#9 2024 rok LXVIII
Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku
Redaktor naczelny
Daniel Cichy
Redaktor prowadzącyPiotr Mika
Sekretarz redakcji
Maciej Kucharski
maciej_kucharski@pwm.com.pl
Zastępca redaktora naczelnego, festiwale
Krzysztof Stefański
krzysztof_stefanski@pwm.com.plAktualności, koncertyPiotr Mikapiotr_mika@pwm.com.pl
Swoboda ruchu, muzyka dawna
Karolina Kolinek-Siechowicz
karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.pl
Swoboda ruchu, muzyka współczesna
Dominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl
Wydawnictwa
Michał Mendyk
michal_mendyk@pwm.com.pl
Teatr muzyczny
Jacek Marczyński
Sekretariat
Katarzyna Dubiel
redakcja@ruchmuzyczny.pl
Dyrektor artystyczny
projekt graficzny
Marek Knap
marek.knap@asp.waw.pl
Studio graficzne
Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)
Redakcja i korekta
Maria Konopka-Wichrowska
Internet
Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl
Wydawca
Polskie Wydawnictwo Muzyczne
al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków
Oddział w Warszawie
ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa
pwm@pwm.com.pl
Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.
Za treść reklam redakcja nie odpowiada.
Adres
ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa
tel.: +48 885 860 332
email: redakcja@ruchmuzyczny.pl
www.ruchmuzyczny.pl
ruchmuzyczny
ruchmuzyczny
RuchMuzyczny
Kontakt telefoniczny w sprawie prenumeraty: 12 422 70 44 wew. 183 lub 885 860 336 (Jakub Stankiewicz), mail: prenumerata@pwm.com.pl
"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych
informacje na www.defacto.org.pl
Na okładce ilustracja Tomka Opalińskiego
Ikonki: www.flaticon.com/freepick
Gdy nie ma reguł, jest trudno
Dawniej podobało mi się, gdy na koncertach piłowano nogi fortepianu czy ROZPALANO ognisko na estradzie, ale z czasem uświadomiłem sobie, że nie o to mi chodzi
z PIOTREM MOSSEM rozmawia
Łukasz Kaczmarek
Fot. Katarzyna K.
Łukasz Kaczmarek: Jakim jesteś kompozytorem?
Piotr Moss: Od najmłodszych lat chciałem komponować muzykę, która czemuś by służyła, stąd prawdopodobnie moje inklinacje do twórczości teatralnej. Natomiast muzyka autonomiczna, którą przede wszystkim piszę, powinna służyć oczywiście publiczności, wykonawcom. W sztuce ważne jest dla mnie rzemiosło, chcę, by produkt, który przekazuję, był wysokiej klasy. W ocenie innych może być on klasy niższej, niż mi się wydaje, ale to już inna kwestia. Człowiek sam siebie nie przeskoczy, jednak zawsze starałem się robić to, co najlepiej umiem. Są tu jakieś echa rozmów z Nadią Boulanger, która mówiła - o czym wielokrotnie już wspominałem - że bycie artystą jest formą podziękowania za dar, który się dostało. Z taką myślą i ja tworzę. A czy to moje dziękowanie oceniane jest wysoko czy nisko, to już sprawa odbiorcy.
Sporo mówisz o przeznaczeniu swojej muzyki. Czy mógłbyś na nią spojrzeć w aspekcie stylistyki, rozwoju?
