Ruch Muzyczny 4/2025 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

6.90 zł
5.73 zł (5,86 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#4 2025 rok LXIX

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyKrzysztof Stefański

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Zastępca redaktora naczelnego

Festiwale

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.plAktualności, koncertyPiotr Mika, Karolina Dąbekpiotr_mika@pwm.com.plkarolina_dabek@pwm.com.pl

Swoboda Ruchu

Dominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl

Wydawnictwa

Michał Mendyk

michal_mendyk@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Agnieszka Kurpisz

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów. Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Adres

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

RuchMuzyczny

Kontakt telefoniczny w sprawie prenumeraty: 12 422 70 44 wew. 183 lub 885 860 336 (Jakub Stankiewicz), mail: prenumerata@pwm.com.pl

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Na okładce Bomsori Kim, fot. Bartek Barczyk

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Przygotowany na wszystko

Po KAŻDYM występie robi się krok naprzód. W sali ćwiczeniowej nie da się wypracować KOMUNIKATYWNOŚCI, porozumienia z publicznością

z MATEUSZEM DUBIELEM rozmawia

Monika Zając

Program 2 Polskiego Radia

Fot. Wojciech Grzędziński/NIFC

Monika Zając: Przede wszystkim - gratulacje. Jak to jest wygrać drugi raz ten sam konkurs?

Mateusz Dubiel: Dziękuję. To wbrew pozorom dwa różne wydarzenia. W 2022 konkurs odbywał się na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina. Tegoroczny - w miejscu legendarnym, w Filharmonii Narodowej. Również program był wtedy inny: grałem utwory nie tylko Chopina, lecz także Prokofiewa i Liszta. Teraz miałem do czynienia z konkursem monograficznym, pierwszym tego typu w moim życiu. To były zatem dwa zupełnie inne doświadczenia.

Przyznasz chyba, że ciężar gatunkowy, czy raczej rozmiar oczekiwań, był zupełnie inny w tym roku.

Tak, ale staram się nie przejmować tym, czego oczekują ode mnie inni. Nawet od siebie nie oczekuję przesadnie wiele. Po co sobie dodawać obciążeń, wywierać presję... Nigdy nie przyszło mi do głowy, by pojechać na konkurs z myślą, że muszę go wygrać. Później można się tylko rozczarować. To chyba najlepsze podejście. Skupiam się przede wszystkim na przygotowaniach, bo w muzyce jest przecież sporo do zrobienia.

Wspomniałam o oczekiwaniach, bo prawdopodobnie każdy uczestnik Ogólnopolskiego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina myśli o tym październikowym - międzynarodowym. Laureaci dwóch pierwszych nagród mają w nim zagwarantowany udział z pominięciem eliminacji. Domyślam się, że i dla ciebie była to motywacja.

Gdyby nagroda ogólnopolskich zmagań nie wiązała się z pominięciem eliminacji konkursu międzynarodowego, prawdopodobnie nie zdecydowałbym się po raz kolejny stanąć w szranki.

Istotnym elementem każdego konkursu jest możliwość kontaktu z jurorami. Wiem, że liczyłeś na rozmowy po werdykcie. Doszło do nich? Dowiedziałeś się czegoś, co ułatwi ci przygotowania do październikowych przesłuchań?

Nie udało się spotkać, ale jestem w kontakcie z jurorami. Bardzo cenię sobie ich uwagi, bo to wielkie autorytety i trzeba z tego korzystać. Już to, że uważnie słuchają naszych interpretacji, stanowi wielkie wyróżnienie. A jeśli na dodatek one im się podobają, jest to naprawdę bardzo miłe uczucie.

Koncert laureatów został przerwany przez alarm przeciwpożarowy. Jestem ciekawa, jak to wyglądało zza kulis.

