Ruch Muzyczny nr 10/2021 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

5.90 zł
4.90 zł (5,02 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#10 2021 rok LXV

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyDaniel Cichy

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Festiwale, koncerty

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.pl

Muzyka dawna

Karolina Kolinek-Siechowicz

karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.pl

Muzyka współczesna, książki, płyty

Adam Suprynowicz

adam_suprynowicz@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Redaktorzy seniorzy

Józef Kański

Olgierd Pisarenko

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a,

31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Fredry 8,

00-097 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.

Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Redakcja czynna od godz. 10.00 do 15.00

Adres

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

Ruch Muzyczny

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Na okładce ilustracja Piotra Pietrzaka

OD REDAKCJI

MIEJSCE WAŻNYCH SPOTKAŃ

Daniel Cichy

Fot. Bartek Barczyk / PWM

Kilka lat temu rozmawiałem o "Ruchu Muzycznym" z prof. Mieczysławem Tomaszewskim, wybitnym muzykologiem, legendarnym szefem Polskiego Wydawnictwa Muzycznego, który w drugiej połowie lat pięćdziesiątych po kilkuletniej przerwie wznowił i otoczył opieką redaktorską wydawanie pisma w krakowskiej oficynie. Obok refleksji na temat istotności periodyku i ogromnej roli, jaką w środowisku odgrywał, uroczych anegdot o ikonicznych autorach i fenomenalnych redaktorach, wspomnień namiętnych estetycznych debat i kluczowych tekstów, wreszcie wyrażenia tęsknoty za dawną krytyką muzyczną, życzenia powrotu magazynu do PWM i ustabilizowania jego sytuacji wydawniczej, prof. Tomaszewski wyjawił, że jednym z zarzutów, z którymi się wówczas spotykał, była zbyt duża koncentracja pisma na muzyce współczesnej.

Przeglądając numery # z tamtych lat, trudno nie pozbyć się wrażenia, że dźwiękowa współczesność silnie rezonowała na łamach pisma. Rozmowy z kompozytorami, nierzadko zahaczające o formułowanie artystycznych manifestów, wnikliwe omawianie przez twórców najnowszych partytur, do tego znakomite teksty analityczne z przykładami nutowymi (sic!), solidna dokumentacja życia muzycznego z gorącymi recenzjami i gwałtownymi polemikami, które kiedyś obchodziły sporą część czytelników i były dyskutowane w filharmonicznych foyer i na uczelnianych korytarzach. Ale przecież # dawał także pole do dyskusji nad rodzącą się modą na wykonawstwo muzyki dawnej, pisano o repertuarowym mainstreamie i odcieniach kolejnych interpretacji żelaznych hitów, zachwycano się operowym przepychem i obrażano na reżyserskie wizje, donoszono o wydawnictwach, prowadzono rozmowy na temat muzycznej edukacji. Słowem zajmowano się tym, co w świecie muzycznym ważne i ciekawe.

Dziś możemy powiedzieć, że # kontynuuje wyznaczoną przez poprzedników linię, jest pismem środka w dobrym tego słowa znaczeniu, demokratyczną przestrzenią, w której na równych prawach współistnieje wypowiedź o żmudnym procesie dochodzenia do historycznej prawdy w odtwarzaniu dawnych partytur z recenzją progresywnego dzieła z pogranicza muzyki eksperymentalnej oraz improwizowanej aktywności perfomatywnej. Przeczytamy rozmowę z wybitną śpiewaczką, która uwielbia barokowe koloratury, ale i kompozytorką, która proponuje muzykę zaangażowaną w społeczny dyskurs.

I właśnie koegzystencja przeszłości z teraźniejszością, konwencji z modernizmem, tradycji z awangardą jest myślą przewodnią tego numeru. Ciekawie jest przeczytać, jak na twórczość, którą wciąż określa się jako muzykę współczesną, choć powstała ponad pół wieku temu, patrzy Krzysztof Meyer, kompozytor uchodzący za nestora niezwykle świadomego dokonań poprzedników. Ignacy Zalewski z kolei, reprezentant młodego pokolenia twórców, próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak odnaleźć własną drogę, korzystając z dźwiękowego świadectwa czasów minionych i nie być posądzonym o epigonizm. O możliwych i zaprzepaszczonych renesansach spuścizny twórców zapomnianych, często głęboko zanurzonych w tradycji i odstawionych na bocznicę historii muzyki przez wyznawców idei postępu, Marcinowi Majchrowskiemu opowiada Marcin Gmys. A przecież to dialogowanie odbija się w niemal każdej szpacie bieżącego numeru # . Bo pismo karmi się tym, co przynosi muzyczna codzienność, żyje ze złożoności artystycznego świata, daje głos artystom, którzy służą sztuce różnych epok, pyta o diagnozy badaczy, penetrujących rozmaite obszary muzycznej aktywności.

