O nieobecnych myśli się cieplej
Kilka lat temu podczas świątecznego obiadu rozmowa zeszła na moje
piersi. Rodzinie nie podobało się, że ochrzciłam je Bert i Ernie1. Mama sugerowała, że lepiej byłoby nazwać je Thelma i Louise, córka zaproponowała imiona jej ulubionych komediantek, Tiny i Amy, moja żona z kolei upierała się, żeby mówić na nie Venus i Serena.
Tata, wtedy siedemdziesięciosiedmioletni, i mój dwudziestodwuletni syn
spojrzeli na siebie porozumiewawczo i przewrócili oczami. Ja odczuwałam
moje nowe, silikonowe piersi jako obce, wcale nie kobiece, nawet nie
ludzkie, trochę jakby były przybyszkami z kosmosu. Pierwszą parę
otrzymałam w darze przy urodzeniu, te zainstalowane przez znanego
chirurga plastycznego zdawały się uzurpatorkami.
Gdy stałam naga przed lustrem, myślałam: ta babka ma niezłe cycki.
Jednak gdy wkładałam ubranie i zaczynałam się poruszać, to odczucie, że
mam coś nowego, dziwnego z przodu, odstręczało mnie. Sama zawsze
akceptowałam w pełni płeć, z którą przyszłam na świat, ale teraz
instynktownie rozumiałam, jakim dysonansem musi być dla osoby
transpłciowej posiadanie części ciała, których się nie chce, jak musi
irytować taki zafałszowany obraz rzeczywistości.
W 2018 roku poddałam się operacji podwójnej mastektomii i nie
zastanawiając się zbyt długo, zdecydowałam się na rekonstrukcję, której
koszty pokrywało moje ubezpieczenie zdrowotne2. Słyszałam
plotki, że mój zawsze opanowany, doskonale znany w branży chirurg
plastyczny w weekendy oddawał się hobby - malowaniu. Musiał więc mieć
jakieś poczucie estetyki. Powiedziałam mu, że chcę "cycuszki joginki" -
mając na myśli coś pomiędzy miseczką A i B. "Takie... cycki A plus" -
zażartowałam. Wyobraźcie sobie, w jakim byłam szoku, gdy zmierzyłam
piersi, by zamówić pierwszy stanik po operacji, i odkryłam, że moja
dysmorfia miała prostą przyczynę: Bert i Ernie miały rozmiar D.
Były też dobre wiadomości: mój rak okazał się jedynie mnóstwem
nieprawidłowych komórek - nieinwazyjnym rakiem przewodowym in situ
typu DCIS. Po siedmiu latach stresujących biopsji mogłam odetchnąć z ulgą: niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Bądź wdzięczna i zignoruj te
dwa Muppety - powiedziałam sobie. Niestety, psychologia związana z posiadaniem piersi jest jednak dość złożona. Wraz z mastektomią
straciłam nie tylko biust, ale też coś, co trudniej sprecyzować -
mgliste odczucie powiązane z pierwotnym instynktem - z braku lepszej
frazy można nazwać to "percepcją piersi". Zanim pojawiły się implanty,
moje piersi w różnych sytuacjach dawały mi znać, że coś się dzieje: gdy
było mi zimno, byłam zdenerwowana, gdy cierpiałam na lęk wysokości, gdy
miałam dostać okres albo byłam podniecona, zupełnie jakby były
odczuwającymi istotami z własną podmiotowością. Teraz, przeciwnie,
nieożywione implanty milczały. Nie mówiąc już o tym, że jak dla mnie
były nieporęczne i za bardzo rzucały się w oczy.
Gdy studiowałam historię sztuki, oglądałam powstałe na przestrzeni
trzydziestu tysięcy lat wizerunki Wenus topless, karmiących Madonn,
roznegliżowanych kochanek i feministyczne autoportrety. Ale teraz,
trzydzieści lat później, w tożsamościowym przełomie wywołanym przez nowe
piersi była jedna postać, która wciąż pojawiała się w mojej głowie:
Wolność, a w szczególności ta z obrazu Eug?ne'a Delacroix z 1830 roku
Wolność wiodąca lud na barykady.
Widzimy na nim kobietę z wyprostowaną, silną sylwetką, trzymającą w jednej dłoni francuską flagę, a w drugiej karabin. To nie tak, że zbyt
luźna szata przypadkiem jej się zsunęła: odsłonięte celowo nagie piersi
podkreślają jej odwagę i symbolizują potęgę demokracji. Jednak jest w tym dziele przerażająca ironia. Mimo błagań i manifestów kobietom nie
dano jeszcze prawa głosu, prawa do posiadania majątku, kontrolowania
własnych zarobków, a także dostępu do edukacji. Ta cała Wolność jest
pozorna - fikcyjna kobieta to tylko atrapa, zwodząca te prawdziwe i wpędzająca je w pułapkę zastanej rzeczywistości.
Nagie popiersie Wolności rzecz jasna łączyło politykę i estetykę w nowatorski sposób zgodny z dziewiętnastowiecznymi ideami budowania
narodu, jednak już w kształcie i rozmiarze samych piersi nie było
niczego nowego. Przez całe tysiąclecia ideałem europejskim były piersi w rozmiarze mniej więcej jabłka: czy było to średniowieczne dzikie
jabłuszko, czy barokowe, spore jabłko odmiany Bramley. Z wyjątkiem
cudownie biuściastych hinduistycznych bogiń, piękno kojarzone było
raczej z piersiami o umiarkowanym rozmiarze. Po drugiej wojnie światowej
jednak idealny amerykański cycek zaczął pęcznieć. Czy nowy megabiust był
przewrotnym następstwem hiperwizualizacji ciała, efektem wysypu plakatów
z "gołymi babami" i filmów z Hollywood? Czy może ucieleśnieniem
ideologii polaryzacji płci, próbującej na powrót zamknąć kobiety w domu,
by mogły czekać na wracających z frontu mężczyzn? Podczas drugiej wojny
światowej, gdy amerykańska propaganda rządowa zachęcała kobiety do
pomocy w wysiłku wojennym, Rózia Nitowaczka3 miała, owszem,
zalotnie podkręcone rzęsy, jednak nie epatowała biustem.
Rózia, ikona kobiety pracującej
Duże piersi, jak sugeruje Rózia, tylko przeszkadzają. Są jak wrzód na
dupie. Odkąd dostałam moją nową parę, zdarzało mi się uderzać nimi
przypadkiem o framugi drzwi, w przechodniów na zatłoczonych ulicach czy
mężczyzn w windzie. Ponieważ są pozbawione czucia, często nie orientuję
się w porę, że moje drętwe sutki wbijają się w kogoś obcego (lub co
gorsza znajomego).
Przed operacją jedynym okresem w moim życiu, gdy moje piersi osiągnęły
nieporęczny rozmiar D, był czas po porodzie. Pamiętam, jak karmiłam
dziecko w środku nocy, zastanawiając się nad etymologią słowa "żywić",
czując głębokie połączenie z pierwotnym siostrzeństwem wszystkich tych,
które dają życie. Ogłupiała z braku snu, spędzałam całe godziny,
utożsamiając się emocjonalnie z krowami czy rozważając prawdziwie
egzystencjalne zagadnienia, jak to, czemu ssaki - mammalia - otrzymały
nazwę od gruczołów piersiowych, skoro tylko u kobiet rozwinęły się one
na tyle, by dawać pożywne mleko. W androcentrycznym świecie, w którym
wszelkie klasyfikacje dokonywane były przez mężczyzn i zawsze
podkreślały ich wyższość, wyglądało to na anomalię. Męskie piersi są
dekoracyjne, jednak bezużyteczne, a ewolucjoniści od wieków zastanawiają
się nad tajemnicą ich istnienia4.
Choć nigdy tak bardzo nie czułam mojej zwierzęcej natury jak właśnie
podczas karmienia piersią, sama czynność wcale nie przychodziła mi z łatwością. Może nie odczuwałam tego jako "wyczerpującej służby", jak
napisała o tym Simone de Beauvoir, jednak z pewnością jako
obowiązek5. Czytałam, że mleko matki jest "płynnym złotem".
Że pobudza układ odpornościowy dziecka, zmniejsza jego skłonność do
alergii, a nawet zwiększa jego iloraz inteligencji. Wyniosłam z domu
przekonanie, że najlepsze jest domowe jedzenie i świeża żywność,
podejrzliwie więc traktowałam fast food w proszku nazywany mlekiem
modyfikowanym.
Gdy urodziłam drugie dziecko, dziewczynkę, przyplątało się do mnie
okropne zapalenie piersi, infekcja skutkująca atakami gorączki i zielonkawym wysiękiem z sutka. Przez miesiąc odciągałam pokarm z lewej
piersi ręcznym laktatorem i płakałam, gdy wylewałam bezużyteczną
"wydzielinę" do zlewu. Ponieważ infekcja nie mijała, skierowano mnie do
specjalisty - starszego angielskiego dżentelmena przyjmującego w gabinecie na Harley Street w Londynie. Gdy zdjęłam wypchany do granic
stanik do karmienia, moje cycki były tak nabrzmiałe, że z jednej z nich
wyleciał silny strumień mleka, prosto na kołnierzyk lekarza. Wcale go to
nie rozbawiło. A przecież w jego zawodzie musiało się już mu to
przydarzyć, tymczasem zachowywał się tak, jakbym zrobiła mu jakiś
straszny afront. Jak to możliwe, że laktacja to jednocześnie cnota i ohyda?
Choć doktor wydawał się reliktem przeszłości, zapisał mi antybiotyk
zamiast kompresu ze szczeniąt, który kładziono w osiemnastym wieku na
przepełnione piersi kobiet dotkniętych "gorączką połogową": pieski miały
wyciągać złe mleko. Taki był los Mary Wollstonecraft, założycielki
angielskiego feminizmu, która, zainspirowana rewolucją francuską, wydała
w 1792 roku Wołania o prawa kobiety6. Niestety, zmarła w wieku
trzydziestu ośmiu lat, wkrótce po urodzeniu swojej córki, Mary Shelley,
tej samej, która później napisze pierwszy horror medyczny, czyli
Frankensteina.
Moje pierwsze zetknięcie się ze śmiercią spowodowane było rakiem piersi.
Moja babcia ze strony mamy zmarła w 1971 roku, gdy miałam pięć lat.
Byłam w szoku, bo nagle zobaczyłam, jak moja mama, zawsze niezwykle
opanowana i jak na Angielkę przystało, nieokazująca emocji, wybucha
płaczem. Wciąż miałam w głowie tę historię, dlatego łatwo było mi podjąć
decyzję o rozstaniu się z moimi piersiami. W ciągu siedmiu lat miałam
siedem biopsji, wciąż odkrywano w moich piersiach rosnące dynamicznie
masy atypowych komórek, a lekarze doszli do punktu, w którym nie mogli z całkowitym przekonaniem stwierdzić, że nie mam raka. Podczas badań dwa
razy dostałam krwiaka, raz uszkodzono mi żebro, raz w żyle wywiązało się
zakażenie; zaczęłam potwornie się bać i wprost nienawidzić mammografów i biopsji. Dopadło mnie coś, co nazwano "zmęczeniem monitorowaniem stanu
zdrowia" i podwójna mastektomia zdawała się jedynym racjonalnym wyborem,
który wreszcie popchnie mnie do przodu.
