#1 2021 rok LXV
Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku
Redaktor prowadzący
Krzysztof Stefański
Redaktor naczelny
Piotr Matwiejczuk
piotr_matwiejczuk@pwm.com.pl
Sekretarz redakcji
Maciej Kucharski
maciej_kucharski@pwm.com.pl
Festiwale, koncerty
Krzysztof Stefański
krzysztof_stefanski@pwm.com.pl
Muzyka dawna
Karolina Kolinek-Siechowicz
karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.pl
Muzyka współczesna, książki, płyty
Adam Suprynowicz
adam_suprynowicz@pwm.com.pl
Teatr muzyczny
Jacek Marczyński
Redaktorzy seniorzy
Józef Kański
Olgierd Pisarenko
Sekretariat
Katarzyna Dubiel
redakcja@ruchmuzyczny.pl
Dyrektor artystyczny
projekt graficzny
Marek Knap
marek.knap@asp.waw.pl
Studio graficzne
Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)
Redakcja i korekta
Maria Konopka-Wichrowska
Internet
Mateusz Ciupka
mateusz_ciupka@pwm.com.pl
Wydawca
Polskie Wydawnictwo Muzyczne
al. Krasińskiego 11a,
31-111 Kraków
Oddział w Warszawie
ul. Fredry 8,
00-097 Warszawa
pwm@pwm.com.pl
Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra
Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.
Za treść reklam redakcja nie odpowiada.
Redakcja czynna od godz. 10.00 do 15.00
Adres
ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa
tel.: +48 885 860 332
email: redakcja@ruchmuzyczny.pl
www.ruchmuzyczny.pl
ruchmuzyczny
ruchmuzyczny
Ruch Muzyczny
"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych
informacje na www.defacto.org.pl
Ikonki: www.flaticon.com/freepick
OD REDAKCJI
SZCZEPIENIA W KULTURZE
Krzysztof Stefański
Fot. Rafał Masłow
Praca redaktora działu koncertowego w pandemii pachnie lekko absurdem. Bo o czym pisać, gdy nie odbywają się koncerty? A jeśli już, to w zmienionej formie. Wydarzenia często są ogłaszane lub odwoływane w ostatniej chwili, ciągłym zmianom podlegają repertuar i obsada - zamawiamy recenzję Koncertu fortepianowego Różyckiego, a otrzymujemy relację z Siódmej Beethovena. Przedstawicielka jednej z polskich filharmonii poproszona o kod dostępu do internetowej transmisji próbowała mnie wręcz przekonać, że recenzowanie koncertów online jest bezzasadne. Trudno mi się z tym zgodzić - gdy cały ruch muzyczny przeniósł się do sieci, na "Ruchu Muzycznym" spoczywa obowiązek dokumentowania tego, co jest.
A bywa dziwnie. Za nami grudzień - ostatni miesiąc na rozliczenie rozmaitych dotacji i projektów - z niespotykaną chyba dotąd liczbą prawykonań. Z kolei styczeń na razie wydaje się miesiącem martwym, jakby wszystkich zaskoczyło, że rok 2021 w ogóle nastąpił. Specyficzny sezon ma jednak swoje zalety dla redaktora działu koncertowego. Transmisje pomagają wyjść poza wąski krąg nazwisk i w rezultacie o wydarzeniach z Warszawy piszą autorzy z Wrocławia czy Łodzi, a z Katowic - z Gdańska i Warszawy. Streamingi pozwalały też relacjonować imprezy, na które być może inaczej nie moglibyśmy wysłać autora. Karolina Dąbek i Dominika Micał, które w tym numerze przyglądają się polskim filharmoniom, sugerują, że konkurencja mogłaby wpłynąć pozytywnie na atrakcyjność i jakość programów. Postulują centralny katalog wydarzeń muzycznych i form ich dostępności. Ja zaś czekam na ogólnodostępną platformę streamingową, którą zapowiadała Katarzyna Meissner, dyrektor Instytutu Muzyki i Tańca w #12/2020.
