Ruch Muzyczny nr 5/2021 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

5.90 zł
4.90 zł (5,02 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#5 2021 rok LXV

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor prowadzący

Piotr Matwiejczuk

Redaktor naczelny

Piotr Matwiejczuk

piotr_matwiejczuk@pwm.com.pl

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Festiwale, koncerty

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.pl

Muzyka dawna

Karolina Kolinek-Siechowicz

karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.pl

Muzyka współczesna, książki, płyty

Adam Suprynowicz

adam_suprynowicz@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Redaktorzy seniorzy

Józef Kański

Olgierd Pisarenko

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupka mateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a,

31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Fredry 8,

00-097 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.

Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Redakcja czynna od godz. 10.00 do 15.00

Adres

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

Ruch Muzyczny

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Na okładce Marta Gardolińska, fot. Bartek Barczyk

OD REDAKCJI

DYRYGOWANIE WŁASNĄ KARIERĄ

Krzysztof Stefański

Fot. Rafał Masłow

Chyba każdy, kto przeszedł przez ścieżkę edukacji artystycznej, zna zdolnych i - wydawałoby się - świetnie zapowiadających się muzyków, którzy w pewnym momencie nie wytrzymali presji, konkurencji i wypadli z rynku pracy lub nigdy nie wybili się ponad lokalność. Na takim zakręcie znalazła się również bohaterka naszej okładki Marta Gardolińska, która poważnie rozważała przebranżowienie się. Na szczęście otrzymała upragniony angaż w Bournemouth Symphony Orchestra i nie musiała rezygnować z dyrygenckiej kariery. Na rozdrożu stanęła też Anna Sowa, gdy musiała zdecydować, czy kontynuować pracę w szkole muzycznej, czy rzucić ją i poświęcić się kompozycji. Wybrała to drugie, podjęła studia w Szanghaju, potem Bazylei, a zeszły rok przyniósł jej warszawskojesienny debiut.

Znamienne, że kariery obu artystek wystartowały dopiero za granicą. "Tam studiuje się po to, żeby nawiązywać kontakty, a nie siedzieć w książkach. Każdy ma swoje projekty, własne zespoły i łatwiej o bazę wykonawców" - wyjaśnia Sowa. A jak to wygląda w Polsce? Michał Mendyk z Instytutu Adama Mickiewicza posługuje się kategorią "średnich rozmiarów rynku kulturalnego", który pozwala dużej grupie artystów w miarę dobrze funkcjonować i nie interesować się prezentacją własnej aktywności poza krajem. Mniej elegancko można to nazwać środowiskowym grajdołkiem. Nie od dziś wiadomo, że problemem rynku sztuki (nie tylko w Polsce) jest przemieszanie stref zawodowej i prywatnej, przez co sukces artystyczny często zależy od pozycji towarzyskiej. Zamyka to artystów w obłędnym kręgu "bywania" - ciągłego pokazywania się w festiwalowym obiegu i na pokoncertowych spotkaniach przy piwie. Na to wszystko nakładają się bieżące mody. "W Polsce środowisko często jest akurat zafiksowane na jakimś temacie. Jeśli twoje działania się w nim mieszczą, masz szansę odnieść sukces" - tłumaczy Sowa.

Jak zatem młodzi artyści mają odnaleźć się na rynku sztuki? Michał Mendyk zwraca uwagę, że twórcom potrzebny jest "szeroko rozumiany management, autopromocja, ale też promocja z pomocą profesjonalistów". Tych jednak brak. Jak to zmienić? Być może uczelnie muzyczne obok kształcenia kompetencji artystycznych powinny też kłaść większy nacisk na wyjaśnianie, że "nie wystarczy robić dobrej roboty", nie mniej ważne są "odpisywanie na maile i regularna komunikacja". Mendyk zaznacza, że IAM nie zajmuje się edukacją. A może powinien? Rok temu uczestniczyłem podczas festiwalu Borealis w programie dla delegatów zagranicznych finansowanym przez Music Norway. Rządowa agencja inwestuje w przyjazd zagranicznych kuratorów i dziennikarzy, aby tworzyć tak ważne w środowisku sztuki sieci kontaktów. Prowadzi także szkolenia i finansuje pobyty studyjne dla menadżerów i promotorów sztuki. Wszystko po to, by budować zdrowy rynek, który sam będzie się napędzał i rozwijał. Przypomina to trochę pracę dyrygenta, który - jak zdradza Marta Gardolińska - często właśnie musi przestać dyrygować, by nauczyć orkiestrę, jak może radzić sobie bez dyrygenta i uwrażliwić zespół na siebie.

