Rzeczywistość a sens życia - Zygmunt Bałtruszewicz

Reflow text when sidebars are open.
W naszych rozważaniach pod pojęciem Stwórcy rozumiemy tę część realnego świata, który jest sprawcą rzeczywistości, jaką przeżywamy i oglądamy.
Do poznania rzeczywistości mamy - mówiąc w przenośni - dwie księgi. Jedną stanowi cała przyroda, natomiast drugą jest cywilizacja ludzka - kultura, a nade wszystko rzetelna wiedza zdobyta w czasie naszej egzystencji, nasze zaangażowanie intelektualne w poznawaniu Natury i tworzenie nowych stanów. Jeśli twardo stąpamy po ziemi, to zakładamy a priori, że jesteśmy integralną częścią Natury.
Jeśli mówimy o kulturze, to mamy na uwadze ludzką egzystencję z jej całościową działalnością. Oznacza to zaliczanie do niej nie tylko dorobku ludzkiego o najwyższym locie, ale także tego zwykłego, wynikającego z naszego codziennego bytowania.
Można także świat rozpatrywać w kategoriach dowolnej religii. One również stanowią określony dorobek ludzkiego intelektu. Nie sposób odmówić wielkiego umysłu Mojżeszowi, Mahometowi, Buddzie, Chrystusowi, Tomaszowi z Akwinu czy E. Gilsonowi. Dowolna religia w swoisty sposób interpretuje rzeczywistość, daje odpowiedź z zasady dość oryginalną na trapiące ludzkość problemy. Wyjaśnienia te często są niezgodne z jakąkolwiek logiką, pomimo to w swoisty sposób zaspakajają ludzką potrzebę poznawania rzeczywistości. Niewątpliwie ta wrodzona ciekawość poznania siebie, swoich losów i świata zewnętrznego jest zakodowana w naszym genomie.
Stąd nasuwa się pytanie, dlaczego mamy potrzebę stawiania pytań dotyczących nieznanych obszarów rzeczywistości i poszukiwania oraz dążenia do uzyskania odpowiedzi? Czyżby w tym krył się również sens naszego istnienia?
Kiedy dana dziedzina nie ma interpretacji naukowej, wówczas jest pole do różnorakich objaśnień. Ponieważ bardzo często są to sprawy będące poza zasięgiem doświadczenia, czyli mówiąc językiem Kanta, transcendentne, stąd między innymi rodzi się możliwość swobodnego ich wyjaśniania. Dowolna religia z zasady buduje swoje idee na fundamentach spirytualnych, następnie wprowadza wiele elementów symbolicznych, ostatecznie forma dominuje nad treścią. Niewątpliwie elementy mistyczne uatrakcyjniają głoszone poglądy czy idee. Stosuje się też określone skróty myślowe, aby im nadać tajemniczość,
Stwórcę całego Wszechświata i Jego organizatora przedstawia w postaci osobowej - Boga czy Jahwe, Allacha albo innych osobliwości będących budowniczymi Wszechświata i jego wodzirejami.
W naszych rozważaniach zakładamy, że pojęcie Stwórcy ma znaczenie uniwersalne i dotyczy tak stwórcy realnego, jak i dowolnego mistycznego. Również pod tym pojęciem kryje się tak zwany rozum, intelekt Natury, ponieważ rzeczywistość wbrew pozorom jest logiczna, działa w sposób odbierany przez nas jako rozumny, na zasadzie prób i błędów.
Według naukowców, szczególnie fizyków, panuje przekonanie, że Stwórcą rzeczywistości jest Uniwersalne Prawo Natury, stąd jesteśmy uprawnieni do stwierdzenia, że to Prawo ma takie same atrybuty jak Bóg czy Allach, za wyjątkiem czynienia cudów.
Fakt istnienia Stwórcy nikogo myślącego nie powinien zaskakiwać. Problem sprowadza się do jego interpretacji. Nieuprawnione jest tłumaczenie Go jako zjawiska mistycznego. Jeśli mamy rozpatrywać Go w sposób rzeczowy, to nie można Mu przypisywać atrybutów nieposiadających realnych podstaw.
Jeśli zauważamy, że cała rzeczywistość funkcjonuje według określonych praw czy właściwości, a one są logiczne przyrodniczo, to jesteśmy uprawnieni do dostrzeżenia aksjomatu: tam, gdzie są prawa przyrodnicze, istnieje rzeczywistość i odwrotnie: tam, gdzie ich nie ma, nie ma rzeczywistości. Stąd mamy podstawę przyjąć twierdzenie, że fenomenem uosabiającym te prawa jest Stwórca - organizator rzeczywistości zdradzający właściwości intelektu. On jest dysponentem nie tylko materii, energii, ale również informacji i intelektu ludzkiego - bo człowiek jest integralną częścią Natury.
