Ruch Muzyczny 24/2024 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

6.90 zł
5.73 zł (5,86 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#24 2024 LXVIII

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktorka prowadzącaDominika Micał

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Zastępca redaktora naczelnego

Festiwale

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.plAktualności, koncertyPiotr Mikapiotr_mika@pwm.com.pl

Swoboda Ruchu

Dominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl

Wydawnictwa

Michał Mendyk

michal_mendyk@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów. Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Adres

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

RuchMuzyczny

Kontakt telefoniczny w sprawie prenumeraty: 12 422 70 44 wew. 183 lub 885 860 336 (Jakub Stankiewicz), mail: prenumerata@pwm.com.pl

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Od Fitelberga do Koryfeusza

z JOANNĄ NATALIĄ ŚLUSARCZYK rozmawia

Bartosz Witkowski

Fot. Sławomir Ślusarczyk

Bartosz Witkowski: Pamiętam pani występ na ostatnim Międzynarodowym Konkursie Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga w Katowicach. Szczególnie zachwyciła mnie baśniowa interpretacja uwertury do Oberona Carla Marii von Webera. W tych zmaganiach otrzymała pani nagrodę dla najlepszego polskiego dyrygenta. Jak minął rok po konkursie?

Joanna Natalia Ślusarczyk: Wydarzyło się naprawdę sporo. Już w pierwszym tygodniu dostałam z polskich filharmonii propozycje kilkunastu występów - zaplanowanych zarówno na ten sezon, jak i na nadchodzący. Później pojawiły się kolejne zaproszenia. A gdy już udało mi się gdzieś wystąpić, to niejednokrotnie otrzymywałam ponowne.

Wcześniej sporo koncertów prowadziła pani za granicą.

To prawda, koncerty w Polsce przed Fitelbergiem miałam sporadycznie, a naprawdę bardzo lubię występować z orkiestrami w kraju. To zaszczyt, a relacje, jakie buduję z rodzimymi zespołami, bardzo sobie cenię.

Widzi pani różnice w pracy z polskimi i zagranicznymi orkiestrami?

Nie zauważam większych różnic. Między poszczególnymi zespołami - tak, ale to są indywidualne uwarunkowania, atmosfera, jaką stwarzają... Oczywiście za granicą inna jest komunikacja, tam próby prowadzę najczęściej po angielsku, co przebiega bardzo sprawnie. Ale polskiej orkiestrze można jeszcze więcej przekazać w klarowny sposób. Muszę przyznać, że w kraju jest kilka, z którymi nawiązałam bliską współpracę, i za każdym razem, gdy mnie zapraszają, z radością do nich wracam. Jeśli zespół chętnie podąża za tym, co proponuję, rezultat jest najlepszy.

Owocem całego ostatniego roku jest nagroda - Koryfeusz w kategorii odkrycie roku. Czym jest dla pani to wyróżnienie?

Ogromnie się cieszę i czuję wdzięczność - już sama nominacja była wielkim zaszczytem. Koryfeusz jest dla mnie ważny z dwóch powodów. Przede wszystkim dlatego, że to nagroda polskiego środowiska muzycznego, a dodatkowo wybór dokonywany jest z udziałem publiczności. Jestem przekonana, że zawsze będzie dla mnie inspiracją do działania.

Czym najbardziej lubi pani dyrygować? Ma pani swój wymarzony program?

To się często zmienia, na razie podążam dwiema ścieżkami. Jeśli jestem za granicą, staram się - gdy tylko mam taką okazję - popularyzować muzykę polską. Uwielbiam Karola Szymanowskiego, Mieczysława Karłowicza, włączam ich utwory do programów koncertów. II Symfonia Szymanowskiego została ciepło przyjęta w Węgrzech, a z Orquestra Gulbenkian, jednym z najlepszych zespołów w Portugalii, miałam okazję przygotować Uwerturę Grażyny Bacewicz. Byli zakochani w tym dziele, usłyszałam też sporo miłych słów od publiczności - o wykonaniu i o samej kompozycji.

Poza tym bardzo lubię muzykę francuską - Claude'a Debussy'ego, Maurice'a Ravela - od czasów szkoły muzycznej, w której uczyłam się gry na fortepianie. To wtedy, gdy wykonywałam Alborada del gracioso Ravela, zrodził się pomysł studiowania dyrygentury. Pamiętam, że gdy prezentowałam ten utwór, pani profesor zwróciła uwagę na moje nastawienie i doceniła pomysły. Już wówczas czułam, że chciałabym przygotować go z orkiestrą, co zresztą później się stało.

