Ruch Muzyczny nr 8-9/2022 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

7.90 zł
6.56 zł (6,72 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#8-9 2022 rok LXVI

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyKrzysztof Stefański

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Zastępca redaktora naczelnegofestiwale, koncerty

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.pl

Swoboda ruchu, muzyka dawna

Karolina Kolinek-Siechowicz

karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.pl

Swoboda ruchu, muzyka współczesna

Dominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl

Wydawnictwa

Michał Mendyk

michal_mendyk@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Redaktorzy seniorzy

Józef Kański, Olgierd Pisarenko

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.plStażystaBartosz Witkowski

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.

Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Adres

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

Ruch Muzyczny

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Na okładce Teoniki Rożynek, fot. Jacek Poremba

OD REDAKCJI

W HARMONII ZE ŚWIATEM

Krzysztof Stefański

Fot. Rafał Masłow

Natura świetnie wyczuła primaaprilisowy nastrój i 1 kwietnia zasypała Warszawę śniegiem, potwierdzając porzekadło o kwietniu-pletniu. Tulipany, już-już mające oblec się we wszystkie możliwe kolory, żałośnie dygotały po kolana w zaspach, a ludzie, schowani w mieszkaniach, z niepokojem śledzili wieści ze świata, odgrzewając klimatyczne metafory: "Idzie zima czy odwilż?". I jeśli ukraińsko-rosyjskie rozmowy pokojowe w Stambule dawały pewne nadzieje na przełom, makabryczne doniesienia o masakrach ludności cywilnej z Buczy i innych miast obwodu kijowskiego przeszywały dreszczem.

Trudno przewidzieć, jaki będzie panował społeczno-polityczny klimat w połowie maja, gdy niniejszy numer wciąż będzie w dystrybucji - zmiany zachodzą tu bardzo szybko. Można być prawie pewnym, że przyroda, której w tym wydaniu się przysłuchujemy, niezbyt się nimi przejmie. Ale czy na pewno? Sławomira Żerańska-Kominek, która przybliża znaczenie symboliczne ptaków w kulturze, przywołuje wiersz Leopolda Staffa Ptactwo w czasie wojny: "Od zgliszczy wsi spalonych i od ruin miast, / Gdzie nie zostało ptakom nawet śladu gniazd, / Odgłosy odstraszyły je wojny okropnej. / Lot ich, odwieczną tęsknotą pochopny, / Dymem i hukiem odpędziły działa". Czy we wschodniej Ukrainie jeszcze słychać ptaki, czy też całkiem odegnały je już dwugłowe rosyjskie orły?

Wojna to nie jedyny stworzony przez człowieka problem, z którym muszą się mierzyć zwierzęta. Bioakustyk Michał Budka tłumaczy zasady rywalizacji o przestrzeń akustyczną przez ptaki. Aby ze sobą nie konkurować i nie przekrzykiwać się jak - nie przymierzając - politycy w telewizyjnym studiu, dzielą się one obszarem występowania, czasem swoich wokalizacji czy pasmem akustycznym, w którym się komunikują. O podobne wyczucie trudno podejrzewać nasz gatunek: "Niestety, coraz rzadziej możemy słuchać tylko dźwięków natury. Środowiska lądowe i wodne są w coraz większym stopniu zanieczyszczone hałasem. Powoduje to dla komunikujących się dźwiękowo zwierząt ogromne negatywne konsekwencje, których skali jeszcze do końca nie znamy". Kiedy wreszcie zrozumiemy, że nie jesteśmy na tym świecie sami? Że dzielimy go nie tylko z miliardami innych ludzi, ale i milionami innych gatunków?

O wrażliwości na nie-ludzkich wykonawców opowiada muzykujący ze zwierzętami filozof i artysta David Rothenberg: "Ważnym doświadczeniem było dla mnie granie z milionami cykad wieloletnich - nauczyło mnie ono pokory. To tak, jakbyś dołączył do ściany dźwięku [...]. Przestajesz być grającym indywiduum, stajesz się częścią wielkiego świata, w którym nikt nie myśli o jednostce. Jest tylko muzyka, do której możesz dołączyć". Ciekawe, jak nazywają się utwory wykonywane przez cykady. I ciekawe, co brzęczy ich chór w Pasji wg św. Marka Pawła Mykietyna (wykonanej ostatnio w Rzymie niemal 15 lat po polskiej premierze). Czy woła: "Ukrzyżuj go!", czy może: "Uwolnij Barabasza!"? Nie dowiemy się, jeśli się w te głosy nie wsłuchamy. Nie tylko zwierząt, ale i roślin, o których - bogatszym, niż by się wydawało! - dźwiękowym życiu pisze w numerze Marcin Kostecki.