Mój rozwój jest prosty i klasyczny. Pochodzę z domu, który nie miał muzycznej kultury. W szkole muzycznej znalazłem się przez przypadek. Tam odkryto u mnie talent, zaczęto uczyć gry na skrzypcach, coś mnie jednak kusiło, by komponować. Pierwsze utwory były bardzo naiwne, pisałem jakieś kujawiaki, mazurki... Przełom to wyjazd w 1962 roku na Konkurs Wieniawskiego do Poznania, gdzie usłyszałem Mity Karola Szymanowskiego. Jeden z największych zachwytów, jakie przeżyłem. Wtedy te moje mazurki i kujawiaki zastąpiłem trzydziestodwójkami wziętymi od Szymanowskiego. Za czasów toruńskich i nauki w szkole średniej zacząłem wypożyczać z biblioteki nuty utworów współczesnych. Było to coś zupełnie innego niż koncerty skrzypcowe Riedinga. Zetknąłem się z Schaefferem, Pendereckim, ale nie umiałem właściwie przeczytać tych partytur. Niemniej zacząłem pisać w stylu awangardowym. Potem zetknąłem się ze środowiskiem aktorskim i malarskim, organizowałem różne wydarzenia, między innymi improwizacje do obrazów Barbary Steyer. Ona malowała charakterystyczne koła, które się zazębiały, ja robiłem podobne graficzne partytury, choć w rzeczywistości nie wiedziałem, co piszę. Uświadomiła mi to dopiero Grażyna Bacewicz na studiach, gdy pokazałem jej te utwory (to bardzo dobrze wyglądało na papierze!). Mówiła: "Tak nie będziemy pisali, niech mi pan napisze coś w stylu Schumanna!", a ja nie umiałem... Po jej przedwczesnej śmierci przeniesiono mnie do klasy Piotra Perkowskiego. On dał mi proste rzeczy do skomponowania, na przykład wariacje... Potem zacząłem sporo tworzyć dla teatru. Byłem kameleonem, musiałem - i umiałem! - pisać w różnych stylach; przy okazji wyrabiałem sobie pióro. Profesor nie był z tego zadowolony, wolał, bym skoncentrował się na muzyce "poważnej". Dużo też wtedy robiłem aranżacji piosenek, być może niepotrzebnie, bo ja z rozrywką niewiele miałem wspólnego. Stan wojenny zatrzymał mnie na wiele lat w Paryżu. Nie dostawałem wówczas zamówień i stanąłem przed problemem: co robić, dla kogo pisać? Zetknąłem się z inną muzyką, poznałem nowe środowisko. Zacząłem łączyć doświadczenia teatralne z muzyką autonomiczną. Pierwszy duży utwór, jaki we Francji napisałem, to Incontri, inspirowany wierszem Spotkanie Lechonia. Zaraz potem powstała Silence pamięci Helmuta Kajzara. I tak powolutku mój język zaczynał się kształtować - jednak wyłącznie na bazie klasycznej, bo Bacewicz przecięła moje kontakty z awangardą. Choć wprowadzałem do twórczości pewne elementy sonorystyki, a obecnie czynię to częściej. Na przykład w V Symfonii jest epizod, gdy smyczki grają za podstawkiem - robię to jednak w sposób inny niż Penderecki w Trenie. Jest to może wspomnienie tego, co niegdyś przeżywałem na Warszawskiej Jesieni... Dawniej nawet podobało mi się, gdy na koncertach piłowano nogi fortepianu czy rozpalano ognisko na estradzie, ale z czasem uświadomiłem sobie, że to puste, że nie o to w muzyce mi chodzi. Moja bazuje na klasycznych zasadach, jest narracyjna, dużą rolę odgrywają inspiracje pozamuzyczne. Tytuły utworów często wyraźnie się do nich odnoszą, a także do nastrojów - nie boję się tego słowa.
Znalazłbyś jakąś metaforę swojej twórczości?
Kiedyś Tadeusz Baird powiedział, że twórczość to dziennik intymny. I moja jest takim właśnie dziennikiem.
Wspominałeś o swoich początkach. Kiedy było ci trudniej komponować - dawniej, w latach sześćdziesiątych lub siedemdziesiątych, czy dziś?
To, co robiłem w latach sześćdziesiątych, trudno nazwać komponowaniem - to była radość z siadania przy fortepianie i zapisywania prymitywnych skądinąd idei. Teraz jestem dojrzałym kompozytorem i, powiem szczerze, pisze mi się łatwo, nie mam problemów z pomysłami, nie staję przed dylematem pustej kartki. Przyjmuję regułę obrazkową: muzyki tworzonej jak komiks, z odcinków, które zestawione i odpowiednio skontrastowane, tworzą formę. Komponuję bardzo tradycyjnie, z fortepianem, wcześniej robię zawsze szkic (bez instrumentu), potem powstaje wyciąg, który z kolei orkiestruję.
