#10 2022 rok LXVI
Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku
Redaktor naczelny
Daniel Cichy
Redaktorka prowadząca Dominika Micał
Sekretarz redakcji
Maciej Kucharski
maciej_kucharski@pwm.com.pl
Zastępca redaktora naczelnego festiwale, koncerty
Krzysztof Stefański
krzysztof_stefanski@pwm.com.pl
Swoboda ruchu, muzyka dawna
Karolina Kolinek-Siechowicz
karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.pl
Swoboda ruchu, muzyka współczesna
Dominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl
Wydawnictwa
Michał Mendyk
michal_mendyk@pwm.com.pl
Teatr muzyczny
Jacek Marczyński
Redaktorzy seniorzy
Józef Kański, Olgierd Pisarenko
Sekretariat
Katarzyna Dubiel
redakcja@ruchmuzyczny.pl
Dyrektor artystyczny
projekt graficzny
Marek Knap
marek.knap@asp.waw.pl
Studio graficzne
Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)
Redakcja i korekta
Maria Konopka-Wichrowska
Internet
Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl
Wydawca
Polskie Wydawnictwo Muzyczne
al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków
Oddział w Warszawie
ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa
pwm@pwm.com.pl
Druk
Drukarnia Akapit sp. z o.o., Lublin
Nakład: 1200 egz.
Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.
Za treść reklam redakcja nie odpowiada.
Redakcja czynna od godz. 10.00 do 15.00
Adres
ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa
tel.: +48 885 860 332
email: redakcja@ruchmuzyczny.pl
www.ruchmuzyczny.pl
ruchmuzyczny
ruchmuzyczny
Ruch Muzyczny
"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych
informacje na www.defacto.org.pl
Ikonki: www.flaticon.com/freepick
Na okładce Aleksandra Kurzak, fot. Łukasz Rajchert/dzięki uprzejmości Agencji Artystycznej Pro Musica
Ikonki: www.flaticon.com/freepick
OD REDAKCJI
SZTUCZNA SZTUKA
Dominika Micał
Fot. archiwum prywatne
O tym, że składanie dźwięków jest domeną nie tylko ludzi, przekonujemy się na każdym kroku. Ostatnio z uwagą przysłuchiwaliśmy się brzmieniom przyrody: ptaków, wielorybów, owadów. Wiemy, że nawet rośliny (co prawda w szczególnym sensie) reagują na dźwięki. A co z królestwem maszyn? Światem podobno nienaturalnym? Kiedy kilka numerów temu (#4/2022) Michał Górczyński opowiadał o swoim improwizowaniu z robotami, o tym, w jaki sposób muzykowanie z maszynami rzuca wyzwanie naszym przyzwyczajeniom, przekonaniom i obawom, nie mógł wiedzieć, że właśnie szykujemy się do podjęcia tego tematu na naszych łamach.
Z jakich powodów zaprzęgnięto maszyny do komponowania muzyki? W jaki sposób działo się to w samych początkach, kiedy komputery zajmowały sporo przestrzeni, a jak odbywa się teraz, w czasach układów scalonych, wielkich mocy obliczeniowych i internetu? Czy podejście słuchaczy do twórczości maszyn się zmieniło? I czy to rzeczywiście ich muzyka, skoro to ludzie piszą algorytmy, a potem karmią je bibliotekami najzupełniej ludzkich utworów? Kto jest autorem? Liczne i bardzo różne przykłady ludzko-komputerowej współpracy nad wytwarzaniem kompozycji przywołuje w panoramicznym spojrzeniu Wioleta Żochowska. Rzadko jeszcze maszyny traktowane są po partnersku, zazwyczaj służą ludziom, którzy je tworzą. Szukanie dróg skutecznego zastosowania technologii w muzyce jedną z głównych dziedzin swojej działalności uczynił Rafał Zapała. Opowiada o niej w obszernej rozmowie z Wojtkiem Krzyżanowskim. A czy maszyna może wskrzesić zmarłego? Co powiedziałby Beethoven o "swojej" X Symfonii, którą próbowano dokończyć za pomocą SI, nauczonej podobno jego stylu? Kto tu komu służy - Beethoven komputerom, komputery Beethovenowi czy Beethoven i komputery współczesnym eksperymentatorom?
