Rozdział 2
Kochała to miejsce. Zbudowała Frologat od podstaw, osobiście dbając o najdrobniejsze szczegóły. Przełamała nieufność miejscowych rybaków i udowodniła, że potrafi godnie zastąpić ojca, Egnera jarla okręgu Troms, podstępnie zabitego przez własnego brata. Zmyła hańbę rodziny nie morzem łez, ale pokonując wzburzone fale i w drodze negocjacji zdobywając cenny kruszec oraz dzięki nim wiodąc godne życie. Gdyby podczas jednej z wypraw nie straciła ukochanego, kto wie, może w przyszłości zamieszkałaby w zdecydowanie cieplejszym od Norwegii kraju Polan. Choć całym sercem miłowała swój kraj, nadal walczyła o jego niezależność.
Nie wyruszyła na wyprawę od czasu, gdy Uhtred przypłynął ze śmiertelnie rannym Ubbe na smoczej łodzi. Tej samej, w której podążył do Walhalli. Stąd wolała, by pieczę nad wymianą handlową nadal dzierżyli Jorgen i Bjorn. Zresztą nie dawali powodów, by im ten godny zaszczyt odbierać.
Biegła bardzo szybko, a mimo to na ostatniej prostej dzieci ją wyprzedziły. Rozpędzeni i roześmiani wpadli na plac przed dworem, wywołując popłoch wśród koni. Na szczęście większość jeźdźców stała już na ziemi.
Astrid dopadła do wysokiego blondwłosego mężczyzny i przytuliła się do jego pleców.
- Sigurd. - Ucieszona uspokajała przyspieszony oddech. - Łaskoczesz przydługimi włosami. Związałbyś je, jak na wikinga przystało, a nie nosisz rozpuszczone niczym dziewka.
- No, siostruniu, ładnie tak nieznajomych obłapiać i w dodatku na oczach wojów? - Usłyszała za sobą wesoły głos starszego brata.
- Nareszcie. - Hanna dobiegła tuż za nią i oniemiała przystanęła z rękami wyciągniętymi do powitania. - A niech mnie! - Najpierw uściskała Siggiego, a potem do zawstydzonej córki rzuciła beztrosko: - Też bym się pomyliła, gdyby obaj stali tyłem, choć długo pod sercem nosiłam nicponia. Jacy jesteście do siebie podobni - przemówiła do obcego, który w międzyczasie stanął przodem. - Wyglądacie jak bracia.
- Mnie też od początku zastanawia uderzające podobieństwo, ale Vidar wysłannikiem z Rusi...
- Nie rozumiesz naszej mowy2? - weszła synowi w słowo Hanna i zwróciła się bezpośrednio do zapowiedzianego gościa. - Powszechnym językiem na północy się posługujemy.
- Rozumiem, choć dialekt nie ten. - Głos Vidara miał twarde, głębokie brzmienie. - U Kniazia on bardziej miękki, więc by negocjacje dobrze przebiegły, częściowo za tłumacza, a częściowo za odpowiedzialnego za negocjacje dotyczące wyprawy kniaź Borys mnie wysłał. Pani - skłonił głowę. - Raczej jarlą winienem cię nazywać. Wybacz. Poznaję dopiero wasze zwyczaje, choć z wikingami przystawałem na służbie. Ale co innego opowieści, a co innego, gdy wasz piękny kraj poznaję.
- Pochlebca. - Hanna poklepała przybysza życzliwie po plecach. - Ale nie stójmy na placu. Uhtred, jarl Frologat, mój mąż, czeka w wielkiej sali. - Nagle zapragnęła przed obcym poużywać ważnych tytułów, które dotąd nie robiły na niej wielkiego wrażenia.
- To już w środku przedstawię ważniejszego ode mnie wysłannika.
Machnął ręką i przywołał do siebie chłopca w wieku podobnym do Ubbe. Coś mu szepnął na ucho, po czym objął ramieniem i wszedł za gospodynią do okazałego dworu, od progu wzbudzającego zachwyt misternym wykończeniem.
