Ruch Muzyczny nr 20/2021 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

5.90 zł
4.90 zł (5,02 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#20 2021 rok LXV

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyKrzysztof Stefański

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Festiwale, koncerty

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.pl

Muzyka dawna

Karolina Kolinek-Siechowicz

karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.plDominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl

Muzyka współczesna, książki, płyty

Adam Suprynowicz

adam_suprynowicz@pwm.com.pl

Michał Mendyk

michal_mendyk@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Redaktorzy seniorzy

Józef Kański, Olgierd Pisarenko

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.

Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Redakcja czynna od godz. 10.00 do 15.00

Adres

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

Ruch Muzyczny

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Na okładce kolaż autorstwa Marka Knapa

OD REDAKCJI

POLONEZA CZAS ZACZĄĆ

Jacek Marczyński

Fot. Rafał Masłow

W 1927 roku wystąpiło ich 26, teraz chęć udziału w Konkursie Chopinowskim wyraziło ponad 500 młodych pianistów. To rekord w dziejach nie tylko warszawskiej imprezy. W skali całego świata niewiele jest konkursów cieszących się tak ogromnym zainteresowaniem młodych muzyków. Po selekcji zgłoszeń na wstępne eliminacje przyjechało ich latem tego roku - mimo pandemicznych obostrzeń - prawie 160. Ponad połowa rozpoczęła na początku października wielkie Chopinowskie granie. Oczywiście przez prawie 100 lat, bo tyle już upłynęło od pierwszego konkursu stworzonego przez Jerzego Żurawlewa, zmieniała się rola tego jedynego w swoim rodzaju spotkania. Miało być ono przede wszystkim wielkim muzycznym świętem, a bywało wykorzystywane do celów propagandowych, czy wręcz politycznych, o czym na kolejnych stronach # pisze Adam Suprynowicz, omawiając wydaną niedawno, interesującą pracę czworga badaczy z Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego Chopinowskie igrzysko.

Przy każdym kolejnym konkursie pojawia się też oczywiście pytanie, co daje on samym pianistom. Można się zastanawiać, czy Fryderyk Chopin miałby szansę zostać laureatem, można wskazywać przykłady współczesnych pianistów o wspaniałych karierach, mimo że w ich życiu nie ma konkursowych nagród. Kilku artystów, których wylansowano w świecie bez laurów, przedstawia w tym numerze Jakub Puchalski. Zawsze jednak będą i tacy młodzi ludzie, jak Seong-Jin Cho, który po zwycięstwie w 2015 roku przyznał w rozmowie z #, że od dziecka był wielbicielem tryumfatorów z przeszłości, Krystiana Zimermana czy Marthy Argerich, i chciał iść ich śladem. "Przez ostatnich jedenaście miesięcy przed konkursem grałem niemal wyłącznie Chopina, po cztery godziny dziennie - opowiadał. - Siedziałem w domu, ćwiczyłem, surfowałem po internecie, przeglądałem wywiady z różnymi pianistami, a dziś sam mogę ich udzielać. Rzeczywiście ta nagła popularność jest męcząca, ale taką drogę życiową wybrałem i jestem na nią przygotowany. Wszystko, co się teraz dzieje, jest wyjątkowe i wspaniałe". I właśnie po to są konkursy, które ich tryumfatorom zapewniają sławę. To, jak długo będą błyszczeć, zależy już potem oczywiście od nich samych.

Jedno się również nie zmieniło przez te wszystkie lata. To fenomen popularności Konkursu Chopinowskiego w naszym społeczeństwie, które nie chadza do filharmonii i muzykę klasyczną rzadko umieszcza wśród swoich preferencji kulturalnych. A jednak co kilka lat masowo ulegamy Chopinowskiej magii, która jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Sam jako młody chłopak słuchałem transmisji z kolejnych konkursowych etapów, które w moim domu kończyły się rozmowami rodziców. Nie byli oni muzycznymi profesjonalistami, ale dyskutowali, kto grał lepiej: czy Martha Argerich, czy może Arthur Moreira Lima. A po kolejnych pięciu latach zastanawiali się, czy 18-letni Janusz Olejniczak, który w 1970 roku objawił swój nieprzeciętny talent, zasługiwał na więcej niż tylko szóstą nagrodę? Dziś takie rozmowy toczą się przede wszystkim w sieci, bowiem Konkurs Chopinowski stał się globalnym wydarzeniem medialnym. Streamowane relacje z przesłuchań mają wiele milionów wejść z całego świata. To zresztą następny dowód, że warszawska rywalizacja młodych pianistów się zmienia i być może tegoroczne, mocno obecne w internecie, "Chopinowskie igrzysko" zasłuży na opis badacza. Warto bowiem wnikliwie przeanalizować obecność Chopina w sieci i to, jak wpływa ona na recepcję jego muzyki.