Zakładamy, że Stwórcą jest osobliwością będąca dysponentem całego kosmosu i wszelkich zjawisk w nim istniejących.
Notabene, jest pewna część fizyków twierdzących o istnieniu tylko indeterminizmu. Opierają oni swoje między innymi założenia na niemożliwości jednoczesnego ustalenia położenia i pędu cząstek elementarnych. Warto zauważyć, że pomimo trudnych do ustalenia pewnych parametrów zachowania się cząstek elementarnych, wszelkie atomy czy pierwiastki, z których są one zbudowane, nie zmieniają swoich właściwości, pomimo mijania stuleci czy milionów lat są ciągle takie same, czyli są pozaczasowe, nie podlegają biegowi czasu. Stąd należy wnioskować, że istnieją określone prawa, które podlegają determinizmowi, pomimo poniekąd pozornie chaotycznych ruchów Browna. Nawiasem mówiąc, dzisiejsze opracowania naukowe z zakresu fizyki wykazują istnienie determinizmu, a zatem dowolny skutek musi mieć przyczynę. Obecnie uwidacznia się tendencja do powrotu do opierania wyników badań na logice klasycznej i tak zwanym zdrowym rozsądku. Prawdę mówiąc, teoria względności i teoria kwantowa w zasadzie negowały szczególnie zdrowy rozsądek i logikę klasyczną.
Wszelkie teorie negujące filary rzetelnej wiedzy stają się mistyfikacją rzeczywistości, a nie nauką.
* * *
Mamy zakodowaną potrzebę życia jak najdłużej i szczęśliwie, chcemy mieć opiekuna o szczególnych walorach, do którego mógłby zwracać się każdy o pomoc, szczególnie w trudnych okresach życiowych. Właściwie prawie każda religia taką pomoc obiecuje, jeśli nie za życia doczesnego, to w życiu pozagrobowym. Każdy będzie egzystował szczęśliwie i wiecznie, jeśli spełni za życia na Ziemi określone warunki. Tak przynajmniej głosi Kościół katolicki. W innych religiach są zbliżone obietnice i wymogi. Religia to określona idea, opierająca się głównie na przesłankach niemożliwych do sprawdzenia oraz zjawiskach do tej pory przez naukę niezbadanych. Aby potwierdzić ich prawdziwość, wiarygodność, głosi się wszem i wobec o zwalczaniu fałszu i podkreśla się, że prawda jest ich niepodważalnym, fundamentalnym atutem. Religia ciągle powtarzana staje się poniekąd swoistą prawdą, natomiast masowość praktykujących potwierdza jej konieczność. Trudno nie traktować poważnie dowolnej religii, skoro ogromne rzesze ludzi znajdują w niej duchowe oparcie i poniekąd sens oraz cel istnienia. Z pewnością religie stanowią konieczność Natury i są określoną jej właściwością. Możemy je określić jako opium dla szerokich mas, jako mity, które traktuje się z przymrużeniem oka. Jednakże one stanowią swoistą ochronę przed degeneracją ludzkości, stanowią podstawę do ustanowienia zasad i wzorców postępowania moralnego oraz podstawowe wartości określonej etyki. Religie nadają swoisty sens życiu, natomiast zawiedzionych pocieszają i obiecują lepszy żywot po odejściu z tego świata.
Religię, chociaż byłyby najbardziej absurdalne, mają często głębokie uzasadnienie psychologiczne.
Jeśli dla prawidłowej egzystencji fizycznej dla każdego z nas jest niezbędny tak zwany chleb, to dla właściwego funkcjonowania sfery mentalnej jest niezbędna idea uzasadniająca nieodzowność istnienia człowieka, ukazująca sens i cel jego bytu. Pojawienie się religii było koniecznością Natury. To samo możemy powiedzieć o powstaniu fizyki czy matematyki. Newton stworzył podstawy fizyki klasycznej. Gdyby się nie narodził to teraz nie byłoby fizyki klasycznej? Każdy zdaje sobie sprawę, może poniekąd podświadomie, że pojawiłby się ktoś inny, kto sformułowałby podstawy tej nauki. To samo dotyczy i matematyki. Zamiast Pitagorasa czy Talesa z Miletu byliby inni, którzy sformułowaliby podstawy matematyki czy geometrii. Stąd chyba jasno wynika, że problem rodzenia się idei czy konkretnej wiedzy stanowi wypadkową wielu składowych, potrzeb społecznych. To samo możemy powiedzieć o twórcach religii czy sekt. Zamiast Mojżesza, Buddy, Chrystusa, Mahometa czy Tomasza z Akwinu byliby inni, którzy tworzyliby konkretne religie. A więc problem sprowadza się do potrzeby społecznej, wynikającej z poziomu świadomości i jej stanu intelektualnego. Natomiast twórcy tych idei byli wyrazicielami wymagających zaspokojenia społecznych potrzeb, na miarę poziomu rozwoju i zapotrzebowania intelektualnego.