Być może szansą na wyrwanie się z zaklętego kręgu "bywania" są postępująca decentralizacja instytucji sztuki i rozwój nowych mediów. Gardolińska została dostrzeżona w Los Angeles dzięki promocyjnemu wideo zrealizowanym w Bournemouth. Dyrektor Warszawskiej Jesieni Jerzy Kornowicz pierwszy raz usłyszał utwór Anny Sowy na Facebooku. Przykładem zdecentralizowanej instytucji, a zarazem społeczności nowej muzyki jest Score Follower opisywany w numerze przez Martę Konieczną. Idea jest prosta - prezentacja współczesnych kompozycji z wideo umożliwiającym śledzenie partytury. Tajemnica sukcesu tkwi w skali. Kanał regularnie prezentujący nowe treści dwa razy w tygodniu jest w stanie zapewnić utworom większy zasięg niż konta poszczególnych kompozytorów. Nie mniej ważne jest też otwarcie się kuratorów kanału na różnorodność stylistyczną, etniczną czy płciową. Znamienne, że nowe treści może zaproponować każdy. Pierwotnie wszyscy użytkownicy mogli też uczestniczyć w procesie selekcji. Pomysł ten jednak zarzucono i myślę, że wiem, dlaczego - przecież nie chodzi o to, by spotkania przy piwie zastąpić plebiscytem popularności na Facebooku i brylowaniem w mediach społecznościowych.

Cytat numeru:

Największy mit dotyczący muzyki nowej to ten, że jest ona zbyt DZIWNA i SKOMPLIKOWANA dla nieakademickich publiczności. Ale młodsze, zorientowane cyfrowo pokolenia mają dzięki internetowej kulturze bezprecedensową tolerancję absurdów

--Dan Tramte

AKTUALNOŚCI

Pokój z widokiem na... były obóz

lefigaro.fr, wyborcza.pl, saechsische.de, ZKP

Stalag VIII A, Görlitz, 11 maja 1945 roku, amerykańskie zdjęcie lotnicze, fot. wikimedia/commons

Protesty nic nie dały. Urząd Miasta Zgorzelec sprzedał deweloperowi teren historycznego Stalagu VIII A Görlitz. Ma tam powstać osiedle domków jednorodzinnych z ogródkami. Zaprotestował między innymi Związek Kompozytorów Polskich.

Historycy ustalili, że podczas drugiej wojny światowej przez obóz przeszło ponad 100 tysięcy jeńców różnych narodowości. Szacuje się, że zginęło tam co najmniej 12 tysięcy żołnierzy radzieckich i 500 jeńców włoskich. Simon Cherner przypomina też na stronach lefigaro.fr, że w obozie, po klęsce Francji w czerwcu 1940 roku, przebywało ponad 40 tysięcy Francuzów. Kilka miesięcy spędził tam kompozytor Olivier Messiaen. To właśnie w stalagu powstał jego Kwartet na koniec Czasu, którego premiera odbyła się 15 stycznia 1941 roku. Jak wyjaśnia wyborcza.pl, część terenu po dawnym stalagu jest w zarządzie wójta i działa tam Europejskie Centrum Pamięć, Edukacja, Kultura Meetingpoint Music Messiaen Zgorzelec-Görlitz. Reszta terenu podlega burmistrzowi. "To nieużytek porośnięty chaszczami. Po wojnie przez lata był tam poligon wojskowy. Miasto podzieliło ten obszar na mniejsze działki i sprzedało. W miejscowym planie zagospodarowania przestrzeni zaplanowało tam osiedle domków jednorodzinnych. Ostatnio część właścicieli wycięła samosiejki i rozpoczęła przygotowania do budowy".

