AKTUALNOŚCI
Na konkursach WYGRYWA normalność
z dyrygentką ANNĄ SUŁKOWSKĄ-MIGOŃ, laureatką I nagrody na konkursie La Maestra w Paryżu rozmawia
Krzysztof Stefański
Fot. Joanna Gałuszka
Krzysztof Stefański: La Maestra nie była pani pierwszym konkursem.
Anna Sułkowska-Migoń: Gdy dowiedziałam się we wrześniu, że przyjęto mnie na konkurs w Paryżu, trochę spanikowałam. Nie byłam pewna, czy mój poziom znajomości angielskiego wystarczy oraz martwiłam się o stres, który będzie towarzyszył przesłuchaniom. Od razu zapisałam się na kurs językowy i znalazłam dwa konkursy chóralne, by nabrać trochę doświadczenia. Dzięki temu dowiedziałam się, na czym polegają takie zmagania. Odkryłam też towarzyszące im wykończenie organizmu, co uzmysłowiło mi, że jadąc do Paryża, muszę być przygotowana nie na 100, a na 1000 procent, jeśli chcę walczyć o swoje cele.
Pierwszy etap to tylko 25 minut próby. Jak zagospodarować ten czas?
Zarówno mój tato, jak i profesor Łukasz Borowicz poradzili, żebym nie udawała i nie myślała, że uczestniczę w konkursie. Powinnam wyjść i reagować na to, co się dzieje w zespole, jak na każdej próbie. Dyscyplina czasowa była bardzo ograniczająca; dlatego miałam utwory podzielone na sekcje, na które mogłam poświęcić skończoną ilość czasu w zależności od tego, czego się mogę spodziewać i co chcę w danym fragmencie osiągnąć. Zakreśliłam też parę miejsc, które zespół mógł wykonać inaczej, niż to miałam w głowie, żeby się na nich skupić. Nie chodziło o przygotowanie sobie wcześniej uwag, bo to byłoby sztuczne. Jako dyrygent muszę działać na bieżąco, słuchać propozycji muzyków i na nie odpowiadać. W takich sytuacjach wygrywa normalność.
W drugim etapie musiała się pani pokazać z innej strony - towarzysząc pianistce i śpiewaczce.
To był dopiero mój drugi akompaniament orkiestrowy w życiu! Bardzo chciałam się dostać do tego etapu, ale byłam przekonana, że na nim moja przygoda się skończy. Kiedy wychodziłam na estradę, zrozumiałam, że nie mogę się stresować myślą, iż brakuje mi doświadczenia. Mam je zdobyć tu i teraz. Nie wszystko poszło idealnie, ale na tym polegała próba. Odnalazłam w tym siebie, emocje solistek oraz piękno akompaniamentu Paris Mozart Orchestra. Muzycy byli niezwykle otwarci na moje propozycje. Czułam się rewelacyjnie, mogłam się bawić każdym crescendem i diminuendem.
W trzecim etapie prowadziła pani premierowy utwór L'Existence du Possible Graciane Finzi.
Pierwszy raz przygotowywałam współczesny utwór. Dostałam nuty, usiadłam do pianina i próbowałam grać, ale poddałam się na trzeciej stronie. To było niemożliwe - faktura utworu jest gęsta i różnorodna, jednoczesne granie kilku głosów niewiele mi dawało. Po dwóch dniach paniki zrozumiałam, że nie tędy droga. Wyodrębniłam melodie, rytmy, znalazłam motywy przewodnie. Zastanawiałam się, co jest ważne i z czym mi się to kojarzy, aż w końcu zaczęło się to wszystko układać.