- Piękne miejsce.
Szczery podziw wyraził, z zaciekawieniem rozglądając się dookoła, dopiero po czasie dostrzegając siedzącego na końcu pomieszczenia mężczyznę. Hanna z niecierpliwością czekała na reakcję Uhtreda. Mężczyźni zatrzymali na sobie wzrok wyłącznie na ułamek sekundy, jakby podobieństwo nie miało dla nich żadnego znaczenia, uznając je za zupełnie przypadkowe, albo chcąc jak najszybciej zbagatelizować fakt nasuwający niechciane pytania. Zresztą zanim ktokolwiek zdążył otworzyć usta, przez otwarte wrota wszedł roześmiany, długo przez nich niewidziany przyjaciel, skupiając na sobie całkowitą uwagę Jarlostwa.
- Rolf! - Hanna pierwsza uściskała wiernego druha.
- Nareszcie! - Uhtred wstał z wielkiego krzesła i energicznym krokiem przeszedł całą salę. - Jak za dawnych czasów bracia krwi do uczty zasiądą w komplecie.
- Czy to oznacza...
- Jakże by inaczej! - Hanna złapała Rolfa pod łokieć i poprowadziła do stołu. - Bjorn czeka na nową wyprawę, zresztą zaraz tu wpadnie, bo głos rogów na pewno dotarł w głębinę lasu. Polują z synem. Przecie czymś was muszę nakarmić. - Puściła oko.
- I Tomiła na to przystaje? Pamiętam, jak z wielką nieufnością podchodziła do naszych obyczajów.
- Przystaje, przystaje. - Z części kuchennej wyszła rozanielona filigranowa blondynka, niosąc stos drewnianych talerzy, które z głośnym stuknięciem postawiła na blacie. - Niechże cię uściskam.
- My już nie obcy dla ciebie?
- No wiesz? Tyle wiosen na norweskiej ziemi powitałam, że ja już bardziej wasza, a wy moi. - Cmoknęła Rolfa w policzek. - A co do polowań, imię synowi nieprzypadkowe nadaliśmy.
Borzysław - z szacunkiem oznajmił Uhtred. - Ten, który sławę w boju zdobywa. Idzie łeb w łeb w szrankach z Ubbe. Obu ani miecz, ani topór niestraszny.
- A Nils? - spytał Rolf.
- Jak kazałeś, listy posłane. Niechybnie na progu stanie z Jorgenem i szanowną rodzicielką.
- Matko - chrząknął Sigurd. - Ojcze - dopowiedział nieco głośniej, obydwoje zmuszając do uwagi.
- Zapomnieliśmy o manierach. - Przywołała na twarz promienny uśmiech.
- O! - krzyknął Rolf. - Ja także.
Wybiegł na zewnątrz, a po chwili wrócił z dwoma młodzieńcami i jednym chłopcem. Do Mikaela natychmiast podeszła Hanna, ale jego przesadnie wyprostowana sylwetka nagle powstrzymała ją przed wylewnym powitaniem.
Za dzieciaka uchodził za sobowtóra Rolfa. Z czasem cechy rodziców wywołały niezłą mieszankę zarówno w wyglądzie młodzieńca, jak i w cechach charakteru. Niczym Lene wolał spędzać czas w okolicach domu. Odpowiadało mu życie na wyższym poziomie w Bodo, gdzie pracę fizyczną wykonywała liczna służba. Lubił okazywać przewagę przynależną zajmowanemu stanowisku, o co często dochodziło do sporów z ojcem. Rolf uczył go, podobnie jak Sigurda, sprawiedliwego rządzenia, ale syn coraz częściej wymykał mu się z rąk, szukając popleczników poza rodziną. Umacniany złymi podszeptami i radami, pozwalał, by ambicje brały górę nad rozsądkiem. Wierzył we własną nieomylność, łaknąc władzy, która zwyczajnie mu się nie należała. Teraz też uznał, że towarzyszenie posłańcom z Rusi Kijowskiej upoważnia go do przejęcia przewodnictwa w rozmowach.