Okazuje się, że domy mają stanąć dokładnie w miejscu, w którym stały baraki. Decyzja w tej sprawie zapadła w 2004 roku i mimo protestów mieszkańców burmistrz nie ma zamiaru jej zmieniać. "W Zgorzelcu jest mało terenów, gdzie miasto może się rozwijać. Obok są inne gminy. To ogromny obszar. W części, gdzie ma powstać osiedle, nie było żadnych egzekucji więźniów. Nie zostały tam znalezione szczątki ludzkie. To nie było miejsce, gdzie dokonywała się jakaś straszna zbrodnia", tłumaczy wyborczej.pl Renata Burdosz, rzeczniczka magistratu. "Tego typu obiekty powinny być pod ochroną konserwatora. Oczywiście koszty utrzymania takiego olbrzymiego terenu byłyby bardzo wysokie, ale jako historyk sądzę, że warto zachować całość obozu, a nie tylko część, gdzie znajduje się Europejskie Centrum Pamięć, Edukacja, Kultura", odpowiada dr Katarzyna Pawlak-Weiss, zastępca dyrektora wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Nie pozostawia jednak złudzeń i tłumaczy, że IPN nie może powstrzymać budowy: "Nie mamy do tego narzędzi. Konserwator może objąć obóz nadzorem. Pewnych decyzji jednak nie cofnie. Prawo nie działa wstecz. Właściciele działek mogą być jedynie zobowiązani przed przystąpieniem do realizacji inwestycji do przeprowadzenia prac archeologicznych".

Pomysł przekształcenia terenu na osiedle krytykuje również Kinga Hartmann, szefowa Europejskiego Centrum Pamięć, Edukacja, Kultura, z którą rozmawiał dziennikarz portalu Saechsische.de. Hartmann zwraca uwagę, że strefa zabudowy rozciąga się na północ od głównej ścieżki prowadzącej przez stalag. Po drugiej stronie ulicy znajduje się centrum pamięci i kamień upamiętniający ofiary stalagu. Dyrektorka wzywa do publicznej debaty na temat przyszłości tego miejsca. A przede wszystkim uważa, że powinny tam być przeprowadzone badania archeologiczne. Ostro zaprotestował także Związek Kompozytorów Polskich. "Zgłaszamy nasz stanowczy sprzeciw wobec takiego, czysto komercyjnego działania właściciela gruntów, którym jest miasto Zgorzelec. Jest to haniebny brak poszanowania miejsca cierpienia i śmierci wielu jeńców wojennych różnych narodowości, Polaków, Francuzów, Belgów, Włochów, Serbów, Rosjan i innych. [...] Pozostajemy z nadzieją, że przedłożony przez nas protest, istotny z punktu widzenia zachowania niezbywalnej pamięci o jeńcach i ofiarach drugiej wojny światowej, zostanie rozpatrzony z należytą w tej wielkiej sprawie uwagą", napisało prezydium ZKP. --MAK

Związkowcy pytają i czekają

wroclaw.wyborcza.pl, money.pl

Związkowcy z Opery Wrocławskiej uważają, że przy zatrudnieniu dyrektorów muzycznego i artystycznego mogło dojść do nieprawidłowości. Żądają wyjaśnień w tej sprawie od dyrektor Haliny Ołdakowskiej. Jak ujawniła w grudniu "Gazeta Wyborcza", dyrektor artystyczny Opery Mariusz Kwiecień podpisał kontrakt na cztery sezony z wynagrodzeniem 3 milionów złotych. Okazało się jednak, że de facto nie jest on dyrektorem artystycznym, gdyż nie pozwala na to statut Opery. Nie został bowiem powołany przez Zarząd Województwa Dolnośląskiego, jak nakazują przepisy, bo wtedy nie mógłby zarabiać 60 tysięcy złotych miesięcznie, gdyż łamałby ustawę "kominową". Dlatego właśnie, według dziennikarzy "GW", Kwiecień "przed zatrudnieniem się w operze założył firmę i jako firma podpisał umowę na świadczenie usług artystycznych w charakterze dyrektora artystycznego". Teraz pojawił się kolejny problem. Dyrektorem muzycznym, według prawa, nie jest też podobno Bassem Akiki, choć posługuje się tym tytułem. "Gazeta" podaje, że "w Biuletynie Informacji Publicznej pojawiło się ogłoszenie o powierzeniu mu obowiązków kierownika muzycznego od 1 lutego 2021 do 31 sierpnia 2024 roku z prawem posługiwania się tytułem Dyrektora Muzycznego Orkiestry i Opery Wrocławskiej". Po pierwsze, takiej funkcji w statucie Opery w ogóle nie ma, a po drugie marszałek województwa Cezary Przybylski już we wrześniu ubiegłego roku (czyli pięć miesięcy przed faktycznym powierzeniem obowiązków) publicznie przedstawił Akikiego jako "dyrektora".

