze względu na ryzyko kolejnych bombardowań. Miesiąc później alianccy lotnicy rzeczywiście się pojawili, a Lorient zostało w znacznej mierze starte z powierzchni ziemi - do końca wojny przetrwało w nim tylko 20% budynków. Przyszły polityk odczuwa sytuację Francji jako tragiczną. "Nie kochając Niemców, tym bardziej nie mogliśmy kochać Anglików. Francja była sama, zmiażdżona" - pisze we wspomnieniach. "Cieszyliśmy się, że Niemcom coraz gorzej idzie na froncie, ale nasza sytuacja bynajmniej się nie poprawiała". Jeszcze bardziej od bombardowań ludności dawał się we znaki powszechny głód i surowo racjonowana żywność. "Nie mogliśmy już patrzeć na tych Niemców, którzy zabraniali nam wszystkiego i zabierali dla siebie wszystko, co dawało się zjeść"10.

Po lądowaniu aliantów i Wolnych Francuzów w Normandii szesnastoletni Jean-Marie - według własnej relacji - chce włączyć się do ruchu oporu. Mimo oporu matki, która boi się stracić także syna, bierze pistolet ojca - nielegalnie przechowywany w domu - i udaje się z kolegą na poszukiwanie przygody. Potem trafia na oddział partyzantów i jest świadkiem wymiany ognia, w której bierze udział. Ostatecznie zostaje odesłany przez dowódcę, który nakazuje mu wracać do samotnej matki. Tę wersję wydarzeń podważają lewicowi biografowie Le Pena, Gilles Bresson i Christian Lionet, którzy twierdzą, że Jean-Marie wymyślił ją po latach11. Ostatecznie jedynym źródłem oprócz samego Le Pena jest Michel de Camaret - w młodości działacz związany z narodowo-katolicką Akcją Francuską Kamelotów Króla, w czasie wojny aktywny działacz ruchu oporu i potem żołnierz Wolnej Francji, który w 1944 roku został zrzucony ze spadochronem w rodzinne okolice Le Pena. De Camaret, który po wojnie był między innymi ambasadorem Francji w Birmie, potwierdzał, że zapamiętał młodego chłopaka z pistoletem, a po latach poznał Le Pena. Jean-Marie w 1984 roku wciągnął de Camareta do Frontu Narodowego, a sędziwy weteran i były dyplomata został europosłem, gdy partia pierwszy raz przekroczyła próg. Wtedy też Le Pen po raz pierwszy opowiedział publicznie, że próbował dołączyć do ruchu oporu i brał udział w jednej z walk. Opowieść de Camareta oraz jego obecność we Froncie pomogły uwiarygodnić partię obciążoną wizerunkiem byłych kolaboracjonistów. Z drugiej strony w tej sytuacji trudno uznać de Camareta za w pełni obiektywne źródło.

Niepodważalnie Le Pen - także z racji młodego wieku - nie był aktywnie zaangażowany ani po stronie Vichy, ani po stronie Wolnej Francji de Gaulle'a. Sam twierdzi, że chciał wierzyć w teorię "miecza i tarczy" - potajemnej współpracy Marszałka i Generała, którzy walczą po przeciwnych stronach wojny światowej, by Francja na pewno była reprezentowana w obozie zwycięzców. Pétain miałby zabiegać o biologiczne przetrwanie francuskiego narodu, a de Gaulle o jego wyzwolenie spod niemieckiej okupacji. Matka Le Pena trzymała w domu portret Pétaina, zachowany później również przez syna12.

Le Pen szybko zniechęca się do de Gaulle'a, obserwując épuration - oficjalnie oczyszczenie Francji z kolaborantów po wyzwoleniu, w praktyce wykorzystywane często przez komunistów do atakowania wszelkiej maści prawicowców. Le Pen nie postrzega dziejów Francuzów z okresu 1940-1944 jako manichejskiego starcia Dobra i Zła, Wolnej Francji i kolaboranckiego Vichy, ale jako złożoną plątaninę losów, w której poszczególni ludzie często znajdowali się po jednej lub drugiej stronie z przypadku, w ten czy inny sposób próbując przeżyć w dramatycznej sytuacji. Po wojnie oczekiwał narodowego pojednania, a nie rozliczeń. Taktyczna współpraca z Niemcami nie jest dla niego bardziej moralnie naganna niż taktyczna współpraca z Anglikami. Podaje przykłady z życia własnej wsi, opowiadając o sąsiadach donoszących na siebie nawzajem jako na rzekomych kolaborantów, którzy w praktyce liczyli na przejęcie majątku po egzekucji "zdrajcy" czy załatwienie osobistych porachunków. Pisze także o koniunkturalistach przedstawiających się jako rzekomi uczestnicy ruchu oporu, którzy "wyrastają nagle spod ziemi jak grzyby po deszczu" i domagają się nagród.

