Rudowłosa ze Starych Babic - Janusz Niżyński

Kup ebooka

34.90 zł
27.92 zł (19,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Słowo od autora

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

33

34

35

36

37

38

39

40

41

42

43

44

45

46

47

48

49

50

51

52

53

54

55

56

57

58

59

60

61

62

63

64

65

66

67

68

69

70

71

72

73

74

75

76

77

78

79

80

81

82

83

84

Słowo od autora

Drogi Czytelniku!

Rudowłosa ze Starych Babic - to przyjemna o dużej dozie humoru powieść obyczajowa, której tytułowa bohaterka - samotna, osierocona w dzieciństwie młoda dziewczyna, o pięknych rudych włosach - wbrew i na przekór losowi, zakochuje się we współczesnym "księciu z bajki". Dla szczęścia w miłości podejmie się niejednego niezwykłego wyzwania. Będąc niepozbawioną wyjątkowego polotu kobietą, jest równocześnie sympatyczną, inteligentną spryciarą. Poznajemy ją, gdy właśnie kończy studia uniwersyteckie i w konsekwencji staje przed trudnym życiowym dylematem: co dalej? Jak teraz będzie przebiegać jej życie?

Buńczuczna natura Chmurki (tak nazywana jest przez bliskich), a już szczególnie jej brawurowa nieobliczalność, sprawiają, że przez niektórych uważana jest za przysłowiową rudą diablicę: osóbkę podstępną i fałszywą. Tymczasem w dziewczęcej piersi Chmurki stuka prawdziwie gołębie serce. Gdy więc trzeba - pomaga nawet wrogom, gdy musi - to po prostu musi i jak współczesny Kopciuszek wyzyskiwana przez przyrodnią siostrę i ojczyma - z potulnym smutkiem podporządkowuje się wyrokom bezdusznego losu. I tylko w skrytości serca odważnie i nieprzerwanie marzy: "Ach! Jak byłoby pięknie, gdyby mrzonki o księciu z bajki czasem jednak się spełniały..."

W jakimś więc sensie cała powieść - zarówno rozwojem fabuły, ale i literackim przesłaniem - mniej lub więcej nawiązuje do ponadczasowego syndromu Kopciuszka z tytułowej baśni Braci Grimm. Jednak zapewniam Cię, drogi Czytelniku, nawiązuje tylko alegorycznie. Wszystkie perypetie, epizody i zawiązywane wątki będą bowiem dla Ciebie czymś nowym, mocno osadzonym we współczesnych czasach i realiach, czymś od początku do końca nieznanym, mimo że zwieńczenie głównej intrygi, jakkolwiek w pewnym sensie przewidywalne, to przecież do ostatnich stron książki pozostanie nieodgadnione: jakim splotem okoliczności? Jak?

Drogi Czytelniku! Akcja tej powieści, jak praktycznie wszystkich dotąd przeze mnie opublikowanych, prawie w całości rozgrywa się w autentycznych sceneriach małych podwarszawskich miejscowości przynależnych administracyjnie do gminy Stare Babice. W jednym z takich zakątków: Zielonki-Wieś, mam przyjemność zamieszkiwać od blisko dwudziestu lat. Tło fabularne towarzyszące bohaterom książki jest więc mi osobiście bliskie. Tym serdeczniej więc zapraszam Cię do zaczytania się w mojej Rudowłosej. Mam nadzieję, że przyjdzie Ci to bez specjalnego trudu, ponieważ starałem się, aby żaden z rozdziałów nie dłużył się i nie nużył. A jeśli po przeczytaniu powieści chciałbyś ją skomentować, to nic prostszego: wejdź na mój facebookowy fanpage. Chętnie się tam z Tobą spotkam i odpowiem na każde pytanie.