Oprócz tego musiałam skomponować dwa programy z pozycji podanych w regulaminie - od Webera po Weberna. Postawiliśmy z moim profesorem na Pulcinellę Strawińskiego oraz Pięć utworów na orkiestrę op. 5 Weberna i uwerturę Oberon Webera. Jury zdecydowało, że mam wykonać Strawińskiego. Zespół tego wcześniej nie grał. Musiałam wymyślić, które części wypracować, a w jakich miejscach się dostosować, żeby orkiestra czuła się komfortowo na koncercie - nawet kosztem mojej interpretacji. Chciałam się tą muzyką cieszyć i chciałam, żeby muzycy się nią cieszyli. Odniosłam wrażenie, że oni też zrozumieli, iż nie chodziło o konkurs.
Jak radziła sobie pani ze stresem i zmęczeniem?
Kiedy emocje opadły, poczułam prawdziwe wyczerpanie - jeszcze trzy dni po zakończeniu konkursu. W trakcie miałam bardzo duże wsparcie, bo byli ze mną mój mąż i rodzice. Po konkursie w Parmie wiedziałam, że nie mogę jechać sama do Paryża. Potrzebowałam bliskich, którzy zamówią mi zupę i dopilnują, żebym ją zjadła. Wiedziałam, że na kolejnych etapach moje zaangażowanie w muzykę będzie zbyt wielkie. W wyniku ekscytacji, skupienia, a także stresu zdarzały mi się problemy z jedzeniem - przez zaciśnięty żołądek - lub problemy ze snem, bo nawet jak już zasnęłam, to po kilku godzinach budziła mnie jakaś melodia w głowie. Ale kiedy wchodziłam na estradę, wszystko mijało - tam dostaję energię i wielką radość muzykowania.
Jak odbierała pani atmosferę na konkursie?
Już pierwszego dnia w gronie wszystkich uczestniczek rozmawiałyśmy o swoich przygodach, planach, problemach. Dziewczyny, które mają już dzieci, opowiadały, jak to jest dzielić czas między rodzinę i karierę. Nawet przebukowałam lot powrotny, żeby dłużej zostać i pójść jeszcze na wspólną kolację z większością uczestniczek.
Wygrała pani konkurs dla dyrygentek, ale w wywiadzie dla radiowej Dwójki wspominała pani, że jest sceptyczna wobec parytetów w sztuce.
Nie chcę być angażowana dlatego, że jestem kobietą, a dlatego, że jestem kompetentna. Chciałabym, żeby każdy miał takie same możliwości rozwoju. Oczywiście są zawody, w których jednej czy drugiej płci jest łatwiej. Rozmawiałyśmy o tym na konkursie. Większość z nas w wyniku stresu miała okres, bolały nas brzuchy i nie mogłyśmy spać. I bardzo się cieszyłyśmy, że możemy się w tym wspierać, rozumiemy się i nie musimy ukrywać, że nas to w jakiś sposób osłabia. Ale to nie znaczy, że będziemy tym usprawiedliwiać to, jak nam poszła próba.
Czy jako kobieta spotkała się pani w tym zawodzie z jakimiś problemami związanymi z płcią?
Jeszcze się nie spotkałam. Nie chcę sobie wymyślać zmartwień, ale jeśli czegoś się w przyszłości obawiam, to łączenia kariery z macierzyństwem. Mam dużą rodzinę, więc nie wyobrażam sobie życia bez dzieci. Nie spodziewałam się jednak, że wygram konkurs w Paryżu i moja kariera tak szybko nabierze rozpędu. Bardzo się z tego cieszę, ale staram się pamiętać, że są też inne ważne rzeczy i teraz muszę odnaleźć w życiu jakiś balans.
Na estradzie czuje pani przyzwolenie na ekspresję swojej kobiecości?