W miesiącu poprzedzającym operację czułam niepokój, ale i wyrzuty
sumienia. Zwykle chodzę na kryty basen, ale tym razem na nasz ostatni
wypad moje piersi i ja pojechałyśmy do hotelu Claremont na wzgórzach
Oakland, gdzie znajduje się dwudziestometrowy basen zewnętrzny. W to
słoneczne poniedziałkowe popołudnie przepłynęłam moje zwyczajowe
siedemdziesiąt dwie długości, wciąż w myślach dziękując moim piersiom za
to, że jeszcze tu są. Przeprosiłam je za to, że nie kocham ich
wystarczająco mocno, i poprosiłam o wybaczenie tego, że się ich
pozbywam. Tak, wiem, że to było dziwaczne. Kołysały się, wciąż tak żywe,
nieświadome losu, który je czeka. Gdyby obdarzone były mocą mowy, ich
żądania zapewne byłyby dość proste: Pozwól nam pływać wolno! Uwolnij nas
od tego bikini, w którym czujemy się jak w więzieniu!
Dwa dni później moje piersi odeszły do jakiegoś bliżej niesprecyzowanego
nieba wyciętych ludzkich tkanek. Pod mięśniami piersiowymi chirurg
umieścił dwie poduszki wypełnione solą fizjologiczną, które nazywano
ekspanderami, piekielnie to bolało. Gdy rozpychały mi pierś, wymieniałam
maile z koleżanką, której transpłciowe dziecko właśnie przeszło operację
powiększenia piersi będącą elementem korekty płci w górnej części ciała.
Nasza korespondencja sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać:
rekonstrukcja piersi, powiększenie piersi, korekta płci to w gruncie
rzeczy bardzo podobne operacje. Dlaczego więc inaczej się je nazywa?
Moja operacja umieszczenia implantów nazywała się rekonstrukcją, ale nie
różniła się od operacji potrzebnej przy tranzycji, równie dobrze
mogłabym więc nazwać ją operacją ponownego potwierdzenia płci. Właśnie
otrzymywałam stworzony ludzką ręką nowy "dowód" na moją kobiecość.
Dzień, w którym operacja miała się odbyć, był nieoczekiwanie całkiem
przyjemny. Całe zespoły ludzi inteligentnych, sumiennych i życzliwych
otaczały mnie atencją i słowami otuchy. Siedziałam w łóżku na kółkach, w rozpinanej z przodu szpitalnej koszuli, anestezjolożka zadawała mi
szczegółowe pytania na temat moich reakcji na leki, a potem wyszła z obietnicą, że dostanę najlepsze znieczulenie ogólne, jakie kiedykolwiek
miałam.
Szczyt przedoperacyjnego zamieszania nastąpił, gdy mój chirurg
plastyczny pojawił się z czarnym markerem w dłoniach i cichą świtą
uczniów i asystentów. Poprosił mnie, żebym wstała, a potem, trzymając
mazak w lewej dłoni, narysował krótką, pionową linię wiodącą przez
środek klatki piersiowej, dwie dłuższe krzywe linie w zagięciach pod
moimi istniejącymi niegdyś gruczołami sutkowymi i półksiężyce nad
szczytem każdej otoczki. Bardziej zwiotczała pierś, ta, która cierpiała
kiedyś na zapalenie, a potem przeszła siedem biopsji, czyli lewa - "no
jasne, że lewa, lewizna i tyle", zdarzało mi się ponuro żartować -
otrzymała większy półksiężyc, co oznaczało, że wycięte zostanie więcej
skóry. Doktor podpisał się swoimi inicjałami nad każdą z piersi, biorąc
odpowiedzialność za efekt.
Spędziłam tydzień w łóżku, obejrzałam wszystkie odcinki Opowieści
podręcznej, ale też odkryłam, że moje okrągłe implanty, mierzone w centymetrach sześciennych, to "numer jeden w portfolio chirurgii
plastycznej", a przynajmniej tak firma reklamowała kolekcję Natrelle.
Misją przedsiębiorstwa miało być "dostarczanie innowacyjnych rozwiązań
naukowych w obszarze odnowy biologicznej". Allergan głosił, że "z tobą
kształtuje przyszłość". Ten język sprawił, że poczułam się jak nieco
zdezorientowany cyborg, niepewny, co myśleć o swoich nowych,
udoskonalonych częściach.
Dopiero gdy do mojego ciała wprowadzili się Bert i Ernie, zaczęłam
zastanawiać się nad tymi piersiami, które miałam kiedyś. Dlaczego
wiedziałam o nich tak mało? Jakie wiodły życie? Co utraciłam?
Jeśli dobrze pamiętam, zadebiutowały pewnego letniego dnia w połowie lat
siedemdziesiątych. Jeszcze nie byłam nawet nastolatką, ale już
wyobrażałam sobie, że moje nowe atuty staną się mocnym symbolem
dorosłego panowania nad sobą albo źródłem hipnotyzującej siły. Wciąż mam
przed oczami niezwykle popularny w tamtym czasie plakat, opublikowany w 1976 roku. Przedstawiał czołowy symbol seksu dekady: Farrah Fawcett w jednoczęściowym kostiumie kąpielowym marki Norma Kamali, rozradowaną, z sutkami, które wyglądały na nieskrępowane i wolne (patrz zdjęcie na
stronie 7).
Gdy miałam piętnaście lat, na moje piersi wylano jednak otrzeźwiający
kubeł zimnej wody. Byłam zmęczona pracą w charakterze babysitterki,
znalazłam więc inną - jako kelnerka w lokalnym klubie golfowym. W kuchni
całkowitą władzę miał szef kuchni, który pił w pracy. Raz w czasie
lunchu przechodziłam przez kuchnię z tacą wyładowaną czystymi
filiżankami i spodkami, gdy nagle zatarasował mi drogę, położył dłonie
na moich piersiach i łypnął na mnie zadowolony z siebie. Oboje
wiedzieliśmy, że to ja będę miała kłopoty, gdy upuszczę tacę i porcelana
zbije się w drobny mak. Dla górnej części mojego ciała był to smutny
dzień - upokarzająca inicjacja do świata seksualnej agresji.
Jakiś rok później, podczas nocowanki u koleżanki ze szkoły, moje piersi
znów zostały dotknięte bez mojej zgody. Spałyśmy na kanapach w salonie,
było to mieszkanie jej starszej siostry. W środku nocy obudziłam się, a nade mną stał gigantyczny nagi facet (był to chłopak siostry koleżanki,
znacznie starszy od niej). Jego wielkie łapy zaczęły myszkować pod górą
mojej piżamy. Przewróciłam się gwałtownie na bok i powiedziałam mu, żeby
natychmiast wracał do łóżka, tonem tak ostrym, jaki tylko zdołałam z siebie wykrzesać. Był tak naćpany, że jego oczy były zupełnie pozbawione
wyrazu, nieprzytomne. Przez godzinę, która zdawała się trwać całą
wieczność, leżałam na brzuchu, odrętwiała ze strachu, podczas gdy on
łaził po pokoju.
Przez następne dekady jakoś zdołałam zapomnieć o tym pustym
spojrzeniu... aż do chwili, gdy Brett Kavanaugh został nominowany na
sędziego Sądu Najwyższego. Podobnie jak Christine Blasey Ford7, i ja przez lata cierpiałam na zaburzenia snu, a właściwie to chroniczną
bezsenność. Agresor zapewne niewiele albo w ogóle niczego nie pamiętał,
a ja nie powiedziałam o tym rodzicom. Ruch #MeToo potrafi pobudzić
pamięć, pokazuje, jak ważne jest mówienie głośno o takich przypadkach i zwiększanie świadomości społecznej. To dlatego teraz zagłębiam się we
własne doświadczenia, traktując to jako środek do zrozumienia kwestii
ideologicznych.
Miałam szesnaście lat, wciąż byłam dziewicą, a moje cycki czuły się,
jakby je ktoś wycyckał - i teraz trzeba je było chować pod ogromniastymi
swetrami. Och, jakże bym chciała, żeby w słowie "cycki" mogła wybrzmieć
taka determinacja i siła jak w słowach "dupa" czy "cipa", jakże bym
chciała mieć więcej śmiałości! Gdy obserwuję kobiety, które upajają się
swoim odsłoniętym dekoltem, myślę, że musiały mieć ogromne szczęście.
Piersi, dekolt - to przedpole i centrum ciałopozytywności.
Przez wiele lat żywiłam w sobie wyniosłe, feministyczne uprzedzenia
wobec kobiet, które "robiły sobie cycki", kojarzyłam to z niepewnością,
próżnością i poddańczym pragnieniem, by być atrakcyjną dla mężczyzn.
Jednak moja "operacja ponownego potwierdzenia płci" zmiotła te osądy.
Kilka osób zasugerowało co prawda, że moja decyzja jest konformistyczna,
sankcjonująca tradycyjne podejście do płci i że w gruncie rzeczy
powinnam odrzucić pomysł rekonstrukcji i wybrać znacznie odważniejszą
drogę płaskiej klatki piersiowej, jednak jak widać, mnie nigdy nie udało
się osiągnąć, a co dopiero utrzymać, politycznie poprawnej tożsamości.
Zresztą, chyba warto byłoby dać kobietom trochę luzu, wszak powiększenie
piersi to najczęściej wykonywana operacja plastyczna na
świecie8. Czy to taktyka zwiększająca szanse na przeżycie w społeczeństwie patriarchalnym, w którym powiększone piersi to
manifestacja pewnego systemu wartości? A może właśnie sposób na to, by
kobiety przejęły kontrolę nad tym, jak postrzegane jest ich ciało?
W ten sposób znów powracam do moich nowych piersi w rozmiarze 34D
(75D)9. W końcu przyszedł dzień wizyty kontrolnej. Miałam na sobie
koszulkę z napisem "Podnosząc innych na duchu, sami wzrastamy".
Zapewniłam mojego chirurga, że jak najbardziej, rozumiem, że mój biust
wygląda dobrze, próbowałam go jednak przekonać, że nie czuję się z nim
najlepiej. Implanty zostały umieszczone pod mięśniami, więc gdy
ćwiczyłam jogę, przy każdej desce i kobrze wchodziły mi pod pachy. Ten
efekt "animacji", jak nazywają go chirurdzy, wzmagał również
towarzyszące mi odczucie, że moje piersi są masywne i przerysowane.
Mój lekarz wyjaśnił mi trzy rzeczy. Po pierwsze, nawet jeśli minęły już
miesiące od operacji, opuchlizna mogła nie w pełni zejść. Po drugie, w oszczędzających sutki mastektomiach jak moja, najważniejszym zadaniem
chirurga jest utrzymanie sutka na środku piersi. Po trzecie, musiał być
ostrożny przy "wypełnianiu kieszonki", żeby nie odciąć zbyt dużo i zapobiec "obumarciu tkanki skórnej". Gdy mówił, nagle doznałam odczucia
déja vu - ta rozmowa już miała miejsce. Jej treść do mnie nie dotarła
z powodu pooperacyjnej opioidowej mgły. Tym razem wyraziłam moje
zrozumienie dla trudności, z jakimi lekarz musi zmagać się podczas
pracy, jednak również zdziwienie, że mimo iż ta gałąź medycyny tak
niezwykle się rozwinęła, i tak w rezultacie dostałam biust matki
karmiącej zamiast niewielkich, lecz dostojnych piersi rodem ze
średniowiecznych snów. Coś było nie tak z systemem.
