#25-26 2023 rok LXVII
Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku
Redaktor naczelny
Daniel Cichy
Redaktor prowadzącyKrzysztof Stefański
Sekretarz redakcji
Maciej Kucharski
maciej_kucharski@pwm.com.pl
Zastępca redaktora naczelnego, festiwale
Krzysztof Stefański
krzysztof_stefanski@pwm.com.plAktualności, koncertyPiotr Mikapiotr_mika@pwm.com.pl
Swoboda ruchu, muzyka dawna
Karolina Kolinek-Siechowicz
karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.pl
Swoboda ruchu, muzyka współczesna
Dominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl
Wydawnictwa
Michał Mendyk
michal_mendyk@pwm.com.pl
Teatr muzyczny
Jacek Marczyński
Redaktor senior
Józef Kański
Sekretariat
Katarzyna Dubiel
redakcja@ruchmuzyczny.pl
Dyrektor artystyczny
projekt graficzny
Marek Knap
marek.knap@asp.waw.pl
Studio graficzne
Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)
Redakcja i korekta
Maria Konopka-Wichrowska
Internet
Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl
Wydawca
Polskie Wydawnictwo Muzyczne
al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków
Oddział w Warszawie
ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa
pwm@pwm.com.pl
Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.
Za treść reklam redakcja nie odpowiada.
Adres
ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa
tel.: +48 885 860 332
email: redakcja@ruchmuzyczny.pl
ruchmuzyczny
ruchmuzyczny
Ruch Muzyczny
RuchMuzyczny
Kontakt telefoniczny w sprawie prenumeraty: 12 422 70 44 wew. 183 lub 885 860 336 (Jakub Stankiewicz), mail: prenumerata@pwm.com.pl
"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych
informacje na www.defacto.org.pl
Ikonki: www.flaticon.com/freepick
Na okładce: Maria Callas w garderobie Civic Opera House w Chicago przed występem w Normie Vincenza Belliniego, listopad 1954, fot. PAP/Photoshot
Callas wiecznie żywa
Maciej Kucharski
Fot. Rafał Masłow
Czy nie macie już dość "Prima Donny Assoluty", "La Diviny", "Boskiego Potwora" i "Tygrysicy"? Ja odczuwam kryzys roku jubileuszowego. Pudła z nagraniami Callas kurzą się na półkach, milczy YouTube, płyty DVD i książki zalegają w kącie. Żyjemy w czasach nadmiaru. Niezliczone kanały dystrybucji dźwięku i obrazu spowodowały, że "Boska" jest na wyciągnięcie ręki, wszędzie i o każdej porze. Już nie odczuwamy drżenia rąk i suchości w gardle, gdy podczas wyprawy na mityczny Zachód udaje nam się znaleźć nagrania, o których istnieniu tylko słyszeliśmy. To chyba powszechne doświadczenie melomanów mojego pokolenia.
Piętnaście lat! Tyle, według Piotra Kamińskiego, trwała kariera "La Diviny". Autor i tak jest łaskawy, gdyż doliczył śpiewaczce występy z lat siedemdziesiątych, o których ta zapewne chciałaby zapomnieć. Od razu nasuwa się pytanie: jak to się stało, że urodzona sto lat temu, 2 grudnia 1923 roku, w jednym z nowojorskich szpitali, Maria Anna Cecilia Sofia Kalogeropoulos okrzyknięta została "Primadonną Stulecia", skoro jej zawodowa aktywność zamknęła się w tym krótkim czasie? Odpowiedź czytelnicy znajdą w bieżącym numerze #. Nasi autorzy prześwietlają bowiem primadonnę ze wszystkich stron - opisują jej miejsce w historii opery (Tomasz Pasternak), fenomen jej aktorstwa (Jacek Marczyński) czy siłę mitotwórczą (Marcin Bogucki). Zdecydowaliśmy się także na opublikowanie archiwalnego artykułu Piotra Kamińskiego. Ukazał się w # w grudniu 1977 roku, zaledwie trzy miesiące po śmierci Callas. Zadziwia aktualność jego tez i świeżość spojrzenia na sztukę wokalną artystki.
