#1 2022 rok LXVI
Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku
Redaktor naczelny
Daniel Cichy
Redaktor prowadzącyKrzysztof Stefański
Sekretarz redakcji
Maciej Kucharski
maciej_kucharski@pwm.com.pl
Zastępca redaktora naczelnego festiwale, koncerty
Krzysztof Stefański
krzysztof_stefanski@pwm.com.pl
Muzyka dawna
Karolina Kolinek-Siechowicz
karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.plDominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl
Muzyka współczesna, książki, płyty
Michał Mendyk
michal_mendyk@pwm.com.pl
Teatr muzyczny
Jacek Marczyński
Redaktorzy seniorzy
Józef Kański, Olgierd Pisarenko
Sekretariat
Katarzyna Dubiel
redakcja@ruchmuzyczny.pl
Dyrektor artystyczny
projekt graficzny
Marek Knap
marek.knap@asp.waw.pl
Studio graficzne
Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)
Redakcja i korekta
Maria Konopka-Wichrowska
Internet
Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl
Wydawca
Polskie Wydawnictwo Muzyczne
al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków
Oddział w Warszawie
ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa
pwm@pwm.com.pl
Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.
Za treść reklam redakcja nie odpowiada.
Redakcja czynna od godz. 10.00 do 15.00
Adres
ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa
tel.: +48 885 860 332
email: redakcja@ruchmuzyczny.pl
www.ruchmuzyczny.pl
ruchmuzyczny
ruchmuzyczny
Ruch Muzyczny
"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych
informacje na www.defacto.org.pl
Ikonki: www.flaticon.com/freepick
Ilustracja okładkowa: Sam Sara Acid Notes
OD REDAKCJI
HAPPY DEAF PEOPLE
Krzysztof Stefański
Fot. Rafał Masłow
Jesienią 2020 roku moja matka straciła słuch w jednym uchu. Tak nagle, z dnia na dzień. Gdy przyjechałem do rodzinnego domu, widziałem, jak częściowa głuchota wpływa na jej codzienne funkcjonowanie, jak trudne stają się niektóre czynności, wcześniej podejmowane bez zastanowienia. Nieco później mogłem też się przekonać, jak bardzo może pomóc nowoczesny aparat słuchowy (refundowany w bardzo niewielkim stopniu), choć przecież nie rozwiązuje on wszystkich problemów i niedogodności. Tym obserwacjom towarzyszyła refleksja, jak kruchy i delikatny jest zmysł, dzięki któremu możemy wykonywać swoją pracę czy oddawać się muzycznej pasji. Podobne przemyślenia nie opuszczały mnie, gdy oglądałem film Sound of Metal o tracącym słuch perkusiście. Mainstreamowa produkcja (cztery nominacje do Oscarów i dwie statuetki) mogła uwrażliwić szerszą publiczność na dźwiękowy świat Głuchych, któremu przyglądamy się bliżej w tym numerze. Nie zawsze jest "wielką ciszą", jak mogłoby się wydawać - w jednej scenie bohater filmu prowadzi nawet warsztaty perkusyjne.
Podobne zajęcia odbywają się też w Polsce. Nasz numer otwiera rozmowa Michała Mendyka i Izabeli Smelczyńskiej z Martą Abramczyk, Piotrem Baltynem i Adamem Stoyanovem - członkami prowadzonej przez Huberta Zemlera Głuchej Orkiestry Perkusyjnej. Opowiadają o swoim doznawaniu dźwięków, wyobrażeniach na temat świata słyszących, doświadczeniach z muzyką czy preferencjach muzycznych. "Wyłączamy implanty oraz aparaty słuchowe i odczuwamy specyficzną radość z odbierania dźwięków całym ciałem, poprzez wibracje" - mówi Piotr Baltyn o działaniach Orkiestry. Ten temat pojawia się również w wypowiedziach Evelyn Glennie - słynnej głuchej perkusistki, której portret kreśli na naszych łamach Mateusz Borkowski. "Kiedy otwieramy ciało i pozwalamy, by wibracja doszła do nas przez rękę, możemy wyczuć najsubtelniejsze różnice między dźwiękami nawet w koniuszku palca. Na lekcjach kładłam dłonie na ścianie i słuchaliśmy razem z nauczycielem dźwięków instrumentów, starając się zbliżyć do nich w o wiele szerszym zakresie, niż pozwoliłoby mi na to ucho" - opowiada Glennie i dodaje, że jej celem jest "nauczyć świat słuchać".