Swoją uważnością na dźwięki otoczenia dzieli się także bohaterka naszej okładkowej rozmowy Teoniki Rożynek: "Idziesz sobie, słuchasz jakiejś piosenki i nagle słyszysz, że koty walczą w śmietniku. I to jest solo ich życia. Ekstra. To jest przypadkowa naturalna melodyjka. Muszę się zatrzymać i posłuchać tego wrzeszczącego kota". Może odpowiedzialność muzyków za społeczeństwo polega na uczeniu innych słuchania? Siebie nawzajem, potem innych gatunków, wreszcie całego świata. Także tego, co nowe i inne.

Cytat numeru:

Najważniejsza zasada jest bardzo prosta: "SŁUCHAJ". Nie graj tego, co zawsze. Dostosuj się do tego, co cię otacza. Ucz się od zwierząt, z którymi grasz

--David Rothenberg

AKTUALNOŚCI

KULTURY nie można budować na OFIARACH

z kompozytorem WIACZESŁAWEM KYRYŁOWEM rozmawia

Mateusz Ciupka

Mateusz Ciupka: Pochodzisz z Doniecka, a to prowokuje pytanie: czy dla ciebie wojna zaczęła się 24 lutego 2022 roku?

Wiaczesław Kyryłow: Nie. Większość Ukraińców wie, że trwała od 2014 roku, choć na pewien czas została zamrożona. Okupowane od tamtego czasu tereny należą do Ukrainy.

Reakcja świata była w 2014 roku symboliczna w porównaniu z tym, co dzieje się dzisiaj.

Na Zachodzie, ale także w Polsce, wiele osób myli Krym z Donbasem, bo nie wiedzą, gdzie one leżą. Zachodnie media tamten konflikt szybko przetrawiły. Mam poczucie, że gdyby nie kolejny atak Rosji, mało kto by pamiętał, że Ukraina ma swoją własną kulturę, muzykę, wartości i samoświadomość narodową.

Kończyłeś szkołę muzyczną w Charkowie.

Tam musiałem wyemigrować w 2014 roku. Dokończyłem dwie ostatnie klasy liceum, grałem na flecie i już stawiałem pierwsze kroki w kompozycji, pod opieką swojego nauczyciela pochodzącego z Wilna, Alexandra Gugla.

Jak wyglądało życie muzyczne Charkowa przed inwazją?

Było bogate, szczególnie jeśli chodzi o muzykę współczesną. Nazwałbym Charków stolicą ukraińskiego ekspresjonizmu, który u nas zaczął się później niż na Zachodzie, w latach sześćdziesiątych. Na przykład Witałij Hubarenko pisał monodramaty nieco w stylu Schönberga, szczególnie pod względem sposobu prowadzenia narracji.

Trudno mi powiedzieć, czy państwo inwestowało w kulturę muzyczną. Na pewno robili to sami muzycy swoim wysiłkiem, pracą i angażowaniem odbiorców. Nigdy nie zapomnę, jak pierwszy raz w Charkowie na żywo usłyszałem Dwadzieścia spojrzeń na Dzieciątko Jezus Oliviera Messiaena. Przyjechał Kyryło Zwiehincow, pianista ze Szwajcarii, ale pochodzący z Ukrainy, i grał cały cykl z pamięci, a działo się to w okolicach katolickiej Wigilii. Magia.

Mówi się, że Ukraina bardzo tęskniła za awangardą.