I jeszcze jedno - podobnie jak zaskakująca może być muzyka, jak zawsze otwarta na nowe zjawiska winna być redakcja wraz z zastępem autorów, tak # nie jest projektem zamkniętym, a jego obecny kształt docelowym. Rewolucyjne zmiany, które pod kierunkiem Piotra Matwiejczuka zaszły w piśmie na przełomie lat 2019 i 2020, przyniosły potrzebny nam wszystkim oddech i poczucie, że oto magazyn nawet w tak trudnych czytelniczo czasach może stać się miejscem interesujących spotkań i ciekawych dyskusji. Że o muzyce warto rozmawiać, a poruszającym środowisko muzyczne zagadnieniom trzeba się przyglądać. I za tę determinację w redefiniowaniu # chcę Piotrowi i zespołowi redakcyjnemu podziękować, jednocześnie zapewniając czytelników, że wciąż będziemy trzymać rękę na muzycznym pulsie, w tempie presto poruszać istotne kwestie i w sposób rzetelny akompaniować artystom tworzącym świat lepszy niż ten, który nas otacza.

Cytat numeru:

W stałość postawy POSZUKIWAWCZEJ, zwróconej w kierunku nowości, a wpisanej w ideał bycia modernistą, wdrukował się - przez tę stałość właśnie - pewien KONSERWATYZM

--Ignacy Zalewski

AKTUALNOŚCI

Kazimierz Kord (1930-2021)

Grzegorz Michalski

Fot. Krzysztof Wojciechowski/dzięki uprzejmości Filharmonii Narodowej

Po wielkim artyście zostaje jego dzieło. Jednak wraz z Kazimierzem Kordem odszedł być może "ostatni, co tak poloneza wodził". Jego skromność przerastała wielkość kariery i zawodowej pozycji, jaką osiągnął w świecie. Nie lubił, nie umiał mówić o sobie, dobrze wiedział, ile potrafi, ale wciąż porównywał własne osiągnięcia z wyobrażeniem ideału, do którego dążył. Dlatego innym, zwłaszcza przyjaciołom muzykom i krytykom, zostawiał ocenę swych osiągnięć. Trudno było dowiedzieć się od niego, co ostatnio zrobił, gdzie i z jakim skutkiem dyrygował. Miałem wrażenie, że często obawiał się, iż samo wyliczenie miejsc i postaci, z którymi dane mu było pracować, zostanie odebrane jak przechwałka. Wolał milczeć. I chyba to właśnie jest główną przyczyną powszechnej u nas nieświadomości, z kim mieliśmy do czynienia. Drugim, pewnie nie mniej ważnym powodem niedocenienia był niefortunny czas, w którym osiągnął dojrzałość i możliwości tworzenia największych kreacji.

Silnie zapisały się w jego pamięci dramatyczne dzieciństwo w warunkach wojny, niedostatku i zagrożenia, niełatwe początki nauki w Krakowie, potem w Katowicach. Jednak już od momentu, gdy jako maturzysta podjął studia w Konserwatorium Leningradzkim, a następnie z dyplomem pianisty rozpoczął krótko trwającą naukę dyrygentury w Krakowie u Artura Malawskiego i Witolda Krzemieńskiego - z perspektywy lat oceniał swoje życie jako pasmo wydarzeń szczęśliwych. Jak powie potem, nigdy nie planował kariery, ale robił to, co było możliwe w danym czasie i co potrafił wykonać najlepiej. Zatem dyrygował - stworzonym przez siebie zespołem kolegów, potem chórem w krakowskim Teatrze Muzycznym i Operze Warszawskiej, wreszcie dostał pierwsze szefostwo - w Miejskim Teatrze Muzycznym w Krakowie. Ciekawe, że wtedy właśnie stworzył spektakle, które zapamiętał jako osiągnięcia wybitne, budujące jego osobowość i wiarę w siebie. Także karierę - to stąd wyruszył w znaczoną największymi sukcesami drogę do teatrów i orkiestr w Amsterdamie, Düsseldorfie, Katowicach (WOSPRiTV), Londynie, Monachium, Tokio, Toronto, w końcu do nowojorskiej Metropolitan Opera. Zaproszenia sypały się z całego świata jak z rogu obfitości. Kilka z wizytowanych zespołów chciało mieć Korda jako swego dyrygenta - przyjął, i to na krótko, tylko jedną propozycję: od orkiestry Süddeutsche Rundfunk w Baden-Baden. Najbardziej kusząca była jednak oferta Met - kilkadziesiąt prowadzonych tam spektakli, chociażby historyczna premiera Borysa Godunowa na otwarcie sezonu 1977 roku, zaowocowało ofertą stałej współpracy. Ale wtedy właśnie Kazimierz Kord przyjął szefostwo Filharmonii Narodowej w Warszawie i uznał za niemożliwe odpowiedzialne prowadzenie dwóch placówek. W Warszawie został praktycznie do końca swojej kariery.