Na fizyczność dźwięku i jej odczuwanie przez Głuchych pierwsza zwróciła moją uwagę Jagoda Szmytka utworem happy deaf people na Warszawskiej Jesieni w 2012 roku. Od tego czasu pojawiło się sporo projektów artystycznych dla Głuchych lub z ich udziałem, jak płyty Małych Instrumentów Art Impossible czy Chladni (recenzja tej drugiej w #11/2021), a także zrealizowana w 2018 roku Opera dla Głuchych, która przerodziła się w festiwal pod tą samą nazwą organizowany przez fundację Automatophone. Doświadczeniami pracy z niesłyszącymi wykonawcami dzieli się w tym numerze kompozytor Piotr Klimek. Choć jego projekt nosił tytuł "Zrozumieć muzykę", zauważa on, że o ile takim osobom stosunkowo łatwo przyswoić sobie zagadnienia metrorytmiczne, o tyle wytłumaczenie im koncepcji melodii czy harmonii jest prawie niemożliwe. Światy Głuchych i słyszących pozostaną odmienne i nie zmienią tego żadne działania artystyczne. Mogą nas jednak wyczulić na wzajemne różnice.
Wzorem dla mnie jest postawa artysty dźwiękowego Tareka Atoui, prowadzącego projekty muzyczne z Głuchymi przy wykorzystaniu specjalnie skonstruowanych instrumentów, pomagających w wyobrażeniu dźwięku za pomocą kształtu lub faktury. Zapytany, czy w pracy nad tą koncepcją próbował korzystać z zatyczek czy słuchawek wytłumiających, by na chwilę pozbawić się słuchu i przybliżyć do świata Głuchych, stanowczo zaprzeczył. Głuchota jest doświadczeniem życia i funkcjonowania w innej kulturze. Twierdzenie, że wyłączając na chwilę aparat słuchu, możemy tę kulturę poznać, byłoby uzurpacją. Zamiast tego Atoui stara się budować płaszczyznę spotkania, w którym dźwiękowo mogą uczestniczyć osoby tak słyszące, jak i niesłyszące.
Cytat numeru:
Jestem Głuchy i SZCZĘŚLIWY. To jest moje NORMALNE życie
--Adam Stoyanov
AKTUALNOŚCI
Kazimierz Pustelak (1930-2021)
Z Operą Warszawską, a potem z Teatrem Wielkim w Warszawie związany był przez ponad pół stulecia. W wieku 91 lat zmarł WYBITNY TENOR, jeden z artystów, którzy wywarli ogromny wpływ na powojenną sztukę operową w Polsce
Jacek Marczyński
Na scenie operowej w Warszawie wystąpił w 1190 przedstawieniach. Zadebiutował jako hrabia Almaviva w Cyruliku sewilskim w czerwcu 1960 roku w siedzibie przy ul. Nowogrodzkiej, a z Operą Narodową pożegnał się partią Cesarza w Turandot w marcu 2013. Wybór roli na debiut przed warszawską publicznością nie był przypadkowy. Pustelak wrócił świeżo po stażu w La Scali, gdzie przygotował sześć partii z oper włoskich, wystąpił też we fragmentach dzieł Rossiniego. Nie był już wówczas nowicjuszem. Naukę śpiewu rozpoczął w szkole muzycznej w Rzeszowie u Marii Świerzawskiej (urodził się w podrzeszowskiej Nowej Wsi), a potem kontynuował u Czesława Zaremby, studiując jednocześnie na Wydziale Rolnym Uniwersytetu Jagiellońskiego. "Pochodziłem ze środowiska wiejskiego i postanowiłem wybrać bardziej praktyczny zawód. Nawet po ukończeniu studiów powróciłem w rodzinne strony i pracowałem jako inżynier rolnik - opowiadał w jednym z wywiadów z okazji 90 urodzin. - Ale nie zapomniałem o śpiewie, w czasie studiów dalej uczyłem się prywatnie. Profesor Czesław Zaremba był wspaniałym nauczycielem i dał mi dobre podstawy do swobodnego śpiewania dźwięków wysokich".