Moje potyczki z Marią zaczęły się w okresie siermiężnej komuny. Przyznaję (nieco wstydliwie), że zainfekował mnie Bogusław Kaczyński, z którego ust spijałem natchnione frazy o "Boskiej". Wówczas pochłaniałem jak gąbka kiczowate historie o dramatycznym życiu śpiewaczki, która "poświęciła osobiste szczęście dla wielkiej sztuki". Większe wrażenie od podłych technicznie nagrań Callas robiły na mnie jej fotografie, które ujrzałem w jakimś niemieckim albumie. Potem przyszły kontakt z jej studyjnymi rejestracjami, lektura artykułów i książek. Gorączka opadła, a złotousty Bogusław wraz z kreowanym przez niego wizerunkiem Marii zniknęli z pola moich zainteresowań. Od tamtego czasu staram się budować własny obraz śpiewaczki. Zafascynowała mnie jako fenomen medialny. Jej sztuka wokalna nie przebiłaby się do zbiorowej wyobraźni, gdyby nie rozwój techniki nagraniowej, telewizji, ilustrowanej prasy brukowej i działalności paparazzich.
O niegasnącym zainteresowaniu "Prima Donną Assolutą" i finansowej wartości jej wizerunku (54 lata po śmierci!) świadczy także tegoroczna, jubileuszowa callasomania. Jedna z firm płytowych lansowała "odkryte w archiwum" legendarne berlińskie nagranie Łucji z Lammermooru z 29 września 1955 roku, dokonane przez rozgłośnię RIAS, choć melomani natychmiast przypomnieli, że obecne było na rynku od początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Prawa do fonogramu ma firma EMI (obecnie Warner) i ukazały się co najmniej dwie jego zremasterowane wersje. Podobnie dzieje się z rzekomo "znalezionym w piwnicy" zapisem debiutu Callas w paryskim Palais Garnier 19 grudnia 1958 roku. Koncert w wersji pokolorowanej można oglądać w filmie Toma Volfa. Rzadko jednak do opinii publicznej przebija się informacja, że VHS i DVD z tego samego wydarzenia opublikowane zostały przez EMI prawie 30 lat temu.
Na koniec, życząc z okazji nadchodzących Świąt i nowego roku, by zachwyt nad muzyką nigdy Was nie opuścił, pozwolę sobie przytoczyć wypowiedź Rolfa Liebermanna, szefa Opery Paryskiej w latach 1973-1980: "Maria Callas to jedna z gwiazd przewodnich naszych czasów. Wyniosła sztukę operową na szczyty i króluje tam po wieki wieków. Dzięki wspaniałym płytom fascynacja jej sztuką sięgnie przyszłych pokoleń".
Cytat numeru:
BOGINIE są NIEŚMIERTELNE
--Tomasz Pasternak
Dyrygent jest jak środkowy pomocnik
z JONG-JIE YINEM rozmawia
Bartosz Witkowski
naczteryrece.pl
Fot. Karol Fatyga
Bartosz Witkowski: Co oznacza dla ciebie zwycięstwo w XI Międzynarodowym Konkursie Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga?
Jong-Jie Yin: Dla mnie najcenniejsze było to, że zarówno publiczność, orkiestra, jak i jury docenili moją pracę. Liczyły się przede wszystkim porozumienie z zespołem i dzielenie się muzyką.
Byłeś jednym z najmłodszych uczestników.
Tak naprawdę wiek nie ma znaczenia. Najważniejsze w byciu dyrygentem jest przekazanie swojej osobowości. Gdy wchodzisz na podium, orkiestra w ciągu kilku minut wyczuje, jaki masz charakter i sposób pracy. Ktoś jest spokojny, ktoś inny pełen energii. Na Konkursie to duże wyzwanie dla instrumentalistów, by szybko zmieniać repertuar, a także nastawienie do każdego dyrygenta. Zespół jest tu największym bohaterem.