Religie, chociażby były najbardziej absurdalne, mają rzeczowe uzasadnienie. Wówczas kiedy życie toczy się jak po grudzie, każdy dzień jest ponury, człowiek zadaje pytanie, po co żyć, jeśli jego istnienie jest takie beznadziejne, nieznośne. I wówczas religia podpowiada, że to życie nędzne będzie wynagrodzone w niebie, bo życie na ziemi to jakiś mały fragmencik w stosunku do wieczności niebiańskiej.
Niejednokrotnie spotykają nas różnego rodzaju nieszczęścia i wówczas jest do kogo zwracać się o pomoc. Niewątpliwie przekonanie, że istnieje ktoś, komu można wyżalić się i prosić o lepszy byt, ma duże znaczenie psychologiczne. Do tego, jeśli jest się przekonanym, że te prośby mogą być wysłuchane i mogą się ziścić, ten akt na pewno zawiera duży ładunek emocjonalny, a zatem dodaje sił do dalszej egzystencji.
Określone ideologie mogą być głoszone przez religie lub sekty. W zasadzie pierwsze i drugie opierają się na przesłankach mitycznych. Mogłoby się wydawać, że ludzie realnie myślący nie powinni tych idei uznawać. Jest jednakże inaczej, całe rzesze je wyznają, a co za tym idzie, poniekąd akceptują kanony religii. Może ten stan wynika również z podświadomości, intuicji, która podpowiada o istnieniu Stwórcy, osobliwości tworzącej rzeczywistość taką, jaką przeżywamy?
Odczuwamy instynktownie istnienie określonej właściwości, która czyni świat takim, jaki oglądamy i przeżywamy. Notabene, między innymi Kartezjusz i Bergson, twierdzili, że intuicja ujmuje poznanie bezpośrednio jako niezafałszowane. Jeśli ci filozofowie mają rację, to istotnie nieraz odczuwamy intuicyjnie jakieś zdarzenie, którego mentalnie sobie nie uświadamiamy.
A propos, według Bergsona poznanie intuicyjne polega na bezpośrednim ujmowaniu rzeczywistości w całości i jej zmienności. Intuicja jest rodzajem instynktu, jest świadomym instynktem. Twierdzi on, że instynkt jest naturalnym zjawiskiem biologicznym, powstałym w wyniku przystosowania organizmu do wymogów życia. Dalej Bergson stwierdza, że intuicja to naturalny wytwór przyrody, więc może tę przyrodę poznać. Według jego oceny na tym polega jej wyższość nad intelektem, ponieważ ma tę samą naturę, co przedmioty poznawcze. Ponadto, ów filozof przekonuje, że intelekt nie jest w stanie dotrzeć do właściwości Natury rzeczywistości, ślizga się po powierzchni zjawiska, ponieważ je schematyzuje i upraszcza. Natomiast intuicja dobrze sobie radzi z głębią i autentycznością rzeczywistości.
Istotnie, odczuwamy istnienie czegoś, co stworzyło i dalej tworzy rzeczywistość. To przekonanie znamionuje właściwości intelektu w naszym słownictwie i odczuciu. W tym przypadku siłą faktów jesteśmy poniekąd zmuszeni do stwierdzenia o istnieniu intelektu bez mózgu. Aby obronić tę tezę, weźmy pierwszy dowolny przykład. Niech to będzie jabłoń. Wiosną pojawiają się na niej zalążki kwiatów. Po niedługim czasie rozwijają się one w piękne kwiaty o przyjemnym zapachu. Są to kwiaty szczególne, bo swoim wyglądem i zapachem zachęcają owady, a w szczególności pszczoły, do pobierania nektaru i pyłku. Poprzez ten zabieg, zwłaszcza dzięki pszczołom, następuje zapylenie jabłoni. Po jakimś czasie na drzewie pojawiają się małe jabłuszka, w czasie dojrzewania nabierają pięknych kolorów i kształtów. Co jest istotne to to, że te jabłka zawierają w sobie nasiona i niezbędny materiał do narodzin zalążka nowej jabłonki. Pod koniec jesieni, lub nieco wcześniej, kiedy owoce zaczynają dojrzewać, ogonki jabłek odrywają się od drzewa. Po pewnym okresie, gdy nadchodzą pierwsze przymrozki, jabłoń ogołaca się. Nie ma już ani owoców, ani liści, sterczą same gałęzie.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że ktoś, kto kieruje w sposób godny podziwu zachowaniem jabłoni, powinien posiadać właściwości umysłu. Odnosimy wrażenie, że ten, kto "poprowadził" cały cykl od zalążków kwiatów aż do spadania owoców, jest zjawiskiem rozumnym. Człowiek musiałby wytężyć swój umysł, aby pokierować tym cyklem "zachowania" się jabłoni, a w szczególności budową jabłek i spowodowaniem, aby owady - pszczoły zapylały kwiaty jabłoni.
