Ruch Muzyczny 8/2024 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

6.90 zł
5.73 zł (5,86 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#8 2024 rok LXVIII

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyMichał Mendyk

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Zastępca redaktora naczelnego, festiwale

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.plAktualności, koncertyPiotr Mikapiotr_mika@pwm.com.pl

Swoboda ruchu, muzyka dawna

Karolina Kolinek-Siechowicz

karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.pl

Swoboda ruchu, muzyka współczesna

Dominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl

Wydawnictwa

Michał Mendyk

michal_mendyk@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.

Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Adres

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

RuchMuzyczny

Kontakt telefoniczny w sprawie prenumeraty: 12 422 70 44 wew. 183 lub 885 860 336 (Jakub Stankiewicz), mail: prenumerata@pwm.com.pl

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Na okładce Anna Hop, fot. Justyna Cieślikowska

Lubię płyty, które ZASKAKUJĄ

z MICHAŁEM AFTYKĄ rozmawia

Maciej Krawiec

ImproSpot.pl

Fot. Krzysztof Świderski

Maciej Krawiec: Jesteś świeżo upieczonym laureatem Fryderyka w kategorii fonograficzny debiut roku - jazz za album Frukstrakt, który nagrałeś ze swoim kwintetem. Trudno zacząć rozmowę inaczej niż od gratulacji!

Michał Aftyka: Bardzo dziękuję.

Co znaczy dla ciebie ta nagroda?

Przede wszystkim jest dla mnie kolejną okazją do podziękowania kolegom z zespołu, którzy mieli ogromny wpływ na to, jak ta muzyka brzmi na płycie. Włożyli dużo wysiłku, by efekt był zadowalający. Przez jakiś czas po wydaniu albumu nie wracałem do niego, ale ostatnio posłuchałem testowego tłoczenia winylu. Nie jestem oczywiście obiektywny, ale niezmiennie sądzę, że zrobiliśmy rzecz wartą uwagi. Co zaś do nagrody, to jeśli dzięki niej usłyszy o nas więcej osób, będzie to korzystna sytuacja. Rozgłos jest szczególnie ważny dla debiutującego zespołu.

Czy przełożyło się to na nowe zaproszenia koncertowe dla kwintetu?

Jeszcze nie. Zobaczymy, czy Fryderyk się do tego przyczyni. Jestem ostrożny w przewidywaniach, bo mam świadomość, że przede wszystkim musimy sami zadbać o to, by ktoś się nami zainteresował. Autopromocja zupełnie nie leży w mojej naturze, wolałbym się skoncentrować na muzyce, ale oczywiście zależy mi też na tym, by zespół grał jak najwięcej.

Ktoś ci pomaga? Masz menadżera albo menadżerkę?

Nie mam. Zastanawialiśmy się nad tym, gdy wygraliśmy w konkursie Współbrzmienia. Propozycję rzucił saksofonista Marcin Konieczkowicz. Odpowiedziałem mu, że jeśli zdobędziemy Fryderyka, to na pewno się tym zajmę! A mówiąc poważnie, to zdecydowanie widzę taką potrzebę, choć w polskim środowisku jazzowym jest niewiele osób zatrudniających menadżerów.

Jak co roku dużo było dyskusji, często zabarwionych zażenowaniem albo rozbawieniem, związanych z nominacjami do jazzowych Fryderyków. Zwłaszcza w kategoriach artysta roku i album roku mogły one dziwić. Czy taka otoczka wpłynęła na twoje podejście do nagrody?

Mam bardzo mieszane uczucia co do nominacji. Nie podoba mi się to, że do kategorii jazzowej, choć jest pojemna, raczej nie trafiają albumy z muzyką free improvised. Sam system głosowania też nie jest idealny. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że często wygrywają ci, którzy mają po prostu wielu znajomych w środowisku. Mam w tym zakresie pewne doświadczenie, bo Frukstrakt został też nominowany do Deutscher Jazzpreis i w przypadku tej nagrody wygląda to zupełnie inaczej. Jury wskazujące laureatów przez długi czas nie jest znane, przez co wybory wydają się bardziej merytoryczne.

