OD REDAKCJI
POWIEDZ, POWIEDZ - JAK TO JEST?
Krzysztof Stefański
Fot. Rafał Masłow
"Powiedz, powiedz - jak to jest, / że na świecie tym / jest tak dużo łez, / co dzień wielki deszcz". Świat nie wierzy łzom Janusza Laskowskiego przyczepił się do mnie niemal miesiąc temu na premierze przedstawienia Komedia. Wujaszek Wania w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu w reżyserii Jędrzeja Piaskowskiego. Gdy tytułowy bohater znajduje się na dnie rozpaczy, do wtóru piosenki na scenę wpadają w pijackim uniesieniu Astrow i Telegin, porywają niechętnego Wanię do tańca i obcałowują. Sytuacja jest tragikomiczna i może właśnie dlatego tak przejmująca.
Nie będę udawał, że znam się na teatrze. Zainteresowałem się nim głównie za sprawą znajomych kompozytorów, którzy tworzą muzykę do spektakli. Teoniki Rożynek wyznaje w rozmowie z Adamem Suprynowiczem: "zarabiam, pisząc muzykę do filmu i teatru. Jak inaczej mogłabym się utrzymać, mając zamówienie raz w roku za pięć tysięcy?". Podczas jej studiów brakowało jednak zajęć z muzyki teatralnej ("Powiedz, powiedz - jak to jest?"). Sam pamiętam ze swojej uczelni podejście do muzyki teatralnej i filmowej (określanych mianem "użytkowej" czy "ilustracyjnej") jako czegoś gorszego niż twórczość autonomiczna. A przecież we współczesnym teatrze muzyka już dawno nie odgrywa roli prostej ilustracji (zresztą - czy kiedykolwiek ją odgrywała?), a raczej "generuje równoległą dramaturgię", jak mówi Rożynek.
Zdaje się, że nastawienie do muzyki w teatrze powoli się zmienia. I dobrze, bo muzyka może się od teatru wiele nauczyć. Po pierwsze - egalitarnego podejścia do różnych gatunków. W Wujaszku Wani Janusz Laskowski sąsiaduje z motywami Czajkowskiego i Schumanna. Teatr nie szuka bowiem w muzyce klasowych dystynkcji, tylko sensów. A te potrafi odnaleźć zarówno w klasyce czy muzyce chóralnej, jak i w disco polo czy muzyce dance, czego najlepiej dowodzi artykuł Marcina Boguckiego Z muzyką przez teatr.
Muzyka może się od teatru nauczyć też podejścia do tekstu. Piaskowski w rozmowie ze mną zdradził, że w teatrze znalazł swobodę twórczej wypowiedzi, której nie czuł w muzyce (reżyser odebrał edukację muzyczną w klasie fortepianu). "Normą jest aktualizowanie w różnym stopniu tekstu, wynikające ze świadomości, że nie ma teatru bez orientacji na współczesność" - mówi Piaskowski. Tymczasem w muzyce każda próba swobodniejszego podejścia do tekstu dzieła spotyka się od razu z alergiczną reakcją strażników kanonu, stylowości i integralności utworu. Panuje "rodzaj wewnętrznego lęku przed tym, żeby przekroczyć obowiązujące zasady". Artystów, próbujących czegoś innego, oskarża się o "manieryzm graniczący z szarżą i złym smakiem", jak podsumowuje Monika Partyk występ Ivo Pogorelicia w Łańcucie. Słyszałem artystę na żywo raz - w Koncercie f-moll Chopina. Wolne tempa, skrajna dynamika i niespodziewane akcenty sprawiły, że z zaciekawieniem czekałem na każdy dźwięk tego - tak dobrze mi przecież znanego - utworu. Może czasem warto przekraczać granice?