Podobno wiedza o tym, że dany utwór nie został napisany przez człowieka, tylko wygenerował go algorytm, zmienia odbiór słuchaczy. W czym problem? Przecież "sztuka" ma ten sam źródłosłów, co "sztuczny". Na dodatek do znaczeń tego słowa przez wieki należały, jak podaje Krystyna Długosz-Kurczabowa w Wielkim słowniku etymologiczno-historycznym języka polskiego (PWN, Warszawa 2008): "umiejętność wytwarzania czegoś według pewnych reguł" oraz "wiedza potrzebna do wytwarzania poszczególnych egzemplarzy, jednostek". To przecież jedna z uproszczonych definicji algorytmu. Skąd więc w nas ten opór? Może stąd, że wbrew brzmieniu, "komputer" i "komponowanie" wspólnego korzenia nie mają, a my często nadal wyznajemy XIX-wieczną, romantyczną wizję twórcy zaangażowanego w swoje dzieło, deponującego coś nieuchwytnego, najgłębszego, nawet podświadomego - arcyludzkiego.
Jeden z niestety licznego grona artystów, których żegnamy w tym numerze #, próbował niegdyś zautomatyzować część procesu twórczego. Harrison Birtwistle korzystał z wygenerowanych przez znajomego informatyka ciągów losowych liczb i prekompozycyjnych tabel. Kiedy jednak nie pasował mu wynik zarządzonego przecież przez niego samego procesu - zmieniał dźwięki na takie, jakie podpowiadały mu ucho i intuicja.
Kompozytor, gdy ma taki kaprys, postępuje wbrew własnym przepisom. A komputery? Kiedy świadomie nauczą się łamać zasady? I czy rzeczywiście tego chcemy?
Cytat numeru:
RATOWAĆ to, co jest do ratowania; POMAGAĆ, komu trzeba pomóc. Na dźwiękowe metafory będzie czas potem
--Rafał Zapała
AKTUALNOŚCI
KOMPOZYTOR FENOMENALNYAndrzej Korzyński (1940-2022)
Magda Miśka-Jackowska
Andrzej Korzyński w warszawskim mieszkaniu, maj 1975, fot. PAP/Wojciech Kryński
Nie wiedziałem, czy ja jestem dobry, ale wiedziałem na pewno, że on jest bardzo dobry" - powiedział Andrzej Żuławski o Andrzeju Korzyńskim po ich wspólnym debiucie filmowym. Andrzej Korzyński był dobry ponad swoje czasy. Historia okazała się kapryśna - największe uznanie zdobył w ostatnim okresie życia, dzięki wydającym wreszcie jego muzykę Finders Keepers i GAD Records. Zdążył się jeszcze tym nacieszyć. Cechowały go wielkie poczucie humoru i absolutna powaga w podejściu do rozrywki - tej lekceważąco traktowanej dziedziny sztuki. Bo czy to tak trudno być popularnym?
Tylko że tania popularność jest krótkotrwała, a ta, którą zdobył Korzyński, nie jest obliczona na jeden sezon. Czy to w polskiej piosence (Kochać Szczepanika, Domek bez adresu Niemena, Do łezki łezka Rodowicz), w kinie (Akademia Pana Kleksa, Wielki Szu), czy w telewizji (Doktor z alpejskiej wioski, Janka). A był przecież jeszcze Korzyński puszczający do nas oko - ten, który wymyśla i ożywia Franka Kimono. I ten Wajdy z Człowieka z żelaza, o którym reżyser z czułością mówił, że "przynosi jego filmom sukces".
Nie rozpychał się - podkreślał, że muzyka filmowa jest jak guzik w garniturze uszytym przez kogoś innego. Potrafił znakomicie odpowiadać na potrzeby twórców. Wajdzie dał swoimi elektronicznymi kompozycjami świeżość, Diabłu Andrzeja Żuławskiego drapieżność i eksperyment, który zachwycił Europę. Krzysztofowi Gradowskiemu w swoim ulubionym modelu harmoniczno-melodycznym stworzył baśniowy świat Pana Kleksa. Miał ogromną wyobraźnię dźwiękową, sprawność, którą napędziły lata pisania dla estrady i klasyczny, świetny warsztat. Jednak to intuicja zrobiła z niego kompozytora fenomenalnego. Opowiadał, że gdy pisze się dla filmu, muzyka musi być nie o tym, co widać, a o tym, co dzieje się w duszy bohatera. Tę samą zasadę stosował w piosenkach - kochał swoich wykonawców.