A gala? Jak się na niej czułeś?

To był mój drugi raz na gali Fryderyków. Rok temu nominację otrzymał album Amalii Umedy, w której kwartecie gram na kontrabasie. Cóż, telewizyjny show w wielkiej hali sportowej to zupełnie nie moja bajka. Myślę, że byłoby adekwatnie, gdyby nagrody jazzowe wręczano razem z tymi dotyczącymi muzyki klasycznej.

Dlaczego?

Bo impreza, która jest nastawiona na rozrywkę, zupełnie nie odpowiada temu, czym my się zajmujemy. Wiem, że dużo osób się ze mną nie zgodzi. Niektórzy uważają, że z mignięcia jazzu w telewizji albo w streamingu na dużym portalu wyniknie coś pozytywnego.

Wspomniałeś, że zależy ci na jak największej liczbie koncertów z zespołem. W ramach nagrody w konkursie Współbrzmienia zdobyliście fundusze na nagranie drugiej płyty. Wynika z tego, że kwintet pozostanie twoim głównym składem?

Zdecydowanie zależy mi na dalszej pracy z chłopakami. Chcę, by to był working band, który regularnie się spotyka i gra koncerty. Myślę, że dopiero na estradzie wypracowuje się to coś, co trudno zdefiniować, niemniej sprawia, że mamy do czynienia z prawdziwym zespołem. Kwintet to dziś dla mnie najważniejsza przestrzeń twórcza. Zresztą ze względów nie tylko muzycznych, lecz także osobistych - bardzo przywiązuję się do ludzi. Dobrze znam chłopaków, ufam im, czuję się z nimi swobodnie. To samo dotyczy realizatora Jakuba Krukowskiego, z którym pracowaliśmy przy tej płycie. Nie wyobrażam sobie nagrywania kolejnej w innym studiu, z kimś innym w reżyserce. Choć jednocześnie nie zamykam się na nowe projekty.

Masz na myśli tworzenie kolejnych zespołów, które grałyby twoją muzykę?

Mam tyle różnych pomysłów, że idealna byłaby praca z paroma składami, które tworzyliby muzycy specjalizujący się w różnych stylistykach. Gdybym miał dużo pieniędzy, czasu i mógłbym zajmować się tylko pisaniem muzyki, chętnie bym w taki sposób działał. Na razie jednak to niemożliwe.

Choć znamy wielu kontrabasistów i coraz więcej kontrabasistek, piszących muzykę oraz prowadzących zespoły, to wydaje się, że bycie liderem formacji nie od razu się z tym instrumentem kojarzy. Kiedy poczułeś, że chcesz prowadzić własny zespół?

Nie było żadnego szczególnego impulsu. W trakcie nauki na "Bednarskiej" [w ramach Sekcji Jazzu Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych im. Fryderyka Chopina w Warszawie, obecnie przy ulicy Połczyńskiej - MK] po prostu zacząłem pisać utwory. Po raz pierwszy zagrałem je publicznie na koncercie dyplomowym - na program składały się wyłącznie moje kompozycje.

Te różne pomysły, o których mówiłeś, odbijają się w albumie Frukstrakt. Psychodelia, cool jazz, ambient, połamane konstrukcje rytmiczne, melodie pobrzmiewające muzyką ludową... Nie ograniczałeś się, przygotowując repertuar.

Rzeczywiście jest tak, że niemal z każdego utworu na tej płycie można by stworzyć oddzielne wydawnictwo. Wynika to chyba po prostu z tego, że ja słucham bardzo różnej muzyki. Lubię zarówno ładne piosenki, jak i całkowicie swobodną improwizację. Przy realizacji następnego albumu na pewno nie będę na siłę zabiegał o to, by był spójny stylistycznie. Nie widzę w tym jakiejś szczególnej wartości. Lubię słuchać płyt, które mnie zaskakują.