A kiedy było trudniej kompozytorom - wtedy czy dzisiaj?
Sądzę, że dzisiaj. Gdy nie ma reguł - takich, jakie oferowała nam muzyka klasyczna - jest trudno. Poza tym wszystko jest w rękach kompozytora: od pomysłu począwszy, na promocji skończywszy.
Masz ogromną wiedzę i doświadczenie. Nie myślałeś o pedagogice?
Niczym innym nie zajmowałem się w życiu, tylko komponowaniem. Nigdy nie uczyłem, bałem się tego, bo myślę, że i ja nie wszystko umiem. Mam wątpliwości, sam nie jestem chyba wystarczająco wykształcony, ale to moja wina, zawsze bardziej interesował mnie teatr niż oglądanie partytur.
Powiedziałeś, że człowiek nie przeskoczy siebie, a ja chcę spytać cię właśnie o te momenty, gdy miałeś poczucie, że dosięgnąłeś wysoko postawionej poprzeczki. Co ze swojej twórczości najbardziej chciałbyś ocalić?
Nie wiem. Staram się, by każde dzieło było wynikiem mojej dobrej roboty. Co z tego wychodzi, już nie ode mnie zależy. Moje utwory traktuję jak dzieci. Mam też szczęście do bardzo dobrych wykonawców. Dwóch rzeczy żałuję: że nie piszę oper i muzyki filmowej. W obu tych gatunkach czułbym się świetnie.
Co byś powiedział, z doświadczeniem swojego ponad 50-letniego tworzenia, młodemu kompozytorowi?
Zacytowałbym Perkowskiego: "Kompozytor powinien komponować". Penderecki zaś powiedział mi: "Niech pan pisze to, co pan czuje, i nie ogląda się na innych". A Bacewiczówna: "Niech pan pisze, nie rezygnując z tego, co pan chce napisać, ale żeby to jednak nie było przeciwko instrumentowi, żeby muzyk lubił to grać. To wtedy będą pana grali!". Nie mogę udzielić na twoje pytanie jednoznacznej odpowiedzi, każdemu pewnie powiedziałbym co innego. Nie chcę uczyć kompozycji, bo to sprawa delikatna, obawiam się, że mógłbym studenta źle poprowadzić. Pedagog ma tendencje - choć może się mylę - żeby pokazać uczniowi, jak on sam to robi. Teraz zresztą dużo się zmieniło w muzyce, obserwuje się dużą ingerencję techniki, perspektywy rysuje sztuczna inteligencja... Powiedziałbym zatem: pisz tak, żeby muzyk lubił to grać. I dużo pracuj, kompozytor musi pracować!
Piotr Moss, #1949, kompozytor, urodzony w Bydgoszczy, od ponad czterech dekad mieszka w Paryżu. W 2024 roku obchodzi jubileusz 75 urodzin i 55-lecia pracy artystycznej.
Andrew Davis
(1944-2024)
To była długa kariera, trwała ponad pół wieku. Sir Andrew Davis kierował wieloma czołowymi zespołami świata: Lyric Opera of Chicago, BBC Symphony Orchestra, Glyndebourne Festival Opera, Melbourne Symphony Orchestra oraz Toronto Symphony Orchestra. Lista teatrów i filharmonii, z którymi współpracował, jest równie imponująca: dyrygował w Metropolitan Opera, La Scali, Royal Opera House, Festspielhaus w Bayreuth, Filharmonii Berlińskiej i Het Concertgebouw.