Dotąd kończyłam swoje akademickie wykłady o nim słowami, że "wciąż jest". Od 18 kwietnia tego roku musi się to zmienić. Ale on znowu wyprzedza czas. W miesiącu, w którym odchodzi, ukazuje się płyta z muzyką do Kochaj albo rzuć - premiera po 45 latach! A w telefonie znajduję wiadomość od studenta, który nie miał prawa odkryć Korzyńskiego w telewizji czy radiu: "Cieszę się, że poznałem go na naszych zajęciach. Dziękuję".
Harrison Birtwistle (1934-2022)
18 kwietnia 2022 roku odszedł Harrison Birtwistle. W 1952 roku zdobył stypendium w Royal Manchester College of Music, gdzie z między innymi Alexandrem Goehrem i Peterem Maxwellem Daviesem założyli awangardową New Music Manchester Group.
Jego muzyka - często agresywna i skomplikowana - bywa trudna w odbiorze. Doceniono ją jednak, przyznając twórcy Grawemeyer Award i Ernst von Siemens Music Prize. Za jego najważniejsze dzieło uważa się operę The Mask of Orpheus (1986). --Dominika Micał
pełna wersja tekstu na ruchmuzyczny.pl
Radu Lupu (1945-2022)
Muzyczny świat obiegła 17 kwietnia tragiczna wiadomość. Zmarł Radu Lupu, jeden z najwybitniejszych mistrzów klawiatury. Urodzony w 1945 roku, rumuński geniusz przez lata imponował i zachwycał nadludzką zdolnością wydobywania z instrumentu niespotykanych barw i odcieni.
Zawsze koncentrował się na wykonawstwie samym w sobie. Chcąc osiągnąć wewnętrzny spokój, rezygnował z wywiadów, izolował się od świata. To pozwalało mu uzyskiwać spektakularne brzmieniowe efekty, nieosiągalne dla większości pianistów jego generacji. Na każdym swoim recitalu kompletnie zatapiał się w muzyce i oferował słuchaczom natchnione kreacje, pełne kolorystycznych smaczków i barwowych detali. Każdy akord i każde współbrzmienie pod palcami Radu Lupu nabierały muzycznej głębi. Potrafił hipnotyzować i oczarowywać nawet w tych fragmentach utworów, które nie wymagają od pianisty większego zaangażowania.
--Dariusz Marciniszyn
Nicholas Angelich(1970-2022)
Nicholas Angelich, amerykański pianista o słowiańsko-bałkańskim rodowodzie, zmarł 18 kwietnia w Paryżu.
Gdy 10 lat temu pojawił się po raz pierwszy na festiwalu Chopin i jego Europa, był jednym z najbardziej oczekiwanych artystów. Nie zawiódł: o takich momentach powiada się, że "zapadają w pamięć", ale w gruncie rzeczy tworzą pamięć. Tworzą historię - nie tylko tego festiwalu, lecz także życia muzycznego i naszego. Angelich grał wtedy I Koncert Brahmsa - z właściwą sobie spontanicznością, wyrafinowaniem i wysublimowaniem intelektualnym, zarazem w najintymnniejszym zespoleniu z duchem muzyki, jakby doświadczając uobecnienia kompozytora w dziele. Po pięciu latach przybył z recitalem: z Schumannem, Beethovenem i, rzecz jasna, Brahmsem. Bo to Brahms był dla niego zawsze kwintesencją muzyki. Ale pianista nie był w swych muzycznych wyborach monotematyczny: grał natchnionego Bacha, odnajdywał nieomylnie ścieżkę do szlachetnej prostoty Mozarta. Nie usłyszymy już na żadnej estradzie jego Schumanna ani Chopina, wobec którego żywił mieszaninę podziwu, szacunku i ostrożności. Miał 51 lat. --Andrzej Sułek
Muzyka to WIĘCEJ niż nuty
ruchmuzyczny.pl,
chopin.edu.pl
Fot. Mateusz Żaboklicki/UMFC
Gdy w 2015 roku Krystian Zimerman otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, laudację wygłaszał Piotr Paleczny. Teraz role się odwróciły.