Uczymy się na zajęciach z literatury o pokoleniu rozstrzelanych poetów. Pomyśl, Francja miała poetów wyklętych, a my rozstrzelanych. Wszelkie przejawy samoświadomości narodowej i kulturowej były niemile widziane w radzieckiej Ukrainie. Przeszliśmy okres awangardowy, może nie tak bogaty jak w Polsce, może późniejszy, ale mamy Jewhena Stankowycza, mieliśmy Myrosława Skoryka, Łwa Kołoduba. To twórcy, którzy eksperymentowali w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w odważny sposób, wplatając naturalnie swoją tożsamość ukraińską w zdobycze zachodniej awangardy.

Wymieniłeś kilka nazwisk, które w Polsce przestały być anonimowe na fali licznych koncertów poparcia dla Ukrainy. Ciekawi mnie, jak oceniasz wybór muzyki do tych programów.

Kultura polska zareagowała natychmiast na wydarzenia za wschodnią granicą, więc siłą rzeczy wybierano przede wszystkim utwory, które da się szybko przygotować. Trudno te decyzje oceniać obiektywnie, ale byłoby niedobrze, gdyby na przykład całą twórczość Skoryka zredukowano do Melodii. On ma bogaty dorobek orkiestrowy. W szkole uczyliśmy się o jego Koncercie karpackim na orkiestrę symfoniczną. Widać, że sporo czerpał z muzyki Bartóka, Strawińskiego i Szymanowskiego, ale na swój indywidualny sposób.

Jest jakiś ukraiński twórca, którego ci brakuje w tych koncertach?

Wałentyn Bibik. Problem polega na tym, że jego twórczość wymazywało już środowisko charkowskie. Winny temu był częściowo zachowawczy charakter otoczenia. Bibik został zatrudniony jako profesor w konserwatorium, ale klasycznie piszący koledzy go marginalizowali. Niedawno ukazała się płyta z jego sonatami na skrzypce i fortepian, ale ogólnie rzecz biorąc, był nieobecny w obiegu muzycznym. Córka Bibika, pianistka i muzykolożka, dba o to, by o tej twórczości nie zapomnieć. Z innych kompozytorów - Stankowycz. Bardzo lubię jego III Symfonię do tekstów Pawło Tyczyny i III Symfonię kameralną na flet i smyczki, która uzyskała rekomendację na Międzynarodowej Trybunie Kompozytorów UNESCO w 1985 roku. Zabrzmiał więc na Zachodzie, ale tylko przez chwilę.

Co sądzisz o bojkocie kultury rosyjskiej?

Ten bojkot jest kontrowersyjny. Kilka dni po rozpoczęciu inwazji z programu naszego koncertu uczelnianego został usunięty Szostakowicz i w zamian pojawił się mój utwór dyplomowy To Nathaniel Hawthorne. Czułem się z tym dziwnie, bo mam Szostakowicza we krwi. Słuchałem go w liceum - dobrze znam wszystkie 15 symfonii i 15 kwartetów, a także cykle wokalne i twórczość fortepianową. On sam zmagał się z sowieckim systemem. Odcięcie się od tej muzyki dla mnie jest niemożliwe. Naturalnie uważam, że artystów pokroju Walerija Giergijewa należy odsuwać na bok, ale postaci historyczne? Dla mnie to przykład tego, jak działa ideologia liberałów, którzy kochają gloryfikować ofiary, zamiast ofiarom zapobiegać. Dlatego Zachód nagle sobie przypominał, że istnieje kultura i muzyka ukraińska, a na zawołanie chce kasować kulturę rosyjską.

Jak się poczułeś, gdy wszedłeś za Szostakowicza?

Z jednej strony byłem wdzięczny mojej uczelni za ten gest. Był to wyraz wsparcia i empatii, nie tylko wobec mnie, lecz wobec całego narodu ukraińskiego, co niezmiernie cenię. Tylko pytanie brzmi, czy jestem kompozytorem ukraińskim. Studia skończyłem w Polsce, a estetycznie czerpię z dziedzictwa awangardy zachodniej. Czuję się Ukraińcem, nikt mi tego nie odbierze, ale moje utwory nigdy nie były wykonywane w Ukrainie, nie poznałem tamtego środowiska. Nie planowałem tworzyć w ojczyźnie. Z drugiej strony poczułem się dziwnie, bo kim ja jestem, żeby zastępować Szostakowicza.