I na zakończenie tradycyjna uwaga: jeśli któraś z postaci personalnie skojarzy Ci się z kimkolwiek (w powieści przewija się m.in. postać wójta Starych Babic, ale i wicewojewody mazowieckiego), to w żadnym wypadku nie było to moim zamiarem; Twoje skojarzenia z konkretnymi realnymi osobami, jeśli już zafunkcjonują, to tylko na zasadzie przypadku i zbiegu okoliczności.

Miłej zatem, przyjemnej i sympatycznej lektury!

Janusz Niżyński

1

Siedzieli nad kuflami ich ulubionego piwa Estrella w małej restauracyjce "El Punto Tapas Bar", nieopodal centralnego ronda w Starych Babicach i jak przystało na dwóch nieco zblazowanych dżentelmenów, rozprawiali o wszystkim i o niczym. Na zewnątrz spod ołowiano-sinego poszycia chmur zacinał nieprzyjemny jesienny deszcz, absolutnie nie dając komukolwiek nadziei na rychłą zmianę pogody, nie prowokując do żadnej fizycznej aktywności na świeżym powietrzu, a już z pewnością nikogo nie zachęcając do popołudniowego joggingu, który obaj tak chętnie o tej porze praktykowali.

- Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się Dareczku, co byś zrobił, gdybyś był bogiem? - nieoczekiwanie zapytał kompana nieco starszy od niego Sebastian Latecki - mężczyzna o atletycznej posturze i bujnych czarnych włosach, przewiązanych z tyłu głowy w krótki kucyk.

Dariusz Uściłowski - prywatnie jego przyjaciel, a zawodowo szef działu planowania w biurze konstrukcyjnym "S&D", którego dyrektorem naczelnym był Sebastian - ocknął się z chwilowego zamyślenia, upił niewielki łyk złotego płynu i tajemniczo się uśmiechnął.

- Gdybym był bogiem, powiadasz? A nie jestem nim, przyjacielu? Jak sądzisz? - I wyszczerzył do kompana trzydzieści dwa nienagannie wybielone zęby, w uśmiechu godnym reklamy czołowych producentów past. - Jestem! Sądząc po moim powodzeniu u tutejszych kobiet, jestem nim z całą pewnością! Każda patrzy we mnie jak w święty obrazek. Jednak co z tego? Nic z tego! Żadna niczym mnie nie rajcuje, niczym nie epatuje, nie kusi... Na cholerę mi taka boskość... - prychnął i ponownie zanurzył usta w orzeźwiającym płynie.

- Dareczku, a może tak tylko ci się wydaje? Może ty po prostu boisz się kobiet? Będę musiał nad tobą kiedyś popracować... A na razie ja pytam naprawdę poważnie. Gdybyś był takim prawdziwym Panem Bogiem, co byś zrobił dla świata?

- Dla świata co bym zrobił? - Oderwał się gwałtownie od kufla. - No dobra! Odpowiem ci: najpierw przygotowałbym miskę ciepłej wody, dolał do niej jakiegoś pachnącego szamponu, a następnie uzbroiłbym się w myjkę o średniej twardości.

- Wow! - Z zachwytem zawołał Sebastian. - I co dalej? Co byś zeskrobywał? Te wszystkie namnożone w naszym kraju węglowe elektrownie, by na ich miejscu poustawiać turbiny wiatrowe i słoneczne panele? Sprytnie, amigo! "S&D" niewątpliwie miałoby wtedy multum roboty! To przecież nasz core business.

Dariusz spojrzał na Sebastiana z zakłopotaniem, podobnym do tego, jakim nierzadko młodsi bracia patrzą na swe starsze rodzeństwo. Chwilę później uśmiechnął się i pokręcił głową.

- Nie, przyjacielu. Wziąłbym naszą ziemską kulę w swoje ręce i zaczął ją prać - dopowiadał spokojnie i bez najmniejszej dozy humoru. - Myłbym ją długo i ostrożnie. Kręcił nieprzerwanie kulą w mych miękkich i ciepłych dłoniach, szorował myjką z pianką do nieskazitelnego połysku. Z każdego małego zakątka, z każdej dziury, usuwałbym wszelki brud. Na końcu spłukałbym całą planetę świeżą wodą aż do uzyskania olśniewającej czystości, aż do poczucia zapachu. Aby świeciła jak wypolerowana moneta.