Śpiew zwyciężył i w 1955 roku Kazimierz Pustelak pojawił się po raz pierwszy na profesjonalnej scenie jako amant operetkowy, w Krainie uśmiechu w Krakowie. Rok później na tej samej scenie nastąpił jego debiut operowy (Leński w Eugeniuszu Onieginie). Szybko zdobył w Krakowie uznanie i popularność, nawiązał też współpracę z tamtejszą orkiestrą Polskiego Radia, z którą dokonał wielu nagrań. Niektóre z nich są bezcenne, jak choćby spoczywająca w archiwach radiowych pełna wersja Casanovy Ludomira Różyckiego z 1959 roku. W tytułowej partii Kazimierz Pustelak zaprezentował wyjątkową klasę śpiewania legato czy piano. Taką kulturą wokalną i techniką może dziś poszczycić się niewielu tenorów. Najważniejsze były jednak lata spędzone w Warszawie, gdzie zaśpiewał właściwie wszystkie najważniejsze liryczne partie tenorowe z repertuaru włoskiego. Był również Faustem w operze Gounoda i wykonawcą ról tytułowych w Opowieściach Hoffmanna czy w Oedipus Rex Strawińskiego w legendarnej inscenizacji Konrada Swinarskiego. Brał udział w pierwszym powojennym wystawieniu w Polsce Kawalera srebrnej róży (popisowa partia Śpiewaka włoskiego). Zagrał Pasterza w Królu Rogerze na otwarciu odbudowanego Teatru Wielkiego w Warszawie. Do żelaznego repertuaru Pustelaka należał Stefan ze Strasznego dworu, choć wystąpił też jako ojciec Mignon w polskiej premierze Diabłów z Loudun Krzysztofa Pendereckiego, jako Parys w Odprawie posłów greckich Witolda Rudzińskiego czy Ojciec w Historyi o św. Katarzynie Romualda Twardowskiego. Był cenionym wykonawcą repertuaru oratoryjnego - od Haydna przez Szymanowskiego do Pendereckiego - i znakomitym interpretatorem pieśni.
Od początku lat siedemdziesiątych intensywnie zajmował się pedagogiką, przez 10 lat pełnił funkcję dziekana Wydziału Wokalnego ówczesnej Akademii Muzycznej w Warszawie. Zyskał wielki autorytet u studentów także dzięki swej ogromnej dla nich życzliwości. Z tą uczelnią współpracował jeszcze w poprzedniej dekadzie jako jej emerytowany profesor. "Kazimierz Pustelak to kawał historii polskiej sceny operowej, ale powiedziałbym też, że kawał historii Polski - wspominał go w audycji radiowej Dwójki Waldemar Dąbrowski, dyrektor Teatru Wielkiego - Opery Narodowej. - Jego pokolenie, skaleczone przez wojnę, dramatycznie doświadczone, później miało obowiązek budowania rzeczywistości Polski powojennej w tych warunkach politycznych, jakie były. I dali z siebie wszystko, co mogli".
To bardzo bolesna strata...