Zainteresowanie muzyką nie jest jednak u pani rodzinne.

Nie pochodzę z muzycznej rodziny, ta fascynacja wyszła zupełnie przez przypadek. Jako mała dziewczynka zauważyłam fortepian w salonie przyjaciół moich rodziców i jakoś ułożyło mi się w głowie, że chcę zostać muzykiem. Rodzice kupili pianino, które wtedy było naprawdę drogie, choć sami nie mieli jeszcze nawet samochodu. Nie wiem, skąd wzięło się u nich wyczucie, że sześciolatka będzie kontynuowała swoją muzyczną przygodę, niemniej do dziś pozostają dla mnie wielkim wsparciem.

Poza fortepianem i dyrygenturą pojawił się na pani drodze jazz. Wraca pani czasem do tej muzyki?

Na razie pochłania mnie dyrygentura, jazzu teraz tylko słucham. Jako nastolatka bardzo chciałam śpiewać taką muzykę i zawsze byłam zdania, że nie ma sensu zamykać się tylko na jeden gatunek. Chodziłam na różne zajęcia wokalne i z improwizacji, przez kilka lat występowałam z muzykami jazzowymi, także z orkiestrami. Pojawiałam się nawet w dwóch rolach - połowę koncertu dyrygując, a połowę śpiewając.

Od jazzu do muzyki francuskiej - Ravela, Debussy'ego - wcale nie jest tak daleko.

Tak, to się ze sobą łączy, także u innych twórców. Myślę, że dobrze jest mieć ogólną wiedzę na temat muzyki, słuchać wszystkiego. Dyrygentowi często zdarza się przygotowywać coś innego niż klasyczny repertuar, na przykład musical. W Operze i Filharmonii Podlaskiej prowadziłam West Side Story Leonarda Bernsteina. Dzięki doświadczeniom z jazzem było mi łatwiej nadać charakter muzyce, czerpiącej z tak wielu różnych gatunków.

Nawiązałbym jeszcze do La Maestra, konkursu skierowanego do dyrygentek, w którym w 2022 roku zajęła pani II miejsce. Czy zauważa pani zmianę, jaka zachodzi w zmaskulinizowanym do niedawna środowisku dyrygentów?

Kobiet było stosunkowo niewiele na studiach dyrygenckich, w programach koncertów pojawiało się również mało kompozytorek. Z jednej strony miałam poczucie, że muszę czasem więcej udowodnić. Ale z drugiej - dawało mi to jeszcze większą motywację. Bardzo bym chciała, żebyśmy doszli do momentu, gdy znaczenie będzie miała dyskusja nie o tym, czy mamy nagrodzić dyrygentkę, czy dyrygenta, lecz o tym, czy ktoś jest dobry.

Ma pani jakieś sposoby przygotowywania się do udziału w konkursach?

Przygotowuję się właściwie tak samo, jak do koncertu, chodzi przede wszystkim o dogłębne poznanie partytury. Sama sytuacja konkursowa a próba to jednak zupełnie różne światy. Na konkursie mamy 10-15 minut, jesteśmy proszeni o wybrany fragment, ktoś nas ocenia, a do tego dochodzi stres. W tak krótkim czasie staramy się pokazać wszystko, co możliwe. Na próbie można inaczej rozłożyć pracę. Jest o wiele spokojniej i więcej zależy od nas. Nikt nas nie ocenia - oczywiście poza orkiestrą, co właściwie jest jeszcze ważniejsze, bo to my musimy doprowadzić współpracę do końca w taki sposób, by była jak najlepsza.

W najbliższym czasie ma pani bardzo wiele koncertów. A czy są jeszcze jakieś inne plany?

Zawsze próbuję sobie wizualizować, co chciałabym osiągnąć. Kiedyś usłyszałam, że o planach się nie rozmawia, tylko się je realizuje. Staram się podążać za tą myślą. Często, jak zaczynam o czymś mówić, to potem się okazuje, że wszystkie okoliczności się zmieniły. Lubię więc zachować swe plany dla siebie i dzielić się nimi dopiero wtedy, gdy są albo potwierdzone, albo udało się je przeprowadzić.

Joanna Natalia Ślusarczyk, #1985, dyrygentka, laureatka Koryfeusza Muzyki Polskiej 2024 w kategorii odkrycie roku.

Co nie gra w polskiej kulturze?

MKiDN, ZAiKS

W Warszawie 9 listopada zakończył się WspółKongres Kultury - forum przedstawicieli rządu oraz świata kultury. Zarejestrowało się na niego ponad 4 tys. uczestników, a 25 tys. śledziło transmisje. "Przez trzy dni zbieraliśmy rekomendacje i komentarze środowiska. Było ich bardzo dużo. To jest moment odwrócenia ról - chcemy wysłuchać tego, co na ten temat powie państwo polskie" - mówiła Agata Diduszko-Zyglewska, przewodnicząca Zespołu Programowego WspółKongresu Kultury, otwierając debatę ministrów, w której wzięli udział: Hanna Wróblewska (kultura i dziedzictwo narodowe), Barbara Nowacka (edukacja), Agnieszka Dziemianowicz-Bąk (rodzina, praca i polityka społeczna) oraz Andrzej Domański (finanse). Strona rządowa zapewnia, że chce dbać o kulturę, troszczyć się o nauczycieli, bronić praw pracowniczych, nie pozostawać obojętną na problemy mobbingu i przemocy w zarządzaniu oraz na nieprzystawalność polskiego prawa do funkcjonowania instytucji.

Gorącym tematem były pieniądze. Spotkanie na ich temat zorganizowało Stowarzyszenie ZAiKS, podkreślając, że kultura jest motorem napędzającym także inne dziedziny, choćby turystykę, oraz budującym markę kraju. Dane o wielkości sektora kreatywnego są bardzo dobre - wytwarza 3,5 procent PKB, a zatrudnienie znajduje w nim ok. 290 tys. osób. Gorsze są informacje o finansach - artyści zarabiają mało, umowy często są dla nich niesprawiedliwe, wpływy ze streamingu - bardzo niskie, a przychodom zagraża sztuczna inteligencja. Poprawę obiecał minister finansów Andrzej Domański: "Kultura tworzy środowisko dla rozwoju gospodarki. W przyszłym roku nasza gospodarka będzie należała do najszybciej rosnących w UE, co przełoży się na wzrost wydatków na kulturę". --MC

Gorąca dyskusja o walcu Chopina

BBC, "Diapason"

Informowaliśmy w #23/2024 o sensacyjnym odkryciu nieznanego walca Chopina. Kompozycję odnalazł w Nowym Jorku Robinson McClellan. Po tym, jak "The New York Times" opisał sprawę (i natychmiast opublikował nagranie Lang Langa), świat muzyczny zawrzał, a liczący 48 taktów drobiazg wzbudził gorącą debatę. Na łamach BBC Stephen Hough, który ma w dorobku utrwalenie wszystkich walców Chopina, stwierdził, że to tak, "jakby odnaleźć nieznany wiersz Keatsa, którego poeta nie skończył; zawiera sporo błędów, a kolejność słów jest niedopracowana". Utwór, napisany prawdopodobnie około 1830 roku, Hough zalicza do juweniliów, które Chopin trzymał w szufladzie i które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. W podobnym duchu wypowiedział się włoski pianista Costantino Mastroprimiano. W wywiadzie dla belgijskiej gazety "L'Echo" wyraził liczne wątpliwości, dotyczące między innymi nierozpisywania przez Chopina aplikatury w tak prostych utworach, dużą liczbę banalnych zwrotów oraz nieścisłości rytmicznych w porównaniu z precyzją innych dzieł polskiego twórcy. Z kolei pianista Grzegorz Niemczuk uważa, że utwór jest zwyczajnie niedokończony. Warto podkreślić, że ani amerykańscy badacze, ani Narodowy Instytut Fryderyka Chopina nie podważają autentyczności znaleziska. By nie pozostawiać słuchaczy wyłącznie z interpretacją Lang Langa, "nowego walca" nagrał także, dla Warnera, Piotr Anderszewski.

--MC

Janczak "skutecznie odwołany"