- Super! Nawet mogę to sobie wyobrazić - roześmiał się Sebastian. - A co z ludźmi, co z wszelkiego rodzaju zwierzyną, latającymi i pływającymi stworzeniami, co byś z nimi zrobił? Utopiłbyś, czy jak?

- Najpierw zabrałbym z padołu, przeobraził, a potem przeniósł z powrotem na czystą planetę.

- Przeobraził? Co masz na myśli?

- To bardzo proste, Seb. Uwolniłbym ich dusze od ciał. Zbędne duszom ciała zmieszałbym z surową gliną i tak przeformowane wyrzuciłbym na śmietnik.

- O kurczaki! Masz pan pomyślunek... Zaczynam się bać, co wykombinujesz dalej.

- I te ciała, i wszelkie brudy, i śmieci pozostawione po przemyciu Ziemi, upakowałbym w jedną wielką kulistą pigułę i umieściłbym na orbicie. Niech sobie robi tam za drugi ziemski księżyc. Prawda Sebastianie, jak byłoby pięknie widzieć na niebie dwa księżyce? Niech sobie ten drugi krąży wokół planety jako zapasowy. Zresztą, na Ziemi szkoda byłoby przestrzeni dla gruzu i odpadów. Tam miałyby idealne miejsce do składowania.

Sebastian podrapał się po gładziutko wygolonym pod kucykiem karku.

- Czekaj, Dareczku... Mam jednak jeszcze kilka pytań: jak uwolniłbyś ludzi i wszystkie żywe stworzenia z ich ciał? Myślisz, że to nie zaszkodziłoby im? Nie byłoby to dla nich okrutne?

- Hmm... No co ty, Seb? Jeśli byłbym bogiem, to prawdopodobnie umiałbym zrobić to tak, aby nikogo nie krzywdzić. Zresztą, myślę, że całe cierpienie, cały ludzki ból i głupota na naszej planecie pochodzą z ludzkich ciał. Z ich chciwości, pożądliwości, interesowności i dumy. A dusze powinny się tylko cieszyć i radować, i żyć miłością jedna wobec drugiej.

- Oryginalne... Ale, okej. Powiedzmy, że masz rację, lecz jak miałyby się rozmnażać dusze bez ciał? Przez pączkowanie?

Sebastian z coraz większym zainteresowaniem przysłuchiwał się fantazjom przyjaciela, któremu przelana do gardzioła zawartość kolejnego dużego kufla piwa nadzwyczajnie pobudziła wyobraźnię.

I nie wiadomo tylko, czy pragnął zrozumieć w najdrobniejszych szczegółach wszystko, o czym fantazjował Dariusz, aby dotrzeć do samej istoty, czy najzwyczajniej chciał poprzekomarzać się z kolegą, zagadnąć go i wypełnić panoszącą się chwilami nad stolikiem ciszę. Ulewa za oknem wciąż nie odpuszczała.

- Po co mieliby się rozmnażać? - kontynuował odpowiedź Dariusz. - Jest ich i tak już zbyt wielu. Jeśli powróciłyby na planetę wszystkie dusze, które kiedykolwiek zamieszkiwały w ludzkich ciałach, czy naprawdę nie byłoby ich na Ziemi dosyć? Nawet, rzekłbym, wystarczyłoby ich na następne, zasiedlane za jakiś czas przez ludzi planety. Byłoby w czym przebierać.

- Uff... Nie powiem. Pojechałeś po całości! - Sebastian spojrzał z uśmiechem na przyjaciela, który w twórczym zamyśleniu właśnie zamilkł na długą chwilę. - Czyli chciałbyś przywrócić z powrotem na ziemski padół dusze umarlaków? Zawrócić z nieba i piekła, aby ponownie się tutaj osiedliły?

