Rozdział 2
(11 lat później - 1016 / 1022 rok)
Ubbe, Mads, Nikita i Borzysław.
Los nieprzypadkowo ich połączył. Trzech, wzorem swych ojców, zwyczaje drużyny braci krwi i fach wikinga poznawało w codziennym trudzie i znoju. Ten, którego Jarlostwo przyjęło pod dach dworu Frologat i traktowało jak własnego syna, pokochał rywalizację od pierwszego uderzenia toporem w pień. Hanna nie okazywała im litości. Dopingowana przez Uhtreda, wymyślała treningi, po których z ledwością schodzili z placu ćwiczeń. Wystawiała w szranki z najlepszymi wojami, a oni skrzętnie czerpali z ich bogatego doświadczenia. Nawet Rolf, gdy tylko gościł w pięknej nadmorskiej mieścinie, wyciągał miecz ze skórzanej pochwy i walił toporem w tarczę, wlewając w braci krwi niezmierzone pokłady miłości do wojaczki. Wiking ruszał na wezwanie rogów o każdej porze dnia i nocy. Czasy pokoju sprzyjały rozwijaniu umiejętności. Czasy wojen niosły praktyczne ich wykorzystanie.
Nie utrzymał Uhtred młodej watahy w granicach Frologat.
Wciąż pamiętał młodzieńczą tułaczkę i walkę ze spiskowcami, następujące po sobie zbyt szybko potyczki, a zwłaszcza grabieże za morzem, o których po śmierci Ubbe donosili Bjorn i Jorgen. Wiele kłopotów napotykał przy pilnowaniu przejętego dobytku. Raz już stracił wszystko. Drugi raz nie zamierzał pozbawiać rodziny domu. Ale co innego młodzi. Ich gnało do poznawania świata. Im obietnice chwały i zdobycia skarbów przysłaniały priorytety. Łaknęli krwi. Pragnęli na fali zwycięstwa dążyć do przejmowania terenów. Poczuć władzę nad innymi państwami. Zasiedlać wyspy.
Wbrew prośbom Hanny i Uhtreda odpowiedzieli na wezwanie Swena Widłobrodego i wsparli Duńczyków w ostatnim etapie inwazji na Anglię. Młodzi, pełni ideałów, świętowali jego koronację, a po zaledwie pięciu tygodniach panowania opłakiwali śmierć. Towarzyszyli młodszemu synowi Knutowi, gdy flota duńska w Anglii okrzyknęła go królem, mimo że doszły do nich słuchy o wyborze na następcę tronu Danii najstarszego Haralda. Uciekali z wyspy z potomkiem Swena, kiedy o swoje upomniał się Ethelred II po powrocie z Normandii. Ale gdy znowu Knut wyruszył z wyprawą i przejął pod władanie królestwo Anglii, do utrzymania granic w Finnmark potrzebowali ich Dymitr i Oskar.
Właśnie wtedy jedenastoletnia Norunn spotkała Madsa po raz pierwszy. Do tego czasu, odwiedzając dwór Frologat, rzadko zyskiwała sposobność, by choć przelotnie ujrzeć wuja, jak go nazywała, choć nie łączyły ich więzy krwi. Ciągle bowiem trenowali, wyruszali na polowania albo walczyli na obcych ziemiach pod wodzą norweskiego króla.
Ona pokochała jasnowłosego młodego mężczyznę bezgraniczną miłością. On najpierw żartobliwie, ale z czasem z coraz większą irytacją odpędzał smarkulę jak natrętną muchę. Nie imponowało mu zainteresowanie dziewczynki z uwagi na sporą różnicę wieku i dosłownie przez nią składane deklaracje, że kiedyś zostanie jej mężem. Na nic zdały się upomnienia Dymitra i długie rozmowy z Astrid. Norunn wiedziała swoje, wodząc za Madsem maślanym, pełnym czułości spojrzeniem i nic sobie nie robiąc z jego ostentacyjnego podrywania młodych panien zamieszkujących Finnmark.