Ten bardzo mały fragment przyrody ukazuje istnienie inteligentnego działania bez mózgu. Wykazaliśmy na tym przykładzie istnienie rozumnego działania rzeczywistości bez umysłu. Ten przykład nie jest odosobniony, zjawisko zdradzające intelekt przyrody jest powszechne, napotkamy je w dowolnym miejscu rzeczywistości, problem sprowadza się do przeanalizowania dowolnego przypadku.
Nie będziemy w błędzie, jeśli stwierdzimy na podstawie obserwacji, czego potwierdzeniem jest opisany przykład, że ta inteligencja bez konkretnego mózgu jest właściwością Natury.
Możemy zakładać, że to zjawisko jest spowodowane genotypem lub fenotypem. Zgoda, przyjmijmy, że zjawisko tak zwanego logicznego postępowania owej jabłoni jest spowodowane genotypem. Jednakże, jak wyjaśnić współdziałanie tego drzewa z otoczeniem, na przykład zapylanie kwiatów przez pszczoły itp., budowę jabłek, które zawierają nasiona i miąższ. W nasionach jest zawarty genom, a w nim są dane wszelkie cechy jabłoni, natomiast miąższ jest ochroną i pokarmem dla zapoczątkowania nowego "życia" jabłonki. W tym działaniu zauważamy myślenie przyszłościowe, a mianowicie: czego należy dokonać, aby jabłoń rozrastała się i istniała latami.
Stąd między innymi jesteśmy skłonni twierdzić, że istnieje powszechne Prawo Przyrody regulujące wszelkie współzależności. Można przyjąć, że jeśli nasza intuicja podpowiada nam o istnieniu osobliwości dysponującej również intelektem, to ten "podszept" ma dużą dozę prawdopodobieństwa.
Dlatego jeszcze raz zaakcentuję, że tę osobliwość określamy mianem Stwórcy. Naukowcy, a w szczególności fizycy, określają Go jako Uniwersalne Prawo Przyrody.
Ponieważ lubujemy się w zjawiskach tajemnych, stąd Stwórca mistyczny jest bardziej atrakcyjny niż realny. Chyba nie popełnię zbyt dużego błędu, jeśli dopowiem, że Stwórca mistyczny intensywniej oddziaływuje na ludzką psychikę, przeto jest bardziej skuteczny. Dowolna religia poprzez liturgię oddaje Jemu stosowny hołd, kieruje doń prośby i w specyficzny sposób może z Nim "obcować". Notabene istnienie Stwórcy realnego nikogo myślącego nie powinno zaskakiwać, natomiast, jeśli ktoś jest przekonany o bycie Boga nadprzyrodzonego, to jest to już problem jego własnych przekonań, których nie mam zamiaru podważać.
Podziwiamy Jego geniusz, bo według naszych odczuć rzeczywistość jest zbudowana w sposób logiczny, godna podziwu.
Prawdę powiedziawszy, niejednokrotnie religie stanowią swoisty oręż w obronie i walce o trwanie poszczególnych krajów czy narodów. Szczególnie to zjawisko jest wyraziste w judaizmie, w którym to ona głównie łączy Żydów w jedną diasporę i scala tę narodowość w walce o trwanie i rozwój. To samo dotyczy islamu. Przy jego pomocy Arabowie jednoczą się i walczą o własny byt. Również to samo zjawisko występuje w Kościele katolickim czy prawosławnym. Dość często religie stają się swoistą bronią w walce o byt narodowy lub interesy grup wykorzystujących wierzących lub instytucje religijne dla własnych interesów. Częstokroć religie spajają określone społeczności i wpajają im postawy patriotyczne. Religie również rodzą fanatyków, którzy dla nich poświęcają życie, będąc przekonani, że oddanie go za religie otwiera wrota do wiecznego raju.
* * *
Książka ta stanowi szkic o tendencjach filozoficznych. Napisałem ją z myślą o tym, aby w sposób popularny przedstawić rozważaną tematykę, a zatem z przeznaczeniem dla szerokiego ogółu Czytelników. Jestem przekonany, że niejednokrotnie dość zawiłe zagadnienia o charakterze poniekąd filozoficznym można przedstawić w sposób możliwie prosty, bez wnikliwych analiz i zawiłych wywodów zawodowo-naukowych. A więc nie jest to profesjonalny opis rozważanych problemów adresowany do odbiorcy zajmującego się badawczo tą tematyką, ale do czytelnika refleksyjnego, o różnym poziomie edukacyjnym, jednakże nie leniwego intelektualnie. Na kartach tej prozy proponuję wspólne rozważania na temat naszej egzystencji na tle rzeczywistości. Chciałbym zainteresować Czytelnika taką tematyką, jak:
- Stwórca naturalny lub nadprzyrodzony,
- człowiek - realizator "zamysłu" Stwórcy,
- człowiek - twórca nowej ery rozwoju rzeczywistości, ery intelektu,
- człowiek, transformując swoją kondycję na otaczającą rzeczywistość, utrwala swój byt, pozostawia po sobie trwały dorobek, ślad,
- seans i istota życia.