Był z nami, wydawałoby się, od zawsze. Doprawdy trudno uwierzyć, że już go między nami nie ma. Wielokrotnie słuchaliśmy i podziwialiśmy jego wspaniałe występy - czy to w warszawskim Teatrze Wielkim, czy to w Filharmonii Narodowej, czy w wielu innych przybytkach sztuki muzycznej. Nie tylko znakomicie śpiewał, lecz także tworzył wiarygodne, pełne życia postacie sceniczne, co nie o każdym z operowych artystów da się powiedzieć. Ale to nie wszystko. Kazimierz Pustelak był też z gruntu dobrym człowiekiem - pełnym osobistego uroku i rzadko spotykanej życzliwości wobec otoczenia, czego sam nieraz doznawałem, będąc z nim blisko zaprzyjaźniony. Myślę, że nie miał żadnych wrogów. Mogłem przekonać się osobiście o jego licznych zaletach, towarzysząc świetnemu chórowi Poznańskich Słowików pod dyrekcją Stefana Stuligrosza z Kazimierzem Pustelakiem jako solistą w długiej artystycznej podróży przez Niemcy do Włoch i obserwując jego ciepły stosunek do wszystkich uczestników wyprawy. Obdarzony uroczym poczuciem humoru, płatał nieraz koleżankom i kolegom niewinne figle, co oczywiście nie pozostawało bez wpływu na panującą w zespole atmosferę. Kiedy zaś po wieloletniej pięknej karierze pożegnał się ze sceną, bywał regularnie w teatrze na co ważniejszych przedstawieniach - nawet wtedy, gdy stopniowo tracił wzrok. Zawsze serdecznie witał się ze mną, dla każdego miał dobre słowo i do końca zachował niezmąconą pogodę ducha. Doprawdy będzie nam go bardzo brakowało... --Józef Kański
Przesłanie dla milionów
"Kronen Zeitung", rp.pl
Daniel Barenboim, który w tym roku dyrygował koncertem noworocznym Filharmoników Wiedeńskich, zaskoczył publiczność i orkiestrę. Po tradycyjnych życzeniach zwrócił się z emocjonalnym przesłaniem "do milionów słuchaczy na całym świecie".
"Świat znalazł się obecnie w niezwykle trudnej sytuacji. W czasie pandemii powinniśmy wziąć przykład ze wspólnoty, jaką tworzą Filharmonicy Wiedeńscy. Tylko taka solidarność pomoże nam przetrwać najgorszy kryzys. Pandemia to nie tylko katastrofa medyczna, to katastrofa humanitarna, ponieważ koronawirus oddziela jednych od drugich, tworzy podziały. Ten zespół uczy nas, jak owe podziały przezwyciężać" - mówił wzruszony Barenboim.
To nie pierwszy przypadek, gdy dyrygent koncertu noworocznego zwraca się do wielomilionowej rzeszy widzów i słuchaczy. W ubiegłym roku Riccardo Muti, który z powodu pandemii dyrygował orkiestrą w pustej sali, po zakończeniu koncertu wygłosił ognisty apel do przywódców politycznych, by "odpowiednio zadbali o kulturę w ciężkich czasach". Prasa przypomina też, że sam Daniel Barenboim w 2017 roku, podczas występów Staatskapelle Berlin w Royal Albert Hall w Londynie, zakończył wieczór przemówieniem wyrażającym obawy dotyczące klimatu politycznego w Europie. "Kiedy patrzę na świat, w którym zaczyna dominować izolacjonizm, bardzo się martwię. Kuleje przede wszystkim edukacja. Ludzie nie mają wystarczającej wiedzy na temat tego, kim jesteśmy, kim jest człowiek i jak ma się odnosić do innych. Przecież we wspólnocie zwanej Europą jest miejsce dla różnych kultur, jest miejsce na różnorodne spojrzenia na rozmaite zjawiska. Z prawdziwym złem świata można walczyć tylko za pomocą humanizmu, który trzyma nas wszystkich razem" - powiedział Barenboim zaledwie trzy lata przez brexitem.
