Wprowadzenie
W listopadzie 1956 roku kierownictwo paryskiego hotelu Ritz nakłoniło Ernesta Hemingwaya, żeby odebrał dwa niewielkie kufry oddane do tamtejszej przechowalni bagażu w marcu 1928 roku. Skrzynie zawierały zapomniane pozostałości po pierwszych latach pisarza w Paryżu: maszynopisy tekstów literackich, notatniki z materiałami do powieści Zaś słońce wschodzi, książki, wycinki z gazet i stare ubrania. By przetransportować ten cenny ładunek do swojej posiadłości na Kubie na pokładzie transatlantyku Île de France, Ernest i jego żona Mary zakupili duży kufer podróżny marki Louis Vuitton. W dzieciństwie widywałem tę skrzynię w nowojorskim mieszkaniu Mary[1], mojej matki chrzestnej, i do dziś pamiętam eleganckie skórzane wykończenie z mosiężnymi okuciami, pokaźne logo Louisa Vuittona i złote, wytłaczane inicjały E.H. Kufer był tak duży, że z łatwością mógłbym cały do niego wejść, i napełniał mnie podziwem dla wspaniałego, pełnego przygód życia, jakie wiódł mój dziadek.
Być może Hemingway już wcześniej nosił się z zamysłem spisania wspomnień ze swoich wczesnych lat paryskich, choćby podczas długiej rekonwalescencji po wypadkach lotniczych, którym uległ w Afryce w 1954 roku i które niemal skończyły się jego śmiercią. Jednak dopiero ponowne zetknięcie się z tym materiałem - swego rodzaju kapsułą czasu z przełomowego okresu w jego życiu - pobudziło go do działania[2]. W lecie 1957 roku rozpoczął pracę nad "Szkicami paryskimi", jak nazywał tę książkę. Pracował nad nią na Kubie, w Ketchum w stanie Idaho, a nawet zabrał ją ze sobą latem do Hiszpanii i jesienią do Paryża w 1959 roku. W listopadzie tego samego roku przesłał do wydawnictwa Scribner's niemal kompletny maszynopis, w którym brakowało jedynie wstępu i ostatniego rozdziału. Ruchome święto, opublikowane pośmiertnie w 1964 roku, opisuje pobyt pisarza w Paryżu w latach 1921-1926. Z wnikliwej analizy maszynopisu wynika, że Hemingway wykorzystał stosunkowo niewiele materiału ze swoich wczesnych zapisków i maszynopisów[3]. Wyróżnia się pod tym względem rozdział o poecie Cheeverze Dunningu, który można bezpośrednio powiązać z bardzo wczesnym szkicem opowiadania, opisanym w liście do Ezry Pounda z 15 października 1924 roku[4]. Ponadto fragmenty rozdziału Ford Madox Ford i wyznawca diabła Hemingway zaczerpnął z materiału, który wcześniej usunął ze Zaś słońce wschodzi i odkrył na nowo w notesach z kufrów w Ritzu. Ruchome święto jest pierwszym i najbardziej kompletnym z pośmiertnie wydanych dzieł Ernesta Hemingwaya; Mary Hemingway w swojej nocie wydawniczej stwierdza, że książka została ukończona wiosną 1960 roku, po dokonaniu przez autora kolejnej redakcji maszynopisu na Kubie. W rzeczywistości Hemingway nigdy nie uznał książki za skończoną.
Niniejsze, specjalne wydanie Ruchomego święta jest uczczeniem pięćdziesiątej rocznicy ukończenia pierwszej wersji wspomnień mojego dziadka o jego wczesnych latach w Paryżu, książki, która stała się już klasyką. Dziś po raz pierwszy zostaje opublikowana w takim kształcie, w jakim była w chwili śmierci autora w 1961 roku. Pomimo że Hemingway przed śmiercią dokonał kilku redakcji zasadniczej części tekstu, nie nadał ostatecznego kształtu ani wstępowi, ani ostatniemu rozdziałowi, nie podjął też decyzji co do tytułu całości. Co najmniej do kwietnia 1961 roku wciąż pracował nad książką.