Sądzę, że każdego z nas, w sposób naturalny, nawiedza nieraz myśl o naszym miejscu w rzeczywistości. Dzięki wiedzy z takich dyscyplin, jak: biologia, genetyka, biologia molekularna, etologia, synergetyka dowiadujemy się o naszych naturalnych narodzinach. Nauki te udowadniają, że jesteśmy częścią Wszechświata, że nasze zachowania podlegają prawom rzeczywistości. Okazuje się, że mamy prawo być dumni z faktu bycia człowiekiem i stanowienia najnowszej generacji rozwoju kosmosu, budowniczym, kreatorem nowej ery mentalnej i kultury. Aby dalej rozwijał się świat, pojawił się człowiek.
Można zakładać lub wyjaśniać, że pojawiła się ludzka istota za przyczyną Stwórcy naturalnego lub nadprzyrodzonego. Zakłada się, że naturalnym Stwórcą jest Uniwersalne Prawo Natury, natomiast nadprzyrodzonym: Bóg, Jahwe, Allach, Brahma. Również można zakładać, że Bóg działa poprzez prawa przyrody i istnieje w każdym miejscu, jak to udowadniają współcześni teolodzy. Teologia katolicka głosi: "Bóg istnieje wszędzie, w każdym miejscu... Absolut nie jest wyłącznie w tym czy innym miejscu, gdyż jest wszędzie - jest wszechobecny" [ks. S. Kowalczyk, Filozofia Boga, Lublin 1993, s. 327]. Jednakże pomiędzy naturalnym Stwórcą a teistycznym istnieje różnica co do zjawisk nadprzyrodzonych - cudów.
Niezależnie od tego, kto przyczynił się do naszego pojawienia się na świecie i tak on stanowi najwyższą wartość przyrodniczą, bo okazuje się, że człowiek realizuje swoim istnieniem "działalność" Stwórcy w egzystencji i ewolucji natury. Nas obdarzono największym darem przyrodniczym - życiem, dlatego między innymi nie można go zmarnować. Naszym obowiązkiem jest spożytkowanie go według naszych upodobań i możliwości, jednakże zgodnie z imperatywem moralnym, a nie jakimś może modnym czy narzuconym sposobem postępowania.
Na pewno nie jesteśmy jakimś przypadkowym tworem rzeczywistości, ale stanowimy najwyższe osiągnięcie rzeczywistości i jesteśmy jej immanentną twórczą częścią. Nasze życie to nie bezmyślne miotanie się w bezsensie rzeczywistości, jak powiadał Sartre, ale stanowimy bodajże kluczowy czynnik Natury w dziele jej ewolucji.
Obojętnie jak byśmy postrzegali osobliwość przyczyniającą się do zaistnienia rzeczywistości, możemy ją określić jako Stwórcę. Jest to podstawowa właściwość Natury lub Boga, która stanowi praprzyczynę narodzin i egzystencji obecnie istniejącego bytu. To stwierdzenie wynika między innymi ze spostrzeżenia, że powszechnie istnieje wszechzwiązek i wzajemna zależność, czyli determinizm w sferze materialnej i mentalnej. W obszarze materialnym istnieje determinizm mechaniczny, natomiast w sferze mentalnej jest determinizm polegający na konieczności pozyskiwania informacji poprzez percepcję i posiadaniu informacji immanentnych oraz specyficznej ich symulacji w umyśle, w którym następnie rodzi się myśl, koncepcja. Te według naszej oceny realne wprowadzamy w życie. Ta konstatacja wynika ze spostrzeżenia, że gdyby nie byłoby informacji i nam danego a priori narządu do wytwarzania myśli jakim jest mózg, to nie istniałaby sfera umysłowa. Ten determinizm mentalny stanowi konieczność przyrodniczą, ponieważ jest sednem ludzkiej egzystencji i podstawowym czynnikiem ewolucji Natury.
Jesteśmy uprawnieni do założenia o istnieniu osobliwości, która była i nadal jest sprawcą zaistnienia takiej rzeczywistości, jaką oglądamy i przeżywamy. Jest natomiast kwestią otwartą, czy ona jest osobliwością spirytualną czy realną.