Tak, głównie przez muzykę - nie muszę lękać się wyrażania swoich emocji. Lubię też kobiecy błysk i lubię czuć się pięknie. Niedługo przed wyjazdem do Paryża znalazłam na wyprzedaży elegancką czarną bluzkę z cekinami. Stwierdziłam, że jeśli dostanę się do finału konkursu, to w niej wystąpię. Jeszcze pół godziny przed wyjściem na estradę zastanawiałam się, czy to dobre rozwiązanie, czy będzie stosowne, ale czułam się w tym stroju dobrze i chciałam być gwiazdą dla samej siebie, bo traktowałam ten koncert wyjątkowo. Gdy wyszłam z garderoby, obsługa otworzyła szerzej oczy, uśmiechnęła się i powiedziała: "Anno, wyglądasz wspaniale. Jak prawdziwa kobieta na estradzie". W pracy jako dyrygentka chcę być sobą - pełną energii, emocji i piękna kobietą.
rozszerzona wersja rozmowy na ruchmuzyczny.pl
"MUZYKA pozwala ZACHOWAĆ NAM człowieczeństwo"
onet.pl, pap.pl, wyborcza.pl
Fot. Bartek Barczyk/PWM
Dokładnie dwa lata po śmierci Krzysztofa Pendereckiego, 29 marca, odbyło się przeniesienie prochów Kompozytora na miejsce wiecznego spoczynku. Najpierw w bazylice św. Floriana miała miejsce krótka ceremonia o charakterze rodzinnym, potem kondukt żałobny wyruszył Drogą Królewską - ulicami Floriańską, Rynkiem Głównym aż na ul. Grodzką do kościoła Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Uroczystość miała charakter państwowy, a urna z prochami umieszczona została w Panteonie Narodowym w sarkofagu dłuta Krzysztofa M. Bednarskiego.
W oficjalnych uroczystościach uczestniczyli przedstawiciele władzy i najwyżsi dostojnicy kościelni. Obecni byli prezydent Andrzej Duda, a także wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński.
Ceremonię dopełniła muzyka zmarłego. Zabrzmiały fragmenty Jego dzieł: De profundis z VII Symfonii "Siedem bram Jerozolimy", Passacaglia z Serenady na smyczki oraz Lacrimosa i Agnus Dei z Polskiego Requiem w wykonaniu ważnych dla Mistrza zespołów: Chóru Filharmonii Narodowej oraz Sinfonietty Cracovia. Hołd oddał mu także Chór Akademii Muzycznej pod kierunkiem Macieja Tworka.
Po zakończeniu liturgii nie zabrakło oficjalnych przemówień. "Przenika mnie dreszcz, jakiego człowieka dzisiaj żegnamy i odprowadzamy jego prochy w to ważne dla Polski, dla Krakowa i dla naszego narodu miejsce" - mówił prezydent Andrzej Duda, podkreślając ogromną rolę, jaką muzyka Pendereckiego odegrała w powojennej historii Polski.
"Żegnamy dziś wielkiego kompozytora, ale przede wszystkim dobrego człowieka o niezwykłej wrażliwości - stwierdził Piotr Gliński. - Krzysztof Penderecki jako dziecko doświadczył okrucieństwa wojny, był świadkiem Zagłady. Zapamiętał dobrze, jak żołnierze rosyjscy palili książki i nuty z rodzinnej biblioteki". "Ból i niepokój wywołany barbarzyńską wojną w Ukrainie przywodzi nam ważne wskazanie Pana Profesora, związane z jego monumentalnym dziełem, Pasją według św. Łukasza - dodał prymas Polski, abp Wojciech Polak. - Profesor, jak sam mówił, sięgnął wtedy po archetyp pasji, by wypowiedzieć nie tylko mękę i śmierć Chrystusa, ale i okrucieństwo naszego wieku, męczeństwo Oświęcimia". W liście prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera padły natomiast słowa: "Strata tego wielkiego artysty, który biegle władał naszym językiem, jest wyjątkowa. Krzysztof Penderecki był związany z Niemcami na wiele sposobów. Jego muzyka wypływała z umysłu pełnego głębokiej refleksji. Z taką samą mocą i siłą płynęła z serca pełnego rytmu i melodii. Jako człowiek wolny, niesłychanie twórczy i niezależny, stał się pośrednikiem między polskim i niemieckim narodem".
