OD REDAKCJI
KRYTYKA ZOBOWIĄZUJE
Daniel Cichy
Fot. Bartek Barczyk/PWM
"Kompromitacja". "Recenzja jest bezsprzecznie bardzo słaba i świadczy o mocno niedoświadczonym piórze autora". "Tekst jest nielogiczny, bardzo niespójny, rwany i zupełnie nieodczytujący intencji artysty". "Recenzja jest tak groteskowa, [...] że nawet nie ma co jej poważnie komentować". "Recenzent [...] powinien umieć się posługiwać językiem polskim w miarę choć poprawnie, przydatna byłaby też wiedza merytoryczna". ""Ruch Muzyczny" powinien zdecydowanie staranniej dobierać sobie współpracowników, jeśli chce utrzymać poziom". "Na piórach Andrzeja Chłopeckiego, ale też Olgierda Pisarenki czy Ludwika Erhardta, się znamy. To byli ludzie zarówno słyszący, jak i kompetentni językowo i kulturowo. Tu mamy zapiski jak ze "sztambucha gimnazjalisty"".
To ledwie kilka cytatów z opinii, które wyrazili nasi Czytelnicy pod dwiema recenzjami niedawno opublikowanymi na oficjalnym profilu facebookowym #. Poza oczywistą konstatacją, że każdy osąd krytyczny - niezależnie od jego pozytywnego lub negatywnego nacechowania - wywołuje reakcję odbiorcy, wypowiedzi te dowodzą, jak ważną częścią życia kulturalnego jest krytyka muzyczna, jak silne emocje wzbudza. Pozwala nie tylko porządkować wiedzę, uzasadniać odczucia, pogłębiać doświadczenie kontaktu z dziełem i jego wykonaniem, lecz także daje możliwość konfrontacji własnej refleksji ze zdaniem innych. Dyskusja z wypowiedzią krytyka - głosem co prawda obcym, acz przydatnym w relacji między muzykiem a odbiorcą - pomaga w odkrywaniu nieznanych płaszczyzn interpretacji, odnajdywaniu ukrytych kontekstów, zaś samych wykonawców z założenia powinna utwierdzać w artystycznych wyborach lub prowokować do dalszych poszukiwań. W tym momencie wiele osób mogłoby dodać: "Pod warunkiem, że krytyk muzyczny jest...". I tu następuje długa wyliczanka koniecznych przymiotów...
Dyskusja na temat krytyki muzycznej powraca regularnie, a kolejne generacje publicystów z refrenowym uporem podejmują próby określenia swojego miejsca. Na łamach # po raz kolejny spoglądamy więc na tę sferę. Jesteśmy odpowiedzialni za opiekę nad jednym z ostatnich pism poświęconych wyłącznie muzyce w polskiej rzeczywistości medialnej. Tradycja magazynu, poczet jego znakomitych autorów i legendarnych redaktorów zobowiązują nas do zachowywania najwyższych standardów oraz do krytycznego podejścia do siebie samych i korygowania własnych błędów.
Zdarza się nam i naszym autorom nie odczytać w pełni intencji artystów, nie rozpoznać licznych warstw znaczeniowych interpretacji, nie rozeznać w wyrafinowaniu kompozytorskiego warsztatu; zgrzeszyć brakiem erudycji, błyskotliwego dowcipu i znajomości kodów kulturowych. Bywa, że użyjemy słabej metafory, nieeleganckiego zwrotu, popełnimy rzeczowy błąd, niezręczność językową. A czasem na odwrót - upajamy się kunsztownym językiem, tracąc z oczu jego funkcję komunikacyjną. Niektórzy z nas przeżywają "ucztę duchową" na koncercie orkiestry, przed którą jeszcze obiektywnie wiele pracy, a mlaskają z niesmakiem nad niuansami piana altówek w nagradzanym zespole klasy A. Nie możemy też zapomnieć o zmieniających się uwarunkowaniach społecznych uprawiania krytyki. Dziś nie piszemy o "grubonogich brzydulach" (to cytat z tekstu autora najczęściej przez Czytelników # określanego jako autorytet), chociaż recenzje po ostatnim Konkursie Chopinowskim czy gorące komentarze internautów obserwujących Konkurs Wieniawskiego dowodzą, że koncentrowanie się na fizycznych atrybutach artystów wciąż nie jest rzadkością.