Podczas niemal trzech lat, które upłynęły pomiędzy śmiercią autora a pierwszym wydaniem Ruchomego święta wiosną 1964 roku, redaktorzy książki, Mary Hemingway i Harry Brague z wydawnictwa Scribner's, dokonali istotnych zmian w tekście. Pewna ilość materiału, który Hemingway zamierzał zawrzeć w książce, została wykreślona, natomiast dodano inne partie tekstu, napisane z myślą o książce, ale nie włączone do niej decyzją autora. W szczególności mowa tu o rozdziale zatytułowanym Narodziny nowej szkoły, znacznej części rozdziału poświęconego Ezrze Poundowi, zamieszczonej w niniejszym tomie pod tytułem Ezra Pound i Miernik Zieleniak, jak również obszernej części ostatniego rozdziału, poprzednio zatytułowanej Paryż nigdy nie ma końca, która tu pojawia się pod tytułem Zimy w Schruns. Przedmowa Ernesta Hemingwaya do Ruchomego święta została w istocie skompilowana przez Mary Hemingway z fragmentów rękopisu i w związku z tym nie znalazła się w niniejszym wydaniu. Redaktorzy pierwszego wydania zmienili również kolejność rozdziałów. Rozdział siódmy stał się rozdziałem trzecim, a rozdział szesnasty, traktujący o Schruns, został umieszczony na końcu książki i połączony z fragmentami innego rozdziału, w którym Hemingway napisał o rozstaniu z Hadley i nowym małżeństwie - z Pauline Pfeiffer; rozdział ten zostaje tu po raz pierwszy opublikowany w całości jako Ryba pilot i bogacze. Hemingway postanowił nie włączać tego tekstu do książki, ponieważ postrzegał swoją relację z Pauline jako początek, a nie zakończenie.
Dziewiętnaście rozdziałów niniejszego wydania Ruchomego święta oparto na maszynopisie Hemingwaya z jego odręcznymi notatkami - ostatniej wersji ostatniej książki, nad którą pracował. Maszynopis ten znajduje się obecnie w zbiorach Hemingwayowskich Biblioteki im. Johna F. Kennedy'ego w Bostonie będących podstawową kolekcją maszynopisów Hemingwaya[5]. Pomimo że nie zawiera on ostatniego rozdziału, uważam, że stanowi wierniejszy wariant książki, którą chciał opublikować mój dziadek.
Pierwsze wydanie Ruchomego święta zawiera również szereg pomniejszych zmian redakcyjnych, które, jak sądzę, nie zostałyby zaproponowane przez redaktorkę, gdyby musiała się liczyć ze zdaniem autora. Zmiany te zostały tu wycofane. Najistotniejsza z nich dotyczy według mnie odrzucenia często stosowanej przez Hemingwaya narracji w drugiej osobie liczby pojedynczej - pojawia się ona już w pierwszym akapicie pierwszego rozdziału, a potem w obrębie całej książki (zob. np. il. 1). Ten celowy i przemyślany zabieg narracyjny stwarza wrażenie, że autor mówi sam do siebie, a powtarzanie zaimka "ty" na poziomie podświadomym angażuje czytelnika w opowieść.
W szczególnie drastyczny sposób zmieniono wprowadzenie do rozdziału siedemnastego, poświęconego F. Scottowi Fitzgeraldowi. Tekst Hemingwaya po jego ostatecznej redakcji (zob. il. 7) brzmi:
Jego talent był tak naturalny jak wzór pyłku na skrzydłach motyla. Przez jakiś czas nie rozumiał go, tak samo jak motyl, ani nie wiedział, kiedy go naruszano bądź uszkadzano. Później stał się świadom swoich okaleczonych skrzydeł i ich budowy i nauczył się myśleć. Znów wzbił się w górę, a ja miałem szczęście spotkać go zaraz po dobrym okresie w jego pisaniu, choć nie był to dobry okres w jego życiu.