Nie ograniczasz się stylistycznie, ale pozostajesz wierny swojemu głównemu instrumentowi - kontrabasowi. Gitara basowa ani Moog cię aż tak nie interesują?

Nie, najważniejsza jest dla mnie relacja z kontrabasem i wynika to z dwóch powodów. Po pierwsze, przynależy on do sfery muzyki akustycznej i jest bardzo zniuansowany brzmieniowo. Po drugie, ze względu na gabaryty daje poczucie intensywnego obcowania z ciężką materią. Zwłaszcza wtedy, gdy w muzyce następuje emocjonalny moment i trzeba grać bardzo głośno... To wspaniałe doświadczenie. Ale kto wie? Może za jakiś czas usłyszę taki rodzaj gry na gitarze basowej, który mnie olśni, i się na nią przerzucę?

Michał Aftyka, kontrabasista, student Akademii Muzycznej w Katowicach, zdobywca nagrody muzycznej Fryderyk, lider kwintetu, z którym zwyciężył między innymi w Ogólnopolskim Konkursie Muzyki Improwizowanej Współbrzmienia w Warszawie.

Maurizio Pollini

(1942-2024)

Wiadomość o jego śmierci wywołała lawinę komentarzy w mediach, a jednym z dających się z niej wyłowić lejtmotywów było chyba słuszne twierdzenie o końcu pewnej pianistycznej epoki.

Pollini, rodowity mediolańczyk, wzrastał w rodzinie o artystycznych, ale raczej nie muzycznych tradycjach. Ojciec był architektem hołdującym estetyce modernizmu, a wuj - Fausto Melotti - cenionym rzeźbiarzem. Niewykluczone, że te osobowości wpłynęły na światopogląd Maurizia, który uchodził później za muzyka dążącego do obiektywizmu, często może wręcz zimnego. Z takim oglądem sztuki dysonowała jego postawa aktywisty, z odrazą odnoszącego się do wojny w Wietnamie, a niedawno do rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

Pozostaje Pollini najmłodszym tryumfatorem Konkursu Chopinowskiego, do tego pierwszym, który zrobił zawrotną karierę światową. Mimo że jego zwycięstwo okazało się bezapelacyjne, oceny obserwatorów były już rozbieżne. Chyba najbardziej dał mi do myślenia Jarosław Iwaszkiewicz: gra krystalicznie czysta, mimo technicznej swobody raczej powściągliwa, zwyczajnie go nudziła. Być może wielki pisarz z zasady stawał po stronie pianistów dionizyjskich, a Pollini był niewątpliwie, nomen omen, typem apollińskim.

Jego pokonkursowa kariera przebiegała nie bez zakłóceń. Z nielicznych nagrań wyróżnia się konstruktywistyczne wykonanie z 1960 roku Koncertu e-moll Chopina z Philharmonia Orchestra pod batutą Pawła Kleckiego. Dwa lata później podjął naukę u Artura Benedettiego Michelangelego, co miało się okazać zgubne dla wyobraźni młodego artysty, który chętnie puszczał wodze temperamentowi (jak drapieżnie grał "Appassionatę" Beethovena na recitalu pokonkursowym!), a z czasem popadł w lodowaty obiektywizm. Przełomowy, jak się wydaje, był rok 1972, kiedy Pollini podpisał kontrakt z Deutsche Grammophon. Okazał się dla wytwórni prawdziwym skarbem, bo repertuar miał olbrzymi i zróżnicowany. Nagrał dla niej ponad 60 albumów, w większości solowych: pierwszy zeszyt Das Wohltemperierte Klavier, komplet sonat Beethovena, dzieła Schuberta, Schumanna, Liszta, Debussy'ego, prawie całego solowego Schönberga; nie pogardził też Sonatą Berga i Wariacjami Weberna. Równie imponujący był jego repertuar z orkiestrą: koncerty Mozarta (około 10), Beethovena (dwa komplety), Schumanna, oba Brahmsa (aż czterokrotnie nagrane, z różnymi dyrygentami, w tym świetny B-dur z Abbadem), Schönberga, Prokofiewa (Trzeci), Bartóka (Pierwszy i Drugi). Osobnej wzmianki domaga się muzyka Chopina, w której artysta - co zaskakująco zadeklarował tuż po wygraniu warszawskich zmagań - nie chciał się specjalizować. W kolejnych dekadach jednak repertuar ten poszerzał, by stworzyć kilka prawdziwych wzorców interpretacyjnych - szczególnie w fenomenalnie granych obu kompletach 12 Etiud czy dwukrotnie utrwalonych Preludiach op. 28 (ideał z 1975). Chyba nieco przesadnie wychwalane były późniejsze Nokturny i jeszcze mniej przekonujące Ballady, Scherza, Sonaty. Miał silny imperatyw promowania twórczości nowej, choćby Bouleza czy Stockhausena. Utwory pisało dla niego wielu rodaków, by wskazać tylko Manzoniego, Sciarrina i najważniejszego - Nona. Zadedykowane Mauriziowi i Marilisie Pollinim ...sofferte onde serene... to tyleż bezkompromisowy, co przejmujący utwór, w którym odzywają się imitacje dzwonów, upamiętniające odejścia rodziców kompozytora i zmarłego tuż po urodzeniu dziecka Pollinich.