Miałem okazję bliżej go poznać w okresie warszawskim, kiedy poprosił mnie o współpracę przy przygotowywaniu programu Narodowej. Życzyłbym każdemu muzykowi takiego utalentowanego, lojalnego i odważnego szefa. Najważniejsza była dla niego praca z orkiestrą - kształtowanie jej brzmienia, sprawności, zdolności rozumienia muzyki, serdeczności we wzajemnych relacjach. Punktem newralgicznym w planowaniu każdego sezonu była obsada zapraszanych dyrygentów i solistów - zobaczyłem wówczas Kazimierza Korda wolnego od zawiści, chęci rywalizacji, spragnionego wielkich artystycznych przeżyć. Sam był najsilniejszą podporą - zarówno w sprawach programowych, jak i w prowadzeniu tej skomplikowanej instytucji. Pracował szybko i zawsze w największym napięciu. Dziś wiem, że nie mogło być inaczej, gdyż wyznawał zasadę, iż "artyści są kapłanami piękna i muszą zawsze realizować to powołanie. Jeżeli tracą tę zdolność, odchodzą od sztuki".

Kazimierz Kord odszedł od nas 29 kwietnia 2021 roku w wieku 90 lat - na szczęście zostały niezliczone nagrania...

Artysta i jego uprawnienia

gov.pl

Projekt ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego trafił do konsultacji międzyresortowych i publicznych. Według Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu "ustawa cywilizuje warunki pracy artystycznej oraz zapewnia najsłabiej zarabiającym twórcom minimum bezpieczeństwa socjalnego w postaci dostępu do ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych".

Jak czytamy na stronach gov.pl, "koszty projektowanych rozwiązań nie obciążą podatnika, ponieważ będą finansowane z wpływów z tzw. opłaty reprograficznej i opłaty od czystych nośników (tzw. rekompensata na rzecz uczciwej kultury) uiszczanej przez producentów i importerów sprzętu elektronicznego". Ministerstwo podkreśla, że taka rekompensata od wielu lat funkcjonuje już w większości krajów europejskich, m.in. w Niemczech, we Francji, Włoszech i na Węgrzech, a projekt ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego jest odpowiedzią na postulaty zgłaszane od wielu lat przez środowisko. Według danych MKDNiS 60% polskich artystów znajduje się w trudnym położeniu (zarobki poniżej średniej krajowej), zaś 30% w bardzo trudnym (zarobki poniżej płacy minimalnej, przy konieczności samodzielnego opłacania składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne). Tylko niecałe 7% artystów można zaliczyć do osób względnie zamożnych. Ponadto większość, bo aż 54% twórców pracuje w ramach umowy o dzieło, 30% działa bez żadnej umowy, a jedynie ok. 14% może liczyć na umowę o pracę na czas nieokreślony. Niestabilność zatrudnienia i niskie zarobki powodują, że artyści w Polsce żyją poza systemem ubezpieczeń społecznych. Prawie połowa z nich nie ma żadnego tytułu do ubezpieczenia zdrowotnego. Twórców nie stać na odprowadzanie składek emerytalnych, więc w stosownym czasie nie przysługuje im emerytura. Według projektu ustawy każdej osobie profesjonalnie wykonującej działalność artystyczną (żyjącej z działalności artystycznej), która udokumentuje swój dorobek lub potwierdzi, że jest absolwentem studiów drugiego stopnia uczelni artystycznej, przysługiwać będą określone w ustawie uprawnienia, w tym możliwość uzyskania wsparcia w okresach braku lub znacznego obniżenia dochodów.

W zamierzeniu projektodawców koszty tworzonego systemu będą pokrywane przede wszystkim z części wpływów z tak zwanej opłaty reprograficznej i opłaty od czystych nośników pobieranej od większej liczby urządzeń niż obecnie (w szczególności od urządzeń nowoczesnych), między innymi komputerów, tabletów, pamięci elektronicznych oraz dysków twardych. Takie rozwiązania są obecnie stosowane w większości krajów europejskich. Część wpływów z opłaty będzie nadal przekazywana twórcom za pośrednictwem Organizacji Zbiorowego Zarządzania Prawami Autorskimi, a część zasili utworzony ustawą Fundusz Wsparcia Artystów Zawodowych, którego głównym celem będzie finansowanie dopłat do ubezpieczeń społecznych artystów o najniższych dochodach. --MAK

POŻEGNANIE

Z głębokim smutkiem przyjęliśmy wiadomość, że ZMARŁ ojciec naszej redakcyjnej koleżanki Józef Kolinek 1955-2021Karolino, w tym trudnym czasie łączymy się z Tobą w bólu i zapewniamy o naszym wsparciu.

Józef Kolinek - pożegnanie

Adam Rozlach

Fot. Marek Knap

Znałem go od zawsze - wpierw z estrad koncertowych. Zasiadał w gronie znakomitych kameralistów Jerzego Maksymiuka, czyli Polskiej Orkiestry Kameralnej, potem Orkiestry Sinfonia Varsovia, a następnie, przez całe ćwierćwiecze, w założonym przez siebie smyczkowym Kwartecie Prima Vista. Miał w sobie coś charakterystycznego, skupiał i zwracał uwagę pozytywną, miłą, ciepłą powierzchownością. Jego twarz zawsze kojarzyła mi się z tymi zespołami, ale i z najlepszymi ich koncertami. To ciekawe, bo bodaj nigdy nie siedział w tych orkiestrach przy pierwszym pulpicie...

Był człowiekiem emanującym niesłychaną, zawsze radosną energią. Kiedy poznałem go bliżej, od razu byłem pewien, że jesteśmy skazani na dobre, przyjazne kontakty. Z 15 lat temu, kiedy w Programie 1 Polskiego Radia organizowaliśmy pierwsze Klasyczne Lato z Radiem, planując cotygodniowe koncerty z letnich festiwali, postanowiłem zaprosić Kwartet Prima Vista do udziału w transmisji z zakopiańskich Dni Muzyki Karola Szymanowskiego. Już po pierwszej rozmowie osiągnęliśmy porozumienie, bez żadnych warunków wstępnych i z wielką, bezkolizyjną przyjemnością przystąpiliśmy do załatwiania wszelkich wymaganych procedur licencyjnych - był wręcz wzorcowym menedżerem Kwartetu. W ten sposób, wprost z Galerii Orskiego, transmitowaliśmy pierwszą część ich festiwalowego występu.

Zawsze sypał programowymi pomysłami, zarzucał znakomitymi płytami zespołu, na które nie mogło brakować miejsca na Bisowej czy potem Jedynkowej antenie. Znając jego pełną inwencji działalność organizacyjną - bo w znakomity sposób potrafił łączyć aktywność menadżerską z artystyczną - jestem przekonany, że zasłużył na zaszczytne miano jednego z największych kreatorów polskiej kultury, naszego rodzimego życia muzycznego. A że czynił to, nigdy nie czekając na laury, pewnie nie doczekał się zbyt wielu oficjalnych zaszczytów.

Na zawsze pozostanie w mojej pamięci jako człowiek pełen pogody, uśmiechu, radości, optymizmu, zawsze ceniący drugiego człowieka. A jako artysta - zawsze ze skrzypcami w rękach, kochający swój zawód, muzykę oraz publiczność, przed którą występował całe swoje, niestety zbyt krótkie, życie. Będzie go nam bardzo brakować...

Komeda na nowo

pap.com

Niepublikowane dotąd ścieżki dźwiękowe skomponowane przez Krzysztofa Komedę do dwóch filmów z 1963 roku - Mam tu swój dom i Ubranie prawie nowe - wydano dzięki staraniom Centrum Technologii Audiowizualnych CeTA we Wrocławiu i wydawnictwa GAD Records.

Jak podkreśla Arleta Staszak z CeTA, to filmy dziś niemal zapomniane, które po kinowej premierze niezwykle rzadko wracały na ekrany. Mam tu swój dom w reżyserii Juliana Dziedziny - jak czytamy w komunikacie Centrum - to "kameralne, obyczajowe studium ludzkich postaw w ówczesnej polskiej wsi". "Krzysztof Komeda przygotował do tego obrazu równie kameralną, skromną w instrumentacji ilustrację muzyczną. Jakby sam z premedytacją narzucał sobie ograniczenia, szukając w dostępnych barwach najciekawszych współbrzmień. I bezsprzecznie mu się to udawało w pełnych niepokoju, zadumy czy radości frazach" - podkreślono. W podobnym nastroju utrzymana jest muzyka do filmu Ubranie prawie nowe Włodzimierza Haupe, również poruszającego tematykę wiejską. Album Mam tu swój dom ukazał się w zremasterowanym wydaniu z oryginalnych taśm z archiwum wrocławskiego CeTA. Przypomnijmy, że w tym roku przypadła 90 rocznica urodzin Krzysztofa Komedy Trzcińskiego. --MAK

Trzy polskie nagrody

Scenografka Małgorzata Szczęśniak, Teatr Wielki w Poznaniu za wystawienia Parii Stanisława Moniuszki (w kategorii dzieło odkryte na nowo) oraz Jakub Józef Orliński za album Facce d'amore (najlepszy recital solowy) zostali laureatami International Opera Awards. Tegoroczna gala wręczenia nagród odbyła się w Londynie 10 maja, z ponad rocznym opóźnieniem i online. W poszczególnych kategoriach nominowano artystyczne dokonania za rok 2019, choć do nazwy wyróżnienia dopisano 2020, bo ten zamroził niemal całkowicie życie operowe na świecie. Oprócz ogłaszania kolejnych triumfatorów i występów artystów (także online) istotną część wieczoru wypełniły przypomnienia inicjatyw podejmowanych w czasie pandemii, które miały pokazać, że sztuka operowa żyje, a artyści nie chcą tracić kontaktu z widzami.

Dla rodzimych malkontentów, którzy po próbach wskrzeszenia Parii z okazji Roku Stanisława Moniuszki twierdzili, że nie da się tej opery przywrócić do życia, nagroda stanowi zaskoczenie. Dodajmy, że bardzo pomógł dziełu reżyser Graham Vick. Zresztą kierowaną przez niego Birmingham Opera Company nagrodzono za działania edukacyjne i popularyzatorskie. Vick chętnie inscenizuje opery w nietypowych miejscach, więc i Parię zrealizował w poznańskiej hali Arena. A Jakub Józef Orliński do bogatej kolekcji nagród - także za tę płytę - dołączył kolejną. Nominacje otrzymali ponadto: Dariusz Przybylski za operę Anhelli oraz NIFC za nagranie Halki przez Fabia Biondiego i Europa Galante.

Nagrody zdobyli też: Lise Davidsen jako najlepsza śpiewaczka (jej najnowszą płytę recenzujemy w tym numerze #) oraz meksykański tenor Javier Camarena (najlepszy śpiewak). Najlepszy dyrygent to Kiriłł Pietrienko, a najlepszą orkiestrą ogłoszono Bayerische Staatsoper w Monachium. Najlepszym teatrem okazał się Teatro Real w Madrycie. Najlepszy chór śpiewał w Metropolitan Opera, choć nie wiadomo, czy da się go szybko wskrzesić, o czym piszemy poniżej. W kategorii najlepszy festiwal wybór nie mógł być inny: to obchodząca w 2020 roku stulecie impreza w Salzburgu. Najlepszym reżyserem okazał się Robert Carsen, a Bajka o carze Sałtanie Rimskiego-Korsakowa wyreżyserowana w La Monnaie w Brukseli przez Dmitrija Tcherniakova została uznana za przedstawienie roku. Szczególne wyróżnienia otrzymali: znany w Polsce David Pountney (leadership w operze) oraz 92-letni Bernard Haitink (za osiągnięcia życia). Warto dodać, że zwiększył się liczbowo i geograficznie skład jury, który obejmuje w tej chwili niemal cały świat. Nie wiadomo, kiedy zostaną wręczone kolejne nagrody, bo jak na razie rok 2021 nie jest szczęśliwy dla opery. --JM

Show must go on... ale nie w Met

Operawire.com, New York Daily News

Gubernator Nowego Jorku Andrew Cuomo ogłosił, że teatry na Broadwayu zostaną ponownie otwarte 14 września 2021 roku, i to bez żadnych frekwencyjnych ograniczeń. Taka decyzja nie powinna dziwić - kilka dni wcześniej Cuomo oznajmił, że 19 maja zostaje zniesiona w Nowym Jorku i New Jersey większość obostrzeń wynikających z pandemii. Oznacza to, że pełną parą ruszą sklepy, restauracje, siłownie, salony fryzjerskie.