Niedawno rozmawiałem z dyrygentem, który sporo pracuje w teatrze. Trudno mu było zrozumieć metody pracy reżyserów ("Powiedz, powiedz - jak to jest?"). Absurdem wydawały mu się rozpoczynanie prób z zespołem od drugiego tematu wolnej części czy praca jedynie z obojem, altówkami i waltorniami, by znaleźć odpowiednie brzmienie i charakter. A ja myślę - dlaczego by nie spróbować? Oczywiście wtedy przygotowanie koncertu trwałoby dłużej niż jeden tydzień, ale może udałoby się w ten sposób uzyskać nową jakość? Marzą mi się zespoły (szczególnie w muzyce nowej), które działałyby jak teatry repertuarowe - przygotowywały przemyślane i dopracowane programy, które następnie mogłyby wielokrotnie powtarzać, nawet w kilku kolejnych sezonach.
To właśnie system pracy wskazuje Piaskowski jako największą przeszkodę w reżyserowaniu oper. Mówi też o tym, że gatunek utknął w kliszach intelektualnych i że bardzo zmieniła się jego funkcja społeczna. Ale może nie wszystko stracone. Mateusz Ciupka po wysłuchaniu wykonania Cajo Fabricio w Gliwicach dziwi się publiczności ("Powiedz, powiedz - jak to jest?"), która entuzjastycznie reaguje na wokalne popisy w tej operze neapolitańskiej - jak w XVIII wieku! Może więc da się odzyskać operę jako dom spotkań, a "polska narodowa opera grillowa", którą postuluje Piaskowski, wcale nie musi być fikcją?
Cytat numeru:
Współczesność dzieła NIE POLEGA na tym, że zrobimy akcję w barze i damy komuś dzisiejszy kostium. To jest działanie NA SKRÓTY, a skrót w sztuce to często kicz
--Jędrzej Piaskowski
AKTUALNOŚCI
FREDERIC RZEWSKI (1938-2021)
"Ruch Muzyczny", nytimes.com
Frederic Rzewski, Warszawska Jesień 2011, fot. Grzegorz Mart/archiwum Warszawskiej Jesieni
"Frederic Rżewski zafascynował podwójnie: swą muzyką, swą grą na fortepianie i brodatą sylwetką neurastenika. Utarło się u nas powiedzenie, że "amerykański pianista" to już nie tylko określenie - to zawód. F. Rżewski zawód ten uprawia z ogromną pasją, dysponując gigantyczną wrażliwością kolorystyczną i dynamiczną. Oddając swą osobowość w pełni na usługi wykonywanego utworu, czyni wszystko, co gra, niesłychanie interesującym" - zachwycał się kompozytorem "jw" (prawdopodobnie Jan Weber) w 1963 roku na łamach "Ruchu Muzycznego" (nr 22). Frederic Rzewski (taki zapis swojego nazwiska przyjął muzyk) zmarł 26 czerwca. Miał 83 lata.
"Odszedł twórca, który pisał muzykę jednocześnie stylistycznie eklektyczną i zaangażowaną politycznie [...]. Działania przeciw utartym regułom zawsze znajdowały się w centrum jego twórczości" - napisał William Robin, krytyk muzyczny "New York Timesa", dwa dni po śmierci kompozytora.
Rzewski urodził się w Westfield w stanie Massachusetts, w rodzinie o polskich korzeniach. Od czwartego roku życia uczył się gry na fortepianie, następnie studiował w Akademii Phillipsa, na Harvardzie i w Princeton. Tajniki kompozycji poznawał między innymi u Miltona Babbitta i Luigiego Dallapiccoli. W połowie lat sześćdziesiątych wraz z Alvinem Curranem i Richardem Teitelbaumem założył w Rzymie zespół MEV (Musica Elettronica Viva), który zdobył uznanie za pionierskie działania w dziedzinie muzyki elektronicznej i improwizacji. Do Nowego Jorku powrócił na stałe w 1971 roku. Najbardziej znanym dziełem z tego okresu jest The People United Will Never Be Defeated! - 36 wariacji fortepianowych, dla których punktem wyjścia stał się chilijski robotniczy protest song El pueblo unido jamás será vencido, jednoczący przeciwników dyktatury Augusta Pinocheta. W 1980 roku kompozytor wykonał dzieło podczas Warszawskiej Jesieni. "Rzewski uruchamia tu chyba wszystkie możliwe konwencje wariacyjnego opracowania tematu: są tu wariacje chopinowskie, lisztowskie, brahmsowskie, prokofiewowskie, a nawet reminiscencje z Lutosławskiego (Wariacje na temat Paganiniego), punktualizm, Cowellowski bruityzm itp. Wszystko przedziwnie wymieszane, tak jak to tylko Amerykanie potrafią wymieszać - więc to jest bardzo amerykańska manifestacja. Słuchałem jej z zapartym tchem, tym bardziej że Rzewski jest fenomenalnym pianistą" - recenzował występ Krzysztof Droba ("Ruch Muzyczny" 1980, nr 23).
Artysta był członkiem American Academy of Arts and Letters, a w 2009 roku otrzymał doktorat honorowy Uniwersytetu w Li?ge. Wielokrotnie bywał gościem festiwalu Warszawska Jesień, ostatni raz w 2011 roku, gdy wykonywał własne kompozycje, między innymi Etiudę, Nanosonaty Księgę VII i De Profundis. --MC, MAK, KS
Louis Andriessen, wpływowy, obrazoburczy
"Kwartalnik Młodych Muzykologów UJ", nrc.nl, npr.org
Zaledwie kilka dni po śmierci Frederica Rzewskiego, w swoim domu w północnej Holandii zmarł Louis Andriessen, jeden z najbardziej znanych i uznanych holenderskich kompozytorów swojego pokolenia. "Wielu twórców postrzega komponowanie jako działalność oderwaną od społecznych uwarunkowań. Ja kontestuję takie podejście" - cytuje słowa Andriessena dziennikarz Tom Huizenga w tekście dla npr.org i dodaje: "Zmarł kompozytor wpływowy i obrazoburczy".
Międzynarodowa kariera kompozytorska Andriessena zaczęła się od utworu De Staat do tekstów Platona. "W swojej twórczości nawiązywał do amerykańskiej minimal music i konceptualizmu, serializmu Bouleza, dodekafonii Schönberga, jazzu, muzyki klasycznej i popularnej. Przyznawał się do inspiracji dziełami wielkich myślicieli, buntowników i malarzy, nie stronił od poważnych i trudnych tematów, związanych z czasem, duchowością czy rolą kompozytora w społeczeństwie. Był współautorem książki o uwielbianej przez siebie muzyce Igora Strawińskiego Het Apollinisch Uurwerk: Over Stravinsky, wydanej w 1983 roku. Współpracował z wybitnymi twórcami teatru i filmu: Peterem Greenawayem nad projektem muzyczno-filmowym M is for Man, Music, Mozart oraz Robertem Wilsonem nad operą De Materie. Do jego najbardziej znanych uczniów można zaliczyć m.in. Michela van der Aa czy Martijna Paddinga" - charakteryzowała sylwetkę kompozytora Monika Żyła w tekście Louis Andriessen - kompozytor profetyczny czy pragmatyczny? na łamach "Kwartalnika Młodych Muzykologów UJ". W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Andriessen słynął z radykalnych poglądów i społecznego zaangażowania. Prasa przypomina akcję z 1969 roku, gdy kompozytor z grupą muzyków zakłócił koncert w amsterdamskim Concertgebouw, protestując przeciwko temu, co młodzi ludzie postrzegali jako "świątynię dla elit, z obumierającym programem artystycznym".
Muzyka Andriessena była często grana w Polsce na różnych festiwalach. On sam gościł na polskich uczelniach (w 2015 roku na Akademii Muzycznej w Łodzi), studiowali u niego Hanna Kulenty, Andrzej Kwieciński, Weronika Ratusińska-Zamuszko czy Jerzy Kornowicz. Przyjaźnił się z Zygmuntem Krauze. "Jestem głęboko zasmucony śmiercią Louisa. Wiele dla mnie znaczył jako nauczyciel, mentor i przyjaciel. Jeden z najbardziej wpływowych kompozytorów i nauczycieli na świecie odszedł - co za strata! Studiowałem u niego pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Mówił, że jestem zbyt uparty, ale mimo to wiele się od niego nauczyłem. Nauczył mnie współpracy, czego szukać u współpracowników, a od czego się trzymać z daleka. Połączyła nas miłość do teatru i opery" - napisał na Facebooku kompozytor Michel van der Aa. --MC, MAK
Zaległości branży kulturalno-rozrywkowej zwiększyły się w pandemii o jedną piątą i wynoszą niemal 54 mln zł - wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Wszystkie rodzaje działalności kulturalnej odnotowały wzrost nieuregulowanych na czas zobowiązań.
Zadłużenie coraz większe
pap.pl
Jak zwrócił uwagę prezes BIG InfoMonitor Sławomir Grzelczak, w tym samym okresie zaległości wszystkich przedsiębiorstw podwyższyły się o niewiele ponad 3 procent. Największy wzrost zadłużenia między marcem zeszłego a kwietniem tego roku dotyczył instytucji zajmujących się działaniami teatralnymi. Zaległości tych instytucji wobec kontrahentów i banków zwiększyły się o ponad 5 mln zł. Wzrost o 3,8 mln zł - do 19,6 mln zł - dotknął firmy produkujące przedstawienia. To najwyższa kwota nieuregulowanych na czas zobowiązań związanych z działalnością kulturalną. Z kolei największy skok procentowy zadłużenia odnotowała branża kinowa - choć pod względem kwoty to niewiele, zwyżka o niemal dwie trzecie jest największą w tej branży i jedną z wyższych w ogóle rejestrowanych przez BIG InfoMonitor. Nieznaczna poprawa nastąpiła jedynie u przedsiębiorców zajmujących się nagraniami dźwiękowymi i muzycznymi, których zaległości spadły o około 0,5 mln zł.
Jednocześnie, według badania przeprowadzonego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników, co najmniej co czwarty ankietowany przyznaje, że obecnie wydaje na rozrywkę i kulturę mniej niż przed pandemią. Większą niż wcześniej liczbą wyjść do kina czy teatru czas zamknięcia w domach odreagowują nieliczni (3-4 procent ankietowanych). Jak przyznał Grzelczak, dla kultury i rozrywki ostatnie kilkanaście miesięcy było wyjątkowo trudne. "Nie widać efektu odreagowania i fali zwiększonych wydatków, z czym mamy do czynienia w przypadku samochodów czy odzieży i obuwia", stwierdził ekspert.
Od 26 czerwca w budowaniu frekwencji w kinach, teatrach czy salach koncertowych pomaga zwiększenie dostępności zajmowanych miejsc z 50 do 75 procent. "Nadzieję kulturze i rozrywce może dawać fakt, że na liście pozytywnych efektów pandemii badani całkiem wysoko wymienili, że obecnie bardziej doceniają proste rozrywki, jak kino, koncerty czy imprezy taneczne. A skoro tak, to nie powinni ich sobie odmawiać" - podsumował Grzelczak. --MAK
Idzie nowe
gdansk.pl, pap.pl, zachod.pl, filharmoniapoznanska.pl
Po trzech latach i przed zakończeniem kontraktu, José Maria Flor?ncio i Opera Bałtycka ogłosili zakończenie współpracy. "Ta decyzja, jak każda zmiana, może budzić wątpliwości, pytania. Chciałbym jednak zapewnić, że nie ma podstaw do niepokoju. Sytuacja w Operze jest dobra, stabilna" - uspokajał Romuald Wicza-Pokojski, dyrektor Opery Bałtyckiej i zapowiedział, że nowego dyrektora muzycznego poznamy wkrótce. "Formuła współpracy, na którą umówiliśmy się latem 2018 roku, wyczerpała się. Pomimo że nasze zarządcze drogi się rozchodzą, naszym wspólnym dobrem pozostaje Opera, jej zespół. Odejście Maestro ze stanowiska zastępcy dyrektora nie kończy naszej współpracy z nim na polu dyrygenckim", dodał. José Maria Flor?ncio z publicznością, artystami i współpracownikami pożegnał się w emocjonalnym wpisie na Facebooku: "Chcę z tego miejsca złożyć podziękowania każdej osobie, z którą miałem zaszczyt i przyjemność tworzyć oblicze Opery Bałtyckiej przez okres ostatnich 3 lat [...]. Wiele pięknego zdziałaliśmy, i to w trudnym pandemicznym czasie, może nawet najwięcej uczyniliśmy spośród wszystkich instytucji kultury w kraju. Każda najmniejsza kropla potu była wszystkiego warta [...]. Mogę z autorytetem powtórzyć ostatnie słowa Olgi z naszego flagowego spektaklu: walczyłem o sprawiedliwość, o dobro, o to, co najlepsze na świecie. Do zobaczenia!".
Zmiany także w Filharmonii Poznańskiej, gdzie Łukasz Borowicz zastąpił Marka Pijarowskiego na stanowisku dyrektora muzycznego. Borowicz od 2006 roku pełnił funkcję pierwszego dyrygenta gościnnego, teraz z zespołem będzie współpracował na stałe. "Jestem przekonany, że Poznań to jeden z najważniejszych ośrodków muzycznych nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Filharmonia Poznańska jest marką rozpoznawalną na świecie, dzięki zapraszanym dyrygentom i solistom, którzy każdorazowo chcą wracać. W okresie pandemicznym przetrwaliśmy wzmocnieni [...]. Przez ten czas dużo się nauczyliśmy i dla mnie szczególnie ważne jest to, że właśnie tutaj mogę zrealizować marzenia" - mówił Borowicz na spotkaniu z dziennikarzami.
Tymczasem od początku lipca szefem artystycznym Orkiestry Filharmonii Gorzowskiej jest Przemysław Fiugajski, z Filharmonią Gorzowską związany od kilku miesięcy. "Maestro Przemysław Fiugajski jest młodym, a jednocześnie niezwykle doświadczonym dyrygentem, z jasną i ciekawą wizją rozwoju naszej instytucji. Jestem przekonana, że dzięki tej współpracy uda nam się zrealizować ambitne i interesujące projekty muzyczne na najwyższym poziomie" - stwierdziła Joanna Pisarewicz, dyrektor Filharmonii Gorzowskiej. Przemysław Fiugajski ma 43 lata, studiował w Akademii Muzycznej w Krakowie - dyrygenturę w klasie Tomasza Bugaja oraz klawesyn w klasie Elżbiety Stefańskiej. Poprzednim dyrygentem i kierownikiem artystycznym Filharmonii Gorzowskiej od wiosny 2017 roku był maestro Jacek Kraszewski, który zmarł 14 stycznia w wieku 64 lat.
Od nowego sezonu Alexander Humala będzie dyrektorem artystycznym Filharmonii Krakowskiej im. Karola Szymanowskiego. Humala studiował dyrygenturę chóralną w Białoruskiej Państwowej Akademii Muzycznej w Mińsku i dyrygenturę symfoniczną w Konserwatorium w Rotterdamie. Zadebiutował w 2003 roku z orkiestrą kameralną Białoruskiej Akademii Muzycznej. W ramach programu "Gaude Polonia" odbył staże w Operze Wrocławskiej i Filharmonii Narodowej w Warszawie, był asystentem dyrygenta w Narodowej Orkiestrze Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach oraz głównym dyrygentem białoruskiego zespołu Capella Sonorus. "Orkiestra i Chór Filharmonii Krakowskiej wyraziły chęć współpracy ze mną. Byłem bardzo zaszczycony, a jednocześnie zaskoczony i zszokowany, bo wielu jest doskonałych dyrygentów. Przekonało mnie to, że propozycja ta wyszła od zespołów i dyrekcji instytucji. Pomyślałem, że nie będę sam, czuję ogromny komfort [...]", mówił PAP Alexander Humala. --MAK
Fryderyki otrzymują...
fryderyki.pl
I wszystko stało się jasne! We wnętrzach Opery na Zamku w Szczecinie wręczono najważniejsze polskie nagrody muzyczne - Fryderyki - tym razem w dziesięciu kategoriach muzyki poważnej.
Dwie statuetki powędrowały na Śląsk. Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia została wyróżniona za nagranie czterech symfonii Brahmsa pod dyrekcją Jerzego Semkowa (album roku muzyka symfoniczna), a Zespół Śpiewaków Miasta Katowice "Camerata Silesia" odebrał nagrodę za plytę Przez łzy z muzyką Romana Padlewskiego i Joanny Wnuk-Nazarowej (album roku muzyka chóralna).
Za najlepszy album muzyki dawnej Akademia uznała płytę Offertoria et communiones totius anni Mikołaja Zieleńskiego w wykonaniu Wrocław Baroque Ensemble pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka. Pieśni Henryka Mikołaja Góreckiego w wykonaniu Urszuli Kryger, Jadwigi Rappé, Roberta Gierlacha oraz Ewy Guz-Seroki triumfowały w kategorii muzyka kameralna. Trójmiejski zespół wokalny Art'n'Voices został wyróżniony (album roku muzyka współczesna) za płytę z nagraniami współczesnych kompozytorów polskich Midnight Stories. Za najlepszy recital solowy uznano album Moniuszko. Complete Solo Piano Works w wykonaniu Marcina T. Łukaszewskiego. Kolejna płyta serii z koncertami Krzysztofa Pendereckiego otrzymała Fryderyka w kategorii album roku muzyka koncertująca. Tym razem nagrodzono nagranie Concerto per fisarmonica ed orchestra. Concerto per flauto (sassofono) ed orchestra da camera z udziałem Macieja Frąckiewicza, Bartłomieja Dusia i Polskiej Orkiestry Sinfonia Iuventus im. Jerzego Semkowa pod dyrekcją Macieja Tworka i Krzysztofa Pendereckiego. Najwybitniejszym nagraniem muzyki polskiej okazały się Sonaty na skrzypce i fortepian Grażyny Bacewicz w wykonaniu Jakuba Jakowicza oraz Bartosza Bednarczyka. Płyta Aleksandry Kurzak Desire została uznana za najlepszy album polski za granicą. Opera Ahat-il?. Siostra bogów Aleksandra Nowaka z librettem Olgi Tokarczuk (wyk. Ewa Biegas, Joanna Freszel, Łukasz Konieczny, Urszula Kryger, Bartłomiej Misiuda, Jan Jakub Monowid, Sebastian Szumski, Chór Polskiego Radia oraz AUKSO Orkiestra Kameralna Miasta Tychy pod dyrekcją Marka Mosia, wyd. PWM/Anaklasis) została nagrodzona Fryderykiem w kategorii album roku muzyka oratoryjna i operowa. Rada Akademii Fonograficznej uhonorowała Złotym Fryderykiem dwie wybitne postaci: śpiewaczkę Jadwigę Rappé i Jana Łukaszewskiego, dyrygenta, dyrektora naczelnego i artystycznego Polskiego Chóru Kameralnego Schola Cantorum Gedanensis. --MAK
Jesteśmy najlepsi
pwm.com.pl
Fot. Marek Knap
I to nie koniec dobrych wiadomości o nagrodach: 26 czerwca poznaliśmy wyniki konkursu na najlepsze polskie projekty komunikacji wizualnej. Wśród laureatów są aż trzy projekty dla Polskiego Wydawnictwa Muzycznego! Główną nagrodę w kategorii prasa/magazyn otrzymali Marek Knap i Natalia Cyrankiewicz za "Ruch Muzyczny". Ponadto w kategorii ilustracja/ilustracja prasowa Ola Szczepanik została wyróżniona za ilustracje do artykułu Barbary Boguni Skrzypce wieszaliśmy na płocie ("Ruch Muzyczny" 2020, nr 14), a w kategorii wydawnictwa kalendarz wyróżniono TOFU Studio za kalendarz dla PWM Powtórka z muzyki.
Przypomnijmy: w 2018 roku Marek Knap otrzymał już nagrodę w kategorii prasa/ projekt magazynu za poprzednią oprawę graficzną "Ruchu Muzycznego" jako miesięcznika. "Pogłębione analizy i rozbudowane recenzje, uzupełnione bardziej lakonicznymi formami, to treści, których czytelnicy oczekują od "Ruchu Muzycznego". Dlatego jego formuła AD 2020 otrzymała ramę graficzną, w której można umieścić zarówno bogate strukturalnie opowiadanie, jak i krótką newsową notkę. Jej główną zaletą jest przyjazna elastyczność idąca w parze z odpowiednią dawką charakteru wzbogaconego mieszanką obrazów o właściwościach metaforycznych i sytuacyjnych, śmiało wypełniających unikatowy, wielki format magazynu" - mówi Marek Knap, dyrektor artystyczny "Ruchu Muzycznego".
Polish Graphic Design Awards to jedyny w Polsce branżowy konkurs, który w sposób tak kompleksowy ocenia projektowanie wizualne: nagrody przyznawane są co roku aż w 16 kategoriach i 38 podkategoriach. Mają wspierać i promować działalność polskich designerów w kraju i na świecie.
--MAK
Jak się zapisuje muzykę?
mocak.pl
W kolekcji MOCAK znajduje się kilkadziesiąt partytur muzyki eksperymentalnej. Są to najczęściej notacje muzyczne zapisane w prywatnych językach i przeznaczone dla wykonawców, którzy bezpośrednio współpracują z kompozytorem. Część można oglądać na wystawie Muzyka jako zapis. Muzyka jako eksperyment.
Jej punktem wyjścia są prace pokazywane w Instytutach Polskich w Pradze (1983), Paryżu (1985) oraz w londyńskiej Royal Academy of Music (1986) na wystawie Partytura muzyczna jako dzieło sztuki. Są to między innymi partytury Marka Chołoniewskiego, Piotra Grelli-Możejki, Krzysztofa Pendereckiego, Bogusława Schaeffera oraz Ewy Synowiec. Część twórców związana była ze Studiem Eksperymentalnym Polskiego Radia, powstałym w 1957 roku w Warszawie. Na wystawie prezentowane są również archiwalia i nagrania. Kolejną część ekspozycji stanowią partytury rozumiane szerzej. Są to zapisane i rozrysowane plany akcji i performansów - kilka z nich miało miejsce w Krakowie. Ich twórcy wywodzili się przede wszystkim z Fluxusu. Wielu członków tego ruchu w 1958 roku brało udział w kursie muzyki eksperymentalnej prowadzonym przez Johna Cage'a w nowojorskiej New School. Na wystawie prezentowane są dokumentacje działań Dicka Higginsa, Ala Hansena oraz Milana Knížáka. Za zgodą tego ostatniego MOCAK wykonał remake jego pracy Zniszczona muzyka, w której skład wchodzą porysowane, pocięte lub zamalowane płyty gramofonowe.
To nie jedyna wystawa w MOCAK, którą można oglądać do 13 marca. Warto także zajrzeć na ekspozycję: Symbole życia po śmierci. Rzeźba komemoratywna Krzysztofa M. Bednarskiego. Wystawa zadedykowana została dwóm niedawno zmarłym, krakowskim twórcom - Krzysztofowi Pendereckiemu i Adamowi Zagajewskiemu. Krzysztof M. Bednarski jest autorem poświęconych im rzeźb sarkofagów w Panteonie Narodowym w kościele św. Apostołów Piotra i Pawła. W ten sposób po raz pierwszy w MOCAK zaprezentowana została wizualizacja sarkofagu Krzysztofa Pendereckiego. Sarkofag kompozytora zostanie wykonany z marmuru kararyjskiego i granitu szwedzkiego. --MAK
Chcesz pracować? Zaszczep się!
"Diapason", operawire.com
Peter Gelb, szef Metropolitan Opera, już zdecydował. W liście wysłanym do personelu wyjaśnił, że "aby zapewnić zdrowie i bezpieczeństwo pracowników, ich rodzin i członków naszej społeczności [...], Metropolitan Opera będzie wymagać, aby wszyscy pracownicy otrzymali szczepionkę przeciwko COVID-19 tak, aby mogli być w pełni zaszczepieni do 1 sierpnia 2021 roku".
Przez "w pełni zaszczepiony" instytucja rozumie, że wszyscy pracownicy muszą "otrzymać obie dawki szczepionki dwudawkowej lub jedną dawkę szczepionki jednodawkowej" co najmniej dwa tygodnie przed powrotem do pracy. Do działu kadr Met trzeba dostarczyć dowód na pełne zaszczepienie "tak szybko, jak to możliwe".
Ale co się stanie z tymi, którzy nie chcą przyjąć szczepionki? Tu władze opery mówią zdecydowanie: "Pracownicy, którzy nie będą przestrzegać regulacji, mogą podlegać postępowaniu dyscyplinarnemu, włącznie z rozwiązaniem stosunku pracy. Jedyne możliwe zwolnienia z obowiązku zaszczepienia dotyczą pracowników, którzy ze względu na dopuszczalną niepełnosprawność lub szczere przekonania religijne nie mogą zostać zaszczepieni". Dyrekcja wyszczególnia w liście, że "szczepienie jest zalecane, ale nie jest obowiązkowe dla członków chóru dziecięcego".
Warunki przyjmowania szczepień są również bardzo jasno określone: "pracownicy (zatrudnieni na etacie lub na godziny) będą mieli prawo do maksymalnie czterech godzin płatnego urlopu na przyjęcie każdej dawki szczepionki otrzymanej w godzinach pracy". I to nie wszystkie decyzje dyrekcji Met w sprawie szczepień. "Cała publiczność, a także inni odwiedzający gmach nowojorskiej opery również muszą być zaszczepieni zgodnie z tą polityką" - podkreśla Gelb. Oficjalnie Met ma rozpocząć nowy sezon artystyczny we wrześniu. --MD
"Wiener Zeitung", Deutsche Welle
Katharina Wagner reformuje
Takie deklaracje w szacownym Bayreuth oznaczają rewolucję. Dyrektorka Festiwalu Wagnerowskiego Katharina Wagner zapowiedziała, że statut Fundacji Richarda Wagnera zostanie zrewidowany. Zarząd Fundacji postanowił powołać specjalną grupę roboczą do przeprowadzenia tych zmian. Niemniej prawnuczka Wagnera nie sprecyzowała, co to dokładnie oznacza i jakimi kwestiami grupa robocza powinna się zajmować. Przypomnijmy: federalna minister ds. kultury Monika Grütters z CDU oświadczyła na przełomie roku, że chce większego wpływu władz centralnych na decyzje na Zielonym Wzgórzu: "Chodzi mi o to, żeby w Bayreuth istniały rozsądne, przejrzyste i skuteczne struktury zarządzania". Fundacja Richarda Wagnera, która istnieje od 1973 roku, jest właścicielem teatru festiwalowego, a także wybiera dyrektora festiwalu.
Tegoroczny Festiwal Wagnerowski ma ruszyć 25 lipca. W teatrze może być zajętych nieco ponad 900 z 2000 miejsc. Imprezę zainauguruje premiera opery Holender Tułacz. Mimo trudnej sytuacji pandemicznej Katharina Wagner zachowuje optymizm: "Możemy spodziewać się łącznie 25 wydarzeń w Festspielhaus i poza nim, a także opery dla dzieci. Nie zabraknie formatów cyfrowych, które uzupełnią działania festiwalowe [...]. Naszym głównym celem jest jednak przeżywanie występów w Festspielhaus wraz z publicznością".
Interesującym doświadczeniem będzie z pewnością "Ring 2021", czyli Pierścień Nibelunga zaprezentowany w trzech częściach, bez Walkirii. Projekt zostanie zrealizowany przez artystów wizualnych i performerów poza teatrem festiwalowym. "Zależało nam na tym, aby zaprezentować Pierścień publiczności w innej formie, rozwijać go w różnych kierunkach artystycznych i uczynić z niego nowe doświadczenie" - stwierdziła Wagner. Nie ukrywa jednocześnie, że "pandemia zmieniła Bayreuth": "W ubiegłym roku bolesne dla wszystkich było odwołanie festiwalu, ale otrzymaliśmy też liczne dowody wsparcia i zachęty ze strony naszej publiczności w postaci darowizn. W tym roku mamy nadzieję na wyjątkowe spotkania na żywo, których tak bardzo brakowało artystom [...]. Plany artystyczne opracowaliśmy do 2026 roku. Robię wszystko, aby festiwal stał na wysokim poziomie artystycznym i jednocześnie działał w "rozsądnych" ramach ekonomicznych". --MD, MAK