"Gazeta Wyborcza", Radio Wrocław

Trudno doprawdy nadążyć za przetasowaniami w kierownictwie Opery Wrocławskiej. Od przeszło dekady dyrektorzy zmieniają się jak w kalejdoskopie. Powołany w czerwcu zeszłego roku duet Tomasz Janczak - Michał Znaniecki, który miał być "lekiem na całe zło" po burzliwym odejściu Haliny Ołdakowskiej, rozpadł się już w listopadzie, gdy Znaniecki zrezygnował. Janczak kierował instytucją samodzielnie, ale nad jego głową zebrały się natychmiast czarne chmury. Już poprzednie władze województwa chciały go odwołać. Nowe początkowo zaniechały tego planu, ale prędko do niego powróciły, zarzucając dyrektorowi szereg nieprawidłowości, od błędów przy wyborze scenografii do Włoszki w Algierze po rzekomą utratę miliona złotych dotacji z KGHM. Janczak odpowiedział na to obszernymi oświadczeniami prasowymi, oskarżając władze o polityczne rozgrywki, których miał się stać ofiarą. Przepychanki trwały od maja, ale ostatecznie - 18 października - Janczak został odwołany. Tymczasowo jego obowiązki przejęła dotychczasowa specjalistka do spraw kadr, Mirosława Kuczyńska-Wrzeszcz, a Zarząd województwa ogłosił konkurs na nowego dyrektora. "Sytuacja musi się unormować, mam nadzieję, że serial pt. "Zmiana dyrektora w Operze" już się kończy i znajdziemy osobę, która poprowadzi teatr przez pełną kadencję. Potrzebujemy stabilności" - mówi cytowany przez "Gazetę Wyborczą" Jarosław Rabczenko, odpowiedzialny w Zarządzie za sprawy kultury. W chwili, gdy numer trafia do druku, nabór aplikacji się zakończył. Najpóźniej 31 stycznia 2025 roku mamy poznać kolejnego dyrektora Opery. --MC

Alexis Kossenko na celowniku

"Diapason", "Le Canard enchaîné", Radio France

Kolejna odsłona #MeToo. Francuski tygodnik "Le Canard enchaîné" po głośnej sprawie François-Xaviera Rotha zwrócił uwagę na kolejną gwiazdę muzyki klasycznej, oskarżaną o przekroczenie intymnych granic swoich współpracowników i podopiecznych. Tym razem chodzi o flecistę Alexisa Kossenkę, specjalizującego się w muzyce dawnej. Proponował on rzekomo innym muzykom, w tym studentom, masaże stóp, które kończyły się niekonsensualnym dotykaniem miejsc intymnych. Działo się tak ponoć w kontaktach z dwójką studentów Kossenki z Konserwatorium Paryskiego, którzy poddali się procederowi z obawy, by nie trafić "na czarną listę". Autorzy artykułu przeprowadzili rozmowy z osobami podającymi się za ofiary, a także z szefami zespołów Holland Baroque i Oldenburg Opera, z którymi współpracował Kossenko i w których również miało dochodzić do molestowania. Wskazują oni na "niewłaściwe zachowania" flecisty. Nicolas Bucher, dyrektor Centre de musique baroque de Versailles, potwierdza w tym samym artykule, że otrzymał raport na ten temat, ale nie przedstawiono w nim konkretnych nadużyć Kossenki w ramach jego działalności w CMBV.

Federacja Wyspecjalizowanych Zespołów Wokalno-Instrumentalnych (Févis), do której należy kierowany przez Kossenkę zespół Les Ambassadeurs - La Grande Écurie, zapowiedziała, że traktuje sprawę poważnie i ją zbada. Podkreślono, że bezpieczeństwo artystów jest sprawą najważniejszą. Kossenko zaprzeczył wszystkim oskarżeniom i wycofał się z aktywności publicznych. W próbach do Don Giovanniego, którym miał dyrygować w styczniu przyszłego roku w Théâtre des Champs-Elysées, już zastąpił go Mathieu Romano. Oficjalnie nie wniesiono przeciw fleciście żadnych oskarżeń. --MC

Maciej Łukaszuk (1982-2024)

Był świetnym wiolonczelistą, specjalistą w wykonawstwie historycznym, członkiem Musicae Antiquae Collegium Varsoviense i Capella Regia Polona. Miał 42 lata. Śmierć artysty wywołała ogromne poruszenie w środowisku. "Wraz z odejściem Macieja, tracimy wirtuoza, wspaniałego człowieka, dla wielu wręcz mentora" - napisał w pożegnaniu zespół Warszawskiej Opery Kameralnej. "Człowiek, który absolutnie zaraził mnie pasją do muzyki dawnej, szczególnie do muzyki francuskiej. Nasz "Pan od zespołu", oddany i zawsze wspierający. Zawsze przygotowany, profesjonalny i ze świetnym poczuciem humoru. Takiego go zapamiętam - chociaż tak bardzo nie mogę pogodzić się, że wspominam go w czasie przeszłym... Spoczywaj w pokoju Maćku, graj pięknie w niebieskiej orkiestrze" - napisał reżyser dźwięku Michał Bereza na profilu Polskiej Opery Królewskiej.