Wybitny pianista, pedagog UMFC i laureat VIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina otrzymał honorowy doktorat swojej Alma Mater decyzją senatu z 6 marca 2022 roku. W uzasadnieniu podkreślano między innymi działalność propagatorską na rzecz muzyki polskiej oraz zasługi dla uczelni. Jest to już 30 tytuł honorowego doktora przyznany przez UMFC.
W laudacji Krystian Zimerman zaznaczył, że Piotr Paleczny należy do największych absolwentów warszawskiej uczelni, a jego sukcesy zapewniają mu miejsce w panteonie polskich pianistów. Charakteryzując pianistykę Palecznego, zwrócił uwagę na interpretację. Mówił, że marzeniem każdego wykonawcy jest dotarcie do duszy słuchacza. Muzyka to przecież znacznie więcej niż zapis nutowy, właściwie nie jest dźwiękiem, lecz tylko posługuje się nim, aby wypełnić czas i nasycić go emocjami. Przywołał słowa Witolda Lutosławskiego, który zapytany o szczegóły wykonawcze Koncertu fortepianowego, miał odpowiedzieć: "Dlaczego mnie o to pytasz? Ja go tylko napisałem".
Przyjmując wyróżnienie, Piotr Paleczny nie ukrywał wzruszenia. Zaznaczył, że ten dzień nigdy by nie nadszedł, gdyby nie trzy postaci: Maria Kowalska, jego nauczycielka ze szkoły muzycznej w Rybniku, która sprawiła, że pokochał muzykę, Karol Szafranek, współzałożyciel tej szkoły, od którego otrzymał rodzaj kręgosłupa artystycznego, a także profesor Jan Ekier, dzięki któremu osiągnął artystyczną dojrzałość i pogłębił swoje interpretacje. Paleczny zwrócił się także do studentów. Zauważył, że dziś, inaczej niż było w jego młodości, mają oni różne możliwości uczestnictwa w kursach mistrzowskich, co wzbogaca, ale i stwarza dylemat, czyimi wskazówkami się kierować. Profesor stwierdził, że studia powinny służyć określeniu indywidualności, a najważniejsza u artysty jest osobowość. Należy uniknąć sytuacji, w której większość pianistów gra podobnie i zachować indywidualizm, nawet jeśli nie byłby on w zgodzie z obowiązującą tradycją. "Pokaż mi, jak różni są twoi studenci, a powiem ci, jak dobrym jesteś pedagogiem" - tą maksymą miał się kierować w swojej pracy pedagogicznej. --KS
Wieniawski nadchodzi
wieniawski.pl
Wiemy już, kto stanie w szranki Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego. Z 224 muzyków z 34 krajów wybrano 41. Wśród zakwalifikowanych znalazło się 9 osób z Niemiec, 7 z Polski, 5 ze Stanów Zjednocznonych, 4 z Korei Południowej, po 3 z Chin i z Japonii, a także reprezentanci Austrii, Belgii, Francji, Holandii, Kazachstanu i Szwajcarii. O takim wyborze zdecydowało jury: Augustin Dumay (przewodniczący), Daniel Stabrawa (wiceprzewodniczący) i Madeleine Carruzzo.
Eliminacje z uwagi na pandemię COVID-19 odbyły się na podstawie przesłanych nagrań. Kandydatki i kandydaci musieli wykonać cztery utwory wybrane z programu preselekcyjnego. "Po wysłuchaniu młodych skrzypków, chętnych do wzięcia udziału w kolejnym Konkursie Wieniawskiego, jestem pod wielkim wrażeniem wyjątkowo wysokiego poziomu ogólnego, a przede wszystkim faktu pojawienia się grupy wybitnych muzycznych osobowości. Tegoroczny Konkurs Wieniawskiego zapowiada się naprawdę emocjonująco" - stwierdził Augustin Dumay.
