Sabat - Tom Hex

Kup ebooka

4.04 zł
3.35 zł (3,43 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

Oto jak powstała ta książka i dlaczego warto ją przeczytać. Kiedyś Tom zaprosił nas na uroczystość odkorkowania butelki starego wina, Mouniera Cognaca z 1904 roku, wartego kupę forsy. Ale był jeden warunek. Mieliśmy się pobawić w jakąś strasznie wyuzdaną grę, przynajmniej tak nam powiedział. Mówił różne rzeczy, że na przykład w tej grze przemienimy się w kogoś innego, w jakieś potwory albo w bogów, ale raczej w miazgę. Tak się wyraził, że zostanie z nas miazga. To miała być jakaś magia z najczarniejszej czeluści. I dlatego trzeba wpierw wypić to stare wino, mówił Tom, bo ma moc i dzięki niemu nastąpi transsubstancjacja. Przypadkiem ukruszył mi się wtedy ząb, ale z powodu śliwek, a nie dlatego, że miałem trudność z wymówieniem słowa transsubstancjacja. Nigdy w życiu! Ja takie słowa codziennie wymawiam przed snem jako zaklęcia ochronne. A oni się śmiali. Ale wymiękli przed tą grą, a ja nie. To miało być coś w rodzaju Jumanji, tak mówił Tom. Ale on zawsze ściemnia. A oni spanikowali. Nie ma co się dziwić, po ostatnich wypadkach w krypcie... Johanna się przeziębiła, tak wiało z czeluści. Ale mniejsza o to. Kolesie nie chcieli pić, jak przyszło co do czego. Jeden że nie pije wina, drugi że prowadzi, trzeci się niby ochlapał i hyc do łazienki, czwarty że cierpkie. Więc piliśmy sami i było nawet niezłe. Więc się później dołączyli. A potem Tom pokazał grę z otchłani. Chodziło o to, że mieliśmy pisać różne rzeczy na karteczkach i je sobie przyklejać na ciało. I to wszystko. No więc przykleiłem sobie kartkę z napisem smutny. Po krótkiej chwili, tyle co ejakulacja, zauważyłem, że faktycznie jestem smutny. Inni też to skumali. Ten co miał karteczkę skakać, naprawdę chciał skakać. To niesamowite! Potem miałem napis idealista i ku prawdziwemu zaskoczeniu nas wszystkich, myślałem w ten właśnie sposób. Nie wiem, skąd się to brało, ale słowa, takie idealistyczne, ach i och, wszystko cudowne i niebiańskie, same przychodziły mi do głowy. Jeden z kolesi nakleił sobie napis idiota, a drugi ekstremista i omal się nie pozabijali. Tom przykleił sobie karteczkę płoche dziewczę. Szkoda, że nie widzieliście, co wyczyniał. Ale to było nic wobec tego, co inni próbowali z nim wyczyniać! Najwyraźniej te etykietki działały nie tylko na właściciela, ale i na otoczenie. To było jak we śnie, kompletna paranoja. Mieliśmy cały karton tych karteczek i sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. To było wesoło, to smutno. Zmienialiśmy cechy, poglądy, płeć, wygląd, wykształcenie, wyznanie tylko przeklejając karteczki. W końcu Tom nakleił sobie etykietkę Bóg i zaczęliśmy go traktować jak Boga. Znosiliśmy ofiary. Osobiście intonowałem pieśni pochwalne ku jego szlachetnemu obliczu.

Ale to nie był koniec. Tom kazał nam przyklejać karteczki, ale ich nie zdejmować, więc byliśmy cali obklejeni papierem, tak że nie było w ogóle widać, kto jest pod spodem. Owszem, widziałem kogoś, ale tylko sam wierzch, a na tym wierzchu kartki z różnymi napisami, na przykład strażak, młody, konserwatysta, blondyn, ojciec, zdolny, psychopata i tak dalej, ale kto był w środku, nijak zgadnąć i nijak to wszystko odczytać. I już nie było tak wesoło, bo musieliśmy jednak wszystkie te teksty mozolnie czytać.

Ale to znowu nie był koniec. Tom kazał nam zdjąć hurtem wszystkie te karteczki. I nagle staliśmy się nadzy, bez żadnych określeń. Patrzyliśmy na siebie jak na jakichś cudaków. Nie mogliśmy z siebie czytać, więc byliśmy jakby tacy sami, w dziwnej jedności, bez napisów określających, kto jaki jest. I tak siedzieliśmy sobie, aż ktoś nakleił sobie karteczkę. Jakaś tam etykietka. I ten gość, co ją sobie nakleił, był już oddzielony od nas. A potem Tom nakleił sobie napis demon, wyjął długi zakrzywiony nóż i oznajmił, że koniec zabawy: że zdejmujemy swoje prawdziwe skóry. Rzecz działa się w krypcie, płonęły świece, więc efekt był murowany. Wszyscy spieprzyli stamtąd w mgnieniu oka.

Na koniec okazało się, że ktoś zwinął korek od wina. Nie wiem na co komu korek, ale Tom bardzo z tego powodu rozpaczał i mówił, że jak ktoś go znajdzie, to niech odda, bo inaczej nigdy nie wyjdziemy z tego stanu. Ale korek chyba się znalazł, bo wariactwo minęło, a gra się skończyła. Chociaż nie do końca, bo jak słyszę, że ktoś mówi, że co to nie on, to myślę sobie wtedy - gościu, popieprzyły ci się etykietki. Sam też nie jestem pewien co do moich. Czasem sobie myślę, że nie wiem, kim naprawdę jestem, bo co sobie pomyślę, to zawsze to jest jakaś nalepka. I niestety te nalepki mają cholernie dobry klej.

Spisałem to wszystko dzień później, a Tom mówi: jaki dobry wstęp do książki. Jakiej książki? - zapytałem, a on powiedział, że jak już jest wstęp, to on napisze do niego książkę. No i to jest ta książka, którą właśnie czytacie.

Frater Ygg, akolita w Kaplicy Misterium

Pieśń rytualna Krętej Ścieżki z bębnami

(można rapować)

Świece kadzidła płoną pochodnie

Ołtarz dary w miseczkach i ognie

Woda ofiarna błogosławienie

Bóstwa wezwane okadzenie

Święte sylaby święte kierunki

Potrawy gotowe gotowe trunki

Uczta ofiarna inwokacje

Rytmiczne śpiewy inkantacje

Kapłan kapłanka ich zaklęcia

Zasłony iluzji do przecięcia

Nóż zakrzywiony się unosi

Echo zwycięstwa się roznosi

Ogień Powietrze Woda i Ziemia

Pełnia księżyca czas uniesienia

Wszystko jest święte czyste i boskie

Bębny rytmiczne tańce beztroskie

Umysł ogarnia trans przeznaczenie

Ciała w ekstazie błogosławienie

Bóg już przybywa przybywa Bogini

Kochanek kochance miłość uczyni

Lewa i prawa strona się łączy

Góry i dołu nic nie rozłączy

Sacrum profanum są zjednoczone

Życie ze śmiercią błogosławione

Energia płynie moc przeistacza

Braci i Siostry do szczęścia przeznacza

Wszystko jest boskie i doskonałe

Życie było w częściach i już jest całe

Rytuał jak życie jesteśmy bóstwami

I zaczynamy władać Mocami

Bębny rytmiczne tańce beztroskie

Wszystko jest święte czyste i boskie