Bo jeśli praca redaktora działu koncertowego pachnie absurdem, co mają powiedzieć pracownicy instytucji kultury? "Obłęd i improwizacja" - tak obecne warunki określił dyrektor Filharmonii Świętokrzyskiej Jacek Rogala. A mimo to w listopadzie w Kielcach odbyły się dość ambitnie programowane Świętokrzyskie Dni Muzyki (relacja w #25-26/2020). Trudno nie docenić pracy polskich filharmonii. Pandemia dla wielu instytucji nie tylko oznaczała skok technologiczny w nagrywaniu i udostępnianiu koncertów, lecz także wymusiła rozstanie się z bezpieczną formułą uwertura-koncert-symfonia. "Jeśli koncerty online mają być atrakcyjne dla melomanów, nie mogą składać się z dwóch wielkich części", mówi w rozmowie z autorkami dyrektor Filharmonii w Szczecinie Dorota Serwa. Dlatego, mimo różnych niedogodności, daleki jestem od spisywania obecnego covidowego sezonu artystycznego na straty. Wręcz przeciwnie - mam nadzieję, że po obecnym kameralistycznym urodzaju filharmonie nie wrócą do symfonicznej monokultury, a po wykonywaniu utworów JacobaTV - do bezpiecznego, klasyczno-romantycznego kanonu.
Optymistycznie na życie muzyczne patrzy też reżyser operowy Krystian Lada, który w obecnym kryzysie upatruje szans na "radykalną transformację". W rozmowie z Moniką Pilch przedstawia swoją wizję teatru operowego, który słucha - demokratycznego medium, które tworzy na kredyt społeczeństwa, a zatem musi się mierzyć z jego współczesnością i problemami. A czy możemy liczyć na filharmonię, która słucha? Chyba tak, skoro Dorota Serwa też zwraca uwagę na to, jak ważne jest słuchanie w prowadzeniu instytucji. A gdy wspomina o tym, że zgłębia różne aspekty andragogiki, aby odpowiedzieć na problemy starzejącego się odbiorcy, znów zapala się we mnie płomyk nadziei na społecznie wrażliwe instytucje kultury.
To znamienne, że oboje rozmówcy wspominają o podziałach. Dopiero co świętowaliśmy wielki sukces nauki - stworzoną w ciągu roku szczepionkę na koronawirusa. Nie minęło parę tygodni, a szczepionka też już nas dzieli. Wraz z pandemią nie znikną inne problemy społeczne. W żadnym laboratorium nie da się wyprodukować remedium na nienawiść, mizoginię, homofobię, rasizm. To zadanie dla humanistyki i sztuki.
Cytat numeru:
Ewolucja formy operowej w duchu naszych czasów nie jest możliwa bez REFORMY PROCESÓW I INSTYTUCJI, w których te formy powstają
--Krystian Lada
AKTUALNOŚCI
Fou Ts'ong nie żyje
NIFC, PAP
Fot. commons.wikimedia.org
"Polska to dla mnie więcej niż kraj, w którym spędziłem kilka lat i gdzie studiowałem. To także - przede wszystkim - ludzie. [...] Tylko moją rodzinną ziemię witałbym z większym wzruszeniem", mówił Fou Ts'ong w #4/1973. Artysta zmarł w Londynie. Miał 86 lat.
"Jego odejście oznacza zamknięcie niezwykle istotnej karty w tradycji Chopinowskiej; żegnamy mistrza, muzyka, filozofa, który jak żaden inny potrafił opowiadać światu wielkość Chopina słowem, ale przede wszystkim swoją grą. Prawdziwy mędrzec ze Wschodu, uczył nas rozumienia i wyczucia mazowieckiego mazurka", napisano na stronach Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina.
Fou Ts'ong urodził się w Szanghaju w rodzinie literata i tłumacza literatury francuskiej. W latach 1944-1948 gry na fortepianie uczył go Marco Paci, muzyk włoski mieszkający w Chinach. Od lat pięćdziesiątych pianista związał się z Polską. Po zdobyciu w 1953 roku trzeciego miejsca na Międzynarodowym Festiwalu Młodzieży i Studentów w Bukareszcie, wystąpił w Polsce jako solista Chińskiego Zespołu Pieśni i Tańca. Rok później rozpoczął studia pianistyczne u profesora Zbigniewa Drzewieckiego (1954-1956). W 1955 roku wziął udział w Konkursie Chopinowskim, w którym został laureatem trzeciej nagrody. Ponadto jury przyznało mu nagrodę Polskiego Radia za najlepsze wykonanie mazurków. "Po ukończeniu studiów u profesora Drzewieckiego, z uwagi na trwającą w Chinach "rewolucję kulturalną", w 1958 roku przy pomocy polskich przyjaciół wyjechał do Anglii. Trzy lata później ożenił się z córką Yehudiego Menuhina. Wkrótce stał się pianistą bardzo popularnym, zapraszanym przez znane agencje koncertowe w Europie, Azji, Australii i obu Amerykach", pisał Stanisław Dybowski w biogramie na stronie NIFC.