Uczestniczyłeś także w innych konkursach. Co wyróżnia Fitelberga?
Brałem udział w Konkursie w Besançon w 2021 roku, gdzie zdobyłem nagrodę specjalną. Różnica między tymi dwoma tkwi w repertuarze - w Katowicach jest szerszy, od Mozarta do Lutosławskiego, i zawiera sporo muzyki polskiej, w tym mojego ulubionego Szymanowskiego. Jego twórczość nie jest zbyt popularna w Chinach, w przeciwieństwie do Pendereckiego. Mimo ogromu pracy przygotowywanie wszystkich utworów sprawiało mi wiele radości.
Miałeś okazję, by poprowadzić utwory Szymanowskiego w swoim rodzinnym kraju?
Nie, w Katowicach po raz pierwszy dyrygowałem jego kompozycjami. Muzyka Szymanowskiego jest niezwykle barwna, szczególnie II Koncert skrzypcowy, którego forma rozwija się wręcz organicznie. Tkwi w nim także trudność, żeby ze względu na gęstą fakturę uzyskać odpowiedni balans między orkiestrą a solistą. To bardzo dobra muzyka.
Czy masz w repertuarze inne jego utwory?
Obecnie jeszcze nie.
Jakie są twoje dyrygenckie plany?
Nie chciałbym na ten moment zbytnio się obciążać. Szykuje się teraz przede mną sporo koncertów w Polsce i w Europie. Chciałbym dokończyć edukację w Pekinie, a później planuję przenieść się na dalsze studia do Europy, na przykład do Niemiec. Z planów dyrygenckich marzy mi się poprowadzenie III Symfonii Brahmsa, dzieła szalenie trudnego. Chętnie sięgnąłbym również po V Symfonię Mahlera.
W jakim repertuarze czujesz się najlepiej?
Debussy - tak myślę - dobrze do mnie pasuje. Chętnie dyryguję również Beethovenem, Brahmsem, Schubertem, z późnego romantyzmu wymieniłbym Richarda Straussa i Gustava Mahlera. Cenię sobie muzykę pełną barw.
Czy była to twoja pierwsza wizyta w Polsce?
Nie. W 2019 roku byłem we Wrocławiu na kursach dyrygenckich z Markiem Pijarowskim w Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego. To były warsztaty dla dyrygentów z Polski i Chin. Pijarowski świetnie współpracuje z orkiestrą. Pokazywał nam też, jak najskuteczniej przygotowywać partytury.
Podobało ci się w Katowicach na Konkursie?
Katowice to nowe miasto, przypomina mi miejscami architekturę Bauhausu. Czułem miłą i ciepłą atmosferę między ludźmi, nawet przy tak nieprzyjemnej pogodzie. Filharmonia Śląska przyjęła mnie naprawdę przyjaźnie. Muzycy bez problemu akceptują tam sugestie młodych dyrygentów i dyrygentek. W przeciwieństwie do innych orkiestr, które mogłyby reagować na szereg uwag drobnym zawahaniem, ten zespół odnosi się do wszystkich pewnie i z dozą sympatii. Do tego ma wspaniały dźwięk.
Myślę, że cię polubili. Jaka jest twoja metoda działania?
Najprościej: mniej mówić, więcej dyrygować. Prawie wszystko, a przynajmniej to najważniejsze, jest w geście, ruchu ciała, mimice. Dobre orkiestry mają mnóstwo pracy, więc trzeba znaleźć jak najprostszą i najefektywniejszą metodę prowadzenia próby.
Byłeś jednym z niewielkiej grupy dyrygentów, którzy nie wykorzystywali tak chętnie batuty do dyrygowania.
Najczęściej dyryguję batutą, ale tu nie czułem się z nią do końca dobrze. Samymi dłońmi można pokazać dużo kolorów, mnóstwo emocji. Jestem w stanie po prostu zrobić o wiele więcej.