- Zgadza się. Spójrz, Seb. Czego pragnie każda dusza? Radości i spokoju, prawda? A czego chce ciało? By nie trapiły go choroby, by smacznie jadło, często uprawiało seks, rozmnażało się, dobrze bawiło... I jeszcze, żeby przy tym wszystkim było lepsze i ładniejsze od innych, czyli: aby miało być z czego dumne i czym się przed innymi chwalić. Prawda?

- Nie każda dusza chce tylko pałaszować jadło, rozmnażać się i panować nad innymi. Są ludzie, którym wystarcza własna mądrość i dobroć przekazywana drugiemu człowiekowi. Choćby dobroć w postaci takich produktów, jakie oferuje społeczeństwu nasze biuro: panele słoneczne, turbiny wiatrowe...

- Sebku! Nie słuchałeś mnie uważnie. Mówiłem o ciałach, nie duszach. Dusza nie potrzebuje rozmnażania, jedzenia, panowania nad światem. Każda dusza chce jedynie radosnej ciszy, słodkiego spokoju dla siebie, a także bardzo pragnie, aby wszystkie inne dusze żyły również w radości i miłości. Dusza każdego stworzenia nie chce się bać czegokolwiek, nie chce cierpieć, doznawać bólu czy gubić inne dusze. Natomiast ciało zawsze stawia jakieś wymogi i czegoś oczekuje: a to zmiany na lepsze, aprobaty, pragnie uwagi i pieniędzy, i zawsze wszystkiego mu mało.

- Czyli, twoim zdaniem, gdy wszyscy będą spokojni, zadowoleni i szczęśliwi, to nie będzie wojen, zbrodni, morderstw? I żadnych innych okropności, których tak wiele dziś na świecie? - Spojrzał ni to pytająco, ni to prześmiewczo na Dariusza.

- Tak myślę. Nie będzie czego dzielić, nie będzie potrzeby i grabić. Wszyscy będą zdrowi i szczęśliwi.

- A ja myślałem - westchnął Sebastian, który właśnie dopił do końca swój kufel piwa i z zadowoleniem dostrzegł za oknem oznaki kończącej się na dworze ulewy - że, aby osiągnąć taki stan, wystarczy się po prostu szczęśliwie w kimś zakochać, i że ty, jako Pan Bóg, taki komfort zafundowałbyś gratis każdemu... W tym także i mnie. A ty, co? Fuj! Jakieś prania, oddzielania dusz od ciał, drugi księżyc... - I klepnął serdecznie przyjaciela po ramieniu. - Dobra, Dareczku. Dajmy temu pokój. Powiedz mi lepiej, co z jutrzejszym przyjęciem u wójta Iloczynka? W zeszłym tygodniu rozpoczął swą kolejną kadencję na urzędzie. I na tę okoliczność jego żona wyprawia niemałe przyjątko, na które nie wiedzieć czemu, my obaj także zostaliśmy zaproszeni. Idziemy czy odpuszczamy sobie?

- To już jutro?! - Dariusz odzyskał poczucie rzeczywistości. - No rzeczywiście, jutro...! Nie! Nie wypada nie pójść, Seb, skoro zapraszają...

- W porządku przyjacielu. Słusznie. Idziemy! Ostrzegam tylko, że na przyjęciu będzie Stella Kowalczuk - nasza starobabicka superstar, siostrzenica Iloczynka. Podejrzewam zresztą, że te zaproszenia to jej sprawka. Nie zdziw się tylko, gdy po imprezie będziesz drałował do domu beze mnie. Bo nie wiem jak ty, ale jeśli idzie o mnie, to wobec tej panny od dawna mam pewne, całkiem poważne zamiary... Ale na razie o nich sza...! A propos! Nie wiesz przypadkiem, gdzie w Starych Babicach mogę zamówić wielki kosz z czerwonymi różami?