Sukinsyn - wyszeptałam, biegnąc po schodach jego mieszkania, wciąż
wilgotna od jego ciała. - Miałam dwanaście lat. On miał dwadzieścia
sześć. Jezu Chryste, posuwał mnie, odkąd miałam dwanaście lat. Ciągle
przysługiwała mi w kinie zniżka dla dzieci, kiedy mnie molestował.
Biegłam po schodach z płaczem. Mój oddech zaczynał brzmieć jak zwierzęce
sapanie. Nie mogłam zamknąć ust i złapać tchu. Bolały mnie oczy, tak
bardzo napinałam je z wściekłości.
- Czego chcesz, Lewis? - zapytał, gdy stanął, nagi do pasa, w progu
mieszkania, blokując mi drogę. - Jodi śpi. Porozmawiamy później -
obiecał szeptem, gdy próbowałam go odepchnąć.
- Czego chcesz, Lewis? - zawołała Jodi z sypialni. - Wejdź, właśnie
wstaję - powiedziała ochrypłym głosem, w którym słychać było przeciągły
akcent z południowej Florydy.
Wyrwałam się z jego uścisku i minęłam go, wpadając w jej pułapkę. Jodi
leżała nago na wielkim łóżku o mosiężnej ramie i paliła papierosa;
pachniał tureckim tytoniem.
- Ja puszczę kółko z dymu, a ty je złapiesz - dodała i posłała w moją
stronę perfekcyjny okrąg. Jak na czterdziestotrzylatkę była w świetnej
formie. Krótkie, oliwkowe nogi miała lekko rozstawione.
- Ona dzisiaj naprawdę wariuje, złotko - stwierdził, stając w drzwiach.
- Wariuje - powtórzyłam, po czym chwyciłam go za głowę i zaczęłam
okładać pięściami.
Pewnie wyglądaliśmy jak ci tancerze z plemienia Apaczów, kiedy mnie
przytrzymywał. Zirytowana uściskiem, zwiotczałam w jego ramionach na
wystarczająco długo, żeby mnie puścił. Kiedy to zrobił, podniosłam
głowę, odchrząknęłam i splunęłam mu w twarz. Trafiłam dokładnie między
czoło a nos. Jego niewinna, zaskoczona mina przetrwała tylko chwilę.
Kiedy ruszył w moim kierunku, ona krzyknęła:
- Nie rób tego, Pete. Sama już sobie dosyć dowaliła.
Spojrzał najpierw na nią, a potem na mnie, jak zdezorientowane dziecko,
i zapytał:
- Co się z tobą dzieje, Lewis? Byłem z tobą szczery. Myślałem, że to
rozumiesz.
Następnie powoli odwrócił się i wyszedł. Chciałam błagać go, żeby został
i powiedział jej, że mnie kocha.
- Powiedz jej, że zawsze mnie kochałeś, ty gnoju - wyrwało mi się. - Ty
zboczeńcu, gwałcicielu, obleśny pedofilu - wyrzuciłam z siebie w ciszę
pokoju.
- Pete mówił mi, że kompletnie ci odbiło - odezwała się z łóżka. - Miał
rację. Powiedział, że próbował ci pomóc, odkąd skończyłaś dwanaście lat.
- Pomóc mi? - wykrzyknęłam. - Ruchając mnie? Co?
- Większość facetów uważa, że ich kutas jest lepszy od penicyliny -
odparła i wsunęła się pod kołdrę. - Lewis, naprawdę chce mi się spać -
dodała przeciągle. - Wracaj do domu i pogadaj z tatą. Może on ci
wyjaśni, że cipka to teraz dla większości starych pryków nic
szczególnego. Nie jest już święta. Nie jest nawet rzadkim towarem. Obudź
się, Lewis, spróbuj zamiast tego dać trochę kasy albo zrozumienia. Daj
coś, co należy do rzadkości.
Trzęsłam się teraz ze wstydu.
- To właśnie mu zaproponowałaś?
- Owszem - odparła. - Ruszyłam głową. Peter może mieć tyle cipek, ile
tylko zapragnie, w zamian za drinki i kłamstwa. Ty, moja droga,
straciłaś dzisiaj dobrego kochanka i starego przyjaciela. Jemu naprawdę
na tobie zależało. Odłącz umysł od cipki, dziewczyno - powiedziała, a potem leniwie przewróciła się na łóżku i udawała, że zasypia.
- A ty ile miałaś lat, kiedy odłączyłaś umysł od cipki?
- Jakieś trzydzieści pięć - wyszeptała sennie.