Zatrudnienie Akikiego od 1 lutego zaniepokoiło związkowców z "Solidarności" Opery Wrocławskiej. "Nie wiem, kim dotychczas w operze był Bassem Akiki. W oficjalnych pismach i zaproszeniach posługiwał się tytułem dyrektora, a potem powiedziano nam, że jest to tylko tytuł honorowy", stwierdziła w rozmowie z "GW" szefowa związku Urszula Drzewińska. Również Związek Zawodowy Polskich Artystów Muzyków Orkiestrowych przy Operze przekazał dyrektor Halinie Ołdakowskiej swoje stanowisko w tej sprawie. Związkowcy wyślą je także do marszałka, ministra kultury i wrocławskiej delegatury Najwyższej Izby Kontroli. Nie zamierzają jednak upubliczniać pisma. Karol Papała, przewodniczący ZZ PAMO stwierdził w rozmowie z dziennikarzami: "Nasze stanowisko wynika z dążenia do zapobieżenia eskalacji skandalu wywołanego ponownie informacjami o nieuzasadnionych, skrajnie wysokich wynagrodzeniach członków dyrekcji i innych pracowników Opery Wrocławskiej. Ta sprawa powinna być jak najszybciej rozwiązana przez właściwe organy władzy, aby nie dopuścić do ponownego głębokiego kryzysu wewnętrznego i kryzysu publicznego wizerunku opery". Tymczasem w Operze Wrocławskiej trwają kontrole dotyczące wysokiej gaży i sposobu zatrudnienia Mariusza Kwietnia. Kontrolerów wysłał pod koniec grudnia marszałek Cezary Przybylski. Sprawą zajmuje się także Najwyższa Izba Kontroli. "Wyniki kontroli NIK poznamy za kilka tygodni", czytamy w portalu money.pl. --MAK

Pierwsza prezeska w dziejach

bso.org

Fot. Aram Boghosian

Co by powiedzieli Arthur Nikisch czy Siergiej Kusewicki? Po raz pierwszy w "męskich" dziejach Bostońskiej Orkiestry Symfonicznej kobieta, Gail Samuel, zostanie prezeską i dyrektorką generalną zespołu.

"Gail Samuel ma wyjątkowe doświadczenie i odpowiednie umiejętności, które zyskała dzięki wieloletniej pracy z orkiestrami i muzykami. Jej kreatywność i perspektywiczne myślenie sprawiają, że według nas jest idealnym wyborem w przypadku BSO", czytamy na stronach bso.org. Poszukiwania odpowiedniego kandydata na te stanowiska trwały prawie rok. "Mieliśmy bardzo trudne zadanie. Trzeba było znaleźć prawdziwego lidera z pasją do muzyki klasycznej, jednocześnie osobę przedsiębiorczą, która przyciągnie nowych odbiorców, zdoła dotrzeć do różnorodnych grup społecznych i zwiększyć nasze możliwości związane z cyfryzacją", stwierdziła Barbara W. Hostetter, przewodnicząca komisji rekrutacyjnej.

Gail Samuel rozpoczęła współpracę z orkiestrami symfonicznymi w 1993 roku jako menadżerka Los Angeles Philharmonic. W 1997 roku awansowała na stanowisko dyrektora generalnego zespołu, a w 2009 roku została dodatkowo wicedyrektorką do spraw produkcji. "Nie ma lepszego miejsca niż Filharmonia w Los Angeles, aby zrozumieć, na czym polega skomplikowany system wielu działań skupionych wokół orkiestry symfonicznej. Będę na zawsze wdzięczna LA Phil za doświadczenie, które mogłam zdobyć przy tym zespole", powiedziała Samuel i jednocześnie zapewniła: "W moim życiu pojawiła się teraz okazja do poprowadzenia jednej z najlepszych orkiestr świata, w szybko zmieniającej się metropolii, takiej jak Boston. To nowe, ekscytujące wyzwanie i wymarzony projekt". Samuel obejmie rządy w BSO 21 czerwca. Zastąpi Marka Volpego, który po 23 latach pracy odchodzi na emeryturę.