Słuchając Nona, pozostaje pomarzyć, by nasi giganci pianistyczni zaczęli wybiegać ku współczesności z odwagą Maurizia Polliniego, nie poprzestając w swych preferencjach na liczącej już sto lat muzyce Karola Szymanowskiego. --Marcin Gmys

Péter Eötvös

(1944-2024)

Kiedy w roku 1985 uczestniczyłem w Bartók Seminar & Festival w Szombathely, nie do końca zdawałem sobie sprawę z powagi i prestiżu wydarzenia. Pojechałem tam zaledwie miesiąc po ukończeniu studiów dyrygenckich w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Krakowie. Jednak gdy zobaczyłem Zoltána Kocsisa, Miklósa Perényiego, Györgya Kurtága i samego Pétera Eötvösa, uświadomiłem sobie, że znalazłem się pośród najwybitniejszych osobistości muzycznych tamtych czasów.

Kurs dla dyrygentów odbywał się z dwoma zespołami. Z pierwszym przygotowywaliśmy Kammersymphonie op. 9 Arnolda Schönberga, utwór niesłychanie wymagający od strony wykonawczej. Każdy z uczestników prowadził wybrany fragment, a nad wszystkim czuwał Péter Eötvös. To on odkrywał przede mną fascynujący świat muzyczny. Przyznaję, że zupełnie nowy, gdyż utworów drugiej szkoły wiedeńskiej nie omawiano na zajęciach w krakowskiej uczelni. Program kursu obejmował również Koncert wiolonczelowy Györgya Ligetiego, ale niestety, z powodu braku partytury w Polsce, nie mogłem przygotować tego dzieła.

Znacznie łatwiejsze było dla mnie poruszanie się w świecie muzyki Béli Bartóka. Mieliśmy do dyspozycji orkiestrę symfoniczną Filharmonii w Szombathely, z którą pracowaliśmy nad suitą z baletu Cudowny mandaryn op. 19. Część prób, szczególnie tych początkowych, prowadził Eötvös. Zdawał sobie sprawę, że nie może nas postawić przed zespołem, który sam ma duże problemy techniczne z tym utworem. Dodatkowym wyzwaniem był język, a Maestro mógł komunikować się z muzykami w rodzimym węgierskim. Kiedy wszystko zostało w orkiestrze dobrze ustawione, dopuszczono nas do pracy nad dziełem. Całość była znakomicie zaplanowana i każdy miał okazję pokazać się z jak najlepszej strony.