W ostrych rozliczeniach przodują zaś po 1944 roku komuniści. Późniejszego przywódcę Frontu Narodowego szczególnie porusza los kobiet "kolaborantek", do której to kategorii według jego relacji zaliczano nie tylko kochanki byłych okupantów, ale też na przykład kobiety pracujące dla nich jako kucharki czy pokojówki. Ofiarami publicznych rozliczeń padały według jego relacji szczególnie kobiety ubogie i niezamężne. Jean-Marie jest między innymi świadkiem sceny wypalania żywcem przez komunistę rozżarzonym żelazem swastyki na czole ogolonej wcześniej na łyso kobiecie. Pisze o "tandetnych pseudowojownikach, którzy niesprawiedliwie wyżywali się na słabszych"13.

Le Pen jest także z perspektywy czasu bardzo krytyczny wobec komunistów, którzy najpierw po 1940 roku, zgodnie z wytycznymi Stalina, bynajmniej nie protestowali przeciwko przejęciu władzy przez Pétaina, do ruchu oporu przechodząc dopiero po ataku Niemiec na Związek Sowiecki. Po czerwcu 1941 roku zaś przeszli w drugą skrajność, organizując ataki na niemieckich funkcjonariuszy, na które hitlerowcy odpowiadali egzekucjami na ludności cywilnej. Le Pen pisze o "piekielnym" cyklu zamachów i egzekucji. Potępia "czerwonych barbarzyńców", uważając ich nie tylko za zdrajców kierowanych z zagranicy, ale również za ludzi zdolnych do okrucieństwa i niebaczących na ofiary w ludziach, byle dojść do władzy, przedstawiając się jako najprawdziwsi, bo najbardziej umoczeni we krwi patrioci. Jest zdania, że "czerwoni" nie walczyli za Francję, ale za zwycięstwo międzynarodowego komunizmu. Antykomunizm staje się od młodości zasadniczym przekonaniem młodego Bretończyka i będzie fundamentem światopoglądu Le Pena przez całe życie. Tym bardziej że niedługo dylematy II wojny światowej zastąpi zimna wojna.

W polskich sporach o powstania Le Pen byłby zapewne przeciwnikiem nadmiernego szafowania krwią, ale chętnym do bitki w okolicznościach dających szansę na zwycięstwo. Wydaje się, że w jego postawie jest też element typowego dla jego charakteru oporu i intuicyjnego ustawiania się w kontrze do większości. Wyważeni biografowie, Philippe Cohen i Pierre Péan, stwierdzają nieco poetycko: "Między matką zwróconą ku Bogu a nieobecnym ojcem, w wychowaniu młodego Le Pena brakowało autorytetu"14. Autorzy bardziej krytycznej, ale niezaprzeczalnie opartej na dużej pracy źródłowej biografii, dziennikarze wyraziście lewicowego "Libération", Gilles Bresson i Christian Lionet, idą dalej. Powołując się między innymi na rozmowy ze znajomymi przyszłego polityka, opisują łobuza, który jako ośmiolatek kradnie ciastka z piekarni, wymusza na innych dzieciach, by oddawały mu jedzenie, i ciągle dogaduje matce, z którą kłóci się przy jej znajomych. Jeden z nauczycieli miał mu powiedzieć, że w przyszłości będzie gangsterem albo posłem15.

