OD REDAKCJI
HISTORIA MAGISTRA VITAE EST
Daniel Cichy
Fot. Bartek Barczyk/PWM
Niespełna miesiąc temu najważniejsza w Polsce estrada filharmoniczna obchodziła jubileusz 120-lecia istnienia. Odbył się uroczysty koncert, publiczność dopisała, a artystyczne zespoły - orkiestrę i chór - poprowadzili wybitni dyrygenci, byli i obecni dyrektorzy: Antoni Wit, Jacek Kaspszyk i Andrzej Boreyko. Dobór repertuaru w większości nie budził zastrzeżeń, choć jak na prawdziwą galę przystało, nie obyło się bez kontrowersji. Bo oto, obok bezdyskusyjnych arcydzieł Karola Szymanowskiego, Witolda Lutosławskiego i Krzysztofa Pendereckiego, postawiono nowy efekt muzycznej wypowiedzi Jana A.P. Kaczmarka, który - delikatnie mówiąc - znacząco kontrastował z partyturami trzech mistrzów.
Przyglądając się historii instytucji, jej zawiłym losom naznaczonym światowymi wojnami, personalnym roszadom, ale i niekwestionowanym artystycznym sukcesom, trudno oprzeć się wrażeniu, że jak w lustrze odbijają się tu dzieje muzyki polskiej ostatnich dziesięcioleci. I nie myślę tylko o prezentowanym repertuarze, wybieranych dziełach, prawykonywanych kompozycjach i ważnym towarzyszeniu melomanom w muzycznych świętach i abonamentowej codzienności. Widać tutaj przecież rozmaite środowiskowe tarcia, dyskusje między kompozytorskimi frakcjami i przeciąganie estetycznej liny, kłótnie o to co narodowe i kosmopolityczne, o miejsce polskiej muzyki względem światowej, spory publiczności i bunty załogi, a nawet narodowościowe konflikty. Do tego trzeba dodać niełatwe konteksty społeczne i skomplikowaną sytuację polityczną, które wiązały się niejednokrotnie z koniecznością dyplomatycznego rozmasowywania napięć i rozpaczliwymi próbami oddzielenia świata muzycznej sztuki od twardej rzeczywistości.
Lektura świetnego szkicu o dziejach Filharmonii Narodowej Magdaleny Dziadek - siłą rzeczy skrótowego i ledwie dotykającego wielu interesujących wątków, mogłaby być dla nas wszystkich lekturą pożyteczną, a znana, choć nieużywana zbyt często w praktyce tytułowa łacińska sentencja wyznaczać współczesnym strategie postępowania. W świetle środowiskowych wstrząsów, których jesteśmy w ostatnich miesiącach i tygodniach świadkami, warto bowiem korzystać z doświadczeń minionych, ku przestrodze analizować wydarzenia historyczne, uczyć się na błędach innych.
Sztuka karmi się sporami, inspiruje buntem, często zasadza się na prowokacji - to oczywistość. Artystyczne i personalne wybory szefujących Filharmonii Narodowej również tego dowodzą. Ile razy szacowne mury słyszały gwizdy niezadowolonych, okrzyki zdegustowanych, stukot składających się krzeseł i trzask zamykanych drzwi po dynamicznych wyjściach z sali tych oburzonych? Ile razy na łamach prasy nawoływano do repertuarowej rebelii w imię albo muzyki narodowej, albo międzynarodowej awangardy? Bywały momenty estetycznego zażenowania - i to w bardzo niedalekiej przeszłości. Nie uniknięto też politycznych nacisków. Ważne jednak, aby pamiętać, że w każdym sporze (a nawet niewinnej estetycznej dyskusji), w każdej - jak pisze autorka - "wojnie", istnieje cienka granica, po przekroczeniu której trudno powrócić do status quo, do dawnych relacji i niegdysiejszych przyjaźni. Środowisko muzyczne nie jest potęgą. Osoby dbające o najwyższe wartości artystyczne, zainteresowane sztuką wyrafinowaną, te, które ją tworzą i na różny sposób - organizacyjny, naukowy, towarzyski, finansowy - wspierają, są mniejszością. Tym bardziej dbajmy o wzajemny szacunek i bądźmy wobec siebie szczerzy. Mimo różnych stanowisk estetycznych, pozycji artystycznych, a nawet poglądów politycznych. Doświadczenie Filharmonii Narodowej, ale przecież także innych instytucji i środowisk, pokazuje, że łatwiej burzyć, niż budować.