- Mam dopiero trzydzieści dwa - oświadczyłam. - Dzięki za radę. Teraz
mogę spędzić jeszcze trzy lata jako zgorzkniała, uparta stara baba -
dodałam i wyszłam z jej sypialni.
- Nie zgorzkniała i uparta, Lewis, może raczej spokojna i miła.
- Wolę zostać podłączona, Jodi. Dzięki temu czuję, że żyję - krzyknęłam
i trzasnęłam drzwiami ich mieszkania.
Woody
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Woody'ego, stał w barze Petera Browna i obserwował jego tańczących gości. Zwróciłam na niego uwagę, bo przez
cały czas się uśmiechał. Dopiero po latach zrozumiałam, że uśmiechnięta
twarz nie zawsze oznacza szczęście. Przyprowadził ze sobą dwie kobiety:
Peaches i Isadorę. Peaches zastrzeliła się po tym, jak jej piąty mąż
kopniakiem zrzucił ją ze schodów. Isadora osiadła w Nowym Jorku i zniknęła. Ktoś podobno widział ją pewnego dnia w Gramercy Park, jak
wsiadała do wielkiej limuzyny i wyglądała jak prawdziwa dama. Nie
odezwała się ani słowem. Plotka głosiła, że udaje białą.
Gdy Peter puścił wolną muzykę i przygasił światła, zdążyłam już
zapomnieć o Woodym. Byłam zbyt pijana, żeby robić cokolwiek poza
gapieniem się, jak mój mężczyzna, Peter, tańczy ze swoją kobietą, Jodi.
Naprawdę myślałam, że zaraz zemdleję. Peter był dla mnie całym światem.
Odkąd skończyłam dwanaście lat.
Jodi w szaleńczym tempie tańczyła układ "bieg w kółko". Peter robił
"kucyka". Jej długie kręcone włosy niemal muskały moją twarz, tak blisko
siebie byłyśmy. Ogarnęła mnie pokusa, żeby złapać ją za te loki i szarpnąć tak, by skręciła sobie kark. Chciałam uwolnić się od tych
myśli, dlatego odwróciłam się i zagadnęłam Woody'ego.
- Masz ogień? - zapytałam z papierosem przy ustach.
- Nie mam - odparł, wciąż z tym samym uśmiechem, o którym wcześniej
wspomniałam. - Strasznie dużo palisz.
- Przyglądasz mi się?
- No pewnie - przyznał i upił łyk drinka. - Przyglądam się, jak ty im
się przyglądasz - dodał, kiwając głową w stronę Petera i Jodi.
Peter ściskał jej pośladki, dłoń trzymał na samej szparze. Oboje mieli
zamknięte oczy.
- Twoja twarz jest bardzo szczera. Podoba mi się to - stwierdził Woody,
ciągle uśmiechnięty.
Zapytałam go, czy się ze mną ożeni, zaraz po tym, jak zgodził się
poczekać w szafie w mojej sypialni, gdy niespodziewanie odwiedził mnie
Peter. Peter zawsze po prostu wpadał. Mój dom był jakby jego domem. W tę
niedzielę wpadł, gdy Jodi uczestniczyła w południowej mszy. Wiedziałam,
że chce się zabawić, gdy tylko zobaczyłam torebkę z brązowego papieru, w której znajdowała się butelka ginu. Gin zawsze poprzedzał seks. Tym
razem odbyło się to przy ścianie kuchni, tak cicho, jak to tylko
możliwe.
Punktualnie o dwunastej trzydzieści zaspokojony Peter wyszedł, żeby
odebrać żonę z kościoła. A ja wypuściłam Woody'ego z szafy. Siedział
tam, na moich butach, szeroko uśmiechnięty. Oświadczyłam mu się właśnie
wtedy, właśnie tam. A on przyjął oświadczyny właśnie wtedy, właśnie tam.
Widocznie nikt wcześniej go o to nie prosił. Był naprawdę zaszczycony.
Pobraliśmy się trzy miesiące później, w pierwszą rocznicę ślubu Petera
Browna. Peter nie potwierdził udziału w uroczystości ani na nią nie
przybył.
Jason Steel
Jason miał krzywy uśmieszek i lubił krzywe akcje, mówił o sobie
"Pasqua", bo wierzył, że jego ojciec miał domieszkę meksykańskiej krwi.
Z dumą powtarzał: "Jestem po części Meksykaninem, po części
Irlandczykiem, po części Chińczykiem, po części Hiszpanem, po części
Indianinem i po części Murzynem". W jakiej kolejności i w jakich
proporcjach? Tak właśnie sobie myślałam, gdy patrzyłam na tego
wysokiego, chudego dwudziestolatka o cerze śniadej jak sraka, leżącego
obok mnie i szczerzącego zęby. Znajdowaliśmy się w łóżku jego siostry,
która wyjechała na wakacje. Jason był z niej równie dumny jak ze swojego
międzynarodowego rodowodu. Później odkryłam, że była po części Żydówką.