Urodził się w angielskim Hertfordshire, studiował w Royal College of Music i King's College w Cambridge. Zanim zajął się dyrygenturą, próbował sił jako pianista, klawesynista i organista. Miał znaczne doświadczenie w zakresie muzyki dawnej, które zaowocowało między innymi jego aranżacją Mesjasza Händla. Dyrygentury uczył się w Rzymie u Franca Ferrary. Kariera zaczęła się, gdy w roku 1970 został drugim dyrygentem BBC Scottish Symphony Orchestra. Zrobiło się o nim głośno, gdy w tym samym roku zastąpił w ostatniej chwili Eliahu Inbala, mając dwa dni na przygotowanie z orkiestrą BBC Mszy głagolickiej Janáčka. Z tym zespołem kontynuował tradycje programowania Adriana Boulta, uwzględniając dzieła współczesne oraz opery. Zasłynął także prowadzeniem wielu koncertów Last Night of the Proms, robiąc to z dużą swobodą i humorem. Nie był jednak dyrygentem ekstrawaganckim, jego odczytania cechowały przede wszystkim solidność i dopracowanie.
Repertuar Davisa obejmował okres od baroku po współczesność. Był propagatorem muzyki XX wieku, w tym Oliviera Messiaena, Pierre'a Bouleza i Benjamina Brittena. Uważa się go za wybitnego interpretatora kompozytorów angielskich - Edwarda Elgara, Ralpha Vaughana Williamsa, Fredericka Deliusa czy Michaela Tippetta - których twórczość często rejestrował. Jednym z najważniejszych jego nagrań była opera Maska Orfeusza Harrisona Birtwistle'a.
Wykonywał również muzykę polską - w Chicago dyrygował Pasażerką Wajnberga i Królem Rogerem Szymanowskiego, I Koncert skrzypcowy tego ostatniego prowadził na początku kariery w Glasgow (z Wandą Wiłkomirską), z orkiestrą BBC miał na koncie też wieczór muzyki polskiej, na którym zabrzmiały Koncert na orkiestrę Lutosławskiego, Koncert fortepianowy f-moll Chopina i III Symfonia Szymanowskiego.
W mediach pojawiło się wiele pożegnań. Włoski pianista Alessio Bax, który występował z Davisem, napisał: "Był kimś więcej niż dyrygentem. Był uosobieniem elegancji, ciepła, uprzejmości i muzykalności. Jego głębokie rozumienie muzyki i urzekająca osobowość sprawiały, że każdy kontakt z nim był bezcennym doświadczeniem". --MC
Quo vadis, cultura?
gov.pl, polityka.pl, polskieradio.pl, wyborcza.p
Jedni mówią o "miotle ministra", inni o "potrzebnych reformach". Od zmiany rządu w grudniu 2023 roku, w wielu instytucjach podległych Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego trwa wymiana kierownictwa. Część osób odwołano ze stanowisk, inne czekają na decyzję resortu. Co ciekawe, 24 kwietnia do dymisji podał się sam minister Bartłomiej Sienkiewicz, który będzie kandydował do Parlamentu Europejskiego.
"Co dzieje się w Narodowym Instytucie Muzyki i Tańca, który lada moment stanie się operatorem 95 milionów euro z Krajowego Planu Odbudowy dla sektora kultury? - pytają Anna S. Dębowska i Witold Mrozek na wyborcza.pl. - Z pracy rezygnują tu wysoko wykwalifikowani specjaliści. W ciągu minionego roku, od kiedy dyrektorką NIMiT została Paula Lis-Sołoducha (odebrała nominację od ówczesnego ministra Piotra Glińskiego - MAK), odeszło co najmniej kilkanaście osób". Związkowcy z działającej w NIMiT Konfederacji Pracy twierdzą, że "dla części powodem wypowiedzenia czy odmowy przedłużenia kontraktu była arogancja i niechęć wobec podwładnych oraz nieelegancki sposób ich traktowania przez dyrektor". O niepokojącej sytuacji napisali do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. "Analizujemy wszystkie informacje w tej sprawie. Jestem w kontakcie z instytucją. Poprosiliśmy o stosowne wyjaśnienia w każdej z poruszonych kwestii" - zapewnia Hanna Wróblewska, dyrektorka Departamentu Narodowych Instytucji Kultury. Jak na skargi odpowiada sama Paula Lis-Sołoducha? "Treść nie została nam przedstawiona, nie możemy się więc do niej odnieść" - wyjaśnia wyborczej.pl Monika Arent, kierowniczka działu promocji i komunikacji NIMiT. Dodajmy, że resort chce, aby to NIMiT stał się jedyną jednostką wspierającą dystrybucję środków europejskich z Krajowego Planu Odbudowy na granty i stypendia. Związkowcy twierdzą, że w Instytucie brakuje specjalistów od tego typu zadań.