- Mój czas nadejdzie - powtarzała matce przed snem, zasypiając oczywiście z obrazem ukochanego pod powiekami.
- Przecież on w konkury do Anne chodzi - specjalnie sugerowała Astrid, by odwrócić zainteresowanie córki. - Podsłuchałam, że zaślubiny planują.
- A niech planują - odpowiadała dziewczynka, wzruszając ramionami. - Wiking może wziąć wiele żon.
- Może. - Astrid z rosnącym zadziwieniem obserwowała latorośl. - Choć w naszym rodzie raczej...
- Oj, matko, źle mnie zrozumiałaś - odparła z uśmiechem. - Nie zamierzam się nim z nikim dzielić, jeno poczekać na swoją kolej.
***
Mads faktycznie niedługo później złożył przed kapłanem ślubowanie. Zresztą nie tylko on, bo chęć zakosztowania ciepła małżeńskiego łoża poczuł także na dalekiej północy Ubbe. Trzy dni świętowali żeniaczkę w towarzystwie najbliższych. Także Else i Nilsa przybyłych z Troms z dorastającym synem Arne.
Obydwaj czerpali uciechę z towarzystwa wybranek, które bardzo szybko przekazały małżonkom dobre wieści. Potomkowie braci krwi mieli przyjść na świat niemal w tym samym czasie. Wyjątkowo bezlitosna zima zapukała do drzwi zamieszkiwanych przez nich chat. Wiało na potęgę i ciągle sypał gęsty śnieg. Wysokie zaspy utrudniały komunikację i swobodne przemieszczanie. Akuszerka jeszcze jednej pierworódki nie skończyła oporządzać, a już z wezwaniem przybył do niej parobek wysłany przez Madsa.
Ubbe tulił w ramionach narodzonego syna Alfa, a jego przyjaciel poza murami Finnmark, w znacznym oddaleniu od dworu, w pokrytej grubą białą warstwą leśnej dolinie, walczył o życie żony i dziecka. Synek za nic nie chciał opuścić ciała Anne. Mądra wiejska baba na próżno w rozłożonych nogach szukała główki i mobilizowała kobietę do harmonii z napływającymi skurczami. Raz nawet pomyślała, że jednak wypluje go z siebie, ale widok sinych pośladków niemowlęcia ponownie zmobilizował ją do spotęgowanego działania. Nie pomagały uciski, ciepłe okłady, nawet w ostateczności włożenie dłoni i próby wyszarpnięcia. Zaplątane w pępowinę dziecko nie wydało ani pierwszego dźwięku, ani nie zaczerpnęło powietrza. Gdy akuszerka próbowała go ratować, z ust maleńkiego chłopczyka wypływał jedynie zielony śluz.
Anne długo po porodzie nie dochodziła do siebie. Straciła mnóstwo krwi, a przede wszystkim chęć do życia. Słuchała błagalnych próśb męża o podjęcie walki, jednak sił jej zabrakło, by choć wstać z łoża. Odeszła tak cichutko, jak jej synek. On nie zdążył otworzyć oczu. Ona z ulgą przymknęła powieki i powierzyła się bogom.
Mads nie szukał ukojenia wśród przyjaciół. Obcych wolał za towarzystwo zamiast słów otuchy i współczujących spojrzeń. Nie czekając na pochówek najbliższych, ruszył jeszcze dalej na północ. Tam pod bacznym okiem Oskara pilnował granicy z Rusią i stada reniferów, dzięki któremu dochodziło do ustalonej przed laty wymiany. Ale Sierioża coraz częściej przyłapywał go na zapijaniu smutków. Gdyby nie zasadzka, w jaką obaj wpadli, nigdy by się nie otrząsnął. Gróźb Oskara nie traktował poważnie, przestróg Moony również. Dopiero napaść zbójów spowodowała, że oprzytomniał. A raczej fakt, że zamroczony trunkiem nie potrafił dobyć broni i ustać na nogach.