Bostońska Orkiestra Symfoniczna zalicza się do tzw. wielkiej piątki orkiestr USA. Została założona w roku 1881 z inicjatywy zamożnego filantropa Henry'ego Lee Higginsona. W zamierzeniach fundatora miała udostępniać mieszkańcom Bostonu dobrą muzykę w najlepszym wykonaniu. --MAK

Eksperci zabierają głos

pap. pl

Od 12 do 21 lutego na widowniach teatralnych w całej Polsce zasiadło około 55 tysięcy osób, poinformował Zespół Ekspercki ds. sytuacji teatrów przy Instytucie Teatralnym w liście do premiera Mateusza Morawieckiego. Jednocześnie zespół zaapelował do władz o "utrzymanie możliwości prezentacji spektakli z udziałem publiczności". "Niepozbawieni lęku o to, co przyniesie najbliższa przyszłość, pracujemy, stawiając na pierwszym miejscu bezpieczeństwo publiczności, pracowników i współpracowników. Stworzyliśmy warunki umożliwiające nam wszystkim funkcjonowanie - przy 50-procentowym zapełnieniu miejsc na widowni. Przestrzegamy dyscypliny sanitarnej, wspólnie z ekspertami z zakresu epidemiologii opracowaliśmy protokoły zachowań i modele zagrożeń. Nauczyliśmy się funkcjonować w nowej rzeczywistości", zapewnili sygnatariusze listu.Przedstawiciele teatrów instytucjonalnych, niezależnych i prywatnych zwrócili uwagę, że "mimo szerokiej skali działalności, od początku pandemii COVID-19 nie pojawił się (w Polsce i na świecie) żaden potwierdzony naukowo dowód ani żadne opublikowane badanie, które łączyłoby działalność teatralną z rozwojem sytuacji epidemicznej". "Nie potwierdzają tego także przykłady krajów, które walcząc z pandemią, zostawiły otwarte drzwi do teatrów", napisali. Powołując się na dane z Pracowni Dokumentacji Teatru Instytutu Teatralnego sygnatariusze listu poinformowali, że "od 12 do 21 lutego 114 teatrów zagrało 231 tytułów; odbyły się 584 pokazy przedstawień w budynkach teatralnych z udziałem publiczności, w tym ponad 30 przygotowywanych od miesięcy premier". --MAK

Muzycy listy piszą

diapasonmag.fr, shz.de

W Niemczech narasta niezadowolenie artystów z powodu niezwykle długiego lockdownu obowiązującego w instytucjach kultury już od prawie roku. Coraz więcej indywidualnych twórców, jak również organizacji zrzeszających muzyków, naciska na władze lokalne i federalne, by wprowadziły zmiany ratujące "ten sektor gospodarki". Tym razem głos zabrali dyrygenci berlińskich orkiestr. W liście, którego autorami są takie tuzy życia muzycznego stolicy, jak: Daniel Barenboim, Christoph Eschenbach, Kirył Pietrienko, Władimir Jurowski, Donald Runnicles, Robin Ticciati i Ain?rs Rubi?is, proszą kanclerz Angelę Merkel o "natychmiastowe rozważenie ponownego otwarcia sal koncertowych". "Domagamy się jak najszybszego otwarcia zarządzanych przez nas instytucji, podobnie jak się to dzieje w przypadku handlu detalicznego", piszą dyrektorzy i dodają: "Badania [...] potwierdziły, że przy zachowaniu odpowiednich rozwiązań sanitarnych w instytucjach kultury mamy, w porównaniu z innymi miejscami w przestrzeni publicznej, najniższe ryzyko infekcji. [...] Jako generalni dyrektorzy muzyczni i dyrektorzy artystyczni, biorąc pod uwagę aktualną sytuację zakaźną oraz będąc w stałym kontakcie z ekspertami, walczymy o to, by przetrwał publiczny odbiór sztuki, a Berlin znów stał się metropolią muzyki".

Tymczasem w Polsce rząd nieco poluzował obostrzenia. Od 12 lutego wznowiły działalność między innymi kina, teatry, filharmonie i opery. Warunkiem uruchomienia placówek są sprzedaż biletów na połowę dostępnych miejsc, zasłanianie przez widzów nosa i ust oraz niesprzedawanie przekąsek i napojów. Niestety te zasady nie obowiązują w całej Polsce. Minister zdrowia Adam Niedzielski ogłosił zamknięcie od 27 lutego wszystkich instytucji kultury w województwie warmińsko-mazurskim. Największym w regionie ośrodkiem muzycznym jest Filharmonia Warmińsko-Mazurska im. Feliksa Nowowiejskiego, która musiała odwołać zaplanowane wydarzenia. "Trudno jest w ten sposób prowadzić działalność tak dużej instytucji. Powinniśmy repertuar planować na rok do przodu, a tu okazuje się, że niepewny jest nawet najbliższy weekend. Czekamy, aż wreszcie naprawdę nam zaświeci słońce, pandemia minie i będziemy mogli działać", stwierdził w rozmowie z # dyrektor Filharmonii Piotr Sułkowski.