U Jeana nastolatka wykształca się trudny charakter buntowniczego awanturnika. Według relacji kolegów - czego sam nie potwierdza - fascynuje się wówczas rewolucjonistą Georges'em Dantonem i nosi fryzurę na jego wzór. Stara się demonstracyjnie mało uczyć, ale jednocześnie mieć dobre oceny - i rzeczywiście zdobywa je konsekwentnie, jest ewidentnie zdolnym dzieckiem, ale ma za to niskie noty z zachowania. Kilkukrotnie wylatuje ze szkół średnich za brak dyscypliny. Łatwo konfliktuje się z nauczycielami i wdaje z nimi w pyskówki, podobnie jak będzie to robił później jako polityk. Zaprzestaje też systematycznych praktyk religijnych. Okazuje się kobieciarzem. We wspomnieniach odnotowuje, że w wieku szesnastu lat stracił dziewictwo z sąsiadką i był z tego bardzo dumny, a później próbował podrywać dwudziestopięcioletnią nauczycielkę i uwikłał się w bójkę z jej chłopakiem, co miało być przyczyną jednego z wydaleń.

Le Pen nazywa swoją tragedią życiową to, że "wraz z tym, jak ja rosłem, moja Francja malała". "To, co kochałem jako chłopiec - francuska marynarka, francuska armia, francuskie imperium - malało w oczach". Nazywa siebie we wspomnieniach "małym Bretończykiem popchniętym ku wielkiej Francji". Po ukończeniu wreszcie szkoły średniej udaje się do Paryża na studia prawnicze na Sorbonie. W stolicy, niczym Lucien de Rubempré ze Straconych złudzeń, rzuca się w wir życia towarzyskiego. Młody Jean-Marie równolegle stara się korzystać z powabów płci pięknej oraz budować autorytet wśród kolegów. Sam kultywuje opinię mężczyzny mającego powodzenie wśród kobiet, choć relacje na temat skali jego sukcesów są różne. Niektórzy przedstawiają go jako kompulsywnego podrywacza. Koleżanka z tamtych czasów, Anne-Marie Aubertin Thieblemont, wspomina z kolei: "Był kimś, kto miał dar mowy i charyzmę. Jego zdolność uwodzenia działała na mężczyzn bardziej niż na kobiety"16. Także nieprzychylni mu biografowie Bresson i Lionet stwierdzają, że zasadniczo krzepki i błyskotliwy chłopak podobał się kobietom, choć potrafił być nachalny17.

Bretończyk imponuje bowiem również siłą fizyczną niedoszłego marynarza - jeden z kolegów opowiada, że popisywał się, zginając rękami znaki drogowe18. Ma mocny charakter, lubi prowokować i się wygłupiać, ale nie lubi się nikomu podporządkowywać. Gdy chodzi z kolegami po knajpach, pełni w razie potrzeby rolę ochroniarza grupy gotowego się bić z innymi, przez co kilka razy zostaje odnotowany przez policję po bójkach. Inny z kolegów porównuje uspokajanie Le Pena do pojedynku torreadora i byka, gdzie przyszły poseł jest dzikim zwierzęciem. Studia to jednak także pierwsze poważne zaangażowanie organizacyjne oraz walka wyborcza. Charyzma, zdolności oratorskie i pewność siebie pozwalają Le Penowi uzyskać stanowisko przewodniczącego Korporacyjnego Stowarzyszenia Studentów Prawa, które sprawuje trzy lata. Tak zwane Corpo zostało założone jeszcze w 1934 roku przez Jacques'a-Henriego Lespagnarda, oddanego zwolennika marszałka Pétaina, i skupiało głównie adeptów prawa o sympatiach prawicowych.

Życie młodego Jeana-Marie jest barwne - widzimy tu typowe dla niego ambicję, pęd do działania i chęć bycia w centrum uwagi. Rozbudowuje swoje kontakty w paryskim światku, poznając także niektórych arystokratów i ludzi kultury. Bawi się i korzysta z życia, ale na tyle, na ile pozwalają mu ograniczone środki finansowe. Ze względów ekonomicznych dorabia i podejmuje się prac sezonowych, między innymi jako rybak, górnik czy listonosz. Ten ostatni epizod stanowi dla Le Pena pretekst do potępienia we wspomnieniach socjalistów takich jak były prezydent François Hollande, którzy wiele mówili o ludzie pracy, ale sami nigdy nie pracowali fizycznie19.