Teraz on sam długo czynił sobie wymówki. Ze wstydem padł na kolana przed wyzwolicielami i obiecał, głównie sobie, że więcej do podobnej sytuacji nie dopuści. Mało tego, wciąż unikał kontaktu z kobietą, u której znalazł dach nad głową, bo nie potrafił spojrzeć Moonie w oczy. Ani trójce dzieci Sierioży, bo przez głupotę i niefrasobliwość omal nie straciły głowy rodziny. A trzeba przyznać, że Lapończyk głową kręcił nie od parady.
Dzięki jego doświadczeniu połączonemu z cierpliwością i roztropnością Oskara długoletni sojusz z Rusinami obu stronom nieustannie przynosił wiele korzyści.
***
Na wiosnę urządzono wspólne świętowanie. W wybudowanym przez Oskara dworze szykowano jadło i popitkę dla wielu gości. Do wspólnego stołu zasiadł także Vidar, odwiedzający ojca wraz z Rusinami przynajmniej raz w roku, o tej porze właśnie, by omówić potencjalne zagrożenia dla długotrwałej wymiany, bo i do nich dochodziły słuchy o niekorzystnej atmosferze panującej na ziemi Polan.
Przybył również Dymitr razem ze swoimi ukochanymi kobietami. Astrid bardzo polubiła Moonę. Nie tylko przeszłość często wspominały przy ogrzewającym palenisku. Młoda wciąż kobieta z zazdrością patrzyła na troje zdrowych i zaradnych dzieci.
- Z Norunn mam ostatnio wieczne utrapienie - żaliła się Laponce, gdy po przygotowaniu posiłku znalazły chwilę na odpoczynek.
- Gna ją niewidzialna siła, tak jak kiedyś ciebie. - Moona z troską pogłaskała jej policzek.
- Gdyby o dar chodziło, nie zamartwiałabym się. Ruda Ciotka dobrze nas prowadzi. Pozwala najpierw oswoić, a potem odkrywać moce.
- Co cię zatem trapi?
- Upodobała sobie Madsa - odparła z głębokim westchnieniem. - Nie osiągnęła jeszcze wieku, by w żeniaczkę wchodzić, a wzroku od woja nie odrywa i ciągle powtarza, że kiedyś będzie jej.
- Nie zabraniaj jej - roześmiała się. - Szkody patrzeniem nie uczyni. Ja swoją córkę muszę na powrozie trzymać, bo niechybnie poleci za pierwszymi lepszymi spodniami. Zresztą uczuciem obdarza każdego napotkanego młodzieńca. Nie wie tylko, którego wybrać.
- Jekaterina o kilka wiosen starsza od Norunn. - Astrid zapatrzyła się w dal. - Mogłaby już męża znaleźć. I dobrze, że ma z kogo wybierać. A moje utrapienie na żadnego innego nie spojrzy. Tylko Mads i Mads. Oby z tego samo zło nie wynikło.
- Przecież to syn Rolfa. Najwierniejszego druha Hanny.
- Ale ile starszy - podniosła nieco głos. - Toć jak ona z łona wychodziła, on już kandydatki szukał.
- Przejdzie jej. - Moona poklepała ją po ramieniu. - Słyszałam, że wraca do Frologat. Przynajmniej Ubbe chciałby, by mu w drodze na południe towarzyszył. Zniknie jej z oczu. Szybciej wówczas zapomni.
Zakończyła nieświadoma, że całą rozmowę zza kuchennych drzwi podsłuchiwała Norunn. Taka jeszcze niedoświadczona i niewinna. Nawet kształtów kobiecych nie zaczęła nabierać. Ot biegała sobie po polach, stawiając na zabawę z innymi dziećmi, ale często przyłapywała się na tym, że serce prowadzi ją jakby dorosłe. Przychodziły do niej obrazy, których nie rozumiała i nie potrafiła jeszcze właściwie zinterpretować. Budowała w sobie moc, z przestrachem przyjmując wskazówki. Gdyby nie aprobujący uśmiech Rudej Ciotki, nie odnalazłaby w sobie opanowania, bo dopadające wizje przyprawiały ją o mdłości.