- Matka przeprasza, że nie skorzystała z zaproszenia, ale ostatnio zdrowotnie niedomaga. - Zachował dystans, witając się jedynie lekkim skinieniem głową. - Jarlostwo pozwoli, że przedstawię...
- Pozwól, chłopcze, że ojciec zgodnie z zasadami przejmie honory.
Hanna powstrzymała komentarz dotyczący Lene, bo ostatnio chodziły nieco innymi drogami. Kiedyś bliska przyjaciółka, po przeprowadzce na południe straciła miłość do Frologat, co tylko pogłębiało przepaść między kobietami.
- Ale przecież ja odpowiadam za negocjacje - z wyższością podkreślił Mikael, udając, że nie zauważa ostrzegawczych sygnałów wysyłanych przez Sigurda.
- Dość! Nie toczymy przy gościach dysput na temat rządzenia - syknęła ze złością i zasiadła przy stole. - Chętnie porozmawiam z tobą w cztery oczy. - Utrzymała znudzone spojrzenie syna najwierniejszego z wiernych. - Proszę. - Szeroko zatoczyła koło dłonią. - Uhtredzie, Rolfie.
Obydwaj patrzyli na nią równie zaskoczeni i by uniknąć dalszej awantury, natychmiast zajęli wyznaczone miejsca. Z cierpliwością godną pozazdroszczenia poczekali, aż wszyscy usiądą, zachowując właściwą hierarchię. Członkowie rodu po jednej stronie długiej ławy. Tuż obok Rolf z synami Mikaelem i Madsem, chłopcem o jedną jesień starszym od Ubbe. Pozostałe wolne krzesła czekały na Bjorna, Nilsa i Else oraz Jorgena z Runą.
Tomiła dyskretnie czmychnęła do kuchni, by wydać służkom odpowiednie dyspozycje. Pomagała Hannie opanować te bardziej przyziemne obowiązki, stroniąc od miecza, tak często wykorzystywanego jako narzędzie pracy i bardzo lubianego przez Panią Frologat.
Naprzeciwko zasiedli przedstawiciele kniazia Borysa w liczbie nie mniejszej niż wikingowie. Na wprost Uhtreda - wchodzący w dorosły wiek ciemnowłosy krótko obcięty mężczyzna z przenikliwym spojrzeniem intensywnie brązowych oczu. Śniada cera i ładnie przystrzyżony zarost dodawały mu powagi. Muskularne ciało pod opiętą białą koszulą dowodziło, że nieobce mu prace fizyczne. Położył na blacie miecz z pięknie ozdobioną rękojeścią i cicho wydanym rozkazem polecił zrobić to samo pozostałym. Jedno wypowiedziane aksamitnym głosem słowo wzbudziło respekt, należny szacunek i pozbawiając wątpliwości, wskazywało przywódcę.
- Dymitr - przedstawił go Vidar. - Mianowany przez kniazia Borysa, by w jego imieniu podejmować wszelkie decyzje oraz syn naszego pana Nikita. - Wskazał dłonią na chłopca, z którym wszedł do wielkiej sali.
- Vidar pełni obowiązki tłumacza, bo z wikingami na Rusi bardziej przystaje niż z miejscowymi - przejął płynnie kontynuację prezentacji Rolf. - Mowę naszą lepiej rozumie. Wstępnie nowy szlak handlowy omówiliśmy, ale są szczegóły, których nijak nie rozstrzygniemy bez waszego udziału. Liczba zbrojnych ma ogromne znaczenie, no i naszych łodzi. Szybszych, ale nielepszych do przewożenia towarów. A i tereny pozbawione rzek przysporzą nam wiele kłopotów. Coś z łodziami musimy wtedy zrobić. Albo pod strażą zostawić i zbudować nowe.
- Za długo potrwa ich budowa. - Dymitr próbował negocjować bez pomocy Vidara. - Wtedy nasze wykorzystamy i bardziej pokojowo przejdziemy przez zagrożone tereny, kiedy zaangażujemy rodzimych kmieciów. Nie strachem zbudujecie zaufanie. Inaczej na was spojrzą, kiedy umożliwimy im współudział.