W swoim métier dyrygenckim Eötvös ujmował niezwykłą wprost precyzją gestu, przekazując jednocześnie absolutną esencję w zakresie interpretacji. Było to po prostu najczystsze rzemiosło. Pozostawał przy tym uważnym i inspirującym mentorem, ale nie narzucał uczniom swojej techniki. Jego sposób prowadzenia, z natury rzeczy bliski stylowi Pierre'a Bouleza, nie stanowił jednak wiernej kopii mistrza. Péter Eötvös był artystą suwerennym, poruszającym się konsekwentnie własnymi ścieżkami i budującym swój niepowtarzalny świat dźwiękowy, którego cząstki mogłem doświadczyć.

--Paweł Przytocki

Ryszard Mieczysław Klisowski

(1937-2024)

Urodził się 29 października 1937 roku w Łucku. Mroczne chwile dzieciństwa uwiecznił w przejmującym dziele Łuck Holocaust - muzyka katedralna z grodu Lubarta na organy i perkusję. Studiował kompozycję i teorię muzyki w klasie Tadeusza Natansona, grę na skrzypcach pod kierunkiem Edwarda Statkiewicza oraz prowadzenie zespołów wokalnych i instrumentalnych u Radomira Reszkego. Później kształcił się u Ericha Urbannera i Romana Haubenstocka-Ramatiego w słynnej Universität für Musik und darstellende Kunst w Wiedniu. Tam też ukończył kursy muzyki elektroakustycznej Dietera Kaufmanna, kompozycji syntetycznej Georga Pirckmayera i audiowizualnej Paula Konta. Do Polski wrócił w 1978 roku. "Przywiózł ze sobą kompletny sprzęt do tworzenia muzyki elektroakustycznej i jako pierwszy rozpoczął w PWSM we Wrocławiu wykłady w tej dziedzinie, udostępniając studentom własną aparaturę. Jego profesjonalizm i życzliwość wzbudzały sympatię oraz szacunek młodych adeptów kompozycji" - opowiada Grażyna Pstrokońska-Nawratil. W stolicy Dolnego Śląska założył Grupę Muzyki Eksperymentalnej GEMEL, z którą dokonał wielu prawykonań, występując w Polsce i za granicą. Komponował muzykę symfoniczną, chóralną, kameralną, pisał dla filmu i teatru. Poświęcił się jednak muzyce elektroakustycznej i elektronicznej. Tworzył z wykorzystaniem nowych mediów, live electronics, warstwy wizualnej czy efektów świetlnych. Łączył dbałość o formę z elementami niedookreślonymi i improwizacją. Media elektroniczne wykorzystywał do poszukiwań sonorystycznych. Zajmował się też teorią muzyki dawnej. Z żoną, Walentyną Węgrzyn-Klisowską, rekonstruował zabytki kultury muzycznej Śląska. Fascynacja słowem i jego związkami z dźwiękiem zrodziła kilka tomików sonorystycznej poezji. "Ryszard poznał muzykę wszechstronnie. Wykonywał ją jako skrzypek, analizował i opisywał jako teoretyk i tworzył jako kompozytor. Pisał też wiersze. Był zawsze uśmiechnięty, spokojny, konsekwentny w działaniu, niezwykle pracowity, charyzmatyczny. Wrocław był dla niego miejscem szczególnym: tu mieszkał, studiował, tworzył swoją muzykę, wykładał, tutaj założył szczęśliwą rodzinę, której oddany był bez reszty" - wspomina Pstrokońska-Nawratil. Zmarł 30 marca 2024 roku. --Piotr Mika, Krzysztof Stefański

Poznań, Włocławek i Łódź. Na te miasta melomani powinni teraz zwrócić szczególną uwagę. Co prawda, w dwóch pierwszych ośrodkach nie wykopano jeszcze nawet dziury w ziemi, ale plany dotyczące nowych inwestycji są ogromne.