Proponujemy Państwu w najbliższych numerach rozważania o krytyce muzycznej, na początek oddając głos osobom z zewnątrz naszej krytycznej bańki - specjalistce komunikacji językowej Katarzynie Osior-Szot oraz psycholożce Małgorzacie Sierszeńskiej-Leraczyk. Bo łatwo narzekać, że kiedyś to byli krytycy. Inteligentni erudyci, wyważeni, a jednocześnie ostrzy w sądach, wrażliwi, lecz - kiedy trzeba - uroczo kąśliwi. A jakim dysponowali piórem! A dziś? Nie ma kogo czytać, zaś krytyka muzyczna nie istnieje.
Udowodnimy, że jest inaczej. A na pewno, że może być inaczej.
Cytat numeru:
Nie ma sensu szukać obiektywizmu. Dlaczego niby mielibyśmy PODĄŻAĆ za czymś, czego po prostu NIE MA w ocenie ludzkiej?
--Małgorzata Sierszeńska-Leraczyk
#24 2022 rok LXVI
Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku
Redaktor naczelny
Daniel Cichy
Redaktorka prowadzącaDominika Micał
Sekretarz redakcji
Maciej Kucharski
maciej_kucharski@pwm.com.pl
Zastępca redaktora naczelnegofestiwale, koncerty
Krzysztof Stefański
krzysztof_stefanski@pwm.com.pl
Swoboda ruchu, muzyka dawna
Karolina Kolinek-Siechowicz
karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.pl
Swoboda ruchu, muzyka współczesna
Dominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl
Wydawnictwa
Michał Mendyk
michal_mendyk@pwm.com.pl
Teatr muzyczny
Jacek Marczyński
Redaktorzy seniorzy
Józef Kański, Olgierd Pisarenko
Sekretariat
Katarzyna Dubiel
redakcja@ruchmuzyczny.pl
Dyrektor artystyczny
projekt graficzny
Marek Knap
marek.knap@asp.waw.pl
Studio graficzne
Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)
Redakcja i korekta
Maria Konopka-Wichrowska
Internet
Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl
Wydawca
Polskie Wydawnictwo Muzyczne
al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków
Oddział w Warszawie
ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa
pwm@pwm.com.pl
Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.
Za treść reklam redakcja nie odpowiada.
Redakcja czynna od godz. 10.00 do 15.00
Adres
ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa
tel.: +48 885 860 332
email: redakcja@ruchmuzyczny.pl
www.ruchmuzyczny.pl
ruchmuzyczny
ruchmuzyczny
Ruch Muzyczny
"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych
informacje na www.defacto.org.pl
Ikonki: www.flaticon.com/freepick
Na okładce Daniel Stabrawa, fot. Radek Polak
AKTUALNOŚCI
Imponująco WYRAZISTA
W Londynie zabrzmiał II Koncert fortepianowy Agaty Zubel
"The Financial Times", "The Times"
Fot. materiały prasowe London Philharmonic Orchestra
Utwór powstał na zamówienie London Philharmonic Orchestra, a jego prawykonanie odbyło się w Royal Festival Hall 9 listopada. Solistką była Tomoko Mukaiyama, duńsko-japońska pianistka i artystka wizualna, mieszkająca w Amsterdamie.