Fou Ts'ong słynął z interpretacji dzieł Chopina, Schuberta i Mozarta. W repertuarze miał też utwory Händla, Scarlattiego, Beethovena i Debussy'ego. Stanowił źródło inspiracji dla innych pianistów. Martha Argerich, która w Konkursie Chopinowskim w 1965 roku otrzymała nagrodę za najlepsze wykonanie mazurków, pytana, gdzie nauczyła się tak świetnie grać te trudne i specyficzne miniatury, odpowiedziała, że "na nagraniach chińskiego pianisty Fou Ts'onga!". W wydanym z okazji jego 60 urodzin specjalnym albumie płytowym Argerich, Leon Fleisher i Radu Lupu napisali: "Fou Ts'ong stał się jednym z wielkich nauczycieli, jakich mają nasze czasy. Wiele mu zawdzięczamy: swoimi nowatorskimi pomysłami otwierał nam wszystkim nowe muzyczne perspektywy". "Fou Ts'ong, wybitny muzyk, humanista, pianista, chopinista. Spoczywaj w pokoju, przyjacielu", tak pożegnała artystę na FB pianistka Ewa Pobłocka.
"Naprzeciw mego londyńskiego mieszkania mam wierzbę płaczącą, która przypomina mi na równi Pekin i Polskę. [...] Udało mi się być tu przed dwu laty. [...] Przyjechałem wówczas - nic o tym nie wiedząc - w dwa tygodnie po śmierci mego wielkiego Starego Profesora Zbigniewa Drzewieckiego. Natychmiast postanowiłem dać w TiFC koncert "in memoriam". I to był mój pierwszy ponowny kontakt z Polską... Teraz, mam nadzieję, że znów odwiedzę was: może mógłbym tu pracować w czasie wakacji. Nie masz pojęcia, jak Zachód męczy...", mówił pianista w wywiadzie dla # w 1973 roku. Swoje plany zrealizował. W Polsce występował kilkukrotnie na Festiwalu Chopin i jego Europa. Koncertował i nagrywał płyty również z orkiestrą Sinfonia Varsovia. Był jurorem Konkursu Chopinowskiego w latach 1985 i 2010, a także członkiem Komitetu Honorowego 17 Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina.
Kilkadziesiąt godzin przed śmiercią artysty, na internetowej stronie China Global Television Network podano, że Fou Ts'ong trafił do szpitala w Londynie z diagnozą COVID-19.
--MAK
Roman Berger (1930-2020)
glos.live
To nie koniec pożegnań - 22 grudnia zmarł Roman Berger, kompozytor, teoretyk muzyki, pianista. Miał 90 lat.
Pochodził z Cieszyna, studia rozpoczął w 1949 roku w Katowicach, jednak wskutek politycznych represji zmuszony został przenieść się z rodziną do Bratysławy. Tam studiował fortepian w klasie Frica Kafendy i Štefana Németh-Šamorínskiego oraz kompozycję u Dezidera Kardoša. Wykładał fortepian, muzykę współczesną, propedeutykę kompozycji i muzykę elektroniczną w bratysławskiej Wyższej Szkole Muzycznej, współpracował też z Telewizją Słowacką. W 1968 roku został wykluczony ze Związku Kompozytorów Słowackich za udział w Praskiej Wiośnie; zakazano mu także nauczania. W latach 1980-1991 pracował w Instytucie Historii Sztuki Słowackiej Akademii Nauk, gdzie wspólnie z Beloslavem Riečanem prowadził nieformalne seminaria "Muzyka i matematyka".