Konkurs Chopinowski ma swoje niezmienne reguły i swój rytm, a jednak ewoluuje, mimo że czasem narzekamy, iż nie nadąża za tempem zmian świata, w którym funkcjonuje. Najistotniejsza i stała jest zaś nadzieja, że jak w 1927 roku, uczestnicy pokażą "stare tradycje pianistyczne ubrane w świeże, młode i świetliste szaty". I że takich właśnie pianistów będzie chciało wyróżnić tegoroczne jury.

Cytat numeru:

Kocham konkursy, a zwłaszcza Konkurs Chopinowski. Gdyby one tylko miały jeden etap - PIERWSZY!

--Kacper Miklaszewski

AKTUALNOŚCI

Jan Stanienda(1953-2021)

Krzysztof Jakowicz

Jan Stanienda, 2014, fot. z archiwum Sinfonii Varsovii

Jaś przyjechał do mnie z Bytomia, z ojcem, kiedy dopiero zaczynałem karierę pedagogiczną. To było bardzo ujmujące, że akurat do mnie - początkującego pedagoga. Potem u mnie studiował. Pamiętam, że na dyplomie wykonywał Koncert skrzypcowy Czajkowskiego. Trzecią część grał chyba najszybciej na świecie. I to fenomenalnie! Miał niezwykłą łatwość techniczną, lekką prawą rękę i niesłychanie biegłe palce. Do tego fantastyczną głowę, co okazało się, kiedy został koncertmistrzem - legendarnym - Polskiej Orkiestry Kameralnej. Współpraca z Jurkiem Maksymiukiem nie była rzeczą łatwą, a on robił to w sposób wyśmienity. Doskonale rozumiał jego intencje, był inteligentny. Miał cechę, którą koncertmistrz mieć powinien - osobowość, a jednocześnie umiejętność wsłuchiwania się w to, co dyrygent chciał mu powiedzieć, i umiał to przekazać orkiestrze. Cieszył się też zaufaniem kolegów - nie był człowiekiem narzuconym, a zwyczajnie wybranym na koncertmistrza. Wiedzieli, jak gra.

Prowadził też Orchestre de Chambre National de Toulouse. Szkoła cierpiała wtedy na niedobór skrzypków, wszyscy wyjeżdżali za chlebem za granicę. Nie było komu uczyć! Profesor Gierżod, ówczesny rektor Akademii Muzycznej w Warszawie (obecnie Uniwersytetu), zwrócił się do mnie. Zaproponowałem: "Wie pan, można poprosić Jasia Staniendę, być może zaimponuje mu, że jego macierzysta uczelnia chce go przyjąć". Jan zgodził się na współpracę, przechodził kolejne etapy ścieżki akademickiej. Był pedagogiem z krwi i kości, lubili go studenci, cenili koledzy. Miał olbrzymie osiągnięcia. To jeden z moich najwybitniejszych uczniów.

Jako człowiek znacznie starszy od niego, myślę, że los jest niesprawiedliwy. Naturalną koleją rzeczy byłoby, gdyby odchodzili najstarsi, potem młodsi i tak dalej. Ale tak nie jest. To ogromnie smutne. Z drugiej strony, jestem człowiekiem, który nawet w tak tragicznej sytuacji szuka jakichś pozytywów. Jan bardzo intensywnie pracował. Odszedł w biegu, w dobrej formie. Ważne, co zostawił, co czynił w ciągu życia - a to są wartości bezsprzeczne, nieprzemijające, które przetrwają w nas i kulturze polskiej.

Mówię z największym smutkiem i z największym zachwytem, że dane mi było spotkać Jana na swojej drodze, że dane nam było cieszyć się przyjaźnią i zaufaniem. Jako jeden z nielicznych moich studentów zawsze pamiętał o moich urodzinach i imieninach, zawsze dzwonił. To był krótki telefon, ale świadczący o tym, jakim był człowiekiem. Jaś żył aktywnie, rozwijał swój talent i dzielił się nim z innymi. To dzielenie się swoimi umiejętnościami, empatią, przywiązaniem do muzyki - jest chyba podstawowym zadaniem artysty i pedagoga. Sądzę, że uczniowie Jana będą nieśli sztandar zachwytu muzyką i sztuką dalej.