Osobliwością spirytualną jest Bóg, Jahwe, Brahma, Allach itd.; są to fenomeny obdarzone szczególnymi walorami, posiadające moc sprawczą nadprzyrodzoną, zdolne nie tylko do tworzenia rzeczywistości, ale również zjawisk nadprzyrodzonych - cudów. Te fenomeny są przedstawiane w postaciach ludzkich z pewnością po to, aby były bardziej zrozumiałe, bardziej bliskie człowiekowi.
Część ludności jest nieprzekonana do istnienia osobliwości nadprzyrodzonej. Ludzie ci twierdzą, że świat jest pozbawiony zjawisk spirytualistycznych. Stąd rodzi się pytanie: jeśli nie ma osobliwości o mocach nadprzyrodzonych, to co przyczynia się do istnienia świata? Według większości naukowców, a w szczególności fizyków, panuje przekonanie, że tą osobliwością jest Uniwersalne Prawo Natury [J. Werle, Rozwój i perspektywy fizyki, Warszawa 1969; L. N. Cooper, Istota i struktury fizyki, Warszawa 1975; M. Bunge, Founddations of Physies, Berlin 1967; R. P. Feynman, Wykłady z fizyki, t. 1-3, Warszawa 1974; Encyklopedia fizyki współczesnej, red. B. Pierzchalska, Warszawa 1983].
Notabene, Prawo to również posiada takie same możliwości jak Bóg czy Allach, za wyjątkiem czynienia cudów. Tak samo to Uniwersalne Prawo możemy przedstawiać w postaci symbolu, jak to czynią różne religie, jako syntezę tegoż prawa, aby ono było bardziej komunikatywne - zrozumiałe.
Dla wierzących w moce nadprzyrodzone jest Bóg spirytualny, bo to on stworzył Wszechświat i dalej nim steruje. Pomimo sporów w tej materii, jedno jest pewne, istnieje osobliwość nadająca taki a nie inny kształt i charakter rzeczywistości. Możemy spierać się o Jego właściwości, czy on ma cechy nadprzyrodzone, czy cechy Uniwersalnego Prawa. Nawiasem mówiąc, obecnie całe przyrodoznawstwo opiera się na założeniu, że wszelkie, nieraz bardzo skomplikowane struktury i procesy chemiczne, biologiczne, geologiczne i astronomiczne, są wynikiem działania Uniwersalnego Prawa. Stąd i człowiek jest rezultatem działania tego Prawa.
Dla wierzących w idee spirytualistyczne Bóg stworzył ludzką istotę. Natomiast o celu ludzkiej egzystencji ksiądz profesor Krąpiec pisze: "Egzystencja ludzka jest więc istnieniem w perspektywie Ty transcendentnego i ta perspektywa nadaje wszystkim, nie tylko religijnym, aktywnościom człowieka sens i wartość, nie zmieniając ich wewnętrznej treści" [M. A. Krąpiec, Ja - człowiek, Lublin 1991, s. 390]. Mówiąc skrótowo, byt ludzki winien zmierzać do Boga i ostatecznie zjednoczyć się z Ty transcendentnym poprzez doskonalenie się duchowe.
W tych rozważaniach proponuję przyjęcie nazewnictwa tej osobliwości mianem Stwórcy, niezależnie od tego, czy On ma właściwości nadprzyrodzone czy naturalne.
Gdy powiadamy, że człowiek jest wytworem Natury, to wówczas mamy prawo zakładać, że stanowi on integralną część tejże Natury. Inaczej mówiąc, reprezentujemy tę Naturę w ludzkiej postaci i jej właściwościach. Co więcej, wówczas człowiek jest uprawniony do działania według atrybutów nadanych mu przez Nią. Nie zależy od nas nasze pojawienie się na świecie i nadanie nam tych cech, które manifestujemy. Został nam zaszczepiony głównie poprzez geny cały repertuar potrzeb i konieczności, które ukierunkowują naszą działalność, całe życie. A przecież geny to wynalazek przyrody. Jeśli dopowiemy, że tymi właściwościami realizujemy "zamysł" Stwórcy lub, mówiąc bardziej ściśle, Uniwersalnego Prawa, to nasuwa się wniosek, iż jesteśmy wykonawcami Jego "woli".
Ponieważ zostaliśmy "ulepieni" przez Stwórcę według Jego "upodobania", stąd możemy wnioskować, iż nasze działania mają Jego właściwości. Stąd też jesteśmy uprawnieni do reprezentowania Natury na ludzki sposób. Nie przemówi do nas sama ludzkim głosem. Natomiast my, będąc jej dzieckiem i jej integralną częścią, czyli Naturą w ludzkiej postaci, jesteśmy uprawnieni do postawienia tezy, że nasza cała osobowość stanowi logiczny system, którego zadaniem i jednocześnie celem przyrodniczym jest działalność według danych nam predyspozycji, możliwości działania. Ponadto, nasza ewolucja jako człowieka odbywa się w rzeczywistości. Stąd wiemy na podstawie badań, że właściwości człowieka zasadzają się na naturze i co wyższe polega na niższym i jest przez nie przenikane.