Rozmawiała często z Astrid o wytyczonej przez bogów drodze, ale nie umiała jeszcze dobrze nazwać pewnych rzeczy. Świat dorosłych ciągle krył w sobie zbyt wiele tajemnic. A jednak doskonale wiedziała, że musi podążyć wyznaczoną ścieżką.
- Nie zniknie i nie zapomni - wyszeptała Norunn, zaciskając pięści.
- Podsłuchujesz? - Jekaterina wyszła zza rogu. - O mnie gadają? Męża wybrały?
- A nie ojciec przypadkiem ci go wybierze? - Dziewczynka oparła dłonie o biodra i spojrzała wyzywająco.
- Co ty tam wiesz - prychnęła. - Matka ojca nakłoni. Jak jej powiem, którego wybiorę, bo ciągle zachodzę w głowę...
- Oj, przestań. - Machnęła dłonią. - Język strzępisz, a on w konkury winien przyjść.
- Za młoda jesteś na poważne sprawy - odburknęła.
- Za młoda, za młoda! Ciągle powtarzacie, a ja swoje wiem.
- Spiskujecie? - Moona wyszła na korytarz prowadzący do wielkiej sali. - Już! - krzyknęła. - Brać jadło i na stół zanosić, bo chłopy na mięso czekają.
Obu pannom włożyła w ręce duże półmiski, a sama z dzbanem piwa szła obok Astrid niosącej puchary. Jekaterina łypała na Norunn spod zmarszczonych brwi, zła, że dziewczynka miała czelność przy niej się wymądrzać. Kiedy postawiły potrawy na długim stole, specjalnie ją popchnęła, by upadła tuż przed Madsem.
- Patrzcie, już ci leży u stóp, a ledwo od ziemi odrosła - palnął Vidar, nieświadomy relacji między nimi.
- Tyle razy ci powtarzałem, smarkulo, byś koło mnie nie łaziła - warknął Mads, podnosząc Norunn i szarpiąc za ramię.
- Miarkuj, woju. - Dymitr wstał powoli, podszedł do córki i schował ją za swoimi plecami.
- Trzymaj ją ode mnie z daleka, bo nie ręczę za siebie - syknął ze złością Mads i dotknął topora przypiętego do pasa spodni.
- Spokojnie. - Natychmiast obok stanął Ubbe. - Nic złego przecież nie zrobiła.
- Nie!? Ciągle...
- Przestańcie! - krzyknął Oskar. - Załatwicie spór na osobności. Przy gościach sprawy wymiany omawiamy, a nie brudy pierzemy. - Uderzył pięścią w drewniany blat.
- Znikaj - wyszeptał Dymitr do córki, która ze spuszczoną głową opuściła zgromadzenie.
Za co on mnie tak nienawidzi?, pytała siebie w myślach, całą noc patrząc na księżyc. Ani na chwilę nie przymknęła powiek, nasłuchując odgłosów biesiady. Wspólne śpiewanie pieśni znacznie oczyściło napiętą atmosferę. Liczyła, że do rana wszyscy zapomną o upokorzeniu, jakiego doznała. Zwłaszcza ojciec, którego bardzo kochała i szanowała. Z bólem przyjmowała odrzucenie, a jednak o poranku wyszła pożegnać wuja.
Mieli razem wrócić do Finnmark, ale Astrid przekonała męża, by poczekali, aż brat z żoną i dzieckiem w asyście przyjaciela opuszczą ich przytulny dwór. Ubbe od dawna wspominał o przenosinach do Frologat. Czekał tylko, aż mrozy puszczą i drogi będą bardziej przejezdne. Przynajmniej dla sań. Wolała uniknąć kolejnej sprzeczki. Mads często złością reagował na zachowanie dziewczynki, choć dotąd nie podniósł na nią ręki. Gdyby sama nie widziała, jak Norunn mu się naprzykrza, pewnie zareagowałaby inaczej. Obawiała się także reakcji Dymitra. Dla jedynego dziecka gotów był zrobić wszystko. Nawet zabić. A nie chciała mieć na sumieniu śmierci przysięgającego wierność rodzinie brata krwi.