Cytat numeru:
Mnie interesuje ZESPÓŁ na poziomie EUROPEJSKIM
--Kazimierz Kord do Henryka Wojnarowskiego
AKTUALNOŚCI
Aga Mikolaj (1971-2021)
11 listopada zmarła AGA MIKOLAJ (Agnieszka Beata Mikołajczyk). Śpiewaczka znana na wielu światowych scenach, uczennica Elisabeth Schwarzkopf, należała do ansamblu solistów Bayerische Staatsoper w Monachium
polskieradio.pl, harrisonparrott.com
Fot. Wernicke/Harrison Parrott
Urodziła się w Kutnie, Akademię Muzyczną skończyła w Poznaniu i tam rozpoczęła się jej kariera. Naukę kontynuowała w Hochschule für Musik und darstellende Kunst w Wiedniu. "Aga Mikolaj to bardzo utalentowana młoda śpiewaczka, posiadająca jeden z najpiękniejszych głosów sopranowych w naszych czasach. Jest również godną następczynią tradycji wielkiego śpiewu" - tak oceniła jej talent wokalny legendarna Elisabeth Schwarzkopf. Pierwsze partie operowe, między innymi Hrabiny w Weselu Figara, Paminy w Czarodziejskim Flecie i Racheli w Żydówce, zaśpiewała na scenie Teatru Wielkiego w Poznaniu. Po wyjeździe z kraju występowała w Operze Państwowej w Berlinie, Semperoper w Dreźnie, Opéra Bastille w Paryżu, mediolańskiej La Scali, Opéra de Monte Carlo czy Teatrze Bolszoj w Moskwie. Można ją było także podziwiać w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej oraz na scenach w Łodzi, Wrocławiu, w NOSPR w Katowicach i w Poznaniu, gdzie niedawno poprowadziła kurs mistrzowski. "Poznań ukształtował jej osobowość artystyczną. Studia, debiut na scenie Teatru Wielkiego, wiele występów - była fantastyczną osobą, lubiącą wspominać te czasy młodości. To tutaj poznała Karla Sollaka, który został jej mężem. Z pewnością Poznań był jej ulubionym miejscem" - wspominał artystkę w radiowej Dwójce Wojciech Nentwig, dyrektor Filharmonii Poznańskiej.
Aga Mikolaj była wielokrotnie nagradzana. W 1995 roku zdobyła nagrodę specjalną na Konkursie Ady Sari w Nowym Sączu, rok później - nagrodę publiczności i Nagrodę G.F. Händla na 41 Międzynarodowym Konkursie Wokalnym w 's-Hertogenbosch w Holandii oraz w 1999 roku - II nagrodę i Nagrodę Verdiego na Międzynarodowym Konkursie Wokalnym im. Alfredo Krausa w Las Palmas w Hiszpanii. Otrzymała też wyróżnienie "TZ Rose" (monachijskiego "Tageszeitung") za rolę Micaëli w Carmen Georgesa Bizeta u boku Jonasa Kaufmanna na scenie Bayerische Staatsoper. Wśród dyrygentów, z którymi pracowała Mikolaj, byli Marco Armiliato, Philippe Auguin, Harry Bicket, Ivor Bolton, Jacques Delacôte, Gustavo Dudamel, Adam Fischer, Michael Hofstetter, Philippe Jordan, Jiří Kout, Zubin Mehta, Kent Nagano, Cornelius Meister, Seiji Ozawa, Krzysztof Penderecki, Peter Schneider, Stefan Soltesz, Karl Sollak, Christoph Spering i Antoni Wit. "Agnieszka pozostanie w mojej pamięci jako osoba niezwykle miła, przyjacielska, pełna życia i energii. Wszystkie spotkania z nią i koncerty, które wspólnie śpiewałyśmy, to zawsze była przygoda osób, które świetnie się rozumieją i wiedzą, po co się znalazły w tym miejscu, co mają robić. To było bardzo przyjemne. To była artystka w pełni profesjonalna" - wspominała na antenie PR Urszula Kryger. Swoja absolwentkę pożegnała też Państwowa Szkoła Muzyczna w Kutnie: "Pani Agnieszka Mikołajczyk swoim talentem oraz działalnością artystyczną na scenach największych sal operowych całego świata przyczyniła się do promowania rodzinnego miasta w kraju i za granicą" - napisali nauczyciele i uczniowie. Tag24.de poinformował, że przyczyną śmierci artystki był koronawirus SARS-CoV-2. -- MC, MAK
Dysonans na Eufoniach
wyborcza.pl, rp.pl, eufonie.pl
Prawykonanie koncertu fletowego it's fine, isn't it? Pawła Szymańskiego, zaplanowane na 20 listopada w Filharmonii Narodowej podczas Festiwalu Eufonie, zostało w ostatniej chwili odwołane. Kompozytor twierdzi, że poddano go cenzurze, ponieważ wykorzystał fragment wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. Organizatorzy zaprzeczają i zapewniają, że wycofanie utworu odbyło się "w trosce o zachowanie wspólnotowego charakteru festiwalu".