Tegoroczny koncert noworoczny odbywał się przy zachowaniu restrykcyjnych ograniczeń związanych z pandemią. W sali wiedeńskiego Musikverein zasiąść mogło tylko 1000 osób (nie zajęto 1744 miejsc siedzących i 300 miejsc stojących). Kilka dni przed wydarzeniem wprowadzono regulacje 2G-plus, co w praktyce oznaczało, że wszyscy słuchacze i członkowie orkiestry musieli być zaszczepieni i jednocześnie przedstawić negatywny wynik testu wykonanego najpóźniej 48 godzin przed koncertem. Ponadto słuchacze obowiązkowo zakrywali nos i usta maseczkami medycznymi typu FFP2. Ponieważ wcześniej sprzedano znacznie więcej biletów, niż pozwalały na to najnowsze rządowe wytyczne dotyczące wydarzeń kulturalnych w Austrii, osobom z wykupionymi już miejscami na balkonach zaproponowano zamianę na koncert, który odbędzie się na powitanie 2023 roku.
Daniel Barenboim, który w tym roku obchodzić będzie 80 urodziny (wywiad z Maestro publikujemy na s. 32 tego wydania #), poprowadził koncert noworoczny po raz trzeci. Wcześniej dyrygował Filharmonikami Wiedeńskimi 1 stycznia 2009 i 2014 roku. Przyszłoroczny koncert poprowadzi Franz Welser-Möst. --MAK
Kluczowa decyzja
gov.pl
Filharmonia Łódzka im. Artura Rubinsteina, od marca 2019 roku współprowadzona przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, zachowa ten status co najmniej do 31 grudnia 2024.
Kwoty dotacji przeznaczonej na działalność instytucji pozostaną niezmienne i wyniosą odpowiednio 2,8 mln zł rocznie ze strony MKiDN oraz 14 mln zł ze strony władz województwa łódzkiego. "Dotychczasowe współfinansowanie zapewniło instytucji stabilizację polegającą między innymi na możliwości długoterminowego planowania działań artystycznych" - czytamy na stronach gov.pl. "Aneks do umowy na współprowadzenie łódzkiej filharmonii jest decyzją kluczową. Przez ostatnie sześć lat zwiększyliśmy o 100 procent liczbę współprowadzonych instytucji kultury z 15 do 30 takich placówek" - stwierdził wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński.
Filharmonia Łódzka jest instytucją kultury samorządu województwa łódzkiego. Powstała w 1915 roku jako Łódzka Orkiestra Symfoniczna. Jej założycielem oraz pierwszym dyrygentem był Tadeusz Mazurkiewicz. W pierwszym składzie znaleźli się Paweł Klecki - skrzypek, a później dyrygent, oraz Aleksander Tansman - kompozytor. "Pomimo ograniczeń wynikających z trudnej sytuacji epidemiologicznej, Filharmonia Łódzka zarówno w 2020, jak i w 2021 roku organizowała Wędrowny Festiwal Filharmonii Łódzkiej "Kolory Polski". Podczas wydarzenia koncerty odbywają się w atrakcyjnych pod względem historycznym miejscowościach województwa łódzkiego" - stwierdza resort kultury. --MAK
"Białoruski reżim wybrał drogę donikąd"
dw.com
Od ponad roku białoruska polityk Marija Kalesnikawa przebywa w areszcie śledczym w Mińsku. Kierowała sztabem wyborczym byłego bankiera Wiktara Babaryki podczas ostatniej kampanii prezydenckiej. Babaryka został aresztowany, a Kalesnikawa wstąpiła do rady koordynacyjnej białoruskiej opozycji, która wspierała masowe demonstracje w kraju. Wybuchły one po oficjalnym ogłoszeniu Alaksandra Łukaszenki zwycięzcą wyborów prezydenckich na Białorusi w sierpniu 2020 roku. Wynik tych wyborów nie jest uznawany na arenie międzynarodowej.
