RuRu - Joanna Rudniańska

Kup ebooka

23.00 zł
19.09 zł (19,55 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

Suwerennadecyzja

.
.

(...)

Błażej i Romek zawsze przyjeżdżali do Henryka ze swoim psem Fickiem, starym pekińczykiem. Pewnego niedzielnego poranka chłopcy i Itta leżeli na dywanie i oglądali w komputerze wygłupiających się youtuberów, a Ficek leżał pomiędzy nimi, z głową na kolanach Itty. W pewnym momencie zaszczekał przeraźliwie, a gdy dzieci chciały wstać, okazało się, że nie żyje. Pogrzeb odbył się na łące pod Lasem Kabackim, Romek grał na skrzypcach, wszyscy po kolei coś mówili o Ficku, a matka Itty robiła zdjęcia. Na pogrzebie zjawili się też matka chłopców i jej mąż Antoni, a potem wszyscy razem pojechali na Kabaty. Po drodze zajechali do Leclerca po wino, sery i chipsy. Urządzimy stypę po Ficku, mówili dorośli. Itta nie wiedziała, co to jest stypa. W nocy nie mogła zasnąć. Przypomniał jej się Ficek, jak wskakiwał do jej łóżka i kładł swój śliczny łepek na jej poduszce. Rozpłakała się. Dorośli wciąż siedzieli na tarasie, rozmawiali i słuchali muzyki, więc starała się płakać cicho. Z góry piętrowego łóżka chłopców zsunął się Błażej z iPhone'em i powiedział, żeby przestała beczeć, to pokaże jej coś ciekawego. To było zdjęcie: na pierwszym planie Itta trzymająca Ficka zawiniętego w stary różowy kocyk, obok niej Romek grający na skrzypcach, dalej Błażej patrzący w telefon, Henryk i ojczym chłopców z łopatami, matka chłopców z wielkim kubkiem ze Starbucksa, a za nimi zachód słońca i tory kolejki, która od dawna już tędy nie jeździła. Ficek wyglądał jak żywy, jak śpiący szczeniak w kocyku. Zanim matka zrobiła to zdjęcie, podeszła do Itty, zmierzwiła jej włosy i odsłoniła głowę psa. Super, to zachodzące słońce daje świetne światło, powiedziała.

- Skąd masz to zdjęcie? - spytała Itta.

- Nie widzisz? Twoja mama wsadziła na Facebooka.

- Moja córeczka oswaja się ze śmiercią. Za chwilę pochowamy jej ulubionego pieska - przeczytała Itta. - Ficek wcale nie był mój, tylko wasz - powiedziała.

- No i co z tego? Zobacz, ile ludzi polubiło ten post. Sto pięćdziesiąt trzy - powiedział Błażej. - Ludzie na Facebooku bardzo lubią zwierzęta. Poczytaj komentarze pod spodem. No, czytaj, przecież umiesz.

- Biedne dziecko. Dzielna dziewczynka. Mam nadzieję, że pojedziecie do schroniska i wybierzecie nowego. Taka trauma może zaważyć na jej życiu. Bardzo ważne jest przeżycie żałoby - czytała Itta i oglądała te wszystkie niebieskie rączki, czerwone serduszka i płaczące buźki.

- Najfajniejszy jest ten: Jak możesz kazać dziecku przytulać zdechłego psa? Czy wiesz, jak szybko w zwłokach mnożą się bakterie?! - przeczytał Błażej grubym głosem, udając dorosłego faceta, i roześmiał się.

- Dzieci nie mogą wchodzić na Facebooka - powiedziała Itta.

- Ja mogę. Ale robię to tylko dla nich. Żeby im się wydawało, że wiedzą, o czym gadam z chłopakami. No wiesz, udajemy tylko, że jesteśmy na Facebooku. Naprawdę jesteśmy na Instagramie. Muszę być na Facebooku, bo chcę wiedzieć, co się dzieje. Jak chcieli nas wysłać na obóz tenisowy, mama i Antoni, to nie powiedzieli nam o tym, dowiedziałem się z Facebooka. Hej, kochani facebookowi przyjaciele, kto organizuje fajne obozy tenisowe dla dzieci? - zaskrzeczał Błażej głosem swojej matki. - Nienawidzę tenisa. Na szczęście nie zdążyli nas zapisać. Powiedziałem tacie i zgodził się, żebyśmy pojechali do dziadka. Lepiej trzymać rękę na pulsie. To takie powiedzenie - dodał Błażej, widząc minę Itty. - Ty też trzymaj rękę na pulsie. Nigdy nie wiadomo, co wymyślą.

Błażej mówił tak szybko i niewyraźnie, że nie wszyscy go rozumieli. Ale Itta zawsze rozumiała go doskonale.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki