Ruch Muzyczny nr 2/2022 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

5.90 zł
4.90 zł (5,02 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#2 2022 rok LXVI

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyMichał Mendyk

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Zastępca redaktora naczelnego festiwale, koncerty

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.pl

Muzyka dawna

Karolina Kolinek-Siechowicz

karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.plDominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl

Muzyka współczesna, książki, płyty

Michał Mendyk

michal_mendyk@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Redaktorzy seniorzy

Józef Kański, Olgierd Pisarenko

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.

Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Redakcja czynna od godz. 10.00 do 15.00

Adres

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

Ruch Muzyczny

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Na okładce Antoni Wit, fot. Szymon Szcześniak

OD REDAKCJI

WDOWI GROSZ I GORZKIE ŁZY

Michał Mendyk

Fot. Bartek Warzecha

Lodowce topnieją, mocarstwa chylą się ku upadkowi, a jednym z największych wyzwań stojących przed ludzkością znowu stają się choroby zakaźne. Pewne rzeczy pozostają jednak niezmienne: abonamentowa publiczność filharmonii wciąż najchętniej słucha Czajkowskiego, Beethovena, Brahmsa oraz Bolera Ravela. Przypomina o tym w obszernym wywiadzie Antoni Wit. Chociaż i tu sporo się zmieniło: świat nie tylko przestał bać się Lutosławskiego i Pendereckiego, lecz także zaczął ich słuchać oraz utożsamiać z jakością naszej kultury. Niemniej w wielu punktach globu pierwszym i najsilniejszym skojarzeniem z Polską pozostaje wciąż Auschwitz...

Jacek Marczyński i Krzysztof Stefański rozmawiają z maestro Witem o wszystkim, pomijając chyba tylko kwestię pieniędzy. Czy zgodnie z trochę chyba już przebrzmiałą maksymą, dżentelmeni na ten temat nie dyskutują? To wyjaśniałoby imponującą falę znakomitych menedżerek w, nadal dosyć patriarchalnym, środowisku muzycznym. My porozmawialiśmy o pieniądzach na muzykę klasyczną z ekspertami, którzy pozyskiwaniem tychże się parają - profesjonalnie lub pro publico bono. Wszyscy są zgodni, że dużym wyzwaniem w Polsce jest skoordynowanie działań państwa z inicjatywami prywatnymi. Chodzi zarówno o milionerów oraz wielkie korporacje, jak i o przeciętnie zamożnych uczestników niezmiennie popularnych zbiórek internetowych. Ale czy tak zwani zwykli obywatele czują w Polsce odpowiedzialność za instytucje kultury? Wszak właśnie w najmniejszych gestach i datkach ukrywa się prawdziwa sprawczość wielomilionowego narodu. W tym sensie najważniejszymi mecenasami polskiego życia muzycznego pozostają abonamentowi bywalcy filharmonii, kierowani miłością do Czajkowskiego i Beethovena, a coraz częściej także - Lutosławskiego czy Pendereckiego.

Muzykę dla zwykłych ludzi tworzył, zmarły przed dwoma miesiącami, Alvin Lucier. Beniamin Głuszek przypomina przełomowe kompozycje oraz instalacje mistrza amerykańskiej muzyki eksperymentalnej, których wykonawcami stać może się w zasadzie każdy - na przykład błądząc po odpowiednio przygotowanym pomieszczeniu lub relaksując się i "dzieląc" z odbiorcami koncertu zapisem własnych fal mózgowych. Czy z takiej szczególnej partytury dałoby się odczytać ofiarne i przebłagalne "gorzkie łzy", o których pisze Karolina Kolinek-Siechowicz w pierwszym tekście nowego cyklu "Muzyka i łzy", poświęconym Lagrime di San Pietro Orlanda di Lasso?

Co ciekawe, nawet dotykając kwestii tak ulotnych i intymnych, autorka nie omieszkała wspomnieć o relacjach Lassusa z jego mecenasami. Całkiem samodzielnie sfinansował natomiast swoją debiutancką płytę Rafał Ryterski. Pierwszy dźwiękowy dokument aktywności jednego z najciekawszych polskich kompozytorów młodszego pokolenia to gęsty konglomerat... glitchu, noise'u, techno, IDM, dubstepu i drum'n'bassu (gatunków niezbyt, jak mniemam, bliskich skądinąd wszechstronnemu maestro Witowi). Drogę wolnorynkowego self-made mana godzi z opieką publicznych mecenasów Marcin Stańczyk, niewątpliwy tryumfator roku 2021 w dziedzinie fonografii. W poprzednim numerze recenzowaliśmy jego błyskotliwy debiut w barwach elitarnej wytwórni Kairos; teraz sięgamy po kompozycje do filmu Ciemno, prawie noc Borysa Lankosza, fenomenalnie łączące ilustracyjną przystępność z idiomatycznymi chwytami polskiej muzyki współczesnej.

Którego Stańczyka woli redaktor Ludwik Erhardt? Tego nie wiem, choć przed ponad 50 laty, powątpiewając w sens nowoczesnej muzyki, niespełniającej konkretnych funkcji społecznych i niezaspokajającej wprost potrzeb żadnego mecenasa, doszedł do takiego oto wniosku: "Może więc sztuka powinna być bezcelowa? Może odebranie twórczości jej bezpośredniego celu, jaki jeszcze niedawno miała, oznacza właśnie wyższy stopień człowieczeństwa? Nie wiem jednak, skąd się w nas bierze potrzeba nieustannego podkreślania, że różnimy się od zwierząt".

Cytat numeru:

Przemiał może działać OŻYWCZO, nie tylko w sensie ekonomicznym

--Bartosz Żurawiecki

AKTUALNOŚCI

O roku ów...

polskieradio.pl

1 marca 1937 roku o godzinie 13.10 uruchomiona została radiostacja Warszawa II. Tę datę przyjmuje się za dzień narodzin Programu 2 Polskiego Radia. Radiowa Dwójka rozpoczęła właśnie świętowanie 85 rocznicy. Na koncercie inaugurującym obchody 9 stycznia w Studiu Koncertowym Polskiego Radia wystąpili: Leonora Armellini oraz Alexander Gadjiev, dwoje laureatów XVIII Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina.

Studio radiowe Warszawa II, lata trzydzieste XX wieku, fot. NAC

W latach trzydziestych XX wieku "radio w Polsce zdążyło już nieco okrzepnąć, powstało kilka stacji regionalnych i stopniowo była realizowana idea stacji w każdym większym mieście. Warszawa II była innym pomysłem na radio" - mówił historyk radia Marcin Hermanowski. - "To nie miała być rozgłośnia regionalna dla Mazowsza, ale rozgłośnia miejska dla Warszawy i okolic. To było radio, na które, jak się wydaje, miasto czekało. Specyficzny eksperyment w historii polskiej radiofonii. Jeżeli chodzi o publiczną radiofonię, dopiero w XXI wieku pojawiły się kolejne radia miejskie".

Nadajnik przedwojennej stacji miał moc 10 kW. Warszawa II nadawała na fali 216,8 m i słyszalna była w stolicy oraz województwie warszawskim. Zlokalizowano ją w miejscu, gdzie powstała w 1926 roku pierwsza stacja Polskiego Radia - w Forcie Mokotowskim. "Mam wrażenie, że w Warszawie II budowało się kulturę tego miasta. Pojawiali się twórcy z Warszawy, którzy popularyzowali swoje pisane czy muzyczne utwory. Już w drugim roku nadawania to radio miało swój specyficzny rys" - dodał Hermanowski.

Początkowo program trwał około pięciu godzin dziennie. Wśród tematów dominowały problemy lokalne, emitowano również różnego typu muzykę. Rozgłośnia specjalizowała się w słuchowiskach na żywo z tak zwanego Teatru Wyobraźni, nad czym czuwał Witold Hulewicz, kierownik działu literackiego Polskiego Radia w Warszawie. Spikerem był między innymi Jeremi Przybora. Warszawa II odegrała ważną rolę podczas obrony stolicy we wrześniu 1939 roku. To stąd transmitowano pamiętne przemówienia prezydenta Stefana Starzyńskiego. Zamilkła na swojej fali, gdy 23 września została zbombardowana elektrownia na Powiślu. Radiowcy nadawali jeszcze potem komunikaty na krótkofalówkach.

Po wojnie regularną emisję programu rozpoczęto dopiero 3 października 1949 roku. Od 13 grudnia 1981 do 17 stycznia 1982 została zawieszona w związku z wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce. "Historia tego programu jest niezwykła od pierwszego dźwięku nadanego 1 marca 1937 roku. Charakter anteny się zmieniał i przybierał różne kształty. Pierwsze dźwięki stereofoniczne popłynęły właśnie w Programie 2. Pierwsze płyty kompaktowe również były prezentowane u nas w "Wieczorze płytowym", do którego powróciliśmy w 80-lecie Dwójki" - tak o jubileuszu mówiła dyrektor Małgorzata Małaszko. Zapowiedziała, że uroczyste obchody będą przedłużone: "Chodzi o stałe połączenie nas tu pracujących z państwem, którzy nas słuchają, nie tylko jednego dnia. Postanowiliśmy świętować cały rok, skoro to tyle wartościowych spotkań, koncertów, wydawnictw płytowych, a niejedna niespodzianka jeszcze przed nami". --MAK

Paszporty (nie tylko) dla dwojga

polityka.pl

Kompozytorka Teoniki Rożynek laureatką 29 rozdania Paszportów "Polityki" w kategorii: muzyka poważna. W kategorii: teatr - triumfował również kompozytor, Dominik Strycharski. "Dzięki mobilizacji naszych partnerów i sponsorów 10 tys. złotych otrzymają wszyscy nominowani, a 20 tys. laureaci" - poinformował podczas gali Jerzy Baczyński, redaktor naczelny "Polityki".

"Za ogromną wyobraźnię dźwiękową i swobodne poruszanie się po różnorodnych światach muzycznych, za niezależność, kreatywność i oryginalność, i ciągłe udowadnianie, że granice w muzyce nowej są po to, by je przekraczać" - czytamy w uzasadnieniu nagrody dla Teoniki Rożynek. "Chciałam podziękować, bo ta nagroda wiele dla mnie znaczy. W tak zwanych "ciekawych czasach" pozostaje nam wspierać piękno i tworzyć piękno" - mówiła kompozytorka. Teoniki Rożynek jest absolwentką Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie w klasie Krzysztofa Baculewskiego. Gra - jak sama to określa - "na skrzypcach, elektronikaliach i odpadach". Jej utwory wykonywane były między innymi na Warszawskiej Jesieni, wrocławskim festiwalu Musica Electronica Nova, krakowskich Sacrum Profanum, Opera Rara i Unsound, a także w Kolonii czy Ostrawie.

Dominik Strycharski, kompozytor, improwizator, flecista, wokalista i performer ma w dorobku muzykę do ponad 90 spektakli, a także do filmowego dokumentu kreacyjnego Symfonia Fabryki Ursus Jaśminy Wójcik. W wielu z nich gra muzykę na żywo, w niektórych partneruje aktorom, jak na przykład w Bolesławie Śmiałym wyreżyserowanym przez Pawła Świątka. W Wałęsie w Kolonos Teatru Łaźnia Nowa w Krakowie prowadził skandujący chór, w Jądrze ciemności Conrada w warszawskim Teatrze Powszechnym stworzył fonosferę do odbioru przez słuchawki. "Jestem idealistą, bo piszę muzykę. Jestem wzruszony, bo wierzę, że sztuka to miejsce, gdzie możemy zrobić coś razem. Coś dobrego. Zawsze miałem nadzieję, że to, co robimy, przedostanie się za nasze mury i poniesie dalej" - powiedział twórca, odbierając nagrodę.

"Niełatwo się gra i tworzy dla wszystkich naraz, ale działania dużej części z naszych tegorocznych laureatów pozwalały na chwilę zapomnieć o podziałach. A nawet wskazać miejsca, gdzie skonfrontowane ze sobą grupy mogą być dla siebie fascynujące i pociągające" - napisał Bartek Chaciński, podsumowując tegoroczne Paszporty.

Nagrody przyznawane są od 1993 roku. Wymyślił je wieloletni szef działu kultury Zdzisław Pietrasik. Twórcy nagradzani są w siedmiu kategoriach: film, teatr, literatura, sztuki wizualne, muzyka poważna, muzyka popularna oraz, od 2016 roku, kultura cyfrowa. Paszporty wręczane są każdego roku młodym artystom za wybitne osiągnięcia.

--MC, MAK

Klasyka dla kierownika

pap.pl, naukawpolsce.pl

"Nic nie klasyfikuje tak jednoznacznie, jak gust muzyczny" - miał powiedzieć Pierre Bourdieu. To zdanie stało się jedną z inspiracji do badania gustów muzycznych Polaków przez naukowców z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN: dr. Dariusza Przybysza, dr Katarzynę Wyrzykowską i dr Kingę Zawadzką. Grupą kierował prof. Henryk Domański.

W badaniu CAPI (badanie ankietowe wspomagane komputerowo), przeprowadzonym w 2019 roku na ogólnopolskiej próbie, 26,6% badanych stwierdziło, że lubi muzykę klasyczną. Najchętniej sięgają po nią kierownicy wyższego szczebla i specjaliści (50,9%), tuż za nimi plasują się właściciele firm (41,5%) oraz pracownicy umysłowi niższego szczebla (31,6%). Najmniejszy odsetek tych, którzy lubią muzykę klasyczną, pojawia się w grupie robotników niewykwalifikowanych (16,8%) oraz rolników (12,7%). W ostatniej grupie dużą popularnością cieszy się disco polo (ponad 68%). Natomiast najrzadziej sympatię dla disco polo deklarowali specjaliści i menadżerowie wyższego szczebla. "Nasze analizy dotyczyły m.in. homologii, czyli pokrywania się pozycji klasowej - tego, gdzie się człowiek lokuje w hierarchii społecznej, głównie na rynku pracy - z rozmaitymi stylami życia, upodobaniami muzycznymi" - powiedział prof. Domański serwisowi "Nauka w Polsce". "Im wyższa pozycja klasowa, wyższe wykształcenie, czy bardziej złożona pozycja zawodowa, związana z wyższymi zarobkami i standardem materialnym, w tym większym stopniu lubi się muzykę klasyczną: Beethovena, Mozarta, Bacha, Mahlera, Wagnera. Im niższa pozycja klasowa (są to np. ludzie utożsamiani z klasą robotniczą, rolnicy), tym większe upodobania do muzyki popularnej, rozrywkowej, czyli do muzyki prostej, której się słucha dla samej rozrywki, bez wgłębiania się, bez doszukiwania się jakichś głębszych podtekstów" - stwierdzają badacze. Ponadto wskazują, że wyniki potwierdzają silne oddziaływanie trzech zjawisk: pochodzenia społecznego (w tym kapitału kulturowego rodziców), wpływu rówieśników, najbliższych znajomych oraz poziomu wykształcenia respondentów, a ogólniej - ich kapitału edukacyjnego. "Im wyższy jest status społeczny rodziców danej osoby, tym większe jest prawdopodobieństwo lubienia muzyki poważnej" - wskazują autorzy badania. Dodajmy, że zależności te są tematem książki Dystynkcje muzyczne. Stratyfikacja społeczna i gusty muzyczne Polaków autorstwa wymienionego zespołu badawczego. --MC

Muzyka w Weterynarii

um.warszawa.pl

Ponad 120-letnie zabudowania dawnego Instytutu Weterynaryjnego przy ul. Grochowskiej 272 (obecna siedziba Sinfonii Varsovii) zmienią się nie do poznania. Ogłoszony został przetarg na generalnego wykonawcę pierwszego etapu budowy Sinfonia Varsovia Centrum. Termin na składanie ofert upływa 31 stycznia.

"Dzisiaj Sinfonia Varsovia wychodzi z bezdomności po wielu latach włóczenia się, bo graliśmy w kinach, teatrach i szkołach. Budynki przy Grochowskiej są zabytkowe, ale też w bardzo złym stanie. Mimo to publiczność bardzo nas wspiera, na wydarzenia w pawilonie koncertowym i innych przestrzeniach przychodzą dorośli i dzieci. Za dwa lata będziemy mogli zaprosić do nowego miejsca. Jeszcze w wymiarze nie w pełni symfonicznym, ale gotowi do pracy z zespołami kameralnymi i programem edukacyjnym" - powiedział Janusz Marynowski, dyrektor Sinfonii Varsovii.

Pierwszy etap prac (tzw. część A) obejmie cztery zadania: przebudowę trzech (z pięciu) zabytkowych budynków od strony ul. Grochowskiej, budowę obsługującego je podziemnego obiektu technicznego, postawienie fundamentów ażurowej ramy, ważnego elementu całej koncepcji architektonicznej, oraz wstępne zagospodarowanie terenu pod planowany ogród, a także lokalizację podjazdu typu Kiss and Ride od strony ul. Terespolskiej. Przyjęty czas realizacji tej części prac wynosi 24 miesiące. Zakres objęty postępowaniem przetargowym jest częścią większej inwestycji, polegającej na budowie wielofunkcyjnego centrum muzyki skupionego wokół orkiestry Sinfonia Varsovia. Pod nazwą Sinfonia Varsovia Centrum kryje się wyłoniony w międzynarodowym konkursie architektonicznym projekt austriackiej pracowni Atelier Thomas Pucher. Zakłada on budowę czterech sal koncertowych (w tym największej w Polsce, o unikatowej konstrukcji na ponad 1850 miejsc). Ponadto w ramach projektu powstaną studio nagraniowe, liczne miejsca do prowadzenia zajęć edukacji muzycznej, pomieszczenia dla programu rezydencji artystycznych, bary, kawiarnie oraz rozległy ogród. Szacunkowy koszt etapu objętego przetargiem to około 76 mln zł (netto).

--MAK

Marian Kępczyński nie żyje

opera.poznan.pl

"Był jednym z artystów, którzy swoim talentem i osobowością tworzyli to miejsce" - napisali współpracownicy i przyjaciele z poznańskiego Teatru Wielkiego, informując o śmierci Mariana Kępczyńskiego.