W naszych rozważaniach ludzką działalność określamy mianem kultury, pomimo jej bardzo rozległego pola działalności, od tej prostej, poniekąd prymitywnej, do wysublimowanej. Według badań ekologów i ich wyników, należy stwierdzić, że kultura polega na naturze, która leży u jej podstaw i tkwi w niej jako wrodzony element zachowań ludzkich.
Jeśli rozważamy sens naszego bytu, to musimy rozważać naszą egzystencję i działalność. Zamysłem autora jest wykazanie, że człowiek jest najwyższym osiągnięciem Natury, stanowi jej integralną część i jest realizatorem Jej "planów." Inaczej mówiąc, człowiek stanowi najbardziej rozwiniętą - złożoną część przyrody, którego istota egzystencji jest zawarta w jego predyspozycjach tak mentalnych, jak i fizycznych. To założenie wypływa z dorobku naukowego nauk przyrodniczych, a głównie osiągnięć etologów. Etolog noblista, Konrad Lorenz, powiada: "Zdaje mi się, że znam bardzo prosty sposób pogodzenia człowieka z tym, że sam jest cząstką przyrody i że powstał w drodze naturalnych procesów bez uchybienia żadnym prawom przyrody..." [K. Lorenz, Tak zwane zło, Warszawa 1996, s. 264]. Stąd między innymi jesteśmy uprawnieni do przyjmowania założenia, że w człowieku są zawarte cechy przyrody - według naszej oceny - te dobre i te złe. Po prostu reprezentujemy i kształtujemy Naturę w ludzkim całokształcie egzystencji. Kształtujemy Naturę według nam danych predyspozycji i możliwości. Jeśli powiadamy, że całą rzeczywistością rządzi Stwórca, to z naszych rozważań wynika, że człowiek jest Jego częścią.
Nadto człowiek tak został chytrze skonstruowany, że realizując własne potrzeby, równocześnie realizuje Jego "plany", natomiast zapłatę za określony trud stanowi zaspokojenie konkretnej potrzeby. Chyba możemy zakładać, że determinizm ludzkiej działalności polega między innymi na odczuwaniu wolnej woli i całkowitej swobodzie w działalności, szczególnie umysłowej. W tym zakresie istnienie determinizmu mechanicznego byłoby nieporozumieniem. Jesteśmy przekonani, że działania, które wykonujemy, wynikają z naszych możliwości i potrzeb powstałych i istniejących w czasie trwania naszej egzystencji.
Ponieważ człowiek ma jedno istnienie, dlatego należy je spożytkować do możliwie udanego życia, jednakże przeżytego według zasad moralnych. Życie człowieka, to znaczy jego egzystencja, odbywa się tutaj i teraz, jej wartość to wartość życia człowieka. Natomiast, gdy człowiek przestaje fizycznie istnieć, to jego dalsza "egzystencja" tkwi w jego działalności - dorobku, który nie ginie, tylko podlega transformacji.
Aby możliwie zadowalająco wypowiedzieć się na te tematy, spróbujmy przeanalizować podstawowe właściwości naszej egzystencji.
nt. pracy Zygmunta Bałtruszewicza Rzeczywistość a sens życia (proza filozofii współczesnej)
Przedstawiona do recenzji proza refleksyjna jest próbą całościowego spojrzenia na świat i pozycję oraz rolę, jaką człowiek powinien odgrywać we współczesnym świecie. Jest to próba filozoficznych przemyśleń i próba podjęcia dyskursu filozoficznego na temat konieczności i życiowej aktywności człowieka przez cały okres jago trwania - od momentu narodzin po zejście z ziemskiego padołu. Jest to próba pokazania, iż czas życia to nie tylko - za Pitagorasem konieczność "pamiętaj o śmierci - memento morii", ale przede wszystkim wyzwalania i utrzymania aktywności człowieka, szczególnie tej intelektualnej, sprawczej przez całe życie - aż do całkowitego pozbawienia czucia.
Autor posiada niezwykle cenny dar. Umiejętność refleksji nad życiem, refleksji nad posiadaną wiedzą i kojarzenia faktów. I choć nie jest profesjonalnym filozofem, to jego konstrukcja myślowa, umiejętność budowy struktury wiedzy i logika utrwalania tekstu sprawiają, iż ma się wrażenie, że im dalej czytamy, tym jest on lepszy; niczym dojrzałe wino, a w winie tkwi prawda. Proza ta jest refleksyjna, zmuszająca do myślenia i zastanowienia się nad egzystencją jednostki w naszej ziemskiej rzeczywistości. Stąd trafność tytułu przedłożonej prozy literacko-filozoficznej Rzeczywistość a sens życia.