Większość koleżanek i kolegów poszła się rozgrywać. Ja jeszcze czekałem na ćwiczeniówkę, był ze mną Yehuda Prokopowicz. Nagle rozległ się alarm. Na początku myśleliśmy, że dźwięk dobiega z ulicy. Nie zarejestrowaliśmy trzasku otwieranych okien, który podobno było słychać w sali. Trwał akurat występ Kamili Sacharzewskiej. Kiedy pojawił się komunikat o ewakuacji, pobiegliśmy do wyjścia. Na zapleczu rzecznik Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, Aleksander Laskowski, pomagał wszystkim jakoś odnaleźć się w tej sytuacji. Rozmawiałem później z profesor Bronisławą Kawallą, która mówiła, że takie wydarzenie nie miało miejsca przez ostatnich kilkadziesiąt lat! Bałem się, że nie będę mógł wystąpić. Gdyby chodziło o recital, być może aż tak bym się nie przejął, ale naprawdę bardzo chciałem jeszcze raz zagrać z Michałem Nesterowiczem i muzykami Filharmonii Narodowej. Zależało mi, by wykonać Koncert e-moll inaczej niż w finale, bo nie byłem do końca z siebie zadowolony. Miałem wielką satysfakcję ze współpracy z orkiestrą, z kontaktu ze wspaniałym instrumentem i salą, ale oczekiwałem od siebie trochę więcej. Kilka rzeczy na koncercie laureatów wyszło nieco lepiej, choć nadal nie jestem w pełni usatysfakcjonowany. Najbardziej złoszczę się na siebie za obiektywne błędy. Wiadomo, że Horowitz czy Rubinstein potrafili pięknie "dawać po sąsiadach", ale ja się do takich mistrzów nie zaliczam.

Kto wie, może będziesz mógł znów wystąpić w tej sali, z tymi muzykami, z tym samym koncertem już całkiem niedługo...

Mam nadzieję, bo to było wielkie przeżycie. A schody wiodące na estradę wcale nie są aż takie straszne, jak myślałem.

Masz już gotowy program na październik?

W większości tak, zwłaszcza jeśli chodzi o wielkie formy. Choć wiadomo - proces trwa, wciąż poszukuję rozwiązań, na przykład idealnego brzmienia w drugim temacie wybranej przeze mnie sonaty. Muszę też dobrze przemyśleć program na drugi etap. Ponadto od roku pracuję nad Polonezem-Fantazją As-dur op. 61. Zagrałbym go dopiero w finale, ale na konkursie trzeba być przygotowanym na wszystko. Zastanawiałem się nawet, czy teraz, na tym ogólnopolskim, nie włączyć tego utworu do programu, ale uznałem, że to mogłoby zostać źle odebrane, jakbym czuł się zbyt pewnie. Trzeba myśleć o takich sprawach.

Przed konkursem ważna jest możliwość ogrania repertuaru. Każdy występ przed publicznością pozwala dowiedzieć się zapewne czegoś nowego o sobie i wykonywanych utworach. Wiem, że możesz liczyć na program koncertowo-promocyjny NIFC. Nastawiasz się na wymagający maraton, czy raczej wolisz równomiernie rozkładać siły?

Nie wyobrażam sobie koncertów dzień po dniu. Ale tak, zarówno NIFC, jak i różne organizacje czy osoby prywatne zgłaszają się z propozycjami. Muszę to jednak mądrze rozplanować. Jedno jest pewne - ogrywać się trzeba, bo po każdym występie robi się krok naprzód. W sali ćwiczeniowej nie da się wypracować komunikatywności, porozumienia z publicznością. Nie mogę się doczekać powrotu do Żelazowej Woli, bo dla mnie to zawsze święto.

Interesują mnie twoje pozaklasyczne zainteresowania. Czy to prawda, że zaczynałeś od folkloru, od muzykowania z dziadkiem, góralem z Podhala? Masz poczucie, że to jakoś naznaczyło twoją muzyczną wrażliwość?

Z całą pewnością. Nawet mój profesor, gdy kończę frazę z charakterystycznym załamaniem, pyta: "A co tak po góralsku?". Takich rzeczy nie da się z siebie wyplenić. Dlatego nie potrafię powiedzieć, czy bliżej mi do mazurków Szymanowskiego, czy Chopina. Uwielbiam Podhale, tamtą kulturę, przyrodę, jedzenie, obyczaje... W folklorze wszystko się łączy i to jest cudowne. Dawno tam nie byłem, bo dziadek już nie mieszka na tych terenach, ale zaśpiew ma wciąż typowo góralski. Chyba mam to po prostu we krwi - zarówno przez geny, jak i miłość, którą dziadek zaszczepił mi głęboko w sercu.