Organizowane od 1935 roku Konkursy Wieniawskiego są jednymi z najstarszych i najbardziej prestiżowych na świecie. Odbywają się w cyklu pięcioletnim, ale XVI - zaplanowany zgodnie z ustaloną tradycją na październik zeszłego roku - ustąpił miejsca przełożonemu z powodu pandemii Konkursowi Chopinowskiemu. Inaugurację uświetnią zwyciężczyni poprzednich zmagań Weriko Czumburidze oraz Orkiestra Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Andrzeja Boreyki. Koncert będzie miał miejsce 7 października w Auli Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Przesłuchania konkursowe ruszą dzień później.
--MAK, MC
Skrzypaczka Młodym Muzykiem Roku
nimit.pl
Milena Pioruńska zdystansowała pięcioro rywali w finale tegorocznego konkursu organizowanego przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz TVP - 2 maja w Filharmonii Narodowej została ogłoszona Młodym Muzykiem Roku 2022. Artystka jest uczennicą Poznańskiej Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej II st. im. Mieczysława Karłowicza. Gra na skrzypcach od 5 roku życia, a jako solistka wystąpiła na ponad 150 koncertach, między innymi z Orkiestrą Symfoniczną Węgierskiego Radia w Sali Koncertowej Akademii Muzycznej Ferenca Liszta w Budapeszcie oraz w telewizyjnym muzycznym talent show Wirtuozi V4+. Wzięła udział w przeszło 30 ogólnopolskich i międzynarodowych konkursach skrzypcowych. W finale o nagrodę główną walczyli również: Józef Wajdzik, akordeon (Zespół Szkół Muzycznych w Poznaniu), Małgorzata Cieszko, obój (Zespół Państwowych Szkół Muzycznych im. S. Moniuszki w Bielsku-Białej), Paweł Libront, klarnet (Państwowy Zespół Szkół Muzycznych im. A. Rubinsteina w Bydgoszczy), Krzysztof Wierciński, fortepian (Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna II st. im. Z. Brzewskiego w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych nr 1 w Warszawie). Uczestników konkursu oceniało jury w składzie: Alicja Kieruzalska, Dawid Runtz, Marek Bracha (przewodniczący). Młody Muzyk Roku to ogólnopolski konkurs organizowany co dwa lata. Skierowany jest do najzdolniejszych uczniów średnich szkół muzycznych i ma zachęcać młodych ludzi do doskonalenia umiejętności gry na instrumentach. --MC, MAK
Gdzie jest czarny neseser?
pap.pl
Polskie Radio ogłosiło akcję poszukiwania zaginionego zbioru płyt. W Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Władysława Szpilmana w Warszawie, na początku maja, odbyła się prezentacja albumu Kolekcja płyt gramofonowych z września 1939 roku.
Niedługo po wybuchu wojny część płyt wyniósł z siedziby Radia, w czarnym neseserze, Mirosław Panufnik. Dyrektor Archiwum Polskiego Radia Elżbieta Berus-Tomaszewska przypomniała, że na zaginionych płytach znajdują się między innymi "przemówienia Stefana Starzyńskiego, które wygłaszał po 17 września". "Wiemy, że zbiór ten przetrwał wojnę, ponieważ na wydziale historycznym w latach sześćdziesiątych udało się odtworzyć płytę przyniesioną przez studenta, na której właśnie nagrane było przemówienie z 23 września 1939 roku" - stwierdziła.
W Polskim Radiu było wówczas ponad 9 tysięcy płyt - tak zwanych metalofonów. W ostatnich dniach września, tuż przed kapitulacją Warszawy, dyrektor Radia Edmund Rudnicki wydał polecenie ukrycia płyt nagranych już po niemieckiej agresji. Pracownicy rozgłośni podzielili zbiór na trzy części. Jedną wyniósł podpułkownik Wacław Lipiński. Druga część, którą uratował Eugeniusz Domachowski, przekazana została amerykańskiemu korespondentowi w celu wywiezienia za granicę. Do tego nie doszło, zostały ukryte przez państwa Olszewskich w podziemiach sklepu przy ul. Marszałkowskiej. Pod koniec lat siedemdziesiątych rozpoczęły się poszukiwania, zakończone połowicznym sukcesem. Odzyskano zbiór zachowany dzięki Domachowskiemu oraz ten, którym zaopiekował się ppłk. Lipiński. Do Radia wróciły 93 płyty. Te, które wyniósł Mirosław Panufnik, najprawdopodobniej zostały rozszabrowane na przełomie lat 1944 i 1945. Radio nie traci nadziei, że uda się je odzyskać. --MAK
Nie wierzę w ani jedno słowo Putina
"Diapason"
"Daniel Barenboim, obchodzący w tym roku 80 urodziny, jest jednym z tych muzyków, którzy zawsze pozostają w służbie dialogu między narodami i kulturami" - czytamy w miesięczniku "Diapason". W majowym numerze znalazła się rozmowa z artystą, która dotyczy między innymi wojny w Ukrainie.