Jedna z moich sąsiadek przechodziła operację rekonstrukcji piersi cztery
razy. Wciąż były w jej odczuciu zbyt duże, zanim natrafiła na chirurżkę
o nazwisku Carolyn Chang, którą opisywała jako "drobną kobietę, która
zrozumiała moje pragnienie posiadania słodkiej miseczki B". Lekarka była
znana w środowisku artystycznym, dowiedziałam się, że spod jej ręki
wychodzą najdroższe cycki w całym obszarze Zatoki San Francisco. Byłam
ciekawa, co zrobiłaby z moim biustem, więc umówiłam się na wizytę. Półki
na białych ścianach jej biura wypełnione były książkami o malarstwie i fotografii, co sugerowało, że jest kimś w rodzaju znającej się na
współczesnych trendach badaczki atrakcyjności.
Gdy już się rozebrałam, doktor Chang przechyliła głowę i zaczęła
obserwować moje ciało z różnych perspektyw, zupełnie jakby była artystką
przygotowującą się do rzeźbienia popiersia modelki. Zapewniła mnie, że
efekt, który uzyskał chirurg, obiektywnie jest znakomity. Blizny są
minimalne. Kształt bardzo naturalny. Piersi za bardzo się nie marszczą.
Gdy wspomniałam o dyskomforcie związanym z ich rozmiarem, kiwnęła
życzliwie głową. Podniosła moją prawą pierś, potem lewą, jakby szacowała
dłonią ich ciężar. Zbadała też ich gęstość i sprężystość, naciskając
delikatnie palcami na środku i po bokach. Spojrzała mi prosto w oczy,
westchnęła i powiedziała: "Lepsze jest wrogiem dobrego".
W późniejszej rozmowie telefonicznej wyraziła się bardziej dosadnie:
"Mastektomia to amputacja. Stracenie części ciała to ciężka trauma.
Ludzie, którym amputowano część ciała, noszą protezy, by mogli poczuć
się normalnie. Ale potrzeba czasu" - wyjaśniła. Te słowa pozwoliły mi
zrozumieć, że Bert i Ernie, te dwa kosmiczne głupki, przechodziły w tym
momencie proces zespalania, były wchłaniane w zmienioną mnie, kobietę,
która otrzymała zastępcze plastikowe części i wyruszyła z nimi w nową
podróż poszukiwawczą, ogarnięta pragnieniem, by zrozumieć różnorodne
znaczenia i funkcje kobiecych piersi.
Demitologizacja i docenienie piersi
Jak to możliwe, że tak często przyglądamy się piersiom, a tak mało się
nad nimi zastanawiamy? Moje wisiały mi przed nosem przez czterdzieści
lat, zanim zaczęłam dostrzegać ich ważność. To refleksja nad historią
moich własnych cycków popchnęła mnie do decyzji, by zostać koneserką
biustu. Zaczęłam od lektury prac naukowych, a potem szukałam świeżego
spojrzenia, robiłam więc wywiady z bardzo różnymi osobami.
Przeprowadziłam ich sześćdziesiąt i odkryłam pięć grup specjalistów,
którym zapragnęłam poświęcić więcej czasu. Ci eksperci stanowią w moim
odczuciu pentagon wiedzy o piersiach. Patrzyłam, jak pracują, zbierałam
ich spostrzeżenia, a także badałam, jaki wpływ na postrzeganie kobiecych
piersi ma środowisko, w którym przebywają ze względu na wykonywaną
pracę. Przez cztery lata tej podróży badawczej odkryłam całe mnóstwo
podstawowych, ale i uderzających prawd.
Piersi są często niezrozumiane i niedoceniane, marginalizowane w historii ludzkości i ewolucji i tak bardzo zanurzone w męskich
szowinistycznych mitach, że zanim ruszymy w dalszą podróż, muszę się tu
z wami podzielić kilkoma dobrze udokumentowanymi i rozjaśniającymi umysł
prawdami.
Piersi karmią
Z perspektywy ewolucyjnej jedyną funkcją piersi jest karmienie
noworodków. Łacińskie słowo mammae, które oznacza "pierś", brzmi jak
"mama" i bardzo możliwe, że zostało zainspirowane dziecinnym
gaworzeniem. Zanim pojawiły się jego sztuczne substytuty - mleko
modyfikowane zwane inaczej mieszanką - noworodki bez dostępu do mleka
matki nie miały szans na przeżycie. W przeszłości, gdy matka zmarła przy
porodzie, musiała ją zastąpić mamka czy allomatka, która decydowała się
wykarmić cudze dziecko za pieniądze lub z dobrej woli.
Piersi to podstawa człowieczeństwa
Jako homo sapiens w odróżnieniu od innych zwierząt wykształciliśmy
niezwykle rozwinięte umiejętności społeczne oraz złożone sposoby
komunikacji. "Laktacja okazuje się pełnić kluczową rolę w ewolucji
zwierząt, które są jednocześnie towarzyskie i inteligentne" - pisze
Sarah Blaffer Hrdy w książce Mother Nature: Maternal Instincts and How
They Shape the Human Species (Matka natura: jak instynkt macierzyński
ukształtował gatunek ludzki)10. Okazuje się, że to właśnie
całkowita zależność ludzkich niemowląt od mleka matki sprawia, że mogą
się rozwinąć odpowiednie połączenia neuronowe związane ze zdolnością do
kochania i bycia kochanym.
Piersi to pierwszorzędowe cechy płciowe
Przekonanie, że piersi należą do "drugorzędowych cech płciowych",
podobnie jak na przykład owłosienie twarzy u mężczyzn, jest błędne.
Piersi są niezbędne dla rozmnażania człowieka. Cat Bohannon w książce
Eve: How the Female Body Drove 200 Million Years of Human Evolution
(Ewa: jak kobiece ciało stało się napędem dla dwustu lat ewolucji
człowieka) stwierdza, że najważniejszym zagrożeniem dla ludzkiego życia
jest odwodnienie, a zaraz po nim infekcje. Mleko matki pozwala uniknąć
obu tych zagrożeń: w dziewięćdziesięciu procentach składa się z oczyszczonej przez ciało matki wody, a do tego ma tysiące składników
pobudzających układ immunologiczny i mikrobiom11. Bez laktacji
dwieście tysięcy lat ludzkiej reprodukcji po prostu by się nie
wydarzyło. Nie ma piersi, nie ma potomstwa.
Postrzeganie piersi jako seksualnie atrakcyjnych nie jest uniwersalne kulturowo
Antropolodzy zebrali mnóstwo dowodów na to, że pociąg do kobiecych
piersi jest uwarunkowany kulturowo. W rdzennych społecznościach
tropików, gdzie kobiety nie zasłaniają górnej części ciała ani na co
dzień, ani przy karmieniu, piersi należą do dzieci. Katherine Dettwyler,
która przeprowadziła szeroko zakrojone badania etnograficzne w Mali w Afryce Zachodniej, odkryła, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety byli
niezwykle skonsternowani, gdy zasugerowano im, że dorosły mężczyzna może
jako element gry wstępnej pieścić ustami pierś kobiety. Uznali za bardzo
"nienaturalne" to, że dorosłych mogłyby pociągać seksualnie kobiece
piersi12.
To Francuzi zapoczątkowali przemianę piersi w obiekt seksualny
Postrzeganie piersi jako seksualnie atrakcyjnych rozwinęło się wraz z rosnącą popularnością instytucji mamki we Francji w okresie renesansu,
jakieś sześćset lat temu. Gdy arystokratkom udało się przekazać
karmienie dzieci mamkom, nie tylko mogły mieć więcej potomstwa (laktacja
może zahamować owulację), ale też ich piersiom udawało się zachować
bardziej młodzieńczy kształt. Piersi nie należały już do dzieci, lecz do
mężów i kochanków, stały się fetyszem i symbolem statusu.
Począwszy od 1500 roku, francuscy królowie zaczęli zamawiać obrazy, na
których przedstawiano nieskazitelne, zgrabne, nieulegające sile
grawitacji piersi nałożnic, które urodziły im dzieci, obok wielkich
balonów mamek, które je wykarmiły13. W połowie dziewiętnastego
wieku w Paryżu rynek matczynego mleka stał się ważnym biznesem, w którym
agencje pomagały właścicielom sklepów i innym przedstawicielom miejskiej
petit bourgeois umieszczać ich dzieci u wiejskich kobiet, które
wykarmiały je za stosowną opłatą14. W innych państwach
europejskich instytucja mamki to zyskiwała popularność, to ją traciła, w zależności od bieżącego klimatu politycznego, we Francji to była potęga.
Do dzisiaj Francuzki rzadziej karmią swoje dzieci niż kobiety innych
nacji, a Paryż to wciąż stolica uwodzicielskiej koronkowej
bielizny15.
Możliwe, że mleko modyfikowane miało wpływ na heteroseksualną grę wstępną
We wczesnych latach dwudziestego wieku erotyzacja piersi przyspieszyła i nabrała globalnego zasięgu wraz z pojawieniem się pasteryzowanych
mieszanek dostarczanych w szklanych butelkach. Sztuczne karmienie
zyskało popularność, a karmienie piersią stało się déclassé, kojarzone
było z rodzinami, których nie stać na kupno substytutu matczynego mleka.
Co ciekawe, jeśli chodzi o rozwarstwienie społeczeństwa dotyczące
używania mieszanki, przypominało ono do złudzenia różnice w seksualizacji piersi. Słynny raport Kinseya przedstawiony w książce
Sexual Behavior in the Human Male (Seksualne zachowania mężczyzn),
opublikowany w 1948 roku, przynosi intrygujące spostrzeżenia. Okazało
się, że o ile aż 82 procent mężczyzn z wyższym wykształceniem w czasie
gry wstępnej pieści ustami piersi żony, wśród mężczyzn bez wyższego
wykształcenia robiło to tylko 33 procent16. Gdy o to samo
zapytano lesbijki, jedynie 24 procent zadeklarowało stosowanie takich
pieszczot, choć aż 95 procent tej grupy osiągało orgazm - znacznie
większy odsetek niż kobiety w relacjach
heteroseksualnych17. Te dane sugerują, że aktywność
seksualna związana z piersiami jest zachowaniem wyuczonym, które jest
bardziej atrakcyjne dla mężczyzn.
W dwudziestym wieku seksualny fetysz przeniósł się z nóg na piersi
W pierwszej połowie dwudziestego wieku to nogi były bez wątpienia
najbardziej nacechowaną erotycznie częścią kobiecego ciała. Po wiekach
ukrycia pod sukniami do ziemi pokazane nagle łydki i uda naprawdę
potrafiły podniecać. Na przykład u Betty Grable, która między 1942 a 1951 rokiem stała się najlepiej opłacaną amerykańską aktorką, tak
podziwianą za jej nogi, że wytwórnia 20th Century Fox ubezpieczyła je na
milion dolarów. Jednak w 1953 roku, przełomowym dla seksualizacji
piersi, to Marilyn Monroe stała się czołową seksbombą
Hollywood18, gdy zagrała w niesłychanie popularnym filmie
Mężczyźni wolą blondynki i pojawiła się topless w pierwszym numerze
"Playboya". W ciągu kilku lat piersi Marilyn stały się tak sławne, że
traktowano je jako coś w rodzaju jej pomagierów. W plakacie do filmu
Pół żartem, pół serio sutki Marilyn Monroe są dokładnie na poziomie
oczu grających z nią w tym filmie Tony'ego Curtisa i Jacka Lemmona.