Studiujesz w klasie dyrygentury Lin Chen, która zdobyła II nagrodę w VIII Konkursie Fitelberga w 2007 roku.
To Lin Chen wprowadziła mnie w dyrygenturę. Kiedy miałem 14 lat, zacząłem się uczyć pod jej okiem. Jest wspaniałą pedagożką. Młodzi dyrygenci nie mają zbyt wielu okazji, by współpracować z pełną orkiestrą, najczęściej na zajęciach dyryguje się dwoma fortepianami. Lin Chen potrafi przejrzyście wytłumaczyć i przybliżyć wiele zagadnień, na które można się natknąć, stając na podium przed prawdziwym zespołem. Skupia się na technice dyrygowania, w tym także na tym, jak właściwie poprowadzić orkiestrę, a nie tylko dwójkę pianistów. To chyba najważniejsze dla studentów.
Dlaczego zdecydowałeś się na dyrygenturę?
Moi rodzice są muzykami. Tata jest barytonem i dyryguje chórem, natomiast mama to śpiewaczka. Gdy byłem mały, tata wielokrotnie włączał nagrania DVD, w których widziałem dyrygentów przy pracy: Jamesa Levine'a, Marissa Jansonsa, Herberta von Karajana. Próbowałem naśladować ich język ciała, bo podobała mi się ekspresja. W wieku czterech lat zacząłem uczyć się gry na skrzypcach i fortepianie, ale wkrótce zrezygnowałem ze skrzypiec - trudno jest uzyskać ładny dźwięk zaraz na początku nauki - i skupiłem się na fortepianie. Potem spotkałem Lin Chen i przeniosłem się do Pekinu, do Central Conservatory of Music.
Wspomniałeś kilku dyrygentów. Masz swoich ulubionych?
Lubię Leonarda Bernsteina, Marissa Jansonsa, Daniela Barenboima, Claudia Abbado. Każdy z nich jest inny, niektórzy mają wspaniały charakter, inni byli w stanie złapać świetny kontakt z zespołem, jak choćby Leonard Bernstein. Abbado dbał o bardzo dobre stosunki między muzykami, za to Barenboim - tak mi się zdaje - jest stanowczy. Ale wszyscy są znakomitymi muzykami.
Słuchasz także innych gatunków muzyki?
Chętnie sięgam po muzykę Indii i Turcji ze względu na jej kolorystykę.
Lubisz muzykę chińską?
Tak, często ją wykonuję i nią dyryguję. Lubię tradycyjny instrument pipa, przypominający nieco gitarę albo lutnię. Tan Dun skomponował wspaniały koncert na ten instrument i orkiestrę smyczkową. Wprawdzie nie miałem okazji go poprowadzić, ale wielokrotnie go słuchałem.
Czy wykonywanie muzyki chińskiej wpłynęło na ciebie jako dyrygenta?
Muzyka chińska pełna jest improwizacji, właściwie nie istnieje w niej ustalone tempo, w przeciwieństwie do muzyki Zachodu, która jest o wiele bardziej ustrukturyzowana, logicznie podzielona. Myślę, że wolność muzyki chińskiej wpływa poniekąd na moje interpretacje Debussy'ego.
Co cię interesuje poza dyrygowaniem?
Bardzo lubię grać w piłkę nożną, to działa na mnie odstresowująco. Jestem wielkim fanem Realu Madryt. Oglądam wszystkie ich mecze, nawet te późno w nocy. Dyrygent jest trochę jak środkowy pomocnik na boisku - kontroluje tempo rozgrywki, decyduje, gdzie atakować, a gdzie się bronić. Dba także o podania między zawodnikami, tak jak dyrygent prowadzi współpracę wewnątrz orkiestry.