Najbardziej Jean-Marie nie trawi oczywiście komunistów. Przekonuje, powołując się na anegdotyczne przykłady ze swojego życia, że sympatie marksistowskie najczęściej mieli ci robotnicy, którzy byli leniwi i chcieli zrzucić na kogoś winę za swoje niepowodzenia. Jednocześnie podkreśla, że praca fizyczna nie jest ani bardziej, ani mniej godna niż intelektualna. Do stosunku Le Pena do kapitalizmu - zupełnie odmiennego niż jego jednoznacznie solidarystycznej córki Marine - wrócimy później. Jako lider studencki Le Pen gromadzi wokół siebie i wciąga do swojej organizacji różne nurty prawicowców - od monarchistów po gaullistów. Już na tym etapie Francuska Partia Komunistyczna jest po wojnie u szczytu potęgi, uzyskując w wyborach około 25% poparcia, kreując się na bohaterów antyfaszystowskiego ruchu oporu oraz ruch nieuchronnej przyszłości. Liczni intelektualiści i "autorytety", takie jak Jean-Paul Sartre, uwiarygodniają moralną słuszność marksizmu - Sartre powie, że "każdy antykomunista jest psem", i przez wiele dekad będzie bronił ZSRR, atakując także Chruszczowa i odwilż postalinowską. Tak też młody Jean definiuje swoje zaangażowanie, w kontrze do dominujących w kulturze i świecie uniwersyteckim sił lewicowych, uważając prawicę za po prostu nielewicę, a siebie samego przede wszystkim za antykomunistę. "Lewica była przeciwnikiem, z którym rozmawialiśmy, a komunizm wrogiem, z którym nie było możliwości pogodzenia się" - napisze we wspomnieniach20. Wyróżnia go jednoczesna niechęć do komunistów i gaullistów - dwóch wielkich sił, które ścierały się wówczas w społeczeństwie.

Młody Jean-Marie chętnie i otwarcie broni wśród znajomych Pétaina, do 1951 roku wciąż przebywającego w więzieniu. Zadaje się z członkami narodowo-katolickiej Action Française, aktywnej wśród studentów prawa, choć sam nigdy nie wstępuje do ich organizacji. Bierze udział w niektórych ich akcjach, jest uważany przez AF za swojaka i środowisko to z pewnością ma wpływ na jego poglądy. Broni też przed innymi prawa AF do rozprowadzenia na uczelni swojej gazety z artykułem Charles'a Maurrasa, wieloletniego przywódcy Akcji. Jednocześnie Le Pen zaznacza post factum, że sam monarchistą nigdy nie był - uznaje ciągłość Francji przedrewolucyjnej i porewolucyjnej, kwestie ustrojowe uważając za drugorzędne. "Dziś nie ma warunków dla monarchii, a jak będzie jutro - nie wiem" - deklaruje. Już wówczas idée fixe Le Pena będzie "zjednoczenie wszystkich patriotów" - wówczas przede wszystkim przeciw komunizmowi, na późniejszym etapie życia przeciw lewicy, "degeneracji" i islamowi. Dlatego jest w stanie współpracować na uczelni z gaullistami przeciwko "czerwonym", a czasem tego rodzaju starcia przeradzają się w regularne bijatyki, w których Le Pen jest mocnym reprezentantem prawicy. Już na tym etapie wyróżnia się także zdolnościami oratorskimi i pewnością siebie w rozmaitych dyskusjach.

W lipcu 1951 roku buńczuczny 23-latek staje się bohaterem skandalu, gdy po całonocnej zabawie podczas kongresu organizacji studenckich wchodzi pijany do kościoła NMP w Aix-les-Bains w środku liturgii. Student zatacza się w drodze do ołtarza i chce przyjąć Komunię Świętą, której ksiądz mu odmawia. Po Mszy pijany Jean-Marie zaczepia duchownego i wdaje się z nim w kłótnię, ale zostaje zatrzymany przez policję wezwaną przez zaniepokojonego wiernego i ląduje na komisariacie. Tam próbuje przekonywać policjantów, że jest siostrzeńcem ówczesnego ministra finansów, a potem udaje, że zamierza ich uderzyć. Dopiero po wytrzeźwieniu składa solenne przeprosiny przed funkcjonariuszami i prokuratorem. Przed karą miały uratować go status szefa Corpo i interwencja kolegów mających koneksje polityczne21. W lutym 1953 roku Jean-Marie organizuje z kolei wyprawę francuskich studentów wolontariuszy do dotkniętej powodzią Holandii w celu pomocy powodzianom. Jest przez pewien czas także wiceszefem Komitetu imienia Pierre'a de Coubertin promującego etykę w sporcie, co pozwala mu na służbową wycieczkę do Grecji, ojczyzny igrzysk olimpijskich.