W momencie zamykania tego numeru dyrektorka NIMiT pozostawała na stanowisku. Poważne zmiany nastąpiły natomiast w Instytucie Adama Mickiewicza. Już w styczniu minister kultury zapowiedział połączenie IAM z założonym przez swojego poprzednika Biurem "Niepodległa". W ten sposób nie trzeba skracać kadencji władz, ponieważ kończy się ona w momencie przekształcenia instytucji w nowy byt prawny. Pod koniec kwietnia resort ogłosił, że od 1 maja Barbarę Schabowską, szefująca dotąd Instytutowi, zastąpi Olga Wysocka. Studiowała ona nauki polityczne na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie i na Uniwersytecie Warszawskim. Tytuł doktora nauk politycznych uzyskała w Europejskim Instytucie Uniwersyteckim we Florencji. W latach 2001-2004 pracowała w Instytucie Polskim w Berlinie, w latach 2009-2018 - w IAM, od 2014 roku jako zastępczyni dyrektora. Od września 2022 roku pełni funkcję dyrektorki Warszawskiego Obserwatorium Kultury.
Mniej emocji wzbudziła inna zmiana: 4 marca Robert Piaskowski został dyrektorem Narodowego Centrum Kultury. W kwietniu nowy szef zdecydował o zmianie rady programowej festiwalu Eufonie. "Chcielibyśmy pokazać [...], że dobrze jest, kiedy na festiwalach dochodzi do odnowienia zespołu programowego i pojawia się nowa perspektywa. To standard międzynarodowych festiwali" - powiedział w radiowej Dwójce. Zdradził, że zamierza zrealizować większość planu poprzedniej rady. --MAK
Nowa orkiestra w nowej siedzibie
beskidzka24.pl, bielsko.biala.pl
Cavatina Philharmonic Orchestra rezydować będzie w Cavatina Hall - sali koncertowej wybudowanej w Bielsku-Białej w 2022 roku. Projekt powołania zawodowej orkiestry wspiera magistrat. Nie będzie ona jednak miejską czy samorządową instytucją kultury, ale podmiotem prywatnym. Jak ustalił portal bielsko.biala.pl, jej budżet ma wynosić kilka milionów złotych rocznie. Zespół rozpocznie działalność od następnego sezonu, we wrześniu 2024 roku. Dyrektorem artystycznym i głównym dyrygentem zostanie Stanley Dodds - kapelmistrz i skrzypek, od trzech dekad związany z Berliner Philharmoniker, od 12 lat działający w jej zarządzie. Dodds jest też szefem Sinfonie Orchester Berlin. Do Cavatina Philharmonic Orchestra można się rekrutować. Jak czytamy na jej stronie, "poszukiwani są wysoko wykwalifikowani instrumentaliści charakteryzujący się elastycznością stylistyczną do szerokiego zakresu repertuaru od baroku po współczesność". Fundacja Fiducia, główny partner Cavatina Hall, oferuje muzykom umowę o pracę z atrakcyjnym wynagrodzeniem (nie mniejszym niż 7000 złotych brutto). Sezon artystyczny (około 30 koncertów) ma trwać od września do czerwca. Do 6 maja można nadsyłać zgłoszenia, a przesłuchania odbędą się w czerwcu i lipcu. --MC
Duszno, niewygodnie i źle słychać
FB, radiogdansk.pl
Nie wszyscy mogą liczyć na takie luksusy jak w Bielsku-Białej. Słupscy filharmonicy skarżą się na skandaliczne warunki pracy, zarzucając obecnej dyrektorce instytucji, Alinie Ratkowskiej, brak dialogu, wsparcia czy konsultacji w sprawie projektu nowego budynku. Wcześniej w mediach pojawił się film zrealizowany przez muzyków i Stowarzyszenie Przyjaciół Słupskiej Filharmonii. Mówią w nim, że na widowni panuje duchota, jest niewygodnie, a akustyka jest tak zła, że nie da się grać bez nagłośnienia. Podobno w 15 rzędzie nie słychać już solisty skrzypka. Wskazują też na fatalny stan zaplecza: nie ma garderoby ani miejsca na instrumenty, rury wystają ze ścian, brakuje oświetlenia; w bibliotece nuty leżą na podłodze, bo w szafie urwały się drzwiczki; podczas próby świetlówka spadła na głowę jednej z artystek i przypaliła jej włosy; w kanale orkiestrowym panuje smród pleśni, a w rogach rozstawione są trutki na szczury.