Zdjęcie opatrzono hasłem "Marilyn Monroe and her bosom
companions"19.
Bezcenne nogi Betty Grable.
Marilyn Monroe i jej "bliskie przyjaciółki".
Napompowane piersi były w Ameryce w modzie pomiędzy 1953 a 2007 rokiem
Choć piersi odgrywają ogromnie ważną rolę w życiu erotycznym Zachodu,
trwająca pięćdziesiąt lat mainstreamowa obsesja na punkcie ich wielkości
rozpoczęła się od wydanego po raz pierwszy w 1953 roku czasopisma
"Playboy", który natychmiast osiągnął ogromny sukces, i trwała aż do
ostatniego odcinka Słonecznego patrolu w 2001 roku, serialu
telewizyjnego, w którym gwiazdą była cycasta blond ratowniczka grana
przez Pamelę Anderson. W tym okresie idealizowano piersi dużych
rozmiarów, podobnie jak w przemyśle porno w cenie były wielkie penisy.
Silna seksualizacja piersi była gloryfikowana i globalizowana. Począwszy
od 2007 roku, liczba operacji powiększenia piersi zaczęła jednak
spadać20. Choć piersi wciąż podskakują i podrygują na ekranach,
nie ma w tym już ani podobnej energii, ani perwersyjnej ekscytacji.
Sposoby wyrażania tożsamości poprzez ciało w obecnych czasach to temat,
który również pojawia się w tej książce.
Idee piękna na świecie są bardzo różne
Pod koniec dwudziestego wieku nastąpił wysyp etnocentrycznych dążeń
mężczyzn-naukowców do przekształcenia amerykańskiej obsesji dużych,
okrągłych piersi w zgodne z ewolucją "prawo natury", które można
dostrzec u wszystkich ludzi i w każdej epoce21. Jednakże ten
archetyp atrakcyjności nie tylko nijak się miał do tego, jak w rzeczywistości wyglądają przeciętne piersi, ale w dodatku w Afryce nigdy
się nie przyjął. Na przykład drewniane wizerunki kobiet Dogonów w Mali
mają piersi w kształcie długich stożków, co sugeruje, że taki jest ich
ideał. Wzorzec azjatycki to z kolei płaska klatka piersiowa, co widać w tradycyjnych strojach japońskich gejsz czy chińskich arystokratek, które
próbowały zminimalizować wypukłości przez obwiązywanie biustu22.
Nawet jeśli okrągły, duży biust po części się zglobalizował, postrzegany
był jako "amerykanizacja" i w dużej mierze wpływ Hollywood23.
Idealne piersi Dogonów mają kształt stożka.
Obwiązywanie biustu to wschodnioazjatycka ścieżka do piękna.
Większość kobiet nie docenia swoich piersi
"Większość Amerykanek nienawidzi swoich piersi" - powiedziała mi w wywiadzie projektantka bielizny i strojów kąpielowych24. To
stwierdzenie jest trochę przesadne, ale też dobrze udokumentowane. Jako
twórczyni konfekcji, która otula, podtrzymuje i zdobi biusty,
projektantka dokładnie studiuje wszystkie dostępne wyniki badań rynku,
bierze udział w grupach focusowych składających się z kobiet
rozmawiających o swoich piersiach, analizuje opinie klientów o produktach i codziennie czyta wszystkie związane z bielizną posty w social mediach. Być może "nienawidzić" to zbyt mocne słowo, ale
całkowicie zasadne jest stwierdzenie, że większość Amerykanek nie jest
zadowolona ze swojego biustu, ma na jego temat mieszane odczucia albo
jest on jej obojętny25. Nadmierna seksualizacja naszych piersi
zdaje się u wielu kobiet skutkować bardzo krytycznym ich analizowaniem,
a nawet zupełnym odrzuceniem. W każdym razie uprzedmiotowienie piersi ma
głęboki wpływ na ich postrzeganie, nawet jeśli jest to podświadome i subiektywne26.
Docenienie to zarówno zrozumienie, jak i nadanie większej wartości. Na
tych stronach mam zamiar rzucić światło na problematykę dotyczącą piersi
w taki sposób, żeby kobiety nabrały do nich szacunku. To wcale nie
znaczy, że każdy akapit będzie radosną zabawą. Jak potwierdzi każdy, kto
praktykuje terapię narracyjną, należy zidentyfikować negatywne
perspektywy, aby móc spojrzeć w nie przez lusterko wsteczne. Jeśli
piersi kojarzone są ze słabością, być może moje słowa pozwolą
czytelniczkom i czytelnikom na to, by postrzegały/postrzegali je -
przeciwnie - jako źródło siły. I w końcu wierzę, że moja książka
rozszerzy i pogłębi historie, które opowiadamy nam samym o naszych
ciałach. A jeszcze ambitniej - mam nadzieję, że ta książka podniesie
piersi ze stanu niełaski i przeniesie je w krainę oświeconej dumy.
Piersi to kluczowe emblematy kobiecości, więc ich status ma wpływ na
cały status kobiety. Doceniając wartość górnej części ciała kobiet,
Rzecz o cyckach podejmuje próbę dołożenia cegiełki do ich rozwoju.
Akty mowy i miejsca badań
W języku angielskim tytuł tej książki brzmi: Tits up. W amerykańskim
show-biznesie tego potocznego wyrażenia używa się, gdy jedna kobieta
chce życzyć drugiej powodzenia przed wyjściem na scenę. To takie
przypomnienie, że trzeba wstać, wyprostować się, ściągnąć łopatki i gnać
po sukces. W książce Mother Camp Esther Newton, wydanej w 1960 roku,
etnograficznej skarbnicy wiedzy o kulturze gejowskiej, autorka opowiada,
że tak mówią drag queen, by zachęcić występującego do wejścia w rolę
przed przedstawieniem27. W 2017 roku fraza została też
spopularyzowana przez serial Amazon Prime Wspaniała pani Maisel.
Jednak w moim rodzinnym Londynie tits up oznacza porażkę albo klapę -
tak jakbyśmy pływali w wodzie cyckami (czyli i brzuchem) do góry - jak
zdechła ryba. Bardzo możliwe, że pozytywne amerykańskie znaczenie tego
wyrażenia pojawiło się niezależnie, może na zasadzie podobieństwa do
takich fraz, jak "głowa do góry", albo że ludzie teatru odwrócili
znaczenie rzadko wykorzystywanej metafory, używając brytyjskiego idiomu
ironicznie, trochę tak jak mówi się "połamania nóg". W każdym razie moim
brytyjskim przyjaciołom mówię, że ta książka to część ruchu, który
przewiduje, że z męską dominacją stanie się w końcu to, co z pływającą
"cyckami do góry" zdechłą rybą.
W języku angielskim istnieje ponad siedemset wyrażeń określających
kobiece piersi, jednak większość z nich używana jest przez
mężczyzn28. W tej książce staram się przejąć kilka tych słów,
tak by ich konotacje stały się bardziej pozytywne, by zaczęły
przynależeć do kobiecego terytorium29.
Na początek - słowo breast, czyli "pierś". Z pozoru zdaje się
neutralne, jednak choć wybrzmiewa w nim szacunek, to zdaje się
wyjałowione i medyczne. Kojarzy się z rakiem piersi i, choć może trochę
mniej, z karmieniem niemowlęcia.
Gdy dorastałam, w moim otoczeniu popularny był kolokwializm boobs
(balony)30, ale teraz mam co do niego bardzo sprzeczne myśli. Z jednej strony ma tę zaletę, że jest jowialny i nie wydaje się groźny,
jednak sugeruje, że piersi są głupkowate i zawstydzające31. Poza tym w języku angielskim istnieje
sporo negatywnych kolokacji ze słowem boob - booby prizes to nagrody
pocieszenia, booby traps to bomby-pułapki, a boob tube to
podkreślające głupkowatość niektórych programów określenie telewizora.
Słowo to należy też tylko do białych: wyrażenie, którego najczęściej
używają czarnoskóre kobiety w Ameryce, to titty, czyli "cycuszek",
które jest bardzo czułym określeniem i nie idą za nim żadne skojarzenia
z głupotą czy wstydem.
Tits, czyli "cycki" to określenie numer jeden w internecie. To męskie
słowo, ale zachęcam kobiety, żeby właśnie jego używały. Jeśli nie
odzyskamy dla siebie zseksualizowanego slangu, raczej nie powinnyśmy
mieć nadziei na odzyskanie władzy nad opisywaną przez niego częścią
ciała. Może i "cycki" to trochę nieprzyzwoite określenie, ale
przynajmniej nie sugeruje, że nasze piersi są niedorzeczne czy chore.
Gdy zaczną go używać kobiety, może brzmieć dumnie i otwarcie - nie jakby
było bezwstydne, tylko wolne od wstydu. Dla mnie mówienie "cycki" to nie
tylko wybór słowa, lecz prawdziwy "akt mowy", który przyniesie efekty,
zarówno ideologiczne, jak i - mam nadzieję - kulturowe.
Każdy z pięciu rozdziałów książki kręci się wokół grupy ekspertów i miejsca, z którym są związani. Staje się ono punktem wyjścia, pewnego
rodzaju węzłem komunikacyjnym. To w kolejności: klub ze striptizem, bank
mleka ludzkiego, klinika chirurgii plastycznej, przymierzalnia
prototypów bielizny oraz las sekwojowy w Kalifornii, w którym trwają
weekendowe warsztaty samorozwoju. W każdym z tych miejsc piersi
nabierają nowego znaczenia, które zależy od kontekstu, ale też używanego
w tych środowiskach żargonu.
Akcja Rozdziału 1, Harujące cycki, toczy się w klubie ze striptizem,
gdzie staram się zbadać rolę piersi w branży usług seksualnych.
Rozmawiam ze striptizerkami i oglądam ich występy, jednocześnie
przywołując wywiady z prostytutkami, cyfrowymi burdelmamami lub
menedżerkami, tancerkami burleski oraz aktywistkami na rzecz praw osób
pracujących seksualnie. Profesjonalistki, których utrzymanie zależy od
sztuki uwodzenia, mają bardzo wysoką świadomość piersi i efektów, jakie
wywołują. Jedna z prostytutek, z którymi rozmawiałam (sama o sobie mówi
"szczęśliwa dziwka"), powiedziała mi: "Prostytucja to prywatne
przedstawienie"32. W świecie seksualnej rozrywki cycki są
erotyzowane i spieniężane, jak dania w karcie restauracji. Poza tym
pracownice seksualne znają nie tylko swoją własną perspektywę - często
nawiązują bardzo szczere i pozbawione filtrów interakcje z klientami,
słyszą na swój temat komentarze i borykają się z zachowaniami, na które
nie natrafiają żony, dziewczyny, siostry i koleżanki z biura.