Koncert przeznaczony jest dla solisty grającego na dwóch instrumentach. Jeden nastrojony o ćwierć tonu niżej niż drugi. Richard Fairman w "The Financial Times" zauważa, że stanowi to odbicie zainteresowania Agaty Zubel muzyką mikrotonową, co słychać najwyraźniej, gdy oba instrumenty brzmią jednocześnie. Dostrzega ponadto klasyczną formę, którą jednak Zubel wypełniła "dźwiękowymi wirami oraz intrygującą, nieco upiorną częścią wolną". Krytyk chwali wykonanie London Philharmonic Orchestra, którą tego wieczoru poprowadził energicznie Edward Gardner.
Nieco bardziej zachowawczo wypowiedział się Geoff Brown w "The Times": "Koncert zatytułowano "Sounding a Century". Ale o który wiek chodzi? Dziełem, które miało odpowiedzieć na to pytanie, był II Koncert fortepianowy Agaty Zubel, napisany w 2022 roku [...]. Wypełniony improwizowanymi momentami, mikrotonowymi mgłami, mętną harmonią pełzającą w górę i w dół oraz nieuporządkowanymi zderzeniami dwóch fortepianów, 25-minutowy Koncert sugerował inny czas powstania - przypominał bardziej dzieło polskiej sceny awangardowej lat sześćdziesiątych, czyli dekady, w której Zubel jeszcze nie było na świecie" - czytamy.
W programie znalazła się też IV Symfonia Witolda Lutosławskiego. "FT" pisze, że był to "kalejdoskop połyskujących faktur, wyrazistych rytmów i melodycznych smug". Recenzent zwraca uwagę, że "skomponowanie symfonii, która jest w tego rodzaju nieustannym ruchu, było możliwe dzięki bogatemu doświadczeniu Lutosławskiego - to w końcu jeden z jego ostatnich utworów". Wieczór ukoronowało Święto wiosny Igora Strawińskiego. Tego samego dnia na koncercie kameralnym Agata Zubel wystąpiła jako wykonawczyni. Muzycy LPO wraz z artystką zaprezentowali Mono-drum na bęben wielki oraz Not I na głos, zespół instrumentalny i elektronikę polskiej kompozytorki. Całość dopełniły Folk Songs Luciana Beria.
Koncerty Agaty Zubel odbyły się przy wsparciu Instytutu Adama Mickiewicza, w ramach współpracy z London Philharmonic Orchestra. Polskie prawykonanie II Koncertu fortepianowego zaplanowane jest na jesień 2023 roku, grać ma orkiestra Filharmonii Narodowej. --MC, MAK
Dyrygent na ZIMNEJ WYSPIE
Michał Klubiński
Z inicjatywy Ambasady RP w Reykjavíku, w stolicy Islandii odbyły się uroczystości poświęcone Bohdanowi Wodiczce, który z zimną wyspą związał dziesięć lat swojej bogatej działalności artystycznej. W nowoczesnym budynku filharmonii - Harpa - 3 listopada wystąpiła Islandzka Orkiestra Symfoniczna (ISO) pod batutą swojej szefowej, Evy Ollikainen, z udziałem Jana Lisieckiego. W programie znalazły się utwór nestora islandzkich kompozytorów, przyjaciela Wodiczki, Jóna Nordala - Adagio na orkiestrę kameralną, Uwertura koncertowa Szymanowskiego, I Symfonia Lutosławskiego oraz Koncert e-moll Chopina. Dwa dni później, w nawiązaniu do Wodiczkowych ideałów edukacyjnych, zorganizowano koncert dla dzieci z komentarzem w dwóch językach - polskim i islandzkim. Podsumowaniem wydarzeń był wieczór 16 listopada na tamtejszym uniwersytecie - zaprezentowano film dokumentalny Janusza Sijki Wodiczko (Polska, 2010). W drugiej części, jako autor pierwszej pełnej monografii maestra (Bohdan Wodiczko. Dyrygent wobec nowoczesnej kultury muzycznej, Universitas, Kraków 2017), niżej podpisany wygłosił wykład na temat jego pracy artystycznej w Polsce i Islandii oraz jego idei dotyczących kultury muzycznej i teatru operowego.