"Z ogromnym smutkiem żegnamy [...] solistę związanego z naszym Teatrem od 1978 roku. [...] W historii poznańskiej sceny, tej oficjalnej - pisanej tytułami premier i wydarzeń - oraz tej codziennej - tworzonej podczas prób i przerw pomiędzy nimi - odegrał niezwykle ważną rolę. Miał niezwykły talent, który objawiał się nie tylko na scenie, ale i w bardzo dowcipnym komentowaniu pozascenicznej rzeczywistości. Dla nas na zawsze pozostanie Markiem, nie Marianem" - czytamy. Marian Kępczyński był absolwentem warszawskiej Akademii Muzycznej w klasie Wiktora i Zofii Brégych. W studencie dyplomowego roku talent rozpoznał Mieczysław Dondajewski, ówczesny dyrektor poznańskiej sceny, i zaproponował mu etat. Artysta debiutował w Lohengrinie (17 grudnia 1978 roku) i z każdym rokiem konsekwentnie rozwijał repertuar, zdobywając uznanie publiczności. W niezwykle bogatym dorobku Marian Kępczyński miał przeszło 130 partii, w tym te najważniejsze basowe, jak Borys Godunow w operze Musorgskiego, Filip II w Don Carlosie Verdiego czy Mefisto w Fauście Gounoda. Podziwiano go jako Osmina w Uprowadzeniu z Seraju i Sarastra w Czarodziejskim flecie Mozarta. Wiele uznania przyniosły mu partie w operach Verdiego: Zaccarii w Nabucco, Ramfisa w Aidzie, Silvy w Ernanim, Króla Filipa i Inkwizytora w Don Carlosie, Banka w Makbecie. W roku 2000 wystąpił na macierzystej scenie w partii Gurnemanza w Parsifalu Wagnera. Brał udział w przedstawieniu Elektry Mikisa Theodorakisa, które było transmitowane w Canal+. Śpiewał w inscenizacjach dzieł Krzysztofa Pendereckiego (Diabły z Loudun, Czarna maska, Król Ubu), wykonując główne role. Występował gościnnie we wszystkich polskich operach i na wielu festiwalach muzycznych w kraju i za granicą, jak: Wratislavia Cantans, Warszawska Jesień, Praska Wiosna, Xanten, Santander, Festiwal Operowy w Sanoku i wielokrotnie na festiwalu operowym w Bydgoszczy z macierzystym teatrem oraz Operą Bałtycką w Gdańsku. Wyjeżdżał na tournée z Teatrem Wielkim w Poznaniu, z Operą Bałtycką i Operą Wrocławską. Współpracował z wieloma wybitnymi dyrygentami, jak Janusz Przybylski, Andrzej Straszyński, Jacek Kaspszyk, Mieczysław Nowakowski, Grzegorz Nowak, Tadeusz Kozłowski, Maciej Wieloch, oraz z takimi reżyserami, jak Marek Weiss-Grzesiński, Ryszard Peryt, Maciej Prus, Roberto Skolmowski, Janusz Wiśniewski czy Mariusz Treliński. Marian Kępczyński został odznaczony między innymi srebrnym medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis" i honorową odznaką "Zasłużony dla Kultury Polskiej". --MC, MAK

Odszkodowanie za Guarneriego

dw.com

Koniec długoletniego sporu! Fundacja Hagemanna z Norymbergi wypłaciła 285 tysięcy euro spadkobiercom poprzedniego żydowskiego właściciela skrzypiec Guarneriego.

W 2016 roku Komisja Doradcza ds. restytucji zrabowanych przez nazistów dzieł sztuki zakwalifikowała skrzypce, wykonane w 1706 roku przez Giuseppe Guarneriego, jako "dobro kultury zagrabione w wyniku nazistowskich prześladowań". Jak przypomina dw.com, w 1938 roku instrument nabył handlarz Felix Hildesheimer. Jako Żyd został wkrótce zmuszony do sprzedaży domu i swojego sklepu muzycznego, a w 1939 roku popełnił samobójstwo. W roku 1974 skrzypce nabyła nieżyjąca już Sophie Hagemann i sama na nich grała. Hagemann nie wiedziała, skąd pochodziły skrzypce, a fundacja jej imienia aktywnie zaangażowała się w wyjaśnienie ich pochodzenia, dlatego komisja w 2016 roku odstąpiła od zalecenia zwrotu pieniędzy. Spadkobiercy Hildesheimera mieli jednak otrzymać rekompensatę finansową, na co obie strony się zgodziły. I tu zaczęły się problemy. Mimo umowy fundacja początkowo nie płaciła. Jako powód podano, że nie jest do końca jasne, czy Hildesheimer utracił skrzypce w sposób, który mógłby skutkować roszczeniem o odszkodowanie dla jego spadkobierców. Na początku grudnia 2021 roku Komisja ds. zrabowanego mienia nazistowskiego podwyższyła kwotę zalecanego odszkodowania ze 100 tysięcy do 285 tysięcy euro. Stwierdzono, że utrata instrumentu z powodu nazistowskich prześladowań jest kwestią bezsporną dla stron. W ostatni dzień ubiegłego roku fundacja ogłosiła, że osiągnięto polubowne rozwiązanie, aby przezwyciężyć "irytację" z początku 2021 roku.