--22.09.2021, notowała Dominika Micał

Wielki Ruch w Wielkim

TW-ON, #

"Ruch w Wielkim" to nowy, wspólny projekt Teatru Wielkiego - Opery Narodowej i "Ruchu Muzycznego". Składa się z cyklu otwartych spotkań dotyczących oper wystawianych na scenie TW-ON w sezonie 2021/2022. Pierwsze zaplanowano w dniu ukazania się tego numeru w druku, 7 października o 18.30 w butiku w gmachu przy placu Teatralnym w Warszawie.

Projekt obejmuje 13 spotkań od października 2021 do czerwca 2022 roku. Stałych, jak i nowych widzów Teatru Wielkiego oraz czytelników # zapraszamy do wysłuchania rozmów z twórcami i artystami operowymi, których wspólna praca i talent składają się na złożone dzieło sceniczne. Pierwsze spotkanie poprowadzi Daniel Cichy, redaktor naczelny #, dyrektor - redaktor naczelny PWM. Zaprosiliśmy na nie wykonawców głównych partii w operze Werther Jules'a Masseneta w reżyserii Willy'ego Deckera. Irina Żytyńska (Charlotte) oraz Leonardo Caimi (tytułowy Werther) zdradzą kulisy powstawania inscenizacji, która święci sukcesy na światowych scenach operowych od ponad 26 lat. Kolejne spotkanie, poświęcone premierze opery Fidelio Ludwiga van Beethovena, odbędzie się 23 października. Udział zapowiedział między innymi reżyser spektaklu John Fulljames. Zamierzeniem organizatorów cyklu jest upowszechnianie wiedzy o operze i umożliwienie widzom szerszego spojrzenia oraz ciekawszego odbioru dzieła, które będą mieli sposobność zobaczyć na scenie Teatru Wielkiego - Opery Narodowej. Uczestnictwo w spotkaniach stanowi rzadką okazję do spędzenia niezapomnianych chwil w kameralnej przestrzeni z twórcami i artystami światowego formatu. --MAK

Z sądu powróciła z tarczą

Filharmonia Łódzka

Opłaciły się cierpliwość i konsekwencja w działaniu. Filharmonia Łódzka wygrała w sądzie z Narodowym Funduszem Zdrowia. Sprawa ciągnie się od dwóch lat.

Przychylny wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie dotarł do Filharmonii 21 września 2021 roku. Jej stanowisko, jak informuje mecenas Paulina Dorman-Okońska, zostało uwzględnione w całości. Sprawa dotyczyła obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego. Decyzja prezesa NFZ została uchylona, postępowanie administracyjne umorzone, a jego koszty zostały zasądzone na rzecz Filharmonii.

To pierwsza spośród ponad stu spraw, które trafiły do wojewódzkich oddziałów NFZ po kontroli przeprowadzonej w 2019 roku w siedzibie Filharmonii Łódzkiej przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Kontrolą objęte zostały wszystkie umowy o dzieło z wykonawcami zawarte w 2017 roku. Według ZUS powinny one być traktowane jak umowy zlecenia, od których należało zapłacić składki. Wydanych zostało ponad 20 takich decyzji. FŁ zaskarżyła je do Sądu Okręgowego w Łodzi. Postępowania są w toku i żadne nie zakończyło się jeszcze prawomocnym wyrokiem. ZUS skierował informacje do właściwych oddziałów wojewódzkich NFZ. Przez ostatnie dwa lata spływały do Filharmonii różne decyzje, w większości dla niej niekorzystne. Odwołała się od nich do prezesa NFZ. W jednej ze spraw prezes wydał decyzję (również niekorzystną), którą FŁ zaskarżyła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Właśnie tę sprawę udało się jej wygrać. Mecenas Paulina Dorman-Okońska przypomina, że chodziło tu o autora scenariusza ustnej wypowiedzi podczas wykonanego w FŁ koncertu. "Sąd uznał, że nie ma żadnych wątpliwości, że mamy do czynienia z umową o dzieło [...]. Sąd uznał również, że Prezes NFZ naruszył przepisy kodeksu cywilnego poprzez ich niewłaściwe zastosowanie, polegające na przyjęciu, iż łączące strony umowy o dzieło były umowami o świadczenie usług, pomimo że specyfika tych umów wskazuje na wszelkie cechy umowy o dzieło, co w efekcie doprowadziło do naruszenia również przepisów ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, polegające na uznaniu, że wykonawca podlegał obowiązkowi ubezpieczenia zdrowotnego w związku ze świadczeniem pracy na podstawie spornych umów" - czytamy. --MAK

Sylvano Bussotti (1931-2021)

rainews.it, Encyklopedia muzyczna PWM

Był jednym z czołowych przedstawicieli włoskiej awangardy. Sylvano Bussotti zmarł kilka dni przed swoimi 90 urodzinami i tygodniem wydarzeń artystycznych pod hasłem "90Bussotti" poświęconych jego twórczości.