Fortepian Paderewskiego
pap.pl, rp.pl
Wauli Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie 28-30 listopada odbyła się V Konwencja Muzyki Polskiej, zorganizowana przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca. Zwoływane co trzy lata obrady i tym razem zgromadziły przedstawicieli różnych gałęzi tej branży w Polsce: wykonawców, kompozytorów, organizatorów związanych z instytucjami finansowanymi ze środków publicznych oraz pozarządowymi, wydawców, autorów piszących o sztuce dźwięku, naukowców, osoby odpowiedzialne za edukację. Nie zabrakło oczywiście przedstawicieli #, którzy wzięli udział w trzech panelach: "Promocja polskiej muzyki za granicą. Diagnozy, strategie, rekomendacje" (redaktor naczelny Daniel Cichy, reprezentujący przede wszystkim Polskie Wydawnictwo Muzyczne), "Polska muzyka XIX wieku. Wypełnianie białych plam" (Karolina Kolinek-Siechowicz), "Refleksja o muzyce w Polsce - media, formy, odbiorcy" (Dominika Micał). W pozostałych siedmiu panelach rozmawiano o organizacji życia muzycznego, jazzie, muzyce dawnej, współczesnej, tradycyjnej, o dostępności koncertów w małych miejscowościach. Choć debatowano nad rozwiązaniami szczegółowymi dotyczącymi każdej z dziedzin, pojawiały się też wspólne mianowniki. Zwracano uwagę na - co prawda wolną - poprawę dostępności różnych rodzajów muzyki, a także wiedzy i refleksji o niej. Wyrażano przekonanie o kluczowej w tym roli pracy u podstaw, edukacji (której nie poświęcono tym razem osobnego panelu) oraz upowszechniania. Pomocne w popularyzacji mogłoby być lepsze poznanie obecnych i potencjalnych odbiorców - przeprowadzenie szeroko zakrojonych badań publiczności. Deklarowano potrzebę lepszej koordynacji między podmiotami, usieciowienia i wdrażania rozwiązań systemowych; jako problem często wskazywano zbytnie rozproszenie działań. Trudność w odpowiednim adresowaniu niektórych postulatów stwarzał moment, w którym odbywała się Konwencja - po wyborach parlamentarnych, ale wciąż przed udzieleniem wotum zaufania dla rządu. --DM
Dyskusje w stanie zawieszenia
Pamiątki po Ignacym Janie Paderewskim, pianiście i kompozytorze, premierze rządu II RP, między innymi fortepian marki Bösendorfer z 1860 roku, zaprezentował na Zamku Królewskim w Warszawie Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej, który je zakupił. Fortepian znajdował się w szwajcarskiej posiadłości Paderewskiego w Riond-Bosson. Wśród rzeczy pozyskanych przez IDMN są także stolik do gier, krzesła salonowe, podnóżek, ciężarki do ćwiczeń, garnki miedziane, płyty gramofonowe, fotografie, książki, płyty typograficzne, zapiski i inne dokumenty. Na uwagę zasługują śpiewniki Feliksa Rostkowskiego z dedykacją dla Paderewskiego. W kolekcji znajdziemy szkicowniki, które należały do jego syna, Alfreda, wiele notatników nutowych z inicjałami oraz kartki pocztowe z podobizną artysty. "Pewnego dnia zadzwoniła do mnie pani ambasador RP w Szwajcarii, Iwona Kozłowska i powiedziała, że na aukcji wystawiono, trzymane w domowym zaciszu od lat pięćdziesiątych, rzeczy Paderewskiego. Podjęliśmy szybką decyzję, by aukcję wstrzymano. Negocjacje zakończyły się sukcesem. Całość kolekcji kosztowała 60 tysięcy franków szwajcarskich. Dzięki pomocy MKiDN udało się zakupić fortepian i pozostałe przedmioty" - wyjaśnił szef IDMN, prof. Jan Żaryn.