Wodiczko działalność w Reykjavíku rozpoczął w sezonie 1960/1961, kiedy dostał zaproszenie tamtejszych władz, aby poprowadzić koncert z okazji Roku Chopinowskiego. Po tym został mianowany kierownikiem artystycznym i I dyrygentem Orkiestry Symfonicznej (obecnie Iceland Symphony Orchestra). W stolicy Islandii ponownie pracował w latach 1965-1968, prowadząc dodatkowo koncerty tamtejszej Narodowej Orkiestry Radiowej. W latach 1970-1971 dyrygował gościnnie oraz zorganizował Festiwal Muzyki Współczesnej. Na wyspę wracał w latach 1974 (kiedy przygotował w Teatrze Narodowym premierę Carmen) i 1975. Osiągnął w Islandii oszałamiający sukces artystyczny, wdrażając wszystkie swoje ideały dotyczące życia muzycznego, których na skutek niesprzyjających warunków społeczno-politycznych nie mógł zrealizować w Polsce (promocja muzyki XX wieku, organizacja koncertów edukacyjnych i popularnych, objazdy po całym kraju, inicjowanie twórczości współczesnych kompozytorów, między innymi Pálla Ísólfssona, Atliego Heimira Sveinssona, ?orkella Sigurbjörnssona, Jóna Nordala, Leifa ?órarinssona). Islandczycy uznali Wodiczkę za istotnego budowniczego swojej współczesnej kultury, czego wyrazem było uhonorowanie go (jako jedynego Polaka w historii) Orderem Sokoła w 1968 roku - "przyznawanym mieszkańcom Islandii lub cudzoziemcom, którzy szczególnie zasłużyli się na polu wspierania dobra i honoru Ojczyzny lub mieli szczególne osiągnięcia na polu humanistyki".
Poznań bez Dziadka...
poznan.wyborcza.pl
Dziadek do orzechów Piotra Czajkowskiego od lat jest stałym punktem w grudniowym repertuarze Teatru Wielkiego im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu.
"W tym roku spektakl zdjęto z afisza. Powód: Czajkowski był rosyjskim kompozytorem, a od wybuchu wojny w Ukrainie wszystko, co rosyjskie, obejmowane jest sankcjami lub bojkotem" - pisze Alicja Lehmann. Jak czytamy: "uczennice i uczniowie szkoły baletowej oraz ich rodzice o odwołaniu przedstawienia dowiedzieli się z wiadomości mailowej, w której jako główny powód podano decyzję ministra kultury i dziedzictwa narodowego". Resort kultury w wypowiedzi dla wyborczej.pl dementuje tę informację. Biuro prasowe MKiDN podkreśla, że 2 marca 2022 roku, czyli kilka dni po rosyjskim ataku na Ukrainę, Piotr Gliński podległym sobie instytucjom kulturalnym zalecił takie działanie, ale "ostateczną decyzję pozostawił zarządzającym".
Oprócz profesjonalnych artystów w tej inscenizacji Dziadka do orzechów występują też dzieci. "Naturalnym zapleczem jest tu Ogólnokształcąca Szkoła Baletowa w Poznaniu. Dla wielu uczniów jest to pierwsza, a dla części nawet jedyna okazja na występ z prawdziwego zdarzenia. Na początku roku szkolnego w szkole zorganizowano casting, 52 osoby dostały zaproszenie do udziału w przedstawieniu. Tancerki i tancerze ćwiczyli role popołudniami, poza zajęciami w szkole" - rozwija temat Alicja Lehmann. Anna Czajkowska, rzeczniczka Teatru Wielkiego w Poznaniu, informuje, że próby do spektaklu jeszcze się nie zaczęły. "Generalnie do grudniowych przedstawień próby zaczynamy w listopadzie. Obecnie jesteśmy przed podjęciem decyzji, co w zamian zagramy. Do wyboru jest Don Kichot lub Gala baletowa. Dzieci, które miały tańczyć w Dziadku do orzechów, mogą tańczyć w tych przedstawieniach" - zapewnia rzeczniczka. "Jest nam bardzo przykro, że taka decyzja zapadła, i muszę podkreślić, że odbyło się to poza nami - mówi Rafał Kasprzak, dyrektor Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Poznaniu i dodaje: - Jestem absolutnym przeciwnikiem tego obłędu, który funduje Putin. Jednak całkiem niedawno śledziłem dyskusję, jaka toczyła się wokół Akademii Muzycznej w Kijowie, noszącej imię Piotra Czajkowskiego właśnie. Czajkowski miał ukraińskie pochodzenie. Po wybuchu wojny akademia zastanawiała się nad zmianą patrona, ale ostatecznie pozostała przy rosyjskim kompozytorze". --MAK
...Mediolan bez Borysa?