Barenboim odniósł się do bojkotu rosyjskich artystów: "W Polsce zakazana jest nawet muzyka rosyjska. Zaprzyjaźniony dyrygent nie mógł niedawno poprowadzić tam III Symfonii D-dur op. 29 Czajkowskiego o podtytule "Polska". Zabronienie mu tego jest po prostu groteskowe. Pójdę nawet dalej: ten głupi zakaz jest rosyjskiemu rządowi bardzo na rękę" - mówi Barenboim i dodaje: "[...] moja żona, szwagierka, synowa są Rosjankami [...]. Mój dziadek, którego znałem, pochodził z Odessy. Moi przodkowie ze strony matki byli Białorusinami. Wielu Rosjan myśli jak większość Europejczyków i zdecydowanie potępia agresję, której jesteśmy świadkami [...]. Tysiące ludzi umiera teraz z powodu dumy i żądzy władzy jednego człowieka. Nie wierzę w ani jedno słowo z retoryki Putina o wskrzeszeniu wielkiego imperium rosyjskiego". --MD, MAK
Ukraińska muzyka nie zamilknie
gov.pl, rp.pl
Kijowska Orkiestra Symfoniczna, dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz polskich instytucji kultury, znalazła u nas nie tylko schronienie, lecz także warunki do pracy i prób, które umożliwiły przygotowanie się do trasy koncertowej w Polsce i w Niemczech. Na przełomie maja i czerwca do Polski przyjadą dwa kolejne zespoły - Młodzieżowa Akademicka Orkiestra Symfoniczna Ukrainy Słobożański z Charkowa oraz Narodowy Zespół Pieśni i Tańca Ukrainy im. Grigorija Wierowki z Kijowa. One również dostaną pomoc w przygotowaniu się do swoich tournées. Czwartym projektem wspieranym przez MKiDN jest tworzona przez Teatr Wielki - Operę Narodową, we współpracy z Metropolitan Opera w Nowym Jorku, Ukrainian Freedom Orchestra. Zagrają w niej artyści z kilkunastu instytucji muzycznych Kijowa, Lwowa, Charkowa i Odessy, w tym z Narodowej Orkiestry Symfonicznej Ukrainy. Ukraińskie władze udzieliły specjalnego zezwolenia na udział w przedsięwzięciu mężczyznom w wieku poborowym. Koncertmistrzem zespołu został skrzypek Marko Komko z Opery Królewskiej w Sztokholmie. Ukrainian Freedom Orchestra będzie odbywać próby w Polsce od 18 lipca. Przed publicznością zadebiutuje 10 dni później w Operze Narodowej. Trasa zespołu powiedzie potem do Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Holandii i USA. Obejmuje ona występy na największych letnich festiwalach Europy - Chorégies d'Orange, Edinburgh International Festival czy BBC Proms oraz w prestiżowych salach Concertgebouw w Amsterdamie czy Elbphilharmonie w Hamburgu. W USA muzycy zagrają dwukrotnie w Lincoln Center w Nowym Jorku oraz w Kennedy Center w Waszyngtonie. "Europejskie i światowe tournée ukraińskich muzyków to wyraz sprzeciwu wobec zła, które za sprawą Federacji Rosyjskiej dzieje się obecnie na terytorium Ukrainy, i uświadomienie ogromu tego zła Zachodowi, ale także ważny przekaz o mocy kultury" - czytamy na stronach gov.pl. --MAK