Mówi się, że ta wojna zbudowała na nowo tożsamość narodu ukraińskiego.

To prawda. Ukraińska samowiedza opiera się na pragnieniu wolności, które widoczne jest także w minionych epokach. Niezależnie, czy udawało się ją wywalczyć, czy nie, pragnienie wolności było siłą napędową. Martwi mnie, aby - gdy już wygramy - Ukraina nie popadła w to, co Nietzsche nazywał resentymentem, pragnieniem zemsty, ciągłego powrotu do tego, czego nie da się zmienić, i w budowanie na tym dyskursu sztuki. Najlepiej byłoby odbudować kraj na afirmacji tego, co ukraińskie. Trzeba ciągle odkrywać własną tożsamość, a nie tracić energię na zwalczanie tego, co ukraińskie nie jest. Ważne, by nie popadać w martyrologię i rozpamiętywanie przeszłości, której i tak już nie odzyskamy.

Na pewno powstanie trochę muzyki opłakującej ofiary. Rozmawiamy w dniu, gdy świat obiegły przerażające informacje o morderstwach w Buczy.

Taka muzyka powinna powstać, nie ma w tym nic złego, to oczywista potrzeba. Chodzi mi o to, że nie można kultury budować tylko na tragediach i ofiarach.

Zjeść ciastko i mieć ciastko

diapasonmag.fr, "The New York Times", operawire.com, wp.pl

Anna Nietriebko próbuje ratować swoją pozycję. Diwa od momentu napaści Rosji na Ukrainę przestała występować, a kolejne filharmonie i opery zrywały z nią kontrakty. Powód? Brak jednoznacznego stanowiska w sprawie wojny w Ukrainie oraz ścisłe związki z Kremlem. Gwiazda w ostatnich tygodniach ruszyła do kontrataku.

"Przecież nie mogę nie występować, bo stracę głos" - miała powiedzieć z irytacją w prywatnej rozmowie, którą nieoficjalnie cytują francuskie media. Nietriebko zapowiedziała powrót do pracy już w maju. "Wyraźnie potępiam wojnę z Ukrainą, a moje myśli są z ofiarami i ich rodzinami" - napisała w pierwszych dniach kwietnia. Po raz pierwszy w jej wypowiedzi padło słowo "wojna". Jednocześnie poinformowała: "Nie jestem członkiem żadnej partii politycznej ani sojusznikiem żadnego przywódcy Rosji. Przyznaję i żałuję, że moje przeszłe działania lub oświadczenia mogły zostać błędnie zinterpretowane. W rzeczywistości spotkałam prezydenta Putina tylko kilka razy w całym moim życiu, głównie przy okazji odebrania nagród w uznaniu mojej sztuki lub podczas ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich. Poza tym nigdy nie otrzymałam żadnego wsparcia finansowego od rządu rosyjskiego, mieszkam i jestem rezydentem podatkowym w Austrii. Kocham moją ojczyznę Rosję i szukam pokoju i jedności poprzez moją sztukę". Diapasonmag.fr przypomniał, że z polityczną neutralnością artystki różnie bywało. W 2014 roku przekazała ona czek na milion rubli prorosyjskiemu ukraińskiemu deputowanemu Olegowi Cariowowi na wsparcie Opery Donieckiej. Ciekawe, czy oświadczenie otworzy jej ponownie drzwi na sceny operowe? Na razie zaszkodziło Nietriebko w... Rosji. Nowosybirski Teatr Opery i Baletu odwołał jej występ zaplanowany na 2 czerwca. "Nasz kraj jest bogaty w talenty, a miejsce wczorajszych gwiazd zajmą nowi artyści o jednoznacznych postawach obywatelskich" - oświadczyła dyrekcja. --MAK, MC

Zero litości

classicfm.com

Kto nie z nami, ten przeciwko nam. Wojska rosyjskie zbombardowały Trościaniec, miasto w obwodzie sumskim w Ukrainie. Przy okazji zniszczony został dom, w którym zatrzymywał się młody Piotr Iljicz Czajkowski. To tutaj 24-letni kompozytor skomponował swój pierwszy utwór symfoniczny, uwerturę Burza według dramatu Ostrowskiego (1864).