Najbardziej wzruszającym momentem uroczystości było odczytanie słów Elżbiety Pendereckiej: "To dla mnie niezwykle trudna chwila pożegnać najukochańszego męża, śp. Krzysztofa. Żegnając go, mam nadzieję, że jest nadal z nami wszystkimi, dzięki swojej muzyce. Dziękuję ci, Krzysiu, za wszystkie twoje utwory, byłeś w nich zawsze sobą, odważnie podejmując tematy ważne dla ludzi, dla kultury i dla natury. Mówiłeś, że swą sztuką kompozytor powinien dawać świadectwo czasu, historii, prawdy, piękna... Mówiłeś też, że kompozytor musi się opowiadać po stronie wartości... Muzyka pozwala zachować nam człowieczeństwo. Kochany Krzysztofie, tuż przed śmiercią zwierzyłeś mi się, że chcesz napisać dziewiątą symfonię. Mówiłeś, że masz tę symfonię w głowie, ale nie możesz już komponować i stawiać na papierze nut. Siły nie pozwalają. Pewnie komponujesz tę swoją dziewiątą tam, na górze, w niebiańskim ogrodzie, w przestrzeni anielskich drzew. Do zobaczenia, Krzysiu".
Z uwagi na sytuację w Ukrainie program uroczystości został skrócony, a planowany koncert "Krzysztof Penderecki in memoriam" - przeniesiony na jesień przyszłego roku i połączony z obchodami 90 rocznicy urodzin kompozytora.
--BW, MAK
NIMiT pomaga
nimit.pl, gov.pl
Jedną z podstawowych kwestii jest obecnie umożliwienie artystom z Ukrainy zatrudnienia w polskich instytucjach kultury. Dzięki rozmowom z polskimi i ukraińskimi środowiskami artystycznymi Narodowy Instytut Muzyki i Tańca tworzy procedury, które mają w tym pomóc. Na stronach NIMiT dostępne są ankiety dla artystów szukających pracy oraz dla instytucji, które chcą im ją dać.
"W Narodowym Instytucie Muzyki i Tańca już w pierwszych dniach wojny został powołany zespół, którego zadaniem jest gromadzenie wiedzy na temat problemów, z którymi w wyniku wojny borykają się ukraińscy artyści - mówi Katarzyna Meissner, dyrektor NIMiT. - Jako instytucja już proponujemy konkretne rozwiązania, które są wsparciem dla naszych sąsiadów zarówno na poziomie osobistym, jak i zawodowym. W najbliższych dniach w naszych social mediach zachęcimy również do zapoznawania się z dorobkiem kultury ukraińskiej - w tym celu zaprosiliśmy do współpracy ukraińskich artystów, którzy sami będą opowiadać o tym, co najcenniejsze w artystycznym życiu ich kraju".
W pomoc Ukrainie włączyły się też Instytut Adama Mickiewicza, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Zachęta - Narodowa Galeria Sztuki oraz Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, organizując rezydencje artystyczne. Wsparcia udziela Instytut Teatralny, który dzięki funduszom otrzymanym od ministra kultury i dziedzictwa narodowego rozszerzył funkcjonujący program rezydencji o twórców z Ukrainy. Instytucje oferują artystom miejsca do pracy, dostęp do galerii, bibliotek oraz innych swych obiektów, opiekę kuratorską przy współpracy ze środowiskiem artystycznym, a także zakwaterowanie w Warszawie lub Orońsku - dla twórców oraz ich rodzin. Zapewniają także pomoc organizacyjną w sprawach administracyjnych i medycznych. --MAK
Nigel Kennedy i Sting dla Ukrainy
pap.pl, dpa.de
Brytyjski skrzypek Nigel Kennedy zamieścił w internecie swoje wykonanie utworu z filmu Wesołych świąt, pułkowniku Lawrence. "Ma to być gest wobec uchodźców z Ukrainy i innych regionów ogarniętych kryzysem" - pisze dpa. Kennedy od lat mieszka w małej wsi na wschód od Krakowa - około 200 kilometrów od granicy polsko-ukraińskiej. "Sytuacja uchodźców na granicy i w najbliższym sąsiedztwie jest bardzo przygnębiająca" - stwierdził muzyk w wypowiedzi dla niemieckiej agencji. To skłoniło go do wykonania i nagrania skróconej wersji muzyki japońskiego kompozytora Ry?ichiego Sakamoty z antywojennego filmu z 1983 roku, w którym David Bowie zagrał brytyjskiego żołnierza w japońskiej niewoli. Nagranie rozpoczyna się angielskim tłumaczeniem cytatu z Bertolta Brechta: "Czy w mrocznych czasach będzie też śpiew? Śpiewu nie zabraknie. O mrocznych czasach".