Niestety nadal nie wiadomo, jaka przyszłość czeka słynną Metropolitan Opera. Do tej pory nikt z władz miasta ani administracji Met nie zapowiedział ponownego otwarcia placówki dla publiczności. Jest to o tyle zastanawiające, że już niebawem - bez dystansu społecznego - będzie można uczestniczyć w wydarzeniach sportowych na stadionach oferujących nawet 41 000 miejsc. W tej sytuacji wydaje się, że teatr operowy z salą na 3800 osób powinien zostać ponownie otwarty. Okazuje się jednak, że nie jest to takie proste. Jak już kilkakrotnie pisaliśmy na łamach #, scena, którą zamknięto 12 marca 2020 roku, zmaga się z potężnymi problemami finansowymi. To raczej nie koronawirus będzie zatem winien temu, że Met tymczasem się nie otworzy. Nadal toczy się bowiem walka między związkami zawodowymi a kierownictwem opery. Dziennikarze twierdzą, że dyrekcja i związki praktycznie nie są w stanie osiągnąć porozumienia w sprawie "powrotu pracowników do teatru". W rzeczywistości IATSE - związek, który zrzesza pracowników scenicznych, techników i wykwalifikowanych rzemieślników - kilkakrotnie informował prasę, że obecny lockdown teatru prawdopodobnie będzie kontynuowany przez następne miesiące i nie zanosi się na to, by Met zaprosiła publiczność we wrześniu, jak wstępnie planowano. Z drugiej jednak strony dyrekcja opery ogłosiła, że muzycy orkiestry (pozbawieni pensji od ponad roku) zaakceptowali wstępne porozumienie, które zapewni im wypłaty (ok. 1500 dolarów tygodniowo) w zamian za zgodę na dalsze negocjacje. Podobną umowę zawarł chór Met. Według Petera Gelba, dyrektora nowojorskiej sceny, w wyniku pandemii instytucja straciła 150 milionów dolarów dochodów. Gelb nalega więc na poważne cięcia płac, aby te straty zrównoważyć. Dodajmy, że podobne kroki zostały już poczynione przez wiele innych czołowych amerykańskich orkiestr.

To nie pierwszy przypadek, gdy sezon w Metropolitan Opera jest zagrożony. W 2014 roku wybuchł konflikt zarządu opery z 16 związkami zawodowymi działającymi w teatrze. Wówczas po wielotygodniowych mediacjach, przy wsparciu rządu federalnego, doszło w końcu do przedłużenia kontraktów i ostatecznie zawarto porozumienie.

Jak będzie w tym roku? Czy zarząd opery i związki zawodowe osiągną kompromis? Czy będzie możliwa inauguracja sezonu jesienią 2021, czy też widzowie będą musieli poczekać aż do 2022 roku, aby móc cieszyć się muzyką? Te pytania pozostają bez odpowiedzi. Na razie kolejny sezon w Metropolitan Opera ma zostać - według planów dyrekcji - zainaugurowany 27 września 2021 roku. --MD, MAK

Bach via net

"Wiener Zeitung", DPA

Melomani i wielbiciele muzyki lipskiego kantora z niecierpliwością oczekiwali na tegoroczne Bachfest. Po odwołaniu tej cenionej i popularnej imprezy muzycznej w ubiegłym roku organizatorom bardzo zależało, aby w 2021 ponownie zaprosić publiczność do Lipska. Niestety na początku maja poinformowano: "już jest pewne, że Bachfest 2021 musi odbyć się wyłącznie w formie cyfrowej". Do tego program zostanie znacznie okrojony. Zamiast zaplanowanych ponad 100 wydarzeń będziemy mogli śledzić transmisje zaledwie 42 koncertów, choć połączone z fachowym wprowadzeniem i serią dyskusji.

Dyrektor artystyczny imprezy Michael Maul jeszcze pod koniec kwietnia planował "z niezachwianym optymizmem" festiwal z udziałem publiczności od 11 do 20 czerwca. Jednak ze względu na krajowe przepisy dotyczące pandemii i ograniczenia w podróżach międzynarodowych stało się to nierealne. Podczas festiwalu koncerty mają być transmitowane na żywo z obu bachowskich kościołów Lipska. --MD, MA