Miasto, które liczyło prawie 25 tysięcy mieszkańców, dostało się w ręce Rosjan już na początku wojny. Potem odbili je Ukraińcy. Okupanci zostawili za sobą spaloną ziemię. Wiele budynków zostało zniszczonych. W Szkole Muzycznej dla Dzieci im. Piotra Czajkowskiego teraz urządzono punkt zbiórki żywności, a w pierwszych dniach rosyjskiej inwazji w sali koncertowej rejestrowano ukraińskich ochotników do Wojsk Obrony Terytorialnej. AFP zamieściła w internecie film, na którym widać częściowo zniszczoną willę Czajkowskiego. Władze miasta oświadczyły, że na razie "jest za wcześnie, aby oszacować, ilu mieszkańców zostało zabitych. Cywile byli podobno celem granatów ręcznych, kiedy protestowali przeciwko rosyjskiej okupacji". --MAK

Muzycy z Kijowa w Polsce

filharmonia.pl, gov.pl

Kijowska Orkiestra Symfoniczna wyrusza w tygodniowe tournée po Niemczech. Jej podróż zaczęła się jednak w Polsce. Do Warszawy przyjechała ponad 100-osobowa grupa muzyków, pracowników orkiestry i ich rodzin. Mają zapewniony pobyt w Polsce i możliwość odbywania prób. "Przez ostatnie tygodnie byliśmy rozproszeni po całym kraju. A dzisiaj, zjednoczeni, zaczynamy z dumą opowiadać o naszej walce o niepodległość. [...] Naszymi koncertami chcemy dawać nadzieję na spokojną przyszłość dla nas wszystkich i wiarę w odbudowę Ukrainy, silniejszej i piękniejszej niż kiedykolwiek" - mówi Anna Stawyczenko, dyrektorka wykonawcza orkiestry. "Ukraińscy artyści mają dzisiaj ważne zadanie. Muszą nieść tę smutną informację o tym, co dzieje się w Ukrainie, przekonywać europejską opinię publiczną, czy też bardziej europejskich polityków, że musimy działać kategorycznie i zdecydowanie. W obliczu zbrodni wojennych sankcje na Rosję muszą być pełne. A jednocześnie niosą optymistyczną wieść - że kultura zwycięża! Dobro zwycięża nad złem!" - jest pewien wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński. Tournée Orkiestry rozpocznie się 21 kwietnia 2022 roku w Filharmonii Narodowej od specjalnego koncertu pod patronatem MKiDN. "Pod kierownictwem Luigiego Gaggero usłyszeć będzie można dzieła zarówno Maksyma Berezowskiego, Myrosława Skoryka, jak i Borysa Latoszyńskiego. Nie zabraknie polskich akcentów: wyjątkowości temu wydarzeniu doda występ wybitnego skrzypka Janusza Wawrowskiego, który wykona utwór Henryka Wieniawskiego" - zdradza Wojciech Nowak, dyrektor FN. Muzycy zagrają nie tylko w Warszawie, lecz także w Łodzi, Berlinie, Hamburgu i Dreźnie. --MC, MAK

Stop dla wspierania rosyjskiej kultury

theclaquers.com

Przedstawiciele ukraińskiego środowiska muzykologicznego wystosowali apel do instytucji kultury z całego świata. List otwarty podpisali naukowcy, kompozytorzy i instrumentaliści, a opublikował go portal The Claquers, zrzeszający dziennikarzy muzycznych z Ukrainy. Treść dotyczy stosunku do kultury rosyjskiej, "z jej trwałą narracją o imperialnej "wielkości" i "wyjątkowej misji" oraz kolonialnym patosie "zbawicieli" i "wyzwolicieli małych narodów". Ogromna liczba prac i projektów naukowych przesiąkniętych tym dyskursem jest stale prezentowana światowej społeczności intelektualnej. Jej bezkrytyczne postrzeganie rosyjskiego dziedzictwa od dawna wymaga rewizji" - piszą autorzy apelu. Domagają się natychmiastowego zaprzestania wspierania kultury rosyjskiej, nawołują także, by współpracować jedynie z muzykami jawnie potępiającymi wojnę: "Uważamy, że każdy, kto dziś promuje rosyjską sztukę, usprawiedliwia działania państwa rosyjskiego, świadomie lub nieświadomie. Bez krytycznej ponownej oceny dziedzictwa kulturowego Rosji sankcje polityczne i gospodarcze pozostaną jedynie środkiem zaradczym. Mamy świadomość, że wielowymiarowa krytyczna analiza i rekonceptualizacja dowolnego zjawiska wymaga czasu. Znajdujemy się jednak w nadzwyczajnych okolicznościach, wymagających pilnych działań i natychmiastowych konsekwencji. Twierdzenie, że tylko Putin ponosi winę za wojnę, musi zostać odrzucone, ponieważ jego władza opiera się na solidnych podstawach, a sztuka i kultura są ich ważnymi składnikami" - czytamy w liście. --BW, MAK