Próbował mnie pocałować. Udawałam, że nie umiem całować się z języczkiem. No bo, widzicie, zęby miał nie dość, że żółte, to jeszcze
mocno popsute. Wielu brakowało, a na tych, które mu pozostały z przodu,
widniały czarne plamki wielkości mrówki. Jedynki dzieliła spora szpara,
co zgodnie ze starym porzekadłem oznaczało, że dużo kłamał. Nie podobało
mi się leżenie z nim w łóżku jego siostry i on sam też mi się nie
podobał. Ale uważałam, że muszę robić wszystko, czego chce, ze względu
na swoją sytuację. Nie dostałam okresu, a w wieku szesnastu lat nie
świadczy to na ogół o menopauzie. Bałam się okazać mu nieposłuszeństwo,
bo mógłby się domyślić, że mi się nie podoba. Zamknęłam oczy, gdy
odrzucił białą satynową kołdrę siostry. Nie chciałam już nigdy więcej
oglądać jego wielkiego pytonga. Nie chciałam też patrzeć, jak podnosi
moją halkę i zdejmuje mi majtki. Na początku lat pięćdziesiątych
grzeczne dziewczynki nie patrzyły. A już na pewno nie rozbierały się
przed żadnym chłopcem.
Założę się, że moja mama nigdy tego nie robiła.
- Masz takie ładne ciało - stwierdził, gdy zsuwał z moich nóg białe
bawełniane majtki.
Nie wiem, czy Jason kłamał, czy nie, bo miałam chyba dwadzieścia pięć
lat, kiedy odważyłam się przyjrzeć własnemu ciału na tyle dokładnie, by
je ocenić. Dziurę w swojej dupie zobaczyłam dopiero w wieku trzydziestu
trzech lat. Miałam nadzieję, że w trakcie ściągania mi majtek Jason nie
spojrzy na moje ogromne stopy. Nienawidziłam swoich palców u stóp; drugi
i trzeci były tak długie jak paluch. Poza tym już jako szesnastolatka
zdążyłam dorobić się odcisków, bo próbowałam wciskać się w buty o półtora rozmiaru za małe. W latach sześćdziesiątych nikomu nie
zawdzięczałam więcej niż Jackie Kennedy, kiedy to na łamach dziennika
"Detroit Free Press" ukazała się wzmianka o wielkości jej stóp. Jason
miał naprawdę małe stopy jak na faceta mierzącego metr dziewięćdziesiąt.
Na oko rozmiar czterdzieści cztery, do tego szerokie podbicie, krótkie
palce i ładnie zaokrąglona pięta. Jego chuderlawe nogi prezentowały się
jednak lepiej zakryte; były całkowicie proste i pozbawione owłosienia.
Nie patrzył w ogóle na moje stopy, zbytnio go pochłaniały próby dobrania
się do mnie. Obcięte na Cezara włosy miał wysmarowane tłustą mazią,
która teraz nieprzyjemnie lepiła mi się do skóry, gdy Jason całował mnie
po brzuchu, głośno przy tym cmokając, w miarę jak przesuwał się coraz
niżej, w dół mojego "pięknego ciała".
Kiedy już dotarł do tego miejsca, z całych sił zacisnęłam uda.
Otworzyłam oczy na tyle, by skupić wzrok na złotym suficie pokoju jego
siostry. Bardzo liczyłam na to, że pominie etap palcówki. Nie podobało
mi się, kiedy raz po raz na ślepo wtykał mi palec do środka. Czułam
jedynie narastające rozdrażnienie. Powoli odwróciłam głowę i wcisnęłam
twarz w poduszkę. Nie chciałam, żeby dostrzegł w moim spojrzeniu czystą
odrazę.
- Jesteś gotowa? - zapytał ochrypłym głosem i ustawił się ponad moim
ciałem.
Próbowałam się odprężyć, bo wiedziałam, że gdy tylko dotknie mnie tam
swoim sprzętem, zacznie mnie posuwać na całego. Jason, podobnie jak
wielu mężczyzn, których poznałam od tamtej pory, uwielbiał dramatyczne
wejście. Kto wie, pomyślałam, gdy zaczął poruszać biodrami, jeśli zrobi
mi krzywdę, a ja mu w tym pomogę, może stracę to dziecko. Nie będę
musiała nikomu o tym mówić.