Na antenie Radia Gdańsk do sprawy odniosła się Alina Ratkowska. W rozmowie z Joanną Merecką-Łotysz potwierdziła, że widziała opublikowany materiał. "Gdy objęłam w 2022 roku funkcję dyrektora, podpisałam zgodę na rozbiórkę i jesteśmy na etapie poszukiwania środków na budowę nowej siedziby" - mówi, zapewniając, że stara się o nie prezydentka Słupska, Krystyna Danilecka-Wojewódzka. Dyrektorka przyznała, że obiekt, "w końcu przeznaczony do rozbiórki", jest w fatalnym stanie. Zwróciła jednak uwagę, że pewne prace remontowe są prowadzone: niedawno odnowiono klatkę schodową i toalety dla publiczności, a estradę podstemplowano, by się nie zawaliła. Zdaniem Ratkowskiej część ujęć w filmie zrealizowana została w przestrzeniach, w których muzycy nie powinni przebywać. Spotkanie, które niedawno odbyła z pracownikami, nie przyniosło porozumienia: "Jesteśmy w warunkach sporu zbiorowego. Otrzymałam 30 postulatów, które staram się realizować - zrobiliśmy konkurs na nowego kontrabasistę, zakupiliśmy nowe pulpity. [...] Obawiam się, że bez mediatorów nie dojdziemy do porozumienia". Według dyrektorki otrzymana od miasta dotacja jest o 800 tysięcy za mała w stosunku do tego, o co wnioskowano. --MC, MAK
Olimpiada w Wilanowie
W tegorocznej Olimpiadzie Artystycznej wzięły udział aż 1583 osoby. Z nich zaledwie 188 w sekcji muzyki - do eliminacji centralnych zakwalifikowało się 15, a laureatami zostało dwoje uczniów.
Ogłoszenie wyników oraz wręczenie nagród odbyło się 11 kwietnia w Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie. Konkurs należy do grupy turniejów przedmiotowych, które - dzięki porozumieniu z Ministerstwem Edukacji Narodowej - zwalniają zwycięzców z odpowiednich egzaminów maturalnych. Matura z historii muzyki lub sztuki zdana na 100 procent znacznie ułatwia rekrutację na studia muzykologiczne, kulturoznawcze czy z historii sztuki. W sekcji muzyki drugie miejsce zajął Andrzej Szyndler, uczeń IV klasy Państwowej Szkoły Muzycznej II st. im. Józefa Elsnera w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych nr 1 w Warszawie, a najwyższy wynik uzyskała Amelia Bach z VI klasy Państwowej Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej w Zespole Szkół Muzycznych im. Marcina Józefa Żebrowskiego w Częstochowie. Tryumfatorka uczy się w klasie skrzypiec, edukację zamierza kontynuować na kierunku skrzypce barokowe, być może także na muzykologii. Do udziału w zmaganiach skłoniły ją, oprócz zainteresowań, tradycje szkolne (w 2021 drugie miejsce zdobył Maciej Siwek, również uczeń częstochowskiej POSM) oraz oczywiście perspektywa zwolnienia z egzaminu maturalnego. Bartłomiej Gembicki, sekretarz naukowy ds. historii muzyki przy Olimpiadzie Artystycznej, zwraca uwagę na ważną rolę, jaką odgrywa ta coroczna rywalizacja: "Jest potrzebna przede wszystkim po to, żeby młode, zdolne osoby nie czuły się samotne w swoich bardzo niszowych pasjach. Konkurs może być też początkiem życiowej przygody z muzykologią i historią sztuki, o czym świadczy obecność licznych laureatów w czołowych instytucjach naukowych i kulturalnych. Dla organizatorów zaś spotkanie z młodzieżą to duży zastrzyk energii i nadzieja na przyszłość". --DM
PASSEGGIATA...