- Chcielibyśmy przy okazji niewolników zdobyć - wtrącił niezrażony wcześniejszymi upomnieniami Mikael.
- Niewolników? Rozmawialiśmy o jadeicie, skórach niedźwiedzi i lisów, pozyskaniu jedwabiu i broni - przypomniał Sigurd.
- Zaraz, zaraz. - Hanna podniosła prawą dłoń, wywołując ciszę przy stole. - Wolałabym, by w tak ważnych rozmowach uczestniczyli jarlowie wszystkich okręgów. W końcu pół Norwegii ma wesprzeć nasz wspólny cel.
- Wasz tak - przyznał Dymitr. - Kniazia Borysa niekoniecznie.
- Proponujesz zerwanie rozmów? - przytomnie zapytał Uhtred. - Od jesieni je prowadzimy. Razem zdziałamy zdecydowanie więcej.
- Bynajmniej, lecz większość jednak kosztem naszych ludzi - mówił wolno i stawiał na konkrety. - Wypracowaliśmy korzystną wymianę handlową z południem. Bizancjum i szlaki wschodnie dobrze nas zaopatrują. Co zyskamy dzięki układom z wikingami na obcym terenie? Oprócz strachu, który powszechnie wzbudzacie i bursztynów, które i na naszych plażach leżą.
- Ale soli nie macie - podkreśliła.
- Jej zdobycie nie należy do trudnych, w przeciwieństwie do złota. Bo głównie o to wszystkim chodzi.
Przywołał na twarz łagodny uśmiech, w którym jednak Uhtred dostrzegł nutkę fałszu.
- Tak, przyznaję. - Hanna oparła przedramiona na blacie, nadal utrzymując wyprostowaną sylwetkę. - Nasz człowiek, wie, gdzie na waszym terenie...
- I norwescy, i ruscy wysłannicy donoszą, że znajdziemy je w ciągnących się przez nasz kraj górach - przerwał łagodnie i złożył przepraszający ukłon. - Ile w tym prawdy, nie wiadomo, bo nikt złota na stół nie wyłożył. Dlatego kniaź Borys stawia twarde warunki. Pozwoli przejść przez Ruś w towarzystwie naszych wojów, jednakże...
- Zanim słońce zajdzie, wrócimy do rozmów. - Uhtred wstał gwałtownie, z głośnym szurnięciem odsuwając krzesło, na którym siedział. - Jorgen i Nils lada chwila przybędą. Runa też wiele ma w tej kwestii do powiedzenia. Tymczasem podajcie jadło, bom zgłodniał - krzyknął w stronę służącego czekającego przy wyjściu z wielkiego pomieszczenia.
Widać było, że powstrzymuje nerwy, bo przyjazd obcych miał przypieczętować długie pertraktacje, a nie na nowo stawiać granice i wzbudzać niepotrzebne emocje. Łodzie czekały w zatoczce w gotowości. Zbrojni od dawna ostrzyli topory i miecze. Jesień niedługo zapuka do wrót, co znowu odsunie organizację wyprawy w czasie. Ostatnio też sporo wydali srebra, skupując konie, bo brali pod rozwagę również podróż drogą lądową. A tu bezustannie stawiano kolejne warunki.
2 Język staronordyjski był używany na terenie północnej Europy - przede wszystkim w Skandynawii, z której się wywodzi, a także na terenach, do których dotarli i które zasiedlili wikingowie - na Islandii i mniejszych wyspach Morza Północnego, we wschodniej Anglii, na wybrzeżach Irlandii, a także w ośrodkach handlowych zakładanych przez Skandynawów na terenie słowiańskiej Europy - przede wszystkim na Rusi Kijowskiej. Tak duży zasięg geograficzny języka przy niewielkiej gęstości zaludnienia sprzyjał rozdrobnieniu dialektalnemu, a ostatecznie rozpadowi na mniejsze języki.