- O, tak, Lewis, właśnie tak, no dalej. Uuuuch! Dobrze ci, co? Widzę, że
ci dobrze - powiedział zdyszany, robiąc ruch do tyłu. - A zachowywałaś
się, jakby ci się nie podobało.
Teraz wbijał się we mnie z całej siły. Pot spływał mi po udach, mokra
skóra wydawała mlaszczące odgłosy. Jason jednym ruchem uniósł mi nogi i położył je sobie na barkach. Był już naprawdę gotowy, żeby się we mnie
zagłębić. Bezwstydnie przesunęłam się wyżej, oparłam o jego wąską,
bezwłosą, śniadą klatkę piersiową i rozłożyłam uda tak szeroko, jak
tylko mogłam. Próbowałam go wchłonąć, wydawało mi się, że czuję krew.
- Chyba czuję krew - powiedziałam. - Nie chcę poplamić tej ślicznej
białej pościeli twojej siostry.
W łazience odwinęłam papier toaletowy z rolki i włożyłam kawałek między
nogi. Ani śladu krwi, tylko te gluty.
Owinęłam się należącym do jego ukochanej siostry żółtym puchatym
ręcznikiem z monogramem i wróciłam do pokoju, a potem wślizgnęłam się z powrotem do łóżka tej kobiety, obok niego. Leżał tam, z kołdrą wciąż
odrzuconą na bok, kręcił w palcach kosmyk włosów, popijał Kool-Aid ze
szklanki i oglądał stary film z Alanem Laddem. Poczekałam do przerwy na
reklamy i dopiero wtedy obwieściłam mu nowinę.
- Jestem w ciąży. To chyba drugi miesiąc - powiedziałam łagodnym tonem,
patrząc mu prosto w oczy po raz pierwszy od dłuższego czasu.
Uśmiechnął się szelmowsko i dalej oglądał reklamę.
- W ciąży? Z kim? Znam ojca?
Peter Brown
Kiedy pierwszego dnia szkoły dotarłam do sali lekcyjnej, gdzie odbywały
się zajęcia z wiedzy o społeczeństwie dla ósmoklasistów, białe skarpetki
miałam całe zakurzone od żwiru z placu zabaw. Białe elementy trzewików
pokrywało błoto. Czarne mokasyny nowego nauczyciela wiedzy o społeczeństwie lśniły tak intensywnie, że niemal odbijały całe
pomieszczenie. Stał w drzwiach korytarza i rozmawiał z panią Hiller i panną Weinstein. Pani Hiller ciągle przeczesywała dłońmi długie,
falujące włosy. Panna Weinstein nie dotykała siebie, tylko jego
ramienia, w miejscu gdzie jego wykrochmalona biała koszula była
podwinięta. Co jakiś czas wszyscy troje się śmiali. W moich uszach jego
śmiech brzmiał niczym złocisty cydr jabłkowy.
Pierwszego dnia kazał nam ustawić się w kręgu dookoła niego, a potem
przeczytał nam wiersz Roberta Frosta: "Lecz ja obietnic mam dotrzymać /
I wiele mil przejść, zanim zasnę"1. Myślałam, że pan Brown czyta
specjalnie dla mnie, ponieważ ilekroć na niego zerkałam, patrzył na mnie
z uśmiechem w oczach. Na placu zabaw Betty Washington przysięgała, że on
czytał właśnie dla niej. Twierdziła, że od razu się zorientowała, bo za
każdym razem, gdy na niego spojrzała, on gapił się na jej cycki. Miała
największe w całej klasie. Babcia powiedziała mojej mamie, kiedy
myślała, że nie słyszę, że Betty Washington pewnie pozwala chłopcom się
obmacywać i dlatego ma takie bimbały. Pan Brown powierzył Betty nadzór
nad biblioteczką.
Pewnego wtorkowego popołudnia tuż przed Bożym Narodzeniem, kiedy
wychodziłam z salonu kosmetycznego Pauline, zobaczyłam, jak pan Brown
wysadza Betty z samochodu przed jej domem. Miała ze sobą torbę na zakupy
z centrum handlowego J.L. Hudson's, w której znajdowało się duże
pudełko, owinięte złotym papierem i przewiązane zieloną wstążką. Nie
zauważyła mnie. Ale on mnie dostrzegł, kiedy powoli zawracał swoim nowym
czarnym Mercurym.
Odruchowo mu pomachałam. Podjechał do krawężnika na wprost mnie i otworzył drzwiczki. Wsiadłam i nadepnęłam na będący własnością Betty
kardigan z angory, który leżał na podłodze. Siedzenie było ciepłe. Nie
powiedział nic poza "cześć". Po prostu ruszył powoli wzdłuż ulicy Mt.