Operawire, Reuters
Konsul generalny Ukrainy w Mediolanie Andrij Kartysz wezwał La Scalę do odwołania Borysa Godunowa Modesta Musorgskiego. Spektakl w reżyserii Kaspera Holtena ma zainaugurować nowy sezon na początku grudnia, a w obsadzie śpiewają rosyjscy artyści. Dyrektor muzyczny Riccardo Chailly odpowiedział w wywiadzie udzielonym "Corriere della Sera", że planów nie zmieni. Głośno wokół programu La Scali zrobiło się już pod koniec października, gdy na biurku burmistrza Mediolanu oraz szefa Fundacji Teatro alla Scala wylądował list, pod którym podpisały się 23 włosko-ukraińskie organizacje. Jego autorzy twierdzili, że Borys Godunow w repertuarze służy propagandzie rosyjskiej: "Obywatele Federacji Rosyjskiej są przekonani, że Włochy są nośnikiem wielkiej rosyjskiej kultury, a większość obywateli popiera politykę Putina". Oliwy do ognia dolał Andrij Kartysz, domagający się, aby teatr zaniechał inaugurowania sezonu dziełem Musorgskiego. Dyplomata twierdzi, że "takie przedstawienia nie powinny być na służbie propagandy, a w tym przypadku mamy z tym do czynienia, ponieważ Rosja używa kultury do wzmacniania przekazu o swojej potędze". Kontrowersje wywołuje nie tylko pochodzenie dzieła, lecz także obsada - w spektaklu wystąpić mają Ildar Abdrazakow (rola tytułowa), Anna Dienisowa (Ksienia), Aleksiej Markow (Szczełkałow) - śpiewacy związani z Teatrem Maryjskim w Petersburgu.
Dominique Meyer, dyrektor artystyczny La Scali, jeszcze w czerwcu uprzedzał, że nie planuje bojkotować muzyki rosyjskiej i nie ma zamiaru odwoływać premiery. Jak pisaliśmy w #: "Zapytany o politykę kulturalną w stosunku do Rosji i jej agresji w Ukrainie, Meyer zauważa, że nowy sezon przypadkowo otworzy Borys Godunow, na którego produkcję La Scala zdecydowała się dwa lata temu, nawiązując do ikonicznego przedstawienia pod batutą Claudia Abbado, w reżyserii Jurija Lubimowa". Jak informuje Reuters, powołując się na źródła bliskie teatrowi, obecnie jest i tak za późno na zmiany.