Natomiast w wydaniu pośmiertnym fragment ten brzmi:
Jego talent był tak naturalny jak wzór pyłku na skrzydłach motyla. Przez jakiś czas nie rozumiał go, tak samo jak motyl, ani nie wiedział, kiedy go naruszano bądź uszkadzano. Później stał się świadom swoich okaleczonych skrzydeł i ich budowy i nauczył się myśleć, ale nie mógł już latać, bo umiłowanie lotu przeminęło, i mógł jedynie wspominać czas, kiedy przychodził mu on bez wysiłku.[2*]
Jest jasne, że redaktorzy zaczerpnęli ten fragment z wcześniejszej, odrzuconej przez Hemingwaya wersji tekstu (zob. il. 6); ich decyzja, skutkująca przedstawieniem Fitzgeralda w mniej korzystnym świetle niż w ostatecznej wersji Hemingwaya, wydaje się jednak zupełnie nieuprawniona.
Hemingway zatytułował tylko trzy rozdziały swojego rękopisu: Ford Madox Ford i wyznawca diabła, Narodziny nowej szkoły i Człowiek, któremu była pisana śmierć (zob. il. 4). Nie licząc wyżej wymienionych, zachowano tu tytuły rozdziałów z pierwszego wydania, by ułatwić orientację czytelnikom znającym książkę. Tytuły dodatkowych, niepublikowanych wcześniej szkiców opowiadań pochodzą ode mnie.
Hemingway napisał na potrzeby Ruchomego święta obszerne partie tekstu, których nie zdecydował się włączyć do gotowej całości, zgodnie "ze starą zasadą, że o jakości książki w oczach jej autora decyduje jakość fragmentów, które z niej wykreśla". Z myślą o książce powstało co najmniej dziesięć dodatkowych rozdziałów o różnym stopniu zaawansowania, które włączono do niniejszego wydania jako osobną część po zasadniczym tekście. Żaden z tych rozdziałów nie został ostatecznie zredagowany przez autora i należy je uznać za niedokończone. Niektóre z nich zostały napisane, a następnie przepisane w kolejnej redakcji, inne natomiast zachowały się tylko w pierwszej wersji rękopisu. Myślę, że czytelnicy zgodzą się, że wszystkie razem stanowią bardzo interesujące uzupełnienie książki.
Rozdziały Ruchomego święta nie są ułożone w ścisłym porządku chronologicznym. Dodatkowe rozdziały również uszeregowałem zgodnie z pewną logiką. Na początek zaproponowałem Narodziny nowej szkoły, gdyż rozdział ten włączono już do pierwszego wydania książki, gdzie redaktorzy umieścili go pomiędzy Ford Madox Ford i wyznawca diabła a Z Pascinem w Dôme. Hemingway napisał dwa warianty zakończenia tego rozdziału, które w pierwszym wydaniu Ruchomego święta zostały przeredagowane i częściowo połączone. W niniejszym wydaniu zamieszczono oba zakończenia w wersji autorskiej. Podobnie zawartość rozdziału Ezra Pound i jego Bel Esprit znalazła się w pierwszym wydaniu, została jednak napisana jako osobny rozdział, który Hemingway ostatecznie postanowił pominąć.
Po tym następuje O pisaniu w pierwszej osobie, ponieważ odbiega charakterem od pozostałych opowiadań. Skupia się nie tyle na konkretnym wspomnieniu, ile na procesie pisania, i z tego względu zdaje się pasować bardziej do początku niż końca. Choć jest niedokończone, rzuca światło na proces pisania i wykpiwa tak zwaną śledczą szkołę krytyki literackiej. Większość młodych pisarzy opisuje w prozie własne przeżycia, Hemingway jednakże, jak daje do zrozumienia w tym krótkim szkicu, czerpie także z wielu cudzych relacji, bezpośrednich i zapośredniczonych. Wspomina na przykład o swoich rozmowach z żołnierzami pierwszej wojny światowej, a jego mistrzostwo w prozie historycznej w pełni uwidacznia się w Pożegnaniu z bronią, gdzie przedstawił odwrót spod Caporetto tak wiernie, że trudno uwierzyć, że nie brał udziału w tej bitwie[6].