Urodził się we Florencji, a swoją drogę muzyczną rozpoczął od skrzypiec. Kształcił się w Konserwatorium im. Luigiego Cherubiniego we Florencji, był uczniem Roberta Lupiego (teoria muzyki) oraz Luigiego Dallapiccoli (fortepian). Dyplomu nie uzyskał, gdyż wybuchła wojna. Po wojnie studiował w Paryżu u Maxa Deutscha i Luigiego Nona, a w Darmstadcie na Międzynarodowych Letnich Kursach Nowej Muzyki poznał Johna Cage'a i Pierre'a Bouleza. Wielokrotnie zdobywał nagrody Międzynarodowego Towarzystwa Muzyki Współczesnej, a w latach 1963-1964 na zaproszenie Fundacji Rockefellera gościł w Stanach Zjednoczonych. Wykładał w konserwatorium w Mediolanie, był też dyrektorem weneckiego Teatro La Fenice. Z grupą florenckich kompozytorów (jak Giuseppe Chiari, Giancarlo Cardini, Albert Mayr, Daniele Lombardi czy Pietro Grossi) eksperymentował z relacjami dźwięku, znaku oraz efektów wizualnych. Oprócz komponowania zajmował się reżyserią, był aktorem, piosenkarzem oraz malarzem grafikiem. Jak podaje Encyklopedia muzyczna PWM: "W swoich partyturach często stosował zapis graficzny o silnie zautonomizowanej strukturze, doprowadzając do dużej nieokreśloności formy i zdarzeń dźwiękowych, często jedynie symbolicznie sugerowanych. W późniejszym okresie wrócił do tradycyjnej notacji muzycznej, nie rezygnując jednak z różnych niekonwencjonalnych rozwiązań. Sztuki sceniczne Bussotiego stanowią mieszankę różnorodnych stylów i elementów, utrzymane są w klimacie nasyconym erotyką i mglistą, surrealistyczną symboliką. Sformułował koncepcję teatru totalnego, którego główną postacią jest on sam: jako twórca, realizator i zakamuflowany bohater". "Kompozytor, człowiek teatru, malarz, scenograf i projektant kostiumów Sylvano Bussotti. Był człowiekiem wielu talentów tworzących artystyczną jedność" - napisano na portalu rainews.it --MC, MAK

Wajnberga róg Chłodnej

um.warszawa.pl, Instytut Wajnberga

Kompozytor Mieczysław Wajnberg nareszcie ma na warszawskiej Woli ulicę swego imienia. "Symbolicznie przywracamy postać Mieczysława Wajnberga Warszawie i jego dawnym sąsiadom, bo ulica imienia Wajnberga znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie rodzinnego domu muzyka przy ul. Żelaznej 66. Choć opuścił Warszawę w wieku 20 lat, to Warszawa nigdy mu nie wyszła z głowy" - napisał dyrektor Biura Kultury UM Warszawy Artur Jóźwik.

Dodajmy, że kamienica przy ulicy Żelaznej 66 przetrwała do dziś, mimo że w latach 1943-1944 hitlerowcy zrównali z ziemią okoliczne domy. Jako młody chłopak Wajnberg chodził do szkół muzycznych przy Konserwatorium Warszawskim. Warszawę opuścił w 1939 roku. Została tu jego rodzina, która padła ofiarą Holokaustu. Od 1943 mieszkał stale w Moskwie. Poza granice Związku Radzieckiego wyjechał w 1966 roku, wydelegowany na Warszawską Jesień. Była to jedyna i zarazem ostatnia wizyta kompozytora w rodzinnym mieście.