Chopin (i inni) historycznie

nifc.pl, iccpi.pl

Międzynarodowy Konkurs Chopinowski na Instrumentach Historycznych będzie się odbywał w cyklu pięcioletnim. Do konkursu mogą zgłaszać się pianiści w wieku od 18 do 35 lat. W przeciwieństwie do Konkursu Chopinowskiego, w programie przesłuchań znajdą się utwory nie tylko patrona, lecz także Bacha i twórców wczesnego polskiego romantyzmu. Uczestnicy będą mogli wybrać fortepian z ogromnej kolekcji XIX-wiecznych instrumentów oryginalnych lub kopii, będącej w posiadaniu Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, a także zaprzyjaźnionych fundacji. Finalistom będzie towarzyszyła {oh!} Orkiestra Historyczna pod dyrekcją Václava Luksa. Przesłuchania w Filharmonii Narodowej w Warszawie trwać będą od 5 do 15 października 2023 roku. W I Konkursie tryumfował Tomasz Ritter. Udział wzięło wówczas 30 młodych pianistów z całego świata, a wielu z nich próbowało także swoich sił w jesiennym Wielkim Konkursie. --BW

80 lat minęło

gov.pl

Wybitny śpiewak Ryszard Karczykowski skończył 80 lat. "Przywołując słowa: "Muzyka dostarcza przyjemności, bez której natura ludzka nie może się obejść", dziękuję za Pańskie ważkie dzieło i chylę czoła przed Pana nieprzeciętnymi dokonaniami" - napisał do jubilata wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński.

Ryszard Karczykowski urodził się 6 kwietnia 1942 roku w Tczewie. Wychowanek Musikhochschule Hanns Eisler w Berlinie, występował w wielu krajach Europy i Azji oraz w obu Amerykach. Partnerowali mu tacy śpiewacy, jak: Agnes Baltsa, Leontyne Price, Kiri Te Kanawa, Plácido Domingo i Hermann Prey. Sławę przyniosły mu występy w operach: Czarodziejski flet, Cos? fan tutte, Traviata, Wilhelm Tell czy Łucja z Lammermooru. Profesor obecnie prowadzi kursy mistrzowskie w Europie i w Japonii oraz zasiada w jury międzynarodowych konkursów wokalnych. Z powodzeniem zajmuje się również kierownictwem muzycznym.

W 2002 roku prezydent Johannes Rau przyznał mu Krzyż Zasługi I Klasy Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec. Został także odznaczony Złotym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis (2011) oraz Medalem Stulecia Odzyskania Niepodległości (2018). --MAK

PROFESOR!Jan Pilch (1956-2022)

Maciej Hałoń

Opowiedzieć o profesorze Janie Pilchu przez pryzmat osiągnięć muzycznych - to tak, jakby dotknąć tylko jednej kropli w morzu Jego aktywności. Wybitny, wielokrotnie nagradzany muzyk, pedagog, mentor wielu pokoleń perkusistów, performer, jazzman, prekursor w wielu obszarach muzyki, pomysłodawca i dyrektor festiwali, prorektor, działacz - o tym wszystkim można przeczytać w publikacjach i na stronach internetowych. Ale profesor Jan Pilch to dla wielu z nas ktoś więcej. Przyjaciel, dobry duch, wspaniały - zawsze życzliwy człowiek, który niczego się nie bał. Poza szkołą mąż, ojciec, pan swojego ukochanego jamnika Pędzla.