Sekretne przyjemności opowiadają o tym, jak Ernest zapuszczał włosy i jak wraz z Hadley zdecydowali się na fryzury tej samej długości[7]. Rozdział ten powstał najprawdopodobniej na podstawie przeżyć z zimy roku 1922/1923, którą małżonkowie spędzili jednak nie w austriackim Schruns, a w Chamby sur Montreux w Szwajcarii - jest to przykład tego, jak Hemingway zmieniał realia w celu ulepszenia fabuły. Szkic ten, zachowany jedynie w rękopisie, w śmiały sposób ukazuje intymność autora i jego żony i przywodzi na myśl fragmenty pośmiertnie wydanej powieści Rajski ogród. Niezwykle obrazowo przedstawia Ernesta Hemingwaya u początków drogi zawodowej, z jednym dobrym garniturem i jedną parą porządnych butów, który by wykonywać pracę dziennikarza, musi przestrzegać konwencjonalnych zasad w kwestii zachowania i ubioru[8]. Długość fryzury to zagadnienie żywo obchodzące również dzisiejszą młodzież wchodzącą w dorosłe życie. Hemingway oddaje złożony splot motywacji i uwarunkowań towarzyszących prostej decyzji o zapuszczeniu włosów: jest tu i przyjęcie nowego stylu życia zawodowego pisarza, przedstawiciela cyganerii artystycznej, i możliwość zaoszczędzenia na wizytach u fryzjera, jest kwestia ekstrawaganckiego wyglądu, który uniemożliwia pokazywanie się w modnej dzielnicy, a tym samym pozwala w pełni skupić się na pisaniu, są wreszcie pogardliwe reakcje kolegów dziennikarzy, skontrastowane z całkowicie odmiennym odbiorem długich fryzur u mężczyzn w Japonii - na przykładzie artystów, których Hemingway poznał w pracowni Ezry Pounda, gdzie podziwiał ich długie, proste czarne włosy. Ta decyzja, motywowana względami praktycznymi i buntem przeciwko normom społecznym, prowadzi następnie do pomysłu zrównania długości fryzur małżonków jako swego rodzaju sekretnej przyjemności, którą będą dzielić we dwoje. Autor w komiczny sposób zderza reakcje, z jakimi styka się w Paryżu, z tymi w Schruns, gdzie miejscowy fryzjer uznaje, że Hemingway stosuje się do nowej paryskiej mody, i zachęca innych swoich klientów, by poszli w jego ślady.
Dziwny klub bokserski traktuje o mało znanym kanadyjskim bokserze nazwiskiem Larry Gains i jego nietypowych treningach w Stade Anastasie, restauracji z dansingiem w szemranej dzielnicy Paryża, gdzie rozrywkę w czasie posiłków stanowiły walki bokserskie, a zawodnicy pełnili funkcję kelnerów. Jest to rzadko spotykany portret Paryża z lat dwudziestych, ukazuje też inny aspekt osobowości Ernesta Hemingwaya, który sam lubił boksować i jako dziennikarz często relacjonował ważne mecze bokserskie[9]. Hemingway, podobnie jak w opisach sparringów z Ezrą Poundem w jego pracowni, przedstawia się tu jako znawca tematu, fachowo komentujący nieudolne poczynania Larry'ego Gainsa.
Cierpki zapach kłamstwa jest krytycznym portretem Forda Madoxa Forda, którego oddech ział "smrodem gorszym niż wszystkie fontanny z nozdrzy wieloryba"[10]. Gwałtowna niechęć Hemingwaya do Forda długo stanowiła zagadkę dla biografów, szczególnie w świetle entuzjastycznych recenzji, których Ford nie szczędził Hemingwayowi, i możliwości, jakie mu stwarzał jako redaktor "The Transatlantic Review"[11]. Jedna z hipotez głosi, że źródłem niechęci były spory finansowe. W szkicu, o którym mowa, Hemingway tłumaczy swoją "irracjonalną niechęć" do Forda niemożnością zniesienia nieustannych kłamstw tego ostatniego.