Rozdział 2, Życiodajne dzbany, skupia się na karmieniu piersią oraz
najstarszym w Ameryce banku ludzkiego mleka. Rozpoczynam od rozmów z dawczyniami mleka, których szczodrość ratuje życie wcześniaków na
oddziałach intensywnej terapii neonatologicznej, a także poprawia stan
zdrowia dzieci adoptowanych i innych noworodków, których matki nie są w stanie karmić piersią. Kobiety produkujące dziesiątki litrów mleka w nadmiarze, których codzienne życie to karmienie i odciąganie mleka, mają
sporo do powiedzenia na temat piersi. Za ich mlekiem podążam do banku,
gdzie mleko jest pasteryzowane i przygotowywane do dystrybucji, i rozmawiam z pracownikami tej instytucji. Spotykam się też z prawnikiem,
który zajmuje się kwestiami mleka, oraz niezwykle popularną konsultantką
laktacyjną. W tym rozdziale posługuję się słowem "dzbany" (jugs),
ponieważ to rzadki przykład potocznego słowa, które oddaje hołd
podstawowej funkcji piersi jako dostarczycielek nawodnienia i odżywienia33.
Rozdział 3, Cenne torsy, bada perspektywę chirurgów plastycznych. W Ameryce i na całym świecie ponad 90 procent operacji plastycznych
wykonywanych jest na kobietach, a jeśli chodzi o operacje z wyboru,
piersi są ich najczęstszym celem34. Akcja rozdziału toczy się w sali operacyjnej. Krzywa narracyjna rozpoczyna się od eksplantacji,
czyli usunięcia implantu, potem przyglądamy się podniesieniu piersi,
które jest coraz częściej wykonywanym zabiegiem. W tym rozdziale
zastanawiam się, jak powiększanie, zmniejszanie, rekonstrukcja,
podnoszenie piersi oraz operacje wykonywane w górnej części ciała przy
korekcie płci potrafią wzmocnić poczucie tożsamości. Po drodze rozdział
eksploruje też zmieniającą się filozofię i kształt piersi, który
chirurdzy plastyczni uważają za piękny.
Rozdział 4, Aktywne wierzchołki, zagląda za kulisy firm odzieżowych.
Rozmawiam z projektantkami staników albo inaczej - "inżynierkami
biustonoszy", modelkami do przymiarek, na których mierzy się i kształtuje nowe modele, oraz modelkami pokazującymi bieliznę na
zdjęciach. Przyglądam się problemom związanym z projektami biustonoszy o tradycyjnej konstrukcji, staników sportowych i strojów kąpielowych,
zastanawiam się nad wpływem reformy ubioru na kobiece zdrowie i kondycję. Słowo "sutek" stanowi tabu w środowiskach korporacyjnych,
projektanci bielizny intymnej oraz sportowej używają terminu
"wierzchołek". I rzeczywiście, zdaje się, że ocenzurowanie wystających
czubków piersi to podstawowa funkcja staników. To prowadzi mnie do
zadania pytania o to, co jest tak obraźliwego w kobiecych sutkach, a także do przyjrzenia się działaniom aktywistek i aktywistów używających
hasła "uwolnij sutek".
W końcu Rozdział 5, Święte półkule, bada duchowe znaczenie piersi.
Rozmawiam w nim z ciałopozytywnymi czcicielkami natury oraz sięgam do
autorytetów z innych tradycji religijnych. W długi weekend w czasie
przesilenia letniego wzięłam udział w pogańskich warsztatach
wyjazdowych, w tym w sesjach samorozwoju i rytuałach
eko-feministycznych, których celem było poprawienie dobrostanu
zgromadzonych. Spostrzeżenia kobiet, z których spora grupa uważa się za
współczesne czarownice, były w większośći potwierdzone konkretnymi
dowodami i miała na nie wpływ ich codzienna praca w charakterze
terapeutek, pielęgniarek-specjalistek i edukatorek. Jako wielka
entuzjastka sztuki byłam zafascynowana ich spojrzeniem na matriarchalne
ikony, takie jak starożytne boginie greckie i hinduistyczne, buddyjskie
bodhissatwy czy matkę Chrystusa, Marię. Łatwo też odnalazłam w sobie
podobnie głębokie umiłowanie dzikiej natury, za którym idzie traktowanie
z pietyzmem świętego cudu naszych własnych, dzikich ciał.
Rzecz o cyckach koncentruje się na prawdziwych ciałach, w prawdziwym
czasie i przestrzeni. Proponuje zdroworozsądkowe podejście w kontraście
do tego, jak biust pokazywany jest w środkach masowego przekazu. Bada
piersi z perspektywy ich właścicielek. Wszyscy jesteśmy zanurzeni w rzeczywistości postrzeganej z męskiego punktu widzenia, gdzie rzadko
przyznaje się, jaka tak naprawdę jest jego geneza, i maskuje się go,
przyjmując jako neutralny. Jedna z moich rozmówczyń, Margaret Miles,
pierwsza kobieta ze stanowiskiem profesora habilitowanego w Harvard
Divinity School, brała aktywny udział w odbywającej się w latach
osiemdziesiątych XX wieku bitwie o stopnie naukowe w obszarach studiów
kobiecych. Jak mi powiedziała: "Na Harvardzie mawiano: "Ale przecież nie
mamy programu studiów męskich", a ja na to odpowiadałam: "Ja bardzo
przepraszam, ale całe to cholerne miejsce to program studiów męskich!"".
W tej książce z rozmysłem wybieram wzbogacające i dające siłę historie.
Jeśli ktoś zastanawia się, dlaczego w moich rozważaniach o chrześcijaństwie w rozdziale piątym unikam opowieści o świętej Agacie i wielu innych męczennicach, które torturowano za pomocą odcięcia piersi,
odpowiadam, że nasza codzienna dieta i tak jest bogata w mizoginię35. Dodawanie jej jeszcze więcej nie jest w mojej
opinii dobre dla naszego zdrowia psychicznego, nie pozwoli nam nabrać
mocy. Oczywiście, opracowywanie raportów na temat seksizmu i mizoginii
jest kluczowe, jednak powtarzanie jak mantra, że kobiety są ofiarami,
nie jest żadną strategią prowadzącą do zmiany. Widzę optymizm jako
dyscyplinę i rodzaj samospełniającej się przepowiedni, więc jeśli ktoś
się zastanawia, dlaczego w książce o cyckach brakuje rozdziału o pornografii, odpowiadam wprost: Rzecz o cyckach bada pracę seksualną w prawdziwym świecie. Książka koncentruje się na perspektywie kobiecej
bardziej niż na męskich spojrzeniach i szuka nieprzewidywalnych form
kobiecej autonomii ciała.
Z wykształcenia jestem etnografką (a w tradycji antropologicznej to
ktoś, kto jest obserwatorem uczestniczącym oraz prowadzi z obserwowanymi
osobami poszerzone rozmowy). Staram się mieć otwarty umysł i akceptować
doświadczenia i poglądy moich rozmówczyń najlepiej jak potrafię. Przy
prowadzeniu szeroko zakrojonego researchu ocenianie bardzo przeszkadza -
zaciemnia widzenie i utrudnia zrozumienie. Trudno jest zbierać dane, gdy
potykasz się o swoje własne opinie. Poza tym piersi już są przecież
oplątane siecią moralizatorskich przekonań dotyczących tego, co wypada,
a co nie. Bardzo trudno jest też oddzielić instynktowne reakcje i przekonania osobiste od uprzedzeń związanych z przynależnością do danej
klasy społecznej, rasy, grupy etnicznej i wspólnoty wyznaniowej, nie
mówiąc już o własnej pozycji w całym spektrum seksualności i płci
kulturowej. A wszelkie osądy burzą poczucie zjednoczenia i dzielą ludzi
na frakcje. Nie pozwalają na sformowanie większego, szerszego, bardziej
inkluzywnego ruchu kobiecego. W tak różnorodnym świecie, w jakim żyjemy,
byłoby naiwnością sądzić, że tylko jedna droga prowadzi do postępu - ja
widzę wiele, wiele dróg do lepszej przyszłości kobiet36. I bardzo
możliwe, że te nowatorskie, przełomowe ścieżki mogą okazać się lepszą
szansą na rozwój.
Piersi a wyzwolenie kobiet
Piersi nigdy nie były kluczową sprawą w ruchu wyzwolenia kobiet. Jeśli
chodzi o kobiece ciało, feministki miały tendencję do skupiania się na
waginach, łonie i macicy37. Jako symbole poddańczej seksualności
i historycznej służalczości matek, piersi wprawiały w zakłopotanie.
Wydawały się bardzo wyraźną przeszkodą w równości, kojarzone były raczej
z naturą i karmieniem niż rozsądkiem i siłą. Sufrażystki z epoki
wiktoriańskiej intuicyjnie to rozumiały, dlatego zakrywały biust pod
ukośnymi szarfami opatrzonymi sloganami, na przykład "Głos dla kobiet!".
Gdy w latach siedemdziesiątych XX wieku nastąpiło ponowne ożywienie
ruchu na rzecz praw kobiet, feministki były bardzo wrogo nastawione do
"esencjalistycznych" idei sprowadzających kobiety do ich funkcji
biologicznych. W rezultacie macierzyństwo, a w szczególności karmienie
piersią zostały odsunięte na boczny tor. Jednak przecież przeważająca
większość dorosłych kobiet albo jest, albo zostanie matkami. Jak pisze
Vanessa Olorenshaw, autorka książki Liberating Motherhood (Uwolnić
macierzyństwo): "Są trzy rzeczy, których mężczyźni nie potrafią, a kobiety tak: stworzyć życie, urodzić dziecko i wykarmić je piersią.
Powinnyśmy raczej rozgłosić naszą moc, niż czuć się nią
zawstydzone"38.
Mówiąc o pewnym poczuciu dyskomfortu ruchu feministycznego w związku z tematem piersi, należy wspomnieć o tym, że uwolnienie kobiet często
przedstawiane było jako wolność od opresyjnego monolitu nazywanego
"prawdziwą kobiecością".
Chociaż feministki drugiej fali czasami przyznawały, że kobiecość
widziana jako subtelna estetyka może być twórcza i przyjemna, jednak w końcu doszły do wniosku, że prowadzi ona do błędnego zrozumienia
sytuacji, fałszywej świadomości, która jest "dekoracyjna i frywolna", a w końcu prowadzi do "ograniczenia wolności umysłu"39. Jak
tłumaczy to transpłciowa feministka Julia Serrano, "tendencja
antykobieca to być może największy błąd taktyczny ruchu
feministycznego"40.
Dewaluując tradycyjnie postrzeganą kobiecość, ruch kobiecy nieświadomie
zdewaluował również nasze piersi. Zauważając, że seksualne
uprzedmiotowienie piersi może być elementem odczłowieczania kobiet,
wiele feministek uległo patriarchalnym dyskursom, które je
trywializowały. Zmiatały piersi na bok jako nieistotne dla naszej
emancypacji. Nawet symboliczne wyrzucanie biustonoszy do "kosza
wolności" podczas konkursu piękności Miss America w 1968 roku, które
media opisały jako "palenie staników", było jednak aktem bardziej
przeciwko samej bieliźnie niż na rzecz piersi.