BUDOWY, ROZBUDOWY

Filharmonia Łódzka, PAP, Polskie Radio PiK, TVP3 Bydgoszcz

Już w maju ruszy budowa największego teatru muzycznego w Polsce. Rada Miasta Poznania przekazała na ten cel działkę. Gmach stanie w centrum miasta, u zbiegu ulic Święty Marcin i Skośnej, niedaleko Akademii Muzycznej. Autorami projektu są pracownicy krakowskiego biura architektonicznego Atelier Loegler. Powierzchnia całkowita planowanego budynku to blisko 28 tysięcy metrów kwadratowych. Widownia sali głównej pomieści 1200 osób. Mniejsze wydarzenia będą organizowane w sali kameralnej, z 300-osobową widownią, lub w przestrzeni koncertowej, zaplanowanej dla 150 słuchaczy. Ponadto plan obejmuje obszerne foyer i salę bankietową. W sąsiedztwie ma powstać Park Wody i Muzyki ze ścieżką edukacyjną, kładkami dla spacerowiczów i zbiornikiem zasilanym wodą retencjonowaną z dachu nowego obiektu. Planowany koszt inwestycji to blisko 400 milionów złotych. Budowę sfinansują Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, miasto Poznań oraz powiat poznański. Realizację przedsięwzięcia wspierają mecenasi, sponsorzy i partnerzy instytucji. Przekazanie budynku ma nastąpić w 2027 roku.

Przenosimy się na wschód od Poznania. We Włocławku powstanie filharmonia, której budowę zapowiedziano już trzy lata temu, ale dopiero teraz władze podpisały list intencyjny w tej sprawie. Ma stanąć w centrum miasta, u zbiegu ulic 3 Maja i Tumskiej, w pobliżu Starego Rynku. Zanim urośnie gmach Filharmonii Kujawskiej, zostanie powołane stowarzyszenie o tej nazwie. Pierwsze koncerty mają zostać zorganizowane jeszcze przed rozpoczęciem budowy. Trwają też przygotowania do stworzenia zespołu kameralnego, który najprawdopodobniej zasilą nauczyciele i absolwenci włocławskiego Zespołu Szkół Muzycznych. "Ta filharmonia będzie grała nutą kujawską" - zapowiada Piotr Całbecki, marszałek województwa kujawsko-pomorskiego.

I jeszcze krótka wizyta w Łodzi. Sejmik Województwa zdecydował o przekazaniu tamtejszej filharmonii sąsiadującego budynku. Obiekt, w którym do września 2015 roku mieściło się kino, zostanie przekształcony w Centrum Edukacji Muzycznej. "Powstanie miejsce, które będzie eksplodować ideami edukacyjnymi, [...] miejsce spotkań wszystkich zainteresowanych muzyką i - szerzej - kulturą. Będzie to muzyczny hub województwa" - zapowiada Tomasz Bęben, dyrektor Filharmonii Łódzkiej. Koszt inwestycji to ponad 100 milionów złotych. Sfinansowana będzie ze środków Unii Europejskiej oraz wkładu własnego zapewnionego przez województwo. Prace budowlane i remontowe, które mają rozpocząć się w 2025 roku, poprzedzi rozpisanie konkursu architektonicznego. Całość zostanie oddana do użytku za cztery lata. --PM, MAK

Policzmy się!

Uniwersytet SWPS

Naukowcy z Centrum Badań nad Gospodarką Kreatywną Uniwersytetu SWPS w Warszawie realizują badanie "Policzone i policzeni 2024! Szacowanie liczebności artystów i twórców w Polsce". Zespołem kieruje ekonomistka i teoretyczka zarządzania w kulturze i przemysłach kreatywnych, profesor Dorota Ilczuk. To druga odsłona akcji. Już w 2018 roku zespół z tej samej uczelni oszacował liczebność czynnego zawodowo środowiska twórczego w Polsce. Teraz pracuje nad aktualizacją danych, zwracając uwagę na zmiany wywołane pandemią koronawirusa. Naukowcy zachęcają artystki i artystów do podzielenia się doświadczeniami przez wypełnienie anonimowej internetowej ankiety (liczymysie.webankieta.pl). Można to zrobić do 5 maja. Wyniki staną się podstawą dla dopracowania i wprowadzenia w życie ustawy o artystach zawodowych. W przyszłości mają też wspomóc prace nad rozwiązaniami systemowymi w zakresie wsparcia społecznego i socjalno-ekonomicznego. Badanie odbywa się na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. --PM

