Rycerz Dwóch Światów - Zbigniew Małecki

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (10,10 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PROLOG

CIENIE PRZESZŁOŚCI

Był czas, gdy Rzeczpospolita żyła mieczem, a jej południowe rubieże płonęły w nieustannych napadach tatarskich. Ziemia Wielkopolska, skąd pochodził ród Sokołów herbu Sokół (złoty sokół na niebieskim tle a poniżej biało-czerwona szachownica), wciąż jednak tchnęła spokojem i dostatkiem. Tam właśnie mieszkał Stanisław, szlachcic stateczny, mąż pięknej i zacnej kobiety o urodzie nieco wschodniej, a sercu wiernym i łagodnym. Mieszkał wraz z nią oraz jej bratem - Stefanem, zakonnikiem, który mimo habitu potrafił władać szablą lepiej niż niejeden husarz.

Wszystko mogłoby trwać w błogim porządku, gdyby nie podróż...

Tamtego lata Stanisław wraz z żoną i szwagrem wyruszył na południe - odwiedzić swego dawnego druha, z którym przed laty służył w jednej chorągwi. Ów druh osiadł na kresach podolskich, gdzie granice kraju stykały się z dzikim stepem i tatarskim pograniczem.

Gościnne spotkanie miało być krótkie.

Nie zdążyli jednak nacieszyć się wspólną biesiadą, gdy przyszła wieść o nadciągającym czambule. Rycerze ruszyli na Tatarów ale część napastników ominęła polski oddział i zaatakowała dwór. Nikt nie zdążył uciec. W noc pełną ognia i wrzasku, gdy Tatarzy runęli na dwór jak burza, żona Stanisława i Stefan dostali się do niewoli.

Rano, gdy dym jeszcze unosił się nad zgliszczami, Stanisław odnalazł jedynie trupy czeladzi, zniszczone obejście i roztrzaskany krzyż z ze spalonej kapliczki. Ruszył w pogoń, ale ślad zaginął pośród stepów.

Nie wiedział, że jego żona, nim została porwana, nosiła już w sobie dziecko - syna, owoc ich miłości. Nie wiedział też, że Stefan, wierny przysiędze braterskiej, nie odstąpi jej ani na krok, choćby miał zginąć.

Lata mijały.

Stanisław powrócił do swego majątku w Wielkopolsce, lecz nie był już tym samym człowiekiem. W ciszy gospodarstwa niósł w sercu żałobę po żonie i szwagrze. Każdego roku, w rocznicę tamtej wyprawy, zamykał się w kaplicy i długo modlił się - za zaginionych, za dusze tych, których pochłonął step.

Nie wiedział, że gdzieś daleko, w cieniu minaretów, rośnie chłopiec z jego krwi i z imieniem jego rodu.

Dziecko urodzone w niewoli, wychowane wśród wrogów, lecz przeznaczone do wielkich rzeczy.

Miał na imię Wiktor.