Aktywizm transpłciowy jednak ostatnio przesunął rolę piersi i klatki
piersiowej w definicji płci. Pomniejszając wagę płci, którą otrzymaliśmy
przy urodzeniu, odrzuca jednocześnie funkcję genitaliów jako
określających płeć kulturową. A w niej coraz bardziej chodzi o autoprezentację i o to, co rzuca się w oczy - piersi nabrały więc
większego znaczenia. Jest to jedna z przyczyn, dla których chirurgia
górnej części ciała to często jedyna operacja, na którą decydują się
mężczyźni transpłciowi (których celem fizycznym jest męskość), a z kolei
transpłciowe kobiety tak zachwycają się pączkującymi na skutek
przyjmowania estrogenu piersiami. Innymi słowy, hierarchia cech, które
nazywaliśmy pierwszo- i drugorzędowymi, właśnie zaczyna być odwracana.
Stary podział na płeć biologiczną i płeć społeczno-kulturową, czyli
gender, również zaczyna drżeć w posadach, ponieważ badania naukowe
ludzkiego genomu pokazują wyraźnie, że środowisko bardzo silnie
oddziałuje na nasze geny - natura i kultura są ze sobą nierozerwalnie
połączone, jak również, że płeć biologiczna jest związana z anarchią
około sześćdziesięciu genów "rozsianych przypadkowo po całym
genomie"41. Męskość i kobiecość są coraz częściej rozumiane jako
ucieleśnione stany wewnętrzne, nad którymi mamy niewiele świadomej
kontroli. Jak wyjaśnił mi to Chase Strangio z American Civil Liberties
Union (ACLU): "Płeć biologiczna i płeć kulturowa nie są odrębne w tym
sensie, że ta pierwsza jest prawdziwa, raz na zawsze ustalona i związana
z określonymi częściami ciała, a ta druga to wyrażający się w zachowaniu
performatywny konstrukt. Obie są dynamiczne, płynne i nieodłącznie ze
sobą związane"42.
Transpłciowi aktywiści Laverne Cox i Chase Strangio.
Myślę, że ponowna ocena konceptu płci kulturowej to ogromna szansa dla
kobiet cispłciowych - tych, które urodziły się kobietami i identyfikują
się ze swoją płcią. Ostatnio ponownie przeczytałam książkę Kate Millet
Sexual Politics, klasykę z 1970 roku. Millet nie poświęca zbyt dużo
uwagi piersiom, jednak jej komentarze na temat strategii ruchu
wolnościowego kobiet są niezwykle wnikliwe. Amerykańskie feministki
formalnie wniosły o prawo wyborcze już w 1848 roku, a przyznano je
dopiero w roku 1920. Prawo głosu stało się "tematem zastępczym
rewolucji, który przez siedemdziesiąt lat zabierał całą energię - pisze
Millet. - Opozycja była tak monolityczna... prawo do głosu zyskało
nieproporcjonalną wagę. Po wygranej ruch feministyczny zapadł się w sobie, popadł w stan, który najlepiej można nazwać
wyczerpaniem"43. A przecież gdyby tę energię rozdzielono na
różne sprawy - walkę o lepszą pracę, równe wynagrodzenie, kryminalizację
przemocy domowej - kobiety bardziej efektywnie poprawiłyby swoją
sytuację i być może i tak w końcu otrzymałyby prawo głosu. Spostrzeżenia
Millet sprawiają, że zastanawiam się, czy tym, czym dla feministek
pierwszej fali było prawo głosu, dla tych po roku 1970 jest prawo do
aborcji? Biorąc pod uwagę to, że Sąd Najwyższy uchylił orzeczenie w sprawie Roe przeciwko Wade44, być może warto byłoby myśleć bardziej
niestandardowo o autonomii cielesnej. Jestem przekonana, że wspólny
wysiłek dążący do odzyskania i redefinicji piersi będzie miał pozytywny
wydźwięk dla wolności kobiet.
Rzecz o cyckach porusza takie tematy jak piękno, zdrowie, szacunek,
poczucie własnej wartości, samookreślenie, człowieczeństwo i równość.
Mam nadzieję, że książka rzuci trochę światła na różne aspekty kobiecych
piersi, podniesie ich wartość i to nie dlatego, że wierzę w cudowną,
szczęśliwą ciałopozytywność, lecz dlatego, że te organy to symbole
kobiecości. Innymi słowy, status, jakim cieszą się piersi - nie
wspominając nawet o cyckach, cycuszkach, balonach czy bufecie - jest
ściśle związany ze społeczną pozycją kobiety. Tak długo, jak będziemy z nich szydzić, pozostaniemy "drugą płcią".
Bramkarz Condor Club, klubu nocnego o długiej tradycji45,
obejmuje mnie na przywitanie. Dobrze pamięta stałych bywalców: kiwa
głową do kasjera, żeby odpuścił mi opłatę za wstęp. W środku, w pustej
jeszcze sali, siedzą przy ścianach cztery striptizerki. Dwie przez
firanki gigantycznych sztucznych rzęs zerkają w ekrany telefonów
komórkowych. Trzecia zamknęła oczy i pogrążyła się w regenerującej
drzemce na siedząco. Czwarta objęła palcami staromodną szklankę do
whisky, ma akrylowe paznokcie, które świecą w ciemności, wygląda na
znużoną życiem. Myślę, że będzie świetną ekspertką w temacie, który
zamierzam zbadać - roli piersi w pracy seksualnej.
W 1964 roku pewna bardzo śmiała kelnerka o nazwisku Carol Doda
zaszokowała klientów, tańcząc przed nimi twista i kaczuszki jedynie w majtkach od bikini. Nie pozbywała się stopniowo odzieży ani nie
prowokowała jak w tradycyjnym striptizie - po prostu pozwoliła, by jej
kompletnie nagie piersi podrygiwały do rytmu rock and rolla. W ten
sposób klub Condor rozpoczął "narodowe szaleństwo" - modę na
nonszalancki topless, rewolucję w komercyjnej rozrywce, która wyrzuciła
z tego biznesu manieryczną burleskę46. Dzisiaj właścicielem
klubu Condor jest Déja Vu, największy właściciel klubów nocnych na
świecie, posiadający liczne nieruchomości w dzielnicach czerwonych
latarni na terenie całych Stanów Zjednoczonych47.
Didżej Bling przerywa playlistę hiphopowych kawałków o seksie, dragach i kasie i ogłasza: "Teraz pora na Barbie!". W klubie jest wiele sal, ta
akurat została zaaranżowana w stylu kabaretowym: z wielkimi półokrągłymi
lożami przy ścianach i stolikami koktajlowymi obok sceny. Ściany z tyłu
wyłożone są lustrami, a reflektory na szynach świecą czerwonym światłem
- to kolor, w którym podobno każdy odcień skóry wygląda pięknie.
Barbie wychodzi z tyłu klubu - to obszar, w którym znajduje się rząd
kabin przeznaczonych do prywatnego lap dance48 (tańca na
kolanach)49. Ma długie jasne włosy i różowe bikini, porusza się
niepewnie w butach marki Pleaser na dwudziestocentymetrowej platformie.
W "śledztwie" dotyczącym publicznych występów piersi Barbie stała się
moją kluczową informatorką. Okrąża rurę, potrząsając niedawno
przedłużonymi włosami. Jej "włosografia", jak tancerki nazywają układ
choreograficzny wykonywany głową, składa się z ruchów idealnie
dopasowanych do rytmu rapowego kawałka o marihuanie, pistoletach i "rąbaniu".
- Muzyka jest dla mnie jak biały szum - wyjaśniła mi wcześniej podczas
wywiadu. - Gdy zdarzy mi się dosłyszeć treść piosenki - jakieś tam "suki
ssące kutasa" czy coś w tym stylu - przypominam sobie, że muzyka to
część gry, której używamy dla własnych interesów. Pomaga zbudować
przestrzeń, w której mężczyźni nabierają mocy, a gdy czują się silni,
wydają pieniądze.
Barbie ma dwadzieścia dziewięć lat i jest jedną ze starszych
striptizerek w klubie, zachowała jednak pewnego rodzaju niewinność,
dziewczęcość. Gdy jest na scenie, zdaje się bardziej aktorką niż
tancerką, przybiera następujące po sobie pozy, które nazywa "żywymi
obrazami". Jej ulubiony film to Bride of Chucky, parodia horroru z 1998 roku, którego bohaterką jest mordercza lalka.
- Zawsze lubiłam grać lalki - wyznaje. - Podoba mi się to niepokojące
odczucie, że jestem perfekcyjnie piękna, a jednocześnie zimna i przerażająca.
Typowy występ striptizerki trwa tyle, co dwie lub trzy piosenki: dopiero
ostatnia wykonywana jest topless. Barbie obejmuje rurę pośladkami,
wygina kręgosłup, a następnie zmysłowo przechodzi do szpagatu. Szybki
obrót i tym razem dziewczyna przyjmuje kształt litery V, a potem robi
skłon i przez przestrzeń pomiędzy udami patrzy na trzech samotnych
mężczyzn, którzy przed chwilą weszli do klubu i usiedli w przyciemnionym
kącie, ulubionym miejscu widzów chcących zachować dystans. Barbie
spokojnie stara się nawiązać z każdym z nich kontakt wzrokowy. Jeden z nich, wyraźnie zawstydzony, odwraca głowę. Inny uznaje, że to najlepsza
pora na sprawdzenie wiadomości w telefonie. Dopiero trzeci, w żółtej
czapeczce baseballowej z emblematem Golden State Warriors, przyjmuje
wyzwanie i nie cofa wzroku: ta wymiana spojrzeń może doprowadzić do
transakcji. Teorie feministyczne dotyczące tego, jak mężczyźni patrzą na
kobiety, wzięły się z badań nad filmem, a nie z występów na żywo,
podczas których kobiety tańczące na scenie mogą odpowiedzieć
spojrzeniem50. A jak powiedziała mi Barbie: "Kontakt
wzrokowy sprawia, że oboje stajemy się bardziej bezbronni. Większość
klientów traktuje nas przedmiotowo, jednak gdy skupiamy na nich wzrok,
nagle dostrzegają, że jesteśmy ludźmi".
Barbie, "domina w przebraniu uległej".
Striptizerka odwraca się od upolowanej zwierzyny, patrzy na mnie kątem
oka i uśmiecha się porozumiewawczo. Trochę o niej wiem. Jej matka,
współczesna poganka, a dokładniej wiccanka, zdecydowała o edukacji
domowej i sama uczyła córkę, nie tylko przedmiotów szkolnych, ale też
życia. Wychowała ją w przekonaniu, że na mężczyzn trzeba uważać. "Nie
ufaj im, trenuj ich" - radziła. Barbie nazywa ją mizoandryczką
(mizoandria, jak sprawdziłam w słowniku, to nienawiść do mężczyzn,
przeciwieństwo mizoginii). Sama striptizerka deklaruje się jako
"intersekcjonalna feministka"51 i odcina się od swerfek
(SWERF - Sex Worker Exclusionary Radical Feminists), czyli radykalnych
feministek wykluczających osoby pracujące seksualnie52. Jest
inteligentna, ale udaje, że, jak to określa, "ma cycki zamiast rozumu".
Co do jej preferencji seksualnych, uwielbia dominować, udając uległość,
w slangu striptizerek to "domina w przebraniu uległej". Stereotyp dominy
w mediach to gotka z ufarbowanymi na czarno włosami i w czarnej skórze.