Dla Profesora nie istniały sprawy nie do rozwiązania, bo - jak sam mówił: "To tylko kwestia chęci". Nie było utworów nie do wykonania - "To tylko kwestia nastawienia". Nie było też lepszego bądź gorszego studenta - "To tylko kwestia charakteru i ciężkiej pracy", do której, jak nikt inny, potrafił zmotywować; niejednokrotnie bez słów, a samym spojrzeniem. Wielu z nas będzie Go pamiętać jako pedagoga darzonego wielkim szacunkiem, do którego wstyd było przyjść na zajęcia nieprzygotowanym, do którego wstyd było mówić niepoprawną polszczyzną i któremu nigdy się nie odmawiało.

Jako nauczyciel młodych adeptów sztuki, przekazywał im rzeczy bezcenne, które takie już pozostaną - oszlifowany diament nie niszczeje, a Profesor tych diamentów oszlifował wiele. Dziś, rozsypane po całym świecie, na wieść o Jego odejściu, ślą kondolencje, piszą o nieocenionej pomocy, wiedzy i życzliwości, której doświadczyli od Profesora.

Poza uczelnią Jan Pilch był Człowiekiem - życzliwym i dobrym, kochającym przyrodę, do której uciekał w każdej wolnej chwili, oddając się rodzinie, lekturze, pracom ogrodowym czy wędzeniu jednej z najlepszych kiełbas, jakie miałem okazję jeść za czasów studiów. Właśnie taki był. Dzielił się z nami oczywiście wiedzą, ale także swoim hobby, przygotowując nas do dorosłego - nie tylko zawodowego - życia. Zdarzały się i gorsze chwile, humory, niezrozumienie, ale bledną one przy niezliczonych godzinach, dniach, miesiącach i latach wspólnej pracy, zaufania i wiary w drugiego człowieka, które okazywał. Odszedł Profesor, który prawie całe swoje życie przebył, jakby kierował się maksymą: "Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia".

Profesorze! Żegnamy Cię z ogromnym smutkiem - fizycznie, ale w żadnym wypadku nie duchowo, bo dziś w każdym z nas pozostanie cząstka Ciebie. Do zobaczenia w lepszym muzycznym świecie, gdzie po raz kolejny zagramy paradiddle...

Andrzej Bujakiewicz

(1939-2022)

Urodził się w Jaworznie. Studiował pod kierunkiem Artura Malawskiego w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Krakowie. Po studiach pełnił funkcje między innymi dyrektora artystycznego filharmonii Lubelskiej i Koszalińskiej.

Jako dyrygent gościnny występował z zespołami NRD, Czechosłowacji, Bułgarii, Rumunii, Jugosławii i Węgier. W latach 1991-1999 piastował funkcję profesora w Akademii Muzycznej w Gdańsku i w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Słupsku. Był autorem ponad 100 kompozycji, w tym koncertów fortepianowych i skrzypcowych, poematu symfonicznego Menora kołobrzeska i Toccaty koszalińskiej na wielką orkiestrę symfoniczną.

Za zasługi dla rozwoju kultury otrzymał wiele nagród i odznaczeń, jak Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Złoty Krzyż Zasługi czy Srebrny Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis. --MC

Andrzej Cwojdziński

(1928-2022)

Urodzony w Winnej Górze w Wielkopolsce, studia muzyczne ukończył w Poznaniu i do 1965 roku uczył w tamtejszym Liceum Muzycznym. Działalność dyrygencką rozpoczął w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy, gdzie pełnił funkcję asystenta dyrygenta.

Przełomem w jego życiu była przeprowadzka do Kalisza w 1973 roku. W Państwowej Szkole Muzycznej I i II st. im. Henryka Melcera powołał do życia orkiestrę. W 1980 roku jego zespołowi nadano status instytucji państwowej, a 13 lat później przekształcono go w Filharmonię Kaliską. Bujakiewicz pozostanie zapamiętany także jako autor hejnału miasta.

Wśród nadanych mu odznaczeń są Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Złoty Krzyż Zasługi i Medal Komisji Edukacji Narodowej. W 2009 roku został uhonorowany Nagrodą Prezydenta Miasta Kalisza. --BW