Polonez na liście

gov.pl, pap.pl

Najpierw wpis, a teraz certyfikat. Przedstawiciele instytucji i organizacji zaangażowanych w opracowanie wniosku o wpisanie poloneza na Listę reprezentatywną niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości odebrali certyfikat UNESCO. Taniec został uhonorowany w grudniu 2023 roku w Kasane w Botswanie, podczas sesji Komitetu Międzyrządowego do spraw Ochrony Niematerialnego Dziedzictwa. Jak przypomniał w rozmowie z PAP Jan Łosakiewicz - tancerz, choreograf oraz dyrektor Teatru Tańca Uniwersytetu Warszawskiego "Warszawianka" i przewodniczący Polskiej Sekcji Międzynarodowej Rady Stowarzyszeń Folklorystycznych, Festiwali i Sztuki Ludowej: "Polonez jest jednym z polskich tańców narodowych i jednym z najstarszych polskich tańców w ogóle. [...] Pochodzenia tańca można szukać w dwóch źródłach. Z jednej strony wywodzi się on z regionalnych tańców chodzonych, z drugiej zaś strony nawiązuje do tradycji tańców dworskich. [...] Salonową formułę oraz europejski sznyt otrzymał dzięki baletmistrzom i choreografom, zwłaszcza francuskim". To szósta polska tradycja na liście UNESCO. W poprzednich latach wpisem wyróżnione zostały: szopkarstwo krakowskie (2018), kultura bartnicza (2020), sokolnictwo (2021), tradycja dywanów kwiatowych na procesje Bożego Ciała (2021) i flisactwo (2022). --MAK

Tryumf w Zagrzebiu

mbz.hr

Rafał Ryterski wygrał konkurs organizowany przez Biennale Muzyki w Zagrzebiu i Związek Kompozytorów Chorwackich na muzykę do baletu inspirowaną tematem: "Broken Relationships".

Zwycięstwo jest całkowite - jury z 225 nadesłanych propozycji jednogłośnie wybrało utwór polskiego kompozytora. Decyzję podjęli: Sara Glojnarić (kompozytorka), Massimiliano Volpini (dyrektor Baletu HNK w Zagrzebiu) oraz dyrektorzy artystyczni Biennale: Tomislav Oliver, Ivan Josip Skender i Davor Vincze. "Muzyka Ryterskiego przekonała nas siłą bezpośredniości, umiejętnym operowaniem multimediami, świeżością wyrazu oraz niepowtarzalnym artystycznym głosem, którego szukaliśmy w tym konkursie - czytamy w uzasadnieniu. - Już sama propozycja nowego dzieła Willy Elliot wyróżniała się prowokacyjnością, czego oczekujemy od baletu, który otworzy nadchodzący festiwal. Wybór nie był łatwy, ale cieszymy się, że dzięki konkursowi udało się odkryć wielu wspaniałych, w większości młodych kompozytorów, których będziemy nadal śledzić i z którymi chcemy współpracować przy innych projektach Biennale". --MC

Nowa Mistrzyni!

lamaestra-paris.com

Bar Avni tryumfatorką konkursu La Maestra. Drugie miejsce zajęła Rosjanka Lubow Nosowa, a trzecie Niemka Katharina Morin.