Edukacja pana Bumby'ego zachowała się wyłącznie w pojedynczym rękopisie. Opowiada o tym, jak Ernest i jego syn Jack, zwany Bumbym, spotykają się z F. Scottem Fitzgeraldem w "neutralnej" paryskiej kawiarni. Szkic stanowi dodatkowy przyczynek do ukazywania przez Hemingwaya problemów Fitzgeralda z alkoholem i zazdrości jego żony Zeldy o jego pisarstwo. Po opowiedzeniu Fitzgeraldowi kilku historii z pierwszej wojny światowej Hemingway mówi Bumby'emu, że ich znajomy André Masson poniósł szkody psychiczne na skutek wojny, ale był później w stanie wieść twórcze życie jako malarz. Masson brał udział w wielkiej wojnie przez dwa i pół roku; w roku 1917 został ranny w pierś, a następnie wpadł w depresję. Masson dzielił w Paryżu pracownię z Joanem Miró; Hemingway bywał tam częstym gościem, zakupił też trzy pejzaże leśne Massona, które obecnie wiszą w Sali Hemingwayowskiej w Bibliotece im. Kennedy'ego[12]. Wiedza o tym, w jaki sposób wojna dotknęła Massona, rzuca dodatkowe światło na niezwykłą atmosferę tych obrazów.
Scott i jego paryski szofer dotyczy bardziej F. Scotta Fitzgeralda niż Paryża - rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych po meczu futbolowym w Princeton, na który Fitzgeraldowie i Hemingwayowie wybrali się wspólnie jesienią 1928 roku. Można łatwo zrozumieć, dlaczego Hemingway nie zdecydował się włączyć tego rozdziału do całości, jako że wykracza on poza ogólne ramy czasowe zbioru. Przewrotny humor i tematyka samochodowa sprawiają jednak, że szkic ten stanowi dobre uzupełnienie wcześniejszego rozdziału traktującego o podróży Ernesta i Fitzgeralda z Lyonu do Paryża renault bez dachu - i nadaje dodatkowy wymiar ukazanym przez Hemingwaya "złożonym tragediom, hojności i pasji Scotta".
Jeśli sądzić po rękopisach (por. np. il. 5), w trakcie pisania Ruchomego święta najtrudniejsze dla Hemingwaya było dojście do ładu z faktem, że zdradził Hadley z Pauline, co doprowadziło do rozpadu jego pierwszego małżeństwa. Z pewnego punktu widzenia kwestia ta stanowi logiczne zwieńczenie książki i można zrozumieć, dlaczego Mary Hemingway zdecydowała się na takie właśnie zakończenie. Hemingway jednak, po napisaniu traktującego o tych wydarzeniach rozdziału, zamieszczonego tu jako Ryba pilot i bogacze, zdecydował, że nie będzie ono odpowiednie, jako że uważał małżeństwo z Pauline za nowy początek, a nie za zakończenie, a także dlatego, że takie zakończenie ukazałoby bohaterkę książki, Hadley, jako porzuconą i samotną. Co gorsza, do ostatniego rozdziału Ruchomego święta w wydaniu z 1964 roku włączono jedynie część Ryby pilota i bogaczy. Redaktorzy wykreślili zarówno fragmenty dotyczące wyrzutów sumienia Hemingwaya i brania przez niego odpowiedzialności za rozpad małżeństwa, jak i te mówiące o "niewiarygodnym szczęściu", jakie przeżywał z Pauline. Czytelnicy pierwszego wydania mają teraz po raz pierwszy możliwość zapoznania się z tym tekstem w pełnej, zamierzonej przez autora postaci. Daleko idące zabiegi redakcyjne dokonane przez Mary Hemingway - czwartą i ostatnią żonę pisarza - były, jak się zdaje, motywowane bardziej jej osobistą relacją z Hemingwayem niż dobrem książki albo autora, który w pośmiertnym wydaniu przedstawiony jest jako swego rodzaju nieświadoma ofiara, co było dalekie od stanu faktycznego (por. również il. 5).