Pozostawił po sobie 22 symfonie, a także liczne utwory kameralne, w tym 17 kwartetów smyczkowych oraz wiele innych dzieł orkiestrowych, solowych i wokalnych. Komponował cykle pieśni w trzech językach: po polsku, rosyjsku i w jidysz. Był autorem Pasażerki, pierwszej opery, której akcja toczyła się w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, napisanej na podstawie słynnej książki Zofii Posmysz pod tym samym tytułem. Komponował dla teatru, radia, cyrku, a także dla filmów, z których najbardziej znany był dramat wojenny Lecą żurawie, wyróżniony Złotą Palmą na festiwalu w Cannes w 1958 roku. Warto zauważyć, że Instytut Mieczysława Wajnberga konsekwentnie przywraca Warszawie pamięć o wybitnym twórcy. W listopadzie zeszłego roku na ścianie kamienicy, w której przyszedł na świat, umieszczona została tablica pamiątkowa. Instytut zorganizował także konkurs fotograficzny (wygrała Agnieszka Stępka) oraz koncert pod nazwą "Domówka u Mietka Wajnberga". W programie znalazły się kompozycje Wajnberga oraz jego kolegów z Konserwatorium Warszawskiego: Andrzeja Panufnika, Witolda Lutosławskiego i Ryszarda Sielickiego. Przy nowo nazwanej ulicy odbył się pokaz filmu z 1936 roku w reżyserii Zbigniewa Ziembińskiego Fredek uszczęśliwia świat. Wajnberg skomponował do niego muzykę, gdy miał 17 lat, a nawet wystąpił w dwóch scenach, grając na fortepianie. --MC, MAK

Teoniki w prime timie

polskieradio.pl, #

Teoniki Rożynek nagrodzona na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Kompozytorka została doceniona za muzykę do filmu Prime Time.

Rożynek, absolwentka UMFC w Warszawie w klasie kompozycji Krzysztofa Baculewskiego, tworzy muzykę zarówno instrumentalną, elektroakustyczną, jak i elektroniczną. Współpracowała przy produkcjach filmowych: Wieża. Jasny dzień w reżyserii Jagody Szelc, Sole w reżyserii Carlo Sironiego, a także przy wielu spektaklach teatralnych i telewizyjnych (Słabi w reżyserii Arka Biedrzyckiego, Matka Joanna od Aniołów Wojciecha Farugi w Teatrze Narodowym) i performansach (Chorus from the "The Ark of Covenant" Katarzyny Kozyry).

Prime Time to debiut filmowy Jakuba Piątka, z Bartoszem Bielenią i Magdaleną Popławską w rolach głównych. Premierę miał na Sundance Film Festival 30 stycznia 2021 roku. Opowiada o jednostce stłamszonej przez system. Sebastian dostaje się z bronią w ręku do studia telewizyjnego i żąda czasu antenowego podczas największej oglądalności. Nagrodę dla Teoniki Rożynek ufundowało Polskie Radio. "Żeby było jasne: zarabiam, pisząc muzykę do filmu i teatru. Jak inaczej mogłabym się utrzymać, mając zamówienie raz w roku za pięć tysięcy?" - pytała przewrotnie kompozytorka w wywiadzie udzielonym Adamowi Suprynowiczowi w #14/2021.

--MC, MAK

Pandemia pomogła Cecilii

"Gramophone"

Niepublikowane dotychczas nagrania Cecilii Bartoli zostaną wydane w listopadzie przez firmę Decca.

Materiał został zarejestrowany w 2013 roku z Kammerorchester Basel pod batutą Muhai Tanga, ale dopiero podczas lockdownu Bartoli miała okazję do tego wrócić. "Podobało mi się, że mogłam zająć się tak wieloma sprawami, które wcześniej zostawiłam niedokończone, przełożone lub zapomniane. W końcu miałem okazję przejrzeć moje archiwa dźwiękowe w poszukiwaniu ukrytych klejnotów. Nagrania na tym albumie są dla mnie szczególnie cenne" - stwierdziła artystka. Cecilia Bartoli jest związana z firmą Decca Classics kontraktem na wyłączność i - jak się okazuje - należy do grupy artystów, których płyty najlepiej się sprzedają. Dotychczas ukazało się ponad 12 milionów produktów audio i wideo z jej udziałem. Nowy album - zatytułowany Unreleased - dostępny będzie od 19 listopada. Znajdą się na nim arie napisane dla wybitnych sopranów swoich czasów przez Mozarta, Beethovena, Haydna i Myslivečka. W dwóch ariach Bartoli towarzyszyć będzie znakomity skrzypek Maksim Wiengierow. --MD, MAK

Ruch na Konkursie

Wydanie specjalne, relacje, felietony, podsumowania etapów, dyskusje

Zapraszamy do lektury na facebook.com/ruchmuzyczny i stronie ruchmuzyczny.pl