Marija Kalesnikawa, z wykształcenia flecistka, szybko stała się jedną z najbardziej znanych postaci protestów. Władze próbowały zmusić ją do emigracji. Kalesnikawa, która wiele lat wcześniej pracowała jako menedżer kultury w Stuttgarcie, odmówiła i została aresztowana. Rok później ona i jej towarzysz broni, białoruski prawnik Maksim Znak, zostali skazani na jedenaście i dziesięć lat więzienia za rzekome "nawoływanie do obalenia władzy państwowej" i "ekstremizm". W Niemczech kampanię na rzecz uwolnienia Kalesnikawej prowadzą między innymi piosenkarz i były enerdowski dysydent Wolf Biermann oraz polityk Zielonych Claudia Roth. Na pytanie dziennikarzy dw.com, czy nie uważa teraz, że postąpiłaby rozsądniej, uciekając za granicę, Marija Kalesnikawa odpowiada, iż "ani trochę nie żałuje" swojej decyzji: "Więzienia są przepełnione uczciwymi, odważnymi Białorusinami, którzy nie tracą czasu na poddanie się, pomimo fenomenalnej presji. To zaszczyt kroczyć z moim narodem tą drogą do wolności i zmiany". W korespondencji z Deutsche Welle artystka dodaje: "Nic nie trwa wiecznie i nawet dzisiaj są siły gotowe do konstruktywnych działań, do dialogu. Życie Białorusinów, nasza wspólna przyszłość, nasz wspólny dom są naszymi największymi wartościami. Dla ich dobra musimy szukać dróg wyjścia z kryzysu". --MAK
Kolejna kadencja
gov.pl
Minister kultury i dziedzictwa narodowego ponownie powołał dra Daniela Cichego na stanowisko dyrektora Polskiego Wydawnictwa Muzycznego. Czteroletnia kadencja rozpoczęła się 1 stycznia 2022 roku.
Daniel Cichy został redaktorem naczelnym PWM w styczniu 2013 roku, a od stycznia 2017 jest dyrektorem i redaktorem naczelnym tej oficyny. Odpowiada między innymi za realizację największego muzycznego projektu wolnej Polski "100 na 100. Muzyczne dekady wolności" - przygotowywanego w ramach obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości. Jest też współautorem założeń programu "Dziedzictwo Muzyki Polskiej", mającego na celu upowszechnianie muzyki polskiej XIX wieku, oraz licznych przedsięwzięć wydawniczych, fonograficznych, edukacyjnych, artystycznych i promocyjnych. W 2020 roku został członkiem Rady Polskiej Izby Książki. W maju 2021 roku objął stanowisko redaktora naczelnego "Ruchu Muzycznego".
Daniel Cichy jest muzykologiem, publicystą muzycznym, menadżerem kultury i wydawcą. Studiował muzykologię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie i Ruprecht-Karls-Universität w Heidelbergu. --MAK
Pałac pilnie sprzedam
kultura.onet.pl, wyborcza.pl
Jan A.P. Kaczmarek, kompozytor muzyki filmowej i laureat Oscara, sprzedaje pałac w Wielkopolsce, który kupił przed laty i gruntownie wyremontował.
Jak podaje wyborcza.pl, chodzi o zespół pałacowo-parkowy w Rozbitku, w gminie Kwilcz, 60 km od Poznania. Artysta chce za niego około 14 mln zł. W cenę wliczono też 33 ha ziemi wokół pałacu. Dokładna cena nieruchomości podana jest w euro, ale w przeliczeniu to mniej więcej 7 tys. zł za m2. Pałac został wzniesiony w połowie XIX wieku dla Georga von Reiche, ówczesnego właściciela wsi. W pałacu są cztery kondygnacje. Otwarta na park sala balowa i taras, pokoje z łazienkami, biblioteka, atrakcyjne poddasze i funkcjonalne piwnice to tylko część pomieszczeń gmachu o powierzchni 2 tys. m2. W ostatnich latach odbyło się tam wiele wydarzeń artystycznych, między innymi spektakle teatralne i koncerty Międzynarodowego Festiwalu Filmu i Muzyki Transatlantyk, którego właściciel pałacu jest twórcą i dyrektorem.