Tymczasem wygląd Barbie przywodzi na myśl dominantkę z fantazji -
plastikową lalkę firmy Mattel wielkości kobiety, w białym lateksie i ze
świecącą packą do klapsów w dłoni.
Wielbiciel Barbie, facet w czapeczce baseballowej, przesiadł się na
siedzenie w pozwalającej na dawanie napiwków odległości od sceny. Gdy
tancerka wbija w niego wzrok, zaczyna obsypywać ją pojedynczymi
banknotami dolarowymi, a potem wyrzuca w górę cały plik, żeby "spadły na
nią jak deszcz". Barbie dziękuje mu, pełznąc na czworakach jak kot w jego stronę. Oczywiście, gdy z daleka patrzymy na tę scenę, jest ona
dowodem na to, że kluby ze striptizem schlebiają bardzo jasno
sprecyzowanemu stylowi męskiej dominacji, jednak poszczególne
striptizerki wykorzystują każdy gram swoich zdolności interpersonalnych,
by ograć system i wyciągnąć z niego to, co się da53.
Przesiadując w klubie i obserwując przebiegłość striptizerek oraz ich
umiejętność poruszania się na pierwszej linii frontu globalnej wojny
płci, nabrałam dla nich szacunku. Jako profesjonalne manipulatorki
męskich żądz są boleśnie świadome dynamiki patriarchatu. W przeszłości
zapewne uznałabym, że mu się poddały, teraz takie opinie zdają mi się
pruderyjne i bezmyślnie konserwatywne. Moja przyjaciółka, profesorka,
która pewnego razu odwiedziła klub Condor, wyznała mi, że takie sceny,
jakie przed chwilą widziałam, zdają się jej "odrażające". Odpowiedziałam
krótko: wstręt to przywilej, który w dodatku nie pozwala zbudować ruchu
politycznego, który byłby bardziej dynamiczny i nie pomijałby podłoża
socjoekonomicznego, ruchu, który porwałby za sobą kobiety każdego
rodzaju54.
Trzeci kawałek muzyczny, przy którym tańczy Barbie, to Candy Shop -
niezbyt szybka piosenka rapera 50 Cent o burdelu. Tancerka na chwilę
ustawia się tyłem, żeby pokazać, jak rozpina sprzączkę stanika na
plecach. Bezceremonialnie upuszcza górną część bikini na podłogę i odwraca się, ukazując niewielkie, kształtne piersi. Nagłe ukazanie
nagości podczas pokazu wzmaga pożądanie i sugeruje dostępność. To
dlatego striptiz jest integralną częścią reklamy tańców lap dance,
które, jak się dowiedziałam, przynoszą klubowi najwięcej pieniędzy.
Obecny lap dance rozwinął się ze zwyczaju, w którym tancerki siadywały
na kolanach klientów, uśmiechały się i ocierały się o nich ciałami, aby
zdobyć większe napiwki. W latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku
zwyczaj ten stał się formalną częścią modelów biznesowych wielu nocnych
klubów, chociaż w niektórych amerykańskich miastach lap dance uważa
się za rodzaj prostytucji i jest one prawnie zabroniony.
Barbie prowadzi szczegółowe arkusze kalkulacyjne dotyczące jej zarobków
w klubie, jednak nie jest to jej jedyna praca, ma jeszcze dwie, dzienne:
projektuje i sprzedaje odzież cyrkową, a także pracuje jako niania. To
drugie mnie zdziwiło, bo striptizerki uważane są za nieudomowione i szczycące się swoją odpornością na wizję nudnego życia kury domowej. Gdy
zapytałam moją rozmówczynię, jak można pogodzić bycie striptizerką i opiekunką, odparła:
- Te zawody nie są aż tak różne, jak ci się wydaje. Pijani mężczyźni są
jak dzieci.
Gdy w myślach dywaguję nad pewną paralelą lingwistyczną określeń
"babystitterka" i "lapdancerka", przez frontowe drzwi klubu wolnym
krokiem wchodzi RedBone55. To tancerka z dwudziestopięcioletnim
doświadczeniem w przemyśle seksualnym. Zgodziła mi się pomóc jako
ekspercka obserwatorka (jej zdjęcie znajdziesz na stronie 47). Termin
"RedBone" (dosłownie "czerwona kość") to slangowe określenie
Afroamerykanki o jaśniejszej skórze. Gdy była w liceum, pewien słodki
chłopak raz wykrzyknął do niej: "Hej, RedBone, jesteś piękna!". Ta
pozytywna ocena pozostała z nią na długo i właśnie dlatego wybrała taki
pseudonim sceniczny, który stał się czymś w rodzaju kamizelki
słowoodpornej. "Zawsze sprawia, że czuję się sexy, pożądana i bardziej
pewna siebie, jeśli chodzi o występowanie solo na scenie" - wyjaśnia.
RedBone ma na sobie flanelowy płaszczyk w kratę, jest bez makijażu.
Trudno zgadnąć, że ta nieśmiała chłopczyca była panującą Księżniczką
Burlesque Hall of Fame. Jej wyróżniająca się osobowość sceniczna to, jak
sama określa, "sporo zmysłowości, odrobina dzikości"56. W występie, który przyniósł jej wygraną w Las Vegas, tańczyła do piosenki
Jungle Fever zespołu Chakachas, wielkiego, funkowo-jazzowego hitu z lat siedemdziesiątych, który został zabroniony przez BBC z powodu
występującego w nim głośnego oddychania i jęczenia. W sukience z cekinów, z ażurowym przodem skupiającym uwagę na rowku pomiędzy
piersiami, wykonała brawurowy striptiz, a w końcu zdjęła stanik, zaczęła
nim wywijać jak lassem i odrzuciła go, pozostając tylko w turkusowych
ozdobach na sutkach, które trzęsły się w rytm muzyki. Jej cycki były w ciągłym ruchu, zbyt aktywne, żeby je odrzeć z ich tajemnic.
W tym nocnym świecie dla określenia piersi, części ciała mającej tu
znaczenie i erotyczne, i finansowe, słowa "cycki" używa się najczęściej.
W języku angielskim tits to mający tysiąc lat wariant wyrazu teat,
który oznacza sutek i prawdopodobnie pochodzi od starożytnego
praindoeuropejskiego słowa tata57.
W sprośnej mowie potocznej było używane już bardzo często na początku
dwudziestego wieku, gdy rozkwitała burleska i inne formy rozrywki pod
wezwaniem "cycków i dupy"58. Dziś słowo "cycki" jest kluczowe w nawigacji po stronach z pornografią oraz przy wyszukiwaniu usług
erotycznych59. Choć częściej jest używane przez mężczyzn,
widać jego rosnącą popularność wśród kobiet. Jego wdrożenie do
zawodowego żargonu osób pracujących seksualnie to próba uzyskania
poczucia kontroli60. Modne jest także wśród nastolatek, które
lubią muzykę rap - używają one również często słów "cycuszki"
(titties) lub "cycusie" (yitties)61. Choć ja sama z początku
peszyłam się, gdy w grzecznym towarzystwie używałam słowa "cycki", teraz
jednak uwielbiam poczucie mocy, które mi to daje. To odrzucenie
purytańskiego tabu i powitanie wolności seksualnej. Gdy dumne ze swoich
cycków kobiety opisują je tym właśnie słowem, nie brzmi ono w ogóle jak
zniewaga. Staje się częścią symbolicznej strategii w walce o odzyskanie
władzy nad własną fizycznością.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Bohaterowie znanego programu dla dzieci Ulica Sezamkowa. (Wszystkie przypisy dolne pochodzą od tłumaczki. Przypisy autorki znajdują się na końcu książki). [wróć]
Patrz Women's Health and Cancer Rights Act z 1998 roku. [wróć]
W oryginale Rosie the Riveter, postać z napisanej w 1942 piosenki, powszechnie kojarzona też z plakatem propagandowym We Can Do It, przedstawiającym robotnicę w ubraniu roboczym. [wróć]
Steven Jay Gould, Male Nipples and Clitoral Ripples, "A Journal of Arts and Literature", nr 20, Kolumbia, lato 1993, str. 80-96. [wróć]
Simone de Beauvoir, The Second Sex, tłum. Constance Borde, Sheila Malovany-Chevallier, Vintage, Nowy Jork 2011, str. 42. [wróć]
William Godwin, Godwin on Wollstonecraft: Memoirs of the Author of "The Rights of Woman", pod red. Richarda R. Holmes, Harper Perennial, Londyn 2005, str. 84. [wróć]
Oskarżająca go o seksualne molestowanie. [wróć]
International Society of Aesthetic Plastic Surgery, ISAPS International Survey on Aesthetic/Cosmetic Procedures Performed in 2020, 2021. [wróć]
W dalszej części książki zdecydowałam się używać tylko numeracji europejskiej - polskiej. [wróć]
Sarah Blaffer Hrdy, Mother Nature: Maternal Instincts and How They Shape the Human Species, Ballantine, Nowy Jork 2000, str. 145. [wróć]
Cat Bohannon, Eve: How the Female Body Drove 200 Million Years of Human Evolution, Alfred A. Knopf, Nowy Jork 2023, str. 30-38. [wróć]
Katherine A. Dettwyler, Beauty and the Breast: The Cultural Context of Breastfeeding in the United States. W: Breastfeeding: Biocultural Perspectives, red. Patricia Stuart-Macadam, Katherine A. Dettwyler, Aldine de Gruyter, Nowy Jork 1995, str. 171. [wróć]
Marylin Yalom, A History of the Breast, Ballantine, Nowy Jork 1998. [wróć]
George D. Sussman, Parisian Infants and Normal Wet Nurses in the Early Nineteenth Century: A Statistical Study, "Journal of Interdisciplinary History" 7, nr 4, 1977, str. 637. [wróć]
Frédéric Courtois i inni: Trends in breastfeeding practices and mothers' experience in the French NutriNet-Santé cohort, w "International Breastfeeding Journal" 16, nr 1, 2021, str. 1-12. [wróć]
Alfred C. Kinsey, Wardell B. Pomeroy, Clyde E. Martin, Sexual Behavior in the Human Male, Saunders, Filadelfia 1948, str. 368. [wróć]
Clellan S. Ford and Frank A. Beach, Patterns of Sexual Behavior, Harper and Paul B. Hoeber, Oksford 1951, str. 136. [wróć]
Quigley Publishing Company's Top Ten Money Making Stars Poll, oparte na kwestionariuszu wysłanym do dystrybutorów filmowych, https://en.wikipedia .org/wiki/Top_Ten_Money_Making_Stars_Poll. [wróć]
Nieprzetłumaczalna gra słów: w języku angielskim bosom to pierś, ale bosom companions to bliscy przyjaciele (lub w tym wypadku bliskie przyjaciółki - skoro w filmie byli to mężczyźni przebrani za kobiety). [wróć]
Aesthetic Society, Aesthetic Plastic Surgery National Databank Statistics, 1997-2022. [wróć]
Fran Mascia-Lees, Are Women Evolutionary Sex Objects? Why Women Have Breasts w "Anthropology Now" 1, nr 1, kwiecień 2009, str. 9. [wróć]
Jun Lei, "Natural" Curves: Breast-Binding and Changing Aesthetics of the Female Body in China of the Early Twentieth Century w "Modern Chinese Literature and Culture 27", nr. 1 (2015): str. 163-223. [wróć]