Classic FM, volanteopera.wales
Richard Wagner zagrożony? Szykuje się nowy Ring. Powstanie opera na podstawie Władcy Pierścieni Tolkiena. Skomponuje ją Brytyjczyk Paul Corfield Godfrey. Ostatnia bariera, czyli udzielenie zgody przez Tolkien Estate, została właśnie pokonana. Godfrey od blisko 60 lat pracuje nad adaptacją trylogii. Wiele scen już naszkicował. Jego dzieło ma liczyć 30 rozdziałów, a wykonanie na żywo potrwa 15 godzin podzielonych na sześć wieczorów. Rozmiary porównywalne do tetralogii Pierścień Nibelunga. Czy organizatorzy festiwalu w Bayreuth czują na plecach oddech konkurencji? --MC, MAK
nifc.pl
Dopiero co Bruce Liu czarował nas wariacjami na temat La ci darem la mano, a tu, ante portas, kolejny Konkurs Chopinowski. Ze względu na pandemię przerwa między 18 i 19 wynosi tylko cztery lata. Narodowy Instytut Fryderyka Chopina zaprezentował właśnie plakat najbliższego turnieju. Autorem jest Marcin Władyka. Wyboru dokonano spośród 30 nadesłanych prac. Wszystkie zostaną zaprezentowane na wystawie w październiku przyszłego roku w Pałacu Czapskich, siedzibie warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Dodajmy, że 19 konkurs odbędzie się w setną rocznicę powstania koncepcji organizacji imprezy - obchody rozpoczną się 2 października i potrwają pięć lat. --MC, MAK
skygroup.sky
Kompozytorzy na ekrany! Telewizja Sky wyprodukuje serial o Mozarcie. Sky nie kryje, że źródłem inspiracji jest sztuka Petera Shaffera, która sięga do XIX-wiecznych fantazji na temat przyczyn przedwczesnej śmierci geniusza, konkretnie do sztuki Puszkina Mozart i Salieri z 1830 roku oraz jednoaktówki Nikołaja Rimskiego-Korsakowa, skomponowanej na jej podstawie. Serial będzie miał pięć odcinków. Mozarta zagra Will Sharpe, znany z serialu Biały lotos zdobywca nagrody BAFTA, w zeszłym roku nominowany do Emmy. --MC
"Variety"
Gdyby nam się znudził Mozart w serialu, na dużym ekranie będzie można obejrzeć Vivaldiego. Projekt rodzi się od lat. Już w 2008 roku obraz o weneckim kompozytorze miała zrealizować firma rodziny De Laurentiis, ale do tego nie doszło. Na przełomie 2011 i 2012 zaplanowano równocześnie dwa inne filmy biograficzne o rudym księdzu. Pojawiła się nawet nadzieja, że któryś z nich dorówna popularnością słynnemu Amadeuszowi. Skończyło się na planach. Teraz za realizację zabrał się John Ottman, zdobywca Oscara za montaż filmu Bohemian Rhapsody. Ottman, który jest również kompozytorem, zdradził, że nie ma zamiaru tworzyć nowej ścieżki dźwiękowej, tylko wykorzysta muzykę Vivaldiego. Na więcej szczegółów dotyczących filmu przyjdzie nam jeszcze poczekać. --MC