"Wszyscy jesteśmy z Ukrainą i czekamy na zakończenie tego konfliktu, ale polityka i jej konsekwencje nie mogą wywierać presji na kulturę" - oświadczył Riccardo Chailly w rozmowie z "Corriere della Sera", którą cytuje portal Operawire. "Miesiąc po rozpoczęciu wojny, 100 muzyków międzynarodowej obsady wyszło na scenę, aby wyrazić solidarność z obrońcami Ukrainy; 4 kwietnia wystawiliśmy Stabat Mater Rossiniego i był to nasz krzyk bólu przeciwko wojnie. Na koncert wstęp był darmowy, a zebrane fundusze (380 tys. euro) przekazaliśmy na rzecz ukraińskich uchodźców. Zdejmowanie arcydzieła, które kończy się śmiercią cara, to karanie kultury. Naszym pomysłem jest połączenie Makbeta z Borysem, by pokazać, że nadużywanie władzy prowadzi do szaleństwa. Czy chcemy bojkotować także Szekspira? W styczniu wykonamy Czajkowskiego, później koncert na 70-lecie śmierci Prokofiewa, ukraińskiego geniusza! Jeśli chodzi o sztukę, brakuje obiektywnego podejścia. Sztuka nie może płacić za to straszliwe spustoszenie, które dzieje się od 24 lutego" - stwierdza Chailly.
Dodajmy, że wezwania do bojkotu muzyki rosyjskiej nie milkną. Niedawno w Arezzo doszło do protestu. Demonstrujący na placu św. Franciszka domagali się odwołania koncertów z rosyjską muzyką w repertuarze oraz zdjęcia z afisza recitalu Anny Nietriebko zaplanowanego na 7 lutego. Podobne wezwania kierowane są do Petera Gelba, szefa Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Teatr jednak trzyma się swojego hasła: "Odwołujemy Putina, nie Puszkina". --MC, MAK
Koryfeusze dla kobiet
nimit.pl
Poznaliśmy laureatów tegorocznych nagród Koryfeusz Muzyki Polskiej. Statuetki zostały rozdane 13 listopada. Wszystkie indywidualne powędrowały do kobiet.
Nagrodę honorową za całokształt działalności otrzymała w tym roku Jadwiga Mackiewicz - legendarna Ciocia Jadzia - pedagożka, niestrudzona popularyzatorka muzyki wśród dziecięcej publiczności, dla której przez wiele lat prowadziła liczne koncerty oraz audycje radiowe i telewizyjne. Osobowością roku została skrzypaczka Agata Szymczewska - za działalność edukacyjną i popularyzatorską, przybliżanie postaci Henryka Wieniawskiego w przystępny sposób (również jako ambasadorka XVI Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego jego imienia). Za wydarzenie roku uznano XVIII Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina - za szeroki dostęp do przesłuchań konkursowych przez różnorodne platformy cyfrowe. Nagrodę w tej kategorii odebrał Stanisław Leszczyński, zastępca dyrektora Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, organizatora Konkursu.
Nagroda w kategorii odkrycie roku została przyznana w otwartym głosowaniu publiczności. Melomani zadecydowali o zwycięstwie dyrygentki Anny Sułkowskiej-Migoń, nominowanej za wiele sukcesów i nagród w ostatnim sezonie artystycznym, ze szczególnym uwzględnieniem pierwszej nagrody w Konkursie Dyrygenckim La Maestra w Paryżu (rozmowa Krzysztofa Stefańskiego z laureatką w #7/2022).
"W tym roku daje się zauważyć, że jury konkursu dołożyło starań, by nagrodzić popularyzację sztuki. Indywidualni zwycięzcy Koryfeuszów ukazują to, co od starożytności było rolą koryfeusza w greckim teatrze - przewodnicy chóru wiodą nas na same szczyty, prowadzą nas, nadają tempo i rytm. Pokazują, że muzyka jest w nas, że pragniemy jej słuchać, że ona nadaje naszemu życiu smak" - mówi Lech Dzierżanowski, p.o. dyrektora Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca. Nagroda Koryfeusz Muzyki Polskiej powstała w 2011 roku.