Tymczasem Sting opublikował w mediach społecznościowych nową, akustyczną wersję swojego utworu Russians z wydanej w 1985 roku płyty The Dream of the Blue Turtles. Prosił też, żeby wysyłać paczki do organizacji wspomagającej uchodźców, o której powiedziała mu reżyserka Małgorzata Szumowska. W poście opublikowanym przez wokalistę nie zabrakło gorzkiej konstatacji: "Od lat rzadko wykonywałem tę piosenkę, ponieważ nigdy nie sądziłem, że znów będzie aktualna". W najnowszym klipie gra na gitarze i śpiewa z towarzyszeniem wiolonczelisty Ramira Belgardta. "W świetle krwawej i żałośnie błędnej decyzji jednego człowieka, by najechać pokojowego, niezagrażającego mu sąsiada, piosenka ta jest kolejnym apelem o człowieczeństwo. Dla odważnych Ukraińców walczących z tą brutalną tyranią, a także dla wielu Rosjan, którzy protestują przeciwko temu pogwałceniu praw, mimo groźby aresztowania i więzienia" - dodał Sting. W ostatniej zwrotce śpiewa: "Łączy nas ta sama biologia / Niezależnie od ideologii / A jeśli coś może nas ocalić, mnie i ciebie, to to, że Rosjanie też kochają swe dzieci". --MAK
Agencja porzuca Annę
dw.de
Prawdopodobnie ze względu na powiązania z Kremlem niemiecka agencja artystyczna rozstała się z Anną Nietriebko.
Centre Stage Artist Management jest spółką córką Universal Music Group, która już 9 marca ogłosiła, że zawiesza swoją działalność w Rosji w proteście przeciwko napaści na Ukrainę. Wytwórnia płytowa Deutsche Grammophon, z którą Nietriebko ma podpisany kontrakt, jest również spółką córką firmy Universal. Rozgłośnia BR podała, że to agencja rozstaje się ze sławną sopranistką. Nie zdradzono jednak szczegółów. DW przypomina, że bliskie związki śpiewaczki z Kremlem nie są tajemnicą. W 2021 roku obchodziła tam swoje 50 urodziny, a rzecznik Kremla przekazał jej gratulacje od Władimira Putina, który sam nie wziął udziału w gali z powodu pandemii koronawirusa. Nietriebko, która urodziła się 18 września 1971 roku w Krasnodarze na południu Rosji, w przeszłości wspierała kampanie wyborcze Putina. Po rosyjskiej aneksji Krymu w 2014 roku pozowała obok przywódcy separatystów ze wschodniej Ukrainy, trzymając ich flagę i wręczając mu czek.
Metropolitan Opera w Nowym Jorku i Opera Państwowa w Berlinie poprosiły Nietriebko o zdystansowanie się od prezydenta Rosji i jego ataku na Ukrainę, który narusza prawo międzynarodowe. Artystka tego nie zrobiła. Niektóre instytucje podjęły jedynie wstępne decyzje w sprawie kontraktów śpiewaczki. Na przykład opera we Frankfurcie nie odwołała jej występu, który pierwotnie miał się odbyć 2 czerwca 2022 roku, lecz jedynie przełożyła go na styczeń 2023. Sama gwiazda tłumaczyła na Instagramie, że nie jest osobą polityczną, a artyści nie powinni być zmuszani do "upubliczniania poglądów politycznych i obrażania swojej ojczyzny".