Rozdział Nada y pues nada został napisany w ciągu trzech dni, od 1 do 3 kwietnia 1961 roku, jako potencjalne zakończenie całości. Jest ostatnim zwartym fragmentem tekstu napisanym przez Hemingwaya z myślą o książce i zachował się w postaci pojedynczego rękopisu (zob. il. 8). Jest tyleż częścią składową książki, co świadectwem stanu psychicznego autora zaledwie trzy tygodnie przed próbą samobójczą. Zaangażowanie pisarza w pracę jest niezwykłe, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę stan jego zdrowia oraz paranoję i głęboką depresję, z którymi się zmagał. Twierdzenie, podobnie jak czynił to w lepszych czasach, że urodził się po to, by pisać, i że "to robił i to będzie robił znowu", musiało być trudne w momencie, w którym wiedział, że pisanie już od dłuższego czasu nie idzie mu dobrze. W ostatnim zdaniu zapisał, że przy jego pamięci ktoś majstrował - prawdopodobnie jest to nawiązanie do niedawnego pobytu w szpitalu psychiatrycznym w Mayo i terapii elektrowstrząsami - a jego serce już nie istnieje. Jak w swojej powieści Mały Książę zauważył Antoine de Saint-Exupéry, z którym Hemingway znał się od czasu wojny domowej w Hiszpanii, dobrze widzi się tylko sercem, bo najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Rozpaczliwe wyznanie Hemingwaya stanowi smutną zapowiedź jego śmierci z własnej ręki niecałe trzy miesiące później.
W niewysłanym liście do Charlesa Scribnera Juniora z 18 kwietnia 1961 roku[13] Hemingway pisze, że nie jest w stanie ukończyć książki zgodnie ze swoimi oczekiwaniami, i proponuje opublikowanie jej bez ostatniego rozdziału. Nadmienia, że przez ponad miesiąc usiłował napisać zakończenie. Porzucone rozpoczęcia i zakończenia, zebrane w niniejszym wydaniu w części zatytułowanej Fragmenty, prawdopodobnie pochodzą z tego okresu. List zawiera też długą listę potencjalnych tytułów Ruchomego święta. Hemingway miał zwyczaj spisywania list możliwych tytułów dla swoich książek już od czasu zbioru opowiadań z lat dwudziestych, in our time[14]. Niektóre z tytułów były żartobliwe, a niektóre poważne, lubił też mawiać, że najlepszym źródłem tytułów jest Biblia[15]. Lista sporządzona przez Hemingwaya przy tej okazji sprawia na pierwszy rzut oka okropne wrażenie i może być uznana za świadectwo pogarszającego się stanu jego umysłu. Zawiera takie propozycje jak: "To, o czym nikt nie wie, Mieć nadzieję i dobrze pisać (opowieści paryskie), Napisać samą prawdę, Dobre gwoździe są z żelaza, Obgryzanie paznokci, Tak, jak było, Pewne miejsca, pewni ludzie, Jak to się zaczęło, Kochać i dobrze pisać, W ringu jest całkiem inaczej" czy, mój ulubiony, "Jak bardzo inaczej było, kiedy tam byłeś".
Tytuł, ku któremu się skłaniał, to "Wczesne oko i ucho (Paryż, jakim był we wczesnych latach)". Brzmi to trochę jak tytuł podręcznika medycznego z biblioteczki jego ojca. Poważnie mówiąc, uważam jednak, że tytuł ten miał w zamierzeniu Hemingwaya zwracać uwagę na najważniejsze aspekty jego techniki pisarskiej. Oko, termin używany zwykle w rozważaniach o sztukach wizualnych, przywodzi na myśl interesujące paralele między pisarstwem i malarstwem, do których pisarz odnosi się również w Ruchomym święcie, w szczególności kiedy relacjonuje, jak uczył się z obrazów Cézanne'a. W Paryżu lat dwudziestych Hemingway wykształcił swoje oko, zdolność oddzielania ziarna od plew i przemieniania swoich spostrzeżeń w prozę. Natomiast ucho, które kojarzymy zwykle z twórczością muzyczną, jest niewątpliwie istotne w pracy pisarza. Teksty Hemingwaya odczytywane na głos zwykle brzmią dobrze[16]. W jego ukończonych dziełach każde słowo jest niezbędne i na swoim miejscu, jak poszczególne dźwięki w kompozycji muzycznej. W swoich wczesnych latach paryskich nauczył się znaczenia rytmu i powtórzeń w pisaniu od Gertrude Stein i - przede wszystkim - od Jamesa Joyce'a, którego Ulisses, arcydzieło wydane przez Sylvię Beach z Shakespeare and Company[17], jest wirtuozerskim popisem anglojęzycznej prozy, który pełnię swego wyrazu osiąga czytany na głos. Tytuł Wczesne oko i ucho odnosi się do konieczności doskonalenia warsztatu, co Hemingway uważał za nieodzowne i praktykował przez całe życie. Zwraca uwagę na talent, bo bez dobrego oka i ucha trudno o sukces, ale sugeruje też, że pisarzowi potrzebne jest doświadczenie, by mógł rozwinąć swoje zdolności, a dla Ernesta Hemingwaya Paryż był wówczas idealnym do tego miejscem. Znaczna część rękopisów wchodzących w skład Ruchomego święta zawiera wyjątkowo mało poprawek i stanowi niezwykle wymowne świadectwo talentu pisarza (zob. il. 2 i 3), nawet w ostatnich latach jego życia. Nieśmiertelna proza zjawia się na stronicach w pełni uformowana, jak Atena wychodząca z głowy Zeusa.