W 1989 roku reaktywował czechosłowacką sekcję MTMW. W latach dziewięćdziesiątych doradzał ministrom edukacji i kultury Słowacji. Od 1996 roku był członkiem Krakowskiego Oddziału Związku Kompozytorów Polskich, od 1999 - członkiem honorowym ZKP. Współzakładał festiwal Melos-Étos w Bratysławie. Był laureatem Nagrody Herdera, nagrody ZKP i nagrody im. Jána Levoslava Belli za całokształt twórczości, przyznawanej przez Słowacką Fundację Muzyczną. Utwory Bergera prezentowano między innymi na Warszawskiej Jesieni (1998, 1989, 1996, 2002 - koncert poświęcony wyłącznie jego twórczości, 2011).
W latach sześćdziesiątych uznawany był za jednego z najważniejszych kompozytorów słowackiej awangardy muzycznej; w kolejnej dekadzie jako dysydent objęty został częściowym zakazem działalności twórczej. W swojej muzyce wykorzystywał techniki wypracowane w pierwszej połowie XX wieku, nawiązując zarazem do przeszłości europejskiej muzyki klasycznej. Istotne miejsce w jego dorobku zajmują prace teoretyczne i publicystyczne, wydane w czterech zbiorach. Berger upominał się w nich o miejsce muzyki poważnej we współczesnym świecie i wskazywał etyczne podstawy kształtowania życia kulturalnego.
--AS, MAK
Radetzky bez oklasków
"Wiener Zeitung", oe1.orf.at
Nawet w czasie drugiej wojny światowej słynne noworoczne koncerty Wiedeńskich Filharmoników odbywały się w szczelnie zapełnionej słuchaczami sali Musikvereinu. Dopiero pandemia spowodowała, że muzycy, po raz pierwszy w historii, zagrali do pustych krzeseł. Zabrakło więc tradycyjnego przerywania oklaskami wstępu do walca Nad pięknym modrym Dunajem. Nie było też rytmicznego klaskania publiczności podczas wykonania Marsza Radetzkiego.
Tradycyjny koncert noworoczny tym razem poprowadził Riccardo Muti. "To był straszny rok dla wszystkich. Muzyka niesie jednak radość, nadzieję, pokój, braterstwo i miłość. Muzyka to nie tylko rozrywka czy zawód. Muzyka to także misja", powiedział Muti, składając telewidzom i radiosłuchaczom dłuższe niż zazwyczaj życzenia noworoczne. Osiemdziesięcioletni dyrygent zaapelował też do światowych przywódców o wsparcie kultury w ciężkich czasach: "Kultura jest najważniejszym czynnikiem sprzyjającym rozwojowi społeczeństw", mówił.
Tymczasem Austria, podobnie jak inne kraje europejskie, zdecydowała się na kolejny lockdown. Austriacki rząd planuje, że od 18 stycznia teatry, opery i sale koncertowe będą mogły znów otworzyć podwoje, lecz na tyle wcześnie, aby publiczność mogła punktualnie o godzinie 20 znaleźć się w domu. Dozwolone będzie 50-procentowe zapełnienie widowni, ewentualnie uczestnictwo maksymalnie 500 widzów wewnątrz budynku lub 750 widzów na otwartym powietrzu. Niewykluczone, że widzowie będą musieli okazać aktualny negatywny test na koronawirusa. Austriacki minister kultury Werner Kogler zapowiedział jednocześnie, że "wieczornych przedstawień w takiej formie, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni, tak szybko nie będzie. Te plany obostrzeń będą obowiązywać jak na razie do końca stycznia 2021 roku. Później trzeba będzie na nowo ocenić sytuację".
Rządowe obostrzenia skrytykowali dyrektorzy teatrów i sal koncertowych. Według nich lepszym rozwiązaniem byłoby otwarcie instytucji kultury po feriach kończących semestr (w Wiedniu po 9 lutego 2021 roku). Poza tym zastanawiają się, kto i w jaki sposób miałby sprawdzać wyniki testów. "Wstęp na widownię musiałby odbywać się na kilka godzin przed rozpoczęciem przedstawienia czy koncertu! [...] A co z aktorami, muzykami, próbami?!", pytają szefowie placówek kulturalnych. Okazuje się, że plany rządu zostały odebrane bardziej jako "niedźwiedzia przysługa" niż konkretna pomoc dla branży. Czy pojawienie się szczepionki zmieni coś w tej kwestii? Według dziennikarzy ani władze Austrii, ani innych krajów Europy jeszcze "w ogóle o tym nie myślą". --MD, MAK