Laura Miller, Mammary Mania in Japan w "Positions: Asia Critique" 11, nr. 2 (jesień 2003), str. 295. [wróć]
Lauren Walker, wywiad z autorką, 16 marca 2023. [wróć]
Viren Swami i inni, The Breast Size Satisfaction Survey: Breast Size Dissatisfaction and Its Antecedents and Outcomes in Women from 40 Nations w "Body Image" 32 (1 marca 2020), str. 199-217. [wróć]
Diana P. Jones, Cultural Views of the Female Breast w "Association of Black Nursing Journal" (styczeń/luty 2004), str. 15-21. [wróć]
Esther Newton, Mother Camp: Female Impersonators in America, University of Chicago Press, Chicago 1970. [wróć]
Diane Naugler, Credentials: Breast Slang and the Discourse of Femininity w "Atlantis" 34, nr 1 2009, str. 100. [wróć]
Jak pisze Lisa Sharik: "Kobiety muszą odzyskać kontrolę and językiem używanym do określania ich piersi". Lisa Sharik, Breasts: From Functional to Sexualized w Breasts Across Motherhood, red. Patricia Drew, Rosann Edwards, Demeter Press, Bradford, Ontario 2020, str. 34. [wróć]
Luźne tłumaczenie - nie istnieje w języku polskim dokładny odpowiednik słowa boobs - cycki, w języku angielskim to słowo oznacza też "głupki" albo "gafy". [wróć]
Jedno z badań statystycznych wykazało, że studenci w latach dziewięćdziesiątych kojarzyli małe piersi z przymiotnikami "samotny" i "inteligentny". Duże piersi z kolei kojarzone były zarówno przez respondentów płci żeńskiej, jak i męskiej z wyrażeniem "seksualnie aktywny". Stacey Tantleff-Dunn, Breast and Chest Size: Ideals and Stereotypes Through the 1990s w Sex Roles 45, nr 3/4 (sierpień 2001), str. 239. [wróć]
Annie Sprinkle, wywiad z autorką, 22 stycznia 2022 r. [wróć]
Na szczęście dla naszych wysiłków w odzyskiwaniu piersi jako symbolu kobiecości czasopismo soft-porno "Juggs" przestało się ukazywać w 2013 roku. [wróć]
International Society of Aesthetic Plastic Surgery. ISAPS International Survey on Aesthetic/Cosmetic Procedures Performed in 2020, 2021. [wróć]
Patrz Kirsten Wolf, The Severed Breast: A Topos in the Legends of Female Virgin Martyr Saints w "Arkiv för nordisk filologi" 112 (1997), str. 96-112; Bernadette Wegenstein, Agatha's Breasts on a Plate: "Ugliness" as Resistance and Queerness w On the Politics of Ugliness, Palgrave Macmillan, Toronto 2018; Liana De Girolami Cheney, The Cult of Saint Agatha w "Woman's Art Journal" 17, nr. 1 (wiosna/lato 1996), str. 3-9. [wróć]
Jak pisze Kathy Davis: "Różne podejścia do ciała mogą być odmiennie interpretowane w różnych kontekstach - to, co w jednym kontekście może być postrzegane jako feministyczne, w innym zostanie zinterpretowane jako etnocentryczne, a nawet rasistowskie". Kathy Davis, Bared Breasts and Body Politics w "European Journal of Women's Studies" 23, nr 3 (2016), str. 235. [wróć]
Wiele ważnych wyjątków można odnaleźć w bibliografii na końcu tej książki. [wróć]
Vanessa Olorenshaw, Liberating Motherhood: Birthing the Purplestockings Movement, Womancraft Publishing, Cork 2016, str. 7. [wróć]
Susan Brownmiller, Femininity, Simon & Schuster, Nowy Jork 1984, str. 17, 51. [wróć]
Julia Serano, Whipping Girl: A Transsexual Woman on Sexism and the Scapegoating of Femininity Seal Press, Berkeley 2016, str. 320. [wróć]
Lucy Cooke, Bitch: On the Female of the Species, Basic Books, Nowy Jork 2022, str. 14. [wróć]
Chase Strangio, wywiad z autorką, 8 marca 2023. [wróć]
Kate Millett, Sexual Politics, University of Illinois Press, Urbana 1970, str. 83-84. [wróć]
Głośna sprawa sądowa z 1973 roku, w której kobieta używająca pseudonimu Jane Roe zaskarżyła Teksas (reprezentował go prokurator Henry Wade) o niezgodność restrykcyjnych przepisów aborcyjnych z konstytucją. Sąd Najwyższy przyznał powódce rację, uznając zakaz aborcji za niezgodny z konstytucją (a dokładniej prawem do prywatności wynikającym z zapisów dotyczących wolności osobistej). W 2022 roku Sąd Najwyższy uchylił jednak to orzeczenie. [wróć]
Condor Club w San Francisco powstał w 1958 roku, a w 1964 roku stał się pierwszym klubem w Ameryce, gdzie panie występowały topless. [wróć]
Rachel Shteir, Striptease: The Untold History of the Girlie Show, Oxford University Press, Nowy Jork 2004, str. 321. [wróć]
Biznes związany z klubami ze striptizem jest mocno rozczłonkowany, żadna sieć klubów nie posiada więcej niż 5 procent udziałów w rynku. Inne spore sieci to MAL Entertainment, Rick's Cabaret oraz Spearmint Rhinr Déja Vu, który ma swoją siedzibę główną na przedmieściach Las Vegas, posiada kluby ze striptizem w sześciu państwach (Australii, Kanadzie, Francji, Meksyku, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych) i największy strip-klub na świecie, na którego stronie internetowej reklamuje się "apartamenty SPA z pełną obsługą". Jeremy Moses, US Industry Specialized Report: Strip Clubs, IbisWorld, grudzień 2019, https://dejavutijuana.com/. [wróć]
W tym i niektórych innych przypadkach zostawiam również (albo tylko) nazwy oryginalne, ponieważ są bardzo często używane zarówno przez osoby pracujące seksualnie, jak i klientów czy w ofertach klubów ze striptizem na stronach internetowych. Czasem zresztą polskie nazwy brzmią niezbyt fortunnie, jak na przykład w przypadku lap dance - tańca na kolanach. Lap to po angielsku właściwie nie kolano jako takie, tylko łono, uda, cała ta część nóg, na której można komuś usiąść. W języku polskim mówimy o siadaniu komuś na kolanach (choć przecież siadamy raczej na udach), co sprawia, że gdy słyszę "taniec na kolanach", zaraz wyobrażam sobie kogoś, kto wywija hołubce na klęczkach. Jak dowiemy się przy końcu tego rozdziału, lap dance nie jest też zresztą tańcem wykonywanym tylko w tej pozycji. [wróć]
W przemyśle erotycznym definiuje się "lap dance" jako "usługę dostępną w klubach ze striptizem polegającą na tym, że osoba tańcząca wykonuje prywatny taniec dla klienta, zwykle trwający jedną piosenkę za wcześniej ustaloną opłatą". Moses, Strip Clubs, 44. [wróć]
Patrz Laura Mulvey, Visual Pleasure and Narrative Cinema w "Screen" 16, nr. 3 (1975). [wróć]
Feminizm intersekcjonalny nie skupia się jedynie na opresji płciowej, lecz stara się pokazać jako całość wzajemne oddziaływanie wszystkich wykluczeń, np. ze względu na rasę czy niepełnosprawność. [wróć]
Kimberle Creenshaw, Demarginalizing the Intersection of Race and Sex: A Black Feminist Critique of Antidiscrimination Doctrine, Feminist Theory and Antiracist Politics, University of Chicago Legal Forum (1989): str. 139-68. [wróć]
Kluby ze striptizem były popularnym obszarem badań etnografów, którzy skupiali się na równowadze sił pomiędzy tancerkami i klientami. Używano przy tym takich terminów jak "obustronne wykorzystanie", "opór", "uwłasnowolnienie", "kontrola społeczna" czy "obalenie władzy". Żadne z tych studiów nie skupiają się zanadto na piersiach. Patrz Katherine Frank Thinking Critically about Strip Club Research, "Sexualities" 10, nr. 4 (2007), str. 501-17. [wróć]
Aktywiści i aktywistki walczące o prawa osób pracujących seksualnie zbierają się 2 czerwca na Międzynarodowym Dniu Dziwki (zwanym też Międzynarodowym Dniem Pracowników Seksualnych) oraz 17 grudnia na Międzynarodowym Dniu Przeciw Przemocy Wobec Osób Pracujących Seksualnie i przy wielu innych okazjach. W marcu 1919 roku nowojorska sekcja Narodowej Organizacji Kobiet (NOW - NYC) zgromadziła się na stopniach City Hall w Nowym Jorku z żądaniem dalszej kryminalizacji pracy seksualnej. Według Lorelei Lee mówcy występujący podczas manifestacji powiedzieli, że pracownicy seksualni "nie zdają sobie sprawy z własnego ucisku". Patrz: Lee, When she says women, she does not mean me w We Too: Essays on Sex Work and Survival, pod red. Natalie West, Tiny Horn Feminist Press, Nowy Jork 2021, str. 226-27. [wróć]
Na ten rozdział złożyło się wiele moich wizyt w klubie Condor - czasem przychodziłam sama, czasem z innymi, w tym z RedBone i Kitty KaPowww. [wróć]
RedBone została ukoronowana w 2019 roku. Z powodu pandemii koronawirusa rządziła przez trzy lata. [wróć]
Słowo "cycek" w języku polskim może pochodzić od niemieckiego Zitze, które z kolei może być spokrewnione z angielskim tits. Wskazuje się też na możliwość, że "cycek" to w gruncie rzeczy wyraz dźwiękonaśladowczy, kojarzony z powstającym podczas ssania piersi cmokaniem. [wróć]
Jenni Nuttall, Mother Tongue: The surprising History of Women's Words, Viking, Nowy Jork, 2023, str. 40-41; John Ayto, The Oxford Dictionary of Modern Slang, Oxford University Press, Oksford, 2010; "Tit Definition & Meaning" Merriam-Webster; Jonathon Green Tits and Ass; Green"s Dictionary of Slang, Chambers Harrap, Edynburg 2011); Sesquiotic (znany także jako James Harbeck), Boobs vs. Tits: A First Look, "Strong Language: A sweary Blog About Swearing", 5 kwietnia 2018 r., https://stronlang.wordpress.com/2018/04/05/boobs-vs-tits-a-first-look/ [wróć]
Na przykład pod hasłem "kategorie" na XHamsterLive znajdziemy następujące odniesienia do części ciała: duże cycki, małe cycki, duża dupa, owłosiona cipka oraz fetysz stóp. W kategorii "duże cycki" możemy dobierać dalej pod względem wieku (Nastolatki 18+, Młode 22+, MILF i Babcie) oraz rasy (Arabki, Azjatki, Mahoń, Hinduski, Latynoski, Białe). [wróć]
Karyn Stapleton, Gender and Swearing: A Community Practice, "Women and Language" 26, nr 2 (22 września 2003): str. 22-34. [wróć]
Yitty to także nazwa marki bielizny korygującej, której współtwórczynią jest piosenkarka Lizzo. [wróć]