Rozdział 2
Konflikt sukcesyjny
Gdy oficjalnie ogłoszono powstanie Konfederacji Targowickiej, Warszawa eksplodowała.
Gazety nie przebierały w słowach.
"Targowica powraca!"
"Zdrada czy legalizm?"
"Czy konstytucja została właśnie pogrzebana?"
Na ulicach pojawiły się ulotki, jedne potępiające nazwę, inne ją broniące.
- To bezczelność! - krzyczał poseł Stronnictwa Patriotycznego na posiedzeniu plenarnym. - Jak można sięgać po symbol hańby?!
- Hańby nadanej później - odpowiedział spokojnie lider konfederatów. - My sięgamy po formę prawną, nie mit.
- Lud nie rozróżnia mitów od faktów!
- Lud rozumie jedno: czy państwo działa zgodnie z prawem - padła odpowiedź.
Debata trwała godzinami.
W końcu głos zabrał przedstawiciel Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego.
- Panowie - powiedział - nie spieramy się o nazwę, lecz o przyszłość. Targowica, Patriotyzm, Naród - to tylko słowa. Pytanie brzmi: kto ma prawo wskazać króla?
Zapadła cisza.
- Sejm - odpowiedziało kilka głosów.
- W takim razie - kontynuował - zróbmy to otwarcie. Bez dworów. Bez ambasadorów. Bez obcych instrukcji.
...
Depesza dotarła do Petersburga szybciej, niż się spodziewano.
Car Paweł I czytał ją w milczeniu. Każde zdanie pogłębiało jego irytację.
- Czartoryski... - powtórzył. - Mój były minister.
- Wasza Cesarska Mość - odezwał się doradca - to człowiek Zachodu. Nie Sas. Nie Romanow. To precedens.
- To zagrożenie - odparł car ostro. - Jeśli Polska pokaże, że można wybierać króla bez nas...
- ...inni też spróbują - dokończył minister.
Paweł wstał.
- Nie będziemy interweniować - powiedział po chwili. - Jeszcze.
- Jeszcze?
- Jeśli się potkną, Europa zobaczy ich słabość. Jeśli nie... - urwał.
- Wtedy?
Car spojrzał przez okno na Newę.
- Wtedy będziemy musieli nauczyć się żyć z Rzecząpospolitą jako państwem.
...
Tymczasem w Warszawie Sejm zbierał się na decydujące głosowanie.
Regentka wiedziała, że niezależnie od wyniku - świat się zmienił.
Rzeczpospolita wracała.
Nie jako wspomnienie.
Jako problem dla Europy.
...
Nikt nie spodziewał się ciszy.
Gdy marszałek Sejmu uderzył laską w posadzkę, gwar nie ucichł od razu. Dopiero trzecie uderzenie sprawiło, że posłowie zrozumieli: to nie jest kolejne przemówienie. To chwila rozstrzygnięcia.
- Przystępujemy do głosowania - oznajmił marszałek. - W sprawie dalszego sprawowania władzy najwyższej w Rzeczypospolitej.
Każde słowo ważyło więcej niż zwykle.
Nie głosowano nad osobą.
Nie głosowano nad dynastią.
Głosowano nad tym, kto ma prawo wskazać króla.
Pierwszy wniosek, zgłoszony przez Konfederację Targowicką, brzmiał sucho i legalnie:
"Czy Sejm uznaje sukcesję saską za obowiązującą mimo braku męskiego potomka?"
Głosy liczono powoli.
Wynik był bliski.
Ale wniosek upadł.
Po raz pierwszy od śmierci Fryderyka Augusta stało się jasne, że ciągłość dynastii nie wystarczy.
Na sali rozległ się szmer - jeszcze nie triumf, raczej niedowierzanie.
Drugi wniosek złożyło Stronnictwo Patriotyczne:
"Czy Sejm uznaje regentkę za pełnoprawnego monarchę bez konieczności elekcji?"
Tym razem wynik był wyraźniejszy.
Wniosek odrzucono.
Regentka nie poruszyła się ani o krok. Jakby od początku wiedziała, że ten moment nadejdzie.
Dopiero trzeci wniosek - zgłoszony wspólnie przez Konfederację Targowicką i Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne - zmienił wszystko.
Marszałek odczytał go wolno:
"Czy Sejm uznaje, że w sytuacji nadzwyczajnej, wobec wygaśnięcia dynastii i zagrożenia równowagi państwa, prawo wskazania monarchy powraca w całości do Sejmu Walnego?"
Na sali zapadła cisza, jakiej nie było tu od lat.
To był moment przewrotu.
Nie gwałtownego.
Nie krwawego.
Prawnego.