Elliot, ale nie w stronę mojego domu, tylko w przeciwnym kierunku.
Zatrzymał się dopiero na Belle Isle. Nie odezwałam się, kiedy położył mi
dłoń na kolanie. Drugą ręką trzymał kierownicę i patrzył przed siebie.
Chyba wstrzymałam oddech, kiedy obrócił się na siedzeniu i przesunął
dłonią w górę, tam gdzie Walter, chłopak z naprzeciwka, próbował mnie
kiedyś dotykać, kiedy bawiliśmy się w doktora na werandzie za jego
domem. Pan Brown westchnął i oblizał wargi, jednocześnie odsuwając moje
białe bawełniane majtki. Zamknęłam mocno oczy, kiedy zaczął mnie tam
pocierać i ściskać. Przemawiał cichym, delikatnym głosikiem.
- Chcę zobaczyć - szepnął, a potem schował głowę pod moją spódnicę,
nieznacznie ją odchylając. - Jedwabisty meszek, jak na główce
niemowlęcia - dodał cicho.
Zacisnęłam powieki jeszcze mocniej. Musiałam też chyba zacisnąć nogi,
ponieważ on chwycił je i ponownie rozchylił. Kiedy zaczął mnie tam
całować, pociekły mi łzy. Mniej więcej w tym samym czasie otworzyłam
oczy i ukradkiem spojrzałam na jego twarz, bo czułam się, jakbym właśnie
sikała.
Organista cichutko grał w tle Ta święta noc, a ja czekałam na
rozpoczęcie drugiego ślubu Petera Browna, który odbywał się w sobotę, w przeddzień Bożego Narodzenia 1962 roku. Razem z moim nowym przyjacielem
Woodym siedzieliśmy tuż przy drzwiach, przez które Peter miał wejść
razem z drużbą. To ja wspaniałomyślnie zadbałam o te miejsca. Chciałam,
żeby to moja śliczna, uśmiechnięta buzia przywitała go, gdy tylko pojawi
się w kościele. Spokojnym ruchem odsunęłam złotą woalkę i ułożyłam ją na
toczku, by mógł mnie wyraźnie zobaczyć. Goście wokół nas rozmawiali
szeptem, jakiego używa się na pogrzebach, o tym, jak pięknie wszystko
zorganizowała.
- Na przyjęciu gra zespół, który zazwyczaj występuje tylko w Grosse
Pointe. Na miesiąc miodowy wybierają się do Ocho Rios. Ależ z niej
szczęściara.
Zastanawiałam się, czy powinnam coś powiedzieć, gdy podczas ceremonii
tradycyjnie zaczną pierdzielić o tym, czy ktoś zna jakiś powód, dla
którego małżeństwo nie powinno zostać zawarte. Cieszyłam się, że
siedzący obok mnie Woody wygląda na bogacza. Miałam nadzieję, że Peter
oszaleje, gdy zobaczy moją złotą, zdobioną koralikami sukienkę, niemal
całkowicie odsłaniającą biust, którą włożyłam pod pożyczony od Sestry
jesienny płaszcz z norek. Planowałam pokazać mu ją dopiero wtedy, gdy
podejdę do niego podczas składania życzeń i dam mu prawdziwego buziaka.
Wciąż czułam zadrapania na skórze między udami, gdzie zaledwie cztery
godziny temu spoczywała jego głowa.
- Oto i on - powiedziałam podekscytowana do nikogo konkretnego, gdy
drzwi kościelnego przedsionka się otworzyły i Peter wyłonił się z nich
przy dźwiękach, jak mi się wydawało, kolędy Miasteczko małe Betlejem.
- To Peter, mój sprośny nauczyciel - zwróciłam się do Woody'ego, gdy
Peter uśmiechnął się do mnie szeroko. - Czyż nie prezentuje się pięknie?
- szepnęłam, patrząc na jego plecy.
- W tym smokingu wygląda jak kelner - odparł Woody, kładąc mi długie
ramię na barkach.
Sestra mówi, że mężczyzna w jego wieku potrzebuje dwunastu godzin na
regenerację, pomyślałam, gdy organista zaczął grać marsza weselnego.
Widziałam siebie, jak stoję tego ranka nad ich łóżkiem, zapłakana,
pijana szampanem, którego wypiliśmy, zanim zaczęliśmy się kochać, i znów
słyszałam, jak pytam Petera: "Dlaczego właśnie ona?". Słyszałam, jak
znów odpowiada swoim dziewczęcym głosikiem, gdy tak leży nagi, zwinięty
w kłębek jak wąż, i patrzy na mnie: "Ona mnie rozumie".