A jazz? Nie było w twoim otoczeniu kogoś, kto przekonywał, że to cię może odciągnąć od klasyki?

Były sprzeciwy, ale też zachęty. Nigdy nie eksplorowałem tego jakoś dogłębnie, ale lubiłem posiedzieć przy fortepianie i pobawić się standardami. Pracował ze mną w Bielsku-Białej wspaniały pianista jazzowy. Od piątej klasy podstawówki grałem w świetnym bielskim big-bandzie, który współtworzą naprawdę nieźli muzycy. Trzeba było czasem zagrać solo. Nie ukrywam, o ten big-band toczyły się boje, słyszałem, że teraz to na pewno będę jedynie chałturzyć. Ale nawet jeśli chwilę się pochałturzy, to potem można wrócić do sumiennego ćwiczenia gam i pasaży albo do Bacha. To nie jest bezpowrotna droga.

Potrafisz improwizować?

Tak, zawsze też umiałem grać ze słuchu. Moi znajomi lubią z tego korzystać na imprezach. To jest zresztą bardzo rozwijające. Miałem ciekawą rozmowę z wykładowcą harmonii u nas, w krakowskiej Akademii Muzycznej. Mówił, że świadomość słuchu w połączeniu z wiedzą, gdzie dźwięk znajduje się na klawiaturze, nie jest wyuczona przez studiowane utworów. A słuch harmoniczny przydaje się też w utworach Chopina. Nawet bardziej niż szybkie ruszanie palcami.

Na oczyszczenie słuchu i głowy aplikujesz sobie Bacha?

Może brzmi to trochę profesorsko, ale tak jest. Na co dzień zajmują nas kwestie rubata, romantycznej ekspresji, szukamy odpowiedniego tempa, emocji... Żeby to wyszło, czasem trzeba zrobić sobie przerwę. Wśród prezentów, które otrzymałem na 18 urodziny, znalazł się drugi tom Das Wohltemperierte Klavier w wydaniu Henlego. Wracam do niego regularnie. Zatem tak, na oczyszczenie głowy polecam lekarstwo w postaci muzyki Bacha, ale czasem trzeba też po prostu pójść w góry.

Skoro mowa o urodzinach, spotykamy się w dniu, w którym kończysz 21 lat. Nie mogę więc nie zapytać, czego ci życzyć z tej okazji...

Przede wszystkim spokoju, bo presja może stłamsić wiele pięknych rzeczy, zwłaszcza w sztuce. Trzeba się sumiennie przygotowywać i jej nie ulegać. I pamiętać, że nie da się zadowolić wszystkich.

Mateusz Dubiel, #2004, pianista, student Mirosława Herbowskiego w Akademii Muzycznej w Krakowie, zwycięzca 53 Ogólnopolskiego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie.

Karuzela z kandydatami

MKiDN, wyborcza.pl

Konkurs na stanowisko dyrektora Teatru Wielkiego - Opery Narodowej będzie przeprowadzony w formule zamkniętej - ogłosiło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