Astrid wierzyła w mądrość szkolącego ich ojca. Jesienią i oni planowali wyruszyć do Frologat. Postanowiła wówczas porozmawiać z Uhtredem o córce. Z pewnością doradzi i wesprze, a na razie Rudej Ciotce odda pole do działania. Na szczęście ich wizyta w rodzinnym domu przebiegła bez zakłóceń. Rolf zabrał Madsa do Bodo, gdzie dalej leczył rany po stracie, tym razem nie w piwie i winie szukając ukojenia, ale nader często zmieniając panienki w szerokim łożu.
Hanna do woli korzystała z towarzystwa wnuczki, szkoląc ją na tarczowniczkę. Astrid we wczesnych latach młodości ćwiczyła z toporem, ale bez większego zaangażowania. Norunn z uwagą słuchała każdego polecenia, szybko doskonaląc nowe umiejętności. Uhtred także jej nie oszczędzał, maksymalnie wykorzystując potencjał. Zostali we Frologat do kolejnej wiosny. Odwlekali powrót do Finnmark do czasu, aż na granicy znowu zrobiło się niebezpiecznie. Wtedy Uhtred z drużyną wyruszył bratu na ratunek.
Hanna z nieukrywaną radością zamieszkała na dworze Runy, nie pierwszy raz Frologat oddając pod opiekę Tomile i Bjornowi. Wszystkie trzy bardzo często opowiadały sobie o Rudej Ciotce. Zawsze wtedy przy nogach Astrid zalegała coraz starsza i powolniejsza Sol. Pomrukiwała cichutko, sygnalizując, że jej czas nadchodzi. Zanim wydała ostatnie tchnienie, Norunn na progu swojej komnaty znalazła mały, szary, popiskujący kłębek. Gdy go podniosła, w oddali zagrzmiał piorun.
- Wszystko jasne - powiedziała z uśmiechem nastoletnia dziewczyna. - Matka otrzymała Sol w podobnym wieku. Nazwę cię Lyn*.
Wypiękniała przez ostatnie lata. I złagodniała, głównie pod wpływem Uhtreda, uczącego ją cierpliwości. Po Dymitrze odziedziczyła duże brązowe oczy i ciekawość świata, ciągle dokądś goniła, coś planowała, w wyniku czego znikała czasami na całe dnie. Po Astrid przejęła opanowanie i pasemka rudych włosów, które w połączeniu z czarnymi kosmykami ojca przypominały dojrzałe kasztany. Hanna plotła je w warkoczyki - i jak kiedyś pierwszemu mężowi - wiązała w grubą kitę, snując wspomnienia z walki, która doprowadziła do odzyskania Troms i zdobycia tytułu Jarli. Norunn uwielbiała babkę i podziwiała jej niesłabnącą niezłomność, wierząc, że w sobie też zdoła ją odnaleźć. Na razie czerpała siłę od każdego po kolei. Czyniła zapasy, bo przeczuwała nadchodzący zły czas.
Częściej niż zwykle nawiedzała ją Ruda Ciotka w obecności wysokiego wojownika. Kiedy zdradziła sekret babce, ta najpierw załkała, a potem wyksztusiła: "Ubbe, twój prawdziwy dziadek". Astrid często o nim wspominała, jednocześnie podkreślając, że bogowie darowali jej dwóch wspaniałych ojców, ale Norunn dotąd nie wiedziała przecież, jak wygląda. Dopiero gdy Hanna potwierdziła szczegóły, o których córka dawno zapomniała, zyskała pewność. Wtedy przemówił do niej po raz pierwszy.