Jak podaje fundacja, jej majątek w wyniku wypłaty odszkodowania zmniejszył się o ponad połowę. Zarząd poinformował nawet, że analizuje możliwości "sensownego kontynuowania" idei organizacji. Na stronie internetowej fundacji czytamy: "W proces ten mają być włączeni również spadkobiercy Feliksa Hildesheimera, aby skrzypce Guarneriego mogły stać się prawdziwym instrumentem porozumienia". --MAK

Zabrzmi głos Śląska

"Polityka"

Największa piszczałka ma 12 m wysokości. Najmniejsza 6 mm. We Wrocławiu dobiega końca odbudowa barokowych organów Michaela Englera, nazywanych "głosem Śląska". To największe takie przedsięwzięcie na świecie po wojnie. Koszt: ponad 20 milionów złotych. Organy zabrzmią po raz pierwszy 27 stycznia - zagra na nich Lorenzo Ghielmi, wybitny włoski organista.

W odbudowę instrumentu było zaangażowanych ponad 150 rzeźbiarzy, malarzy i stolarzy. Oryginalne organy powstały na zamówienie parafii św. Elżbiety - budowę rozpoczęto w 1750 roku. Instrument stworzyli Michael Engler oraz jego syn Benjamin. Gdy umarł Michael Engler, prace dokończył Gottlieb Ziegler. W 1761 roku organy zostały poświęcone. Bazylika św. Elżbiety prawie nienaruszona przetrwała II wojnę światową. Bogate wyposażenie kościoła i dużą część oryginalnych murów strawiły jednak trzy pożary. Od uderzenia pioruna 4 czerwca 1960 roku spłonął szczyt wieży i został uszkodzony dach. Dach i wieżę odremontowano, lecz 20 września 1975 wieża ponownie się zapaliła. Całkowitemu zniszczeniu uległy renesansowy hełm, kamieniarka oraz najmniejszy z trzech dzwonów (dwa pozostałe zerwały się z zawieszenia, lecz przetrwały upadek). Ostatni, najpoważniejszy pożar z 9 czerwca 1976 roku spowodował prawie zupełne unicestwienie drewnianego wyposażenia kościoła; spłonęły organy, więźba dachowa, zawaliły się częściowo żebra sklepienia nawy głównej, a sklepienia popękały. Pękła również i odchyliła się od pionu południowa ściana nawy głównej. Odbudowę kościoła podjęto dopiero w 1981 roku. Rekonstrukcja organów - jak donosi "Polityka" - stała się możliwa dzięki dwóm ważnym źródłom. Pierwsze z nich to opis strat z 1806 roku, gdy podczas oblężenia Wrocławia przez wojska napoleońskie trzy pociski artyleryjskie uderzyły w organy. Drugie źródło to cenny zbiór fotografii organów z kolekcji Günthera Grundmanna, wykonanych w 1942 roku i wywiezionych w 1945 roku do Hamburga. "Odnaleźliśmy je w Instytucie Herdera w Marburgu, gdzie kupiliśmy odbitki najwyższej rozdzielczości. Pomogły nam też zachowane organy budowane przez Englera, jak choćby w Krzeszowie. One pozwoliły nam poznać technikę tego organmistrza" - powiedział Andrzej Lech Kriese, pełnomocnik konsorcjum, które buduje organy, muzyk, organmistrz i mistrz stolarski. --MAK