Media pod koniec lutego informowały o stale pogarszającej się sytuacji epidemicznej w województwie. "Niemal każdego dnia notowane są duże liczby zakażeń, a wskaźniki zakażeń na 10 tysięcy mieszkańców w Olsztynie, powiecie olsztyńskim, nidzickim i bartoszyckim należą do najwyższych w kraju", pisał RMF24.pl. Z kolei PAP donosił, że w Olsztynie brakowało łóżek covidowych i pacjenci przewożeni byli do lecznic odległych o 50-70 kilometrów od stolicy województwa. --MAK, MD, MC

Pandemia nie zmogła Wiktorów

France Musique

Uroczystość wręczenia prestiżowych nagród francuskiego przemysłu muzycznego, mimo pandemii, odbyła się prawie bez zakłóceń, choć z pewnymi ograniczeniami. Victoires de la musique classique wręczono laureatom tym razem w Auditorium w Lyonie. Wieczór galowy, bez udziału publiczności, transmitowały francuskie media.

Nagrody przyznano w siedmiu kategoriach. W kategorii kompozytor zwyciężyła 94-letnia Betsy Jolas. W kategorii nagranie Wiktor powędrował do znanego i cenionego w świecie francuskiego kwartetu Éb?ne za album Beethoven Around the world, wydany przez wytwórnię Erato (recenzja w #18/2020). W kategorii śpiewak/śpiewaczka laureatką, po raz trzeci w karierze, została 36-letnia sopranistka Julie Fuchs. Bardzo popularny we Francji 52-letni pianista Alexandre Tharaud zwyciężył w kategorii solista instrumentalista. Artysta, który obchodzi 20-lecie swego debiutu płytowego (z tej okazji firma Erato wydała trzypłytowy album Le po?te du piano), dziękując za wyróżnienie, zwrócił uwagę na bardzo trudną sytuację branży i po raz kolejny zaapelował o większe wsparcie ze strony państwa. Nagrodę zaś zadedykował "wszystkim muzykom". Z kolei w kategorii objawienie wyróżniono perkusistę Auréliena Gignoux i pochodzącą z Gujany Francuskiej śpiewaczkę, Marie-Laure Garnier. Rokrocznie wręcza się także honorową nagrodę dla artysty międzynarodowego; ale tym razem - z uwagi na wyjątkową sytuację na świecie - uhonorowano dwóch studentów Konserwatorium w Lyonie. "To rodzaj symbolicznego gestu pokazujący wsparcie dla zawodowych muzyków, których kryzys pandemiczny dotknął w szczególny sposób", tłumaczyli organizatorzy. --MD, MAK

Nie żyje Ewa Kofin

Instytut Muzykologii Uniwersytetu Wrocławskiego

"Z głębokim żalem i w poczuciu ogromnej straty informujemy o śmierci doktor Ewy Kofin - wybitnego muzykologa i krytyka muzycznego. Osoby niezwykle zasłużonej dla muzyki we Wrocławiu, zarówno na polu naukowym, krytycznomuzycznym, jak i instytucjonalnym. To Jej działania doprowadziły w latach sześćdziesiątych do zaproszenia do Wrocławia przez władze miasta Andrzeja Markowskiego i w konsekwencji do powstania festiwalu Wratislavia Cantans. To dzięki Jej staraniom władze Uniwersytetu Wrocławskiego zaprosiły na początku lat dziewięćdziesiątych prof. dr. hab. Macieja Gołąba do reaktywowania studiów muzykologicznych na naszej uczelni", czytamy na stronach Instytutu.

Ewa Kofin studiowała teorię muzyki w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej we Wrocławiu, była stałą recenzentką muzyczną "Słowa Polskiego", współpracowała też z "Odrą". Przez wiele lat była autorką #. Na naszych łamach relacjonowała festiwal Wratislavia Cantans, recenzowała koncerty i spektakle wrocławskie, pisała o strajku studentów w 1995 roku. Pełniła również funkcję dyrektora Państwowej Szkoły Muzycznej II stopnia we Wrocławiu. Wykładała na Uniwersytecie Wrocławskim na kulturoznawstwie oraz na Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego. Na wrocławskiej muzykologii prowadziła lubiane przez studentów zajęcia poświęcone krytyce muzycznej.