O tym, że następca Waldemara Dąbrowskiego zostanie wyłoniony w drodze konkursu, resort informował już w sierpniu zeszłego roku. Decyzja Hanny Wróblewskiej wzbudziła wówczas opór pracowników. Zespoły artystyczne - orkiestra, chór i balet - oraz techniczne i administracyjne napisały list, w którym wyraziły swoje zaniepokojenie, podkreślając, że to dotychczasowemu szefowi zawdzięczają w znacznym stopniu dobry stan teatru. Mimo tych głosów na początku lutego ministerstwo opublikowało listę kandydatów zaproszonych do konkursu. Początkowo liczyła pięć osób. Znaleźli się na niej: dyrektorka Teatru Wielkiego w Poznaniu Renata Borowska-Juszczyńska, dyrektor Filharmonii Zielonogórskiej, dyrygent i kompozytor Rafał Kłoczko, scenograf i projektant Boris Kudlička, dyrektor Narodowego Centrum Kultury Robert Piaskowski, a także dyrektorka Opery Wrocławskiej Agnieszka Franków-Żelazny. Ta ostatnia jednak odrzuciła propozycję. "Pragnę stanowczo zdementować doniesienie, iż potwierdziłam swój udział w konkursie na dyrektora Teatru Wielkiego - Opery Narodowej. Owszem, otrzymałam od Pani Minister zaproszenie do konkursu na dyrektora TW-ON, ale nie potwierdziłam swojego w nim udziału i nie zamierzam potwierdzać. Od 1 stycznia 2025 roku jestem dyrektorem Opery Wrocławskiej, do której to misji podchodzę niezwykle odpowiedzialnie i z wielkim zaangażowaniem" - napisała Franków-Żelazny w mediach społecznościowych. MKiDN podało następnie, że jej kandydatura została wycofana. "Teatr Wielki - Opera Narodowa w Warszawie to najważniejsza instytucja muzyczna w Polsce, ma też największy budżet ze środków publicznych. Dotacja podmiotowa z kasy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w 2024 roku wynosiła 112 mln złotych - przypomina na wyborcza.pl Anna S. Dębowska. - Kolejne premiery i obsady wokalne planuje się tam na kilka lat do przodu, nagłe zmiany na stanowiskach kierowniczych w takiej instytucji jak Opera Narodowa nie są więc wskazane". --MC, MAK

W Poznaniu też konkurs

opera.poznan.pl

Czy Teatr Wielki w Poznaniu czeka kadrowa rewolucja? Dyrektorka Renata Borowska-Juszczyńska została zaproszona do zamkniętego konkursu na stanowisko dyrektora TW-ON, tymczasem scenę pod pegazem opuszcza kierownik baletu. "Po siedmiu latach [...] Robert Bondara z końcem sezonu artystycznego 2024/2025 zmienia charakter współpracy z zespołem" - zakomunikował Teatr w mediach społecznościowych, podając, że było to planowane. Jednocześnie ogłoszono konkurs na następcę Bondary. Czytamy, że instytucja "szuka lidera, którego doświadczenie, wiedza i umiejętności pozwolą na kontynuowanie artystycznych sukcesów zespołu". Do jego obowiązków będzie należało między innymi tworzenie ambitnej wizji artystycznej zespołu, opracowywanie i wdrażanie planów repertuarowych, rekrutacja i zatrudnianie tancerzy oraz podnoszenie umiejętności zespołu. Aplikować można do 2 marca 2025. Robert Bondara pełnił aktualną funkcję od 2018 roku. Wcześniej był wieloletnim artystą Polskiego Baletu Narodowego. --MC, MAK

Szczerze o chorobie

AP News, "The Guardian", "The New York Times"

Dyrygent i pianista Daniel Barenboim poinformował, że cierpi na chorobę Parkinsona. "Wiem, że wiele osób martwiło się o moje zdrowie. Jestem poruszony wsparciem, które otrzymywałem przez ostatnie trzy lata" - napisał. Mimo to nie kończy kariery. "Planuję zrealizować tyle planów zawodowych, na ile mi zdrowie pozwoli" - zapewnił. Istotnie, dolegliwości wpływały ostatnio na projekty artystyczne Barenboima. Z powodu "neurologicznej choroby" odwołano w Staatsoper Unter den Linden zaplanowany na 80 urodziny dyrygenta cykl Pierścień Nibelunga pod jego batutą, a także wspólny koncert z Zubinem Mehtą, w trakcie którego Barenboim miał wystąpić jako solista. W 2023 roku artysta ustąpił też ze stanowiska dyrektora Berlińskiej Opery Państwowej. Za swoje najważniejsze zobowiązanie uważa zatroszczenie się o przyszłość West-Eastern Divan Orchestra, która ma na celu między innymi propagowanie porozumienia między Izraelem a Palestyną. "Kluczowe jest zapewnienie długoterminowej stabilizacji i rozwoju. Będę dyrygował orkiestrą tak długo, jak zdrowie mi na to pozwoli, i będę działał na rzecz tego, by orkiestra mogła współpracować z innymi znakomitymi dyrygentami" - napisał. Kolejne wspólne występy z tym zespołem zaplanowane są na sierpień, w czasie letniego tournée. --MC, MAK

NIK w Operze

"Dziennik Polski", "Gazeta Wyborcza", Radio Kraków

Wniosek o kontrolę Najwyższej Izby Kontroli w Operze Krakowskiej złożyła posłanka Daria Gosek-Popiołek (klub Lewicy). Powodem były niepokojące wyniki audytu przeprowadzonego przez Urząd Marszałkowski oraz protesty wobec sposobu zarządzania instytucją przez Piotra Sułkowskiego.