It's fine, isn't it to koncert na flet i orkiestrę, który został zamówiony u kompozytora w grudniu 2019 roku przez Fundację Piąta Esencja. Miał zabrzmieć w zeszłym roku, ale pandemia pokrzyżowała te plany. Utwór 20 listopada 2021 miała wykonać NOSPR pod batutą Anu Tali z Łukaszem Długoszem w partii solowej, jednak do tego nie doszło. Publiczność została poinformowana, że nastąpiła zmiana w programie i zamiast kompozycji Szymańskiego zabrzmi Fratres Arvo Pärta.
Nagłe wycofanie utworu oburzyło kompozytora, który, choć od lat unika kontaktu z mediami, wydał w tej sprawie oświadczenie: "program koncertu [...] został ocenzurowany. Zwrócono się do mnie [...] z prośbą, abym [...] usunął klip dźwiękowy odtwarzany w trakcie wykonania z przenośnego odtwarzacza, który to klip dźwiękowy, będący integralnym elementem utworu, zawiera fragment publicznej wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego ("...nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne"). [...] Zaproponowałem, żeby w trakcie prawykonania wspomniany klip z cytatem z Kaczyńskiego został zamieniony na inny klip dźwiękowy, którego zawartością są słowa: "tekst usunięty w wyniku włączenia autocenzury". [...] Cenzurze - okazuje się - podlega nawet informacja o stosowaniu autocenzury".
Należy dodać, że na zaproponowaną zmianę nie chcieli przystać organizatorzy. Prezes Fundacji Piąta Esencja Lech Dzierżanowski uzasadnia odwołanie premiery tym, że: "Kompozytor wprowadził zamawiającego i wykonawców w błąd, utajniając swój polityczny koncept w treści partytury. Do partytury nie została dołączona kaseta". Odnosi się także do politycznego wymiaru tej sprawy: "Użycie taśmy nie było uzgodnione z zamawiającym i zmienia charakter dzieła planowanego jako koncert instrumentalny, przekształcając je w prowokację polityczną kompozytora. O tym fakcie nie wiedziała również ani dyrygentka, ani solista".
Z kolei Mieczysław Kominek, Przewodniczący Rady Programowej Festiwalu Eufonie i Prezes ZKP pisze: "Festiwal Eufonie miał być przestrzenią swobodnej wypowiedzi artystycznej, wolnej jednak od politycznych sporów. Wykonanie utworu Pawła Szymańskiego byłoby złamaniem tej zasady. [...] Decyzja o usunięciu it's fine, isn't it? z programu była jedynym sposobem zachowania neutralnego politycznie charakteru festiwalu" - czytamy.
Do sprawy odniosła się także Joanna Bancerowska, rzeczniczka prasowa Eufonii, która podkreśla apolityczny wymiar festiwalu: "Organizatorzy czują się wprowadzeni w błąd i głęboko rozczarowani postawą kompozytora, który naszym zdaniem zamierzał wykorzystać instytucje i podmioty zaangażowane w wykonanie utworu dla osobistej politycznej prowokacji". Również Ewa Bogusz-Moore, dyrektorka Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, wykonawcy koncertu, oświadczyła, że "akceptuje i wspiera decyzję organizatorów".
Jacek Marczyński zauważa na łamach "Rzeczpospolitej": "Jak dalej potoczy się spór, nie wiadomo. Fundacja Piąta Esencja nie jest zobowiązana do wykonania utworu niezgodnego, jak twierdzi, z zamówieniem. Jeśli to nie nastąpi do 30 listopada 2022, prawo do prawykonania wróci do kompozytora".