Łukaszuk ukończył klasę wiolonczeli Andrzeja Orkisza oraz Międzywydziałowe Studium Muzyki Dawnej Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie, a także klasę wiolonczeli barokowej Teresy Kamińskiej w Akademii Muzycznej w Krakowie. Fascynowała go francuska muzyka XVIII wieku - swoją pracę doktorską poświęcił twórczości Josepha Bodina de Boismortiera. Współpracował z wieloma zespołami wykonującymi muzykę dawną: Arte dei Suonatori, Holland Baroque, Les Ambassadeurs, {oh!} Orkiestrą, Wrocławską Orkiestrą Barokową. Jego repertuar obejmował też utwory późniejsze, od klasycyzmu do muzyki współczesnej, a nawet filmowej i metalowej. Dokonywał prawykonań, koncertował z jazzmanami (między innymi z Leszkiem Możdżerem), nagrał kilka płyt z zespołem metalowym Gladius Noctis, brał udział w programach telewizyjnych, występując chociażby z Justyną Steczkowską. Dokonał licznych nagrań dla rozgłośni radiowych i wytwórni płytowych, takich jak Alpha, Sony Music, CD Accord, Warner Music. --MC

PASSEGGIATA...

ANSA

Włosi wysłali do Buenos Aires ambasadorkę swojej kultury (oczywiście tej firmowanej przez prawicowy rząd Giorgii Meloni). Beatrice Venezi, której występy witano w Nicei okrzykami: "Żadnych faszystów w operze!", została ogłoszona główną dyrektorką gościnną Teatro Colón. Na oficjalnej ceremonii obecna była ministra kultury miasta Buenos Aires, Gabriela Ricardes. Venezi współpracuje z włoskim ministerstwem. Jest córką Gabriele Veneziego, współzałożyciela neofaszystowskiej partii Forza Nuova. Południowoamerykański kierunek kariery nie powinien więc dziwić. --MC

Human Rights Foundation

A propos Ameryki Południowej - dużych przykrości doświadcza Gustavo Dudamel, który szykuje się do objęcia sterów Filharmonii Nowojorskiej. W Los Angeles, gdzie wciąż urzęduje, Fundacja Praw Człowieka po raz kolejny zgotowała mu protest. Powód? Milczenie na temat zbrodni wenezuelskiego dyktatora Nicolása Maduro i sfałszowanych wyborów oraz branie od niego pod stołem pieniędzy na dalsze prowadzenie edukacji muzycznej dla najuboższych w ramach słynnej El Sistema. Dudamel wywodzi się z tego programu, częściowo zawdzięcza mu karierę i dotychczas nie chciał go narażać na upolitycznienie. Protestujący uważają, że to już dawno się dokonało. --MC

"The Guardian"

Gdyby reputacja Dudamela ucierpiała zanadto, to w Nowym Jorku może go zastąpić robot-dyrygent o trzech "ramionach". Wynalazek pod nazwą MAiRA Pro S prowadzi orkiestrę, używając mieczy świetlnych (czy to ty, generale Grievous?). Zadebiutował z okazji 25-lecia Dresdner Sinfoniker, w Semiconductor's Masterpiece Andreasa Gundlacha na 16 instrumentów dętych blaszanych i 4 perkusje - utworu niemożliwego do poprowadzenia przez ludzkiego kapelmistrza. Twórcą maszyny jest Markus Rindt, dyrektor artystyczny orkiestry, współpracujący z Uniwersytetem Technicznym w Dreźnie. Podobno pomysł przyszedł mu do głowy 23 lata temu, kiedy jeden z fagocistów narzekał, że w trudnym utworze nikt nim nie dyryguje. Zapracowany Rindt miał wtedy odpowiedzieć: "Nie jestem przecież robotem!". --MC

"The New York Times"

Robotem z pewnością nie jest Peter Gelb, dyrektor Metropolitan Opera. Wręcz przeciwnie, dysponuje całkowicie ludzkim geniuszem, pomagającym mu przezwyciężać przeciwności losu, a zwłaszcza złośliwości krytyków, narzekających, że nie wszystkie zamawiane opery są równie wartościowe. Dotknięty do żywego Gelb opublikował w "The New York Times" artykuł wyjaśniający, jak wiele dobrego zrobił przez 18 lat. "Teraz i w nadchodzących sezonach, czerpiąc inspirację z czasów świetności Pucciniego, prezentuję więcej nowych i najnowszych dzieł niż przez ostatnie 100 lat. [...] Mogę zaświadczyć, że te opery rezonują z publicznością! Ta reaguje podekscytowaniem i emocjami. Krytycy, co nie zaskakuje, nie zawsze są entuzjastyczni" - ubolewa. Jak temu zaradzić? Najlepiej zapraszać tylko odpowiednio zaprogramowanego krytyka-robota. --MC