"Anna Nietriebko może powiedzieć, że chce być tylko artystką. Ale jako człowiek nie ma prawa po prostu odwracać wzroku, gdy Rosja bombarduje Ukrainę i zabija ludzi. Jako artysta ponosisz odpowiedzialność moralną - skomentowała postawę rosyjskiej gwiazdy ukraińska dyrygentka Oksana Łyniw w wywiadzie dla "Die Welt". - Dla mnie nigdy nie chodzi o to, czy polityka jest przeciwstawiana sztuce. Dla mnie sztuka jest częścią bycia człowiekiem, tak jak i polityka. Nie gramy w pięknej bańce; stoimy w samym środku życia. Bo tylko wtedy może powstać dobra sztuka, czyli prawdziwa sztuka". --MAK
Talenty z e-banku
banktalentow.com
Pierwszy w Polsce muzyczny program stypendialny "e-Bank Talentów" skierowany jest do najwybitniejszej młodzieży z całej Polski oraz osób zainteresowanych promocją własnej działalności artystycznej. W latach 2020 i 2021 zgłosiło się do niego w sumie ponad 1000 osób. Pandemia narzuciła formułę online. Sukces zachęcił jednak organizatorów do dalszych działań. W tym roku impreza ma mieć charakter stacjonarny.
Celem programu jest wsparcie szczególnie zdolnych początkujących muzyków "w zakresie nabywania umiejętności oraz nawiązywania indywidualnej współpracy z uznanymi polskimi artystami". Ma on pomóc młodym ludziom "stykającym się z realiami i wymogami profesjonalnego rynku muzycznego". "Stypendysta "e-Banku Talentów" nie tylko pogłębił swoją wiedzę i umiejętności artystyczne, ale także uzyskał pomoc w rozeznaniu potencjalnych i nieoczywistych obszarów aktywności zawodowej i okołozawodowej. Program kształcenia obejmował zajęcia, których powszechnie próżno szukać w systemie tradycyjnej edukacji szkolnej. W tym sensie był to program komplementarny względem istniejącego, instytucjonalnego systemu kształcenia artystycznego" - informuje Jakub Dubik z "e-Banku Talentów".
Program ma wspierać najbardziej utalentowanych polskich muzyków w wieku od 11 do 22 lat. Do tej pory mogli oni zaprezentować własne umiejętności pedagogom, którzy udzielali im konkretnych wskazówek i porad. "Dzięki wierze i wsparciu sponsorów projekt "e-Bank Talentów" 2021 pomógł odkryć uzdolnionych ludzi, którzy z uwagi na brak zaplecza materialnego nie dysponowali dostępem do komercyjnych programów stacjonarnych kursów muzycznych, realizowanych w nieporównywalnie węższym zakresie - dodaje Dubik. - W naszej ocenie program odniósł ogromny sukces, zgłosiły się aż 683 osoby na 40 możliwych miejsc z całej Polski, co dla nas, jako młodych organizatorów [studentów Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie - przyp. red.] było niespodziewanie dużym osiągnięciem. Pokazało nam także, jak wielkie jest zapotrzebowanie na tego typu projekty i jak ważną społecznie funkcję pełnią".
Jednym z najbardziej spektakularnych efektów "e-Banku Talentów" 2021 jest licząca ponad 300 godzin, największa i jedyna w Polsce, biblioteka audio-wideo profesjonalnie wyprodukowanych zajęć dydaktycznych z lekcji mistrzowskich. Wszystkie materiały udostępnione są publicznie w internecie. --MAK