Pełne teksty oświadczeń organizatorów można znaleźć na stronie internetowej festiwalu Eufonie. --MC
Diamentowa Agnieszka
polskieradio.pl
Wybitna dyrygentka Agnieszka Duczmal została uhonorowana Diamentową Batutą, czyli nagrodą przyznawaną dyrygentom związanym z Polskim Radiem. Duczmal nagrodzono "za wybitne osiągnięcia w dziedzinie dyrygentury i rozsławianie polskiej muzyki za granicą".
"Wszystkie lata Pani pracy artystycznej, wielowątkowe i wielowymiarowe, sytuują Panią jako znakomitą ambasador polskiej kultury muzycznej" - mówiła Agnieszka Kamińska, prezes Polskiego Radia, wręczając Diamentową Batutę, i dodała: "Polskie Radio może poszczycić się zbiorem liczącym prawie 2000 pozycji nagranych przez Orkiestrę Kameralną "Amadeus" pod Pani batutą. Dziękuję za te wszystkie lata pracy w Polskim Radiu i dla Polskiego Radia, dziękuję za Pani dzieło trwale zapisanie w historii polskiej kultury muzycznej". Agnieszka Duczmal nie kryła wzruszenia: "Batuta jest łącznikiem dyrygentów z muzykami, z ich sercami, wyobraźnią i emocjami. Z serca i wyobraźni płyną emocje, które przekazujemy z tych czarnych kropek, które odczytujemy z partytury. Te czarne kropki i batuta to symbole naszego muzycznego języka, języka, który jest zrozumiały na całym świecie, przez wszystkie narody. Wszyscy wszędzie rozumieją "Amadeusa" i Mozarta, i Orkiestrę. To jest najpiękniejsze przeżycie". Z okazji uroczystości Agencja Muzyczna Polskiego Radia wydała podwójny, przekrojowy album z cyklu "Diamentowe Batuty" z utworami w wykonaniu orkiestr dyrygowanych przez Agnieszkę Duczmal. --MAK
Jerzy Maksymiuk doktorem
pap.pl
"Muzyka to świat, który ukochałem, który jest we mnie i na zawsze pozostanie" - podkreślił wybitny dyrygent Jerzy Maksymiuk, odbierając tytuł doktora honoris causa Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy. Nadanie tytułu odbyło się podczas uroczystego posiedzenia senatu Akademii Muzycznej w Filharmonii Pomorskiej im. Ignacego Jana Paderewskiego. To właśnie na jej estradzie przed 60 laty Maksymiuk wygrał Ogólnopolski Konkurs Pianistyczny im. Paderewskiego.
"Jerzy Maksymiuk niezaprzeczalnie osiągnął w naszym kraju rangę bycia symbolem. [...] W symbolu, jakim niewątpliwie stał się [...], zawiera się szereg elementów: bezkompromisowość, krytycyzm wobec łatwo pojmowanego kultywowania tradycji, asertywność, prostota, oryginalność, nieszablonowe, uderzające prosto w punkt wypowiedzi, spontaniczność, ciągły niepokój, działanie jakby w nieustannej, twórczej gorączce, traktowanie tego, czym się zajmujemy, jako najważniejszej rzeczy na świecie, wobec której nie ma żadnej taryfy ulgowej. Są to wartości wykraczające poza sferę muzyki, takie wartości, jakie idealistycznie chcielibyśmy móc cenić w odniesieniu do każdego, dowolnego typu ludzkiej działalności" - powiedział w laudacji prof. Wojciech Michniewski. List do Maksymiuka skierował wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński: "Niewiele jest postaci, które odznaczałyby się na polskim życiu artystycznym w tak znamienity sposób, jak Pan. Można śmiało zaryzykować twierdzenie, że charyzmą i osobowością tworzy Pan własne, unikalne uniwersum, wzorzec dyrygenta, artysty, człowieka bezgranicznie oddanego sztuce" - stwierdził. W mowie, którą odczytała żona wyróżnionego Ewa Piasecka-Maksymiuk, artysta wyznał, że... jest szczęśliwcem. "Pochylam się przecież nad kompozycjami Beethovena, Rachmaninowa czy Szostakowicza, mam więc do czynienia z geniuszami, ich dziełami, ideami. Jestem też szczęśliwy i dlatego, że stykam się z utworami muzycznymi zapisanymi w formie partytur. Mam do czynienia z tą niezwykłą sztuką, która nie może zaistnieć bez działania muzyków. [...]. Fascynuje mnie ten zaklęty na papierze magiczny świat dźwięków, niewidzialny świat, który mogę dzięki orkiestrze powoływać do życia jako muzykę słyszalną dla wszystkich, świat, który posługuje się własnym językiem i nie ma żadnych odnośników do czegokolwiek innego, chyba że za pomocą mostów wyobraźni, którą czasem zaprzęgamy do odczytu przesłania twórcy" - napisał dyrygent. W czasie uroczystości, w foyer Filharmonii Pomorskiej, odsłonięte zostało popiersie maestra, którego autorem jest rzeźbiarz Jacek Kiciński. --MAK
Czasami lepiej milczeć
br24.de, slippedisc.com
Czołowy niemiecki reżyser operowy Peter Konwitschny został zwolniony z Opery Norymberskiej po tym, jak podczas prób do Trubadura Giuseppe Verdiego pozwolił sobie na komentarze określone jako "nieodpowiednie i dyskryminujące".