Ostateczny tytuł książki, Ruchome święto, został wybrany przez Mary Hemingway po śmierci autora. Nie pojawia się w żadnej z wersji książki, ale został zaproponowany przez A.E. Hotchnera, który pamiętał, jak Ernest wypowiedział tę frazę podczas rozmowy w barze hotelu Ritz w Paryżu w 1950 roku[18]. Zapis tytułu w oryginale (A Moveable Feast) jest zgodny z nieortodoksyjnym upodobaniem Hemingwaya do zachowywania litery e w pisowni wyrazów zakończonych na "-ing", jeśli pochodzą od czasowników zakończonych na "e". Nadaje to tytułowi osobiste piętno autorskie, a dodatkowo zestawienie "ea" w słowie moveable stanowi atrakcyjne wizualnie powtórzenie z "ea" w feast. W słowie wstępnym Patrick Hemingway rzuca nieco światła na używanie tytułowego terminu przez mojego dziadka zarówno w twórczości, jak i w życiu osobistym.
Czy to czyta się je po raz pierwszy, czy też zagląda do niego kolejny raz, tak jak odwiedza się starego przyjaciela, Ruchome święto odznacza się niezwykłą świeżością. Byłem niedawno w Paryżu, żeby dostarczyć marmurowe popiersie Herodota z Metropolitan Museum of Art do Luwru, na wystawę o Babilonie od trzeciego tysiąclecia przed naszą erą aż do czasów Aleksandra Wielkiego, a następnie jako tworzywie mitu, legendarnym mieście dekadencji przywoływanym w Biblii. Przypomniałem sobie świetne opowiadanie F. Scotta Fitzgeralda Powrót do Babilonu[19], w którym opisuje on Paryż połowy lat dwudziestych, z czasu, gdy poznał Hemingwaya, jako miejsce ekscesów, niekończących się przyjęć i szokującej dekadencji; temu wizerunkowi przeciwstawia obraz Paryża kilka lat później, podczas wielkiego kryzysu, kiedy sam przeżywał okres zawodowych niepowodzeń. Podczas mojego ostatniego pobytu w Paryżu było tam niewielu Amerykanów, do czego przyczynił się niski kurs dolara i kłopoty gospodarcze w USA. O ile dla Hemingwaya w latach dwudziestych "kurs wymiany to było coś pięknego"[20], teraz sytuacja się odwróciła i dla imigrantów z USA życie w Paryżu nie jest tanie. Dla mnie osobiście (jak słusznie zauważył mój dziadek, każdy ma swoje własne wspomnienia) Paryż jest miejscem inspirującym i pełnym życia, miastem piękna, światła, historii i sztuki.
Dla mojego dziadka, który w tamtych latach dopiero rozpoczynał swoją pisarską drogę, Paryż był po prostu najlepszym na świecie miejscem do pracy, a później pozostał jego ulubionym miastem. Choć pasterze kóz nie prowadzą już stad ulicami Paryża przy wtórze piszczałek, jeżeli odwiedzisz miejsca na lewym brzegu Sekwany, o których pisał Ernest Hemingway, albo bar w hotelu Ritz czy ogród Luksemburski, tak jak ostatnio moja żona i ja, poczujesz, jak było tam wtedy. Nie musisz jednak w tym celu koniecznie jechać do Paryża; przeczytaj Ruchome święto, a ono cię tam przeniesie.
Seán Hemingway