Jan A.P. Kaczmarek skomponował muzykę do wielu filmów, między innymi obrazów Agnieszki Holland Całkowite zaćmienie czy Plac Waszyngtona, a także Quo vadis w reżyserii Jerzego Kawalerowicza, Niewierna Adriana Lyne'a czy Dzieci Ireny Sendlerowej w reżyserii Johna Kenta Harrisona. W 2005 roku został laureatem Oscara za muzykę do filmu Marzyciel w reżyserii Marca Forstera, historii pisarza J.M. Barriego, autora Piotrusia Pana. --MAK
Requiem dla legendy
ORF, "Wiener Zeitung"
Na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy do Austrii obywatele Polski mogli wjeżdżać bez wiz, słynny sklep EMI Austria stał się celem pielgrzymek wielu miłośników muzyki poważnej. W czasach raczkującego internetu i dominacji płyt CD na rynku nagrań, właśnie tutaj można było kupić srebrne krążki z najnowszymi i archiwalnymi nagraniami legendarnej wytwórni. Sklep zamyka swoje podwoje po 90 latach nieprzerwanej działalności.
"Na Kärntnerstrasse pod numerem 30 mieścił się sklep płytowy, do którego melomani i wielbiciele najpierw szelakowych, następnie winylowych płyt, później także kaset magnetofonowych i krążków kompaktowych zjeżdżali nie tylko z całej Austrii, ale niemal z całego świata. Sklep został założony w połowie 1931 roku, prawie w tym samym czasie, kiedy w wyniku połączenia dwóch wytwórni płytowych, brytyjskiego Columbia Graphophone Company i Gramophone Company, powstała wytwórnia płytowa EMI, czyli Electric and Musical Industries Ltd. - czytamy w "Wiener Zeitung". - Grupa EMI, niegdyś jedna z najpotężniejszych firm fonograficznych, została postawiona, między innymi z powodu długów, w stan upadłości w 2011 roku, a następnie podzielona między pozostałe główne wytwórnie: Sony, Warner i Universal". "Życzyłbym sobie utrzymać markę EMI przy życiu głównie z nostalgicznych powodów - powiedział prowadzący sklep Georg Rosa. - To przecież część bogatej tradycji miasta".
Edwin Baumgartner, znawca rynku muzyki klasycznej, widzi to jednak inaczej. Nie kryje goryczy i stwierdza: "Nie Corona jest winna, ale polityka biznesowa Warnera: coraz częściej przestawiają się na streaming. [...] Takie działania można zaakceptować w szybko zmieniającym się świecie popu. Dla rynku płyt CD z muzyką klasyczną jest to katastrofa. Nie tylko dlatego, że nabywca klasycznej płyty CD chce trzymać produkt w dłoniach i czytać informacje zawarte w dołączonej książeczce wydrukowanej na papierze. Ale także dlatego, że dawne nagrania dyrygentów i śpiewaków dają możliwość porównań. [...] Pliki do pobrania to znikające produkty, pasujące do społeczeństwa, które nie ma trwałych wartości. A mówiąc dokładniej, są przeciwieństwem tego, czego oczekuje słuchacz muzyki klasycznej. Ale co tam słuchacze muzyki klasycznej! W końcu chodzi o biznes, a nie o kulturę" - ironizuje Baumgartner. Sprzedawczynie i sprzedawcy sklepu EMI przy wiedeńskiej Kärntnerstrasse napisali list pożegnalny do swoich sympatyków i klientów: "Dziękujemy wszystkim, którzy odwiedzali sklep przez blisko stulecie i niezmiennie nam towarzyszyli. Mamy nadzieję, że koniec tego sklepu nie oznacza końca Waszego zainteresowania muzyką i że będziecie nadal przekazywać swoją wiedzę o kulturze, teraz i w przyszłości" - czytamy. Po raz ostatni w legendarnym sklepie można było zrobić zakupy 24 grudnia 2021 roku. --MD, MAK