Audyt wykazał szereg uchybień. Liczący prawie 100 stron dokument informuje, że w teatrze dochodziło między innymi do "wypłaty nagród dla zastępców dyrektora, mimo iż ci zajmowali stanowisko krócej niż rok, obniżenia stawki wynajmu lokali do 16,09 zł netto dla jednego z pracowników bez zgody dyrektora, braku planowania zamówień publicznych do 130 tysięcy złotych oraz błędów w przetargach". Zdaniem Darii Gosek-Popiołek zalecenia sformułowane w audycie nie zostały wdrożone. Posłanka postanowiła zająć się sytuacją w Operze Krakowskiej, bo - jak napisała we wniosku skierowanym do NIK - o nieprawidłowościach poinformowali ją również sami pracownicy instytucji. Wątpliwości budzi choćby działalność impresaryjna Piotra Cholewińskiego: "Zgodnie z relacjami pracowników, odkąd pan Cholewiński został zatrudniony, instytucja zaczęła podpisywać umowy z artystami zewnętrznymi powyżej cen rynkowych. Dotyczy to w szczególności wydarzeń organizowanych poza główną siedzibą Opery, jak festiwal w Krynicy. Podobnie jak w przypadku wynagrodzeń pana dyrektora Piotra Sułkowskiego, są to informacje dotyczące dóbr osobistych pracowników i zakres interwencji poselskiej ich nie obejmuje. Dlatego poprosiłam NIK, by zbadał również i ten wątek" - stwierdziła Gosek-Popiołek w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

W czerwcu 2024 roku na antenie Radia Kraków wyemitowany został reportaż Ewy Szkurłat Bez opery w Operze Krakowskiej. Kontrowersje budziło wówczas odejście z teatru po objęciu stanowiska przez Piotra Sułkowskiego aż 43 osób, w tym kierownika artystycznego Tomasza Tokarczyka. Jak wyjaśnił rzecznik prasowy NIK Marcin Marjański: "będziemy badali w szczególności organizację działalności oraz gospodarkę finansową i zarządzanie majątkiem". Kiedy NIK upubliczni raport? Urzędnicy informują, że powinno stać się to wiosną. --MC, MAK

Kłopoty, rozczarowania i smutek

onet.pl, "Rzeczpospolita"

Zapadł wyrok, choć nieprawomocny. Jak poinformował w mediach społecznościowych Krystian Zimerman, Sąd Okręgowy w Warszawie zasądził na korzyść pianisty należność wraz z odsetkami od menadżera za trasę koncertową, którą Zimerman odbył z okazji 100-lecia urodzin Grażyny Bacewicz w 2009 roku. Jak pisze na łamach "Rzeczpospolitej" Jacek Marczyński: "Początkowo Krystian Zimerman zarzucał agencji prowadzącej tę trasę niedotrzymanie warunków wcześniejszych ustaleń. Zarzuty dotyczyły m.in. znacznego zaniżenia sumy przeznaczonej przez Krystiana Zimermana na cel charytatywny (Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta) czy zmniejszenia kwoty nagrody w wysokości 12 tys. euro, jaką artysta postanowił ufundować dla jednego z laureatów Konkursu Chopinowskiego w 2010 roku. Doszły też do tego zarzuty, że szef agencji za pieniądze z tournée kupił komputer do swojego biura". "Sposób realizacji projektu koncertów kameralnych przez osobę mieniącą się jego organizatorem i moim menedżerem zniszczył moje zdrowie, a sam pomysł nawiązania współpracy z tym "menedżerem" okazał się największą pomyłką w historii mojej kariery" - napisał Zimerman. Wyrok wydał Sąd Okręgowy w Warszawie 16 listopada 2024 roku. Informację o nim Zimerman podał dopiero 5 lutego, przy okazji 116 rocznicy urodzin Bacewicz. Zapowiedział również ujawnienie działań, które uniemożliwiły "realizację kolejnych pięciu przedsięwzięć artystycznych prezentujących polskich kompozytorów na arenie międzynarodowej". "Wiedząc, ile kłopotów, rozczarowań i smutku przysporzyły Tobie sprawy związane z projektem uczczenia 100 rocznicy urodzin naszej wspaniałej kompozytorki Grażyny Bacewicz, odczuwam tym większą jeszcze wdzięczność za to wspaniałe przedsięwzięcie, koncerty i nagranie z naszymi polskimi instrumentalistami" - napisał pianista Rafał Blechacz w mediach społecznościowych. --MC, MAK