Pochodząca z Izraela Bar Avni oprócz 20 tysięcy euro otrzymała również Nagrodę Francuskich Sal Koncertowych i Orkiestr, nagrodę sponsorowaną przez telewizję ARTE, Paris Mozart Orchestra Prize, a także nagrodę ECHO przyznawaną przez Organizację Europejskich Sal Koncertowych. Avni jest główną dyrygentką Bayer Philharmoniker Leverkusen. Na koncie ma już wiele innych sukcesów konkursowych, w tym drugą nagrodę oraz nagrodę orkiestry X Konkursu Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga w Katowicach w 2017 roku. W jury La Maestra pod przewodnictwem Nathalie Stutzmann zasiadali: Elise B?tnes, Claire Gibault, Kyryło Karabyć, Vimbayi Kaziboni, Kathryn McDowell i Leonard Slatkin. Zarówno finalistki, jak i półfinalistki turnieju będą mogły wziąć udział w Akademii La Maestra, która rozpoczęła się w marcu tego roku i potrwa do 2026. W tegorocznym konkursie sił próbowały dwie Polki - Zofia Kiniorska i Martyna Zych. O ile w zeszłym roku reprezentantki naszego kraju, Anna Sułkowska-Migoń oraz Joanna Natalia Ślusarczyk, zdobyły dwa pierwsze miejsca oraz nagrody specjalne, o tyle tym razem szczęście Polkom nie dopisało i nie wyszły poza ćwierćfinały. --MC, MAK

PASSEGGIATA...

muzeumgdansk.pl

Muzeum Gdańska zaprezentowało replikę trąbki z warsztatu Johanna Wilhelma Stritzkego, trąbomistrza działającego nad Motławą w latach trzydziestych XVIII wieku. Powstała ona na podstawie dwóch wzorów: przechowywanej w szydłowieckim Muzeum Ludowych Instrumentów Muzycznych trąbki z roku 1749 autorstwa Stritzkego, a także instrumentu stworzonego przez jego ojca, Johanna Christopha, z kolekcji Muzeum Instrumentów Muzycznych w Poznaniu. Inicjatorem był Paweł Hulisz, trębacz, założyciel zespołu muzyki dawnej Tubicinatores Gedanenses, pedagog gdańskiej Akademii Muzycznej. Replikę, którą wykonał Graham Nicholson, można zobaczyć w Ratuszu Głównego Miasta. --PM

rondomagazin.de

Muzyczna Bawaria zatrzęsła się w posadach. W związku z tym, że młodzież landu kiepsko wypadła w teście PISA (Program Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów), rząd postanowił, że w szkołach podstawowych ma być więcej lekcji pisania i arytmetyki kosztem zajęć z muzyki. W liście otwartym do władz Bawarii sir Simon Rattle, Anne-Sophie Mutter, Christian Gerhaher i Julia Fischer wzywają do cofnięcia decyzji. "Nie możemy pozostawiać edukacji kulturalnej jedynie muzeom, teatrom, orkiestrom i szkołom średnim. Wszystkie dzieci muszą mieć do niej dostęp. Takie nauczanie najlepiej sprawdza się na poziomie szkół podstawowych" - czytamy w liście. --MAK

southfloridaclassicalreview.com

Nie będzie już opery pod palmami. Miami Lyric Opera przestaje istnieć po dwóch dekadach działalności. Raffaele Cardone, jej założyciel i wieloletni szef, przyznał, że na decyzji zaważył zbyt mały budżet: "Główną przyczyną jest finansowanie - niewystarczające, by realizować przyzwoite produkcje. Wzrosły koszty lokalu, pracy artystów i wiele innych...". Pochodzący z Włoch 89-letni dyrektor nie ukrywa też, że przyszedł już czas na emeryturę. Miami Lyric Opera wyprodukowała 23 tytuły i dała blisko 250 spektakli. Zespół występował w Olympia Theater, Colony Theater i Dennis C. Moss Cultural Arts Center. Ostatni spektakl odbył się w listopadzie 2023 roku. --PM

operawire.com

Może troszkę fałszuje, ale w obliczu sukcesu komercyjnego nie ma to przecież żadnego znaczenia. Pod koniec marca ukazał się najnowszy album Beyoncé Cowboy Carter. Już zebrał entuzjastyczne recenzje i bije rekordy popularności. "Być może najbardziej nieoczekiwaną rzeczą jest wykorzystanie przez Beyoncé muzyki klasycznej. W utworze Daughter piosenkarka interpretuje arię Caro mio ben włoskiego kompozytora Tommasa Giordaniego. Zmienia tonację oryginalnej kompozycji i śpiewa zwrotkę po włosku" - donosi operawire.com. Droga Beyoncé, czekamy na więcej! --MAK