Laureatów wskazuje Kolegium Elektorów, w skład którego wchodzą rektorzy akademii muzycznych, uniwersytetów, dyrektorzy instytutów muzykologii, dyrektorzy uniwersyteckich instytutów prowadzących studia z edukacji muzycznej, dziennikarze mediów zajmujących się muzyką, przedstawiciele związków i organizacji branżowych, a także wszyscy dotychczas nagrodzeni. Przyznawana jest w kategoriach: osobowość roku, wydarzenie roku oraz nagroda honorowa, a także w skierowanej do młodych artystów kategorii odkrycie roku. Ta ostatnia jest nagrodą publiczności i nie zostaje poddawana głosowaniu Kolegium Elektorów. Nagrodzeni otrzymali statuetki autorstwa Adama Myjaka. Nagrody finansowe ufundowali Związek Artystów Wykonawców STOART oraz Stowarzyszenie Autorów ZAiKS. --MC, MAK
PASSEGGIATA...
"Le Parisien", "The Times"
Odnalazł się stradivarius "Lauterbach". Instrument skradziono w 1944 roku z warszawskiego Muzeum Narodowego i słuch o nim zaginął. Obecny posiadacz zgłosił się do francuskiej organizacji Musique et Spolations, która zajmuje się poszukiwaniem zrabowanych instrumentów i muzykaliów. Skrzypce należały niegdyś do Johanna Christiana Lauterbacha, który od 1861 roku był następcą Karola Lipińskiego na stanowisku koncertmistrza Saskiej Królewskiej Orkiestry Dworskiej w Dreźnie. Do warszawskiego muzeum trafiły w 1939 roku, kiedy zmarł ich ostatni przedwojenny właściciel, Henryk Grohman. Niemcy natknęli się na nie w specjalnej skrytce i wywieźli z Warszawy. Właśnie trwają badania oraz próby ustalenia prawowitego właściciela stradivariusa. --MC
"Der Standard", APA
Artyści grożą pozwaniem Festiwalu w Salzburgu. Chodzi o wydarzenia odwołane lub przełożone z powodu pandemii. Część wykonawców w ogóle nie otrzymała wynagrodzeń za swoją pracę - twierdzi ich prawnik. Mówi się o prawie 200 osobach i 10 milionach euro. W lecie 2020 roku, władze austriackie pozwoliły na zorganizowanie festiwalu przy zachowaniu różnych ograniczeń. W zawartych umowach nie było zapisów o tym, że w przypadku przełożenia lub odwołania występu artysta nie otrzyma wynagrodzenia. Tak mogłoby być, gdyby zadziałała "siła wyższa", ale zdaniem śpiewaka Wolfganga Ablingera-Sperrhackego, w tych okolicznościach nie jest ona prawnie ważna. Sprawa ma trafić do sądu. Zarząd festiwalu oświadczył, że "zarzuty są bezpodstawne". --MC, MAK
nimit.pl, gov.pl
Po ponad dwóch latach kierowania Narodowym Instytutem Muzyki i Tańca Katarzyna Meissner złożyła na ręce ministra kultury i dziedzictwa narodowego prośbę o odwołanie z funkcji dyrektora. Od 1 listopada obowiązki dyrektora pełni Lech Dzierżanowski, dotychczas zarządzający Departamentem Muzyki w tej instytucji. "Praca z zespołem Instytutu oraz środowiskami tańca i muzyki była wyzwaniem, przyjemnością i z pewnością jedną z lepszych rzeczy, która spotkała mnie w życiu zawodowym" - stwierdziła Katarzyna Meissner. --MC, MAK
classic.fm
Był jednym z pierwszych znanych czarnoskórych kompozytorów i zarazem czarnoskórych oficerów armii francuskiej. Biograficzny film Chevalier o Josephie Boulogne, kawalerze de Saint-Georges, nauczycielu muzyki na dworze Marii Antoniny, trafi wkrótce do kin. Boulogne zasłynął jako wirtuoz skrzypiec, kompozytor, dyrygent i szermierz. Urodził się w 1745 roku jako nieślubny syn senegalskiej niewolnicy i francuskiego kolonisty. Obraz reżyseruje jamajsko-kanadyjski twórca Stephen Williams. Oryginalna ścieżka dźwiękowa skomponowana została przez Krisa Bowersa. --MC