PASSEGGIATA...

"The New York Times", sothebys.com

Na aukcji Sotheby's został wylicytowany stradivarius, który należał do jednego z największych wirtuozów skrzypiec - Josepha Joachima. Instrument osiągnął zawrotną cenę 11,25 mln dolarów. Nie ujawniono, kto jest nabywcą. Skrzypce wykonane zostały przez Antonia Stradivariego w 1714 roku. Joachim kupił je w 1849. Były jednymi z kilku, które posiadał w zbiorach, i zarazem jednymi z najdroższych w swoich czasach. Od 1967 grał na nich Si-Hon Ma. Po jego śmierci, na mocy testamentu, instrument trafił dekadę temu do zbiorów New England Conservatory w Bostonie, a dochód z jego sprzedaży miał zostać przeznaczony na pokrycie programu stypendialnego. Teraz uda się zrealizować ten zapis. --MC, MAK

BBC Music, grammy.com, The Violin Channel

Grammy 2025 rozdane. Już po raz 67 w Los Angeles wręczono nagrody Akademii Fonograficznej. Najlepszym albumem orkiestrowym został Revolución Diamantina nagrany przez Filharmoników z Los Angeles pod batutą Gustava Dudamela z muzyką meksykańskiej kompozytorki Gabrieli Ortiz. "Dedykuję tę nagrodę wszystkim odważnym kobietom w Meksyku i na całym świecie, które walczą każdego dnia z niesprawiedliwością" - powiedziała artystka. Rozdanie nagród odbyło się 2 lutego w Los Angeles. Wydarzenie uświetnił między innymi występ wcześniejszych zdobywczyń Grammy: Joyce DiDonato, Renée Fleming i Kelli O'Hary, którym towarzyszył Kevin Puts. Wspólnie wykonali All Along? z jego opery Godziny. --MC

pap.pl

Okazuje się, że muzyka łagodzi nie tylko obyczaje. Zespół badaczy z kanadyjskiego McGill University w Montrealu odkrył, że najskuteczniejsza w łagodzeniu bólu jest muzyka odtwarzana w tempie danego człowieka, zwanym spontaneous production rate (SPR). Według autorów badań, dzięki odpowiedniej technologii, można do niego dostosowywać ulubiony utwór muzyczny, potencjalnie skuteczniej zmniejszając poziom bólu. Naukowcy zaprosili do testu 60 osób, w tym muzyków. Podczas eksperymentu uczestnicy doświadczyli dziesięciosekundowych uderzeń gorąca na przedramionach, naprzemiennie w ciszy i przy melodiach prezentowanych w tempie SPR albo o 15 procent szybszym lub wolniejszym. Po każdej sesji oceniali poziom odczuwanego bólu. --MAK

tulodz.pl

Chopin i pierogi lecą w kosmos. Łodzianin Sławosz Uznański-Wiśniewski jest członkiem załogi misji Axiom-4. Astronauta zdradził dziennikarzom, co zabierze ze sobą w przestworza: "Flaga Polski [...] przyszyta do kombinezonu Hermaszewskiego w 1978 roku [...]. Będą także wiersze Wisławy Szymborskiej, naszej noblistki w dziedzinie literatury, będzie muzyka Chopina, będzie bursztyn i sól z Wieliczki [...]. Ta lista będzie dłuższa" - zapewnił. Bez wątpienia znajdą się na niej pierogi, choć nie wiadomo z jakim nadzieniem. Lot ma się odbyć na wiosnę, dokładna data nie została jeszcze podana. --MAK