Dyrekcja teatru oświadczyła, że nie widzi możliwości dalszej współpracy z reżyserem. Uwag wygłaszanych przez Konwitschnego nie podano do publicznej wiadomości, ale został on zwolniony jeszcze przed premierą przedstawienia. Produkcja została przejęta przez jego asystentkę Marie-Christine Lüling. Sam Konwitschny próbował się bronić w mediach i tłumaczył, że do konfliktu doszło podczas próby z udziałem chóru i solistów. "Jedną z zakonnic była czarnoskóra śpiewaczka, z którą współpracuję od dłuższego czasu. Nagle odwróciła się ze strachu przed bronią pokazaną w jednym epizodzie. Tłumaczyłem jej: jeśli jesteś w takiej sytuacji, fizycznie chcesz uciec, ale psychicznie jesteś sparaliżowana i nie możesz się ruszyć. To tak, jak w Afryce, gdy zbliża się do ciebie lew: nie możesz odwrócić od niego wzroku i stoisz jak zahipnotyzowana. To wszystko" - przekonywał Konwitschny, cytowany przez br24.de. Jak dodał, "nikt nie rozpoczął z nim dyskusji na ten temat" podczas samej próby. "Następnego dnia otrzymałem e-mail z informacją, że rzekomo zachowywałem się w sposób dyskredytujący rasowo". Nie pomogły przeprosiny, które Konwitschny wystosował do śpiewaczki. Dyrekcja Opery postanowiła zakończyć z nim współpracę. --MAK
Spółdzielnia z muzycznym Noblem
evs-musikstiftung.ch
Spółdzielnia Muzyczna, specjalizująca się w wykonawstwie muzyki współczesnej, otrzymała Ensemble Förderpreis fundacji Ernsta von Siemensa, doroczną prestiżową nagrodę Bawarskiej Akademii Sztuk Pięknych, zwaną czasem muzycznym Noblem. Wraz ze Spółdzielnią nagrodzony został brytyjski skład Explore Ensemble. Każdy zespół otrzyma po 75 tysięcy euro.
"Nagroda przyznawana jest młodym zespołom muzyki współczesnej, jej celem jest wspieranie ich artystycznego i organizacyjnego rozwoju. Wierzymy, że dzięki niej nasze działania będą mogły docierać jeszcze dalej, a muzyka współczesna wpisze się na stałe w okoliczny krajobraz kultury. Kiedy wspominamy ostatnie siedem lat (już niedługo urodziny Spółdzielni!), wspólne szaleństwa (a trochę ich było), sukcesy, ale i trudne decyzje i porażki, to nas ten dzisiejszy dzień serio wzrusza" - czytamy na Facebooku Spółdzielni. Pianistka Martyna Zakrzewska dodaje: "Tam, gdzie działamy geograficznie, w Polsce, muzyka współczesna jest odbierana stereotypowo i niesłusznie zaciera się jej prawdziwy charakter. Nowa muzyka jest praktycznie nieobecna w filharmoniach, szkołach i konserwatoriach, nawet wykształceni muzycy wydają się jej unikać lub ją ignorować; wylądowaliśmy w szczerym polu, zmagając się z brakiem narzędzi do zmiany. Z tym zaszczytnym wyróżnieniem wiąże się zarówno szansa, jak i odpowiedzialność za znaczące poprawienie sytuacji". Nagroda została ustanowiona w 1972 roku z inicjatywy Ernsta von Siemensa, niemieckiego przemysłowca, fizyka, który odbudował po wojnie firmę Siemens. Nagrodę główną otrzymują kompozytorzy i wykonawcy, pośród dotychczasowych laureatów znaleźli się Olivier Messiaen, Herbert von Karajan, Gidon Kremer, Karlheinz Stockhausen czy Daniel Barenboim. W tym roku powędrowała do Georgesa Aperghisa. Spółdzielna Muzyczna jest drugim polskim laureatem po Witoldzie Lutosławskim wyróżnionym w 1983 roku. --MC, MAK
Zamaskowani chórzyści
radioszczecin.pl
Zaśpiewali, ale twarzy nie pokazali. Artyści Wolnego Chóru z Białorusi wystąpili w holu Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie.