W związku z kontrowersjami, które pojawiły się przy wydawaniu środków przez Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej, nowa większość parlamentarna nie wyklucza jego zamknięcia. "Kiedy przejmiemy władzę, Instytut im. Dmowskiego zostanie zlikwidowany i rozliczony" - zapowiedział kilka tygodni temu Dariusz Joński, poseł KO. Jak czytamy na stronie rp.pl, Fundusz Patriotyczny, który podlega Instytutowi, to "skarbiec" dla organizacji związanych z byłym obozem władzy, do których "od dwóch lat wypływają miliony złotych". --MAK
Sukces bez ograniczeń wiekowych
pwm.com.pl
Emocje już za nami, poznaliśmy laureatów tokijskiego Konkursu Pianistycznego Muzyka z Kraju Chopina. Sukces zeszłorocznej, pierwszej imprezy przyczynił się do poszerzenia jej formuły. Do udziału zostali zaproszeni także amatorzy, bez ograniczeń wiekowych. Przesłuchania konkursowe odbyły się 11 i 12 listopada w IMA Hall - prestiżowej sali koncertowej znanej ze znakomitej akustyki. W programach poszczególnych występów zabrzmiały wybrane przez uczestników kompozycje z katalogu Polskiego Wydawnictwa Muzycznego. "Jurorzy zgodnie podkreślali, że w porównaniu do pierwszej edycji Konkursu poziom uczestników wzrósł. Szczególne uznanie wzbudził udział dorosłych amatorów, którzy z nie mniejszą od najmłodszych pasją odkrywają muzykę polską" - przyznaje dr Daniel Cichy, dyrektor - redaktor naczelny PWM. Przewodniczącym jury był prof. Wojciech Świtała. Na uroczystej gali w Ambasadzie Rzeczypospolitej Polskiej w Tokio laureaci otrzymali nagrody rzeczowe ufundowane przez Instytut Polski oraz pamiątkowy dyplom od TO-ON Kikaku, a także specjalne statuetki Polskiego Wydawnictwa Muzycznego. Po raz pierwszy przyznano nagrody dla pięciu najlepszych uczestników w danej kategorii wiekowej, którzy w finale zagrali utwór wybranego polskiego kompozytora, innego niż Fryderyk Chopin. Zabrzmiały dzieła Ignacego Jana Paderewskiego czy Karola Szymanowskiego. Pełna lista laureatów Konkursu dostępna jest na stronie Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w zakładce Aktualności. --MAK
Upadek i wzlot
radiofrance.fr
W związku z setną rocznicą urodzin Marii Callas, Radio France przypomniało dwa ważne wydarzenia z jej życia artystycznego. Z archiwów wydobyto nagranie na żywo słynnego debiutu "La Callas" w paryskiej operze, do którego doszło 65 lat temu, 19 grudnia 1958 roku. Jak piszemy w tym numerze #, pokolorowany koncert można obejrzeć w filmie dokumentalnym Toma Volfa, wyświetlanym aktualnie w kinach. Wcześniej, w oryginalnej wersji czarno-białej, dostępne były rejestracje VHS i DVD, opublikowane przez EMI.
W nagraniu słychać też fanfary wykonywane w momencie przybycia do teatru prezydenta Republiki, René Coty'ego. Zachowały się komentarze dziennikarzy relacjonujących, kto pojawił się w operze (między innymi Brigitte Bardot, Gérard Philipe czy Olivia de Havilland), w co gwiazdy były ubrane oraz jak udekorowana została sala Palais Garnier. Technika była wtedy na tyle niedoskonała, że utrwalono również kaszel słuchaczy, którzy siedzieli najbliżej mikrofonu, oraz kroki chórzystów. Ciekawostką jest także wyraźny głos suflera, który podpowiada diwie słowa arii. Skądinąd wiadomo, że Callas miała problemy z zapamiętywaniem tekstu.