Ewa Kofin była autorką pionierskich i oryginalnych publikacji naukowych: Muzyka telewizyjna (wydana wersja jej rozprawy doktorskiej napisanej pod kierunkiem Zofii Lissy na Uniwersytecie Warszawskim) oraz Semiologiczny aspekt muzyki. W ostatnich latach opublikowała studium Muzyka wokół nas oraz trzytomową historię festiwalu Wratislavia Cantans. Swoje bogate doświadczenia z zakresu krytyki muzycznej podsumowała w skrypcie Krytyka muzyczna, a przeprowadzone przez nią wywiady z wybitnymi postaciami życia muzycznego zostały zebrane w tomie Ich słowa. "Zapamiętamy Ją jako osobę nietuzinkową, prawą, pełną energii i niezwykle oddaną sprawom muzyki. Cześć Jej pamięci!", napisali pracownicy, doktoranci i studenci Instytutu Muzykologii Uniwersytetu Wrocławskiego. --MAK

Medal otrzymuje...

"Głos Wielkopolski"

Medal Młodej Sztuki to nagroda artystyczna przyznawana od 1974 roku przez redakcję "Głosu Wielkopolskiego" w Poznaniu. Inicjatorami powołania nagrody byli Izabella Cywińska i dziennikarz Włodzimierz Braniecki. W tym roku gala, na której wręczono medale, ze względów sanitarnych odbyła się po raz pierwszy w historii bez udziału publiczności

Kapituła Medali Młodej Sztuki składa się z 24 wybitnych twórców, szefów instytucji kultury oraz uczelni artystycznych, animatorów, a także artystów wielu różnych dziedzin. W pierwszym etapie obrad kapituła ogłosiła 52 nominacje, z których wybrano finałową 18. Po przyznaniu punktów wyłoniono zwycięzców w siedmiu kategoriach. W kategorii muzyka popularna medal otrzymał Piotr Scholz, gitarzysta, kompozytor i dyrygent. "To jego pomysłem było zaproszenie czołówki młodego, poznańskiego jazzu i stworzenie Poznań Jazz Philharmonic Orchestra. Do jego autorskich projektów należą także formacje Weezdob Collective, Piotr Scholz Sextet. Na swoim koncie ma kilka płyt. Współpracuje z wieloma znanymi muzykami", napisali członkowie kapituły. W kategorii muzyka klasyczna nagrodzono Barbarę Borowicz, poznańską klarnecistkę. "W jej repertuarze znajduje się jeden z najtrudniejszych utworów na klarnet solo Harlekin Karlheinza Stockhausena, dzieło sceniczne trwające około 45 minut, łączące w sobie elementy teatralne i muzyczne. Szczególne miejsce w jej repertuarze zajmuje muzyka polska, w tym kompozycje między innymi Marcela Chyrzyńskiego i Ewy Fabiańskiej-Jelińskiej", uzasadniono wybór. Wśród nagrodzonych znalazły się także Dagmara Rybak, aktorka musicalowa, wokalistka i tancerka, związana z poznańskim Teatrem Muzycznym, oraz Małgorzata Mielech, tancerka, choreografka, nauczycielka tańca, instruktorka GAGA People and Dancers, wcześniej solistka Polskiego Teatru Tańca, która w 2012 roku założyła DanceLab. "Wydarzenia minionego roku całkowicie przewartościowały wszystko to, co było podstawą naszego normalnego życia. Pandemia i walka z COVID-19 nałożyły na nie mnóstwo ograniczeń. Zamknięte zostały kina, teatry, galerie, muzea. Odwołano wiele koncertów. Ale minione miesiące pokazały, jak trudno nam żyć bez optymizmu, który daje wspólne uczestnictwo w kulturze. Udowodniły też, jak wiele jest w nas siły i energii, aby tej rzeczywistości się przeciwstawić", powiedział Adam Pawłowski, redaktor naczelny "Głosu Wielkopolskiego" i przewodniczący kapituły. W minionych latach Medale Młodej Sztuki otrzymało wiele osób związanych z muzyką klasyczną i rozrywkową, między innymi: Jan A.P. Kaczmarek, Ewa Werka, Krzesimir Dębski, Agnieszka Duczmal, Aleksander Maliszewski, Bartłomiej Nizioł, Jacek Sykulski czy Krzysztof Szydzisz. --MAK