Chór powstał w ubiegłym roku po nielegalnym wyborze Alaksandra Łukaszenki na prezydenta. To była forma artystycznego protestu przeciwko dyktaturze. Muzycy chcieli wyrazić swoją niezgodę na gwałt i bezprawie. Artyści z różnych formacji i z różnych zespołów zebrali się na schodach Białoruskiej Filharmonii Narodowej, by zaśpiewać hymn białoruski Mocny Boże. I tak rozpoczęli koncertowanie, nie tylko w swojej ojczyźnie, lecz także w innych krajach. Są zamaskowani, aby utrudnić ich identyfikację. Działalność zespołu okazała się na tyle dotkliwa dla Łukaszenki, że doprowadził do aresztowania około 30 członków chóru. W repertuarze śpiewacy mają białoruskie pieśni patriotyczne, ale też takie utwory, jak El pueblo unido, czyli nieoficjalny hymn przeciwników chilijskiego dyktatora Augusto Pinocheta, i Mury ze słowami Jacka Kaczmarskiego przełożonymi na język białoruski. --MAK
Paulos Raptis (1933/1936-2021)
e-teatr.pl
"Postać barwna, żywiołowa, pełna pasji oraz miłości do ludzi, muzyki i śpiewu" - napisała rodzina Paulosa Raptisa, informując o śmierci wybitnego tenora greckiego pochodzenia, wieloletniego solisty Opery Łódzkiej oraz Teatru Wielkiego - Opery Narodowej.
Urodził się w Grecji. Podczas wojny domowej wraz z grupą dzieci znalazł schronienie w Polsce. Zamieszkał w Szczecinie, tam ukończył szkołę muzyczną. Studiował na Akademii Muzycznej w Poznaniu w klasie Kazimierza Czarneckiego. W 1961 roku debiutował w Operze Wrocławskiej w Poławiaczach pereł, śpiewając Nadira. Zatrudniony był przez ponad 10 lat jako solista Teatru Wielkiego w Łodzi, ale mając niewiele partii do śpiewania, brał udział w licznych konkursach wokalnych, nagrywał płyty, występował w filharmoniach i na estradzie rozrywkowej, specjalizując się w piosenkach greckich. W 1963 roku ukazała się jego debiutancka płyta Pieśni błękitnego Adriatyku. Dwa lata później otrzymał II nagrodę na Międzynarodowym Konkursie Śpiewaczym im. Ferenca Erkela w Budapeszcie. W tamtejszej operze odbyły się jego pierwsze zagraniczne występy - wykonywał partie Edgara w Łucji z Lammermooru, Księcia w Rigoletcie i Rodolfa w Cyganerii. W 1971 roku wystąpił w pierwszym polskim wykonaniu "Symfonii Tysiąca" Mahlera pod batutą Stanisława Wisłockiego w Filharmonii Narodowej. W latach siedemdziesiątych Raptis związał się z Radiokomitetem jako solista Naczelnej Redakcji Muzycznej, nawiązał też stałą współpracę z teatrami operowymi w Belgradzie, Nowym Sadzie i Skopje. W 1980 roku wziął udział w prawykonaniu Te Deum Krzysztofa Pendereckiego pod dyrekcją kompozytora. Śpiewał partię solową obok Stefanii Woytowicz, Ewy Podleś i Bernarda Ładysza. W 1982 roku został pierwszym tenorem Teatru Wielkiego w Warszawie. W Grecji pojawił się po raz pierwszy od czasów wojny dopiero w 1973 roku.
Wacław Panek pisał w latach osiemdziesiątych: "Budował tę biografię z samozaparciem i uporem, wbrew trudnościom i złym językom, na przekór tym, którzy skrycie pokpiwali z jego niewielkiego wzrostu, z jego prostolinijności i otwartości". Janusz Ekiert w recenzji z Opowieści Hoffmanna w 1982 roku stwierdził: "Tenor Paulosa Raptisa to cud natury, jak bryła czystego, lśniącego złota, którą można kontemplować, zapominając o wszystkim". --MC