Radio France, przy okazji omawiania paryskiego debiutu Marii Callas, przypomniało inną rocznicę. W tym samym 1958 roku, lecz 2 stycznia, śpiewaczka wywołała bowiem największy skandal w dziejach Opery Rzymskiej. Po pierwszym akcie Normy Belliniego przerwała spektakl i opuściła teatr. Prasie wytłumaczono, że jest przeziębiona, zaś nieoficjalnie mówiło się, iż gwiazdę zirytowały głośne komentarze wrogo nastawionej publiczności. Co ważne, było to przedstawienie galowe. Na widowni zasiedli prezydent Włoch Giovanni Gronchi, przedstawiciele korpusu dyplomatycznego, słynne aktorki (jak Anna Magnani i Gina Lollobrigida) oraz artyści, w tym prekursor surrealizmu, malarz Giorgio de Chirico. Co prawda prezydent następnego dnia posłał diwie kwiaty, ale był podobno oburzony jej zachowaniem. --MAK
PASSEGGIATA...
"The New York Times"
Gdy ziemia umiera, spokoju nie zaznamy nigdzie! Działacze organizacji Extinction Rebellion przerwali spektakl Tannhäusera w MET. W połowie drugiego aktu aktywiści, siedzący w lożach, zaczęli krzyczeć: "Żadnej opery na martwej planecie!", a następnie rozwinęli transparent z hasłem. Spektakl został przerwany, a kurtynę opuszczono. Około ośmiu minut zajęło ochronie wyprowadzenie protestujących. Rzecznik grupy, wiolonczelista i gambista John Mark Rozendaal, w oświadczeniu napisał: "Kochamy operę. Przerywamy rzeczy, które kochamy. Działamy w ten sposób, choć wydaje się to irracjonalne, ponieważ nikt nie ma zdroworozsądkowej odpowiedzi na palący charakter, zagrożenia i skalę kryzysu klimatycznego". --MC
dworek.warka.pl
Franciszek Lessel był jednym z najważniejszych polskich twórców klasycyzmu i jako jedyny pobierał nauki u Josepha Haydna. Jego nagrobek na cmentarzu w Ostrołęce jest w fatalnym stanie - lokalni działacze uruchomili zbiórkę na odnowienie pomnika. Mimo że działalność twórcza wypełniła zaledwie połowę życia Lessla (porzucił ją, mając 32 lata), zapisał ważną kartę w dziejach muzyki polskiej - uprawiał formy sonatowe, ronda, wariacje, nawiązywał do tradycji. Dużo uwagi poświęcił twórczości fortepianowej, zbliżył się do stylu brillant, był prekursorem gatunku koncertu fortepianowego w Polsce. --MC
"Gazeta Wyborcza"
Orkiestron, czyli niebezpieczna otchłań! Taki może być roboczy tytuł thrillera, który rozegrał się w Bytomiu. Aż dwoje uczestników rozdania nagród teatralnych Złote Maski wpadło do kanału orkiestrowego Opery Śląskiej. Pierwsza ofiara wyszła o własnych siłach i w całkiem niezłym nastroju. Druga nie miała tyle szczęścia. Upadek skończył się złamanym palcem - interweniowali obecny na sali lekarz oraz pogotowie, kobietę przewieziono do szpitala. Po tym wypadku orkiestron odgrodzono z dwóch stron taśmami zabezpieczającymi, a kolejnych laureatów proszono, by wchodzili przez kulisy. --MC
"Gazeta Wrocławska"
Dawna siedziba Filharmonii Wrocławskiej sprzedana! Wystawiło ją na sprzedaż Narodowe Forum Muzyki, a nieruchomość kupiło miasto. Można się spodziewać, że gmach nadal będzie służył potrzebom Strefy Kultury Wrocław. Cena wywoławcza wyniosła nieco ponad 13 milionów złotych. Do przetargu przystąpił tylko jeden podmiot. Jak tłumaczy Gabriela Iwińska z Urzędu Miejskiego Wrocławia: "Stary budynek filharmonii był własnością NFM. Po przeniesieniu instytucji do nowego obiektu, budynek przy ulicy Piłsudskiego 19 był wykorzystywany tylko okazjonalnie. Rok temu miasto zadecydowało o wynajmie tej sali". --MC