Jeśli z całą uczciwością można powiedzieć o autorze, że dużo wie (!!!), ma przeogromny zasób wiedzy, której niekiedy brakuje młodym filozofom, to struktura pracy i próba jej maksymalnego rozwinięcia stanowią o słabości dzieła. Śmiem twierdzić dzieła, bo dla autora przedstawiona proza to dzieło życia! I ono takie jest w rzeczywistości. Autor, jak wspomniałem, posiada duży zasób wiedzy. Prowadzi polemiki i odwołuje się do treści: Heraklita, Kartezjusza, Bergsona, Hegla, Marksa, Kanta, Lorentza, wielu poetów i innych naukowców spoza dziedziny filozofii. To sprawia, iż czasami ma się wrażenie chaosu metodologicznego - ale tylko wrażenie. Ścieżka dochodzenia do - trzeba przyznać słusznych - refleksji nie zawsze posłusznych woli czytelnika jest wielowątkowa, brak jest jednoznacznego kryterium, na przykład chronologii czasowej czy chronologii strukturalnej, jednakże po głębszym zastanowieniu się nie sposób zgodzić się z linią prezentowaną przez autora.
Jasność kryterium wyboru i doboru prezentacji i polemiki z autorytetami filozoficznymi, bo niby dlaczego nobliści: Bergson, Camus, Lorentz mają być lepiej traktowani niż Sartre bądź Kant. Kant widać jest ulubieńcem autora rozważania nt. wyższością intelektu człowieka nad zjawiskami fizyko-przyrodniczymi czy możliwościami poznawczymi człowieczego rozumu - jego Sapere aude są aż nadto widoczne i sprawiają wrażenie pełnego entuzjazmu autora sprawami filozofii. Takiego entuzjazmu, który dziś nie udziela się wielu młodym filozofom! Tu widać, że stare dojrzałe wino i entuzjazm umysłu autora biorą górę nad niedoskonałością i czasami brakiem profesjonalizmu. I nagle to, co w tej pracy jest słabością, staje się najpiękniejsze, i za to autorowi należą się słowa najwyższego uznania.
Autor wykazuje rzadko spotykaną cechę - a mianowicie odwagę myśli. Nie jest typowym koniunkturalistą - ma odwagę i nawiązuje do potępionego Marksa, ale w jego konstrukcji myśli znajduje swoje miejsce Stwórca. Pluralizm filozoficzny jest mocną stroną autora, na przykład iskierka boskiego rozumu - pyłku kosmosu, F. Hegla, G. Batesona, F. Capara - takie nazwiska w tej pracy tylko nas o tym utwierdzają. Autor tym samym nie daje się zaszufladkować ze swoimi poglądami do monizmu materialistycznego czy idealizmu filozoficznego.
Nie sposób zaliczyć wszystkich wartościowych, współczesnych cytowanych dzieł pokazujących istotę życia, miejsce człowieka, współzależności jego aktywności i rozwoju. Jest jedno pewne - umysł piszącego to dzieło nie zardzewiał, ale błyszczy w pełnym blasku! Godzien jest pełnego podziwu i uznania. Bo wydania dzieła.
Czego mi zabrakło: autor słusznie zauważa, że aktywność człowieka jest przejawem kultury! Ale kultura to źródło cierpienia - pisał Freud.
Książkę warto przeczytać, choćby po to, żeby zobaczyć, jak autor pokazuje człowieka i jego miejsce we Wszechświecie. Szczególnie polecana jest fantastom, którym wydaje się, że jeśli buszują w wirtualnej rzeczywistości, to mogą bagatelizować znaczenie rodzaju ludzkiego. Autor każe się tym wszystkim nad tym zastanowić, popaść w refleksję i zadumę! I zmusić człowieka do refleksji, do dyskursu - to chyba najważniejsze przesłanie tej antropologicznej prozy współczesnej poświęconej rzeczywistemu miejscu człowieka we Wszechświecie, trosce o sens jego życia w dzisiejszych zmieniających się czasach. I zamiast pędzić jak szalony do przodu, każdy z nas powinien pomyśleć nad tym, co czyni. Po to jest potrzebna ta książka! Nie carpe diem - w pogoni za zyskiem, ale zwolnij, zastanów się - spiesz się powoli, pomyśl, to nie boli, i to w tej książce chodzi! Jeśli poszukujesz sensu życia - musisz to przeczytać!
Dr Paweł Kasprzyk
b. Kierownik Zakładu Filozofii
w Akademii Pomorskiej
w Słupsku